sobota, 7 marca 2026

III Niedziela Wielkiego Postu - A

 Wj 17:3-7

Ale lud pragnął tam wody i dlatego szemrał przeciw Mojżeszowi i mówił: Czy po to wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby nas, nasze dzieci i nasze bydło wydać na śmierć z pragnienia? Mojżesz wołał wtedy do Pana i mówił: Co mam uczynić z tym ludem? Niewiele brakuje, a ukamienują mnie! Pan odpowiedział Mojżeszowi: Wyjdź przed lud i weź kilku ze starszych Izraela ze sobą. Weź w rękę laskę, którą uderzyłeś Nil, i idź. Oto Ja stanę przed tobą na skale, na Horebie. Uderzysz w skałę, a wypłynie z niej woda, i lud zaspokoi swe pragnienie. Mojżesz uczynił tak na oczach starszyzny izraelskiej. I nazwał to miejsce Massa i Meriba, ponieważ tutaj kłócili się Izraelici i wystawiali Pana na próbę, mówiąc: Czy też Pan jest rzeczywiście wśród nas, czy nie?

Rz 5:1-2.5-8

Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany. Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy [jeszcze] byli bezsilni. A [nawet] za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.

J 4:5-42

Przybył więc do miasteczka samarytańskiego, zwanego Sychar, w pobliżu pola, które /niegdyś/ dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny. Nadeszła /tam/ kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: Daj Mi pić! Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności.

Na to rzekła do Niego Samarytanka: Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? Żydzi bowiem z Samarytanami unikają się nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: O, gdybyś znała dar Boży i /wiedziała/, kim jest Ten, kto ci mówi: Daj Mi się napić - prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej. Powiedziała do Niego kobieta: Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie i jego bydło?

W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu. Rzekła do Niego kobieta: Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać. A On jej odpowiedział: Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj. A kobieta odrzekła Mu na to: Nie mam męża. Rzekł do niej Jezus: Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą.

Rzekła do Niego kobieta: Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga. Odpowiedział jej Jezus: Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie.

Rzekła do Niego kobieta: Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko. Powiedział do niej Jezus: Jestem Nim Ja, który z tobą mówię. Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą. Jednakże żaden nie powiedział: Czego od niej chcesz? - lub: - Czemu z nią rozmawiasz? Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła tam ludziom: Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?

Wyszli z miasta i szli do Niego. Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: Rabbi, jedz! On im rzekł: Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie. Mówili więc uczniowie jeden do drugiego: Czyż Mu kto przyniósł coś do zjedzenia? Powiedział im Jezus: Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. Czyż nie mówicie: Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa? Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo. Żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem żąć to, nad czym wyście się nie natrudzili. Inni się natrudzili, a w ich trud wyście weszli.

Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: Powiedział mi wszystko, co uczyniłam. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, a do tej kobiety mówili: Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata.


Pragnienie i głód

Czy zastanawiałem się kiedyś nad tym "czym różnię się od zwierzęcia?" Zwierzę, kiedy jest głodne szuka pożywienia - ja też, kiedy jest spragnione, szuka wody - ja też. Kiedy jest zmęczone szuka odpoczynku - ja też, kiedy jest mu gorąco szuka cienia - ja też. Zwierzę, kiedy jest przestraszone ucieka - ja też. Kiedy jest chore szuka lekarstwa, to jest "wpisane" w jego instynkt - ja też. Czym więc różnię się od zwierząt? Czy wszystkie moje potrzeby to głód, pragnienie, potrzeba odpoczynku, konieczność przedłużenia gatunku? Czy całe moje życie ma się sprowadzać tylko do zaspokajania tych fundamentalnych potrzeb organicznych? Czy też jest we mnie głód większy, pragnienie głębsze, potrzeby bardziej ludzkie, czy tylko zwierzęce?

Jezus, rozmawiający z samarytanką u studni uświadamia jej właśnie to głębsze, ludzkie pragnienie, a po powrocie Apostołów również im, uświadamia istnienie bardziej podstawowego głodu. Nie może się człowiek ograniczyć tylko do zaspokajania jedynie zwierzęcych potrzeb i pragnień, jeśli chce być czymś więcej niż jednym z naczelnych ssaków.

Jest rzeczą dla człowieka nieodzowną uświadomienie sobie: "JAKI JEST JEGO PRAWDZIWY GŁÓD I PRAWDZIWE PRAGNIENIE? Co -tak naprawdę- może zaspokoić moje pragnienia? W przeciwnym wypadku, pozostanie na poziomie zaspokajania rudymentarnych potrzeb i instynktów. Co więcej, musi człowiek również odkryć, gdzie i w jaki sposób może zaspokoić swoje ludzkie, metafizyczne potrzeby. Kiedy Jezus mówi: "Ja jestem Źródłem Wody Żywej", "Ja jestem Chlebem Życia Wiecznego", chce nam w ten sposób otworzyć oczy na nasze prawdziwe potrzeby, na nasz prawdziwy głód i pragnienie. Nie można uciekać przed tego rodzaju pytaniami i dylematami. Nie można zasłaniać się brakiem czasu i zmęczeniem. Nie można udawać, że problem nie istnieje, że go nie ma, że jeszcze mam czas, bo na starość będę się nad tym zastanawiał, a teraz muszę "robić pieniądze i ciężko zarabiać na życie". Na jakie życie? Konia, czy osła? Jeśli bowiem zaspokajam tylko swoje organiczne potrzeby, to niczym nie różnię się od tych dwóch -poczciwych- zwierzątek, których aspiracje nie sięgają poza pełny i obfity żłób.

Panie, daj mi Wody Żywej ...

Panie, nakarm mnie Chlebem życia ...

Panie, nie daj mi być tylko ciężko pracującym koniem, lub osiołkiem.


Homilia alternatywna I

Woda żywa

Pracując od prawie 15 lat w Afryce, niejednokrotnie miałem okazję doświadczyć, czym naprawdę jest dobra woda, jak wiele znaczy ona dla ludzi, którzy nie mają jej w kranach na bieżąco i pod dostatkiem, którzy po wodę muszą chodzić nieraz kilometrami lub czerpać ją z brudnej i błotnistej kałuży, albo używać (jak na Komorach) do mycia, a nawet do gotowania, słonej wody morskiej.

My również, żyjąc w coraz bardziej zanieczyszczonym środowisku, kupując wodę w butelkach, doceniamy wartość i znaczenie tego symbolu. Woda - symbol życia, to także symbol dobrobytu i błogosławieństwa, to symbol czystości i zaspokojenia podstawowych potrzeb człowieka.

Dlatego Mojżesz uderzający na pustyni w skałę, z której wypływa dobra woda i Chrystus- Źródło wody żywej to nie tylko symbole, to archetypy potęgi istnienia. To sam Bóg objawiający się swojemu ludowi, to Bóg -Źródło życia.

Nie bez przyczyny Jan Paweł II w swoim Tryptyku Rzymskim pisze:

„Zatoka lasu zstępuje
w rytmie górskich potoków...
Jeśli chcesz znaleźć źródło,
musisz iść do góry, pod prąd.
Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj,
wiesz, że ono musi tu gdzieś być —

Gdzie jesteś, źródło?... Gdzie jesteś, źródło?!

Cisza...
Strumieniu, leśny strumieniu,
odsłoń mi tajemnicę
swego początku!

(Cisza — dlaczego milczysz?
Jakże starannie ukryłeś tajemnicę twego początku.)

Pozwól mi wargi umoczyć
w źródlanej wodzie
odczuć świeżość,
ożywczą świeżość.”

A my wiemy, że Chrystus jest właśnie owym Źródłem Życia, w którym mogę „umoczyć wargi, jak w źródlanej wodzie i odczuć ożywczą świeżość”.

Panie daj mi wody żywej!


Homilia alternatywna II

Oaza pośród skał, czyli dramat pragnienia

  1. Geografia naszego serca

Dzisiejsze czytania prowadzą nas przez niezwykłą mapę – mapę ludzkiego serca. To wędrówka od kamienistej pustyni, przez samotną studnię, aż po Golgotę. Na tej mapie pojawia się jeden, kluczowy element: skała. W Księdze Wyjścia skała jest celem podróży i źródłem wody. W Ewangelii przy studni, która jest wydrążona w skale, rozgrywa się dramat spotkania. A w Liście do Rzymian apostoł Paweł mówi o skandalu miłości, który rozbija się o skałę naszego grzechu.

  1. Szemranie, które odsłania prawdę

Pierwsze czytanie to scena pełna napięcia. Izraelici są u kresu sił. Brakuje wody. I wtedy rodzi się szemranie. To nie jest zwykłe narzekanie. To pytanie, które każdy z nas zadaje w chwilach kryzysu: “Czy Pan jest rzeczywiście wśród nas, czy nie?” (Wj 17,7).

To pytanie jest jak uderzenie w skałę ludzkiej duszy. Ono wydobywa na powierzchnię to, co w nas najgłębsze: pragnienie Boga zmieszane z wątpliwością, czy On naprawdę się nami przejmuje. Izraelici chcą wody, ale Bóg daje im coś więcej: zranioną skałę. Mojżesz ma uderzyć w skałę – w to, co wydaje się martwe i obojętne – a z tego uderzenia wypływa życie. To pierwsza lekcja: Bóg nie zawsze usuwa pustynię, ale na pustyni potrafi sprawić, że kamień staje się źródłem.

  1. Kobieta, która przyszła po wodę, a znalazła Źródło

Ewangelia jest mistrzowskim dopełnieniem tej lekcji. Patrzymy na Samarytankę. Przychodzi do studni Jakuba w samo południe. Przypadek? Raczej unik. Przyszła w porze, gdy nikogo nie ma, bo jej życie jest naznaczone piętnem – pięciu mężów, a ten szósty nie jest jej mężem. Jest spragniona, ale jej pragnienie sięga głębiej niż fizyczna potrzeba wody. Jest spragniona akceptacji, miłości, oczyszczenia.

I wtedy spotyka Jezusa. On, zmęczony, siedzi przy studni. To ważny detal: Bóg jest zmęczony. Bóg jest spragniony. Jezus zaczyna nie od nauczania, ale od prośby: “Daj Mi pić!” (J 4,7). Paradoks: Źródło wody żywej prosi o wodę ze studni. Bóg staje się żebrakiem, by wejść w relację z grzesznicą.

Ta rozmowa to seria przełamań. Jezus przełamuje mur nienawiści (Żydzi – Samarytanie), mur obyczajowości (mężczyzna – kobieta), mur religijności (góra Garizim – Jerozolima). On nie daje jej wody od razu. Najpierw sprawia, że ona uświadamia sobie swoje pragnienie. Mówi o wodzie, która gasi pragnienie na wieki. Ona myśli o wygodzie: “Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać” (J 4,15). Chce łatwego rozwiązania. Chce boskiego automatu z wodą.

