środa, 31 stycznia 2024

02.02. - Ofiarowanie Pańskie

 Ml 3,1-4

Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie. Oto nadejdzie, mówi Pan Zastępów. Ale kto przetrwa dzień Jego nadejścia i kto się ostoi, gdy się ukaże? Albowiem On jest jak ogień złotnika i jak ług farbiarzy. Usiądzie więc, jakby miał przetapiać i oczyszczać srebro, i oczyści synów Lewiego, i przecedzi ich jak złoto i srebro, a wtedy będą składać Panu ofiary sprawiedliwe. Wtedy będzie miła Panu ofiara Judy i Jeruzalem jak za dawnych dni i lat starożytnych.

Hbr 2,14-18

Ponieważ zaś dzieci uczestniczą we krwi i ciele, dlatego i On także bez żadnej różnicy stał się ich uczestnikiem, aby przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby uwolnić tych wszystkich, którzy całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli. Zaiste bowiem nie aniołów przygarnia, ale przygarnia potomstwo Abrahamowe. Dlatego musiał się upodobnić pod każdym względem do braci, aby stał się miłosiernym i wiernym arcykapłanem wobec Boga dla przebłagania za grzechy ludu. W czym bowiem sam cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom.

Łk 2,22-40

Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela. A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu. Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostawała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta - Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.




Moje oczy ujrzały Twoje zbawienie

Chrystus ofiarowany w świątyni, według Prawa Mojżeszowego staje się według słów Symeona "światłem na oświecenie pogan". Albo jak mówi św. Jan w swojej Ewangelii (J 1,9) - Chrystus jest "światłem prawdziwym, które oświeca każdego człowieka przychodzącego na ten świat". Co znaczą jednak te bardzo teologiczne sformułowania w moim codziennym życiu? Czy Chrystus rzeczywiście oświeca coś w mojej codzienności, w moim zmaganiu się z kłopotami, chorobą, problemami, w mojej pracy, w rodzinie, w moim domu, w szkole, w pracy? Co znaczy, że Chrystus ma być światłem mojego życia?

Światło nie jest po to, aby w niego patrzeć, bo można oślepnąć, oczy bolą i łzawią, a po takim seansie wpatrywania się w światło człowiek nie widzi nic. Światło jest po to, aby nam oświetlało, to co jest dookoła nas, abyśmy przy jego pomocy mogli widzieć wyraźnie, poruszać się, czytać, wykonywać nasze codzienne zajęcia, żyć normalnie. Bez światła żyjemy w ciemności i nic nie jest widoczne. Nawet najpiękniejsze przedmioty nie są dostrzegane, nie mogą być podziwiane, giną w mroku i ciemności, gdy nie m światła.

Światło jest więc po to, aby oświecało, abym lepiej widział, abym lepiej i sensowniej żył. Aby moje oczy ujrzały sens i znaczenie mojego życia i mojej śmierci, abym dostrzegł, że na świecie nie jestem sam, że są na nim także inni ludzi, moi bracia. Ale światło jest także po to, abym dojrzał, gdzie jest ostateczny sens i cel mojego życia, aby przy pomocy tegoż światła "moje oczy ujrzały Zbawienie." Aby ono mnie oświeciło, abym nie był ciemny i zacofany. W przeciwnym wypadku będę błądził po omacku i żył w ciemnościach.

Czy Chrystus jest światłem w moim życiu? Czy może są tam tylko inne ogniki i iskierki, zepsute lampy i zabrudzone latarki, idole i gwiazdki, światełka i błyskotki, które nic nie oświetlają?


Homilia alternatywna

Dzisiejsze święto Ofiarowania Pańskiego ma swoje korzenie w judaistycznej tradycji (a raczej w prawie mojżeszowym) ofiarowania pierworodnego syna Bogu. To mojżeszowe prawo ma swoje źródło w wydarzeniach, które poprzedziły wyjście Izraelitów z Egiptu, a szczególnie w ostatnim wydarzeniu, jakim było przejście przez Egipt anioła śmierci, który według Księgi Wyjścia (Wj 12; 12-13) przeszedł przez Egipt zabijając „wszystko pierworodne wśród Egipcjan”, a oszczędzając jedynie dzieci Izraelskie. Izraelici bowiem krwią baranka spożywanego jako Pascha oznaczyli odrzwia swoich domów i to uchroniło ich przed śmiercią z ręki anioła wysłanego dla ukarania Egipcjan.

Zgodnie z nakazem bożym „... oddasz wszelkie pierwociny łona matki dla Pana i wszelki pierwszy płód bydła, jaki będzie u ciebie; co jest rodzaju męskiego, należy do Pana.” (Wj 13:12), każda rodzina miała obowiązek przedstawić pierworodnego syna Bogu, jako ofiarę. Oczywiście że dzieci nie zabijano i nie składano w ofierze, ale wykupywano je ofiarą ze zwierząt. Najubożsi  składali w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie. I tak też postąpiła pobożna rodzina z Nazaretu.

Jest jednak w tym akcie głębszy sens i znaczenie. Jezus – Jednorodzony Syn Boży ofiarowany świątyni jest najdoskonalszym Barankiem ofiarowanym za grzechy świata. Jest więc Ofiarowanie Pańskie niejako zapowiedzią ostatecznej ofiary Chrystusa na krzyżu, kiedy On sam złoży się na Ofiarę przebłagalną za grzechy ludzkości. Dlatego prorok Symeon zapowiada Maryi: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, ...”. Od początku swego życia Jezus jest przeznaczony na ofiarę, na zadośćuczynienie za nasze grzechy. Jest On też -jak Symeon podkreśla- „światłem na oświecenie pogan i chwałę ludu Izraela”.

Warto dostrzec te związki dzisiejszego święta z wydarzeniem wyjścia Izraelitów z niewoli Egipskiej i z barankiem paschalnym, którego krew była znakiem wykupu. Chrystus bowiem swojej osobie realizuje zapowiedzi i proroctwa całego Starego Testamentu, jest zapowiadanym Mesjaszem, Barankiem Paschalnym, Ofiarą składaną za grzechy ludu, Światłością na oświecenie pogan (Iz 49;6). Jest rzeczywiście Odkupicielem i Zbawicielem, Wyzwolicielem i Zadośćuczynieniem. Fakt ofiarowania Jezusa w świątyni jest faktem z początków życia Jezusa, ale jego duchowe i teologiczne reminiscencje odnaleźć możemy w całej późniejszej działalności i w nauczaniu Chrystusa, a najwyraźniej w Jego Krzyżowej Ofierze i Śmierci.

Ofiarowanie Pańskie ma więc na pewno głębokie znaczenie biblijne i mesjańskie, ale też ma -albo powinno mieć- znaczenie zbawcze dla nas. To Jego Ofiara, dobrowolnie przez Niego złożona jest dla nas początkiem naszego zbawienia, wyzwolenia z niewoli grzechu, naszego odkupienia. Jest także zaproszeniem do oddania się, ofiarowania Ojcu, bo tylko w ten sposób (jak dzieci Izraelskie) możemy być uchronieni od śmierci wiecznej.

Święto dzisiejsze ma jednak także i inne znaczenie. Jest ono bowiem świętem, dniem życia konsekrowanego. Ci wszyscy, którzy zdecydowali się wybrać życie zakonne, życie poświęcone jedynie Bogu, rozpoznają w ofiarowaniu Jezusa znak, czy też symbol swojego ofiarowania. Oni -odpowiadając na Boże powołanie- zdecydowali, że ich życie ma być w całości i wyłącznie Bogu poświęcone. Jak prorok Symeon, jak prorokini Anna: „służyć pragną Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą ... sławić Boga i mówić o Nim wszystkim.” I dlatego w dniu dzisiejszym nie powinniśmy zapominać także o modlitwie o nowe powołania zakonne. Oby nie zabrakło tych, którzy pragną ofiarować się Bogu na wyłączność, jak Jezus dzisiaj w świątyni ofiarowany. Ale także winniśmy się modlić za tych, którzy już ofiarowali się Panu w życiu zakonnym czynnym czy kontemplacyjnym, aby zawsze byli w tym co należy do Ojca, a gorliwość o dom Boży aby ich pochłaniała.


02.02. - Ofiarowanie Pańskie

Dzisiejsze święto Ofiarowania Pańskiego ma swoje korzenie w judaistycznej tradycji (a raczej w prawie mojżeszowym) ofiarowania pierworodnego syna Bogu. To mojżeszowe prawo ma swoje źródło w wydarzeniach, które poprzedziły wyjście Izraelitów z Egiptu, a szczególnie w ostatnim wydarzeniu, jakim było przejście przez Egipt anioła śmierci, który według Księgi Wyjścia (Wj 12; 12-13) przeszedł przez Egipt zabijając „wszystko pierworodne wśród Egipcjan”, a oszczędzając jedynie dzieci Izraelskie. Izraelici bowiem krwią baranka spożywanego jako Pascha oznaczyli odrzwia swoich domów i to uchroniło ich przed śmiercią z ręki anioła wysłanego dla ukarania Egipcjan.

Zgodnie z nakazem bożym „... oddasz wszelkie pierwociny łona matki dla Pana i wszelki pierwszy płód bydła, jaki będzie u ciebie; co jest rodzaju męskiego, należy do Pana.” (Wj 13:12), każda rodzina miała obowiązek przedstawić pierworodnego syna Bogu, jako ofiarę. Oczywiście że dzieci nie zabijano i nie składano w ofierze, ale wykupywano je ofiarą ze zwierząt. Najubożsi  składali w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie. I tak też postąpiła pobożna rodzina z Nazaretu.

Jest jednak w tym akcie głębszy sens i znaczenie. Jezus – Jednorodzony Syn Boży ofiarowany świątyni jest najdoskonalszym Barankiem ofiarowanym za grzechy świata. Jest więc Ofiarowanie Pańskie niejako zapowiedzią ostatecznej ofiary Chrystusa na krzyżu, kiedy On sam złoży się na Ofiarę przebłagalną za grzechy ludzkości. Dlatego prorok Symeon zapowiada Maryi: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, ...”. Od początku swego życia Jezus jest przeznaczony na ofiarę, na zadośćuczynienie za nasze grzechy. Jest On też -jak Symeon podkreśla- „światłem na oświecenie pogan i chwałę ludu Izraela”.

Warto dostrzec te związki dzisiejszego święta z wydarzeniem wyjścia Izraelitów z niewoli Egipskiej i z barankiem paschalnym, którego krew była znakiem wykupu. Chrystus bowiem swojej osobie realizuje zapowiedzi i proroctwa całego Starego Testamentu, jest zapowiadanym Mesjaszem, Barankiem Paschalnym, Ofiarą składaną za grzechy ludu, Światłością na oświecenie pogan (Iz 49;6). Jest rzeczywiście Odkupicielem i Zbawicielem, Wyzwolicielem i Zadośćuczynieniem. Fakt ofiarowania Jezusa w świątyni jest faktem z początków życia Jezusa, ale jego duchowe i teologiczne reminiscencje odnaleźć możemy w całej późniejszej działalności i w nauczaniu Chrystusa, a najwyraźniej w Jego Krzyżowej Ofierze i Śmierci.

