czwartek, 19 lutego 2026

I Niedziela Wielkiego Postu - A

 Rdz 2:7-9, 3:1-7

Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła. A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu? Niewiasta odpowiedziała wężowi: Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski.

Rz 5:12-17

Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli... Bo i przed Prawem grzech był na świecie, grzechu się jednak nie poczytuje, gdy nie ma Prawa. A przecież śmierć rozpanoszyła się od Adama do Mojżesza nawet nad tymi, którzy nie zgrzeszyli przestępstwem na wzór Adama. On to jest typem Tego, który miał przyjść. Ale nie tak samo ma się rzecz z przestępstwem jak z darem łaski. Jeżeli bowiem przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich śmierć, to o ileż obficiej spłynęła na nich wszystkich łaska i dar Boży, łaskawie udzielony przez jednego Człowieka, Jezusa Chrystusa. I nie tak samo ma się rzecz z tym darem jak i ze [skutkiem grzechu, spowodowanym przez] jednego grzeszącego. Gdy bowiem jeden tylko grzech przynosi wyrok potępiający, to łaska przynosi usprawiedliwienie ze wszystkich grzechów. Jeżeli bowiem przez przestępstwo jednego śmierć zakrólowała z powodu jego jednego, o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości, królować będą w życiu z powodu Jednego - Jezusa Chrystusa.

Mt 4:1-11

Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód. Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem. Lecz on mu odparł: Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych. Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień. Odrzekł mu Jezus: Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego. Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon. Na to odrzekł mu Jezus: Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz. Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu.


Homilia

Potrójny głód

Wielki Post nie jest okresem bezmyślnego wyrzeczenia, „sportowego zadawania sobie umartwień”, czasem skwaszonej miny i okresem wymyślonym przez Kościół dla „pognębienia ludzkiej radości życia”. Wielki Post jest raczej czasem refleksji nad naszym codziennym życiem, nad obecnością zła w naszej codzienności, nad jego źródłami, przyczynami i sposobami zwalczania go. Dlatego już pierwsze dzisiejsze czytanie z Księgi Rodzaju próbuje na te pytania odpowiedzieć. Zło jest nieposłuszeństwem wobec Boga, wyrazem ludzkiej pychy i chciwości. Człowiek, który otrzymał od Boga wszystko, chciał jeszcze więcej, chciał sam stać się Bogiem, chciał stanowić o tym, co jest dobre, a co złe. I tak jest do dzisiaj. To samo jest obecne w każdym naszym grzechu; pycha, pożądliwość, chciwość.

Podobnie i Ewangelia próbuje nam pokazać na czym polega zło i grzech. W każdym naszym grzechu obecny jest ów potrójny głód: głód chleba, głód ciała, czyli chciwość i nieczystość, głód chwały, czyli pycha i głód władzy - stanowienia, ustanawiania co dobre, a co złe. A odpowiedź Chrystusa – to trzy rady ewangeliczne: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa.

Nie mamy w czasie Wielkiego Postu bezmyślnie się umartwiać. Nie mamy obłudnie posypywać głów popiołem ... mamy znaleźć odpowiedź na pytanie: „A jak jest w moim życiu? Czy nie uganiam się zbytnio za bogactwem? Czy nie szukam tylko swojej chwały? Czy nie pragnę jedynie władzy i dominowania nad innymi? Czy nie chciałbym wszystkiego ustawiać i ustalać po swojemu?

I nade wszystko jest to okres, w czasie którego mamy sobie uświadomić, że tylko z pomocą Chrystusa możemy pokonać zło obecne w naszym życiu. Umartwienia zaś -jeśli takowe podejmujemy- i posypanie głowy popiołem są jedynie środkiem do tego, aby taką refleksję prowadzącą do nawrócenia podjąć. W przeciwnym wypadku są one tylko nic nieznaczącymi gestami.

Czy podejmuję wysiłek rozpoznania swoich błędów? Czy za tym rozpoznaniem idzie moje działanie i zmiana?


Homilia alternatywna I

Pokusa i grzech

Jak co roku, na początku Wielkiego Postu stajemy ponownie przed odwiecznym i bardzo bolesnym problemem pokusy i grzechu. Czytanie pierwsze przypomina nam obrazowo o tym najbardziej nieszczęśliwym momencie w dziejach ludzkości, kiedy człowiek –kuszony przez Szatana- popełnił pierwszy grzech, który na całą ludzkość sprowadził śmierć. Konsekwencje tego faktu ponosimy do dzisiaj. A są nimi nie tylko cierpienie i śmierć fizyczna, ale także nasza podatność na pokusę i grzech, ludzka słabość wobec pokusy i czasami wprost bezradność wobec działania złego ducha. Lista konsekwencji grzechu pierworodnego wymieniona w wierszach 16-24 trzeciego rozdziału Księgi Rodzaju jest wstrząsająca. Przez swój grzech Adam i Ewa skrzywdzili samych siebie, pozbawili się najcenniejszych darów, jakie otrzymali od Stwórcy. Przede wszystkim zniszczyli swoją jedność i przyjaźń z Bogiem. Tracąc świętość i sprawiedliwość pierwotną, nie tylko oddalili się od Boga i zerwali z Nim przyjaźń, lecz ponadto pozbawili siebie wszystkich darów poza-przyrodzonych. Utracili dar nieśmiertelności i wolności od cierpień, stracili dar harmonii i wiedzy. Skrzywdzili jednak nie tylko siebie, lecz i swoje potomstwo, czyli całą ludzkość, utracili dary, które mieli przekazać innym. Świat przestał być rajem, a ziemia została „przeklęta” z powodu grzechu Adama.

Św. Paweł w drugim czytaniu – w sposób teologiczny – analizuje rzeczywistość grzechu i jego skutków, ale i rzeczywistość – wysłużonej nam przez Chrystusa – łaski. Mówi bardzo dobitnie, że mimo iż „jeden tylko grzech (Adama) przynosi wyrok potępiający”, a zarazem „sprowadza na wszystkich śmierć”, czego wszyscy boleśnie doświadczamy w naszym codziennym życiu, to jednak o wiele mocniejszy jest porządek łaski, która „przynosi usprawiedliwienie ze wszystkich grzechów” i daje udział w królowaniu Chrystusa, który nas od śmierci i wszystkich innych konsekwencji grzechu wyzwala. A dokonuje tego Chrystus w sposób ostateczny na krzyżu, gdzie definitywnie zadaje śmierć grzechowi.

To jednak wcale nie zwalnia nas od osobistej walki z grzechem i pokusą. Nie jest śmierć Chrystusa czarodziejskim remedium na nasze grzechowe dolegliwości, które mogłoby być zaaplikowane bez naszego udziału. I dlatego w Ewangelii św. Mateusz pokazuje nam bardzo przekonywająco, jak Syn Boży który był wystawiony (jako również syn Człowieczy) na pokusę odrzuca szatańskie próby i pokusy, i tym samym wskazuje nam drogę do walki z pokusą i złem, które nadal nad nami mają władzę, bo –jak mówi św. Paweł- „całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych.” (Rz 8:21-22) Dopóki to się nie stanie, nadal jesteśmy poddani słabości i pokusom złego.

Stąd musimy mieć pełną świadomość, że i my nie jesteśmy wolni od szatańskich pokus i podstępów, ale też nie jesteśmy wobec nich całkowicie bezbronni. Kolejne odpowiedzi Chrystusa udzielane szatanowi pokazują nam, jaka powinna być nasza wobec niego postawa:

- „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.” – czyż nie znaczy to, że w natłoku spraw doczesnych nie powinniśmy zapomnieć o czymś daleko ważniejszym i daleko bardziej istotnym dla naszego życia, o Słowie Bożym, o Jezusie Chrystusie w Którym Bóg „przemówił do nas w tym ostatecznym czasie” (Hbr 1:2), Jeśli będę się żywił Słowem Bożym, ale także Eucharystią, a nie tylko dbał o chleb doczesny, szatan nie będzie miał władzy nade mną. Mówiąc prościej i bardziej bezpośrednio, nie dajmy się zwariować robieniu kariery, zabieganiu o dostatek, o dobra materialne, nie chciejmy „zamieniać wszystkich kamieni w chleb czy złote sztabki”. Są rzeczy daleko ważniejsze na tym świecie niż sukces i dobrobyt.

- „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego.” Nie oczekujmy spektakularnych cudów, nadzwyczajnych interwencji i nie wystawiajmy Boga na próbę tam, gdzie On oczekuje od nas po prostu uczciwości i wierności. Nie szukajmy w całym naszym religijnym życiu ani nadzwyczajności, ani ekscytacji, ani siebie, a jedynie chwały Bożej i dobra innych. Jakże często „używamy” a nawet nadużywamy Boga do swoich potrzeb i interesów, a kiedy On się tym naszym manipulacjom poddać nie chce, to jesteśmy gotowi zwątpić i odrzucić takiego „nieużytego Boga”.

- „Idź precz, szatanie! ... Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz.” – ta najbardziej zdecydowana odpowiedź udzielona przez Chrystusa jest odpowiedzią na szatańską pokusę, z którą i my bardzo często się spotykamy: „Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon ...”. Czyż nie zdarzyło mi się niejednokrotnie doświadczyć tej pokusy? Czyż nie marzyło mi się łatwe i wygodne życie za – niewiele w końcu kosztujący – ukłon, za konformistyczną zgodę, czy nawet jedynie za wygodne przymknięcie oka? Ileż to razy jesteśmy w życiu kuszeni w ten właśnie sposób? I zdecydowana odpowiedź Chrystusa: „Kłaniaj się samemu Bogu i Jemu jedynie służ!!” Ale dla nas – jakże często – jest to równoznaczne z fanatyzmem, fundamentalizmem, sekciarstwem, nietolerancją ....? Nie stać nas na służenie jedynie Bogu ... i dlatego stale pojawia się szatan ze swoimi sprytnymi propozycjami.

Skutki grzechu pierworodnego nadal są obecne w naszym życiu i każdy musi sobie w nimi poradzić indywidualnie, ... indywidualnie, ale nie samotnie. Gdybyśmy tylko chcieli iść na co dzień z Chrystusem, gdybyśmy Jemu samemu zaufali i uwierzyli, że On pokonał już zło i Szatana, i że ma i dla nas sposób na poradzenie sobie z pokusą ... O ileż łatwiej i lepiej wyglądałoby nasze życie, o ileż szybciej podążalibyśmy drogą powrotną do utraconego raju?


Homilia alternatywna II

Wielki Post zaczyna się od drzewa.

W ogrodzie Eden rosło drzewo poznania dobra i zła. Było „rozkoszą dla oczu”. Pokusa nie zaczyna się od zła – zaczyna się od czegoś pięknego, pożądanego, obiecującego rozwój. Wąż nie mówi: „Zrób coś złego”. On mówi: „Będziesz jak Bóg”.

To pierwsze kłamstwo w historii świata nie polegało na negacji Boga. Polegało na sugestii, że Bóg coś przed człowiekiem ukrywa. Że Bóg ogranicza. Że Bóg się boi naszej wielkości.

I od tamtej pory każda pokusa brzmi podobnie:

– „Weź to w swoje ręce.”
– „Nie czekaj na Boga.”
– „Zrób to szybciej, łatwiej, po swojemu.”

Adam sięga po owoc. I otwierają się oczy. Ale nie na boskość. Na nagość. Na lęk. Na wstyd.

Święty Paweł mówi dziś bez złudzeń: przez jednego człowieka grzech wszedł na świat. A wraz z nim śmierć. To nie jest tylko opowieść o pradawnej parze. To jest historia każdej relacji, która pękła. Każdego słowa, które zraniło. Każdej decyzji podjętej „po swojemu”.

Ale Wielki Post nie zaczyna się tylko od ogrodu. Zaczyna się także od pustyni.

Jezus wychodzi na pustynię. Tam, gdzie Adam miał ogród pełen drzew, On ma kamienie. Tam, gdzie pierwszy człowiek miał obfitość, On ma głód.

I diabeł powtarza tę samą melodię:

„Jeśli jesteś Synem Bożym…”

To jest najgłębsza pokusa: podważyć tożsamość. W Edenie: „Będziecie jak Bóg”. Na pustyni: „Udowodnij, że jesteś Synem”.

Szatan proponuje trzy skróty:
– chleb bez zaufania,
– cud bez relacji,
– władzę bez krzyża.