Jezus jednak uderza w skałę jej sumienia: “Idź, zawołaj swego męża” (J 4,16). To moment próby. To jak laska Mojżesza uderzająca w skałę. Z jej serca, zamiast kamiennej wymówki, wypływa nagle prawda: “Nie mam męża”. I w tym momencie, gdy staje w prawdzie o swoim życiu, skała jej serca pęka. I wtedy Jezus mówi jej największą prawdę o sobie: “Jestem Nim Ja, który z tobą mówię” (J 4,26).

  1. Miłość, która rozbija się o grzech

I tu dochodzimy do sedna, które wyjaśnia św. Paweł. Dlaczego ta kobieta uwierzyła? Bo spotkała kogoś, kto znał jej grzech i nie uciekł. Ktoś, kto patrząc na jej życie naznaczone porażkami, nie wyciągnął kamienia, ale zaproponował wodę życia.

Paweł pisze do Rzymian: “Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5,8). To jest klucz do zrozumienia tej sceny przy studni i całego Wielkiego Postu. Bóg nie czeka, aż stanie-my się święci, by nas pokochać. On uderza w skałę naszego grzechu swoją miłością.

Skała na Horebie była obrazem. Skałą, w którą uderzył Mojżesz, był kamień. Skałą, w którą uderzy świat, był Chrystus. To On jest Kamieniem węgielnym odrzuconym przez budujących. To On, uderzony włócznią na krzyżu, stał się źródłem wody i krwi – sakramentów Kościoła. Samarytanka przy studni to my wszyscy. Każdy z nas nosi w sobie jakąś studnię – miejsce, gdzie przychodzimy po ochłodę, po miłość, po akceptację. I często czerpiemy wodę ze źródeł, które nie gaszą pragnienia: z władzy, z pieniędzy, z związków na próbę, z opinii innych ludzi.

  1. Zostawić dzban

Kulminacją nawrócenia Samarytanki jest gest: “Kobieta zaś zostawiła swój dzban” (J 4,28). Zostawiła to, po co przyszła. Przyszła po wodę ze studni, a znalazła Źródło. Zostawiła dzban, bo znalazła Tego, który wypełnia serce. Pobiegła do miasta. Ta, która przyszła w południe, by uniknąć ludzi, teraz biegnie do ludzi, by opowiedzieć o Jezusie.

To jest znak autentycznego spotkania z Bogiem. Ono nie polega na tym, że dostajemy to, czego chcemy (łatwą wodę). Ono polega na tym, że poznajemy Tego, który sam jest Wodą Żywą. Wtedy możemy zostawić nasze dzbany – nasze przywiązania, nasze grzechy, nasze ludzkie zabezpieczenia.

Zakończenie

W tym Wielkim Poście jesteśmy zaproszeni, by usłyszeć pytanie: “Czy Pan jest wśród nas, czy nie?” (Wj 17,7). Nie bójmy się odpowiedzi, którą znajdziemy na krzyżu. Tam Bóg pokazał raz na zawsze, że jest z nami. Na pustyni naszego życia, w skwarze południa naszych grzechów, przychodzi do nas Zmęczony Wędrowiec. Prosi o łyk wody, ale tak naprawdę chce nam dać samego Siebie.

Nie lękajmy się pokazać Mu naszych poranionych studiń. Nie lękajmy się usłyszeć prawdy o naszym życiu. Bo tylko ta prawda, wypowiedziana przed Nim, może sprawić, że skała naszego serca pęknie i wypłynie z niej źródło życia wiecznego. I wtedy, jak Samarytanka, porzucimy nasze dzbany i pobiegniemy do świata, by zawołać: “Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam” (J 4,29). Amen.


Homilia alternatywna III

O pragnieniu, które nie zna nasycenia

  1. Studnia Jakuba i studnia naszych codzienności

Dzisiejsza Ewangelia przenosi nas w niezwykle upalne południe. Zmęczony Jezus siada przy studni. To miejsce jest nie tylko punktem na mapie, ale także symbolem. W Biblii studnia to miejsce spotkania – tam Abrahamowy sługa znajduje Rebekę, Jakub spotyka Rachelę. To miejsce, gdzie rodzi się miłość i zawiera przymierza.

Przychodzi kobieta. Ma ona swoje pragnienie – zwykłe, fizyczne pragnienie wody. Nosi w sobie również pragnienia głęboko ukryte: pragnienie miłości, akceptacji, sensu. Żyje w sytuacji grzechu i odrzucenia – miała pięciu mężów, a ten, z którym żyje teraz, nie jest jej mężem. Przyszła do studni w południe, w największy skwar, nie razem z innymi kobietami o świcie czy zmierzchu. Ucieka od ludzkich spojrzeń, od plotek, od oceny.

Czy my nie jesteśmy trochę jak ta kobieta? Przychodzimy do źródeł tego świata – do pracy, rozrywki, pieniędzy, związków – czerpiąc wiadrami naszych oczekiwań. Czasem jesteśmy tak spragnieni, że pijemy byle co, byle zaliczyć dzień, byle zagłuszyć niepokój. W środku naszej codziennej bieganiny, w południe naszych zmagań, Jezus siada przy studni naszego życia. On jest zmęczony – to ważne! Bóg nie jest abstrakcyjną ideą, ale Kimś, kto dzieli nasze ludzkie zmęczenie, by móc spotkać nas w naszej codzienności.

  1. Woda, która nie gasi pragnienia, czyli o myleniu pragnień

W dialogu z Samarytanką dochodzi do niezwykłego napięcia. Kobieta myśli o wodzie ze studni, Jezus mówi o “wodzie żywej”. Ona myśli o pragnieniu ciała, On o pragnieniu duszy. To zderzenie dwóch porządków, które jest sednem naszego człowieczeństwa.

Tak, mamy ciało. Tak, potrzebujemy jeść, pić, odpoczywać. Jesteśmy częścią natury, jesteśmy ssakami. Nasze ciała wołają o wodę, gdy jest gorąco, o sen, gdy jesteśmy zmęczeni. To jest dobre i piękne. Grzech pierworodny nie zniszczył natury, ale zranił w nas relację.

Problem zaczyna się wtedy, gdy – jak mówi refleksja, którą usłyszeliśmy – zaspokajamy tylko swoje organiczne potrzeby, niczym nie różniąc się od poczciwych zwierzątek. Różnica między nami a zwierzęciem nie leży w tym, że zwierzę nie ma instynktów, a my je mamy. Różnica polega na tym, że człowiek ma pragnienie nieskończoności.

Zwykle to pragnienie kierujemy na skończone rzeczy. Chcemy tyle pieniędzy, żeby w końcu być szczęśliwym. Chcemy takiego partnera, żeby w końcu czuć się kochanym. Chcemy tylu sukcesów, żeby czuć się wartościowym. I co się dzieje? Pijemy tę wodę, ale po chwili znowu jesteśmy spragnieni. Bo studnia tego świata jest głęboka, a nasze wiadra są małe i dziurawe.

Samarytanka przychodzi po wodę do studni Jakuba. To była dobra, historyczna, patriarchalna studnia. Ale Jezus mówi jej: “Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął”. To diagnoza naszego życia, gdy żyjemy tylko horyzontalnie. Praca, dom, wakacje, emerytura – to wszystko jest dobre, ale jeśli to jest wszystko, na zawsze pozostaniemy niespełnieni.

  1. “Daj mi tej wody” – pragnienie, które prowadzi do prawdy

Kobieta, słysząc o wodzie, która gasi pragnienie na zawsze, woła: “Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła”. Ona wciąż myśli o wygodzie – żeby nie musieć przychodzić do studni, nie męczyć się. Jezus jednak nie daje się zwieść. Aby dać jej prawdziwą wodę, musi wydobyć z niej prawdę o jej pragnieniu. Mówi: “Przynieś swego męża”.

To moment przełomowy. Jezus delikatnie, ale stanowczo dotyka rany. Mówi o jej życiu, które jest nieuporządkowane. Nie po to, by ją upokorzyć, ale by pokazać, że źródłem jej wewnętrznego pragnienia jest brak prawdziwej miłości. Szukała jej u pięciu mężczyzn i nie znalazła.

Wielki Post to czas, w którym Jezus mówi do nas: “Przynieś swego męża”. Przynieś to, co jest twoim bałwochwalstwem. Przynieś to, co próbujesz napić się zamiast Mnie. Może to twoja praca, twoje hobby, twoja złość, twój smutek, twoje nierealne oczekiwania wobec innych. Dopiero gdy staniesz w prawdzie o swoim życiu, o swoich “pięciu mężach”, możesz otrzymać wodę żywą.

  1. Woda żywa, czyli Duch Święty w nas

Czym jest ta woda, którą daje Jezus? To nie jest magiczny napój. To Duch Święty, to łaska, to życie Boże w nas. To On sprawia, że przestajemy być “ciężko pracującym koniem” i stajemy się dziećmi Bożymi.

Co ciekawe, kobieta zostawia swój dzban. Zostawia go przy studni. Ten dzban to symbol jej dotychczasowego sposobu życia, jej zabezpieczeń, jej samotności. Gdy spotyka Jezusa, okazuje się, że dzban nie jest już potrzebny. Ona, która przyszła zaczerpnąć wody, sama staje się źródłem dla innych. Biegnie do miasta i mówi: “Przyjdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam”.

To jest kryterium autentycznego spotkania z Bogiem. Jeśli ktoś spotkał Jezusa, nie zatrzymuje Go dla siebie. Staje się świadkiem. Przestaje myśleć tylko o swoim brzuchu i swoim pragnieniu, a zaczyna widzieć pragnienia innych.

  1. Skała, która daje pić

To przesłanie doskonale współgra z pierwszym czytaniem. Izrael na pustyni jest spragniony. Ludzie szemrają przeciw Mojżeszowi, mówiąc: “Czy Pan jest among us, czy nie?” Bóg mówi do Mojżesza: “Uderz w skałę, a wypłynie z niej woda”. Święty Paweł w Liście do Koryntian zinterpretuje tę skałę jako Chrystusa.

Jesteśmy na pustyni Wielkiego Postu. Jesteśmy spragnieni Boga. I oto uderzona skała – Chrystus przebity włócznią na krzyżu – staje się źródłem wody i krwi. To z Jego boku wypływa Kościół i sakramenty.

  1. Nie bądź osłem, bądź świadkiem

Wracając do początku: Czym różnię się od zwierzęcia? Tym, że mogę poznać Boga. Tym, że moje serce jest tak wielkie, że tylko Bóg może je wypełnić. Św. Augustyn powie: “Stworzyłeś nas, Panie, dla siebie i niespokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Tobie”.

Nie dajmy się zwieść pozorom. Można mieć pełny żłób i puste serce. Można ciężko pracować jak koń, a w środku być duchowym bankrutem.

Jezus woła dziś do ciebie: “Jeśli znasz dar Boży”. Ten dar to On sam. Nie woda ze studni, ale Źródło. Nie chleb, który się kończy, ale Chleb Życia.