Ofiarowanie Pańskie ma więc na pewno głębokie znaczenie biblijne i mesjańskie, ale też ma -albo powinno mieć- znaczenie zbawcze dla nas. To Jego Ofiara, dobrowolnie przez Niego złożona jest dla nas początkiem naszego zbawienia, wyzwolenia z niewoli grzechu, naszego odkupienia. Jest także zaproszeniem do oddania się, ofiarowania Ojcu, bo tylko w ten sposób (jak dzieci Izraelskie) możemy być uchronieni od śmierci wiecznej.

Święto dzisiejsze ma jednak także i inne znaczenie. Jest ono bowiem świętem, dniem życia konsekrowanego. Ci wszyscy, którzy zdecydowali się wybrać życie zakonne, życie poświęcone jedynie Bogu, rozpoznają w ofiarowaniu Jezusa znak, czy też symbol swojego ofiarowania. Oni -odpowiadając na Boże powołanie- zdecydowali, że ich życie ma być w całości i wyłącznie Bogu poświęcone. Jak prorok Symeon, jak prorokini Anna: „służyć pragną Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą ... sławić Boga i mówić o Nim wszystkim.” I dlatego w dniu dzisiejszym nie powinniśmy zapominać także o modlitwie o nowe powołania zakonne. Oby nie zabrakło tych, którzy pragną ofiarować się Bogu na wyłączność, jak Jezus dzisiaj w świątyni ofiarowany. Ale także winniśmy się modlić za tych, którzy już ofiarowali się Panu w życiu zakonnym czynnym czy kontemplacyjnym, aby zawsze byli w tym co należy do Ojca, a gorliwość o dom Boży aby ich pochłaniała.


Ofiarowanie Pańskie

Opisywane w dzisiejszej Ewangelii zdarzenie miało miejsce niedługo po Bożym Narodzeniu. Najprawdopodobniej w osiem dni po narodzeniu pierworodnego syna rodzice zobowiązani byli ofiarować go Bogu w świątyni.

Zwyczaj ten ma swoje korzenie w judaistycznej tradycji (a raczej w prawie mojżeszowym) ofiarowania pierworodnego syna Bogu. To mojżeszowe prawo ma swoje źródło w wydarzeniach, które poprzedziły wyjście Izraelitów z Egiptu, a szczególnie w ostatnim wydarzeniu, jakim było przejście przez Egipt anioła śmierci, który według Księgi Wyjścia (Wj 12; 12-13) przeszedł przez Egipt zabijając „wszystko pierworodne wśród Egipcjan”, a oszczędzając jedynie dzieci Izraelskie. Izraelici bowiem krwią baranka spożywanego jako Pascha oznaczyli odrzwia swoich domów i to uchroniło ich przed śmiercią z ręki anioła wysłanego dla ukarania Egipcjan.

Zgodnie z nakazem bożym „... oddasz wszelkie pierwociny łona matki dla Pana i wszelki pierwszy płód bydła, jaki będzie u ciebie; co jest rodzaju męskiego, należy do Pana.” (Wj 13:12), każda rodzina miała obowiązek przedstawić pierworodnego syna Bogu, jako ofiarę. Oczywiście że dzieci nie zabijano i nie składano w ofierze, ale wykupywano je ofiarą ze zwierząt. Najubożsi składali w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie. I tak też postąpiła pobożna rodzina z Nazaretu.

Ofiarowanie więc Jezusa jest więc na pewno wypełnieniem przepisu starotestamentalnego prawa. Ma jednak ono i inne, nowo testamentalne znaczenie. Jezus zostaje oficjalnie rozpoznany przez proroka Symeona i prorokinię Annę, jako „światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Bożego, Izraela”. Jest to więc niejako potwierdzenie faktu objawienia, które miało miejsce w dniu wizyty trzech mędrców ze wschodu (święto to obchodziliśmy 6 stycznia). Ciekawym jest fakt, że Symeon nazywa Jezusa najpierw: „zbawieniem, które Bóg przygotował wobec wszystkich narodów i światłem na oświecenie pogan” a dopiero później dodaje „na chwałę ludu Twego, Izraela.” Jest w tym na pewno zawarta wskazówka, jak należy rozumieć mesjańskie posłannictwo Chrystusa, jako uniwersalistyczne i skierowane do wszystkich ludów i narodów. Symeon zapowiada także „upadek i na powstanie wielu w Izraelu” oraz fakt, że Jezus ma być „znakiem, któremu sprzeciwiać się będą”. W tym proroctwie i w zapowiedzi skierowanej do Maryi „Twoją duszę miecz przeniknie” zawarta jest przepowiednia dotycząca Męki i Śmierci Zbawiciela.

Możemy sobie zadać pytanie: „jakie jest znaczenie zbawcze dzisiejszego święta?”

Może najlepszą odpowiedzią będzie stanowcze stwierdzenie: „Najlepsze co mogę zrobić ze swoim życiem to ofiarować je Bogu. On najlepiej wie, co moim życiem zrobić i jak uczynić je owocnym i udanym”.

I może dlatego także w dniu 2 lutego obchodzimy w kościele „Dzień życia konsekrowanego”.

Ci wszyscy, którzy zdecydowali się wybrać życie zakonne, życie poświęcone jedynie Bogu, rozpoznają w ofiarowaniu Jezusa znak, czy też symbol swojego ofiarowania. Oni -odpowiadając na Boże powołanie- zdecydowali, że ich życie ma być w całości i wyłącznie Bogu poświęcone. Jak prorok Symeon, jak prorokini Anna: „służyć pragną Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą ... sławić Boga i mówić o Nim wszystkim.” I dlatego w dniu dzisiejszym nie powinniśmy zapominać także o modlitwie o nowe powołania zakonne. Oby nie zabrakło tych, którzy pragną ofiarować się Bogu na wyłączność, jak Jezus dzisiaj w świątyni ofiarowany. Ale także winniśmy się modlić za tych, którzy już ofiarowali się Panu w życiu zakonnym czynnym czy kontemplacyjnym, aby zawsze byli w tym co należy do Ojca, a gorliwość o dom Boży, aby ich pochłaniała.


Ofiarowanie Pańskie – 2 lutego

  1. Wprowadzenie do Mszy świętej – W dniu dzisiejszym, w Święto Ofiarowania Pańskiego, uświadamiamy sobie z całą wyrazistością, że Jezus jest rzeczywiście "światłem na oświecenie pogan". Ale nie tylko. Jezus jest światłem także dla nas, dla Jego wyznawców. Rozświetla bowiem swoją uzdrawiającą łaską mroki naszego życia pogrążonego w mrokach grzechu. Na początku Mszy świętej prośmy Go zatem o tę łaskę, uznając nasze grzechy i wołając o Miłosierdzie.

Czytania: Ml 3,1-4; Ps 24; Hbr 2,14-18; Łk 2,22-40

Homilia

Dzisiejsze święto Ofiarowania Pańskiego ma swoje korzenie w judaistycznej tradycji (a raczej w prawie mojżeszowym) ofiarowania pierworodnego syna Bogu. To mojżeszowe prawo ma swoje źródło w wydarzeniach, które poprzedziły wyjście Izraelitów z Egiptu, a szczególnie w ostatnim wydarzeniu, jakim było przejście przez Egipt anioła śmierci, który według Księgi Wyjścia (Wj 12; 12-13) przeszedł przez Egipt zabijając „wszystko pierworodne wśród Egipcjan”, a oszczędzając jedynie dzieci Izraelskie. Izraelici bowiem krwią baranka spożywanego jako Pascha oznaczyli odrzwia swoich domów i to uchroniło ich przed śmiercią z ręki anioła wysłanego dla ukarania Egipcjan.

Zgodnie z nakazem bożym „... oddasz wszelkie pierwociny łona matki dla Pana i wszelki pierwszy płód bydła, jaki będzie u ciebie; co jest rodzaju męskiego, należy do Pana.” (Wj 13:12), każda rodzina miała obowiązek przedstawić pierworodnego syna Bogu, jako ofiarę. Oczywiście że dzieci nie zabijano i nie składano w ofierze, ale wykupywano je ofiarą ze zwierząt. Najubożsi  składali w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie. I tak też postąpiła pobożna rodzina z Nazaretu, ofiarując Pierworodnego Syna w świątyni.

Jest jednak w tym akcie głębszy sens i znaczenie. Jezus – Jednorodzony Syn Boży ofiarowany w świątyni jest najdoskonalszym Barankiem ofiarowanym za grzechy świata. Jest więc Ofiarowanie Pańskie zapowiedzią ostatecznej ofiary Chrystusa na krzyżu, kiedy On sam złoży się na Ofiarę przebłagalną za grzechy ludzkości. Dlatego prorok Symeon zapowiada Maryi: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą.”. Od początku swego życia Jezus jest przeznaczony na ofiarę, na zadośćuczynienie za nasze grzechy. Jest On też -jak Symeon podkreśla- „światłem na oświecenie pogan i chwałę ludu (Bożego)  Izraela”.

Warto dostrzec związki dzisiejszego święta z wydarzeniem wyjścia Izraelitów z niewoli Egipskiej i z ofiarą baranka paschalnego, którego krew była znakiem wykupu. Chrystus bowiem w swojej osobie realizuje zapowiedzi i proroctwa całego Starego Testamentu, jest zapowiadanym Mesjaszem, Barankiem Paschalnym, Ofiarą składaną za grzechy ludu, Światłością na oświecenie pogan (Iz 49;6). Jest rzeczywiście Odkupicielem i Zbawicielem, Wyzwolicielem i Zadośćuczynieniem. Fakt ofiarowania Jezusa w świątyni jest faktem z początków życia Jezusa, ale jego duchowe i teologiczne reminiscencje odnaleźć możemy w całej późniejszej działalności i w nauczaniu Chrystusa, a najwyraźniej w Jego Krzyżowej Ofierze i Śmierci.

Ofiarowanie Pańskie ma więc na pewno głębokie znaczenie biblijne i mesjańskie, ale też ma -albo powinno mieć- znaczenie zbawcze dla nas. To Jego Ofiara, dobrowolnie przez Niego złożona jest początkiem naszego zbawienia, wyzwolenia z niewoli i mroków grzechu, rozświetlanych światłem Chrystusowej Łaski. Jest także zaproszeniem do oddania się, ofiarowania Ojcu, bo tylko w ten sposób (jak dzieci Izraelskie) możemy być uchronieni od śmierci wiecznej.