To są trzy wielkie iluzje świata.
Chleb bez zaufania – czyli życie oparte wyłącznie na materii.
Cud bez relacji – czyli religia jako spektakl.
Władza bez krzyża – czyli sukces bez ofiary.

Jezus nie sięga. Nie udowadnia. Nie negocjuje.
Odpowiada Słowem. Nie swoim – Ojca.
Tam, gdzie Adam zwątpił w słowo Boga, Jezus na nim się opiera.
Tam, gdzie pierwszy człowiek chciał „być jak Bóg”, Jezus pozostaje Synem.
Tam, gdzie grzech przyniósł śmierć, posłuszeństwo przynosi życie.

Wielki Post nie jest czasem udowadniania Bogu, że jesteśmy lepsi.
To czas powrotu do prawdy o tym, kim jesteśmy.
Nie jesteśmy bogami.Jesteśmy dziećmi.
Pokusa zawsze mówi: „Musisz wziąć”.
Łaska mówi: „Możesz przyjąć”.
Adam wziął owoc.
Chrystus przyjął wolę Ojca.

A my?

My stoimy między ogrodem a pustynią.
Między drzewem poznania a drzewem krzyża.Bo Wielki Post prowadzi nas do innego drzewa.
Na nim nie wisi owoc.
Wisi Zbawiciel.

I to drzewo nie rodzi wstydu.
Rodzi życie.

Dlatego Paweł woła: „O ileż obficiej spłynęła łaska!”
Grzech rozprzestrzenił się szybko. Ale łaska rozlewa się szerzej.

Największym kłamstwem pokusy jest to, że jesteśmy sami.

Ewangelia kończy się zdaniem: „Aniołowie przystąpili i usługiwali Mu.”
Po walce przychodzi pomoc.
Po pustyni – obecność.
Po poście – uczta.
Może ten Wielki Post nie będzie walką z czekoladą czy kawą.
Może będzie walką o zaufanie
O to, by przestać udowadniać Bogu swoją wartość.
I zacząć przyjmować Jego miłość.
Bo tylko Nowy Adam może nauczyć nas, jak być prawdziwie człowiekiem.

Współczesne badania biblijne i teologia liturgii podkreślają, że

zestawienie Rdz 2–3, Rz 5 oraz Mt 4 tworzy spójną narrację typologiczną: Adam – Chrystus, ogród – pustynia, nieposłuszeństwo – posłuszeństwo, śmierć – życie. Egzegeci wskazują, że kuszenie Jezusa w Ewangelii Mateusza jest świadomą teologiczną reinterpretacją upadku z Księgi Rodzaju (Orlov 2016; Li 2019). Paweł w Liście do Rzymian rozwija tę intuicję, prezentując Chrystusa jako „nowego Adama”, którego akt posłuszeństwa odwraca skutki pierwotnego nieposłuszeństwa (Oudersluys 1960; Bonneau 2023).

W literaturze liturgicznej podkreśla się, że I Niedziela Wielkiego Postu nie koncentruje się wyłącznie na moralnej walce z pokusą, lecz na objawieniu tożsamości Jezusa jako Syna i Nowego Człowieka (Nocent 2014; Turner 2025). Wąż podważa słowo Boga („Czy rzeczywiście Bóg powiedział?”), natomiast szatan w Mt 4 manipuluje słowem Pisma. Kluczowym polem walki staje się więc interpretacja Słowa (Asare-Antwako & Boaheng 2024).

Teologia typologii adamowej wskazuje, że Mateusz umieszcza kuszenie Jezusa zaraz po chrzcie, aby pokazać, kim jest Syn w obliczu próby (Reiter 1964). W przeciwieństwie do Adama, który sięga po owoc, Jezus „nie sięga” – nie zamienia kamieni w chleb, nie rzuca się w dół, nie oddaje pokłonu. Chrystus przywraca człowiekowi utraconą relację z Ojcem przez radykalne zaufanie (Mushunje 2003; De Almeida 2005).


Homilia alternatywna III

Pustynia, Ogród i Walka o Zaufanie

Rozpoczynamy czas Wielkiego Postu od zderzenia dwóch niezwykle wyrazistych obrazów biblijnych: bujnego ogrodu Eden, w którym niczego nie brakuje, oraz surowej, jałowej pustyni, na której odczuwa się palący głód. Choć te dwa miejsca dzieli wszystko, łączy je jedno – to właśnie tam rozegrała się najważniejsza w dziejach ludzkości bitwa o ludzkie serce. Dzisiejsze czytania nie są jedynie historycznym zapisem dawnych wydarzeń, ale niezwykle precyzyjną diagnozą tego, co każdego dnia dzieje się w naszym wnętrzu. Kuszenie, z którym się mierzymy, rzadko przyjmuje postać otwartego, przerażającego zła. Szatan jest o wiele bardziej subtelny.

Spójrzmy na pierwszych rodziców w Raju. Wąż nie przychodzi do Ewy z propozycją: „odwróć się od Boga i zniszcz swoje życie”. On przychodzi jako zatroskany doradca i zadaje z pozoru niewinne pytanie: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?”. To mistrzowska manipulacja. Zły duch próbuje wmówić człowiekowi, że Bóg coś przed nim ukrywa, że Jego przykazania nie są wyrazem troski, lecz próbą zniewolenia i ograniczenia ludzkiej wolności. W ten sposób w sercu Ewy, a potem Adama, rodzi się podejrzliwość. Przestają widzieć w Bogu kochającego Ojca, a zaczynają dostrzegać w Nim rywala. Istotę tego dramatu doskonale ujmuje Katechizm Kościoła Katolickiego, diagnozując sam korzeń grzechu pierworodnego: „Człowiek, kuszony przez diabła, pozwolił, by zamarło w jego sercu zaufanie do Stwórcy, i nadużywając swojej wolności, sprzeciwił się przykazaniu Bożemu” (KKK 397). Grzech w swojej najgłębszej warstwie nie jest więc tylko złamaniem przepisu prawa, ale przede wszystkim zerwaniem więzi zaufania.

Zupełnie inaczej zachowuje się Jezus na pustyni. Duch Święty wyprowadza Go w miejsce pozbawione wygód, w przestrzeń ciszy, ogołocenia i fizycznego braku. I właśnie tam, po czterdziestu dniach postu, gdy Jezus jest najbardziej wyczerpany, pojawia się kusiciel. Jego taktyka znów opiera się na podszeptywaniu wątpliwości: „Jeśli jesteś Synem Bożym...”. Diabeł uderza w sam rdzeń tożsamości Chrystusa. Próbuje Go sprowokować: udowodnij, kim jesteś! Zaspokój swój głód sam, zamieniając kamienie w chleb – przecież nie musisz czekać na Ojca. Rzuć się w dół ze świątyni, niech aniołowie cię ratują – zrób spektakl, który zmusi Boga do interwencji. Wreszcie: weź władzę nad światem na skróty, bez krzyża, po prostu mi się pokłoń.

Odpowiedź Jezusa jest fascynująca. On nie wchodzi z szatanem w dyskusję, jak to uczyniła Ewa. Jezus odpiera każdy atak Słowem Bożym. W Jego postawie nie ma ani cienia wątpliwości co do miłości Ojca. Nawet odczuwając skrajny głód, Chrystus wie, że nie żyje się samym chlebem, ale więzią z Bogiem. To właśnie tu, na pustyni, Jezus naprawia to, co zepsuł Adam w Raju. Jak genialnie podsumowuje to św. Paweł w Liście do Rzymian: „Jeżeli bowiem przez przestępstwo jednego śmierć zakrólowała (...), o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości, królować będą w życiu z powodu Jednego - Jezusa Chrystusa”. W Chrystusie widzimy, że człowiek ma w sobie zdolność do zwycięstwa, gdy całkowicie oprze się na łasce, a nie na własnych siłach.

Wielki Post nie jest jedynie czasem diet i wyrzeczeń, które mają udowodnić naszą silną wolę. To zaproszenie, byśmy wraz z Jezusem weszli na naszą duchową pustynię – byśmy wyciszyli hałas świata i pozwolili zdemaskować w sobie te obszary, w których nie ufamy Bogu. Gdzie szukamy drogi na skróty? Jakie kamienie próbujemy własnymi siłami zamienić w chleb, odrzucając Bożą opatrzność? Pustynia jest miejscem surowym, ale też przestrzenią intymnego spotkania. To obietnica samego Boga, którą zapisał prorok: „Dlatego zwabię ją i wyprowadzę na pustynię, i przemówię do jej serca” (Oz 2,16 - Biblia Tysiąclecia).

Nie bójmy się w tegorocznym Wielkim Poście wejść w ciszę. Nie bójmy się zmierzyć z własnym głodem. Bo tylko tam, na pustyni naszego serca, gdy opadną wszystkie fałszywe zabezpieczenia, możemy usłyszeć głos Boga, który przypomni nam to, o co tak naprawdę toczy się walka: że jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi.

piątek, 6 lutego 2026

V Niedziela w ciągu roku - A

 Iz 58:6-10

Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On [rzeknie]: Oto jestem! Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem.

1Kor 2:1-5

Tak też i ja przyszedłszy do was, bracia, nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością głosić wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.

Mt 5:13-16

Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.


Homilia I

Światło i sól

Wmawia się nam, że jako chrześcijanie mamy być ukryci i nie wychylać się, nie afiszować z naszą wiarą, z naszymi przekonaniami, z naszą pobożnością i religijnością. Chce się zamknąć wiarę w czterech ścianach kościoła, zmusić do milczenia, rozbić nasze życie na to na co dzień i na to od święta i na niedzielę. Cały współczesny świat próbuje nam udowodnić, że wiara, to zacofanie, średniowiecze, kołtuństwo, coś czego należy się wstydzić, z czym nie należy się pokazywać, ani obnosić. Udowadnia się, że państwo, społeczeństwo, życie codzienne, szkoła, nauka, praca, odpoczynek, rozrywka wszystko co jest naszym życiem ma być a-wyznaniowe, a-religijne, świeckie, laickie. Przykład? Wystąpienie premiera Francji na Konferencji Unii Europejskiej w Laeken. A co to w końcu znaczy? Nic innego jak skazanie religii na banicję, jak udowadnianie, że religia to coś całkowicie prywatnego i wstydliwego, jak udowadnianie, że człowiek wierzący, to druga lub nawet trzecia kategoria społeczna.

I odpowiedź Chrystusa -na takie zakusy- w dzisiejszej Ewangelii: "Niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre czyny" - nie piękne słowa i bombastyczne pochody i procesje, ale wasze dobre czyny! Nie chodzi o bigoterię i fanatyzm, ani o religijny fundamentalizm, ale o jasne i klarowne świadectwo. Nie wstydźmy się być wierzącymi. Nasze życie nie jest i nie powinno być a-wyznaniowe, wyprane z religii i moralności, ale właśnie nią przesiąknięte, nasycone. Nasze życie powinno być święte, dobre i religijne. Mamy być solą dla tej ziemi, dla tegoż świata, wypranego z religii, z moralności i uczuć. Mamy być światłem jasno świecącym, a nie tlącą się i kopcącą świeczką. Sól, która utraciła swój smak nadaje się tylko do wyrzucenia. Świeczka, która nie daje światła nie jest do niczego przydatna.

Ja wierzyć dzisiaj, żeby być rzeczywiście solą dla tego świata?

Jak wierzyć dzisiaj, żeby być dla tego świata światłem w jego ciemnościach, jasnym i klarownym punktem?


Homilia II

Czytania, które przed chwilą usłyszeliśmy, nie pozostawiają złudzeń. Mówią o wierze, która nie jest dekoracją, ale konkretem. O religijności, która nie kończy się na pobożnych gestach, ale przenika codzienne wybory.

Izajasz mówi wprost: Bóg nie potrzebuje naszych uroczystych postów, jeśli równocześnie nie troszczymy się o człowieka obok. “Rozerwać kajdany zła”, “wypuścić wolno uciśnionych”, “dzielić swój chleb z głodnym” – to nie są metafory. To konkretne działania. Bóg nie pyta, jak często się modlimy, ale jak traktujemy tych, którzy cierpią. Prawdziwe światło wiary rozbłyśnie w nas dopiero wtedy, gdy przestaniemy żyć dla samych siebie.