Panie, daj mi tej wody. Obmyj moje pragnienia. Naucz mnie pragnąć Ciebie nade wszystko. I spraw, abym jak Samarytanka, zostawiwszy swój dzban grzechu i lęku, biegł do innych i mówił: spotkałem Kogoś, kto wie o mnie wszystko i mimo to mnie kocha.

piątek, 27 lutego 2026

II Niedziela Wielkiego Postu – A

 Rdz 12:1-4

Pan rzekł do Abrama: Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem. Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i ja będę złorzeczył. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi. Abram udał się w drogę, jak mu Pan rozkazał, a z nim poszedł i Lot. Abram miał siedemdziesiąt pięć lat, gdy wyszedł z Charanu.

2 Tm 1:8b-10

Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga! On nas wybawił i wezwał świętym powołaniem nie na podstawie naszych czynów, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam dana została w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami. Ukazana zaś została ona teraz przez pojawienie się naszego Zbawiciela, Chrystusa Jezusa, który przezwyciężył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię.

Mt 17:1-9

Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie! Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: Wstańcie, nie lękajcie się! Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie.


Homilia I

Przemiana

Aby dostrzec Boga i Jego wielkość trzeba nam najpierw "wejść na górę", wspiąć się ponad przyziemne i doczesne sprawy, wyjść z codzienności, udać się "na osobność", wsłuchać się w głos Boga, przyjąć Jego zaproszenie. Bóg zaprasza nas, jak Abrahama; 'wyjdź z twojej ziemi" i z twojego domu, z twoich spraw i małostek. Jak Jezus wziął ze sobą Apostołów, tak i nas pragnie wziąć ze sobą i zaprowadzić "na górę wysoką, osobno". Kto nie chce przyjąć tego zaproszenia i nie chce pójść za Jezusem "na osobność" nigdy nie doświadczy i nie dozna zachwytu wielkością Boga, nigdy nie doświadczy przemienienia, nigdy nie zobaczy ostatecznego sensu i celu swojego życia, zawsze będzie orał nosem po ziemi i szukał tylko doczesnego spełnienia.

Okres Wielkiego Postu jest okazją do takiego wyjścia z siebie i z przyziemności, jest okazją do owej wspinaczki "na górę", aby nie zostać przytłoczonym doczesnością, jest doskonałą okazją do przeżycia i doświadczenia przemiany. Trzeba tylko podjąć wysiłek opuszczenia swojego "małego domku doczesności i interesików".

Czy stać mnie jeszcze na inne spojrzenie na moje życie?

Czy już stale będę tylko zanurzony w codzienności i przyziemnych sprawach?


Homilia alternatywna I

Jego słuchajcie

W każdej perykopie ewangelicznej jest jedno słowo, czasem jedno zdanie, które jest kluczem do tego właśnie fragmentu Ewangelii. Sądzę, że w dzisiejszej Ewangelii tym słowem kluczem jest to, co mówi na Górze Przemienienia głos z obłoku: "Jego słuchajcie".

Przed kilku laty w jednej parafii, gdzie miałem głosić rekolekcje wielkopostne, przed rozpoczęciem rekolekcji proboszcz tej parafii szczerze powiedział: "Musisz pamiętać, że w tej parafii ludzie wyznają taką podstawową zasadę ...

 

"If you don't tell us what we want to hear, we will not listen to what you have to say".

Co znaczy:               "JEŚLI NIE BĘDZIESZ NAM MÓWIŁ TEGO CZEGO CHCEMY SŁUCHAĆ, TO NIE BĘDZIEMY CIĘ W OGÓLE SŁUCHAĆ".

Niestety taka jest mentalność współczesnego człowieka. Chce słuchać tylko i jedynie tego co mu się podoba, co odpowiada jego zapotrzebowaniom, co jest miłe, przyjemne i niewymagające, co nie sprawia "zgrzytu" w uszach i nie zmusza do jakiejkolwiek korekcji życia.

Być posłusznym w naszych czasach, to bardzo trudna i niepopularna sprawa. Kiedy słyszymy, jak to Bóg zażądał od Abrahama rzeczy niezwykłej, najpierw porzucenia ojczyzny i wyjścia z domu swego ojca, a później złożenia jedynego syna w ofierze całopalnej jesteśmy niemal oburzeni i słuchamy tej opowieści z niedowierzaniem. Trzeba się przecież kierować raczej zdrowym rozsądkiem, interesem, zyskiem, realizmem. Nie należy być zbyt uległym i pokornym, bo to nie przynosi żadnych wymiernych korzyści. Abraham jest według naszych standardów myślenia – nieodpowiedzialnym szaleńcem ...

Niby modlimy się w codziennym "Ojcze nasz …… bądź wola Twoja, przyjdź Królestwo Twoje .." ale kto traktuje to poważnie, to taka tylko modlitwa ..

Posłuszeństwo zakonne - ślubowane przez zakonników i zakonnice- uważamy również za jakąś dewiację, a nawet abulię woli lub inną chorobę psychiczną. W ogóle takie słowa jak:

- posłuszeństwo,
- pokora,
- uległość,
-poddanie się woli Bożej

wyrzuciliśmy z naszych codziennych słowników i zaliczamy je do kategorii dobrych być może w średniowieczu, albo co najwyżej przeznaczonych dla dewotek i bigotów.

Jak to więc jest z tym poleceniem Boga Ojca: "To jest Syn mój Umiłowany, Jego słuchajcie"?

"Wierzę w Syna Bożego".  Ale co to znaczy w praktyce? Wierzę w Syna Bożego znaczy także wierzę Synowi Bożemu, słucham Go i ufam Mu.

Do czego zaprasza nas to wezwanie Boga Ojca: "To jest Syn mój Umiłowany, Jego słuchajcie"?

  • Co takiego Chrystus ma nam do powiedzenia, skoro sam Bóg poleca Go słuchać?
  • Co znaczy w moim życiu słuchać Syna Bożego?

Najpierw na pewno trzeba otworzyć uszy z pokorą. Nie mogę usłyszeć Syna Bożego, jeśli moje uszy są zamknięte i ogłuszone jazgotem medialnym. Trzeba najpierw wyłączyć ten jazgot, wyciszyć się i otworzyć uszy na głos Syna Bożego.

A Chrystus ma nam na pewno coś do powiedzenia:

- o nas samych,
- o naszej ludzkiej kondycji, bo sam był CZŁOWIEKIEM,
- o naszym życiu,
- o jego ostatecznym przeznaczeniu i sensie.

On ma nam do powiedzenia coś, o czym nie powiedzą nam żadne inne media i nie podpowiedzą żadne reklamy. Posłuszeństwo Chrystusowi, słuchanie Chrystusa to nie choroba, czy abulia woli, to nie pozbycie się odpowiedzialności, ani alienacja, jak chce ateizm, czy też wyraz słabości, jak zapewnia sartrowski egzystencjalizm.

Słuchać Syna Bożego to iść za Tym, Który jest Zbawicielem i Odkupicielem człowieka. To zaufać Temu, Który na pewno wie jaka jest moja bieda i na pewno wie jak mnie z tej biedy wyprowadzić.

A przecież słuchać Chrystusa, to odkryć prawdziwe znaczenie człowieczeństwa i moje ostateczne przeznaczenie, jakim jest stanie się dzieckiem Bożym. Tylko, że takie perspektywy i takie horyzonty to pewno już za dużo dla człowieka, który nie chce słuchać nikogo poza samym sobą, a już na pewno nie kogoś, kto jest dla niego zbyt wymagający ... A Chrystus jest wymagający, bo nie jest połowiczny, ani eufemistycznie naiwny i nawołując do nawrócenia i zawierzenia Ewangelii, jest bardzo rzeczowy i konkretny. On nie pieści ludzkich uszu tanimi sloganami i nie szuka poklasku ani aplauzu, tylko dobra człowieka ... czasami dobra trudnego ...

Chrystus nie mówi nam tego czego chcemy słuchać, co jest dla nas przyjemnie i miłe, ale to co jest dla nas do zbawienia konieczne.

Podstawowym jednak warunkiem do tego jest SŁUCHANIE, otwarcie uszu i serca. Chrystus nie powie mi NIC, jeśli zamknę uszy na Jego słowa, jeśli zamknę serce na Jego naukę. Chrystus nie powie mi nic jeśli ja sam trwam uparcie w swoich przekonaniach i odrzucam Jego naukę. Taka właśnie postawa -zatwardziałość serca- charakteryzowała Izraelitów na pustyni. Nie chcieli słuchać Boga, przemawiającego przez Mojżesza i Aarona, bo zatwardziałe było ich serce. Oni po prostu wiedzieli lepiej, oni nie chcieli słuchać bo bali się, że musieliby coś zmienić s swoim życiu.

Słuchanie Chrystusa, to wzięcie odpowiedzialności w swoje ręce, to rozpoznanie swojego prawdziwego miejsca i roli w świecie, to wyraz siły i uznania wielkości człowieka, ale zarazem prawda o jego słabości i ułomności. Tak łatwo dajemy się kierować reklamom, tak łatwo słuchamy fałszywych współczesnych proroków i idoli, a tak trudno jest nam zawierzyć, zaufać Bogu.


Homilia alternatywna II

Przemienienie na Górze Tabor

Można patrzeć i nie widzieć, można słuchać i nie słyszeć, można słyszeć i widzieć, a mimo to być ślepym i głuchym wewnętrznie na to, co się widzi i słyszy. I tak jest chyba w wypadku wielu współczesnych zobojętniałych chrześcijan. Tak chyba zresztą było i w wypadku Apostołów; Piotra, Jana i Jakuba, którzy byli przecież świadkami niezwykłego wydarzenia, widzieli i słyszeli, a przecież nie zrozumieli i nie rozumieli jeszcze bardzo długo. "Dobrze, że tu jesteśmy ..." - mówi Piotr w zachwycie. "Zostańmy tutaj, bo tak nam tu dobrze". Jakże wielu chrześcijan dzisiejszych szuka w religii tylko takich właśnie zachwytów i uniesień? Ale kiedy przychodzą chwile próby ich wiary, kiedy trzeba zdać egzamin moralny z głębi tego, w co wierzą, to tak szybko zapominają o zachwytach i są zdziwieni, uciekają, odchodzą, jak Piotr w czasie męki i ukrzyżowania.

Można patrzeć i nie widzieć, można słuchać i nie słyszeć, można być ślepym i głuchym wewnętrznie ... I dlatego może trzeba abyśmy zrozumieli, co chce nam powiedzieć Bóg Ojciec w słowach: "To jest Syn mój wybrany, Jego słuchajcie". Chrystus ma nam na pewno coś do powiedzenia i to na pewno coś głębszego i bardziej substancjalnego, niż tylko powierzchowne zachwyty i uniesienia. Chce nam mówić o miłości, ale o miłości wymagającej i nie sentymentalnej, chce mówić o przebaczeniu i o zbawieniu, ale nie na siłę i wbrew woli człowieka, chce być przyjacielem i bratem, ale nie narzucającym się i raczej szanującym wolność ludzkiego wyboru. Chce nam powiedzieć o niebie i tam nas doprowadzić, ale nie w sposób naiwny i czułostkowy. Chce nas zaprowadzić z Góry Tabor - góry przemienienia na Górę Kalwarię. Bo tylko tamtędy wiedzie droga do Góry Wniebowstąpienia, do zbawienia i szczęścia wiecznego. Czy jestem na to gotowy? Piotr był zachwycony na Górze Przemienienia, ale nieobecny na Kalwarii ... Musiał jednak i on przejść swoją Kalwarię, aby zostać już na zawsze ze swoim Mistrzem ... Góra przemienienia to tylko etap, tak jak i Kalwaria, i warto o tym pamiętać w chwilach uniesień, ale i w chwilach prób i doświadczeń.