Święto dzisiejsze ma jednak także i inne znaczenie. Jest ono bowiem świętem, dniem życia konsekrowanego. Ci wszyscy, którzy zdecydowali się wybrać życie zakonne, życie poświęcone jedynie Bogu, rozpoznają w ofiarowaniu Jezusa znak, czy też symbol swojego ofiarowania. Oni -odpowiadając na Boże powołanie- zdecydowali, że ich życie ma być w całości i wyłącznie Bogu poświęcone. Jak prorok Symeon, jak prorokini Anna: „służyć pragną Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą ... sławić Boga i mówić o Nim wszystkim.” I dlatego w dniu dzisiejszym nie powinniśmy zapominać także o modlitwie o nowe powołania zakonne. Oby nie zabrakło tych, którzy pragną ofiarować się Bogu na wyłączność, jak Jezus dzisiaj w świątyni ofiarowany. Ale także winniśmy się modlić za tych, którzy już ofiarowali się Panu w życiu zakonnym czynnym czy kontemplacyjnym, aby zawsze byli w tym co należy do Ojca, aby ich pochłaniała gorliwość o dom Boży. Ciekawym jest też i fakt, że zakonnicy i zakonnice składają swoje śluby zakonne trzymając w ręku zapalone świece. Ta symbolika nawiązuje wprost do słów Symeona, że Jezus jest "światłem na oświecenie". Oby był tym światłem nie tylko w życiu osób konsekrowanych.


  1. Modlitwa wiernych

Wstęp – Boga Ojca, Który posłał nam swojego Jednorodzonego Syna jako Światło prośmy o łaskę wierności i wytrwałości dla Kościoła w głoszeniu Chrystusowego orędzia zbawienia.

1 – Za pasterzy Kościoła; za Papieża Franciszka, biskupów i kapłanów aby nauczaniem i życiem dawali świadectwo światłu Chrystusa we współczesnym świecie ... Ciebie prosimy ...

2 – Za misjonarzy, którzy głoszą Chrystusa poganom i neo-poganom, aby nie ustawali w gorliwości i z pokorą ukazywali ludziom spragnionym światła Chrystusa Zbawiciela i Odkupiciela ... Ciebie prosimy ...

3 – Za osoby konsekrowane; zakonników i zakonnice, aby w swoim życiu z całą mocą świadczyli, że Jezus jest światłem na oświecenie najgłębszych mroków  ... Ciebie prosimy ...

4 – Za zmarłych aby dostąpili pełnego oświecenia  światłem Chrystusowym w Królestwie Niebieskim ... Ciebie prosimy ...

5 – Za nas samych, abyśmy w chwilach mrocznych, w chwilach zagubienia i ciemności w Chrystusie odnajdywali światło prawdy i wyzwolenia ... Ciebie prosimy ...

  1. Krótkie słowo „przed rozesłaniem” – Ofiara Eucharystyczna jest dla nas na pewno światłem i rozświetleniem naszego codziennego życia. Idźmy i dzielmy się tą radosną nowiną z innymi.

Ofiarowanie Pańskie – 2 lutego 2017

Homilia

Dzisiejsze Święto wydaje się być trochę dziwne. Z jednej bowiem strony Jezus Chrystus jest prawdziwym Synem Bożym, istotowo zjednoczonym ze swoim Ojcem (jak mówimy w wyznaniu wiary), a z drugiej strony (jak czytamy w dzisiejszej ewangelii) Maryja i Józef przynoszą Jezusa -Prawdziwego Człowieka- do świątyni, aby przedstawić Go Panu zgodnie z Prawem Pańskim, według którego „każde pierworodne dziecko płci męskiej ma być poświęcone Panu”. Czy Jezus potrzebował takiego ofiarowania Go Ojcu, skoro jest z Nim istotowo zjednoczony? Czy nie jest On raczej ofiarowany „za nas”?

O co w tym wszystkim chodzi? Oczywiście, że Chrystus będąc Synem Bożym jest ustawicznie zjednoczony z Ojcem, ale narodzony z Maryi jest jednocześnie Prawdziwym Człowiekiem. Chrystus –jak mówi św. Paweł w drugim dzisiejszym czytaniu- „musiał się upodobnić pod każdym względem do braci”, aby siebie samego wydać na ofiarę. I przez dzisiejsze ofiarowanie pokazuje nam, ludziom jaka ma być nasza relacja z Bogiem Ojcem. Relacja dziecięcego oddania i ufności. Cóż lepszego możemy zrobić z naszym życiem, co lepszego mogę zrobić z samym sobą, jak właśnie ofiarować się Bogu, oddać mu całego siebie, zaufać całkowicie? Chrystus ofiarujący się Ojcu dokonuje tego za mnie i dla mnie. On ofiaruje siebie jako „ofiara przebłagalna za nasze grzechy” (1 J 2,2).

To mojżeszowe prawo, Prawo Pańskie -o którym wspomina Ewangelia- ma swoje źródło w wydarzeniach, które poprzedziły wyjście Izraelitów z Egiptu, a szczególnie w ostatnim wydarzeniu, jakim było przejście przez Egipt anioła śmierci, który według Księgi Wyjścia (Wj 12; 12-13) „miał przejść przez Egipt zabijając wszystko pierworodne wśród Egipcjan”, oszczędzając jedynie dzieci Izraelskie. Izraelici bowiem krwią baranka spożywanego jako Pascha oznaczyli odrzwia swoich domów i to uchroniło ich przed śmiercią z ręki anioła wysłanego dla ukarania Egipcjan.

Zgodnie z nakazem bożym „... oddasz wszelkie pierwociny łona matki dla Pana i wszelki pierwszy płód bydła, jaki będzie u ciebie; co jest rodzaju męskiego, należy do Pana.” (Wj 13:12), każda rodzina miała obowiązek przedstawić pierworodnego syna Bogu, jako ofiarę Panu. Oczywiście że dzieci nie zabijano i nie składano w ofierze, ale wykupywano je ofiarą ze zwierząt. Ludzie ubodzy (a do takich na pewno należy Maryja i Józef) składali w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie. I tak też postąpiła Święta Rodzina z Nazaretu. I tutaj Chrystus pokazuje swoje prawdziwe człowieczeństwo. Jest prawdziwym Bogiem, Synem Ojca i jest prawdziwym Człowiekiem. Jest najdoskonalszym Człowiekiem, do Którego każdy z nas ma się upodobnić. Jak pisze św. Paweł w Liście do Kolosan: „On jest „On jest obrazem Boga niewidzialnego - Pierworodnym wobec każdego stworzenia, w Nim zostało wszystko stworzone (...) On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie (...) On jest Początkiem, Pierworodnym spośród umarłych, (...) aby w Nim zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego Bóg mógł pojednać wszystko z sobą.” (Kol 1,15-20)

Ale jest i coś głębszego w tej judaistycznej tradycji, której posłuszni są Maryja i Józef. Chrystus jest owym Prawdziwym Barankiem Bożym, Którego krew chroni Lud Boży przed aniołem śmierci. Ofiarowanie Chrystusa w świątyni jest zapowiedzią tego, co dokona się za 33 lata, w momencie śmierci Chrystusa na krzyżu, kiedy to On sam jako prawdziwy Baranek Ofiarny powie: „Ojcze! w ręce Twoje polecam ducha mego” (Łk 23,46). To jest bowiem ta ostateczna „ofiara miła Panu”, o której pisze w pierwszym czytaniu prorok Malachiasz.

Jest jeszcze i inna prawda ukryta w dzisiejszym święcie. A jest to prawda o Objawieniu Bożym. Starzec Symeon wypowiadający słowa proroctwa: „Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela” obwieszcza w sposób uroczysty przyjście „Światła na oświecenie pogan”. To światło, Którym jest Chrystus ma być ostatecznym objawieniem się Boga wśród ludzi, ma ukazywać nam drogę powrotną do domu Ojca, ma nam ukazać nasze ostateczne przeznaczenie, jakim jest całkowite oddanie się Bogu, zjednoczenie z Trójcą Świętą; Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Prorok Symeon, który „za natchnieniem Ducha przyszedł do świątyni” i prorokini Anna, „która w tej właśnie chwili, gdy Maryja z Józefem wnoszą Dzieciątko wchodzi do świątyni, sławi Boga i mówi o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia”, to także proklamacja prawdziwej obecności Boga wśród ludzi. Zainteresowani tym jednak są tylko ci, którzy „oczekują wyzwolenia”. Na Boga trzeba czekać, trzeba Go pragnąć, trzeba Mu się samemu ustawicznie ofiarować, bo to jest wyrazem dziecięctwa Bożego.

Święto dzisiejsze ma także i trzecie znaczenie. Jest dzisiejsze święto także dniem życia konsekrowanego. Ludzie, którzy „dla Królestwa Bożego” zdecydowali się wybrać życie zakonne, życie poświęcone jedynie Bogu, rozpoznają w ofiarowaniu Jezusa znak i symbol swojego ofiarowania. Oni -odpowiadając na Boże powołanie- postanowili, że ich życie ma być w całości i wyłącznie oddane Bogu. Oni jak prorok Symeon i jak prorokini Anna: „służyć pragną Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą ... sławić Boga i mówić o Nim wszystkim.” To jest najgłębszy sens życia tych, którzy wybierają życie konsekrowane, to jest ofiarowania się Bogu w życiu zakonnym. Konsekracja bowiem to „wyjęcie czegoś z użycia codziennego” i oddanie jedynie Bogu. Bóg ma do tego prawo, a Chrystus -ofiarowany dzisiaj w świątyni- jest najwspanialszym wypełnieniem tej całkowitej ofiary ze swojego życia.

Pamiętajmy także w dniu dzisiejszego święta o modlitwie, aby nie zabrakło tych, którzy pragną ofiarować się Bogu na wyłączność, jak Jezus w świątyni ofiarowany. Ale także winniśmy się modlić za tych, którzy już ofiarowali się Panu w życiu zakonnym czynnym czy kontemplacyjnym, aby zawsze byli w tym, co należy do Ojca, aby pochłaniała ich gorliwość o dom Boży (J 2,17), aby pełnienie woli Ojca był dla nich pokarmem (J 4,34).


English Homily

My eyes have seen your salvation

Christ offered in the temple, according to the Law of Moses becomes -following the words of Simeon: "a light for revelation to the Gentiles" or, as St. John says in his Gospel (John 1:9 ) - Christ is "the true light that enlightens every man that comes into the world". What does it mean this very theological formulation in my daily life? Does Christ really illuminate something in my everyday life, in my struggle with problems, diseases, problems in my work, in the family, in my home, at school? What does it mean that Christ is to be the light of my life?

The light is not in order to look at it, because you can go blind, eyes hurt and weep if you look directly at the light, and after staring at the light man sees nothing. The light is there to illuminate what is around us, we use it to be able to see clearly, move, read, and perform our daily activities, live normally. Without light, we live in darkness and nothing is visible. Even the most beautiful objects are not perceived, cannot be admired, are lost in gloom and darkness, where is no light.

The light is to be shed upon me, so that I can better see my live and make better decisions, so that my eyes can see sense and meaning of my life and my death, so that I can see that in the world I'm not alone, that they are also other people around me, my brothers. But the light is also present so that I can see where from am I, and what the ultimate meaning and purpose of my life is. The light supposes to be the help so that in this light, "my eyes can see the salvation." The light has to dawn on me that I don't live in the dark. Otherwise, I wander in the dark, and live in the dark.

