Mdr 12:13-19
Nie ma oprócz Ciebie boga, co ma pieczę nad wszystkim, abyś miał dowodzić, że nie sądzisz niesprawiedliwie, Podstawą Twojej sprawiedliwości jest Twoja potęga, wszechwładza Twa sprawia, że wszystko oszczędzasz. Moc swą przejawiasz, gdy się nie wierzy w pełnię Twej potęgi i karzesz zuchwalstwo świadomych. Potęgą władasz, a sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością, bo do Ciebie należy moc, gdy zechcesz. Nauczyłeś lud swój tym postępowaniem, że sprawiedliwy powinien być dobrym dla ludzi. I wlałeś synom swym wielką nadzieję, że po występkach dajesz nawrócenie.
Rz 8:26-27
Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, [wie], że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą.
Mt 13:24-43
Inną przypowieść im przedłożył: Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast? Odpowiedział im: Nieprzyjazny człowiek to sprawił. Rzekli mu słudzy: Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go? A on im odrzekł: Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza.
Inną przypowieść im przedłożył: Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach.
Powiedział im inną przypowieść: Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło.
To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata. Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie i prosili Go: Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście!
On odpowiedział: Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha!

HOMILIA I
Wyrywać czy nie wyrywać?
Przypowieść z dzisiejszej Ewangelii wydaję się być dosyć trudna do zrozumienia w świetle np. wydarzenia, które ten sam ewangelista św. Mateusz przedstawia kilka (pięć) rozdziałów dalej, a mianowicie:
„Powiedział Jezus do swoich uczniów: Otóż jeśli twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie wejść do życia ułomnym lub chromym, niż z dwiema rękami lub dwiema nogami być wrzuconym w ogień wieczny. (...)
Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata.
Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa.
Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!” (Mt 18:8-9,15-17)
No to jak?
Mamy walczyć z tym kąkolem czy nie walczyć?
Mamy walczyć z grzechem czy nie?
Mamy plewić te chwasty czy raczej pozwolić, żeby zagłuszyły dobre ziarno?
Mamy upominać brata (siostrę) czy pozostawić ich samym sobie aż do żniwa?
Dylematy …
Nie zdradzając tajemnicy spowiedzi, ale mówiąc ogólnie,
siedzę w konfesjonale, słucham grzechów i tak sobie myślę: czy mam plewić ten kąkol, wyrywać i niszczyć, czy też zostawić, niech sobie rośnie aż do żniwa, do końca świata, a Pan Bóg sobie z tym poradzi?
Uczę w szkole i obserwuję dzieci, ich zachowanie, słucham ich słów czasami bardzo wulgarnych, widzę ich zachowanie (czasami bardzo dziwne) i zastanawiam się czy mam plewić ten kąkol, czy zostawić, niech sobie rośnie aż do żniwa, do końca świata, a Pan Bóg sobie z tym poradzi?
Rozmawiam ze znajomym, czy krewnym, który chodzi – powiedzmy – regularnie do kościoła, przystępuje do sakramentu spowiedzi i Komunii świętej, jest więc… katolikiem. Ale według niego eutanazja ludzi chorych i starszych jest uzasadniona, aborcja szczególnie dzieci upośledzonych jest nawet wskazana, związki homoseksualne, a nawet małżeństwo jednopłciowe jest jak najbardziej OK. I tak się zastanawiam, czy mam plewić ten kąkol, czy zostawić, niech sobie rośnie aż do żniwa, do końca świata, a Pan Bóg sobie z tym poradzi?
Ojciec lub matka zauważają, że ich 14 – 15 letni syn popala papierosy, czasami czuć od niego alkoholem, na komputerze czy na smartfonie ogląda pornografię…I zastanawiają się czy mają plewić ten kąkol, czy zostawić, niech sobie rośnie aż do żniwa, do końca świata, a Pan Bóg sobie z tym poradzi?