Przemiana

Aby dostrzec Boga i Jego wielkość trzeba nam najpierw "wejść na górę", wspiąć się ponad przyziemne i doczesne sprawy, wyjść z codzienności, udać się "na osobność", wsłuchać się w głos Boga, przyjąć Jego zaproszenie. Bóg zaprasza nas, jak Abrahama; 'wyjdź z twojej ziemi" i z twojego domu, z twoich spraw i małostek. Jak Jezus wziął ze sobą Apostołów, tak i nas pragnie wziąć ze sobą i zaprowadzić "na górę wysoką, osobno". Kto nie chce przyjąć tego zaproszenia i nie chce pójść za Jezusem "na osobność" nigdy nie doświadczy i nie dozna zachwytu wielkością Boga, nigdy nie doświadczy przemienienia, nigdy nie zobaczy ostatecznego sensu i celu swojego życia, zawsze będzie orał nosem po ziemi i szukał tylko doczesnego spełnienia.

Okres Wielkiego Postu jest okazją do takiego wyjścia z siebie i z przyziemności, jest okazją do owej wspinaczki "na górę", aby nie zostać przytłoczonym doczesnością, jest doskonałą okazją do przeżycia i doświadczenia przemiany. Trzeba tylko podjąć wysiłek opuszczenia swojego "małego domku doczesności i interesików".

Czy stać mnie jeszcze na inne spojrzenie na moje życie?

Czy już stale będę tylko zanurzony w codzienności i przyziemnych sprawach?


Homilia alternatywna III

oto jestem …

Bóg tak głęboko wchodzi w historię człowieka, że staje się jednym z nas (1Tm 2:5). A robi to nie dla siebie, nie po to, że Jemu jest to potrzebne, ale dla człowieka. On nie tylko stał się jednym z nas, On stał się, On nadal jest dla nas. Ta bliskość i obecność Boga wyraża się szczególnie w drugim dzisiejszym czytaniu, ale -na dobrą sprawę- całe Pismo Św. jest historią Boga, który jest z człowiekiem i dla człowieka. Kiedy Chrystus na górze Tabor objawia swoją boskość, to czyni to także dla człowieka, chcąc przygotować swoich uczniów na chwilę ostatecznej próby, ale zarazem pokazać, że oto Bóg jest z człowiekiem.

Pozostaje jednak pytanie: „Czy ja jestem z i dla Boga? Czy jak Abraham potrafię w ekstremalnych warunkach zaufać Bogu do końca i odpowiedzieć –jak on, ojciec wierzących- oto jestem? To bycie Boga z i dla człowieka wyraziło się najpełniej w męce i śmierci Chrystusa na Krzyżu. Tutaj Bóg poszedł niejako „na całość”. Tutaj pokazał, jak bardzo jest z nami i dla nas.


Homilia alternatywna IV

W drugą niedzielę Wielkiego Postu Kościół stawia nam przed oczyma niezwykłe wydarzenie – przemienienie Pańskie na górze Tabor. To jakby przedsmak wielkanocnego poranka, chwila, gdy Jezus odsłania przed uczniami swoją boską chwałę. Dlaczego właśnie teraz, w czasie pokuty i przygotowania? Bo Wielki Post to nie tylko droga krzyża, ale także droga nadziei. Patrzymy na cel, by nie ustawać w trudzie wędrówki.

1. Wyjście Abrama – wiara, która opuszcza

Pierwsze czytanie ukazuje nam Abrama, który słyszy głos Boga: „Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę”. Abram ma siedemdziesiąt pięć lat, ma już swoje przyzwyczajenia, swoją ziemię, swój lud. Bóg jednak wzywa go do radykalnego wyjścia – nie tylko geograficznego, ale przede wszystkim duchowego. Abram ma zostawić to, co znane, i pójść w nieznane, ufając jedynie obietnicy. I czytamy: „Abram udał się w drogę, jak mu Pan rozkazał”.

To jest obraz naszej wiary. My także, często w dojrzałym wieku, słyszymy Boże wezwanie do nawrócenia, do opuszczenia naszych duchowych „ziem rodzinnych” – czyli grzechów, przyzwyczajeń, wygody, ludzkich zabezpieczeń. Bóg obiecuje błogosławieństwo, ale nie daje mapy. Mówi: „pójdź, a zobaczysz”. Wielki Post to czas, by na nowo podjąć to wyjście. By uwierzyć, że Bóg prowadzi nas do kraju, który jest większy niż nasze wyobrażenia.

2. Przemienienie – chwała, która umacnia

Ewangelia prowadzi nas na górę. Piotr, Jakub i Jan widzą Jezusa w blasku, rozmawiającego z Mojżeszem i Eliaszem – tymi, którzy reprezentują Prawo i Proroków. Cała historia zbawienia skupia się wokół Chrystusa. Piotr zachwycony woła: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy! Postawimy namioty”. Chce zatrzymać tę chwilę, chce mieszkać w świetle. Ale to nie czas na namioty. Z obłoku pada głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”.

To kluczowe przesłanie. Na górze uczniowie widzą chwałę, ale mają też usłyszeć, że droga do tej chwały prowadzi przez krzyż. Ewangelista Łukasz dodaje, że Mojżesz i Eliasz rozmawiali z Jezusem o Jego odejściu, które miało dokonać się w Jerozolimie. Przemienienie jest więc umocnieniem przed męką. Uczniowie zobaczyli, kim naprawdę jest ich Mistrz, by potem, w godzinie próby, nie zwątpili.

My także potrzebujemy czasem takich „górskich” chwil – łaski, uniesienia, bliskości Boga. Ale nie po to, by na nich pozostać. One są po to, byśmy potem, schodząc w dolinę codzienności, mieli siłę iść za Jezusem, nawet gdy droga wiedzie przez ciemność. „Jego słuchajcie” – to znaczy: słuchaj Go nie tylko wtedy, gdy mówi rzeczy miłe, ale i wtedy, gdy mówi o krzyżu, o zaparciu się siebie, o miłości nieprzyjaciół.

3. Nie wstydzić się świadectwa – łaska na trudne dni

Święty Paweł pisze do Tymoteusza: „Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii”. Tymoteusz jest młody, może lękliwy. Paweł zachęca go, by nie dał się sparaliżować ludzkiemu wstydowi czy strachowi. Mocą nie są nasze zdolności, ale „moc Boga”, który nas wybawił i wezwał świętym powołaniem.

I tu dochodzimy do sedna: ta moc jest nam dana w Chrystusie Jezusie „przed wiecznymi czasami”, a objawiła się przez Jego zwycięstwo nad śmiercią. To znaczy, że nasze życie wieczne, nasze przemienienie, jest już przygotowane. My je tylko odkrywamy i w nie wchodzimy. Wielki Post to czas, by uświadomić sobie, że chwała jest naszym przeznaczeniem, ale droga do niej prowadzi przez codzienne umieranie dla grzechu, przez trudy i przeciwności.

Zakończenie – zejść z góry, ale nieść światło

Na koniec Jezus mówi uczniom: „Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie”. Dlaczego? Bo najpierw musi się dokonać Pascha. Najpierw krzyż, potem zmartwychwstanie. My, którzy już znamy całość, wiemy, że po Wielkim Poście przychodzi Wielkanoc. Ale ta droga jest konieczna.

Bracia i siostry, w tym tygodniu, gdy będziemy podejmować posty, jałmużny i modlitwy, pamiętajmy, że nie są one celem samym w sobie. One są naszym wyjściem z ziemi grzechu, naszym wchodzeniem na górę spotkania z Bogiem. By potem, gdy przyjdzie próba, usłyszeć w sercu: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”. I byśmy mieli odwagę schodzić w dolinę, niosąc światło przemienienia innym. Amen.


Homilia alternatywna V

Tabor: Blask, który daje siłę na drogę

W drugą niedzielę Wielkiego Postu liturgia Kościoła wyprowadza nas z pustyni, gdzie tydzień temu mierzyliśmy się z pokusami, i prowadzi na Górę Wysoką. Dzisiejsze czytania to opowieść o trzech etapach duchowego życia: o ryzyku wyjścia (Abram), o zachwycie celem (Jezus na Taborze) i o trudzie codziennego świadectwa (Paweł i Tymoteusz).

  1. Abram: Odważ się opuścić swój "namiot"

Pierwsze czytanie ukazuje nam moment przełomowy w historii zbawienia. Bóg mówi do Abrama: „Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej”.

  • Komfort vs. Obietnica: Abram ma 75 lat. To wiek, w którym szuka się stabilizacji, a nie przygody. Bóg jednak prosi go, by zostawił to, co znane i bezpieczne, na rzecz „kraju, który mu ukaże” (nie mówi nawet, gdzie on jest!).
  • Lekcja dla nas: Wielki Post to właśnie takie wezwanie do „wyjścia”. Może to być wyjście z nałogu, z toksycznej relacji, ale najczęściej jest to wyjście z własnego egoizmu i duchowego lenistwa. Wiara Abrama nie polegała na teoretycznym uznaniu istnienia Boga, ale na spakowaniu manatków i pójściu w nieznane.
  1. Przemienienie: Dlaczego Piotr chciał zostać na górze?

Ewangelia o Przemienieniu Pańskim jest sercem dzisiejszej liturgii. Jezus zabiera trzech uczniów na górę, by pokazać im swoją chwałę. Dlaczego robi to właśnie teraz? Ponieważ chwilę wcześniej zapowiedział im swoją mękę i śmierć.

  • Zaliczka Nieba: Przemienienie nie było tylko „pokazem świateł”. Było umocnieniem uczniów przed ciemnością Wielkiego Piątku. Jezus wiedział, że kiedy zobaczą Go skatowanego na krzyżu, będą potrzebowali wspomnienia Jego twarzy jaśniejącej jak słońce.
  • Błąd Piotra: Piotr mówi: „Dobrze, że tu jesteśmy, postawię trzy namioty”. Chciał zatrzymać chwilę, zamknąć Boga w bezpiecznym miejscu. Ale na Taborze nie buduje się namiotów. Tabor jest stacją benzynową dla duszy – tutaj nabieramy paliwa, by móc zejść w dół, do doliny codziennych problemów i cierpienia.

„To jest mój Syn umiłowany... Jego słuchajcie!”