Święty Paweł w liście do Koryntian przyznaje się do słabości. Przyszedł do nich “w bojaźni i z wielkim drżeniem”. Nie próbował ich olśnić elokwencją czy spektakularnymi wystąpieniami. Przedstawił tylko “Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego”. To ważne. Często myślimy, że aby świadczyć o wierze, musimy być nieskazitelni, zawsze pewni siebie, posiadać odpowiednie słowa. A Paweł pokazuje, że najważniejsza jest autentyczność. Nawet krucha, nieporadna, ale prawdziwa. Wiara nie jest pokazem siły, ale otwarciem na Bożą moc, która działa właśnie w naszej słabości.

I wreszcie Jezus mówi dziś do nas: “Wy jesteście solą dla ziemi. Wy jesteście światłem świata”. Te słowa brzmią dumnie, ale niosą też ciężar odpowiedzialności. Sól, która nie soli, jest do wyrzucenia. Światło, które się chowa, nie spełnia swej roli.

Co to znaczy dziś być solą? To znaczy nadawać życiu smak – nie przez ciągłe narzekanie czy krytykanctwo, ale przez wierność wartościom nawet w małych rzeczach. Przez uczciwość w pracy, przez dotrzymywanie słowa, przez wytrwałość w codziennych obowiązkach. To sól cierpliwości w nerwowym świecie, sól życzliwości w kulturze obojętności.

A bycie światłem? To nie oznacza stawiania siebie w centrum, szukania poklasku. To znaczy po prostu świecić tam, gdzie jesteśmy. W rodzinie – światłem wyrozumiałości i przebaczenia. W społeczności – światłem solidarności, gdy ktoś obok przeżywa trudny czas. To światło nie musi być jaskrawe. Często wystarczy mały płomień życzliwego słowa, gestu pomocy, obecności.

Nie chodzi o to, byśmy wszyscy rzucili się do wielkich, heroicznych dzieł. Izajasz, Paweł i Jezus mówią o zwykłej, codziennej wierności. O tym, by nie odwracać się od potrzebującego “współziomka”. O tym, by nie udawać kogoś, kim nie jesteśmy, ale z pokorą przyznać się do Chrystusa. O tym, by nasze “światło” – nasze czyny – były po prostu dobre i konkretne.

Prawdziwa sól jest wyczuwalna. Prawdziwe światło jest widoczne. Nie przez nachalność, ale przez konsekwencję. Może właśnie o to chodzi: by nasza wiara była wyczuwalna w tym, jak traktujemy innych, i widoczna w tym, co wybieramy na co dzień.

Nie bójmy się być zwykłą solą i zwykłym światłem. Bóg nie potrzebuje gwiazd, potrzebuje świadków. A świadectwo polega na tym, by w zwykłym życiu pozwolić, by przez nas przebłyskiwało coś z Jego miłości. To wystarczy. Resztę zrobi On sam.


Homilia III

W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi do nas: „Wy jesteście solą dla ziemi. Wy jesteście światłem świata”. To nie są słowa pocieszenia ani pochwała. To jest zadanie, misja, którą dostajemy – trudna i wymagająca. Jezus nie pyta, czy chcemy być solą i światłem. Mówi: już nimi jesteście. Ale ta sól może zwietrzeć, to światło może zostać przysłonięte.

Żyjemy w świecie, który często każe nam traktować wiarę jak prywatny dodatek. Coś, co może być w domu, w sercu, ale nie na ulicy, nie w pracy, nie w publicznej dyskusji. Mówi się: „Wierz sobie, ale nie narzucaj innym”. To często oznacza: „Zachowaj to dla siebie. Niech to nie będzie widoczne, niech nie kształtuje twoich wyborów, twojego zaangażowania, twojego sprzeciwu”. Religia ma być miła, niewidoczna, niekłopotliwa. Ma być sprawą niedzieli, ewentualnie osobistej modlitwy. Ale nie ma przenikać codzienności.

I wtedy przychodzi Chrystus i mówi: „Niech wasze światło świeci przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”.

Zwróćmy uwagę: światło mają stanowić dobre uczynki. Nie gadanie o dobru. Nie demonstracyjna pobożność. Nie religijny folklor. Tylko uczynki. Czyny miłosierdzia, uczciwość w biznesie, wierność w małżeństwie, cierpliwość w rodzinie, solidarność z potrzebującym, odważna sprawiedliwość tam, gdzie panuje niesprawiedliwość. To jest to światło. Ono nie oślepia, nie krzyczy „patrzcie, jaki jestem święty!”. Ono po prostu rozjaśnia mrok w konkretnym miejscu.

A sól? Sól to nie jest główny składnik potrawy. To jest coś, co nadaje smak, co konserwuje, co zapobiega zepsuciu. Sól jest skuteczna, gdy jest rozsypana, zmieszana, gdy wchodzi w kontakt. Gdy jest schowana w solniczce – jest bezużyteczna.

Być solą dziś, to znaczy nadawać „smak” ewangelicznej prawdy tam, gdzie żyjemy. W miejscu pracy – poprzez rzetelność, gdy inny oszukuje; poprzez szacunek, gdy inni obgadują. W rodzinie – poprzez wytrwałą miłość, gdy wygodniej jest odejść. W społeczności – poprzez troskę o słabszego, gdy inny myśli tylko o sobie. To jest ta sól: niewidoczna, ale gdy jej zabraknie – wszystko traci smak i gnije.

Jezus nie obiecuje, że to będzie łatwe. Przeciwnie. Sól narażona jest na zwietrzenie – na kompromisy, na stopniowe rozcieńczanie wiary wygodą, na zastąpienie zasad „zdrowym rozsądkiem”, który często jest po prostu tchórzostwem. Światło można schować pod korcem – pod korcem wstydu, strachu przed śmiesznością, lęku przed utratą pozycji czy spokoju.

Realizm dzisiejszej Ewangelii jest taki: jeśli sól utraci swój smak, „do niczego się już nie nadaje, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi”. To są twarde słowa. Wiara, która nie kształtuje życia, która jest tylko zbiorem rytuałów oderwanych od codzienności, jest bezużyteczna. Nie przemienia świata, nie daje świadectwa, nie przyciąga do Boga.

Nie chodzi więc o to, byśmy „afiszowali się” z wiarą. Chodzi o to, by ona nas przenikała. By decydowała o tym, jak traktujemy współpracownika, jak płacimy podatki, jak głosujemy, jak korzystamy z czasu wolnego, jak przebaczamy. To nie jest kwestia „obnoszenia się”, ale spójności. Człowiek wierzący nie ma podwójnego życia: „świętego” i „codziennego”. Ma jedno życie – przesiąknięte Ewangelią, czy tego chce, czy nie.

Być światłem, to nie znaczy mieć wszystkie odpowiedzi. To znaczy w ciemności niepewności, lęku, cynizmu – wskazywać kierunek: ku dobru, ku prawdzie, ku Bogu. Czasem to światło będzie małe, jak płomyk świecy. Ale w całkowitej ciemności nawet mały płomyk jest drogowskazem.

Nie bójmy się więc być solą, która nada smak tej ziemi. Nie bójmy się być światłem, nawet małym, które rozprasza ciemności w naszym najbliższym otoczeniu. Nie po to, by nas chwalono, ale po to, by ludzie, widząc nasze dobre czyny – proste, ciche, czasem heroiczne – chwalili Ojca naszego, który jest w niebie.

Od Niego przyszliśmy i do Niego zmierzamy. A droga wiedzie przez zwykłą, codzienną ziemię, która potrzebuje soli, i przez mrok, który potrzebuje światła. Bądźmy tym, czym Chrystus nas nazwał. To nasza godność i nasze zadanie. Nie mamy innego.


Oto 5 schematów kazań na V Niedzielę Zwykłą, rok A, opartych na czytaniach.

Schemat 1: Autentyczne światło wiary

Temat: Wiara, która świeci przez miłosierdzie.

Wstęp: Świat potrzebuje światła. Ewangelia nazywa nas światłem świata. Ale czym jest to światło? Czy to deklaracje, pobożne słowa, czy może coś więcej? Dziś Bóg pokazuje nam konkretny przepis na świętość, która świeci w ciemnościach.

Rozwinięcie:

  1. Światło fałszywe (kontrast):Czym może być “sól, która utraciła smak” lub światło ukryte “pod korcem”? To pozór religijności bez serca. To “grożenie palcem i przewrotne słowa” z Księgi Izajasza – osądzanie, obłuda, religijność dla poklasku.
  2. Światło prawdziwe (z pierwszego czytania):Prorok Izajasz definiuje je jasno: to konkretna miłość: dzielenie chleba, przygarnięcie bezdomnego, przyodzianie nagiego, walka z niesprawiedliwością (“rozerwanie kajdan zła”). To są dobre uczynki, które – jak mówi Ewangelia – powodują, że ludzie “chwalą Ojca waszego w niebie”.
  3. Źródło światła (z drugiego czytania):Skąd czerpać moc do takiej miłości? Nie z własnej mądrości czy siły. Św. Paweł przypomina: przyszedł do Koryntian “w słabości i bojaźni”, głosząc tylko “Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego”. Źródłem naszego światła jest Chrystus Ukrzyżowany – Jego moc w naszej słabości, Jego miłość w naszym sercu. Nasze dobre uczynki są owocem wiary w Niego, a nie naszą zasługą.

Zakończenie: Nie jesteśmy wezwani, by błyszczeć jak gwiazdy show-biznesu, ale by świecić jak lampa w ciemnym pokoju – stabilnie, konkretnie, służąc innym. Sprawdźmy dziś nasze “baterie”: czy ładują się na modlitwie przy krzyżu? I nasze “światło”: czy przechodzi w czyny – w wyciągnięcie ręki do potrzebującego, w słowo pociechy, w walkę o sprawiedliwość? Tylko taka wiara przyciąga innych do Boga.

Schemat 2: Sól ziemi i chleb dla głodnego

Temat: Uczniostwo jako służba i nadawanie smaku światu.

Wstęp: “Wy jesteście solą dla ziemi”. Sól nadaje smak, konserwuje, oczyszcza. Jaka jest nasza funkcja jako uczniów Jezusa w tym świecie? Czy nadajemy mu “smak” Ewangelii, czy jesteśmy bezsmakowi i bezużyteczni?

Rozwinięcie:

  1. Sól, która traci smak:To chrześcijanin zamknięty w swoim pobożnym getcie, którego wiara nie ma wpływu na życie społeczne. To “odwracanie się od współziomków” (Iz). Wiara bez uczynków miłosierdzia jest martwa i bez smaku.
  2. Jak zachować “smak”?Odpowiedź daje Izajasz: podzielić się chlebem. To kluczowy symbol. “Twój chleb” – to, co jest twoje: czas, kompetencje, pieniądze, uwagę, życzliwość. Dzielenie się chlebem to konkret: wolontariat, pomoc sąsiedzka, sprawiedliwe traktowanie pracowników, troska o wykluczonych.
  3. Moc do dzielenia się:Skąd wziąć odwagę i hojność? Św. Paweł pokazuje postawę: “nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego”. Kontemplacja Miłości, która dzieli się do końca na krzyżu, jest źródłem naszej siły. Głoszenie Ewangelii (bycie światłem) i dzielenie się chlebem (bycie solą) to dwa oblicza tej samej miłości, która wypływa z Krzyża.

Zakończenie: Bóg pyta nas dziś: Czym “posolisz” swoją rodzinę, miejsce pracy, parafię? Może uśmiechem, może cierpliwym wysłuchaniem, może uczciwością tam, gdzie inny oszukuje. A z kim podzielisz się “chlebem” w tym tygodniu? Pamiętajmy: nasza “sól” i nasz “chleb” biorą swój smak i moc z Eucharystii – z Chleba, który jest samym Chrystusem.

Schemat 3: Od “ja” do światła

Temat: Droga od egoizmu do bycia błogosławieństwem.

Wstęp: “Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza” – obiecuje Bóg przez Izajasza. Ale to “wtedy” jest warunkowe. Bóg pokazuje proces: najpierw trzeba coś “usunąć”, by coś “zabłysło”.

Rozwinięcie:

  1. Krok 1: Usunąć jarzmo (nawrócenie negatywne):“Usunąć u siebie jarzmo” – czyli wszelkie formy ucisku, które stosujemy wobec innych. “Przestać grozić palcem” – osądzać, oskarżać. “Przestać mówić przewrotnie” – plotkować, kłamać, oczerniać. To oczyszczenie serca z egoizmu.
  2. Krok 2: Dawać chleb (nawrócenie pozytywne):“Podać twój chleb zgłodniałemu” – materialnie i duchowo. “Nakarmić duszę przygnębioną” – dać nadzieję, czas, pocieszenie. To wyjście z siebie w konkretnym geście miłości.
  3. Krok 3: Stać się światłem (owoc):Dopiero wtedy “twe światło zabłyśnie w ciemnościach”. Ewangelia potwierdza: “Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki”. To naturalny blask życia przekształconego przez miłość. Św. Paweł dodaje, że fundamentem tego procesu jest prosta, pokorna wiara w Chrystusa, a nie w siebie.