Is Christ is the light of my life? Or are there only other flames and sparks, broken lamps and dirty flashlights, idols and stars, lights and decorations, which don't illuminate anything?

piątek, 26 stycznia 2024

IV Niedziela w ciągu roku — B

 Pwt 18,15-20

Pan, Bóg twój, wzbudzi ci proroka spośród braci twoich, podobnego do mnie. Jego będziesz słuchał. Właśnie o to prosiłeś Pana, Boga swego, na Horebie, w dniu zgromadzenia: Niech więcej nie słucham głosu Pana, Boga mojego, i niech już nie widzę tego wielkiego ognia, abym nie umarł. I odrzekł mi Pan: Dobrze powiedzieli. Wzbudzę im proroka spośród ich braci, takiego jak ty, i włożę w jego usta moje słowa, będzie im mówił wszystko, co rozkażę. Jeśli ktoś nie będzie słuchać moich słów, które on wypowie w moim imieniu, Ja od niego zażądam zdania sprawy. Lecz jeśli który prorok odważy się mówić w moim imieniu to, czego mu nie rozkazałem, albo wystąpi w imieniu bogów obcych — taki prorok musi ponieść śmierć.

1 Kor 7,32-35

Chciałbym, żebyście byli wolni od utrapień. Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie. I doznaje rozterki. Podobnie i kobieta: niezamężna i dziewica troszczy się o sprawy Pana, o to, by była święta i ciałem i duchem. Ta zaś, która wyszła za mąż, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać mężowi. Mówię to dla waszego pożytku, nie zaś, by zastawiać na was pułapkę; po to, byście godnie i z upodobaniem trwali przy Panu.

Mk 1,21-28

Jezus przyszedł do Kafarnaum. Zaraz w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich, bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: „Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży”. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: Milcz i wyjdź z niego. Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli, tak, że jeden drugiego pytał: „Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne”. I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej.



Głoszenie Chrystusa z mocą

Dobrze by było mieć takie możliwości i głoszone kazanie poprzeć jakimś spektakularnym cudem, np. uzdrowieniem, czy rozmnożeniem chleba, a jeszcze lepiej pomnożeniem złotówek w portfelach słuchaczy. Wtedy ludzie słuchaliby nas chętnie, tłumy waliłyby do kościołów drzwiami i oknami. I też by mówiono z podziwem: "... nowa jakaś nauka z mocą...” Ale... nic z tego. Nie ma tak łatwo i tak prosto. Głoszenie Słowa Bożego dzisiaj, tak zresztą jak i zawsze to raczej beznadziejna sprawa. Tak było w Starym Testamencie, kiedy proroków kamienowano i tak było za czasów Jezusa. Chrystusa słuchano, kiedy mówił o niezwykłych rzeczach, a jeszcze bardziej, kiedy to, co mówił — popierał niezwykłymi cudami. Ale kiedy stawiał moralne wymagania, kiedy ganił i nawoływał do nawrócenia... aaaa... to już, co innego. Pawła słuchano na Areopagu, kiedy jego słowa "pieściły uszy słuchaczy" przyzwyczajonych do filozoficznych dysput. Ale kiedy zaczął mówić o sprawach wiary, to od razu usłyszał w odpowiedzi ironiczne: "posłuchamy cię innym razem".

I dzisiaj też nie jest się raczej słuchanym. A nie daj Boże, żeby zacząć mówić o czymś trudnym, dotknąć jakiejś bolączki... przypomnieć niezmienne moralne wymagania, ooo... to już zakrawa na "wchodzenie z butami do cudzego życia". I też pewno usłyszałoby się pogardliwe i cyniczne: "gadaj zdrów, posłuchamy cię innym razem".

A mimo to przecież trzeba umieć głosić Chrystusa z mocą i nie szukać koniunkturalnego pieszczenia uszów słuchaczy. Nie zostaną oni zbawieni przez słowa gładkie i zaokrąglone, ale właśnie przez Słowo Boże, które jest ostre i skuteczne jak miecz obosieczny. Jak w tych ludzkich słowach kaznodziei zawrzeć moc Słowa Bożego? Jak nie utracić Jego skuteczności i nie zamydlić jej przez ugrzecznione i uładzone dyrdymały? Jak jednocześnie nie ranić człowieka moją, ludzką złośliwością i niedelikatnością? Albo nie nudzić moim gadulstwem...? A do tego, jak tu się podobać raczej Bogu niż ludziom w tym, co mówię i jak mówię? Oto dylemat współczesnego sługi Słowa Bożego. I odpowiedź Chrystusa: „Pamiętajcie na słowo, które do was powiedziałem: Sługa nie jest większy od swego pana. Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać.” (J 15,20) Moc jest zawarta w Słowie Bożym i Ono ma być głoszone, a nie moja mądrość.

Co więcej, należy mieć świadomość, że autorytet Kościoła pochodzi nie od Niego samego, ale od Jego Założyciela Jezusa Chrystusa. A kapłan głoszący Słowo Boże ma być posłuszny najpierw i jedynie samemu Słowu – Jezusowi Chrystusowi, a nie koniunkturalnym układ i „salonowym wymaganiom” politycznej poprawności.

środa, 24 stycznia 2024

25.01. Nawrócenie św. Pawła

 Dz 22,3-16

Ja jestem Żydem — mówił Paweł- urodzonym w Tarsie w Cylicji. Wychowałem się jednak w tym mieście, u stóp Gamaliela otrzymałem staranne wykształcenie w Prawie ojczystym. Gorliwie służyłem Bogu, jak wy wszyscy dzisiaj służycie. Prześladowałem tę drogę, głosując nawet za karą śmierci, wiążąc i wtrącając do więzienia mężczyzn i kobiety, co może poświadczyć zarówno arcykapłan, jak i cała starszyzna. Od nich otrzymałem też listy do braci i udałem się do Damaszku z zamiarem uwięzienia tych, którzy tam byli, i przyprowadzenia do Jerozolimy dla wymierzenia kary. W drodze, gdy zbliżałem się do Damaszku, nagle około południa otoczyła mnie wielka jasność z nieba. Upadłem na ziemię i posłyszałem głos, który mówił do mnie: Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Kto jesteś, Panie? odpowiedziałem. Rzekł do mnie: Ja jestem Jezus Nazarejczyk, którego ty prześladujesz. Towarzysze zaś moi widzieli światło, ale głosu, który do mnie mówił, nie słyszeli. Powiedziałem więc: Co mam czynić, Panie? A Pan powiedział do mnie: Wstań, idź do Damaszku, tam ci powiedzą wszystko, co masz czynić. Ponieważ zaniewidziałem od blasku owego światła, przyszedłem do Damaszku prowadzony za rękę przez moich towarzyszy. Niejaki Ananiasz, człowiek przestrzegający wiernie Prawa, o którym wszyscy tamtejsi Żydzi wydawali dobre świadectwo, przyszedł, przystąpił do mnie i powiedział: Szawle, bracie, przejrzyj! W tejże chwili spojrzałem na niego, on zaś powiedział: Bóg naszych ojców wybrał cię, abyś poznał Jego wolę i ujrzał Sprawiedliwego i Jego własny głos usłyszał. Bo wobec wszystkich ludzi będziesz świadczył o tym, co widziałeś i słyszałeś. Dlaczego teraz zwlekasz? Ochrzcij się i obmyj z twoich grzechów, wzywając Jego imienia!

lub

Dz 9,1-22

Szaweł ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich. Udał się do arcykapłana i poprosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł uwięzić i przyprowadzić do Jerozolimy mężczyzn i kobiety, zwolenników tej drogi, jeśliby jakichś znalazł. Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Kto jesteś, Panie? - powiedział. A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić. Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy otworzył oczy, nic nie widział. Wprowadzili go więc do Damaszku, trzymając za ręce. Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił. W Damaszku znajdował się pewien uczeń, imieniem Ananiasz. Ananiaszu! - przemówił do niego Pan w widzeniu. A on odrzekł: Jestem, Panie! A Pan do niego: Idź na ulicę Prostą i zapytaj w domu Judy o Szawła z Tarsu, bo właśnie się modli. I ujrzał w widzeniu, jak człowiek imieniem Ananiasz wszedł i położył na nim ręce, aby przejrzał. Panie — odpowiedział Ananiasz — słyszałem z wielu stron, jak dużo złego wyrządził ten człowiek świętym Twoim w Jerozolimie. I ma on także władzę od arcykapłanów więzić tutaj wszystkich, którzy wzywają Twego imienia. Idź — odpowiedział mu Pan — bo wybrałem sobie tego człowieka za narzędzie. On zaniesie imię moje do pogan i królów, i do synów Izraela. I pokażę mu, jak wiele będzie musiał wycierpieć dla mego imienia. Wtedy Ananiasz poszedł. Wszedł do domu, położył na nim ręce i powiedział: Szawle, bracie, Pan Jezus, który ukazał ci się na drodze, którą szedłeś, przysłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Świętym. Natychmiast jakby łuski spadły z jego oczu i odzyskał wzrok, i został ochrzczony. A gdy go nakarmiono, odzyskał siły. Jakiś czas spędził z uczniami w Damaszku i zaraz zaczął głosić w synagogach, że Jezus jest Synem Bożym. Wszyscy, którzy go słyszeli, mówili zdumieni: Czy to nie ten sam, który w Jerozolimie prześladował wyznawców tego imienia i po to tu przybył, aby ich uwięzić i zaprowadzić do arcykapłana? A Szaweł występował coraz odważniej, dowodząc, że Ten jest Mesjaszem, i szerzył zamieszanie wśród Żydów mieszkających w Damaszku.

Mk 16,15-18

I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie.


Dlaczego mnie prześladujesz?

Czyż Pan Bóg zawsze musi używać nadzwyczajnych środków, żeby do nas dotrzeć? Czyż musi się to zawsze dokonywać przez rzucenie nas na ziemię? Czy zawsze najpierw muszę być oślepionym, aby odzyskać wzrok i zobaczyć moje błędy? Czy zawsze najpierw muszę zaryć nosem w ziemię, żeby się opamiętać?

Szawle, Szawle ... dlaczego mnie prześladujesz? - te słowa również i ja mógłbym usłyszeć, gdybym tylko dobrze nadstawił uszu. I stale — jak Szaweł — jestem przekonany, że robię dobrze, że żyję uczciwie i honorowo, że nie mam sobie nic do wyrzucenia ... jak faryzeusz i hipokryta ...

Tylko czy nawet te nadzwyczajne środki, to ustawiczne przypominanie mi kim jestem i jakie jest moje powołanie i miejsce w życiu ... czy to wszystko daje takie same efekty jak w życiu Szawła? Czy potrafię wyciągnąć z tego radykalne i ostateczne wnioski i przemienić się w Pawła? Czy nadal jednak nie wracam do swoich dawnych zajęć i błędów, do swojego dawnego życia i pewności siebie?