Głos Ojca z obłoku to najważniejsza wskazówka tego postu. Słuchanie Jezusa jest ważniejsze niż widowiskowe wizje. Słuchanie Go w Jego Słowie i w drugim człowieku.

  1. Trud dla Ewangelii: Moc ukryta w słabości

Święty Paweł w drugim czytaniu rzuca nam wyzwanie: „Weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga!”.

To dopełnienie obrazu:

  • Abram uczy nas początku drogi (decyzji).
  • Jezus na Taborze pokazuje nam cel drogi (zmartwychwstanie).
  • Paweł mówi o treści drogi (trudzie świadectwa).

Chrześcijaństwo nie jest obietnicą braku problemów. Jest obietnicą, że w tych trudach nie jesteśmy sami, bo Jezus „przezwyciężył śmierć, a na życie rzucił światło”.

Podsumowanie: Jak żyć tymi tekstami?

PostaćKluczowe działanieWyzwanie dla mnie
AbramWyjście w nieznaneZ jakiego przyzwyczajenia muszę wyjść w tym poście?
PiotrChęć zatrzymania chwałyCzy potrafię dostrzec obecność Boga w szarej codzienności, a nie tylko w "emocjach"?
JezusPrzemienienie i dotykJezus dotyka uczniów i mówi: "Nie lękajcie się". Czy pozwalam Mu na ten dotyk w spowiedzi?

Wielki Post to czas, w którym Jezus chce nas przeprowadzić przez naszą własną górę Tabor. Nie po to, byśmy tam zostali, ale byśmy po powrocie do naszych domów, pracy i obowiązków, patrzyli na świat „przemienionymi” oczami.

Gdy uczniowie podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. To jest cel naszych rekolekcji i postu: aby w naszym życiu, pośród szumu i lęku, został w końcu tylko On.

czwartek, 19 lutego 2026

I Niedziela Wielkiego Postu - A

 Rdz 2:7-9, 3:1-7

Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła. A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu? Niewiasta odpowiedziała wężowi: Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski.

Rz 5:12-17

Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli... Bo i przed Prawem grzech był na świecie, grzechu się jednak nie poczytuje, gdy nie ma Prawa. A przecież śmierć rozpanoszyła się od Adama do Mojżesza nawet nad tymi, którzy nie zgrzeszyli przestępstwem na wzór Adama. On to jest typem Tego, który miał przyjść. Ale nie tak samo ma się rzecz z przestępstwem jak z darem łaski. Jeżeli bowiem przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich śmierć, to o ileż obficiej spłynęła na nich wszystkich łaska i dar Boży, łaskawie udzielony przez jednego Człowieka, Jezusa Chrystusa. I nie tak samo ma się rzecz z tym darem jak i ze [skutkiem grzechu, spowodowanym przez] jednego grzeszącego. Gdy bowiem jeden tylko grzech przynosi wyrok potępiający, to łaska przynosi usprawiedliwienie ze wszystkich grzechów. Jeżeli bowiem przez przestępstwo jednego śmierć zakrólowała z powodu jego jednego, o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości, królować będą w życiu z powodu Jednego - Jezusa Chrystusa.

Mt 4:1-11

Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód. Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem. Lecz on mu odparł: Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych. Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień. Odrzekł mu Jezus: Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego. Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon. Na to odrzekł mu Jezus: Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz. Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu.


Homilia

Potrójny głód

Wielki Post nie jest okresem bezmyślnego wyrzeczenia, „sportowego zadawania sobie umartwień”, czasem skwaszonej miny i okresem wymyślonym przez Kościół dla „pognębienia ludzkiej radości życia”. Wielki Post jest raczej czasem refleksji nad naszym codziennym życiem, nad obecnością zła w naszej codzienności, nad jego źródłami, przyczynami i sposobami zwalczania go. Dlatego już pierwsze dzisiejsze czytanie z Księgi Rodzaju próbuje na te pytania odpowiedzieć. Zło jest nieposłuszeństwem wobec Boga, wyrazem ludzkiej pychy i chciwości. Człowiek, który otrzymał od Boga wszystko, chciał jeszcze więcej, chciał sam stać się Bogiem, chciał stanowić o tym, co jest dobre, a co złe. I tak jest do dzisiaj. To samo jest obecne w każdym naszym grzechu; pycha, pożądliwość, chciwość.

Podobnie i Ewangelia próbuje nam pokazać na czym polega zło i grzech. W każdym naszym grzechu obecny jest ów potrójny głód: głód chleba, głód ciała, czyli chciwość i nieczystość, głód chwały, czyli pycha i głód władzy - stanowienia, ustanawiania co dobre, a co złe. A odpowiedź Chrystusa – to trzy rady ewangeliczne: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa.

Nie mamy w czasie Wielkiego Postu bezmyślnie się umartwiać. Nie mamy obłudnie posypywać głów popiołem ... mamy znaleźć odpowiedź na pytanie: „A jak jest w moim życiu? Czy nie uganiam się zbytnio za bogactwem? Czy nie szukam tylko swojej chwały? Czy nie pragnę jedynie władzy i dominowania nad innymi? Czy nie chciałbym wszystkiego ustawiać i ustalać po swojemu?

I nade wszystko jest to okres, w czasie którego mamy sobie uświadomić, że tylko z pomocą Chrystusa możemy pokonać zło obecne w naszym życiu. Umartwienia zaś -jeśli takowe podejmujemy- i posypanie głowy popiołem są jedynie środkiem do tego, aby taką refleksję prowadzącą do nawrócenia podjąć. W przeciwnym wypadku są one tylko nic nieznaczącymi gestami.

Czy podejmuję wysiłek rozpoznania swoich błędów? Czy za tym rozpoznaniem idzie moje działanie i zmiana?


Homilia alternatywna I

Pokusa i grzech

Jak co roku, na początku Wielkiego Postu stajemy ponownie przed odwiecznym i bardzo bolesnym problemem pokusy i grzechu. Czytanie pierwsze przypomina nam obrazowo o tym najbardziej nieszczęśliwym momencie w dziejach ludzkości, kiedy człowiek –kuszony przez Szatana- popełnił pierwszy grzech, który na całą ludzkość sprowadził śmierć. Konsekwencje tego faktu ponosimy do dzisiaj. A są nimi nie tylko cierpienie i śmierć fizyczna, ale także nasza podatność na pokusę i grzech, ludzka słabość wobec pokusy i czasami wprost bezradność wobec działania złego ducha. Lista konsekwencji grzechu pierworodnego wymieniona w wierszach 16-24 trzeciego rozdziału Księgi Rodzaju jest wstrząsająca. Przez swój grzech Adam i Ewa skrzywdzili samych siebie, pozbawili się najcenniejszych darów, jakie otrzymali od Stwórcy. Przede wszystkim zniszczyli swoją jedność i przyjaźń z Bogiem. Tracąc świętość i sprawiedliwość pierwotną, nie tylko oddalili się od Boga i zerwali z Nim przyjaźń, lecz ponadto pozbawili siebie wszystkich darów poza-przyrodzonych. Utracili dar nieśmiertelności i wolności od cierpień, stracili dar harmonii i wiedzy. Skrzywdzili jednak nie tylko siebie, lecz i swoje potomstwo, czyli całą ludzkość, utracili dary, które mieli przekazać innym. Świat przestał być rajem, a ziemia została „przeklęta” z powodu grzechu Adama.

Św. Paweł w drugim czytaniu – w sposób teologiczny – analizuje rzeczywistość grzechu i jego skutków, ale i rzeczywistość – wysłużonej nam przez Chrystusa – łaski. Mówi bardzo dobitnie, że mimo iż „jeden tylko grzech (Adama) przynosi wyrok potępiający”, a zarazem „sprowadza na wszystkich śmierć”, czego wszyscy boleśnie doświadczamy w naszym codziennym życiu, to jednak o wiele mocniejszy jest porządek łaski, która „przynosi usprawiedliwienie ze wszystkich grzechów” i daje udział w królowaniu Chrystusa, który nas od śmierci i wszystkich innych konsekwencji grzechu wyzwala. A dokonuje tego Chrystus w sposób ostateczny na krzyżu, gdzie definitywnie zadaje śmierć grzechowi.

To jednak wcale nie zwalnia nas od osobistej walki z grzechem i pokusą. Nie jest śmierć Chrystusa czarodziejskim remedium na nasze grzechowe dolegliwości, które mogłoby być zaaplikowane bez naszego udziału. I dlatego w Ewangelii św. Mateusz pokazuje nam bardzo przekonywająco, jak Syn Boży który był wystawiony (jako również syn Człowieczy) na pokusę odrzuca szatańskie próby i pokusy, i tym samym wskazuje nam drogę do walki z pokusą i złem, które nadal nad nami mają władzę, bo –jak mówi św. Paweł- „całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych.” (Rz 8:21-22) Dopóki to się nie stanie, nadal jesteśmy poddani słabości i pokusom złego.

Stąd musimy mieć pełną świadomość, że i my nie jesteśmy wolni od szatańskich pokus i podstępów, ale też nie jesteśmy wobec nich całkowicie bezbronni. Kolejne odpowiedzi Chrystusa udzielane szatanowi pokazują nam, jaka powinna być nasza wobec niego postawa:

- „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.” – czyż nie znaczy to, że w natłoku spraw doczesnych nie powinniśmy zapomnieć o czymś daleko ważniejszym i daleko bardziej istotnym dla naszego życia, o Słowie Bożym, o Jezusie Chrystusie w Którym Bóg „przemówił do nas w tym ostatecznym czasie” (Hbr 1:2), Jeśli będę się żywił Słowem Bożym, ale także Eucharystią, a nie tylko dbał o chleb doczesny, szatan nie będzie miał władzy nade mną. Mówiąc prościej i bardziej bezpośrednio, nie dajmy się zwariować robieniu kariery, zabieganiu o dostatek, o dobra materialne, nie chciejmy „zamieniać wszystkich kamieni w chleb czy złote sztabki”. Są rzeczy daleko ważniejsze na tym świecie niż sukces i dobrobyt.

- „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego.” Nie oczekujmy spektakularnych cudów, nadzwyczajnych interwencji i nie wystawiajmy Boga na próbę tam, gdzie On oczekuje od nas po prostu uczciwości i wierności. Nie szukajmy w całym naszym religijnym życiu ani nadzwyczajności, ani ekscytacji, ani siebie, a jedynie chwały Bożej i dobra innych. Jakże często „używamy” a nawet nadużywamy Boga do swoich potrzeb i interesów, a kiedy On się tym naszym manipulacjom poddać nie chce, to jesteśmy gotowi zwątpić i odrzucić takiego „nieużytego Boga”.

- „Idź precz, szatanie! ... Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz.” – ta najbardziej zdecydowana odpowiedź udzielona przez Chrystusa jest odpowiedzią na szatańską pokusę, z którą i my bardzo często się spotykamy: „Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon ...”. Czyż nie zdarzyło mi się niejednokrotnie doświadczyć tej pokusy? Czyż nie marzyło mi się łatwe i wygodne życie za – niewiele w końcu kosztujący – ukłon, za konformistyczną zgodę, czy nawet jedynie za wygodne przymknięcie oka? Ileż to razy jesteśmy w życiu kuszeni w ten właśnie sposób? I zdecydowana odpowiedź Chrystusa: „Kłaniaj się samemu Bogu i Jemu jedynie służ!!” Ale dla nas – jakże często – jest to równoznaczne z fanatyzmem, fundamentalizmem, sekciarstwem, nietolerancją ....? Nie stać nas na służenie jedynie Bogu ... i dlatego stale pojawia się szatan ze swoimi sprytnymi propozycjami.

Skutki grzechu pierworodnego nadal są obecne w naszym życiu i każdy musi sobie w nimi poradzić indywidualnie, ... indywidualnie, ale nie samotnie. Gdybyśmy tylko chcieli iść na co dzień z Chrystusem, gdybyśmy Jemu samemu zaufali i uwierzyli, że On pokonał już zło i Szatana, i że ma i dla nas sposób na poradzenie sobie z pokusą ... O ileż łatwiej i lepiej wyglądałoby nasze życie, o ileż szybciej podążalibyśmy drogą powrotną do utraconego raju?


Homilia alternatywna II

Wielki Post zaczyna się od drzewa.

W ogrodzie Eden rosło drzewo poznania dobra i zła. Było „rozkoszą dla oczu”. Pokusa nie zaczyna się od zła – zaczyna się od czegoś pięknego, pożądanego, obiecującego rozwój. Wąż nie mówi: „Zrób coś złego”. On mówi: „Będziesz jak Bóg”.

To pierwsze kłamstwo w historii świata nie polegało na negacji Boga. Polegało na sugestii, że Bóg coś przed człowiekiem ukrywa. Że Bóg ogranicza. Że Bóg się boi naszej wielkości.

I od tamtej pory każda pokusa brzmi podobnie:

– „Weź to w swoje ręce.”
– „Nie czekaj na Boga.”
– „Zrób to szybciej, łatwiej, po swojemu.”

Adam sięga po owoc. I otwierają się oczy. Ale nie na boskość. Na nagość. Na lęk. Na wstyd.

Święty Paweł mówi dziś bez złudzeń: przez jednego człowieka grzech wszedł na świat. A wraz z nim śmierć. To nie jest tylko opowieść o pradawnej parze. To jest historia każdej relacji, która pękła. Każdego słowa, które zraniło. Każdej decyzji podjętej „po swojemu”.

Ale Wielki Post nie zaczyna się tylko od ogrodu. Zaczyna się także od pustyni.

Jezus wychodzi na pustynię. Tam, gdzie Adam miał ogród pełen drzew, On ma kamienie. Tam, gdzie pierwszy człowiek miał obfitość, On ma głód.

I diabeł powtarza tę samą melodię:

„Jeśli jesteś Synem Bożym…”

To jest najgłębsza pokusa: podważyć tożsamość. W Edenie: „Będziecie jak Bóg”. Na pustyni: „Udowodnij, że jesteś Synem”.

Szatan proponuje trzy skróty:
– chleb bez zaufania,
– cud bez relacji,
– władzę bez krzyża.

To są trzy wielkie iluzje świata.
Chleb bez zaufania – czyli życie oparte wyłącznie na materii.
Cud bez relacji – czyli religia jako spektakl.
Władza bez krzyża – czyli sukces bez ofiary.

Jezus nie sięga. Nie udowadnia. Nie negocjuje.
Odpowiada Słowem. Nie swoim – Ojca.
Tam, gdzie Adam zwątpił w słowo Boga, Jezus na nim się opiera.
Tam, gdzie pierwszy człowiek chciał „być jak Bóg”, Jezus pozostaje Synem.
Tam, gdzie grzech przyniósł śmierć, posłuszeństwo przynosi życie.

Wielki Post nie jest czasem udowadniania Bogu, że jesteśmy lepsi.
To czas powrotu do prawdy o tym, kim jesteśmy.
Nie jesteśmy bogami.Jesteśmy dziećmi.
Pokusa zawsze mówi: „Musisz wziąć”.
Łaska mówi: „Możesz przyjąć”.
Adam wziął owoc.
Chrystus przyjął wolę Ojca.

A my?

My stoimy między ogrodem a pustynią.
Między drzewem poznania a drzewem krzyża.Bo Wielki Post prowadzi nas do innego drzewa.
Na nim nie wisi owoc.
Wisi Zbawiciel.

I to drzewo nie rodzi wstydu.
Rodzi życie.

Dlatego Paweł woła: „O ileż obficiej spłynęła łaska!”
Grzech rozprzestrzenił się szybko. Ale łaska rozlewa się szerzej.

Największym kłamstwem pokusy jest to, że jesteśmy sami.

Ewangelia kończy się zdaniem: „Aniołowie przystąpili i usługiwali Mu.”
Po walce przychodzi pomoc.
Po pustyni – obecność.
Po poście – uczta.
Może ten Wielki Post nie będzie walką z czekoladą czy kawą.
Może będzie walką o zaufanie
O to, by przestać udowadniać Bogu swoją wartość.
I zacząć przyjmować Jego miłość.
Bo tylko Nowy Adam może nauczyć nas, jak być prawdziwie człowiekiem.

Współczesne badania biblijne i teologia liturgii podkreślają, że

zestawienie Rdz 2–3, Rz 5 oraz Mt 4 tworzy spójną narrację typologiczną: Adam – Chrystus, ogród – pustynia, nieposłuszeństwo – posłuszeństwo, śmierć – życie. Egzegeci wskazują, że kuszenie Jezusa w Ewangelii Mateusza jest świadomą teologiczną reinterpretacją upadku z Księgi Rodzaju (Orlov 2016; Li 2019). Paweł w Liście do Rzymian rozwija tę intuicję, prezentując Chrystusa jako „nowego Adama”, którego akt posłuszeństwa odwraca skutki pierwotnego nieposłuszeństwa (Oudersluys 1960; Bonneau 2023).

W literaturze liturgicznej podkreśla się, że I Niedziela Wielkiego Postu nie koncentruje się wyłącznie na moralnej walce z pokusą, lecz na objawieniu tożsamości Jezusa jako Syna i Nowego Człowieka (Nocent 2014; Turner 2025). Wąż podważa słowo Boga („Czy rzeczywiście Bóg powiedział?”), natomiast szatan w Mt 4 manipuluje słowem Pisma. Kluczowym polem walki staje się więc interpretacja Słowa (Asare-Antwako & Boaheng 2024).

Teologia typologii adamowej wskazuje, że Mateusz umieszcza kuszenie Jezusa zaraz po chrzcie, aby pokazać, kim jest Syn w obliczu próby (Reiter 1964). W przeciwieństwie do Adama, który sięga po owoc, Jezus „nie sięga” – nie zamienia kamieni w chleb, nie rzuca się w dół, nie oddaje pokłonu. Chrystus przywraca człowiekowi utraconą relację z Ojcem przez radykalne zaufanie (Mushunje 2003; De Almeida 2005).


Homilia alternatywna III

Pustynia, Ogród i Walka o Zaufanie

Rozpoczynamy czas Wielkiego Postu od zderzenia dwóch niezwykle wyrazistych obrazów biblijnych: bujnego ogrodu Eden, w którym niczego nie brakuje, oraz surowej, jałowej pustyni, na której odczuwa się palący głód. Choć te dwa miejsca dzieli wszystko, łączy je jedno – to właśnie tam rozegrała się najważniejsza w dziejach ludzkości bitwa o ludzkie serce. Dzisiejsze czytania nie są jedynie historycznym zapisem dawnych wydarzeń, ale niezwykle precyzyjną diagnozą tego, co każdego dnia dzieje się w naszym wnętrzu. Kuszenie, z którym się mierzymy, rzadko przyjmuje postać otwartego, przerażającego zła. Szatan jest o wiele bardziej subtelny.

Spójrzmy na pierwszych rodziców w Raju. Wąż nie przychodzi do Ewy z propozycją: „odwróć się od Boga i zniszcz swoje życie”. On przychodzi jako zatroskany doradca i zadaje z pozoru niewinne pytanie: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?”. To mistrzowska manipulacja. Zły duch próbuje wmówić człowiekowi, że Bóg coś przed nim ukrywa, że Jego przykazania nie są wyrazem troski, lecz próbą zniewolenia i ograniczenia ludzkiej wolności. W ten sposób w sercu Ewy, a potem Adama, rodzi się podejrzliwość. Przestają widzieć w Bogu kochającego Ojca, a zaczynają dostrzegać w Nim rywala. Istotę tego dramatu doskonale ujmuje Katechizm Kościoła Katolickiego, diagnozując sam korzeń grzechu pierworodnego: „Człowiek, kuszony przez diabła, pozwolił, by zamarło w jego sercu zaufanie do Stwórcy, i nadużywając swojej wolności, sprzeciwił się przykazaniu Bożemu” (KKK 397). Grzech w swojej najgłębszej warstwie nie jest więc tylko złamaniem przepisu prawa, ale przede wszystkim zerwaniem więzi zaufania.

Zupełnie inaczej zachowuje się Jezus na pustyni. Duch Święty wyprowadza Go w miejsce pozbawione wygód, w przestrzeń ciszy, ogołocenia i fizycznego braku. I właśnie tam, po czterdziestu dniach postu, gdy Jezus jest najbardziej wyczerpany, pojawia się kusiciel. Jego taktyka znów opiera się na podszeptywaniu wątpliwości: „Jeśli jesteś Synem Bożym...”. Diabeł uderza w sam rdzeń tożsamości Chrystusa. Próbuje Go sprowokować: udowodnij, kim jesteś! Zaspokój swój głód sam, zamieniając kamienie w chleb – przecież nie musisz czekać na Ojca. Rzuć się w dół ze świątyni, niech aniołowie cię ratują – zrób spektakl, który zmusi Boga do interwencji. Wreszcie: weź władzę nad światem na skróty, bez krzyża, po prostu mi się pokłoń.

Odpowiedź Jezusa jest fascynująca. On nie wchodzi z szatanem w dyskusję, jak to uczyniła Ewa. Jezus odpiera każdy atak Słowem Bożym. W Jego postawie nie ma ani cienia wątpliwości co do miłości Ojca. Nawet odczuwając skrajny głód, Chrystus wie, że nie żyje się samym chlebem, ale więzią z Bogiem. To właśnie tu, na pustyni, Jezus naprawia to, co zepsuł Adam w Raju. Jak genialnie podsumowuje to św. Paweł w Liście do Rzymian: „Jeżeli bowiem przez przestępstwo jednego śmierć zakrólowała (...), o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości, królować będą w życiu z powodu Jednego - Jezusa Chrystusa”. W Chrystusie widzimy, że człowiek ma w sobie zdolność do zwycięstwa, gdy całkowicie oprze się na łasce, a nie na własnych siłach.

Wielki Post nie jest jedynie czasem diet i wyrzeczeń, które mają udowodnić naszą silną wolę. To zaproszenie, byśmy wraz z Jezusem weszli na naszą duchową pustynię – byśmy wyciszyli hałas świata i pozwolili zdemaskować w sobie te obszary, w których nie ufamy Bogu. Gdzie szukamy drogi na skróty? Jakie kamienie próbujemy własnymi siłami zamienić w chleb, odrzucając Bożą opatrzność? Pustynia jest miejscem surowym, ale też przestrzenią intymnego spotkania. To obietnica samego Boga, którą zapisał prorok: „Dlatego zwabię ją i wyprowadzę na pustynię, i przemówię do jej serca” (Oz 2,16 - Biblia Tysiąclecia).

Nie bójmy się w tegorocznym Wielkim Poście wejść w ciszę. Nie bójmy się zmierzyć z własnym głodem. Bo tylko tam, na pustyni naszego serca, gdy opadną wszystkie fałszywe zabezpieczenia, możemy usłyszeć głos Boga, który przypomni nam to, o co tak naprawdę toczy się walka: że jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi.

piątek, 6 lutego 2026

V Niedziela w ciągu roku - A

 Iz 58:6-10

Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On [rzeknie]: Oto jestem! Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem.

1Kor 2:1-5

Tak też i ja przyszedłszy do was, bracia, nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością głosić wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.

Mt 5:13-16

Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.


Homilia I

Światło i sól

Wmawia się nam, że jako chrześcijanie mamy być ukryci i nie wychylać się, nie afiszować z naszą wiarą, z naszymi przekonaniami, z naszą pobożnością i religijnością. Chce się zamknąć wiarę w czterech ścianach kościoła, zmusić do milczenia, rozbić nasze życie na to na co dzień i na to od święta i na niedzielę. Cały współczesny świat próbuje nam udowodnić, że wiara, to zacofanie, średniowiecze, kołtuństwo, coś czego należy się wstydzić, z czym nie należy się pokazywać, ani obnosić. Udowadnia się, że państwo, społeczeństwo, życie codzienne, szkoła, nauka, praca, odpoczynek, rozrywka wszystko co jest naszym życiem ma być a-wyznaniowe, a-religijne, świeckie, laickie. Przykład? Wystąpienie premiera Francji na Konferencji Unii Europejskiej w Laeken. A co to w końcu znaczy? Nic innego jak skazanie religii na banicję, jak udowadnianie, że religia to coś całkowicie prywatnego i wstydliwego, jak udowadnianie, że człowiek wierzący, to druga lub nawet trzecia kategoria społeczna.

I odpowiedź Chrystusa -na takie zakusy- w dzisiejszej Ewangelii: "Niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre czyny" - nie piękne słowa i bombastyczne pochody i procesje, ale wasze dobre czyny! Nie chodzi o bigoterię i fanatyzm, ani o religijny fundamentalizm, ale o jasne i klarowne świadectwo. Nie wstydźmy się być wierzącymi. Nasze życie nie jest i nie powinno być a-wyznaniowe, wyprane z religii i moralności, ale właśnie nią przesiąknięte, nasycone. Nasze życie powinno być święte, dobre i religijne. Mamy być solą dla tej ziemi, dla tegoż świata, wypranego z religii, z moralności i uczuć. Mamy być światłem jasno świecącym, a nie tlącą się i kopcącą świeczką. Sól, która utraciła swój smak nadaje się tylko do wyrzucenia. Świeczka, która nie daje światła nie jest do niczego przydatna.

Ja wierzyć dzisiaj, żeby być rzeczywiście solą dla tego świata?

Jak wierzyć dzisiaj, żeby być dla tego świata światłem w jego ciemnościach, jasnym i klarownym punktem?


Homilia II

Czytania, które przed chwilą usłyszeliśmy, nie pozostawiają złudzeń. Mówią o wierze, która nie jest dekoracją, ale konkretem. O religijności, która nie kończy się na pobożnych gestach, ale przenika codzienne wybory.

Izajasz mówi wprost: Bóg nie potrzebuje naszych uroczystych postów, jeśli równocześnie nie troszczymy się o człowieka obok. “Rozerwać kajdany zła”, “wypuścić wolno uciśnionych”, “dzielić swój chleb z głodnym” – to nie są metafory. To konkretne działania. Bóg nie pyta, jak często się modlimy, ale jak traktujemy tych, którzy cierpią. Prawdziwe światło wiary rozbłyśnie w nas dopiero wtedy, gdy przestaniemy żyć dla samych siebie.

Święty Paweł w liście do Koryntian przyznaje się do słabości. Przyszedł do nich “w bojaźni i z wielkim drżeniem”. Nie próbował ich olśnić elokwencją czy spektakularnymi wystąpieniami. Przedstawił tylko “Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego”. To ważne. Często myślimy, że aby świadczyć o wierze, musimy być nieskazitelni, zawsze pewni siebie, posiadać odpowiednie słowa. A Paweł pokazuje, że najważniejsza jest autentyczność. Nawet krucha, nieporadna, ale prawdziwa. Wiara nie jest pokazem siły, ale otwarciem na Bożą moc, która działa właśnie w naszej słabości.

I wreszcie Jezus mówi dziś do nas: “Wy jesteście solą dla ziemi. Wy jesteście światłem świata”. Te słowa brzmią dumnie, ale niosą też ciężar odpowiedzialności. Sól, która nie soli, jest do wyrzucenia. Światło, które się chowa, nie spełnia swej roli.

Co to znaczy dziś być solą? To znaczy nadawać życiu smak – nie przez ciągłe narzekanie czy krytykanctwo, ale przez wierność wartościom nawet w małych rzeczach. Przez uczciwość w pracy, przez dotrzymywanie słowa, przez wytrwałość w codziennych obowiązkach. To sól cierpliwości w nerwowym świecie, sól życzliwości w kulturze obojętności.

A bycie światłem? To nie oznacza stawiania siebie w centrum, szukania poklasku. To znaczy po prostu świecić tam, gdzie jesteśmy. W rodzinie – światłem wyrozumiałości i przebaczenia. W społeczności – światłem solidarności, gdy ktoś obok przeżywa trudny czas. To światło nie musi być jaskrawe. Często wystarczy mały płomień życzliwego słowa, gestu pomocy, obecności.

Nie chodzi o to, byśmy wszyscy rzucili się do wielkich, heroicznych dzieł. Izajasz, Paweł i Jezus mówią o zwykłej, codziennej wierności. O tym, by nie odwracać się od potrzebującego “współziomka”. O tym, by nie udawać kogoś, kim nie jesteśmy, ale z pokorą przyznać się do Chrystusa. O tym, by nasze “światło” – nasze czyny – były po prostu dobre i konkretne.

Prawdziwa sól jest wyczuwalna. Prawdziwe światło jest widoczne. Nie przez nachalność, ale przez konsekwencję. Może właśnie o to chodzi: by nasza wiara była wyczuwalna w tym, jak traktujemy innych, i widoczna w tym, co wybieramy na co dzień.

Nie bójmy się być zwykłą solą i zwykłym światłem. Bóg nie potrzebuje gwiazd, potrzebuje świadków. A świadectwo polega na tym, by w zwykłym życiu pozwolić, by przez nas przebłyskiwało coś z Jego miłości. To wystarczy. Resztę zrobi On sam.


Homilia III

W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi do nas: „Wy jesteście solą dla ziemi. Wy jesteście światłem świata”. To nie są słowa pocieszenia ani pochwała. To jest zadanie, misja, którą dostajemy – trudna i wymagająca. Jezus nie pyta, czy chcemy być solą i światłem. Mówi: już nimi jesteście. Ale ta sól może zwietrzeć, to światło może zostać przysłonięte.

Żyjemy w świecie, który często każe nam traktować wiarę jak prywatny dodatek. Coś, co może być w domu, w sercu, ale nie na ulicy, nie w pracy, nie w publicznej dyskusji. Mówi się: „Wierz sobie, ale nie narzucaj innym”. To często oznacza: „Zachowaj to dla siebie. Niech to nie będzie widoczne, niech nie kształtuje twoich wyborów, twojego zaangażowania, twojego sprzeciwu”. Religia ma być miła, niewidoczna, niekłopotliwa. Ma być sprawą niedzieli, ewentualnie osobistej modlitwy. Ale nie ma przenikać codzienności.

I wtedy przychodzi Chrystus i mówi: „Niech wasze światło świeci przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”.

Zwróćmy uwagę: światło mają stanowić dobre uczynki. Nie gadanie o dobru. Nie demonstracyjna pobożność. Nie religijny folklor. Tylko uczynki. Czyny miłosierdzia, uczciwość w biznesie, wierność w małżeństwie, cierpliwość w rodzinie, solidarność z potrzebującym, odważna sprawiedliwość tam, gdzie panuje niesprawiedliwość. To jest to światło. Ono nie oślepia, nie krzyczy „patrzcie, jaki jestem święty!”. Ono po prostu rozjaśnia mrok w konkretnym miejscu.

A sól? Sól to nie jest główny składnik potrawy. To jest coś, co nadaje smak, co konserwuje, co zapobiega zepsuciu. Sól jest skuteczna, gdy jest rozsypana, zmieszana, gdy wchodzi w kontakt. Gdy jest schowana w solniczce – jest bezużyteczna.

Być solą dziś, to znaczy nadawać „smak” ewangelicznej prawdy tam, gdzie żyjemy. W miejscu pracy – poprzez rzetelność, gdy inny oszukuje; poprzez szacunek, gdy inni obgadują. W rodzinie – poprzez wytrwałą miłość, gdy wygodniej jest odejść. W społeczności – poprzez troskę o słabszego, gdy inny myśli tylko o sobie. To jest ta sól: niewidoczna, ale gdy jej zabraknie – wszystko traci smak i gnije.

Jezus nie obiecuje, że to będzie łatwe. Przeciwnie. Sól narażona jest na zwietrzenie – na kompromisy, na stopniowe rozcieńczanie wiary wygodą, na zastąpienie zasad „zdrowym rozsądkiem”, który często jest po prostu tchórzostwem. Światło można schować pod korcem – pod korcem wstydu, strachu przed śmiesznością, lęku przed utratą pozycji czy spokoju.

Realizm dzisiejszej Ewangelii jest taki: jeśli sól utraci swój smak, „do niczego się już nie nadaje, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi”. To są twarde słowa. Wiara, która nie kształtuje życia, która jest tylko zbiorem rytuałów oderwanych od codzienności, jest bezużyteczna. Nie przemienia świata, nie daje świadectwa, nie przyciąga do Boga.

Nie chodzi więc o to, byśmy „afiszowali się” z wiarą. Chodzi o to, by ona nas przenikała. By decydowała o tym, jak traktujemy współpracownika, jak płacimy podatki, jak głosujemy, jak korzystamy z czasu wolnego, jak przebaczamy. To nie jest kwestia „obnoszenia się”, ale spójności. Człowiek wierzący nie ma podwójnego życia: „świętego” i „codziennego”. Ma jedno życie – przesiąknięte Ewangelią, czy tego chce, czy nie.

Być światłem, to nie znaczy mieć wszystkie odpowiedzi. To znaczy w ciemności niepewności, lęku, cynizmu – wskazywać kierunek: ku dobru, ku prawdzie, ku Bogu. Czasem to światło będzie małe, jak płomyk świecy. Ale w całkowitej ciemności nawet mały płomyk jest drogowskazem.

Nie bójmy się więc być solą, która nada smak tej ziemi. Nie bójmy się być światłem, nawet małym, które rozprasza ciemności w naszym najbliższym otoczeniu. Nie po to, by nas chwalono, ale po to, by ludzie, widząc nasze dobre czyny – proste, ciche, czasem heroiczne – chwalili Ojca naszego, który jest w niebie.

Od Niego przyszliśmy i do Niego zmierzamy. A droga wiedzie przez zwykłą, codzienną ziemię, która potrzebuje soli, i przez mrok, który potrzebuje światła. Bądźmy tym, czym Chrystus nas nazwał. To nasza godność i nasze zadanie. Nie mamy innego.


Oto 5 schematów kazań na V Niedzielę Zwykłą, rok A, opartych na czytaniach.

Schemat 1: Autentyczne światło wiary

Temat: Wiara, która świeci przez miłosierdzie.

Wstęp: Świat potrzebuje światła. Ewangelia nazywa nas światłem świata. Ale czym jest to światło? Czy to deklaracje, pobożne słowa, czy może coś więcej? Dziś Bóg pokazuje nam konkretny przepis na świętość, która świeci w ciemnościach.

Rozwinięcie:

  1. Światło fałszywe (kontrast):Czym może być “sól, która utraciła smak” lub światło ukryte “pod korcem”? To pozór religijności bez serca. To “grożenie palcem i przewrotne słowa” z Księgi Izajasza – osądzanie, obłuda, religijność dla poklasku.
  2. Światło prawdziwe (z pierwszego czytania):Prorok Izajasz definiuje je jasno: to konkretna miłość: dzielenie chleba, przygarnięcie bezdomnego, przyodzianie nagiego, walka z niesprawiedliwością (“rozerwanie kajdan zła”). To są dobre uczynki, które – jak mówi Ewangelia – powodują, że ludzie “chwalą Ojca waszego w niebie”.
  3. Źródło światła (z drugiego czytania):Skąd czerpać moc do takiej miłości? Nie z własnej mądrości czy siły. Św. Paweł przypomina: przyszedł do Koryntian “w słabości i bojaźni”, głosząc tylko “Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego”. Źródłem naszego światła jest Chrystus Ukrzyżowany – Jego moc w naszej słabości, Jego miłość w naszym sercu. Nasze dobre uczynki są owocem wiary w Niego, a nie naszą zasługą.

Zakończenie: Nie jesteśmy wezwani, by błyszczeć jak gwiazdy show-biznesu, ale by świecić jak lampa w ciemnym pokoju – stabilnie, konkretnie, służąc innym. Sprawdźmy dziś nasze “baterie”: czy ładują się na modlitwie przy krzyżu? I nasze “światło”: czy przechodzi w czyny – w wyciągnięcie ręki do potrzebującego, w słowo pociechy, w walkę o sprawiedliwość? Tylko taka wiara przyciąga innych do Boga.

Schemat 2: Sól ziemi i chleb dla głodnego

Temat: Uczniostwo jako służba i nadawanie smaku światu.

Wstęp: “Wy jesteście solą dla ziemi”. Sól nadaje smak, konserwuje, oczyszcza. Jaka jest nasza funkcja jako uczniów Jezusa w tym świecie? Czy nadajemy mu “smak” Ewangelii, czy jesteśmy bezsmakowi i bezużyteczni?

Rozwinięcie:

  1. Sól, która traci smak:To chrześcijanin zamknięty w swoim pobożnym getcie, którego wiara nie ma wpływu na życie społeczne. To “odwracanie się od współziomków” (Iz). Wiara bez uczynków miłosierdzia jest martwa i bez smaku.
  2. Jak zachować “smak”?Odpowiedź daje Izajasz: podzielić się chlebem. To kluczowy symbol. “Twój chleb” – to, co jest twoje: czas, kompetencje, pieniądze, uwagę, życzliwość. Dzielenie się chlebem to konkret: wolontariat, pomoc sąsiedzka, sprawiedliwe traktowanie pracowników, troska o wykluczonych.
  3. Moc do dzielenia się:Skąd wziąć odwagę i hojność? Św. Paweł pokazuje postawę: “nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego”. Kontemplacja Miłości, która dzieli się do końca na krzyżu, jest źródłem naszej siły. Głoszenie Ewangelii (bycie światłem) i dzielenie się chlebem (bycie solą) to dwa oblicza tej samej miłości, która wypływa z Krzyża.

Zakończenie: Bóg pyta nas dziś: Czym “posolisz” swoją rodzinę, miejsce pracy, parafię? Może uśmiechem, może cierpliwym wysłuchaniem, może uczciwością tam, gdzie inny oszukuje. A z kim podzielisz się “chlebem” w tym tygodniu? Pamiętajmy: nasza “sól” i nasz “chleb” biorą swój smak i moc z Eucharystii – z Chleba, który jest samym Chrystusem.

Schemat 3: Od “ja” do światła

Temat: Droga od egoizmu do bycia błogosławieństwem.

Wstęp: “Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza” – obiecuje Bóg przez Izajasza. Ale to “wtedy” jest warunkowe. Bóg pokazuje proces: najpierw trzeba coś “usunąć”, by coś “zabłysło”.

Rozwinięcie:

  1. Krok 1: Usunąć jarzmo (nawrócenie negatywne):“Usunąć u siebie jarzmo” – czyli wszelkie formy ucisku, które stosujemy wobec innych. “Przestać grozić palcem” – osądzać, oskarżać. “Przestać mówić przewrotnie” – plotkować, kłamać, oczerniać. To oczyszczenie serca z egoizmu.
  2. Krok 2: Dawać chleb (nawrócenie pozytywne):“Podać twój chleb zgłodniałemu” – materialnie i duchowo. “Nakarmić duszę przygnębioną” – dać nadzieję, czas, pocieszenie. To wyjście z siebie w konkretnym geście miłości.
  3. Krok 3: Stać się światłem (owoc):Dopiero wtedy “twe światło zabłyśnie w ciemnościach”. Ewangelia potwierdza: “Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki”. To naturalny blask życia przekształconego przez miłość. Św. Paweł dodaje, że fundamentem tego procesu jest prosta, pokorna wiara w Chrystusa, a nie w siebie.

Zakończenie: Nasze bycie światłem nie jest czymś, co możemy sobie “włączyć” na siłę. To owoc procesu oczyszczenia i daru z siebie. Może dziś potrzebujesz “usunąć jarzmo” jakiegoś grzechu, złości, zgorzknienia w konfesjonale? Może Bóg wskaże ci konkretną osobę, byś podał jej “chleb” dobrego słowa lub pomocy? Podejmij ten krok. A wtedy twoje życie samo zacznie świecić.

Schemat 4: Moc ukryta w słabości

Temat: Paradoks chrześcijańskiej skuteczności.

Wstęp: Świat ceniący sukces, siłę i własną mądrość może się dziwić. Jezus mówi do zwykłych ludzi: “Wy jesteście światłem świata”. A św. Paweł wyznaje, że głosił Ewangelię “w słabości, bojaźni i wielkim drżeniu”. Gdzie tu logika? To logika Boga.

Rozwinięcie:

  1. Ludzka mądrość vs. moc Boża:Św. Paweł odrzuca “błyszczące słowo i mądrość”. Wie, że to nie przekona serc. Zamiast tego głosi “Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego” – szczyt słabości w oczach świata, który jest szczytem Bożej mocy i miłości. Krzyż jest źródłem naszego światła.
  2. Słabe naczynia, wielka moc:Jesteśmy jak gliniane naczynia (2 Kor 4,7), ale niesiemy skarb. Nasza “sól” i “światło” nie pochodzą z nas. Pochodzą z Chrystusa, w którego wierzymy. To wyzwala od presji bycia “idealnym” apostołem. Wystarczy być czystym narzędziem, które nie przysłania Tego, który jest Światłością.
  3. Konkret miłości dowodem mocy:Czyny miłosierdzia z Księgi Izajasza są właśnie przejawem mocy Bożej w słabym człowieku. Gdy kruchy człowiek dzieli się chlebem, walczy o sprawiedliwość – wtedy widać, że to nie jego siła, ale Boża w nim działa. To przyciąga do Boga.

Zakończenie: Nie bój się swojej słabości, zmęczenia, ograniczeń. Właśnie w nich może objawić się moc Boga. Przynieś swoją słabość pod krzyż jak Paweł. A potem idź i czyń to, co możesz: uśmiechnij się, pomóż, przebacz. Nie musisz błyszczeć. Masz po prostu przepuszczać przez siebie światło Chrystusa. To wystarczy, by twoje życie było światłem na górze.

Schemat 5: Wezwanie do świętości “tu i teraz”

Temat: Powszechne powołanie do świętości w codzienności.

Wstęp: “Wy jesteście solą… wy jesteście światłem…” To “wy” to nie tylko księża czy zakonnicy. To każdy z nas, ochrzczony. Bóg powołuje nas do świętości nie “gdzieś”, ale właśnie tam, gdzie jesteśmy: w rodzinie, w szkole, w urzędzie, na emeryturze.

Rozwój:

  1. Świętość w relacjach (Izajasz):Program świętości jest bardzo ziemski. To świętość społeczna: budowanie dobrych, uczciwych, pełnych szacunku relacji (“usunąć jarzmo”). To świętość miłosierdzia: dostrzeganie potrzebujących wokół siebie i konkretna reakcja (“podaj chleb”, “przyodziej”).
  2. Świętość w zwyczajności (Ewangelia):“Nie może się ukryć miasto położone na górze”. Nasza wiara ma być widoczna w stylu życia. Bycie uczciwym w nieuczciwej firmie, bycie wiernym w trudnym małżeństwie, bycie życzliwym w zgorzkniałym otoczeniu – to jest “miasto na górze”.
  3. Źródło świętości (św. Paweł):Nie osiągniemy tego sami, przez własny heroizm. Źródłem jest prosta, ufna relacja z Jezusem Ukrzyżowanym. Świętość to nie nasz projekt, ale odpowiedź na miłość Boga. To pozwala nam działać bez lęku i narcyzmu.

Zakończenie: Bóg nie czeka, aż staniesz się idealny, by użyć cię jako światła. On chce świecić przez ciebie już teraz, z twoimi zaletami i wadami. Spójrz na swój zwyczajny dzień: gdzie możesz dziś być “solą” nadającą smak wyrozumiałości? Gdzie możesz być “światłem” dobrego słowa? Weź program Izajasza i wciel go w jedno, konkretne działanie w tym tygodniu. To twoja droga do świętości.