Zakończenie: Nasze bycie światłem nie jest czymś, co możemy sobie “włączyć” na siłę. To owoc procesu oczyszczenia i daru z siebie. Może dziś potrzebujesz “usunąć jarzmo” jakiegoś grzechu, złości, zgorzknienia w konfesjonale? Może Bóg wskaże ci konkretną osobę, byś podał jej “chleb” dobrego słowa lub pomocy? Podejmij ten krok. A wtedy twoje życie samo zacznie świecić.

Schemat 4: Moc ukryta w słabości

Temat: Paradoks chrześcijańskiej skuteczności.

Wstęp: Świat ceniący sukces, siłę i własną mądrość może się dziwić. Jezus mówi do zwykłych ludzi: “Wy jesteście światłem świata”. A św. Paweł wyznaje, że głosił Ewangelię “w słabości, bojaźni i wielkim drżeniu”. Gdzie tu logika? To logika Boga.

Rozwinięcie:

  1. Ludzka mądrość vs. moc Boża:Św. Paweł odrzuca “błyszczące słowo i mądrość”. Wie, że to nie przekona serc. Zamiast tego głosi “Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego” – szczyt słabości w oczach świata, który jest szczytem Bożej mocy i miłości. Krzyż jest źródłem naszego światła.
  2. Słabe naczynia, wielka moc:Jesteśmy jak gliniane naczynia (2 Kor 4,7), ale niesiemy skarb. Nasza “sól” i “światło” nie pochodzą z nas. Pochodzą z Chrystusa, w którego wierzymy. To wyzwala od presji bycia “idealnym” apostołem. Wystarczy być czystym narzędziem, które nie przysłania Tego, który jest Światłością.
  3. Konkret miłości dowodem mocy:Czyny miłosierdzia z Księgi Izajasza są właśnie przejawem mocy Bożej w słabym człowieku. Gdy kruchy człowiek dzieli się chlebem, walczy o sprawiedliwość – wtedy widać, że to nie jego siła, ale Boża w nim działa. To przyciąga do Boga.

Zakończenie: Nie bój się swojej słabości, zmęczenia, ograniczeń. Właśnie w nich może objawić się moc Boga. Przynieś swoją słabość pod krzyż jak Paweł. A potem idź i czyń to, co możesz: uśmiechnij się, pomóż, przebacz. Nie musisz błyszczeć. Masz po prostu przepuszczać przez siebie światło Chrystusa. To wystarczy, by twoje życie było światłem na górze.

Schemat 5: Wezwanie do świętości “tu i teraz”

Temat: Powszechne powołanie do świętości w codzienności.

Wstęp: “Wy jesteście solą… wy jesteście światłem…” To “wy” to nie tylko księża czy zakonnicy. To każdy z nas, ochrzczony. Bóg powołuje nas do świętości nie “gdzieś”, ale właśnie tam, gdzie jesteśmy: w rodzinie, w szkole, w urzędzie, na emeryturze.

Rozwój:

  1. Świętość w relacjach (Izajasz):Program świętości jest bardzo ziemski. To świętość społeczna: budowanie dobrych, uczciwych, pełnych szacunku relacji (“usunąć jarzmo”). To świętość miłosierdzia: dostrzeganie potrzebujących wokół siebie i konkretna reakcja (“podaj chleb”, “przyodziej”).
  2. Świętość w zwyczajności (Ewangelia):“Nie może się ukryć miasto położone na górze”. Nasza wiara ma być widoczna w stylu życia. Bycie uczciwym w nieuczciwej firmie, bycie wiernym w trudnym małżeństwie, bycie życzliwym w zgorzkniałym otoczeniu – to jest “miasto na górze”.
  3. Źródło świętości (św. Paweł):Nie osiągniemy tego sami, przez własny heroizm. Źródłem jest prosta, ufna relacja z Jezusem Ukrzyżowanym. Świętość to nie nasz projekt, ale odpowiedź na miłość Boga. To pozwala nam działać bez lęku i narcyzmu.

Zakończenie: Bóg nie czeka, aż staniesz się idealny, by użyć cię jako światła. On chce świecić przez ciebie już teraz, z twoimi zaletami i wadami. Spójrz na swój zwyczajny dzień: gdzie możesz dziś być “solą” nadającą smak wyrozumiałości? Gdzie możesz być “światłem” dobrego słowa? Weź program Izajasza i wciel go w jedno, konkretne działanie w tym tygodniu. To twoja droga do świętości.

piątek, 30 stycznia 2026

IV Niedziela w ciągu roku - A

 So 2:3, 3:12-13

Szukajcie Pana, wszyscy pokorni ziemi, którzy pełnicie Jego nakazy; szukajcie sprawiedliwości, szukajcie pokory, może się ukryjecie w dzień gniewu Pańskiego. I zostawię pośród ciebie lud pokorny i biedny, a szukać będą schronienia w imieniu Pana. Reszta Izraela nie będzie czynić nieprawości ani mówić kłamstwa. I nie znajdzie się w ich ustach zwodniczy język, gdy paść się będą i wylegiwać, a nie będzie nikogo, kto by (ich) przestraszył.

1 Kor 1:26-31

Przeto przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga. Przez Niego bowiem jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem, aby, jak to jest napisane, w Panu się chlubił ten, kto się chlubi.

Mt 5:1-12

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie.

Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:

Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy /ludzie/ wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was.

Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.


Kto wejdzie do Królestwa?

Najpierw trzeba zaznaczyć, że błogosławieństwa z dzisiejszej Ewangelii są nie tylko programem świętości, czy programem życia uczniów Chrystusa, ale są one przede wszystkim auto-charakterystyką samego Chrystusa. To On sam jest ubogi w duchu, płaczący i cichy, pokorny i miłosierny, czystego serca , łaknący sprawiedliwości i wprowadzający pokój, to On cierpi dla sprawiedliwości i jest prześladowany, to o Nim mówią kłamliwie wszystko zło. Jest to też na pewno doskonały obraz „Ebed Jahwe” – cierpiącego Sługi Jahwe ze Starego Testamentu. Warto o tym pamiętać, kiedy czytamy te piękne słowa. Kto więc chce iść za Chrystusem powinien te słowa uczynić programem swojego życia, zarówno prywatnego, jak i zawodowego. Nie może bowiem być rozdziału czy rozdźwięku pomiędzy tym co robię w niedzielę i tym czym żyję na co dzień.

Warto też zwrócić uwagę na znaczenie samego słowa „błogosławiony”. Słowo to na pewno może być rozumiane jako obietnica świętości, ale także jak obietnica Bożego błogosławieństwa w życiu. Jeśli tak będę postępował w moim życiu, jeśli tymi zasadami będę się kierował, to otrzymam Boże błogosławieństwo. Wyrazem tego błogosławieństwa są związane z każdym błogosławieństwem „nagrody”, czy obietnice.

Drugie jednak znaczenie słowa „błogosławiony” jest bliższe naszym współczesnym poszukiwaniom i tęsknotom. Można by nawet powiedzieć: „chcesz być szczęśliwy żyj w taki sposób”. Nie bądź chciwy, nie bądź krzykaczem, bądź sprawiedliwy, bądź miłosierny, wprowadzaj pokój, a nie zamęt dookoła siebie, miej czyste serce i czyste spojrzenie, zobacz w drugim człowieka i uszanuj go w nim, a przy tym bądź przygotowany na niezrozumienie, na kpinę, na kłamstwo i drwiny, na niepopularność, na to, że nie będziesz „trendy”, że czasami nie będziesz „politycznie poprawny”. Ale i nagroda, jaką zyskasz znacznie przekroczy to, co (pozornie) straciłeś.

Wielokrotnie zastanawiałem się nad błogosławieństwami z dzisiejszej Ewangelii: Warto jeszcze raz przytoczyć te przepiękne słowa ośmiu błogosławieństw i warto zadumać się nad nimi:

Błogosławieni:Ich nagrodą jest:
ubodzy w duchu,do nich należy Królestwo Niebieskie,
którzy płaczą,oni będą pocieszeni,
cisi,oni na własność posiądą ziemię,
którzy łakną i pragną sprawiedliwości,oni będą nasyceni,
miłosierni,oni miłosierdzia dostąpią,
czystego serca,oni Boga oglądać będą,
którzy wprowadzają pokój,oni będą nazwani synami Bożymi,
którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości,do nich należy Królestwo Niebieskie,
jesteście gdy ludzie wam urągają,cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie
jesteście, gdy was prześladują,
Jesteście, gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu

Do której z tych kategorii, mógłbym się zaliczyć? Czy nie jestem przypadkiem zbytnio bogaty i zapatrzony tylko w siebie, albo wrzaskliwy i zarozumiały, niesprawiedliwy i obojętny, niemiłosierny? Czy mojego serca, wzroku, myśli nie zalewa brud i nieład moralny? A może całe moje życie to jedna wielka walka i wojna z innymi? Czy to raczej nie ja urągam, nie ja prześladuję, nie ja podjudzam, kłamię, kopię dołki, myślę tylko o sobie i swoich interesach, szukam tylko swojej sprawiedliwości i swojej wygody, swojego dobra, a w końcu tylko siebie. I moją nagrodę będzie ..... PUSTKA, SAMOTNOŚĆ, OPUSZCZENIE. Nie widziałem innych, byłem zapatrzony w siebie i ... przez wieczność będę tylko sam ze sobą .... niepocieszony, nienasycony, odrzucony, smutny, opuszczony ... zdany wyłącznie na siebie, oglądający tylko siebie, bo stale tylko o sobie myślałem i dla siebie żyłem!

Jeszcze jest czas na zmianę,
jeszcze mogę zmienić swoje życie,
jeszcze mogę zobaczyć innych
i przestać żyć tylko dla siebie.





Homilia II

Logika odwróconego porządku

Wielu z nas, patrząc na współczesny świat, odnosi wrażenie, że rządzi nim prawo siły, przebicia i sukcesu za wszelką cenę. Media, reklamy, a często nawet nasze codzienne rozmowy promują wizerunek człowieka, który musi być "jakiś": wpływowy, bogaty, podziwiany, zawsze uśmiechnięty i niezależny. Tymczasem dzisiejsza Ewangelia prowadzi nas na Górę Błogosławieństw, gdzie Jezus Chrystus dokonuje radykalnego przewartościowania wszystkiego, co po ludzku wydaje się nam gwarancją szczęścia.

Jezus nie mówi do tłumów: "Błogosławieni, którym się wszystko udaje" ani "Szczęśliwi ci, którzy mają władzę i pieniądze". Zamiast tego słyszymy słowa, które w uszach człowieka nastawionego na sukces brzmią jak skandal albo naiwność. Chrystus nazywa szczęśliwymi ubogich, smucących się, cichych i prześladowanych. Czy to oznacza, że chrześcijaństwo jest religią cierpiętnictwa? Czy Bóg pragnie naszego smutku i biedy? Absolutnie nie. To byłaby fałszywa i "przesłodzona" interpretacja, która każe nam udawać, że cierpienie jest czymś przyjemnym.

Teologia Błogosławieństw jest znacznie głębsza i bardziej "rzeczowa". Jezus wskazuje na stan serca, który jest konieczny, by przyjąć Boga. Człowiek "bogaty" w rozumieniu światowym – czyli taki, który jest pełen siebie, przekonany o swojej samowystarczalności i sile – nie ma w sobie miejsca dla Boga. Jego "szklanka" jest już pełna. Natomiast "ubogi w duchu" to ten, kto zna swoją prawdę: wie, że sam z siebie jest niewystarczający, że potrzebuje Zbawiciela. To właśnie ten realizm pokory, o którym pisał prorok Sofoniasz w pierwszym czytaniu, mówiąc o "reszcie Izraela" – ludziach, którzy nie polegają na własnych układach czy kłamstwie, ale szukają schronienia w imieniu Pana.

Święty Paweł w Liście do Koryntian brutalnie wręcz sprowadza nas na ziemię, każąc nam spojrzeć na naszą wspólnotę. Nie ma tu wielu mędrców ani wielkich tego świata. Ale to nie jest powód do kompleksów. Apostoł wyjaśnia nam mechanizm Bożego działania: "Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć" (1 Kor 1, 27). To jest Boża strategia: Bóg wchodzi w ludzką słabość, aby pokazać, że zbawienie nie jest naszą zasługą, efektem naszego "pracoholizmu duchowego", ale darmowym darem Jego miłości.

Bycie "błogosławionym" w świetle dzisiejszej Ewangelii nie oznacza więc emocjonalnej euforii. Oznacza bycie w prawdzie. Cisi, miłosierni, wprowadzający pokój – to ludzie, którzy zrezygnowali z walki na łokcie, bo ich poczucie bezpieczeństwa nie płynie z ludzkiego uznania, ale z relacji z Ojcem. To droga trudna, często idąca pod prąd. Wymaga od nas odwagi, by nie oddawać złem za złe i by trwać przy sprawiedliwości nawet wtedy, gdy "ludzie nam urągają".

Papież Franciszek w swojej adhortacji o powołaniu do świętości przypomina nam, że Błogosławieństwa to nie tylko piękne hasła, ale konkretny dowód tożsamości chrześcijanina. Jak pisze:

"Słowa Jezusa są poetyckie, niemniej jednak bardzo wyraźnie wskazują, jak trzeba postępować, choćby to szło pod prąd tego, co jest w zwyczaju, co robi się w społeczeństwie. (...) Błogosławieństwa są w żadnym razie czymś lekkim czy powierzchownym; przeciwnie, możemy nimi żyć tylko wtedy, gdy Duch Święty przenika nas całą swą mocą i uwalnia nas od słabości egoizmu, lenistwa czy pychy" (Papież Franciszek, Gaudete et Exsultate, nr 65).

Niech ta dzisiejsza Eucharystia będzie dla nas momentem stanięcia w prawdzie. Nie musimy przed Bogiem udawać lepszych, silniejszych czy mądrzejszych niż jesteśmy. Nasza siła jest w Nim. Jeśli czujesz się dziś ubogi, smutny lub nierozumiany przez świat – paradoksalnie jesteś w najlepszym miejscu, by spotkać Boga. Bo Królestwo Niebieskie nie należy do tych, którzy myślą, że świat należy do nich, ale do tych, którzy wiedzą, że bez Boga nie mają nic.


Homilia III

W dzisiejszych czytaniach Bóg objawia nam paradoks, który jest fundamentem chrześcijańskiego życia. To paradoks, który przeczy ziemskiej logice sukcesu, siły i dominacji. Sofoniasz, św. Paweł i sam Chrystus w Kazaniu na Górze prowadzą nas w tę samą duchową rzeczywistość: ku wywyższeniu tego, co świat uznaje za słabe, niepozorne i godne pogardy.

Prorok Sofoniasz kieruje swoje słowa do „pokornych ziemi, którzy pełnicie Jego nakazy”. Nie do możnych, nie do wpływowych, ale do tych, którzy „szukają sprawiedliwości” i „pokory”. To oni – lud „pokorny i biedny” – znajdą schronienie „w imieniu Pana”. To w nich, w tej „Reszcie”, objawi się wierność Bogu: przez prawość mowy, przez brak kłamstwa i zwodniczego języka. Bóg nie buduje swego królestwa na ludzkich potęgach, ale na wierności i pokorze serca.

Święty Paweł w Liście do Koryntian ukazuje, jak ta właśnie zasada wcieliła się w rzeczywistość wspólnoty Kościoła. „Przypatrzcie się powołaniu waszemu!” – wzywa. Społeczny skład wspólnoty jest tego wymownym świadectwem: „niewielu mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych”. Bóg dokonał radykalnego przewartościowania. Wybrał to, co w oczach świata jest „głupie”, „niemocne”, „nie szlachetnie urodzone i wzgardzone”. Dlaczego? Aby „żadne stworzenie nie chełpiło się wobec Boga”. Cała nasza chluba, cała pewność siebie, ma być oparta na jedynym fundamencie: na Chrystusie, który „stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem”. Wszelka ludzka zasługa, pochodzenie, tytuł czy osiągnięcie tracą tu swą absolutną wartość. Liczy się tylko nasza przynależność do Niego.

Ten sam rewolucyjny program znajdujemy w centrum dzisiejszej Ewangelii – w Ośmiu Błogosławieństwach. Jezus, Nowy Mojżesz, nauczający z góry, ogłasza konstytucję swego Królestwa. To lista cech i postaw, które On nazywa „błogosławionymi”, czyli szczęśliwymi, obdarzonymi życiodajną łaską Bożą. A są to: ubóstwo w duchu, smutek, cichość, pragnienie sprawiedliwości, miłosierdzie, czystość serca, wprowadzanie pokoju, gotowość na prześladowanie.

Spójrzmy na tę listę oczami świata. Czy to jest przepis na sukces? Czy to są cechy ludzi, którzy „odnoszą zwycięstwa”? Wręcz przeciwnie. To opis tych, którzy są na marginesie, którzy nie potrafią lub nie chcą walczyć o swoje ziemskie dobro za wszelką cenę, którzy płaczą, którzy są prześladowani. A jednak Chrystus mówi: do nich należy królestwo niebieskie, oni będą pocieszeni, oni posiądą ziemię, oni będą nazwani synami Bożymi.

Nie chodzi tu o romantyczne ubóstwo czy cierpienie dla niego samego. Chodzi o postawę serca. „Ubodzy w duchu” to ci, którzy uznają całkowitą zależność od Boga, jak biedak żebrzący o chleb. „Cisi” to nie słabi, ale ci, którzy wyrzekają się przemocy i panowania nad innymi, ufając, że Bóg jest ich obrońcą. „Łaknący sprawiedliwości” to ci, którzy tak bardzo pragną zwycięstwa dobra, prawdy i Bożego porządku, że całe ich życie jest tym napięte.

Błogosławieństwa są portretem samego Jezusa. On jest NARDZIEJ błogosławionym, który był cichy i pokornego serca, który płakał, który pragnął sprawiedliwości aż do śmierci, który był prześladowany. W Nim Bóg najpełniej objawił swoją moc w słabości, swoją mądrość w szaleństwie krzyża.

Co to oznacza dla nas? Dzisiejsze słowo jest wezwaniem do uczciwego rachunku sumienia. Gdzie szukam schronienia? W swoim statusie, zaradności, oszczędnościach, znajomościach – czy „w imieniu Pana”? Czy moja przynależność do Chrystusa jest jedynym powodem do chluby, czy tylko jednym z wielu elementów mojej tożsamości? Które z błogosławieństw jest mi szczególnie obce, a które może budzi we mnie opór, bo przeczy mojemu pojmowaniu życia?

Bóg nie potępia ludzkiej mądrości, siły czy szlachetności jako takich. Ale ostrzega nas przed pokusą budowania na nich życia tak, jakby one miały zbawić. On wybiera to, co słabe, aby objawić, że źródłem wszelkiego dobra jest tylko On. Naszym powołaniem jest przyjąć tę prawdę – z pokorą i ufnością. Być tymi, którzy w ciszy, czystości serca i pragnieniu sprawiedliwości stają się żywym znakiem Jego obecności w świecie. Królestwo Boże należy właśnie do nich.


Oto 10 propozycji schematów homilii na IV Niedzielę zwykłą (Rok A), opracowanych jako płynne, pogłębione teksty gotowe do duszpasterskiego wykorzystania. Każdy z nich rzuca nieco inne światło na tajemnicę Ośmiu Błogosławieństw i Bożej logiki wyboru tego, co słabe.

Schemat 1: Szczęście według innej miary

Temat przewodni: Błogosławieństwa jako odwrócenie ludzkiej logiki sukcesu.

Wszyscy, bez wyjątku, pragniemy być szczęśliwi. To pragnienie jest wpisane w nasze DNA, jest motorem naszych działań, planów i marzeń. Jednak świat, w którym żyjemy, podpowiada nam bardzo konkretne recepty na to szczęście: posiadanie, władza, prestiż, brak trosk i nieustanny komfort. Kiedy więc stajemy dzisiaj u stóp Góry Błogosławieństw, słowa Jezusa mogą wydać się nam szokujące, a nawet sprzeczne z logiką. Chrystus nazywa szczęśliwymi – „błogosławionymi” – tych, których świat uważa za przegranych: ubogich, płaczących, prześladowanych. Czy to pomyłka? Czy to pochwała cierpienia?

Absolutnie nie. Jezus nie kanonizuje biedy czy smutku samego w sobie. On objawia nam nową jakość życia, która nie zależy od zewnętrznych okoliczności, ale od stanu serca zjednoczonego z Bogiem. Ubóstwo w duchu to wolność od chciwości, która pozwala Bogu napełnić nasze puste ręce. Smutek to wrażliwość serca, które nie jest obojętne na zło. Cichość to siła opanowania, a nie słabość charakteru. Święty Paweł w dzisiejszym drugim czytaniu genialnie to podsumowuje, przypominając Koryntianom: „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców” (1 Kor 1:27). Bóg nie szuka herosów sukcesu, ale ludzi o sercach otwartych na Jego łaskę.

Ta nowa logika królestwa Bożego wymaga od nas radykalnej zmiany myślenia. Papież Franciszek przypomina nam o tym, wskazując, że Błogosławieństwa są dowodem tożsamości chrześcijanina. Nie są one tylko ładną poezją, ale mapą drogową do świętości.

„W Błogosławieństwach Jezus proponuje nam drogę do prawdziwego szczęścia, drogę, którą sam przeszedł i którą jest On sam”.

(Papież Franciszek, Gaudete et Exsultate, nr 63)

Zaufajmy tej drodze, nawet jeśli wydaje się stroma, bo tylko ona prowadzi do radości, której nikt nam nie odbierze.

Schemat 2: Moc ukryta w pokorze

Temat przewodni: Duchowość „Anawim” – ubogich Pana, którzy są Jego siłą.

Prorok Sofoniasz w dzisiejszym pierwszym czytaniu kieruje do nas niezwykłe zaproszenie: „Szukajcie Pana, wszyscy pokorni ziemi, którzy pełnicie Jego nakazy” (So 2:3). Słowa te były skierowane do „reszty Izraela” – garstki ludzi, którzy pozostali wierni Bogu pośród ogólnego upadku i zepsucia. Biblia nazywa ich Anawim – ubogimi Pana. To ludzie, którzy nie mają oparcia w układach politycznych, bogactwie czy armii. Ich jedynym zabezpieczeniem jest Bóg. I to właśnie w nich, a nie w potężnych władcach, Bóg składa obietnicę przetrwania i odrodzenia.

Współczesny człowiek boi się zależności. Chcemy być samowystarczalni, "zrobić się sami". Tymczasem Ewangelia pokazuje, że fundamentem Królestwa Niebieskiego jest uznanie swojej niewystarczalności. „Błogosławieni ubodzy w duchu” to ci, którzy wiedzą, że bez Boga są niczym, ale z Bogiem mogą wszystko. To nie jest upokorzenie, to jest prawda, która wyzwala. Kiedy przestajemy tracić energię na budowanie fałszywego wizerunku własnej wielkości, zyskujemy przestrzeń na działanie Bożej mocy.

Kościół uczy nas, że ta postawa pokory jest kluczem do zrozumienia miłości Boga. Nie musimy na nią zasłużyć naszymi sukcesami. Benedykt XVI pięknie pisał o tym, jak miłość zmienia perspektywę patrzenia na wielkość i małość:

„Kto chce dawać miłość, sam musi ją otrzymać w darze. Z pewnością człowiek może – jak mówi nam Pan – stać się źródłem, z którego wypływają rzeki żywej wody (por. J 7, 37-38). Lecz by stać się takim źródłem, musi on pić wciąż na nowo z tego pierwszego, oryginalnego źródła, którym jest Jezus Chrystus”.

(Benedykt XVI, Deus caritas est, nr 7)

Bądźmy więc dumni z naszej przynależności do „pokornej reszty”, bo to w naszej słabości Bóg objawia swoją największą chwałę.

Schemat 3: Twarz Jezusa w Błogosławieństwach

Temat przewodni: Błogosławieństwa jako autoportret Chrystusa.