Panie !!!
ileż razy będziesz jeszcze musiał mnie powalić na ziemię i oślepić,
abym w końcu przejrzał i powstał, abym się nawrócił?

 

piątek, 19 stycznia 2024

III Niedziela w ciągu roku - B

 Jon 3,1-5.10

Pan przemówił do Jonasza po raz drugi tymi słowami: Wstań, idź do Niniwy, wielkiego miasta, i głoś jej upomnienie, które Ja ci zlecam. Jonasz wstał i poszedł do Niniwy, jak powiedział Pan. Niniwa była miastem bardzo rozległym — na trzy dni drogi. Począł, więc Jonasz iść przez miasto jeden dzień drogi i wołał, i głosił: Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona. I uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu, ogłosili post i oblekli się w wory od największego do najmniejszego. Zobaczył Bóg czyny ich, że odwrócili się od swojego złego postępowania. I ulitował się Bóg nad niedolą, którą postanowił na nich sprowadzić, i nie zesłał jej.

1 Kor 7,29-31

Mówię, bracia, czas jest krótki. Trzeba, więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci, a ci, którzy płaczą, tak jakby nie płakali, ci zaś, co się radują, tak jakby się nie radowali; ci, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali; ci, którzy używają tego świata, tak jakby z niego nie korzystali. Przemija, bowiem postać tego świata.

Mk 1,14-20

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli, bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim.

Świadkowie Jezusa

Jak Jonasz w Niniwie posłany przez Boga, aby nawoływać do nawrócenia, tak i Apostołowie zostają powołani przez Jezusa, aby być "rybakami ludzi". W tym obrazie dzisiejsza Liturgia Słowa przynosi nam prawdę o istocie powołania i posłannictwa wybranych przez Boga. Bóg wybiera sobie ludzi, którzy w Jego Imieniu występują i dla Niego "łowią ludzi". Są oni świadkami rzeczywistości innych, wyższych, wartości nieprzemijających. Są oni tymi, którzy upominają i przypominają, tymi, którzy jak Jan Chrzciciel przygotowują drogi dla Pana i jak sam Chrystus, zapowiadają bliskość Królestwa Bożego. Jak Jonasz i Jezus nawołują do nawrócenia i zmiany obyczajów, do porzucenia starego trybu życia i do odwrócenia się od zła.

Problem jest jednak w tym, że oni sami nie są doskonali, że oni sami borykają się ze swoimi grzechami i słabościami. Ludzie chcieliby, żeby – jak mówi autor Listu do Hebrajczyków o Jezusie – kapłan był: "święty, niewinny, nieskalany, oddzielony od grzeszników, wywyższony ponad niebiosa,... ".

A przecież jest to niemożliwe. Bóg, bowiem "wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; wybrał to, co słabe, i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i to, co wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga." (1Kor 1:27-29)

I tak było w przypadku Jonasza, ale i innych proroków Starego Testament; Izajasza, Jeremiasza, Ozeasza, Amosa i tylu innych. Tak też było w przypadku Apostołów... i tylu innych wybranych i powołanych na przestrzeni ponad 2000 lat Kościoła. Bóg nie wybiera i nie powołuje doskonałych i świętych, ale udoskonala i uświęca powołanych.

I dlatego, nie zawsze to przypominanie i nawoływanie jest łatwe, najczęściej jest ono wbrew ludzkim pragnieniom i ludzkim interesom. Najczęściej ludzie nie chcą słuchać tego, co mają oni do powiedzenia w imieniu Boga. Najczęściej jest to "głos wołającego na pustkowiu".

A przecież pojawiają się i pokusy w życiu powołanych. Jak u Jonasza…

Pokusa 1 - niegłoszenia niepopularnej prawdy, bo sam stanę się niepopularny.

Pokusa 2 — zmęczenia — szkoda się męczyć, szkoda się wysilać, i tak nie słuchają…

A przecież to jest jedyne, co mogą robić i do czego zostali powołani. Chociaż czasami ich styl życia nie odpowiada temu, co głoszą. Chociaż czasami i oni upadają i grzeszą, bo są ludźmi a nie aniołami, to jednak ich zadanie zostało wyraźnie określone w ich powołaniu. To nie oni wybrali, to nie oni zdecydowali, to oni zostali wybrani i posłani, czasami nawet wbrew swej woli czy pragnieniu, jak Jonasz, który przed Bożym powołaniem uciekał i krył się. Przypomnijmy historię powołania Jonasza, jak się wzbraniał i uciekał... Przypomnijmy historię św. Piotra, którego Chrystus uczynił skałą (zmieniając mu imię z Szymona na Kefas- skała), a który tak łatwo się zaparł i uciekł w godzinie próby. Pan nie wybiera herosów i bohaterów, Pan nie opiera swojego Kościoła na "nieomylnych i doskonałych", bo tylko On jest Nieomylny i Doskonały. Pan wybiera słabych ludzi, „aby się nikt nie chełpił i nie wynosił" (1Kor 1,25) i daje im zadanie nawoływania, napominania, karcenia, aby czynili to nie w swoim, ale w Jego Imieniu. Aby nie siebie za wzór stawiali i nie pysznili się i nie wynosili, ale aby z pokorą świadczyli o Ostatecznej Prawdzie. Aby nawracali nie dla siebie i nie dla siebie łowili, ale dla Pana.

Warto o tym pamiętać, ilekroć przyjdzie pokusa krytyki czy nawet zwątpienia. Warto o tym pamiętać, kiedy z ust tych, których posłał Pan, słyszymy słowa trudne i upominające. "Słów ich słuchajcie, bo dobrze mówią, choć uczynków ich nie naśladujcie". To przykre, że czasami tak się zdarza, ale oni nie są aniołami, nie są doskonali, a mimo to zostali wybrani i posłani. Aby głosić nie swoją naukę i nie swoje prawdy.

Modlitwa parafian z Syberii za kapłana

Panie Jezu Chryste, jedyny i Wieczny Kapłanie, dziękujemy Ci za to, że dałeś nam Twojego kapłana; Twojego sługę, który jest pośród nas. On jest sługą Twoich tajemnic, i pasterzem dla naszej parafii. Prosimy Cię, daj mu wierność i wytrwałość w Twej świętej służbie, a nam, daj żywą wiarę, aby abyśmy dostrzegli, że Tyś go do nas wysłał i ustanowił go naszym pasterzem i przewodnikiem duchowym. Daj mu ducha mądrości i dobrej rady. Daj mu siłę ojcowskiej miłości.

Nam zaś daj dar akceptacji, szacunku i troski, tak, abyśmy mogli uważnie słuchać jego słów i zaufać, że głosi nam Twoją Dobrą Nowinę.

Wybrałeś go spośród nas i dla nas, człowieka, który potyka się czasami i boryka z własnymi słabościami. Daj nam wszystkim cierpliwość i wzajemne zrozumienie.

Udziel mu zdrowia w jego trudnej pracy i obowiązkach. Niech będzie dla nas dobrym Pasterzem, który prowadzi nas do nieba, gdzie Ty nas oczekujesz Panie, w Królestwie Ojca Twego.

Daj nam Panie świętych kapłanów, prawdziwie zapalonych ogniem Twojej miłości, którzy nie szukają niczego oprócz Twojej chwały i zbawienia dusz. A Ty, Maryjo, dobra Matko kapłanów, chroń wszystkich księży przed zagrożeniami ich świętego powołania, i miłującą dłonią matki, prowadź z powrotem do Dobrego Pasterza tych nieszczęsnych kapłanów, którzy, niewierni swojemu wzniosłemu powołaniu, zbłądzili. Amen

piątek, 12 stycznia 2024

II Niedziela w ciągu roku - B

 1Sm 3,3b-10.19

Samuel spał w przybytku Pańskim, gdzie znajdowała się Arka Przymierza. Wtedy Pan zawołał Samuela, a ten odpowiedział: Oto jestem. Potem pobiegł do Helego mówiąc mu: Oto jestem: przecież mnie wołałeś. Heli odrzekł: Nie wołałem cię, wróć i połóż się spać. Położył się zatem spać. Lecz Pan powtórzył wołanie: Samuelu! Wstał Samuel i poszedł do Helego mówiąc: Oto jestem: przecież mię wołałeś. Odrzekł mu: Nie wołałem cię, synu. Wróć i połóż się spać. Samuel bowiem jeszcze nie znał Pana, a słowo Pańskie nie było mu jeszcze objawione. I znów Pan powtórzył po raz trzeci swe wołanie: Samuelu! Wstał więc i poszedł do Helego, mówiąc: Oto jestem: przecież mię wołałeś. Heli spostrzegł się, że to Pan woła chłopca. Rzekł więc Heli do Samuela: Idź spać! Gdyby jednak kto cię wołał, odpowiedz: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha. Odszedł Samuel, położył się spać na swoim miejscu. Przybył Pan i stanąwszy zawołał jak poprzednim razem: Samuelu, Samuelu! Samuel odpowiedział: Mów, bo sługa Twój słucha. Samuel dorastał, a Pan był z nim. Nie pozwolił upaść żadnemu jego słowu na ziemię.

1Kor 6,13c-15a

Pokarm dla żołądka, a żołądek dla pokarmu. Bóg zaś unicestwi jedno i drugie. Ale ciało nie jest dla rozpusty, lecz dla Pana, a Pan dla ciała. Bóg zaś i Pana wskrzesił i nas również swą mocą wskrzesi z martwych. Czyż nie wiecie, że ciała wasze są członkami Chrystusa? Czyż wziąwszy członki Chrystusa będę je czynił członkami nierządnicy? Przenigdy!

J 1,35-42

Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: Oto Baranek Boży. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: Czego szukacie? Oni powiedzieli do Niego: Rabbi! - to znaczy: Nauczycielu - gdzie mieszkasz? Odpowiedział im: Chodźcie, a zobaczycie. Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: Znaleźliśmy Mesjasza - to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas - to znaczy: Piotr.



WPROWADZENIE:                       W dzisiejszej Ewangelii Apostoł Andrzej oznajmia swemu bratu Szymonowi: „Znaleźliśmy Mesjasza, to znaczy: Chrystusa”. Znaleźć, spotkać żywego i działającego Chrystusa to dla nas, chrześcijan rzecz najistotniejsza. Bez tego osobowego spotkania z Chrystusem nasza wiara jest tylko zabobonem i przesądem. A gdzież możemy Go naprawdę spotkać, jak nie w Eucharystii, gdzie daje się bezpośrednio tym, którzy w Niego wierzą? Warto to sobie uświadomić właśnie na początku tej Ofiary Eucharystycznej, którą sam Chrystus składa swojemu Ojcu. Aby w tej ofierze Chrystusa uczestniczyć w sposób godny uznajmy naszą małość i grzeszność, i prośmy Ojca o wybaczenie naszych grzechów i niewierności.

