sobota, 26 czerwca 2021

XIII Niedziela w ciągu roku – B

 

Mdr 1,13-16.2:23-24

Bo śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było, i byty tego świata niosą zdrowie: nie ma w nich śmiercionośnego jadu ani władania Otchłani na tej ziemi. Bo sprawiedliwość nie podlega śmierci. Bezbożni zaś ściągają ją na siebie słowem i czynem, usychają, uważając ją za przyjaciółkę, i zawierają z nią przymierze, zasługują bowiem na to, aby być jej działem. Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka - uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą.

 

2Kor 8,7-15

A podobnie jak obfitujecie we wszystko, w wiarę, w mowę, w wiedzę, we wszelką gorliwość, w miłość naszą do was, tak też obyście i w tę łaskę obfitowali. (Nie mówię tego, aby wam wydawać rozkazy, lecz aby wskazując na gorliwość innych, wypróbować waszą miłość.) Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić. (Tak więc udzielam wam rady, a to przyniesie pożytek wam, którzy zaczęliście już ubiegłego roku nie tylko chcieć, lecz i działać. Doprowadźcie teraz to dzieło do końca, aby czynne podzielenie się tym, co macie, potwierdzało waszą chętną gotowość. A gotowość uznaje się nie według tego, czego się nie ma, lecz według tego, co się ma.) Nie o to bowiem idzie, żeby innym sprawiać ulgę, a sobie utrapienie, lecz żeby była równość. Teraz więc niech wasz dostatek przyjdzie z pomocą ich potrzebom, aby ich bogactwo było wam pomocą w waszych niedostatkach i aby nastała równość według tego, co jest napisane: Nie miał za wiele ten, kto miał dużo. Nie miał za mało ten, kto miał niewiele.

 

Mk 5,21-43

Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: Kto się dotknął mojego płaszcza? Odpowiedzieli Mu uczniowie: Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości! Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela? Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: Nie bój się, wierz tylko! I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia, wszedł i rzekł do nich: Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi. I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: Talitha kum, to znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań! Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.

 


Twoja wiara cię ocaliła ...

Dwa cudowne wydarzenia opisane w dzisiejszej Ewangelii, są podobne, a zarazem różne. Córkę Jaira Jezus uzdrawia na wyraźną prośbę ojca, kobieta, która się "dopchała" do Jezusa wydaje się być w pierwszym momencie skarcona, za to co zrobiła. W obu jednak wypadkach chodzi przecież o to samo, O WIARĘ. Kiedy Jair przychodzi do Jezusa to z wiarą prosi Go o cud. On nie wątpi, że Jezus może uczynić rzecz niezwykłą, on jest przekonany, że Mesjasz jest Panem życia i śmierci. Podobnie i kobieta, która szuka sposobu chociażby tylko dotknięcia się Jezusa. Ona również jest głęboko przekonana, że Jezus jest Mesjaszem, który może jej pomóc. Ona wierzy i takie właśnie słowa pochwały swojej wiary od Chrystusa usłyszy. Wiara jest więc kluczem, który otwiera skarbiec łaski Bożej. Ale też ta wiara opiera się nie na irracjonalnych i niczym nieuzasadnionych przesłankach. Wystarczy bowiem uważnie przeczytać pierwsze dzisiejsze czytanie z Księgi Mądrości: "Bo śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było, i byty tego świata niosą zdrowie: nie ma w nich śmiercionośnego jadu ani władania Otchłani na tej ziemi. (...) Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka". Już tylko ten fragment może nam pomóc zrozumieć, że Bóg, jest Bogiem Życia, że On nie chce i nie szuka śmierci, ni choroby, że z Niego życie emanuje, że w Nim jest Życie i pełnia i moc istnienia. Uzdrawiając kobietę w tłumie i wskrzeszając córkę Jaira, Chrystus nie czynił w sumie nic nadzwyczajnego. On działał zgodnie ze swą najgłębszą, Boską naturą. To tylko dla nas Jego działanie jest czymś niezwykłym, to tylko my -aby doświadczyć Jego życiodajnej mocy- musimy najpierw uwierzyć, że On jest Dawcą i Panem ŻYCIA nie śmierci.

 

Powiedzenie "wiara czyni cuda" nie jest bezpodstawne, bo rzeczywiście to wiara, głębokie przekonanie o Wszechmocy Bożej dokonuje cudów w naszym codziennym życiu. Można by jednak zapytać, dlaczego więc nie zawsze Pan Bóg dokonuje tych cudów dla nas? Dlaczego pozwala czasami, że droga nam osoba mimo naszej wiary umiera, że mimo naszej wiary dzieje się coś strasznego i przeciwnego -wydawać by się mogło- najgłębszej naturze Boga? No właśnie ... dlaczego? Czy nie jest tak właśnie dlatego, że nasza wiara jest mała i słaba? "Gdyby wiara wasza była jak ziarno gorczycy ... " A może nie umiemy lub nie chcemy poznać i przyjąć woli Bożej? Albo to, co dla nas wydaje się dobre, na siłę chcemy "wmówić samemu Bogu"? Rozpoznanie i przyjęcie woli Bożej, szczególnie wtedy, gdy jest ona da nas trudna i niezrozumiała wydaje się warunkiem koniecznym i niejako uniesprzeczniającym naszą wiarę. Nie ma mowy o prawdziwej i głębokiej wierze tam, gdzie nie ma najpierw uznania i przyjęcia woli Bożej, uznania, że to ostatecznie wola Boża ma się spełnić, a nie moja, tak jak modlę się w codziennej modlitwie "Ojcze nasz ... bądź wola Twoja".

 

Naucz mnie Panie, jak rozpoznawać i przyjmować Twoją wolę.

Naucz mnie Panie, jak wierzyć wiarą Maryi, Abrahama i Jaira.



sobota, 19 czerwca 2021

XII Niedziela w ciągu roku – B

 

Hi 38,1-11

 I z wichru Pan odpowiedział Hiobowi tymi słowami:

Kto bramą zamknął morze, gdy wyszło z łona wzburzone,

gdym chmury mu dał za ubranie, za pieluszki ciemność pierwotną?

Złamałem jego wielkość mym prawem, wprawiłem wrzeciądze i bramę.

I rzekłem: Aż dotąd, nie dalej! Tu zapora dla twoich nadętych fal.

 

2Kor 5,14-17

 Albowiem miłość Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, że skoro Jeden umarł za wszystkich, to wszyscy pomarli. A właśnie za wszystkich umarł /Chrystus/ po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał. Tak więc i my odtąd już nikogo nie znamy według ciała; a jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa, to już więcej nie znamy Go w ten sposób. Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe.

 

Mk 4,35-41

 Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do nich: Przeprawmy się na drugą stronę. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy? On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: Milcz, ucisz się! Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary? Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?

 

Tonie łódź naszego wygodnego życia.

 Najpierw zauważmy, że to z inicjatywy samego Jezusa ma miejsce przeprawa na drugą stronę jeziora. To Chrystus rzekł do swoich uczniów: "przeprawmy się na drugą stronę".

 Jako Syn Boży doskonale wiedział, że w czasie przeprawy będzie miała miejsce burza.

Niemniej jednak, po wejściu do łodzi najspokojniej w świecie kładzie się  spać w tyle łodzi na wezgłowiu.

 Można więc zaryzykować stwierdzenie, że Chrystus zaaranżował całe to wydarzenie, aby wystawić wiarę swoich Apostołów na próbę.

 Czy my obecnie nie znajdujemy się w podobnej łodzi? Łódź mojego życia jest szarpana wiatrami, bo zerwał się gwałtowny wicher i fale coraz mocniej uderzają o tę łódź, próbując ją zatopić. Wszystko się sypie i na horyzoncie widać ruinę. I wydaje się, że rzeczywiście łódź moja się topi. Może to być łódź Kościoła, łódź naszego życia społecznego, zawodowego, rodzinnego czy osobistego. Wydaje nam się, że ta łódź tonie, a ...  Jezus!?!?!? beztrosko śpi sobie gdzieś i o mnie się nie troszczy, "nic Go to nie obchodzi, że giniemy".

 A może On właśnie chce wystawić naszą wiarę na próbę?

W książce poniższej traktuję ten temat szerzej ...



Książka zatytułowana: „Mów do ludzkich sumień – 2. Wiara i nauka, a Prawda” stanowi próbę uczciwego pokazania, że wiara i rozum

wzajemnie się nie wykluczają, lecz przeciwnie, uzupełniają. Autor ks. Kazimierz Kubat (Salwatorianin) przez 16 lat pracował w Afryce, jako misjonarz: w Zairze, Tanzanii i w Archipelagu Komorów. Książka, którą proponuje jest rodzajem kontrybucji dla misji. Jak zaznaczono na okładce, „cały dochód z jej dystrybucji jest przeznaczony na pomoc dzieciom w Afryce”. Można ją zamówić na stronie – http://mow2.kazania.org/.

 

Jakże wam brak wiary ...?

 

Pytanie Apostołów: "Kimże właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?" jest nie tylko wyrazem lęku i zdziwienia, ale i wyrazem niezrozumienia, a w końcu rzeczywiście braku wiary, co też Jezus Apostołom wyrzuca: "Jakże wam brak wiary! " Gdyby Apostołowie wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem - Synem Bożym nie dziwiłoby ich to co robi, fakt, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne.

 

Czy jednak i w nas nie ma ostatecznie tegoż samego braku wiary? Czy kiedy pytamy w sytuacjach trudnych: "A gdzież jest Bóg, dlaczego On nic nie czyni?", czyż nie wyrażamy tegoż samego braku wiary co Apostołowie? Bóg i Jego prawa, Jego dzieła, Jego przykazania są dla nas niezrozumiałe, niepojęte, są nielogiczne, czasami pozbawione sensu, a czasami nawet gorszące. Czy nie jest to -ostatecznie- odwołanie tego co wyznajemy w Credo: "Wierzę w Boga Wszechmogącego". Jeśli wierzę w Boga Wszechmogącego, co więcej w Ojca, to dlaczego tak bardzo dziwi mnie, czy nawet gorszy to, co On robi, to co On ode mnie oczekuje, wymaga? Jeśli wierzę, to dlaczego się dziwię, dlaczego wątpię, dlaczego nie chcę Mu zawierzyć i zaufać? Przecież sam fakt, że On jest Bogiem Wszechmogącym, tłumaczy wszystko. Jeśli wierzę w Niego, to dlaczego nie chcę uwierzyć Jemu, że On może, że On ma prawo, że On jest naprawdę Wszechmogący? Gdybym naprawdę wierzył w Boga i wierzył Bogu, wtedy nic by mnie nie, ani nie dziwiło, ani nie gorszyło, ani nie przerażało, ani nie wywoływało mojego oburzenia, czy zniechęcenia.

 

Hiob z pierwszego czytania jest wzorem takiej właśnie wiary. W najtrudniejszych momentach swego życia on zawierzył Bogu do końca i bezgranicznie. On zaufał Bogu i nic go ani nie dziwiło, ani nie gorszyło, ani nie zniechęcało, bo wiedział, że Bóg może wszystko. A ja zadaję zdziwione pytania: "Kimże On jest?". A ja tylko twierdzę, że wierzę w Boga, ale żyję tak, jakby On nie istniał, twierdzę, że jestem wyznawcą Chrystusa, ale żyję po swojemu i to, czego Chrystus ode mnie wymaga wydaje mi się nierealne, niemożliwe, przeciwne mojej naturze ... I tenże Chrystus stawia mi słuszny zarzut: "Jakże ci brak wiary".

 

Panie spraw, abym nie tylko teoretycznie wierzył w Ciebie,

ale także abym wierzył Tobie.

 

Homilia alternatywna

 

Żyjemy w czasach burz

 

Nieporozumienia w rodzinie, kłopot ze znalezieniem uczciwej i zapewniającej godziwe utrzymanie pracy, polityczne i ekonomiczne szwindle i kanty w kraju, europejskie i międzynarodowe konflikty i problemy; Ukraina i problemy emigracyjne, wzrost terroryzmu i zagrożenie ze strony fundamentalistów islamskich, niepewność jutra, co najmniej kontrowersyjne ideologie i eksperymenty socjologiczne, wzrost liczby zachorowań na raka, wzrastająca ilość wypadków samolotowych i drogowych, alarmistyczne wieści o nieodwracalnych i katastroficznych zmianach klimatycznych, ekscytujące i bardzo często jedynie sensacyjne doniesienia z Watykanu ... i można by tę listę wydłużać w nieskończoność. Oglądanie TV i śledzenie portali internetowych przygnębia, frustruje, doprowadza do bezsilnej złości czy zniechęcenia a nawet depresji. Ludzie są widocznie coraz bardziej nerwowi i aroganccy ..., a kto nie chce zwariować nie ogląda TV i nie czyta gazet.

 

To wszystko prowadzi nieuchronnie do jednego i wcale nie przesadzonego stwierdzenie: ŻYJEMY W CZASACH BURZ. I jak Apostołowie w łodzi na jeziorze chcielibyśmy zawołać: "Boże, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?" Wydaje nam się bowiem, że Bóg gdzieś śpi, że nie interesuje się naszym życiem, Kościołem, swoimi uczniami. Wydaje się nam że Bóg nas opuścił, że o nas zapomniał, że świat się powolutku wali w gruzy, a Boga to nie obchodzi.

 

Tylko czy tak naprawdę jest? Czy rzeczywiście to wszystko wina Pana Boga, obojętnego na nasze kłopoty? Czy nie jest tak, że my wszyscy jakoś dołożyliśmy do tego ręki naszą obojętnością, chciwością, arogancją, egoizmem, niemoralnością? Czy nie jest tak, że przypominamy sobie o Bogu jedynie w chwilach trudnych i kryzysowych, zgodnie z polskim przysłowiem: "jak trwoga, to do Boga"? Czy nie należałoby zwracać się jednak Niego słowami "Jezu ufam Tobie" ustawiczne a nie tylko w chwilach burz?

 

Zróbmy mały, prywatny rachunek sumienia i powiedzmy sobie uczciwie: "czemu traktuję Boga tylko jak kamizelkę ratunkową, jak ostatnią deskę ratunku" żyjąc na co dzień według własnego widzimisię i własnej, egoistycznej moralności?

 

Skoro chcę, aby Bóg traktował mnie poważnie i troską, to może czas najwyższy abym i ja potraktował Boga poważnie, a nie tylko jak zapasowe koło w bagażniku?

sobota, 12 czerwca 2021

XI Niedziela w ciągu roku - B

 

 Ez 17,22-24

Tak mówi Pan Bóg: Ja także wezmę wierzchołek z wysokiego cedru i zasadzę, z najwyższych jego pędów ułamię gałązkę i zasadzę ją na górze wyniosłej i wysokiej. Na wysokiej górze izraelskiej ją zasadzę. Ona wypuści gałązki i wyda owoc i stanie się cedrem wspaniałym. Wszystko ptactwo pod nim zamieszka, wszystkie istoty skrzydlate zamieszkają w cieniu jego gałęzi. I wszystkie drzewa polne poznają, że Ja jestem Pan, który poniża drzewo wysokie, który drzewo niskie wywyższa, który sprawia, że drzewo zielone usycha, który zieloność daje drzewu suchemu. Ja, Pan, rzekłem i to uczynię.

 

2Kor 5,6-10

Tak więc, mając tę ufność, wiemy, że jak długo pozostajemy w ciele, jesteśmy pielgrzymami, z daleka od Pana. Albowiem według wiary, a nie dzięki widzeniu postępujemy. Mamy jednak nadzieję... i chcielibyśmy raczej opuścić nasze ciało i stanąć w obliczu Pana. Dlatego też staramy się Jemu podobać czy to gdy z Nim, czy gdy z daleka od Niego jesteśmy. Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy otrzymał zapłatę za uczynki dokonane w ciele, złe lub dobre.

 

Mk 4,26-34

Jezus mówił dalej: Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarnko w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza się sierp, bo pora już na żniwo. Mówił jeszcze: Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane wyrasta i staje się większe od jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu. W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli /ją/ rozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.

 


  Królestwo Boże  

"Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię." Tak, to prawda, tylko my wiemy, że kilka wierszy wcześniej, w innej przypowieści o ziarnie sianym przez siewcę, Chrystus mówił, iż ziemia może być różna. Ziarno posiane na ziemi żyznej wyda plon, na ziemi skalistej i nieprzygotowanej niestety plonu nie wyda. Królestwo Boże jest jak ziarno, wrzucane do ziemi, rośnie samo, ale ziemia musi być przygotowana i uprawiona, ziarno musi być pielęgnowane i podlewane, bo inaczej nie ma szans na plon. Tak jest i z rzeczywistością Królestwa Bożego w naszym życiu. Ziarno Królestwa Bożego jest siane, ale jak my przygotowaliśmy ziemię?

Ziarno gorczycy ma w sobie siłę wzrostu i dynamikę rozwoju, która może być porównana z siłą i dynamiką Królestwa Bożego, ale też ta dynamika może być zniszczona przez złą wolę. Królestwo Boże jest na pewno wartością i rzeczywistością o niezwykłej sile, ale niestety nasza wolność, nasza wolna, a czasami zła wola może zniszczyć tę dynamikę i siłę. Bóg na pewno nie zmusza nas do przyjęcia Królestwa Bożego na siłę, mimo całej niezwykłej dynamiki Królestwa Bożego.

Przypowieści Jezusa muszą być wyjaśniane, bo inaczej ich bezpośrednie znaczenie wydaje się być często niezrozumiałe i zawoalowane dla przygodnego słuchacza. Mają one na celu na pewno umocnienie wiary słuchacza, ale też zmuszenie go do refleksji. I tak jest w tym wypadku. Przypowieści dzisiejszej Ewangelii, zmuszają nas do refleksji nad rzeczywistością Królestwa Bożego w naszym życiu. Nie może ta rzeczywistość być przez nas lekceważona, nie możemy udawać, że ona nas nie dotyczy. Warto sobie czasami zadawać pytanie o obecność rzeczywistości Królestwa Bożego w naszym życiu, aby nie stało się ono ziarnem zmarnowanym, lub abyśmy my nie byli ziemią niepłodną i jałową.

Czy Królestwo Boże ma szansę wzrastania w moim życiu, czy nie jest przypadkiem stłamszone doczesnymi troskami?

 


Homilia alternatywna

  Bóg daje wzrost życia  

Rzeczywiście Bóg daje wzrost, tylko najpierw musi być ziarno, któremu On daje wzrost. Ziarno przyjęte i rozpoznane jako skarb, ziarno, które może być zagłuszone przez chwasty (codziennych trosk i zmartwień), ziarno, które może być wypalone przez słońce (braku wytrwałości), ziarno, które może w ogóle nie wykiełkować, bo płyciutka jest ziemia (naszej wiary). Królestwo Boże w nas jest ziarnem i Bóg da mu wzrost, ale trzeba się o nie zatroszczyć, trzeba je przyjąć, trzeba je rozpoznać. Królestwo Boże jest ziarnem, które wyrośnie na wielkie i potężne drzewo, ale nie można go zaniedbać. Jeśli zadbamy o to ziarno, jeśli go nie odrzucimy to rzeczywiście wyda ono plon wielokrotny, który może nas zaskoczyć, którego być może nawet się nie spodziewamy. A jak o to ziarno się troszczyć, jak je pielęgnować, jak nie pozwolić żeby ono w nas obumarło? Pierwszym i podstawowym wymogiem jest zaufanie Bogu i Jego Słowu Jezusowi Chrystusowi, wbrew modom i trendom świata, wbrew zniechęceniu i trudnościom jakie się przed nami piętrzą, wbrew podszeptom pychy i nadętej pewności siebie, ale i wbrew zniechęceniu i apatii. Skoro Bóg daje wzrost, to nie ma się czego obawiać i jeśli Mu zaufam to plon na pewno będzie obfity. On na pewno daje wzrost, ale mnie zaprasza do współpracy, bo stwarzając wszystko oddał wszystko człowiekowi i człowieka uczynił zarządcą stworzenia. Brak zaufania Bogu, niedowierzanie i podejrzliwość są tym co właśnie zabija w nas owo Boże ziarno, co nie pozwala mu wykiełkować i wydać plonu.

We współczesnym świecie obserwujemy bowiem coraz większy wzrost nieufności w stosunku do Boga. Coraz więcej ludzi odmawia Bogu posłuszeństwa, bo nie są w stanie Mu zaufać, bo podejrzewają Go o nieuczciwość, o niezrozumienie ich potrzeb. Coraz więcej zdaje się mówić: „Jeśli Bóg nie chce zaakceptować mnie takim jakim jestem (ze wszystkimi moimi wadami, grzechami i słabościami), to ja nie uznaję takiego Boga, nie ufam takiemu Bogu. Wszystko ma być po mojemu, Bóg musi zaakceptować wszystkie moje „widzimisię”, a wtedy i ja go uznam, i ja go zaakceptuję. Jakieś totalne pomieszanie z poplątaniem. Bo wtedy ja tworzę sobie Boga, a raczej bożka na mój obraz i podobieństwo.

A to przecież On jest Bogiem i do Niego należy ziarno, On je zasiewa i On daje wzrost, „On poniża drzewo wysokie, i On drzewo niskie wywyższa, On sprawia, że drzewo zielone usycha, i On zieloność daje drzewu suchemu.” I jeśli Mu nie ufam, to nigdy nie doświadczę wzrostu, ani nigdy nie zbiorę plonów. To pozostanę sam jak ziarno w ziemi, które obumiera i plonu nie wydaje.

Całkowite zaufanie Bogu chroni nas przed pokusą pychy i przeświadczeniem, że sam mogę sobie zapewnić zbawienie, że sam jestem w stanie dokonać niemożliwego, że o własnych siłach osiągnę szczęście i pełnię, że tylko moja praca i moje zatroskanie sprawią, że ziarno wyda owoc. Niestety współczesny świat, nastawiony na szybki i spektakularny sukces i promujący ludzi przebojowych i „asertywnych” prowadzi nas bardzo często do chełpliwości i zarozumialstwa, do megalomanii i pychy, których nijak z ufnością i wiarą pogodzić nie można. To wcale nie znaczy, że wiara promuje słabeuszy, że popiera miernotę i brak charakteru. Wiara nie zwalnia mnie ani z odpowiedzialności, ani nie predysponuje do bierności. Zaufać Bogu wcale nie znaczy być biernym i nic nie robić. Bóg daje wzrost, ale ode mnie oczekuje współpracy z Jego łaskami i troski o ziarno, nie bierności i indolencji.

Z gruntu fałszywa i nie do przyjęcia jest alternatywa: „albo Bóg, albo ja”, bo jeśli Bóg wszystko może, to ja nie mam noc do zrobienia, a jeśli ja ma coś zrobić, to Bóg mi tylko zawadza i ogranicza moja wolność. Fałszywa, bo zapomina o fakcie, że Bóg nie jest moim konkurentem, ale Ojcem, że dając mi wolność (i związaną z nią odpowiedzialność) chce mnie jednocześnie przed nadużywaniem tej wolności uchronić, jak każdy kochający Ojciec.

A może ten brak ufności Bogu Ojcu w naszym świecie związany jest z faktem, że zatraciliśmy sens i rozumienie ojcostwa, że żyjemy -jak mówią Amerykanie- w „fatherless society” - społeczeństwie pozbawionym ojców? „Cywilizacja śmierci”, w której żyjemy zabija w nas dziecięctwo Boże, zabija w nas ufność do Ojca. Dlatego trzeba najpierw wyzwolić się spod wpływów cywilizacji śmierci, trzeba odnaleźć na nowo wartość i sens ojcostwa, aby móc zaufać Ojcu, Który jest w niebie i Który zdolny jest dać wzrost ziarnu i „przywrócić zieloność drzewu suchemu”.

Warto być może zwrócić uwagę i na ten fakt, że Chrystus nauczył nas jednej, jedynej modlitwy, a jest nią właśnie modlitwa „Ojcze nasz”, w której modlimy się z ufnością „przyjdź Królestwo Twoje”. Królestwo to na pewno przyjdzie, bo jest z nim jak z ziarnem wrzuconym w ziemię. Ono kiełkuje i rośnie i wyda plon, ale …. czy ja będę miał w tym udział, jeśli nie ufam Ojcu, jeśli ustawicznie powtarzam, że wszystko potrafię sam, a Ojciec tylko ograniczą moją wolność?

sobota, 5 czerwca 2021

X Niedziela w ciągu roku – B

Rdz 3,9-15

Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: Gdzie jesteś? On odpowiedział: Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się. Rzekł Bóg: Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść? Mężczyzna odpowiedział: Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem. Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: Dlaczego to uczyniłaś? Niewiasta odpowiedziała: Wąż mnie zwiódł i zjadłam. Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę.

 

2Kor 4,13-5:1

Cieszę się przeto owym duchem wiary, według którego napisano: Uwierzyłem, dlatego przemówiłem; my także wierzymy i dlatego mówimy, przekonani, że Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam i stawi nas przed sobą razem z wami. Wszystko to, bowiem dla was, ażeby w pełni obfitująca łaska zwiększyła chwałę Bożą przez dziękczynienie wielu. Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Niewielkie bowiem utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie. Wiemy bowiem, że jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie.

 

Mk 3,20-35

Jezus przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak, że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono, bowiem: Odszedł od zmysłów. Natomiast uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy. Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: Jak może szatan wyrzucać szatana? Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc szatan powstał przeciw sobie i wewnętrznie jest skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nie, nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i wtedy dom jego ograbi. Zaprawdę, powiadam wam: wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego. Mówili, bowiem: Ma ducha nieczystego. Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie. Odpowiedział im: Któż jest moją matką i /którzy/ są braćmi? I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką.

 


Trudne słowa

W czasach, kiedy wszystkim chciano by zagwarantować niebo, na zasadzie "bardzo powszechnego zbawienia bez wysiłku osobistego", trudno jest przyjąć i zrozumieć słowa Jezusa o "grzechu wiecznym, który nie będzie odpuszczony". Wydaje się jednak, że Jezus mówi to w sposób uzasadniony, bo jakże może oczekiwać na zbawienie ten, kto Zbawiciela nazywa "Opętanym"? Jest jakaś diabelska przewrotność w postępowaniu i oskarżeniach uczonych w Piśmie, którzy zarzucają Jezusowi działanie pod wpływem złego ducha. Takąż samą diabelską przewrotność można zauważyć i u wielu nam współczesnych, kiedy odrzucają Kościół założony przez Chrystusa oskarżając go o koneksje z diabłem i twierdząc, że oni sami potrafią się z Bogiem komunikować. Tego rodzaju przewrotne oskarżenia i pomówienia nie są -wbrew pozorom- obce naszym czasom.  (na temat „grzechu wiecznego”, który nie może być odpuszczony szerzej w mojej książce „Mówdo ludzkich sumień 2. Wiara i nauka, a Prawda” s. 140-145.)

Takie jednak sprzeciwianie się zbawczej woli Bożej nie może być inaczej ocenione, jak właśnie przewrotne i bluźniercze sprzeciwianie się Duchowi Świętemu. Jest to świadome i całkowicie własnowolne odrzucenie zbawienia i dlatego Chrystus tak surowo je piętnuje i ocenia. Tu już nie ma mowy o pomyłce, o braku silnej woli, o słabości ludzkiej natury, o braku rozeznania, czy o wpływie uczuć na rozum. To jest świadome i jednoznaczne odrzucenie Chrystusa, odrzucenie Boga w imię własnych interesów, to jest właśnie "zło-wolne" (przeciwieństwo dobro-wolnego) opowiedzenie się po stronie Zła. Ta walka ze Złym trwa od początku, od grzechu Adama, od momentu, gdy człowiek został zwiedziony, zauroczony obietnicami Kłamcy, gdy poznał, że jest wobec zła "nagi i bezbronny". To właśnie po to przyszedł Chrystus, Syn Boży, aby człowieka z tej niewoli wybawić, uwolnić. I tak jak wtedy, tak również i dzisiaj pyta człowieka: "Adamie, gdzie jesteś?" I nie wolno człowiekowi tej zbawczej woli Bożej ani lekceważyć, ani negować, bo jest to opowiadanie się właśnie po stronie zła, bo jest to oskarżanie samego Boga o zło, co wydaje się być dzisiaj w modzie w skomercjalizowanych i nastawionych na przyjemność społeczeństwach.

I drugim -niejako- tematem dzisiejszych czytań jest pełnienie woli Bożej, jako znak przynależności do Bożej rodziny. Jesteśmy dziećmi Bożymi, braćmi i siostrami Chrystusa, nie na podstawie więzów krwi, czy słownych deklaracji, ale na podstawie naszych czynów, naszego posłuszeństwa Bogu - Ojcu. Oczywiście wtedy najbardziej zasługuje na tytuł Matki i Siostry Chrystusa, Najświętsza Maryja Panna. Ona nie tylko doskonale rozpoznała wolę Bożą, ale i całkowicie ją pełniła w swoim życiu. Ona jest wzorem tego ustawicznego i całym życiem opowiadania się po stronie Boga, tego całkowitego i doskonałego mówieniu Bogu: "Fiat".

To, co widzialne przemija i warto zastanowić się po czyjej stronie się opowiadam i jak rozpoznaję i wypełniam wolę Bożą?

środa, 2 czerwca 2021

Uroczystość Bożego Ciała – B

Wj 24,3-8

 

Wrócił Mojżesz i obwieścił ludowi wszystkie słowa Pana i wszystkie Jego zlecenia. Wtedy cały lud odpowiedział jednogłośnie: Wszystkie słowa, jakie powiedział Pan, wypełnimy.

Spisał więc Mojżesz wszystkie słowa Pana. Nazajutrz wcześnie rano zbudował ołtarz u stóp góry i postawił dwanaście stel, stosownie do liczby dwunastu pokoleń Izraela.

Potem polecił młodzieńcom izraelskim złożyć Panu ofiarę całopalną i ofiarę biesiadną z cielców.

Mojżesz zaś wziął połowę krwi i wylał ją do czar, a drugą połową krwi skropił ołtarz.

Wtedy wziął Księgę Przymierza i czytał ją głośno ludowi. I oświadczyli: Wszystko, co powiedział Pan, uczynimy i będziemy posłuszni.

Mojżesz wziął krew i pokropił nią lud, mówiąc: Oto krew przymierza, które Pan zawarł z wami na podstawie wszystkich tych słów.

 

Hbr 9,11-15

 

Ale Chrystus, zjawiwszy się jako arcykapłan dóbr przyszłych, przez wyższy i doskonalszy, i nie ręką - to jest nie na tym świecie - uczyniony przybytek,

ani nie przez krew kozłów i cielców, lecz przez własną krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego, zdobywszy wieczne odkupienie.

Jeśli bowiem krew kozłów i cielców oraz popiół z krowy, którymi skrapia się zanieczyszczonych, sprawiają oczyszczenie ciała,

to o ile bardziej krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę, oczyści wasze sumienia z martwych uczynków, abyście służyć mogli Bogu żywemu.

I dlatego jest pośrednikiem Nowego Przymierza, ażeby przez śmierć, poniesioną dla odkupienia przestępstw, popełnionych za pierwszego przymierza, ci, którzy są wezwani do wiecznego dziedzictwa, dostąpili spełnienia obietnicy.

 

Mk 14,12-16.22-26

 

W pierwszy dzień Przaśników, kiedy ofiarowywano Paschę, zapytali Jezusa Jego uczniowie: Gdzie chcesz, abyśmy poszli poczynić przygotowania, żebyś mógł spożyć Paschę?

I posłał dwóch spośród swoich uczniów z tym poleceniem: Idźcie do miasta, a spotka się z wami człowiek, niosący dzban wody. Idźcie za nim

i tam, gdzie wejdzie, powiecie gospodarzowi: Nauczyciel pyta: gdzie jest dla Mnie izba, w której mógłbym spożyć Paschę z moimi uczniami?

On wskaże wam na górze salę dużą, usłaną i gotową. Tam przygotujecie dla nas.

Uczniowie wybrali się i przyszli do miasta, gdzie znaleźli, tak jak im powiedział, i przygotowali Paschę.

A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im mówiąc: Bierzcie, to jest Ciało moje.

Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie dał im, i pili z niego wszyscy.

I rzekł do nich: To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana.

Zaprawdę, powiadam wam: Odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę nowy w królestwie Bożym.

Po odśpiewaniu hymnu wyszli w stronę Góry Oliwnej.

 


Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje ...

 

Bóg sam siebie dał na pokarm ... Ta niezwykłą prawda jest właśnie dzisiaj czczona w procesjach Eucharystycznych. Ale jest to nie tylko prawda o Bożej Miłości, ale także prawda o Kościele, bo jak mówi w pierwszym zdaniu swojej ostatniej Encykliki Papież Jan Paweł II: "Ecclesia de Eucharistia vivit - Kościół żyje dzięki Eucharystii". A Sobór Watykański II określa Eucharystię jako, "źródło i zarazem szczyt całego życia chrześcijańskiego" (Lumen Gentium 11). Już tylko te dwa króciutkie teksty wystarczą jako podstawa do dzisiejszej refleksji.

 

Chrystus - Bóg daje się w Eucharystii jako Pokarm dla swojego ludu, dla założonego przez siebie Kościoła. A Kościół rzeczywiście z Niej czerpie swoje życie, w Niej funduje i zakorzenia swój sens i swoje istnienie, w Niej znajduje swoją pełnię. I to nie tylko w sensie i wymiarze liturgicznym. Eucharystia to wzór niedościgniony Miłości Boga do człowieka, to źródło chrześcijańskiego życia, to wzór miłości człowieka do człowieka i człowieka do Boga. Jeśli życie Kościoła, życie chrześcijanina nie będzie "z Eucharystii", to nie będzie to życie, ale wegetacja. Wszystkie dzieła Kościoła, cała Jego misyjna i duszpasterska działalność, wszystkie działania chrześcijanina, całe jego życie „w Eucharystii muszą znajdywać swoje zakorzenienie” i wzór. W Eucharystii, która jest Miłością udzielającą się całkowicie ... Bóg sam siebie dał na pokarm ...

 

Bóg, Który mówi: "Bierzcie i jedzcie ... bierzcie i pijcie ..." - to nie pełne patosu i puste słowa, to nie piękny zwrot retoryczny, to nie poezja. to rzeczywistość Boga, Który się daje, Boga, Który szuka stale drogi do człowieka, tak dalece, że sam siebie daje na pokarm, aby z człowiekiem się zjednoczyć, aby człowieka do siebie doprowadzić. To Bóg, Który wydaje swoje Ciało w ręce człowieka na krzyżu, Który przelewa swoją Krew z miłości ku człowiekowi.

 

Jeśli Kościół ma żyć, jeśli chrześcijanin ma żyć ... to tylko z Eucharystii !!! I dlatego nie bez znaczenia mówimy o Eucharystii także jako o Komunii. Komunii Boga z człowiekiem i komunii ludzi między sobą. Jakże głębokie są to myśli, jakże wiele niosą w sobie praktycznych, codziennych skutków i wskazówek? I nie może to być tylko odniesione do życia liturgicznego, ale musi mieć wyraz w całym chrześcijańskim życiu, w całym życiu Kościoła i we wszystkich jego działaniach.

 

Warto o tym pomyśleć w czasie dzisiejszych procesji i śpiewów ...

 

Jakie znaczenie w moim życiu codziennym ma Eucharystia?

Czy ja żyję z Eucharystii?