Słuchając Ewangelii o Ośmiu Błogosławieństwach, często traktujemy je jako listę moralnych nakazów, kodeks, który musimy wypełnić, by zasłużyć na niebo. Myślimy: „Muszę być bardziej cichy, muszę bardziej łaknąć sprawiedliwości”. To oczywiście prawda, ale istnieje głębszy poziom odczytania tego tekstu. Kiedy Jezus wychodzi na górę i naucza, tak naprawdę maluje przed nami swój własny portret. To On jest Ubogim, który nie miał gdzie głowy skłonić. To On jest Cichym i Pokornego serca. To On jest Wprowadzającym pokój między niebem a ziemią przez krew swego krzyża. To On płakał nad Jerozolimą i nad grobem Łazarza.

Dlatego chrześcijaństwo nie jest w pierwszej kolejności systemem etycznym, ale relacją z Osobą. Święty Paweł mówi nam dzisiaj: „Przez Niego bowiem jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem” (1 Kor 1:30). Nasze uświęcenie nie polega na zaciskaniu zębów i próbie bycia idealnym, ale na pozwoleniu, by Chrystus żył w nas. Błogosławieństwa stają się naszym udziałem wtedy, gdy nasze życie stapia się z Jego życiem.

Wówczas, nawet gdy spotykają nas prześladowania czy niezrozumienie, nie tracimy ducha. Wiemy, że idziemy śladami Mistrza. Sobór Watykański II przypomina nam, że ta droga jest powszechna i dostępna dla każdego, nie tylko dla wybranych mnichów czy pustelników:

„Wszyscy chrześcijanie jakiegokolwiek stanu i zawodu powołani są do pełni życia chrześcijańskiego i do doskonałości miłości”.

(Sobór Watykański II, Lumen Gentium, nr 40)

Patrzmy więc na Jezusa. Im dłużej będziemy się w Niego wpatrywać, tym bardziej nasze twarze nabiorą rysów ludzi błogosławionych.

Schemat 4: Czyste serce – warunek widzenia

Temat przewodni: Błogosławieństwo czystego serca jako klucz do kontemplacji Boga w codzienności.

Pośród wszystkich obietnic zawartych w Kazaniu na Górze, jedna brzmi szczególnie intrygująco: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5:8). Żyjemy w kulturze obrazkowej, bombardowani tysiącami bodźców każdego dnia. Nasze oczy są zmęczone, a nasza wyobraźnia często zanieczyszczona. W tym hałasie i chaosie łatwo stracić z oczu to, co najważniejsze. Jezus mówi wyraźnie: warunkiem zobaczenia Boga – nie tylko w niebie, ale już tu, na ziemi, w znakach, w drugim człowieku, w sakramentach – jest czystość serca.

Czystość serca to coś więcej niż czystość w sferze seksualnej, choć oczywiście ją obejmuje. W języku biblijnym serce to centrum decyzyjne człowieka. Czyste serce to serce niepodzielone, przejrzyste, bez dwulicowości. To serce, które nie służy dwóm panom. Człowiek o czystym sercu nie zakłada masek, nie manipuluje innymi, jest autentyczny przed Bogiem i ludźmi. Taka postawa jest dzisiaj rzadkością, jest wręcz „głupstwem w oczach świata”, ale to właśnie ona daje nam wzrok wiary.

Kiedy nasze serce jest czyste, zaczynamy dostrzegać Boga tam, gdzie inni widzą tylko przypadek. Katechizm Kościoła Katolickiego uczy nas, że ta czystość jest darem, o który trzeba walczyć i który porządkuje nasze wnętrze:

„«Czyste serca» to ci, którzy dostosowali swój umysł i swoją wolę do Bożych wymagań świętości, zwłaszcza w trzech dziedzinach: miłości, czystości, czyli prawości płciowej, i umiłowania prawdy oraz ortodoksji wiary”.

(Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 2518)

Prośmy dziś o ten dar prostoty i przejrzystości, abyśmy pośród zgiełku świata potrafili dostrzec ślady kochającego Ojca.

Schemat 5: Budowniczowie pokoju w świecie wojny

Temat przewodni: Czynna miłość i sprawiedliwość jako odpowiedź na zło.

Jezus ogłasza: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi” (Mt 5:9). W kontekście wojen, konfliktów politycznych i podziałów, które dotykają nawet nasze rodziny, to wezwanie brzmi niezwykle aktualnie. Ale kim jest ten, kto wprowadza pokój? To nie jest pacyfista, który za wszelką cenę unika konfliktu, chowając głowę w piasek. Biblijny szalom to pełnia dóbr, harmonia wynikająca z porządku i sprawiedliwości.

Wprowadzanie pokoju wymaga odwagi. Często wiąże się to z pójściem pod prąd, z byciem niezrozumianym, a nawet z prześladowaniem, o czym mówi ostatnie z błogosławieństw. Chrześcijanin to ktoś, kto w spiralę nienawiści wkłada „kij w szprychy” – przerywa łańcuch zła przebaczeniem i dobrem. To ktoś, kto, jak mówi Sofoniasz, nie ma w ustach „języka zwodniczego” i nie czyni nieprawości. Naszą bronią w tej walce nie jest agresja, ale cichość i miłosierdzie.

To zadanie trudne, ale nie jesteśmy w nim sami. Mamy Ducha Świętego. Jan Paweł II, wielki orędownik pokoju, przypominał nam w encyklice o Duchu Świętym, że to właśnie Duch uzdalnia nas do takiej postawy, która przemienia świat:

„Pokój jest owocem miłości, tej miłości, która jest także wewnętrzną mocą pokoju. [...] Pokój chrześcijański jest pokojem Chrystusa: «Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam» (J 14, 27)”.

(Jan Paweł II, Dominum et Vivificantem, nr 67)

Bądźmy więc w naszych domach, miejscach pracy i wspólnotach małymi ambasadorami tego pokoju. Niech inni, patrząc na nasze życie, pytają o źródło tego spokoju, którym jest sam Zmartwychwstały Pan.

Schemat 6: Logika Królestwa Bożego – rewolucja wartości

  • Temat:Bóg wybiera to, co w oczach świata słabe, by objawiła się Jego moc.
  • Wprowadzenie:Współczesny świat ma swoją listę “błogosławieństw”: bogactwo, sukces, popularność, siła. Dzisiejsze czytania przedstawiają zupełnie inną listę, która brzmi jak absurd. To zaproszenie do poznania logiki Boga.
  • Rozwinięcie:
    1. Proroctwo (So 2,3; 3,12-13):Bóg obiecuje ocalenie “ludowi pokornemu i biednemu”. To nie potęga militarna czy ekonomiczna, ale postawa serca – pokora, szukanie sprawiedliwości – jest gwarantem bezpieczeństwa w Bogu.
    2. Potwierdzenie w Chrystusie (1 Kor 1,26-31):Św. Paweł ukazuje, że ta Boża logika stała się faktem we wspólnocie Kościoła. Bóg wybrał to, co “głupie”, “niemocne” i “wzgardzone” według świata, by nikt nie mógł chełpić się przed Nim. Źródłem wszystkiego jest Chrystus – nasza Mądrość i Sprawiedliwość.
    3. Konstytucja Królestwa (Mt 5,1-12):Osiem Błogosławieństw to oficjalny manifest tej logiki. Błogosławieństwo (szczęście) obiecane jest ubogim w duchu, smucącym się, cichym, prześladowanym. To nie program dla słabych, ale dla tych, którzy całą ufność pokładają w Bogu, a nie w sobie samych.
  • Zakończenie:Czy daję się oszukać światowej logice sukcesu? Czy potrafię dostrzec błogosławieństwo i moc Bożą w swoim słabym miejscu, w trudnościach, w codziennej wierności? Prawdziwa siła rodzi się z uznania, że wszystko jest darem od Boga.

Schemat 7: Błogosławieni, czyli szczęśliwi – gdzie szukać prawdziwego szczęścia?

  • Temat:Błogosławieństwa jako droga do autentycznego i trwałego szczęścia.
  • Wprowadzenie:Wszyscy gonimy za szczęściem. Reklamy, media, kariera wskazują nam jego źródła. Jezus na Górze wskazuje zupełnie inną mapę drogową do szczęścia. To mapa paradoksów.
  • Rozwinięcie:
    1. Szczęście w oczach Boga (So 2,3; 3,12-13):Prorok Sofoniasz wskazuje, że “lud pokorny i biedny” znajdzie schronienie. Ich siłą nie jest bogactwo, ale zaufanie do imienia Pana. To fundament szczęścia – relacja z Bogiem.
    2. Szczęście w oczach świata (1 Kor 1,26-31):Paweł mówi wprost: powołani przez Boga często nie są “mądrymi i możnymi” według standardów świata. Ich szczęście i mądrość płynie z bycia “w Chrystusie Jezusie”. Światowe kategorie są nieadekwatne.
    3. Osiem stopni do szczęścia (Mt 5,1-12):Błogosławieństwa to nie lista cnót, ale opis postawy serca szczęśliwego człowieka: otwartego na Boga (ubóstwo ducha), wrażliwego (smutek, łaknienie sprawiedliwości), współczującego (miłosierdzie), czystego w intencjach, niosącego pokój, wiernego nawet w cierpieniu. To szczęście zakorzenione w wieczności (“nagroda wielka jest w niebie”).
  • Zakończenie:Gdzie dziś szukam swojego szczęścia? Czy nie za blisko – w tym, co przemija? Jezus zaprasza, by spojrzeć dalej i głębiej. Prawdziwe szczęście jest darem Boga dla tych, którzy Mu ufają, nawet gdy idą pod prąd.

Schemat 8: Siła pokory i cichości

  • Temat:W świecie, który promuje siłę i pewność siebie, Bóg obiecuje zwycięstwo pokornym i cichym.
  • Wprowadzenie:“Pokorni” i “cisi” często są postrzegani jako przegrani, niemający nic do powiedzenia. Dzisiejsze słowo Boże ukazuje ich jako prawdziwych zwycięzców.
  • Rozwinięcie:
    1. Obietnica ocalenia (So 2,3; 3,12-13):“Szukajcie pokory” – to wezwanie proroka. Bóg obiecuje być schronieniem dla “ludu pokornego i biednego”. Ich siłą jest nie ich ego, ale Bóg.
    2. Zasada wybrania (1 Kor 1,26-31):Bóg “wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć”. Pokora to przyjęcie prawdy o sobie: że jesteśmy stworzeni, ograniczeni, ale umiłowani. To otwiera przestrzeń dla mocy Boga.
    3. Błogosławieństwo cichości (Mt 5,1-12):“Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię”. Cichość to nie brak charakteru, ale wewnętrzna siła, która rezygnuje z przemocy, agresji i narzucania swojej woli. To postawa Jezusa. Ziemia obiecana cichym to królestwo Boże – przestrzeń życia, pokoju i komunii.
  • Zakończenie:Jak reaguję, gdy ktoś mnie atakuje? Siłą argumentu czy argumentem siły? Czy potrafię być cichym, czyli świadomym swojej siły, ale powstrzymującym ją dla wyższego dobra? Pokora i cichość to broń potężniejsza niż przemoc.

Schemat 9: Maryja – żywe Błogosławieństwo

  • Temat:Maryja jest najdoskonalszym wypełnieniem błogosławieństw i wzorem dla ucznia Chrystusa.
  • Wprowadzenie:Szukając przykładu osoby, która wcieliła w życie logikę Błogosławieństw, znajdujemy Ją tuż obok Jezusa – Jego Matkę.
  • Rozwinięcie:
    1. Pokorna Służebnica (So 2,3; 3,12-13):Maryja to doskonały przykład “pokornego i biednego” ludu, który szuka schronienia w Panu. Jej “Fiat” – “Oto ja, służebnica Pańska” – jest szczytem pokory i zawierzenia.
    2. Wybrana przez Boga (1 Kor 1,26-31):“Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata…”. Maryja – młoda dziewczyna z zapomnianego Nazaretu – została wybrana na Matkę Syna Bożego. W niej Bóg “zawstydził mędrców” świata.
    3. Błogosławiona między niewiastami (Mt 5,1-12):W Maryi widzimy wcielone wszystkie Błogosławieństwa: była uboga w duchu (zależna od Boga), płakała (przy krzyżu), była cicha i czystego sercałaknęła sprawiedliwości, była miłosierna (nawiedzenie Elżbiety), wprowadzała pokój (Kana Galilejska), a jej dusza “przeszył miecz” – cierpiała dla sprawiedliwości. Całe Jej życie to chlubienie się w Panu.
  • Zakończenie:Maryja nie jest odległym ideałem, ale przewodniczką. Pokazuje, że życie według Błogosławieństw jest możliwe. Prośmy Ją, by wypraszała nam serce ubogie, ciche i miłosierne, zdolne przyjąć Boga jak Ona.

Schemat10: Wezwanie do radykalnej nadziei

  • Temat:Błogosławieństwa są wezwaniem do oparcia całego życia na nadziei, której świat nie może dać.
  • Wprowadzenie:Słowa Jezusa brzmią jak obietnice odroczone w czasie: “będą pocieszeni… będą nasyceni… Boga oglądać będą…”. To nie program na tu i teraz, ale zaproszenie do zbudowania życia na obietnicy Boga.
  • Rozwinięcie:
    1. Nadzieja na dzień gniewu (So 2,3; 3,12-13):Prorok wzywa do szukania Boga i sprawiedliwości “może się ukryjecie w dzień gniewu”. To nadzieja na ocalenie wśród sądu. Fundamentem jest ufność.
    2. Nadzieja oparta na Chrystusie (1 Kor 1,26-31):Paweł tłumaczy, że nasza nadzieja i chluba nie pochodzi z naszych osiągnięć, ale z faktu, że jesteśmy “w Chrystusie Jezusie”. On jest naszą sprawiedliwością, uświęceniem i odkupieniem. To pewny fundament.
    3. Nadzieja, która znosi prześladowania (Mt 5,1-12):Szczytem Błogosławieństw jest wezwanie do radości w prześladowaniach. Dlaczego? Bo “wasza nagroda wielka jest w niebie”. To perspektywa eschatologiczna – ostateczne zwycięstwo należy do Boga i Jego wiernych. Ta nadzieja pozwala iść pod prąd.
  • Zakończenie:Na czym buduję swoją przyszłość? Na karierze, oszczędnościach, opiniach? Czy na obietnicy Boga, który mówi: “błogosławieni, cieszcie się, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie”? Życie według Błogosławieństw to akt najgłębszej nadziei i zaufania Bogu.

 

 



sobota, 24 stycznia 2026

III Niedziela w ciągu roku – A

Iz 8:23b-9:-3

W dawniejszych czasach upokorzył Pan krainę Zabulona i krainę Neftalego, za to w przyszłości chwałą okryje drogę do morza, wiodącą przez Jordan, krainę pogańską. Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu. Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemięzcy jak w dniu porażki Madianitów.

1Kor 1:10-13.17

A przeto upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli. Doniesiono mi bowiem o was, bracia moi, przez ludzi Chloe, że zdarzają się między wami spory. Myślę o tym, co każdy z was mówi: Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa. Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany? Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni? Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża.

Mt 4:12-23

Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: Ziemia Zabulona i ziemia Neftalegou, Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie. Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.


Homilia I

Cokolwiek uczyniliście …

Kiedy Chrystus przyszedł z Dobrą Nowiną na ziemię ludzie rzeczywiście widzieli w Nim kogoś, kto był dobry, po prostu dobry na co dzień i nie po to, aby Go inni widzieli i chwalili. On widział cierpienie ludzi chorych, potrzeby ludzi ubogich i głodnych, On nie musiał być proszony, błagany, nagabywany. Miał oczy zawsze otwarte na potrzeby ludzi i uzdrawiając, lecząc, karmiąc, czyniąc dobro nie robił nikomu łaski, nie wynosił się, nie poniżał nikogo i nie upokarzał. Rzeczywiście kiedy On przechodził przez ziemię, mieszkańcom kraju mroków zabłysło światło (Mt 4,16). Ewangelia, którą On głosił jest rzeczywiście Dobrą Nowiną o zbawieniu, o wyzwoleniu człowieka. Ewangelia przez Niego głoszona była poparta czynem, Jego dobrym działaniem, Jego dobrocią i miłością do człowieka, która wyrażała się nie w słowach, ale w czynach. On wyzwalał człowieka, przynosząc mu dobrą nowinę, czynił go wolnym przez najprostsze dobre czyny.

A jak jest z nami? Czy my postępujemy drogą Mistrza? Czasami głosimy piękne słowa o miłości, głosimy Dobrą Nowinę ubogim i jesteśmy przekonani, że naśladujemy Chrystusa. Ale nasze postępowanie nie idzie w parze z naszymi słowami. Jesteśmy ślepi na potrzeby ludzi ubogich. Dajemy się prosić i błagać, każemy innym czekać na naszą dobroć i łaskawość. Czasami udajemy, że nie widzimy. Czasami jesteśmy rzeczywiście ślepi i zapatrzeni tylko w siebie, widzimy tylko nasze własne sprawy i interesy. Czasami lekceważymy sobie innych i nie zwracamy uwagi na ich potrzeby, na ich biedę, bo mamy tyle innych spraw na głowie, bo jesteśmy tacy zapracowani, tacy zabiegani, tacy zajęci. Jeśli już jesteśmy dobrzy, to często po to, aby nas inni widzieli i chwalili. Jeśli już jesteśmy dobrzy, to robimy to ostentacyjnie i na pokaz. Jezus przeszedł przez ziemię dobrze czyniąc. A ponadto mówił wprost: Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych mnie to uczyniliście. ale też : Czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych tego i mnie nie uczyniliście. Czy ja idę przez ziemię śladami Chrystusa, czyniąc dobrze? Bez proszenia, bez łaski, bez wielkich słów i nie na pokaz?

Czy nie lekceważę sobie człowieka stojącego nieraz obok i czekającego na moją pomoc, bo jestem taki zajęty… SOBĄ?


Homilia II

Światło w codzienności i odwaga jedności

Wyobraźmy sobie mapę Ziemi Świętej z czasów Jezusa. Jerozolima – to centrum. Tam jest świątynia, tam są elity religijne, tam "dzieje się" wielka teologia. A na północy? Na północy jest Galilea. Tereny pokoleń Zabulona i Neftalego, o których słyszeliśmy w pierwszym czytaniu. To prowincja. To pogranicze, gdzie wiara miesza się z pogaństwem, gdzie handel zdominował życie, a historia pełna jest wojen i upokorzeń.

Dla pobożnego żyda z Jerozolimy tamte rejony to była "ciemność". A jednak, jak słyszymy dziś w Ewangelii Mateusza, to właśnie tam Jezus rozpoczyna swoją misję. Nie w centrum, ale na peryferiach.

  1. Bóg przychodzi do Twojej "Galilei"

Izajasz prorokował: "Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką". Te słowa spełniają się, gdy Jezus przybywa do Kafarnaum. To dla nas ogromna nadzieja. Dlaczego? Ponieważ każdy z nas ma w sobie taką "Galileę pogan".

  • Może to są Twoje kompleksy i zranienia, o których wolisz nie mówić.
  • Może to grzech, z którym zmagasz się od lat i czujesz się przez to gorszy.
  • Może to Twoja praca, która wydaje Ci się mało znacząca, szara i nudna.

Dzisiejsza Ewangelia krzyczy do nas: Bóg nie czeka, aż staniesz się "Jerozolimą" – idealny, poukładany i święty. On przychodzi do Twojej "Galilei", do Twojego chaosu, do Twoich ciemności, aby właśnie tam zapalić światło.

  1. Zostawić sieci, by zyskać wolność

Jezus przechodzi obok jeziora i widzi rybaków przy pracy. Szymon, Andrzej, Jakub, Jan – oni nie byli w kościele, nie byli na rekolekcjach. Byli w pracy, zmęczeni, brudni od rybich łusek, zajęci łataniem sieci. I w ten środek ich codzienności wchodzi Bóg z wezwaniem: "Pójdźcie za Mną".

Reakcja apostołów jest piorunująca: "Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim".

Zastanówmy się dziś, co jest Twoją siecią? Co Cię plącze i nie pozwala ruszyć z miejsca za Jezusem?

  • Dla jednych siecią jest lęk o przyszłość – ciągłe zamartwianie się, które paraliżuje zaufanie.
  • Dla innych siecią jest chciwość lub przywiązanie do rzeczy materialnych.
  • Dla jeszcze innych siecią jest gniew i brak przebaczenia, który trzymamy w rękach jak stary, cuchnący połów, bojąc się go wyrzucić.

Jezus mówi: Zostaw to. Nie musisz tego dźwigać. Uczynię Cię rybakiem ludzi – dam Twojemu życiu sens, o jakim nawet nie marzyłeś. Ale musisz mieć odwagę puścić to, co stare.

  1. Skandal podziału

Jeśli jednak pójdziemy za Jezusem, musimy uważać na pułapkę, o której pisze św. Paweł w Liście do Koryntian. Koryntianie przyjęli światło, ale zaczęli je zasłaniać własnymi podziałami. "Ja jestem Pawła, a ja Apollosa, ja jestem Kefasa".

Brzmi znajomo? Ileż to razy w naszych rodzinach, w naszych wspólnotach parafialnych, a nawet w Kościele powszechnym słyszymy podobne głosy: "Ja jestem za tym księdzem, a ja za tamtym", "Ja jestem z opcji tradycyjnej, a ja z nowoczesnej".

Paweł stawia sprawę jasno i ostro: "Czyż Chrystus jest podzielony?".

Kiedy skupiamy się na naszych różnicach, kłótniach i sympatiach, gasimy światło, które Jezus przyniósł do naszej "Galilei". Zamiast być rybakami ludzi, odstraszamy ludzi od sieci Kościoła. Jedność nie oznacza, że wszyscy musimy być tacy sami. Jedność oznacza, że patrzymy w tym samym kierunku – na Krzyż Chrystusa, a nie na swoje racje.

Podsumowanie

Dzisiejsza niedziela stawia przed nami trzy zadania:

  1. Zaufaj, że Jezus chce wejść w to, co w Twoim życiu najciemniejsze i najtrudniejsze. Nie musisz się przed Nim ukrywać.
  2. Zbadaj, jakie "sieci" trzymają Cię w miejscu. Co musisz dziś zostawić – jaki nałóg, jakie przyzwyczajenie, jaki żal – aby pójść za Nim?
  3. Buduj jedność. Tam, gdzie w Twoim otoczeniu są spory, bądź tym, który szuka zgody. Niech Twoje życie pokazuje, że Chrystus nie jest podzielony.

Pan Jezus przychodzi dziś do nas, tutaj, do naszej codzienności. Mówi: "Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie". Nie bójmy się tego blasku. Wstańmy, zostawmy to, co zbędne, i chodźmy za Nim.


Homilia III

Temat: Światło jedności w ciemnościach podziałów

Wprowadzenie:

Dzisiejsza Liturgia Słowa stawia przed nami trzy pozornie różne obrazy: proroczą wizję Izajasza o narodzie kroczącym w ciemności, który ujrzał światłość wielką; poruszający apel św. Pawła o jedność w Koryncie; oraz ewangeliczne opisanie początku publicznej działalności Jezusa w Galilei. Te trzy teksty tworzą jednak spójną teologię światła, które rozprasza ciemności podziałów i prowadzi do prawdziwej wspólnoty.

  1. Światłość dla tych, którzy siedzą w ciemności (Iz 8:23b-9:3; Mt 4:12-23)

Prorok Izajasz zapowiada ludowi, który doświadczał upokorzenia i żył w “krainie mroków”, że nadejdzie czas wielkiej światłości. Ewangelista Mateusz, cytując te słowa, dokonuje niezwykłej interpretacji: spełnienie tej obietnicy widzi w osobie Jezusa, który rozpoczyna swoją działalność właśnie w pogardzanej Galilei, “na pograniczu Zabulona i Neftalego”.

To nie przypadek, że Jezus rozpoczyna od peryferii, od miejsca uważanego za “cienistą krainę śmierci”. Bóg często działa tam, gdzie człowiek nie spodziewa się Jego obecności. Światłość przychodzi do tych, którzy siedzą w ciemnościach - do nas, gdy doświadczamy duchowych, emocjonalnych czy egzystencjalnych mroków.

  1. Ciemność podziałów (1 Kor 1:10-13.17)

Światło Chrystusa ma konkretne zadanie: rozproszyć ciemność podziałów. List do Koryntian pokazuje nam, że już w pierwotnym Kościele istniały spory, frakcje, partykularyzmy: “Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa”.

Święty Paweł zadaje pytania, które i dziś brzmią aktualnie: “Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany?” Jego oburzenie wynika z głębokiego przekonania, że podziały w Kościele są zaprzeczeniem istoty Ewangelii. Tam, gdzie pojawiają się partykularyzmy, tam gaśnie światło jedności.

  1. Nawrócenie i powołanie do jedności (Mt 4:17; 1 Kor 1:10)

Jezus rozpoczyna swoją działalność wezwaniem: “Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie”. Nawrócenie (metanoia) oznacza zmianę myślenia, kierunku życia. W kontekście czytań dzisiejszej niedzieli, to nawrócenie dotyczy również - a może przede wszystkim - naszych relacji we wspólnocie.

Powołanie Piotra, Andrzeja, Jakuba i Jana pokazuje radykalną odpowiedź na wezwanie Jezusa. Oni “natychmiast” zostawiają sieci i idą za Nim. Ta natychmiastowość odpowiada pilności apelu Pawła: “abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli”.

  1. Ewangelia krzyża przeciw mądrości świata (1 Kor 1:17)

Święty Paweł podkreśla: “Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża”. To ważne przypomnienie: źródłem jedności Kościoła nie jest ludzka mądrość, strategie czy programy, ale krzyż Chrystusa. To właśnie pod krzyżem rozpadają się podziały, tam przestaje istnieć “ja jestem Pawła” czy “ja Apollosa”, a pozostaje tylko: “Ja jestem Chrystusa”.

Zakończenie:

Galilea czasów Jezusa była miejscem styku kultur, religii i wpływów. Mieszkańcy “drogi morskiej” doświadczali napięć i podziałów. Tam właśnie przychodzi Światło. Dziś nasz świat, nasze wspólnoty, a może nawet nasze serca, często przypominają tę galilejską krainę pogan – pełną różnych wpływów, niepewności, a czasem podziałów.

Jezus wchodzi w te przestrzenie z prostym wezwaniem: “Nawracajcie się” i “Pójdźcie za Mną”. Światło Jego obecności rozprasza ciemności naszych podziałów. Jego krzyż jest jedynym miejscem, gdzie odnajdujemy prawdziwą jedność.

Nieśmy to światło jedności tam, gdzie żyjemy: w naszych rodzinach, wspólnotach, miejscach pracy. Bądźmy tymi, którzy, idąc za Jezusem, stają się narzędziami pojednania i jedności. Pamiętajmy, że tam, gdzie jest jedność, tam jaśnieje światło Chrystusa, a tam, gdzie jaśnieje to światło, rozpraszają się ciemności podziałów.

Niech nasze “natychmiast” odpowiedzi na wezwanie Jezusa będzie konkretne: przez modlitwę za tych, z którymi się różnimy, przez gest pojednania, przez szukanie tego, co łączy, a nie dzieli. Wtedy słowa Izajasza spełnią się także przez nas: “Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką”.


Homilia IV

Światło w kraju mroków – czyli o dobroci bez „ale”

Wstęp: Mrok i Światło

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy proroctwo Izajasza, które spełnia się w Jezusie: „Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło”.

Czym jest ta ciemność? To nie tylko brak słońca. To często brak nadziei, samotność, choroba, bieda. A czym jest to światło, które przyniósł Chrystus?

Patrząc na dostarczony nam dzisiaj do rozważenia tekst, widzimy wyraźnie: tym światłem jest konkretna, prosta i uprzedzająca dobroć.

  1. Jezus – Dobroć, która nie czeka na prośbę

Kiedy Chrystus przyszedł z Dobrą Nowiną, ludzie nie widzieli w Nim tylko teoretyka czy filozofa. Widzieli w Nim kogoś, kto był po prostu dobry na co dzień.

Jego Ewangelia to nie był suchy wykład. Ona była poparta czynem. Jezus, przechodząc przez ziemię:

  • Widział cierpienie chorych i głód ubogich.
  • Nie czekał, aż ktoś padnie przed Nim na kolana.
  • Nie musiał być proszony, błagany ani nagabywany.

To jest uderzająca cecha Mistrza. Miał oczy szeroko otwarte. Kiedy uzdrawiał, leczył czy karmił, nigdy nie robił nikomu łaski. W Jego pomaganiu nie było cienia wyższości. Nie wynosił się nad biednego, nie upokarzał potrzebującego swoją potęgą. Przynosił wyzwolenie przez najprostsze dobre czyny, dając ludziom poczucie godności. To właśnie dlatego Ewangelia jest Dobrą Nowiną – bo słowo i czyn były w niej jednością.

  1. Nasze lustro – ślepota z zapracowania

A jak jest z nami? Często wydaje się nam, że kroczymy drogą Mistrza. Przecież przychodzimy do kościoła, znamy piękne słowa o miłości, potrafimy cytować Ewangelię. Ale autor dzisiejszych rozważań stawia nam bolesne, lecz konieczne pytanie: Czy nasze postępowanie idzie w parze z naszymi słowami?

Spójrzmy prawdzie w oczy:

  1. Jesteśmy „zajęci sobą”: Często jesteśmy tak zapatrzeni we własne sprawy, interesy i problemy, że stajemy się po prostu ślepi. Mijamy ludzi, nie widząc ich twarzy, nie dostrzegając ich niemego krzyku o pomoc.
  2. Czekamy na błagania: W przeciwieństwie do Jezusa, my lubimy, gdy nas proszą. Dajemy się błagać, każemy innym czekać na naszą łaskawość.
  3. Działamy na pokaz: Jeśli już zrobimy coś dobrego, to często po to, by nas inni widzieli i chwalili. Nasza dobroć bywa ostentacyjna, obliczona na zysk wizerunkowy, a nie na ulżenie drugiemu człowiekowi.

Tłumaczymy się: „Jestem taki zapracowany, taki zabiegany, mam tyle spraw na głowie”. I przez to zabieganie lekceważymy człowieka stojącego tuż obok.

III. Cokolwiek uczyniliście...

Jezus, który „przeszedł przez ziemię dobrze czyniąc”, zostawił nam bardzo konkretną miarę, z której będziemy sądzeni. Nie zapyta nas o piękne deklaracje, ale o fakty.

Mówi wprost: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.

Ale jest też druga strona tego medalu, ta trudniejsza: „Czegokolwiek NIE uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, tego i Mnie nie uczyniliście”.

Zaniechanie, obojętność, udawanie, że nie widzimy – to też jest decyzja. Decyzja o odwróceniu się od Boga, który przychodzi do nas w drugim człowieku.

Zakończenie: Otwórz oczy

Chrześcijaństwo to nie jest religia wielkich słów, ale religia otwartych oczu i wrażliwego serca.

Zadajmy sobie dzisiaj, w ciszy serca, to jedno pytanie z końca rozważanego tekstu:

Czy ja idę przez ziemię śladami Chrystusa? Czy pomagam bez proszenia, bez łaski i nie na pokaz?

Czy nie lekceważę człowieka stojącego obok, bo jestem zbyt zajęty... SOBĄ?

Niech ten tydzień będzie czasem, w którym spróbujemy być dobrzy tak „po prostu”. Niech mieszkańcom naszego „kraju mroków” – naszym sąsiadom, współpracownikom, rodzinie – zabłyśnie światło naszej bezinteresownej dobroci.


Homilia V

„Cokolwiek uczyniliście…”

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy, jak Jezus rozpoczyna swoją publiczną działalność, wzywając do nawrócenia i głosząc nadejście królestwa niebieskiego. Św. Mateusz przypomina nam proroctwo Izajasza: „Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie” (Mt 4,16). To światło to sam Chrystus – który nie tylko głosił Dobrą Nowinę, ale całym swoim życiem ją potwierdzał.

Kiedy Chrystus przyszedł na ziemię, ludzie widzieli w Nim kogoś, kto był po prostu dobry. Jego dobroć nie była spektaklem, nie szukała poklasku. On widział cierpienie chorych, potrzeby ubogich i głodnych – i odpowiadał, nie czekając na prośby czy błagania. Miał oczy otwarte na ludzką biedę i uzdrawiając, karmiąc, podnosząc na duchu, nie robił nikomu „łaski”. Nie wynosił się, nie upokarzał. Przechodząc przez ziemię, rzeczywiście rozświetlał mroki ludzkiego życia.

Ewangelia, którą głosił, była Dobrą Nowiną o wyzwoleniu – i była poparta czynem. Jego miłość wyrażała się nie w pięknych słowach, ale w konkretnych gestach: w dotyku trędowatego, w chlebie rozmnożonym dla tłumów, w czasie poświęconym grzesznikom. Uwalniał człowieka nie tylko słowem, ale przez najprostsze, codzienne dobro.

A jak jest z nami? Czy idziemy drogą naszego Mistrza?

Często głosimy piękne słowa o miłosierdziu, mówimy o Ewangelii dla ubogich… ale czy nasze życie to potwierdza? Nieraz jesteśmy ślepi na potrzeby tych obok nas. Każemy czekać na naszą „dobroć” – jakby była przywilejem, a nie obowiązkiem serca. Czasem udajemy, że nie widzimy. Czasem naprawdę nie widzimy, bo zapatrzeni jesteśmy w siebie, w swoje sprawy, interesy, zajęcia.

Jeśli już czynimy dobro, to często… na pokaz. Dla uznania, dla pochwały, dla „pokazania się”. A Jezus przeszedł przez ziemię czyniąc dobrze w ukryciu – tam, gdzie nikt nie dziękował, nikt nie widział, nikt nie zapisał w kronikach.

I przypomina nam dziś słowami z Ewangelii św. Mateusza:
„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40).
Ale dodaje także:
„Czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili” (Mt 25,45).

Czy ja przechodzę przez ziemię Jego śladami?
Czy moja wiara wyraża się w czynie – bez wielkich słów, bez proszenia, bez czekania na podziękowania?

Czy nie lekceważę człowieka stojącego obok – czekającego na uśmiech, na pomoc, na odrobinę czasu – tylko dlatego, że jestem „taki zajęty”?
Zajęty… sobą?

Nawrócenie, do którego wzywa nas dzisiejsza Ewangelia, to nie tylko zmiana myślenia. To zmiana patrzenia. To otwarcie oczu na braci i siostry, których Bóg stawia na mojej drodze. To dostrzeżenie Chrystusa w głodnym, spragnionym, przybyszem, nagim, chorym, w więzieniu…

Nie trzeba wielkich dzieł. Wystarczy codzienna dobroć – tak zwyczajna, tak cicha, jaką okazywał Jezus.

Prośmy dziś Pana, byśmy jak Piotr i Andrzej usłyszeli Jego wezwanie: „Pójdźcie za Mną” – i szli, naśladując Go nie tylko słowem, ale całym życiem. Byśmy byli światłem, które nie świeci dla siebie, ale rozprasza ciemności wokół.

Niech nasza Ewangelia będzie nie tylko słowem głoszonym, ale życiem dawanym.
Wtedy i nam zabłyśnie światło, i przez nas – innym.


Homily in English

Whatever you did ...

When Christ came with good news to the earth people actually saw in him someone who was good, just good, good in everyday life, and not so that others saw him and praised. He saw the suffering of the sick, the needs of the poor and hungry, he does not have to be asked, begged or hounded. His eyes were always open to the needs of the people and healing, helping, feeding, doing good to anyone who was in need, do not humiliate anyone and not neglected. Indeed, when he passed through the land, to the people of the country the gloom a light has shone (Matthew 4:16). The Gospel that he preached is indeed good news of salvation, liberation of man. Gospel preached by Him was supported by His deeds, His good action, His kindness and love for man, which was expressed not in words but in deeds. He liberated man, bringing to people the good news, He did it free by simple good deeds.

And how is it with us? Do we follow our Master? Sometimes we speak beautiful words about love, preach the Good News to the poor, and we are confident that we imitate Christ. But our actions do not go hand in hand with our words. We are blind to the needs of the poor. We give but we wait to asked and pleaded, we tell others to wait for our goodness and kindness. Sometimes we pretend that we do not see. Sometimes we are really blind and just gazing at each other, we see only our own affairs and interests. Sometimes we neglect bothers and the others. We do not pay attention to their needs, their poverty, because we have so many other things to worry about, because we're so busy, so busy. If we're good, it is often so that to be seen by others and to be praised. If we're good, we do it so ostentatiously as a kind of a show. Jesus went through the land doing good. And he spoke bluntly: Whatever you did for one of these least brothers of mine you did it to me. But also: Whatever you did not do for one of these least brothers of mine you did not do it to me. Do I go through the life in the footsteps of Christ, doing good? Without asking, without playing "graciousness", without big words and not on to be seen and applauded?

Do not underestimate a man standing next to you, and sometimes waiting for your help, because you are so busy ... Too much concern about YOURSELF?