Homilia

Nie jest rzeczą ani łatwą, ani oczywistą znaleźć i naśladować Chrystusa, iść za Nim we współczesnym świecie. Świat kusi nas i mami łatwym i szybkim sukcesem, spełnieniem, dostatkiem, karierą i luksusem. Chrystus zaś nie oszukuje i mówi wprost, że to jest tylko ułuda i zwodzenie. W Liście do Galatów św. Paweł pisze: „Ciało (zanurzone w świecie), do czego innego dąży niż duch, a duch, do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody...” (Gal 5,17). Dlatego tak ważną jest ustawiczna troska o rozpoznanie Chrystusa tam, gdzie jest On naprawdę obecny i gdzie pozwala się rozpoznać i spotkać bezpośrednio, czyli na Eucharystii. Nie jest Msza święta tylko najlepszą formą modlitwy, nie jest jedynie uwielbieniem Boga, nie jest towarzyskim spotkaniem, nie jest jedynie uroczystą celebracją, nie jest sposobem na zapełnienie niedzielnego przedpołudnia, czy wypełnienie nakazu. Jest natomiast –na pewno- okazją do osobistego spotkania Jezusa Chrystusa!!! Kiedy w końcu Samuel -pouczony przez Helego- staje przed Panem mówi zdecydowanie: „Oto jestem: przecież mnie wołałeś.” Jest to moment, w którym odkrywa swoje powołanie. Podobnie i Andrzej brat Szymona Piotra w dzisiejszej Ewangelii spotyka Chrystusa i dzieli się tym odkryciem z bratem: „Znaleźliśmy Mesjasza», to znaczy: Chrystusa.” Przyprowadza też Szymona do Jezusa. To jest i nasze zadanie; pozwolić się prowadzić Duchowi Świętemu do Chrystusa i ukazywać Go innym.

Uroczystość Objawienia Pańskiego i święto Chrztu Pańskiego, które właśnie obchodziliśmy uświadamiają nam to w sposób szczególny. Bóg objawia się swojemu ludowi w Osobie Jezusa Chrystusa i oczekuje, że to Jego objawienie zostanie przez nas przyjęte, dla naszego zbawienia. Niestety świat współczesny wszelkimi sposobami i środkami stara się to Boże objawienie zagłuszyć, przesłonić i nie dopuścić do spotkania, między innymi właśnie przez rozpustę, o której pisze w dzisiejszym drugim czytaniu św. Paweł. Wystarczy przyglądnąć się naszym współczesnym środkom przekazu i zobaczyć, co tam jest dominujące; nachalna reklama i niemniej nachalna pornografia. Kto z nas myśli dzisiaj, że „nasze ciało jest przybytkiem Ducha Świętego”? Żyjemy w świecie, gdzie dominuje rzeczywiście kult ciała, ale nie, jako świątyni Ducha Świętego. Żyjemy w świecie, gdzie pseudo-wartości są coraz bardziej natrętne i natarczywe. Cały świat jest nastawiony na zupełnie inne wartość i jakości, niż osobiste spotkanie z Chrystusem i dlatego koniecznym jest pomoc Ducha Świętego, Który ma nas otwierać na spotkanie z Panem i do Niego prowadzić. Oczywiście nie dokonuje się to ani automatycznie, ani wbrew naszej woli. Nawet Duch Święty nie skłoni mnie do niczego, jeśli ja będę głuchy na Jego głos, zagłuszając ten głos hałasem świata.  To ostatecznie ode mnie zależy, komu dam posłuch, za jakim głosem pójdę, co wybiorę. Warto o tym wiedzieć i być świadomym, kto i co mi proponuje. Warto krytycznie podchodzić do wszelkiej reklamy i wszelkiej propagandy. Dzisiaj –niestety- słuchani są nie ci, którzy mają do zaoferowania coś naprawdę wartościowego, ale ci, którzy najgłośniej i najbardziej natarczywie krzyczą. Nie trzeba tu podawać przykładów. Doskonale je znamy, bo natrętna i bezczelna propaganda krzykaczy jest wszechobecna.

Rzeczywiście trudno we współczesnym świecie znaleźć i naśladować Chrystusa, trudno iść za Nim, bo jest to mało popularne i wymaga przede wszystkim krytycznej postawy wobec świata i samego siebie. Nie powinienem zapomnieć, że najlepszym miejscem, gdzie Mogę Go znaleźć, gdzie On sam czeka na mnie ustawicznie jest Eucharystia. Nie lekceważmy tej okazji, bo Eucharystia jest rzeczywiście celem, centrum i szczytem naszego życia.


MODLITWA WIERNYCH

Wstęp                      Z pokorą i ufnością wołamy do Ducha Świętego, aby pomagała nam spotkać Pana, Który jest obecny w swoim Słowie i w swoim Ciele w Sakramencie Ołtarza.

1 – Za Kościół, aby przez sprawowanie Eucharystii dawał nam możliwość spotkania się z żyjącym Synem Bożym … Ciebie prosimy,

2 – Za sprawujących Eucharystię, aby swoją osobą nigdy nie przesłaniali Tego, Który jest Jedynym i Najwyższym Kapłanem… Ciebie prosimy,

3 – Za wspólnoty parafialne, aby zjednoczone na Eucharystii umiały odkryć Jej największą wartość, jaką jest sam Jezus Chrystus, źródło i ostateczny cel naszego życia… Ciebie prosimy

4 – Za tych, którzy lekceważą niedzielną Mszę Świętą, aby odkryli na nowo Jej piękno, wartość i konieczność uczestnictwa w Ofierze Chrystusa… Ciebie prosimy

5 – Za nas samych abyśmy nigdy nie zaprzestali głosić, że właśnie tutaj znaleźliśmy Mesjasza, to znaczy: Chrystusa… Ciebie prosimy

Zakończenie                      Ojcze nieskończenie dobry, pozwól abyśmy przez działanie Ducha Świętego doświadczali Chrystusa obecnego w Eucharystii, Którego Ty nam posłałeś i w ten sposób doszli do radości życia wiecznego. Amen.

PRZED ROZESŁANIEM   Szukajmy Chrystusa, a kiedy Go znajdziemy dzielmy się tym odkryciem z innymi. Czy mogę powiedzieć, że znalazłem Go dzisiaj, że rzeczywiście Go spotkałem na tej Eucharystii?  Czy jestem gotowy do podzielenia się tym z innymi, bo każdorazowo jest to najcenniejsze spotkanie mojego życia?


Homilia alternatywna

Powołanie

To Bóg powołuje człowieka. To Bóg wybiera sobie ludzi według swoich prawideł. Człowiek ma być tylko otwarty na Boże wołanie i gotowy na przyjęcie Jego propozycji. Bóg decyduje, gdzie i po co mnie wysłać ... co mam zrobić, jak i dlaczego? Człowiek może tylko -jak Samuel- być czujnym i gotowym do działania: "Oto jestem przecież mnie wołałeś". A kiedy zdecyduję się odpowiedzieć na wołanie Pana, wtedy nie pozostaje mi nic innego, jak z pokorą wyznać: "Mów, bo sługa Twój słucha." Nie jest to wcale bierne poddanie się losowi ani ubezwłasnowolnienie. Człowiek, który zrozumiał Miłość Boga, nie może nie zrozumieć, że Bóg, Który najlepiej nas zna, najlepiej też wie, co dla nas jest dobre i tego właśnie dobra dla nas chce. To nam się wydaje, że chcemy dla siebie dobra. To nam się wydaje, że wiemy co jest dla nas dobre. A przecież rozpoznanie woli Bożej, Jego świętej i doskonałej woli, to jedyne i najlepsze co możemy zrobić. On nas powołuje to takiego lub innego życia. Nieraz o tym zapominamy starając sobie po swojemu ułożyć życie. Jest to nieraz jak walka z wiatrakami, bo nam się czasami tylko wydaje, że lepiej wiemy co dla nas jest dobre i co nam będzie służyć ... a w rzeczywistości działając według tylko mojego planu, sprzeciwiam się woli Bożej, która mnie gdzie indziej i do czego innego powołuje. Bo my jesteśmy przekonani, że sami sobie ułożymy życie i dlatego nie chcemy nikogo słuchać, a już na pewno nie Boga.

I tak jest nie tylko z powołaniem do kapłaństwa, czy życia zakonnego, tak jest z każdym życiowym powołaniem. Bóg woła, Bóg daje nam zadanie do wypełnienia, Bóg daje nam odpowiednie środki i siły, On nawet zmienia nam imię (naszą istotę) kiedy trzeba, aby nas do wypełnienia powołania uzdolnić. Trzeba Go tylko słuchać i być Mu poddanym.

Oto jestem, przecież mnie wołałeś.
Mów Panie, bo sługa Twój słucha.


Homilia alternatywna II

Głoszenie Chrystusa …

Podstawowym i nieodzownym warunkiem skutecznego głoszenia Chrystusa jest słuchanie tego, co On ma do powiedzenia i posłuszeństwo Ewangelii przekazywanej przez Kościół. Chrystus dał Dobrą Nowinę nie pojedynczym kapłanom czy wiernym, ale Kościołowi.

Kapłan, który kontestuje i neguje nauczanie Kościoła nie może oczekiwać, że jego głoszenie Słowa Bożego będzie skuteczne, a wprost przeciwnie taka postawa niszczy Kościół założony przez Chrystusa na fundamencie (skale) Piotra i jego wiary.

Niestety wielu księży uważa, że Chrystus „pokpił sprawę przy zakładaniu Kościoła” i oni muszą to poprawić i założyć Kościół na nowo, ale przedtem trzeba go zdemontować. A są i tacy, którzy uparli się, że przepiszą Słowo Boże na nowo i poprawią Dobra Nowinę, bo jest albo niekompletna, albo przynajmniej w niektórych miejscach błędna, lub zbyt wymagająca.

Naprawdę nie jest łatwo być świadkiem Jezusa. Jedynym rozwiązaniem jest absolutna wierność Słowu Wcielonemu, a nie chęć przypodobania się wiernym.

sobota, 6 stycznia 2024

Niedziela Chrztu Pańskiego - B

PIERWSZE CZYTANIE

Iz 55, 1-11

Nowe i wieczne przymierze

Czytanie z Księgi proroka Izajasza

Tak mówi Pan:
«Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy! Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia za wino i mleko! Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę – na to, co nie nasyci? Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw. Nakłońcie uszu i przyjdźcie do Mnie, posłuchajcie mnie, a dusza wasza żyć będzie.

Zawrę z wami wieczyste przymierze; niezawodne są łaski dla Dawida. Oto ustanowiłem go świadkiem dla ludów, dla ludów wodzem i rozkazodawcą. Oto zawezwiesz naród, którego nie znasz, i ci, którzy cię nie znają, przybiegną do ciebie ze względu na Pana, twojego Boga, przez wzgląd na Świętego Izraela, bo On ci dodał chwały.

Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko! Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a Ten się nad nim zmiłuje, do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu. Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – mówi Pan. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi.

Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa».

Oto słowo Boże.

PSALM RESPONSORYJNY:

Ps 29 (28), 1-2. 3ac-4. 3b i 9b-10 (R.: 11b)

Pan ześle pokój swojemu ludowi.