Wyrywać, czy nie wyrywać? Współczesna ideologia totalnej tolerancji rozumianej jako „róbta co chceta” odpowie: zostawić, nie wtrącać się, pozwolić na nieskrępowany rozwój osobowości!! Nie tłamsić ludzkiej wolności
A tą przypowieść z dzisiejszej Ewangelii o pszenicy i kąkolu, bardzo przewrotnie wykorzystują zwolennicy owej absolutnej tolerancji. Jeśli tylko spróbuję zareagować, zwrócić uwagę, naprostować myślenie, to od razu jestem oskarżany o brak tolerancji, o brak miłosierdzia, o religijny fanatyzm, o HEJT, bo przecież Pan Jezus kazał nie reagować, zostawić kąkol, niech sobie rośnie aż do żniwa, a Pan Bóg sobie z tym poradzi.
Nawet i teraz mam dylemat, czy w ogóle powinienem nauczać, głosić Słowo Boże, ukazywać błędy, próbować wyrwać kąkol, który pleni się obficie…? Czy też zostawić to w spokoju, niech sobie rośnie aż do żniwa, a Pan Bóg sobie z tym poradzi?
Ja nie mam odpowiedzi na te pytania. Zostawiam Was z nimi, a najbardziej z tym pytaniem:
Czy mam być tolerancyjny i pozwolić, żeby chwasty rosły w Waszym życiu? A może tam w ogóle nie ma chwastów!?
Bo ja osobiście wolałbym, żeby ktoś pokazał mi moje błędy, żeby próbował wyplenić kąkol w moim ogródku, niż żebym dopiero na końcu usłyszał straszliwe słowa: „Zbierzcie chwast i powiążcie go w snopki i wrzućcie w ogień nieugaszony”.
„A kto ma uszy, niechaj słucha!”
Myślę, że odpowiedź jest raczej dosyć jednoznaczna.
Grzeb w ogródku, ale swoim, wyrywaj chwasty, walcz z kąkolem ale na swoim polu.
Ale jeśli już chcesz grzebać w ogródku brata, czy walczyć z kąkolem na polu sąsiada, to bądź bardzo ostrożny, bo możesz podeptać dobro i zniszczyć człowieka. I w żadnym wypadku nie używaj pestycydów, bo zatrujesz wszystko!!!
Ileż to razy zdarzyło mi się, że w ferworze „walki z grzechem”, w zapale i gorliwości „o Królestwo Boże” podeptałem człowieka?
Co więc robić, kiedy widzę, że ktoś ewidentnie potrzebuje pomocy? Poproś Pana Boga, aby posłał anioła do ogródka twego bliźniego, ale przy okazji, żeby i w twoim ogródku zrobił porządek.

HOMILIA II
Jestem pszenicą czy kąkolem?
Czytając przypowieści dzisiejszej Ewangelii zadaję sobie wiele pytań. A jedno z nich to pytanie o to, jak rozwija się rzeczywistość Królestwa Bożego we mnie samym? W przypowieści o chwaście posianym pomiędzy pszenicę warto sobie też zadać pytanie: "Czy jestem dobrą pszenicą przynoszącą obfity plon, czy może tylko chwastem posianym przez nieprzyjaciela?" Czy przy końcu czasów, kiedy nadejdzie dzień żniwa zostanę zebrany do spichrza, czy też przeznaczony na spalenie jak nieużyteczny chwast?
Jest jednak i inny problem jaki pojawia się w czasie lektury tej przypowieści. Można ją odczytać w bardzo przewrotny sposób. Wielu ludzi odczytuje w niej zachętę do bierności wobec zła, do tolerancji zła w imię jakiejś dziwnej i pomieszanej grzeczności lub cierpliwości nawet samego Pana Boga. Argumentują: „przecież sam Chrystus kazał czekać z wyrywaniem chwastów do żniw”. Ale czy rzeczywiście kazał? Czy to właśnie można znaleźć w wyjaśnieniu przypowieści danym Apostołom? Czy rzeczywiście mam być bierny, pasywny, nijaki wobec zła które pleni się we mnie i dookoła mnie? Czy Boża cierpliwość może być zachętą do permisywizmu i liberalizmu, do pozwalania sobie na wszystko w imię fałszywe rozumianej tolerancji? Czy można rzeczywiście postawić znak równości pomiędzy kąkolem i pszenicą, złem i dobrem? Czy tego naprawdę naucza Chrystus w tej przypowieści? Tego rodzaju swoista „egzegeza” tej przypowieści jest niebezpiecznym przeinaczaniem jej sensu i całego nauczania Jezusa. Nawoływać bowiem do bierności czy pasywności wobec zła i uzasadniać to twierdzeniem: „przecież Bóg jest cierpliwy i czeka aż do żniw”, to jakaś przewrotność, która nie ma nic wspólnego z nauczaniem Chrystusa. Warto jednak dokładniej prześledzić wyjaśnienia samego Chrystusa do tej przypowieści.
Czytając przypowieść o ziarnku gorczycy warto zapytać samego siebie, czy Królestwo Boże rozwija się we mnie, czy też jest rachityczne i niedorozwinięte? Skończyłem swoją religijną edukację w szkole podstawowej i .... nic więcej. Królestwo Boże we mnie zamarło, zatrzymało się w rozwoju. nie wzrasta, nie rozwija się w mocne i potężne drzewo.
I w końcu czytając przypowieść o zaczynie, znowu kilka pytań i refleksji. Z jednej strony, czy ja sam jestem właśnie takim zaczynem, który stymuluje środowisko w którym żyję, czy też jestem raczej nijaki, bez wyrazu, bez smaku, jak zwietrzała sól? Ale z drugiej strony czy dbam o to, aby i we mnie Królestwo Boże działało na zasadzie zaczynu, czy poszukuję takich właśnie momentów i wartości w moim życiu, które by -na zasadzie zaczynu- we mnie działały? Czy może raczej zagłuszam w sobie ten głos, który chce mnie prowadzić?
Wiele takich i tym podobnych pytań zadaję sobie czytając przypowieści dzisiejszej Ewangelii. Warto je sobie zadawać, aby nie zgnuśnieć, aby nie stać się bezużytecznym kąkolem, zwietrzałą solą, kwasem zakwaszającym, ale nie powodującym fermentacji, drzewem nie przynoszącym owoców ...
Oby wzrastała we mnie rzeczywistość Królestwa Bożego,
obym jej nie uśmiercał swoją gnuśnością ....

HOMILIA III
Czytania: Mdr 12, 13. 16-19; Ps 86; Rz 8, 26-27; Ewangelia: Mt 13, 24-43
Każdy, kto choć raz uprawiał ogród albo działkę, wie, jak trudno utrzymać go w idealnym porządku. Nawet jeśli zasiejemy najlepsze nasiona, zadbamy o glebę i podlewanie, prędzej czy później między uprawianymi roślinami pojawi się chwast. Można go wyrywać, ale często razem z nim wyrywa się też młodą, delikatną roślinę, której korzenie splotły się z korzeniami chwastu.
Dokładnie taki obraz przynosi nam dzisiejsza Ewangelia. Pan Jezus opowiada przypowieść o gospodarzu, który zasiał na swoim polu dobre ziarno, a nieprzyjaciel, korzystając z nocy i nieuwagi, dosiał między pszenicę kąkolu. Gdy słudzy pytają, czy mają go wyrwać, gospodarz odpowiada: „Nie, byście zbierając kąkol, nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa”.
To zdanie jest kluczem do całej dzisiejszej liturgii słowa. Bóg objawia się w niej nie jako sędzia, który natychmiast i bezwzględnie karze zło, ale jako cierpliwy Gospodarz, dający czas na wzrost i nawrócenie.
Cierpliwość Boga nie jest słabością
Pierwsze czytanie z Księgi Mądrości mogłoby na pierwszy rzut oka zaskakiwać: „Panujesz nad wszystkim, więc wszystkim przebaczasz”. Ktoś mógłby zapytać: czy Bóg, który jest wszechmocny, nie powinien raczej od razu rozprawić się ze złem? Autor natchniony odpowiada inaczej: to właśnie moc prawdziwa, moc Boża, objawia się w łagodności. Ten, kto jest naprawdę silny, nie musi udowadniać swojej siły przemocą czy natychmiastowym unicestwieniem przeciwnika. Bóg „sądzi z łagodnością” i daje człowiekowi czas, „nadzieję, że po popełnieniu grzechów pozwoli nawrócić się”.
To bardzo ważna prawda dla naszej wiary. Czasem w naszym sercu rodzi się pytanie: dlaczego Bóg pozwala, aby zło i dobro rosły razem – w świecie, w Kościele, a nawet w nas samych? Dlaczego nie wyrwie od razu tego, co złe? Odpowiedź przypowieści jest prosta i głęboka zarazem: ponieważ w tym życiu dobro i zło są ze sobą tak splecione, że pochopne, gwałtowne działanie mogłoby zniszczyć również to, co dobre.
Pole to także nasze serce
Ojcowie Kościoła od wieków przypominali, że pole z przypowieści to nie tylko świat czy Kościół – to również ludzkie serce. W każdym z nas rośnie pszenica i kąkol jednocześnie. Nie ma świętego bez cienia słabości, ale też – co pocieszające – nie ma grzesznika, w którym nie kiełkowałoby jeszcze ziarno dobra. Linia podziału między dobrem a złem nie przebiega gdzieś na zewnątrz, między „nami” a „nimi”. Przebiega przez środek każdego ludzkiego serca.
To wezwanie do pokory. Zanim zaczniemy z łatwością oceniać i wyrywać „kąkol” u innych – w rodzinie, w pracy, we wspólnocie parafialnej – warto spojrzeć najpierw na własne pole. Ile w nas samych jeszcze chwastu: zazdrości, pychy, obojętności na drugiego człowieka, małych codziennych nieuczciwości? Jezus nie mówi nam, żebyśmy byli naiwni wobec zła. Mówi jednak wyraźnie: sąd ostateczny należy do Boga, nie do nas. „Zostawcie obojgu róść aż do żniwa”.
Ile razy w historii, także w historii Kościoła, próba przedwczesnego „wypielenia pola” kończyła się krzywdą niewinnych? Ile razy w naszych rodzinach osąd wydany zbyt szybko, bez cierpliwości i miłosierdzia, zamykał drzwi, które mogłyby się jeszcze otworzyć? Bóg jest cierpliwy nie dlatego, że zło Go nie obchodzi, ale dlatego, że kocha także tego, w którym dobro jeszcze nie dojrzało.
Ziarnko gorczycy i zaczyn – nadzieja mimo pozorów
Ewangelia dodaje jeszcze dwie krótkie przypowieści: o ziarnku gorczycy, najmniejszym z nasion, które wyrasta na wielkie drzewo, oraz o odrobinie zaczynu, który sprawia, że całe ciasto wyrasta. Te obrazy uzupełniają przypowieść o kąkolu. Królestwo Boże nie zawsze objawia się w sposób spektakularny. Często wzrasta po cichu, niepozornie, wśród przeciwności, w cieniu zła, które zdaje się dominować. A jednak – wzrasta.
To słowo otuchy dla nas, dorosłych, którzy czasem zmęczeni jesteśmy widokiem zła w świecie, w mediach, czasem we własnym domu. Bóg działa cierpliwie, ale skutecznie. Nasza wiara, nasza modlitwa, nasza dobroć okazywana bliźnim mogą wydawać się małe jak ziarnko gorczycy – ale to właśnie z takich małych gestów wyrasta coś większego, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.
Duch Święty wspiera naszą słabość
Święty Paweł w Liście do Rzymian dodaje jeszcze jeden istotny rys tej niedzielnej nauki: „Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami”.
To piękne uzupełnienie obrazu pola. Nie jesteśmy zostawieni sami sobie w walce z kąkolem, który rośnie w naszym sercu. Duch Święty działa w nas dyskretnie, często niezauważalnie, jak zaczyn w cieście, pomagając nam wzrastać w dobrym, nawet wtedy, gdy sami nie potrafimy nazwać swoich pragnień czy trudności. Warto o tym pamiętać zwłaszcza wtedy, gdy modlitwa wydaje się jałowa, gdy nie mamy słów, gdy zmagamy się z własną słabością. Bóg nie czeka na nasze perfekcyjne modlitwy – On sam się za nami wstawia.
Co to znaczy dla nas dzisiaj
Drodzy Bracia i Siostry, z dzisiejszego słowa Bożego płyną dla nas konkretne wskazania na ten tydzień.
Po pierwsze – cierpliwość wobec innych. Nie spieszmy się z ostatecznymi wyrokami wobec ludzi, którzy nas zawiedli, zranili czy po prostu są inni, niż byśmy chcieli. Dajmy im czas, tak jak Bóg daje czas nam.
Po drugie – cierpliwość wobec samych siebie. Jeśli widzimy w sobie kąkol – nałóg, słabość, grzech, który wraca – nie poddawajmy się rozpaczy. Bóg nie wyrywa nas gwałtownie z ziemi za pierwszym potknięciem. Daje czas na wzrost, na nawrócenie, na dojrzewanie.
Po trzecie – ufność, że małe dobro ma wielką moc. Nasze skromne, codzienne gesty wiary, uczciwości, miłości bliźniego nie są stracone, nawet jeśli świat wokół zdaje się temu przeczyć. To ziarnko gorczycy, to odrobina zaczynu, które Bóg przemienia w coś większego.
Prośmy dziś Pana, aby dał nam serce cierpliwe jak Jego serce – abyśmy umieli czekać na żniwo, ufając Jego sprawiedliwości i miłosierdziu, a jednocześnie każdego dnia starali się być dobrą pszenicą na Jego polu.
HOMILIA IV
Wyobraźmy sobie gospodarza, który wieczorem wychodzi obejrzeć swoje pole. Ziarno wschodzi pięknie, łan zaczyna się zielenić. Ale gdy przygląda się uważniej, zauważa coś jeszcze: pomiędzy źdźbłami pszenicy wyrasta chwast, którego nikt nie siał. Słudzy chcą natychmiast działać - wyrwać, wyplenić, oczyścić pole. Gospodarz mówi im: poczekajcie. Pozwólcie obojgu rosnąć aż do żniwa, żebyście wyrywając chwast, nie wyrwali razem z nim pszenicy.
To jeden z najbardziej realistycznych obrazów, jakie znajdziemy w całym Piśmie Świętym. Bo dokładnie tak wygląda świat, w którym żyjemy. I - jeśli mamy odwagę spojrzeć uczciwie do środka - dokładnie tak wygląda serce każdego z nas.
- Pole, na którym rośnie i dobro, i zło
Chcielibyśmy świata podzielonego wyraźnie: tu dobrzy, tam źli. Tymczasem Jezus mówi coś znacznie trudniejszego do przyjęcia - pszenica i chwast rosną razem, wymieszane, aż do żniwa. Nie tylko w świecie, w historii, w Kościele. Także w nas samych. Święty Paweł doświadczał tego samego rozdarcia: chciał czynić dobro, a jednak odkrywał w sobie skłonność do zła. Kto z nas tego nie zna? Ten sam człowiek, który potrafi kochać ofiarnie, potrafi też zranić. Ta sama wspólnota, w której jest tyle dobra, nosi w sobie także grzech, zazdrość, obojętność.
Pokusa jest zawsze taka sama: chcemy natychmiast wyrywać chwast. U innych - bo łatwiej dostrzec cudze wady niż własne. Czasem nawet u siebie - przez surowość, która bardziej niszczy niż leczy.
- Dlaczego Bóg czeka
Pierwsze czytanie, z Księgi Mądrości, daje nam klucz do zrozumienia tej Bożej cierpliwości. Autor natchniony mówi, że to właśnie panowanie nad wszystkim pozwala Bogu być łagodnym wobec wszystkich. Kto jest naprawdę silny, nie musi się spieszyć ani reagować gwałtownie. Bóg nie zwleka z osądem dlatego, że jest obojętny na zło - zwleka, bo daje czas na nawrócenie. Jego cierpliwość nie jest słabością. Jest formą miłości, która wierzy, że nawet ten, kto dziś wygląda jak chwast, jutro może wydać ziarno.
To bardzo ważna prawda, zwłaszcza dzisiaj, kiedy tak łatwo o osąd - szybki, ostateczny, bez apelacji. Gospodarz z przypowieści mówi coś, co brzmi niemal jak przestroga dla nas: nie wyrywajcie za wcześnie, bo razem z chwastem możecie wyrwać pszenicę. Ile razy nasza pochopna ocena drugiego człowieka - że się nie zmieni, że z niego nic nie będzie, że to przypadek stracony - zamiast pomóc, zamyka drzwi, które Bóg jeszcze trzymał otwarte?
- Cierpliwość wobec siebie samych
Drugie czytanie, z Listu do Rzymian, dodaje coś bardzo osobistego. Święty Paweł mówi, że Duch Święty przychodzi z pomocą naszej słabości, kiedy nawet nie wiemy, o co się modlić. To piękne wyznanie: nie musimy być doskonali, żeby się modlić. Nie musimy mieć pola wyplewionego z każdego chwastu, żeby zbliżyć się do Boga. Duch wstawia się za nami błaganiem, którego nie potrafimy wyrazić słowami - właśnie tam, gdzie czujemy się najsłabsi i najbardziej pomieszani.
To zaproszenie, by przestać czekać, aż będziemy „czyści", by zacząć naprawdę żyć wiarą już teraz. Pole naszego serca może być pełne chwastu - a mimo to Bóg już w nim działa, już się w nim modli przez swojego Ducha.
- Ziarnko gorczycy i odrobina zaczynu
Ewangelia dodaje jeszcze dwa krótkie obrazy: ziarnko gorczycy, najmniejsze z nasion, które wyrasta na spore drzewo, i odrobinę zaczynu, która sprawia, że rośnie całe ciasto. Oba obrazy mówią to samo: Królestwo Boże nie zaczyna się od czegoś wielkiego i widowiskowego. Zaczyna się od małego, ukrytego, prawie niezauważalnego gestu - i rośnie po cichu, swoim tempem, niezależnie od tego, czy je pilnujemy, czy nie.
To pociecha dla każdego, kto czuje, że jego wiara, jego dobro, jego wysiłek są zbyt małe, by cokolwiek zmienić. Jedna rozmowa, jeden gest przebaczenia, jedna modlitwa odmówiona w ciemności - to może być właśnie takie ziarnko gorczycy, z którego wyrośnie coś, czego dziś nie potrafimy sobie nawet wyobrazić.
- Co z tym zrobić w tym tygodniu
Może warto dziś zadać sobie proste pytanie: gdzie w moim życiu chcę zbyt szybko wyrywać chwast? Wobec kogo w rodzinie, w pracy, we wspólnocie wydałem już ostateczny wyrok, zamykając drzwi, które Bóg jeszcze trzyma otwarte? A może to pytanie trzeba skierować najpierw do siebie: czy potrafię być dla siebie tak cierpliwy, jak cierpliwy jest Bóg, czekając, aż to, co we mnie dobre, dojrzeje?
Żniwo należy do Boga. Nie do nas. Naszym zadaniem nie jest sąd, ale wzrastanie - i cierpliwe towarzyszenie wzrastaniu innych. Niech to Słowo pomoże nam w tym tygodniu odłożyć pochopny osąd, a wziąć do ręki cierpliwość - tę samą, jaką Bóg okazuje każdemu z nas każdego dnia.