Oddajcie Panu, synowie Boży, *
oddajcie Panu chwałę i sławcie Jego potęgę.
Oddajcie chwałę Jego imienia, *
na świętym dziedzińcu uwielbiajcie Pana.

Pan ześle pokój swojemu ludowi.

Ponad wodami głos Pański, *
Pan ponad wód bezmiarem!
Głos Pana potężny, *
głos Pana pełen dostojeństwa.

Pan ześle pokój swojemu ludowi.

Zagrzmiał Bóg majestatu: *
a w świątyni Jego wszyscy wołają: «Chwała».
Pan zasiadł nad potopem, *
Pan jako Król zasiada na wieki.

Pan ześle pokój swojemu ludowi.

DRUGIE CZYTANIE

1 J 5, 1-9

Jezus przyszedł przez wodę, krew i Ducha

Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Jana Apostoła

Najmilsi:
Każdy, kto wierzy, że Jezus jest Mesjaszem, z Boga się narodził; i każdy miłujący Tego, który dał życie, miłuje również tego, kto życie od Niego otrzymał. Po tym poznajemy, że miłujemy dzieci Boże, gdy miłujemy Boga i wypełniamy Jego przykazania, albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań, a przykazania Jego nie są ciężkie. Wszystko bowiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat; tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara.

A któż zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym?

Jezus Chrystus jest tym, który przyszedł przez wodę i krew, i ducha, nie tylko w wodzie, lecz w wodzie i we krwi. Duch daje świadectwo, bo duch jest prawdą. Trzej bowiem dają świadectwo: duch, woda i krew, a ci trzej w jedno się łączą. Jeśli przyjmujemy świadectwo ludzi – to świadectwo Boże więcej znaczy, ponieważ jest to świadectwo Boga, które dał o swoim Synu.

Oto słowo Boże.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ:

Por. Mk 9, 6

Alleluja, Alleluja, Alleluja

Otwarło się niebo i zabrzmiał głos Ojca:
To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie.

Alleluja, Alleluja, Alleluja

EWANGELIA

Mk 1, 6b-11 Chrzest Jezusa

Słowa Ewangelii według świętego Marka

Jan Chrzciciel tak głosił: «Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym».

W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie».

Oto słowo Pańskie.




Homilia

Na misji afrykańskiej nastąpiło dziwne zapoznanie się i zżycie w pracy dwóch ludzi:
katolickiego kapłana - misjonarza i angielskiego lekarza - ateisty.

Pracowali na tym samym terenie i zaprzyjaźnili się ze sobą. Żadną jednak dyskusją nie można było przekonać angielskiego lekarza ateisty aby przyjął chrzest. Zdarzyło się, że musiał on wyjechać na kilka tygodni do leprozorium, szpitala dla trędowatych w odległej miejscowości.

Po powrocie lekarz przyszedł do swojego przyjaciela - księdza i rzekł:

- Ochrzcij mnie!
- Co ci się stało? Tak nagle? - zapytał ksiądz.
- Dojrzałem – odpowiedział lekarz.
- Siadaj i opowiedz - poprosił kapłan.
- Spotkałem osiemnastoletnią Murzynkę. Okaz piękności. Dwa tygodnie temu amputowałem jej ręce i nogi, aby zahamować postęp trądu.  Został tylko sam korpus z głową.  Choroba jednak posuwa się dalej.  Będzie żyła jeszcze maksymalnie 6 miesięcy.  Wie o tym, ale nie boi się śmierci.  Normalnie o wszystkim rozmawia, uśmiecha się.  Rozmawiałem z nią dużo.

Rzeczywistość pozaziemska dla niej nie jest wcale mniej realną niż ta obecna. Doszedłem do przekonania, że religia, która daje człowiekowi tak silne przeświadczenie, nie może być fikcją.  Tego samego dnia odbył się chrzest.

Ktoś powie: „taka sobie pobożna opowiastka”.

Dzisiejsza niedziela Chrztu Pańskiego każe nam jednak zastanowić się nad faktem naszego Chrztu.

Chrzest Chrystusa to nie uroczysta i podniosła ceremonia, ale początek Jego 3-letniej zbawczej misji. która zakończy się Męką, Śmiercią i ostatecznie Zmartwychwstaniem, zwycięstwem nad złem.

A jak to jest w naszym życiu? Najczęściej Chrzest to dla wielu tzw. chrześcijan tylko zewnętrzna CEREMONIA.

Efekt – chrześcijanie, katolicy nijacy, od wielkiego dzwonu, wiara stojąca gdzieś z boku, na marginesie życia. Według oficjalnych statystyk ponad 90% Polaków jest ochrzczonych ... i co z tego???

Oczywiście nikt z nas nie pamięta swojego Chrztu. Rodzice zadecydowali za nas i przynieśli do Kościoła. Ktoś może powiedzieć, że to tutaj leży przyczyna nijakości naszego chrześcijaństwa. NIC BARDZIEJ BŁĘDNEGO. Ze zdumieniem słucham jak niektórzy rodzice, pozornie logicznie perorują i udowadniają, że nie chcąc gwałcić wolności swoich dzieci pozostawiają decyzję Chrztu samemu dziecku, kiedy dorośnie. A jednocześnie gwałcą jego wolność posyłając go do szkoły, wybierając mu nauczycieli tańca, rytmiki, aerobiku, zmuszając do gry na skrzypcach, na fortepianie, do chodzenia do dentysty, czy karmiąc go witaminizowanymi odżywkami. I gdzie tu jest wolność dziecka, dlaczego nie pozostawia się tych wszystkich spraw decyzji dziecka, aż dorośnie!?

Czy przyczyną nijakości naszej wiary nie jest raczej to, że po kilku zewnętrznych ceremoniach: Chrztu, I Komunii św. i czasami jeszcze Bierzmowania zapominamy o tym, że jesteśmy dziećmi Bożymi? Dlaczego mamy tak wielu ochrzczonych a tak niewielu naprawdę praktykujących wiarę i to nie tylko przez chodzenie na niedzielną Mszę św.?

Czy nie jest tak po prostu dlatego, że wiary otrzymanej na Chrzcie nie rozwijamy? Dlaczego tak wielu ludzi twierdzi, ze wiarę utraciło, z powodu jakiegoś rzekomo niedobrego księdza, czy nawet skandalu?  Czy nie jest tak dlatego, że tak niewiele robimy aby tę wiarę w nas pomnażać i rozwijać, a wprost przeciwnie robimy tak wiele a nawet wszystko aby ją w sobie zabić?  Dlaczego dla usprawiedliwienia swojej niewiary czy wątpliwości odwołujemy się tylko do złych przykładów, do medialnie rozdmuchanych skandalików?

Tak często słyszy się zdanie: przestałem chodzić do kościoła, przestałem wierzyć w Boga, bo ... i tutaj cała litania grzechów innych ludzi; katechetów, księży, sąsiadów, znajomych, teściowej, czy kogoś z rodziny.

A czemu nie powiedzieć wprost:

Przestałem chodzić do kościoła, wyrzuciłem Pana Boga ze swojego życia, bo jest mi niewygodny, bo za dużo ode mnie wymaga, bo nie pasuje mi do tego co robię!!??

Nie mów, że w Boga nie wierzysz. Powiedz raczej uczciwie, że On ci w życiu zawadza i przeszkadza, że nie możesz przyjąć czy uznać Jego istnienia, bo konsekwentnie musiałbyś odrzucić siebie, zmienić swoje życie, bo nie mógłbyś być nadal zarozumiałym, zapatrzonym w siebie, szukającym jedynie przyjemności i swoich jedynie korzyści egoistą.

Czemu nie powiedzieć wprost, ze przyczyną naszej małej i słabej wiary jest po prostu to, że tego daru otrzymanego na Chrzcie Świętym nie rozwijali w nas nasi rodzice a i my sami ?

W czasie 1-szej wizyty we Francji (na początku lat 80-tych) Papież Jan Paweł II zadał Francuzom bardzo kłopotliwe pytanie: „Francjo, najstarsza córo Kościoła, co zrobiłaś ze swoim chrztem?

Francuzi do dzisiaj nie umieją Mu tego pytania wybaczyć. Ale sądzę, że to pytanie można zadać nie tylko Francuzom. Należałoby zapytać dzisiaj całą Europę:

Chrześcijańska Europo, co zrobiłaś ze swoim Chrztem?!

A może nawet bardziej konkretnie:

Chrześcijańska, katolicka Polsko, a ty, co zrobiłaś ze swoim Chrztem?!

Albo jeszcze bardziej osobiście:

Katoliku, ty stojący tutaj w kościele,  co ty zrobiłeś ze swoim Chrztem???

Czy łaski na Chrzcie otrzymane rozwijałeś?
Czy wiarę swoja pogłębiałeś?
Czy w swoim codziennym życiu kierujesz się tą wiarą, czy wyjmujesz ją z szafy tylko na niedziele i święta?

W swojej ostatniej książce „Pamięć i tożsamość” Papież Jan Paweł II pokazuje, że

Europa, Europejczycy, także Polska i Polacy coraz bardziej zapominają o swoich korzeniach. A efektem jest utrata tożsamości.  Błąkamy się po wielkich i błyszczących supermarketach współczesnego świata i szukamy nowych idoli i bożków. Zapomnieliśmy o naszym Chrzcie i tracimy swoją tożsamość.

A jednocześnie, z drugiej strony Europa, a nawet świat patrzy z nadzieja na Polskę, na polskich katolików i na polską wiarę.

    • oczy świata są zwrócone na Polskę

Wielu intelektualistów chrześcijańskich na Zachodzie wiąże z Polską i jego katolicyzmem duże nadzieje.

Pozostają oni pod wrażeniem rozmachu pontyfikatu Jana Pawła II i rozumują następująco:

Papież nie wziął się znikąd, uformowała go określona tradycja kulturowa i w tradycji tej musi tkwić spory potencjał duchowy, skoro wydała ona tak wybitną jednostkę.

Jeden z czołowych intelektualistów amerykańskich, redaktor naczelny pisma „First Things”, Richard Neuhaus uważa, że impuls do nowej ewangelizacji Europy wyjdzie właśnie z Polski.

Podobnie uważa też rektor uniwersytetu w Pampelunie w Hiszpanii, zaś nieżyjący już brat Roger, założyciel protestanckiej wspólnoty Taize, powiedział wprost: „Wiosna Kościoła wyjdzie z Polski”.

Tak wiosna Kościoła wyjdzie z Polski o ile !!! Polska nie zapomni o swoim Chrzcie, o ile nie utracimy swojej tożsamości , o ile nie damy się bałwochwalczym kultom nowych bożków: sukcesu, pieniądza, samowystarczalności, egoizmu, seksu, pseudo-wolności,

O ile zrozumiemy co chce nam powiedzieć współczesny Papież Benedykt XVI, który stwierdza wprost:

„Chrześcijaństwo, katolicyzm jest w Europie mniejszością, ale mniejszością twórczą, która może być lekarstwem na ciężką chorobę Europy. która cierpi na materializm, hedonizm, chciwość, sceptycyzm, a ostatecznie na zanik swojej własnej tożsamości, bo zapomniała o swoim Chrzcie.

Polsko, nie zapominaj o swoim Chrzcie! Daj innym przykład wiary, która nie jest fikcją.


Niedziela Chrztu Pańskiego – kazanie alternatywne

Obmyci wodą Chrztu

Nigdy chyba nie będziemy zdolni w pełni pojąć znaczenia i sensu Sakramentu Chrztu Św. Przez przyjęcie tego Sakramentu staliśmy się dziećmi Bożymi. Tak jak w czasie Chrztu Jezusa w Jordanie Bóg Ojciec "zadeklarował" niejako: "Ty jesteś moim dzieckiem umiłowanym, w tobie mam upodobanie" i od tego momentu zmieniła się diametralnie optyka mojego życia. jako dziecko Boże nie jestem już w niewoli zła i grzechu pierworodnego. Zostałem włączony w rodzinę Kościoła, rodzinę Bożą i stałem się pełnoprawnym członkiem domu Bożego. Z tego Sakramentu wypływają i w nim są zakotwiczone wszystkie inne sakramenty i wszystkie inne łaski jakie otrzymuję jako chrześcijanin - dziecko Boże. Przez ten sakrament obmywający i odradzający "okazała się Łaska Boża, która niesie zbawienie" - jak pisze św. Paweł apostoł w Liście do Tytusa. Nigdy chyba nie jest dosyć o tym przypominać i głębie tegoż Sakramentu rozważać.

Ze zdziwieniem i niedowierzaniem więc słucham czasami rodziców, pozornie logicznie perorujących: "Nie chrzczę swojego dziecka bo nie chcę go przymuszać do czegoś czego ono w dojrzałym wieku samo by nie wybrało." Jakżeż można nie chcieć dla dziecka dobra, łaski, odrodzenia, dziecięctwa Bożego? Jakżeż można być tak naiwnym i ślepym? Dlaczego matka kąpie i przewija swoje dziecko, karmi go różnego rodzaju odżywkami i nie czeka aż dziecko świadomie wybierze samo to, co najlepsze dla niego? Dlaczego matka posyła dziecko (czasami nawet wbrew jego woli) do szkoły, na naukę śpiewu, tańca, gry na skrzypcach, czy na rytmikę i nie czeka aż dziecko samo wybierze najlepszy dla niego rodzaj edukacji? Co za głupie tłumaczenie? Co za naiwne i przewrotne usprawiedliwienie? I to w ustach katolików, wierzących, deklarujących się jako dzieci Boże. Najprawdopodobniej sami rodzice nie pojęli, nie zrozumieli łaski Sakramentu Chrztu, i dlatego w tak głupiutki i naiwny sposób odmawiają tej łaski swojemu dziecku.

Dzisiejsza niedziela Chrztu Pańskiego przypomina nam i nakłania do ponownego przemyślenia faktu naszego chrztu i wszystkich z niego wypływających konsekwencji i zobowiązań. Warto może rzeczywiście w tym zrelatywizowanym świecie ustalić pewne stałe i niewzruszone punkty odniesienia. A jednym z nich jest na pewno nasz Chrzest - Sakrament obmywającej Łaski Bożej, Sakrament usynowienia, Sakrament odrodzenia i życia.

Chrześcijaninie zostałeś ochrzczony !
CO TO DLA CIEBIE ZNACZY?
O ile w ogóle cokolwiek znaczy ...


2-gie kazanie alternatywne

Sprzed wielu, wielu laty przypominam sobie katechizmową definicję Chrztu świętego:

CHRZEST ŚWIĘTY jest to

pierwszy i najpotrzebniejszy sakrament,
który gładzi w nas grzech pierworodny,
obdarza nas łaską uświęcającą i godnością Dziecka Bożego
i włącza nas do Świętego Chrystusowego Kościoła.

Pewnie i wielu z was ją pamięta, ale ... czy naprawdę rozumiemy o co w niej chodzi? Czy rodzice przynoszący dziecko do Chrztu wiedzą na pewno "o co tym wszystkim chodzi?" Czy nie jest raczej tak, że "tradycyjnie" rodzice proszą o chrzest dziecka, bo taki jest zwyczaj, bo na wszelki wypadek, bo "u nas wszyscy są ochrzczeni" ... Może więc najpierw odpowiedzmy sobie na kilka fundamentalnych pytań ...

Dlaczego Chrzest jest pierwszym i dlaczego najpotrzebniejszym sakramentem?

Chrzest jest pierwszym sakramentem, bo bez chrztu nie można otrzymać żadnego innego sakramentu. Jest też pierwszym bo uzdalnia nas do wszystkich innych łask i przywilejów Kościele. Inaczej mówiąc otwiera nam drogę do wszystkich innych sakramentów i łask jakie Bóg zsyła nam przez pośrednictwo Kościoła.

Jest najpotrzebniejszym, bo gładzi w nas grzech pierworodny, obdarza Łaską Uświęcającą, czyni nas dziećmi Bożymi. Bez Chrztu nie jesteśmy w stanie zmienić naszej natury skażonej grzechem i spodobać się Bogu. To co dzieje się w czasie Chrztu to dokładnie to samo co opisuje dzisiejsza Ewangelia kiedy głos Ojca z nieba obwieszcza: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie». W czasie Chrztu tak właśnie oznajmia Bóg chrzczonej osobie: «Tyś jest moim dzieckiem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie». Czyż możemy życzyć dziecku czegoś więcej? Warto żeby rodzice zdawali sobie z tego sprawę, że oto Bóg staje się faktycznie Ojcem dziecka, uświęca je swoją Łaską i rozpoznaje w nim swoje dziecko, obraz Jezusa Chrystusa. Odkładanie więc przez rodziców Chrztu do momentu kiedy „dziecko samo wybierze” jest jak odkładanie karmienia dziecko do momentu kiedy „samo wybierze czym i jak chce być karmione”. Dlatego więc na pewno można powiedzieć, że Chrzest jest na pewno i pierwszym i najpotrzebniejszym sakramentem.

Chrzest nie tylko gładzi w nas grzech pierworodny, który uczynił każdego z nas niegodnym Boga. Chrzest będąc efektem zbawczej Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa przywraca nam utraconą przez grzech pierworodny Łaskę Uświęcającą. Symbolem tego jest biała szata, którą dziecko przyjmuje wraz ze słowami kapłana: "stałeś(aś) się nowym stworzeniem i przyoblekłeś(aś) się w Chrystusa, dlatego otrzymujesz białą szatę. Niech twoi bliscy słowem i przykładem pomagają ci zachować godność dziecka Bożego nieskalaną aż po życie wieczne."

Kiedy Chrystus wstępował do nieba na zakończenie swojej mesjańskiej działalności na ziemi, polecił Apostołom: "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego." (Mt 28:19) To jest podstawowa misja kościoła nauczać i chrzcić. Warto jednak zauważyć, że w synoptycznej ewangelii według Marka Chrystus mówi coś więcej: "I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony." (Mk 16:15-16). Czyli, kto nie uwierzy i nie ochrzci się nie może być zbawiony.

Tutaj mamy najgłębszą podstawę do stwierdzenia, że Chrzest jest pierwszym i najpotrzebniejszym (koniecznym) sakramentem. Nie ma zbawienia bez Chrztu, tylko ... czy sama ceremonia chrztu wystarczy, czy to jest naprawdę to o co chodziło Jezusowi? Czy sama tylko ceremonia ochrzczenia dziecka wystarczy do jego zbawienia? Chrystus mówi przecież coś więcej "Kto uwierzy !!! i przyjmie chrzest, będzie zbawiony ..." Dlatego tak ważną jest wiara rodziców, dlatego od rodziców właśnie wymaga się wyraźnego stwierdzenia, że podejmują się wiarę tę dziecku przekazywać. Chrzest bez wiary rodziców i bez zdecydowanej woli przekazania tej wiary dziecku jest tylko pustą ceremonią … Jakaż więc odpowiedzialność rodziców i rodziców chrzestnych!?

To uświęcenie Łaską w czasie Chrztu idzie tak daleko, że w tym momencie dziecko staje się godne samego Boga, bo sam Bóg z miłości czyni je godnym siebie. To jest owa łaska, którą mamy zachować nieskalaną, bo ona czyni nas godnymi Boga i otwiera nam bramy nieba na życie wieczne. Jeśli zdarzy się po Chrzcie, że łaskę tę utracimy lub zniszczymy (a dokonują tego nasze grzechy osobiste) to Chrystus w swej Boskiej Mądrości daje na drugi sakrament, w którym łaskę tę możemy odnowić, a jest to Sakrament Spowiedzi. Warto w tym miejscu wspomnieć, że tylko w stanie Łaski Uświęcającej otrzymanej na Chrzcie świętym i nie skalanej naszymi osobistymi możemy przyjąć Komunię świętą, czyli zjednoczyć się z Bogiem. Jeśli czynimy to bez owej Uświęcającej Łaski, to popełniamy świętokradztwo. Bóg sam nas uzdalnia do przyjmowania Go w sposób godny udzielając nam swej łaski w Sakramencie Chrztu i proponując jej odnowienie w Sakramencie Spowiedzi. I nie należy sobie tego lekceważyć.

Jest jeszcze jeden element Chrztu, o którym nie można zapomnieć. Chrzest  "włącza nas do Świętego Chrystusowego Kościoła." Nie znaczy to, że dziecko staje się członkiem jakiejś tajnej organizacji paramilitarnej, lub członkiem ekskluzywnego klubu golfowego. Przez Chrzest stajemy się członkami wspólnoty Ludu Bożego, która jest wspólnotą ludzi dążących do zbawienia. I znowu, nie jest to ani wymysł papieża, biskupów czy księży, ani do niczego niepotrzebne utrudnienie naszego życia. To sam Chrystus ustanowił Kościół jako wspólnotę swoich wyznawców i uczniów, którzy wzajemnie sobie w dążeniu do zbawienia pomagają. Tej wspólnocie dał konieczne i wystarczające środki do zbawienia prowadzące, a są nimi właśnie sakramenty z Sakramentem Ciała i Krwi na czele. Chrystus mówi: "Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie." (Jan 6:51,53)). Nie możemy więc twierdzić, że Kościół jest mi do niczego nie potrzebny. Chrzest nie jest  żadną tajemniczą i czarodziejską ceremonią, ale jest sakramentem włączającym nas do wspólnoty Kościoła, gdzie każdy ma swoje miejsce, swoje zadanie i swoją odpowiedzialność, swoje prawa i swoje obowiązki. Pięknie o tej rzeczywistości pisze św. Paweł porównując Kościół do żywego organizmu, do ludzkiego ciała. (1Koryntian 12,12-27)

A to wszystko wypływa z faktu Chrztu Chrystusa w Jordanie, z faktu, że w tym momencie Bóg mówi do każdego z nas: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie».