czwartek, 26 marca 2026

Niedziela Palmowa – rok A

 Poświęcenie palm i procesja

Mt 21:1-11

Gdy się przybliżyli do Jerozolimy przyszli do Betfage na Górze Oliwnej, wtedy Jezus posłał dwóch uczniów i rzekł im: Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz znajdziecie oślicę uwiązaną i źrebię z nią. Odwiążcie je i przyprowadźcie do Mnie! A gdyby wam kto co mówił, powiecie: Pan ich potrzebuje, a zaraz je puści. Stało się to, żeby się spełniło słowo Proroka: Powiedzcie Córze Syjońskiej: Oto Król twój przychodzi do Ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy. Uczniowie poszli i uczynili, jak im Jezus polecił. Przyprowadzili oślicę i źrebię i położyli na nie swe płaszcze, a On usiadł na nich. A ogromny tłum słał swe płaszcze na drodze, inni obcinali gałązki z drzew i ścielili na drodze. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno: Hosanna Synowi Dawida! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie! Hosanna na wysokościach! Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto, i pytano: Kto to jest? A tłumy odpowiadały: To jest prorok, Jezus z Nazaretu w Galilei.

lub

J 12:12-16

Nazajutrz wielki tłum, który przybył na święto, usłyszawszy, że Jezus przybywa do Jerozolimy, wziął gałązki palmowe i wybiegł Mu naprzeciw. Wołali: Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie oraz Król izraelski! A gdy Jezus znalazł osiołka, dosiadł go, jak jest napisane: Nie bój się, Córo Syjońska! Oto Król twój przychodzi, siedząc na oślęciu. Z początku Jego uczniowie tego nie zrozumieli. Ale gdy Jezus został uwielbiony, wówczas przypomnieli sobie, że to o Nim było napisane i że tak Mu uczynili.


Msza Święta

Iz 50:4-7

Pan Bóg Mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał przyjść z pomocą strudzonemu, przez słowo krzepiące. Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył Mi ucho, a Ja się nie oparłem ani się cofnąłem. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym Mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg Mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam.

Flp 2:6-11

On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM - ku chwale Boga Ojca.

EWANGELIA DŁUŻSZA Mt 26, 14 - 27, 66

Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa według św. Mateusza

Zdrada Judasza

  1. Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i powiedział:
  2. Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam.
  3. A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.

[…]


HOMILIE

Homilia I. Hosanna i ukrzyżuj

Te dwa okrzyki słyszymy niejako obok siebie w dzisiejszej liturgii słowa. W rzeczywistości dzielił je niecały tydzień czasu. W niedzielę Jezus jest uwielbiany przez tłumy, w piątek -prawdopodobnie te same tłumy- domagają się Jego śmierci.

Często tak bywa i w naszym życiu, że po dniach chwały przychodzą nagle dni klęski i poniżenia, dni trudne i straszne. To jest właśnie życie i kto chciałby żyć jedynie w chwale ten żyłby w zakłamaniu, w nierealnym świecie ułudy.

Warto jednak pamiętać, że nie ja pierwszy i na pewno nie ja ostatni przeżywam tego rodzaju wzloty i upadki. Wielu było przede mną i wielu będzie po mnie. Pozostaje tylko pytanie: "Jak przyjmuję te zmienne koleje losu? Czy mam świadomość, że zarówno ludzka chwała i uwielbienie, jak i ludzka pogarda i nienawiść są przemijające?" Liczy się tak naprawdę tylko moja wartość wewnętrzna i to jak mnie widzi i ocenia Bóg. Liczy się nie doczesność a wieczność. A wszystko co przeżywam obecnie jest tylko drogą do wieczności. Jeśli potrafię zrozumieć tę prawdę nie będą mnie tak naprawdę poruszały ani chwile pozornej ludzkiej chwały, ani nie będą mną wstrząsały momenty ludzkiej zawiści, podłości i głupoty.

Nie wolno zapomnieć, że po Niedzieli Palmowej z jej okrzykiem „Hosanna” przychodzi Wielki Piątek z wołaniem „Ukrzyżuj”, ale też po Wielkim Piątku przychodzi Niedziela Zmartwychwstania, z jej prawdą: „Ja jestem Zmartwychwstanie i Życie, kto wierzy we mnie, choćby i umarł żyć będzie”.

Homilia  II. Ukrzyżowanie i Śmierć

Kiedy dowleczono w końcu Skazańca na miejsce straceń był u kresu sił, całkowicie wyczerpany i niezdolny do najmniejszego wysiłku, a przecież czekało Go jeszcze najgorsze. Trzymał się na nogach już chyba tylko mocą swej boskiej woli. Scena egzekucji przedstawiona w filmie „Pasja” jest chyba jedną z najbardziej wstrząsających scen nie tylko w tym filmie, ale i w całej historii kina. Człowiek, który ma za sobą noc przesłuchania i biczowania, długą drogę z ważącym ponad 50kg krzyżem, wycieńczony, wykrwawiony, poraniony, obolały, ledwie żywy ma przed sobą jeszcze bezlitosną, straszliwą egzekucję. I ten „oto Człowiek”, Syn Boży, leżący już na krzyżu, rozciągnięty na siłę, aby dopasować przygotowane uprzednio dziury w krzyżu do Jego ramion, ten Człowiek, Który nie jest już nawet do człowieka podobny, modli się resztką sił i wstawia się za swoimi oprawcami: „Ojcze wybacz im, bo nie wiedzą co czynią”. (Łk 23,34) Pamiętam tę scenę i Jego zaschnięte wargi, usta pełne zakrzepłej krwi szepczące tę modlitwę. Kiedy kilka lat temu oglądałem film pamiętam, że właśnie w tym miejscu po raz drugi nie mogłem powstrzymać łez cisnących się do oczu. Pierwszą sceną, gdzie łzy same popłynęły był moment, kiedy w czasie drogi krzyżowej oczy Jezusa -przy którymś z kolejnych upadków- spotkają się z oczami Jego Matki. Klęczą oboje naprzeciwko siebie i On wypowiada z ogromnym wysiłkiem i bólem, ale i z jakąś przejmująca, wewnętrzną radością słowa: „Oto czynię wszystko nowe”. I wtedy zrozumiałem, że tak właśnie wygląda Bóg, Który na nowo stwarza świat zniszczony przez człowieka. I po raz drugi nie mogłem pohamować łez, kiedy widziałem te skrwawione, opuchnięte wargi Syna Bożego modlącego się za swoich oprawców, którzy właśnie rozciągają go na krzyżu wyrywając stawy barkowe i łokciowe Jego rąk. I pomyślałem wtedy, a właściwie modliłem się: „Ojcze wybacz nam, bo doprawdy nie wiemy co czynimy.

Prawie 44 lata temu, zaraz po moich święceniach byłem na parafii w południowej Polsce, gdzie akurat budował się kościół. Na wiosnę -jakoś niedługo po Wielkanocy- podszedł do mnie pewnego, sobotniego ranka człowiek. Miał wtedy tyle lat ile ja teraz, czyli niewiele ponad 50, ale wyglądał na znacznie starszego. Wyglądał co najmniej na siedemdziesięciolatka. Podszedł i poprosił o spowiedź.

- Dobrze, chodźmy do kościoła, do konfesjonału, to pana wyspowiadam - odpowiedziałem.

- Ale ja nie byłem do spowiedzi ponad 40 lat – odrzekł proszący.

- No cóż, to nie mamy już ani chwili do stracenia – odrzekłem. I weszliśmy do kościoła.

Była to spowiedź człowieka, o której oczywiście nic powiedzieć nie mogę. Ale po spowiedzi zaprosiłem go do siebie i przegadaliśmy cały dzień. A właściwie nie przegadali, bo on tylko bardzo spokojnie i z jakąś niesamowitą melancholią i niezwykłym pokojem w oczach odpowiadał na zadawane mu pytania. Okazało się, że nie był do spowiedzi przez ponad 40 ostatnich lat, bo spędził je w obozie przymusowej pracy na Kamczatce, przy wyrębie drzewa. Kiedy go tam wywieziono miał zaledwie 12 lat i mieszkał w jednym z wielkich miast wschodniej, przedwojennej Polski. Ojciec by oficerem Wojska Polskiego, matka nauczycielką, starsza siostra lekarzem, a brat księdzem. Wiadomo, wszystkie powody ku temu, aby znaleźć się tam, gzie się znalazł. Nie zna losów ojca, przypuszcza że zginął w jednym z obozów jenieckich w Ostaszkowie lub Katyniu, ale o tym dowiedział się dopiero po powrocie ze zsyłki, tj. w 1982 roku. Matkę odwiedził raz w życiu, bo była w obozie pracy na Kamczatce, zaledwie 400 km od jego obozu, gdzie on przez 40 lat codziennie, z jednym dniem przerwy co10 dni wyrąbywał drzewo. O bracie i siostrze nie wie nic. Długo by opowiadać historie, których słuchaliśmy przez cały ten sobotni dzień po Wielkanocy 1982 roku. Przypomnę może jednak tylko to, co opowiadał ten człowiek o swojej najdłuższej podróży do Polski, która trwała ponad dwa lata. Kiedy w 1980 roku skończyła mu się kara 40 lat przymusowych robót, miał wtedy już 52 lata. Takich jak on, którzy przeżyli (chyba cudem) te lata katorgi było około 11 tysięcy. Z kilkudziesięciu obozów pracy na Kamczatce wyruszyła na piechotę do najbliższej stacji kolejowej w Komsomolsku na Amurze długa kawalkada więźniów. Ponad 6 tysięcy kilometrów dzieli te dwa miejsca na dalekiej rosyjskiej północy. Szli na piechotę, dniami i nocami przez tundrę i tajgę, eskortowani przez żołnierzy Armii Czerwonej, którzy też, tak jak oni sami byli skazańcami. Droga ta trwała prawie 10 miesięcy, a z 11 tysięcy więźniów dotarło do celu jedynie około półtora tysiąca. Reszta zmarła po drodze z głodu, z zimna, z wycieńczenia, z chorób, których nie miał kto ani diagnozować, ani leczyć. „Kiedy ktoś padał po drodze, to się nawet cieszyliśmy” –mówi opowiadający. I dodaje „bo jego racja żywnościowa, składająca się z kilku kilogramów suchego chleba i zasuszonego, zmrożonego mięsa zostawała do podziału dla tych, którzy szli dalej”.

Droga krzyżowa Chrystusa trwa nadal. A kiedy w końcu dotarli do celu, do stacji kolejowej .... nikt na nich nie czekał i trzeba jeszcze było czekać kilka tygodni koczując w okolicach stacji, pod gołym niebem zanim w końcu podstawiono pociąg, który przez następne trzy miesiące wiózł ich bardzo wolno do Moskwy. Co było dalej i jak ich przyjęto po 40 latach w bardzo zmienionym świecie, można znaleźć w książce wydanej przez ludzi, którzy słuchali opowiadań tego człowieka. Co jednak pozostało mi na długie lata, to wzrok tego człowieka, kiedy ktoś zapytał go, czy nie chciałby się zemścić szukać sprawiedliwości za to, że zabrano mu i zmarnowano właściwie całe życie. Jego odpowiedź była bardzo spokojna, jego oczy niezwykle przejrzyste i jasne. A odpowiedział słowami Chrystusa: „A po co się mścić? Po co szukać sprawiedliwości? Przecież ci ludzi nie wiedzieli co robią. On byli tak zaślepieni żądzą władzy, żądzą zła, że tak naprawdę to chyba nie wiedzieli co z nami robią. Pilnowali nas, tacy jak i my skazańcy z Armii Czerwonej. A różnili się od nas tylko tym, że nie pracowali przy wyrębie drzew i nosili nie naładowane karabiny.” Po co się mścić. Zemsta nic nie daje, tylko pomnaża zło.”

Kiedy oglądałem film „Pasja” i słyszałem modlitwę krzyżowanego Jezusa, przypomniały mi się słowa tego człowieka, który przed wielu laty wyraził bardzo prosto jedną z najgłębszych prawd : „zemsta nie daje nic, pomnaża tylko zło, trzeba nauczyć się wybaczać”.

I to wszystko działo się w XX wieku, w 1980 i 1981 roku. To nie jest zapadła, odległa, barbarzyńska przeszłość, to nie dzieje się w niecywilizowanym, barbarzyńskim świecie. To działo się w XX wieku, w kraju, który należy, czy też rości sobie pretensje do miana ekonomicznych i technologicznych potęg współczesnego świata. Tak dzieje się i takie przykłady można znaleźć w wielu innych krajach współczesnego, cywilizowanego świata. Warto może jeszcze raz przypomnieć, że codziennie ginie na świecie 383 chrześcijan, rocznie ponad 130 tysięcy. Chrześcijanie giną w Indonezji, Pakistanie, Indiach, bestialsko mordowani są w krajach arabskich, Libanie, Kuwejcie, Arabii Saudyjskiej, Emiratach Arabskich, eksterminowani w afrykańskich krajach takich jak Egipt, Sudan, Uganda, Somalia, zabijani w Wietnamie, Laosie, Korei Północnej, Chinach, na Kubie, prześladowani za swoje poglądy nawet w cywilizowanej Europie. Świat oszalałby w protestach gdyby to chrześcijanie mordowali, ale że to oni są mordowani nikt się nie odzywa, nikt nie protestuje, nikt o tym nawet nie wspomina.

A mimo to Chrystus powtarza ustawicznie przez wieki te niesamowite słowa: „Ojcze wybacz im, bo nie wiedzą co czynią”. (Łk 23,34). A my Go jeszcze oskarżamy, że to On jest przyczyną tych wszystkich nieszczęść i okrucieństw ...

Czyżby ta trwająca 2 000 lat droga krzyżowa naszego Zbawiciela niczego nas nie nauczyła? Czyżby Jego Męka i Jego nauka miały być bezużyteczne? Nie przebaczę, nie odpuszczę, do grobowej deski będę to pamiętał!!! Jakże często słyszymy takie słowa z ust chrześcijan, z ust wierzących i praktykujących katolików? Czy nie znaczy to, że ci ludzie po prostu nic nie zrozumieli z katolicyzmu, z wiary, z nauczania Chrystusa? Nic nie zrozumiałem z Jego nauczania na Górze, nic z Jego przypowieści, absolutnie nic z Jego przykładów i czynów, jeśli nie umiem wybaczać, jeśli mam za „dobrą pamięć” szczególnie do grzechów cudzych.

Zapiekła złość, zacięta chęć zemsty, odegrania się, odpłacenia złem za zło, pragnienie postawienia na swoim, nieumiejętność wybaczenia, noszenie urazy w sercu ... czy to wszystko nie jest najgłębszym zaprzeczeniem, unicestwieniem Męki i Śmierci Jezusa Chrystusa, który z wysokości krzyża, czy raczej z dna upodlenia modli się: „Ojcze wybacz im, bo nie wiedzą co czynią”. (Łk 23,34).

I jeszcze jednej, ostatniej i najbardziej niesamowitej lekcji udziela nam Chrystus na krzyżu, kiedy już u kresu swojego życia widząc, że wykonało się wszystko: ”... zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego.” (Łk 23:46). Jest to lekcja całkowitego zaufania, zawierzenia Bogu, aż do końca, o co tak trudno, coraz trudniej w dzisiejszych czasach pełnych zadufanych, zadufanych, zapatrzonych w siebie ludzi.


Homilia  III. Rozczarowanie Bogiem

Wyobraźcie sobie rzymski triumf. Kiedy wódz wracał ze zwycięskiej kampanii, wjeżdżał do Rzymu na złotym rydwanie zaprzężonym w białe konie. Towarzyszyły mu łupy wojenne, spętani jeńcy i ogłuszający ryk tłumu.

A teraz spójrzmy na dzisiejszą Ewangelię. Jezus wjeżdża do Jerozolimy. Nie ma rydwanu, białego konia ani uzbrojonej straży. Jest za to pożyczony od kogoś osiołek – zwierzę pociągowe, powolne i niepozorne. Tłum wokół Niego szaleje. Ludzie rzucają na drogę swoje płaszcze, machają gałązkami, krzyczą: „Hosanna Synowi Dawidowi!”.

Wydaje się, że to wielki sukces. Ale w tym radosnym entuzjazmie kryje się największe i najbardziej tragiczne nieporozumienie w historii świata.

Ci ludzie wcale nie witają Jezusa. Oni witają swoje własne wyobrażenie o Nim.

Czekali na politycznego mesjasza. Na superbohatera, który użyje swojej boskiej mocy, żeby wyrzucić rzymskich okupantów, uzdrowić gospodarkę i zapewnić im bezpieczne, wygodne życie. Przecież ktoś, kto potrafi wskrzesić Łazarza i nakarmić tysiące ludzi kilkoma chlebami, idealnie nadaje się na ziemskiego władcę.

Dlatego Go witają. Ale kiedy zaledwie kilka dni później okaże się, że ten sam Jezus pozwala się pojmać, milczy przed Piłatem i nie zsyła ognia z nieba na swoich oprawców – ten sam tłum poczuje się głęboko oszukany. Zmiażdżony własnym rozczarowaniem. Ich "Hosanna" błyskawicznie zmieni się w "Ukrzyżuj Go". Bo najbardziej nienawidzimy tych, którzy nie spełnili naszych oczekiwań.

Zatrzymajmy się dzisiaj nad tym, patrząc na palmy, które trzymamy w dłoniach.

Czy my przypadkiem nie robimy dokładnie tego samego? Jakiego Boga witamy w naszym życiu? Często chcemy Boga, który jest "na nasze usługi". Boga, który zadziała jak magiczna różdżka na nasze problemy rodzinne, finansowe czy zdrowotne. Boga sukcesu. A kiedy przychodzi kryzys, kiedy zmagamy się z samotnością, chorobą albo niesprawiedliwością, a Niebo wydaje się milczeć – nasza wewnętrzna palma usycha. Czujemy się zdradzeni. Zaczynamy się buntować i w głębi duszy krzyczymy: "Ukrzyżuj, nie takiego Boga chciałem!".

Niedziela Palmowa to zaproszenie do brutalnej szczerości z samym sobą. Jezus wjeżdża dziś w historię naszego życia na osiołku pokory i bezradności. Nie obiecuje, że ominie nas cierpienie, ale obiecuje, że przez nie z nami przejdzie.

Zamiast rzucać pod Jego nogi kolorowe płaszcze naszego fałszywego entuzjazmu, rzućmy tam dzisiaj nasze schematy. Nasze egoistyczne oczekiwania wobec Niego. Pozwólmy Mu być Królem po Jego własnemu – Królem, który zbawia nas nie z wygodnego tronu, ale z twardego drewna krzyża.

Amen.


Homilia IV.  dla młodzieży

Oczekiwania kontra rzeczywistość ,czyli jak "skanselować" Boga

Znacie te memy z serii „Expectations vs. Reality” (Oczekiwania kontra rzeczywistość)? Zamawiasz w sieci super buty, a w paczce przychodzi coś, co wygląda jak tekturowy odrzut z fabryki. Taki właśnie najstarszy mem w historii wydarzył się dwa tysiące lat temu w Jerozolimie.

Tłum na ulicach miał potężne expectations. Ludzie słyszeli o Jezusie niesamowite rzeczy: facet mnoży jedzenie dla tysięcy osób, uzdrawia chorych, a nawet wskrzesza zmarłych. Czekali na kogoś w stylu superbohatera z Marvela. Kogoś, kto wpadnie z hukiem, rozwali system, pogoni rzymskich okupantów i wreszcie ogarnie im życie tak, żeby było wygodnie i bezpiecznie.

Zrobili Mu wielki hype. Rzucali pod nogi swoje ubrania, machali gałęziami, krzyczeli „Hosanna!”. Jezus był na absolutnym topie.

Ale zderzenie z "reality" okazało się bolesne.

Jezus wjeżdża do miasta. Nie ma limuzyny, nie ma opancerzonego konia. Jedzie na wypożyczonym, powolnym osiołku. Nie zwołuje armii. Nie mówi o rewolucji politycznej. Co gorsza, zaledwie kilka dni później ten wielki Mesjasz daje się aresztować. Milczy, gdy z Niego szydzą i nie zsyła ognia z nieba na swoich oprawców. Z punktu widzenia tłumu zalicza totalny upadek.

I wiecie, co robi ten tłum? To, co my dzisiaj nazywamy cancel culture. W ułamku sekundy Go skreślają. Z radosnego „Hosanna” natychmiast robi się agresywne „Ukrzyżuj!”.

Dlaczego? Bo Jezus nie spełnił ich oczekiwań. Nie wpisał się w ich scenariusz. Najbardziej nienawidzi się tych, którzy nas zawiedli.

Zastanówmy się dzisiaj, patrząc na te palmy w naszych rękach: czy my nie robimy dokładnie tego samego?

Bardzo często chcemy Boga, który działa jak ChatGPT – wpisujesz problem, wciskasz enter, a On ma natychmiast wygenerować bezbłędne rozwiązanie. Ma załatwić zdany egzamin, sprawić, żeby rodzice się nie czepiali, żeby tamta dziewczyna czy chłopak zwrócili na mnie uwagę, a zdrowie zawsze dopisywało. Traktujemy Boga jak aplikację do spełniania życzeń. Bóg ma być użyteczny.

A co się dzieje, kiedy przychodzi dół? Kiedy czujesz się potwornie samotny, niezrozumiany, kiedy coś się w twoim życiu sypie, a Bóg... milczy? Kiedy masz wrażenie, że Bóg dał Ci "seen" i nie odpisuje?

Wtedy najłatwiej się wkurzyć. Najłatwiej rzucić: „Skoro tak, to ja w to nie wchodzę. Modliłem się i nic to nie dało. Taki Bóg mi nie pasuje”. I nasza osobista, duchowa palma usycha. My też w głębi serca zaczynamy krzyczeć: "Ukrzyżuj to, wyrzuć to z mojego życia".

Niedziela Palmowa to moment na brutalną szczerość.

Jezus na osiołku mówi Ci dzisiaj: „Nie jestem magikiem. Nie jestem aplikacją, która rozwiąże za Ciebie Twoje problemy. Nie obiecuję Ci życia bez stresu, bez kryzysów i bólu. Ale obiecuję Ci jedno: kiedy będziesz przechodził przez najgorszy syf w swoim życiu, Ja będę szedł tam obok Ciebie”.

Zamiast machać dziś przed Nim listkami sztucznego entuzjazmu, zdejmij filtry. Przestań udawać. Rzuć Mu pod nogi swoje rozczarowania, lęki i wyobrażenia o tym, jaki według Ciebie powinien być Bóg. Pozwól Mu być Królem po Jego własnemu – Bogiem, który ratuje nas nie z wygodnego fotela, ale z twardego drewna krzyża.

wtorek, 24 marca 2026

25.03. Zwiastowanie Pańskie

 Pierwsze czytanie                                                             Iz 7, 10-14

Panna pocznie i porodzi Syna

Czytanie z Księgi proroka Izajasza.

Pan przemówił do Achaza tymi słowami: « Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Otchłani, czy to wysoko w górze ».

Lecz Achaz odpowiedział: « Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę ».

Wtedy rzekł Izajasz: « Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel, albowiem Bóg z nami ».

Oto słowo Boże.

Psalm responsoryjny  Ps 40 (39), 7-8a. 8b-10. 11 (R.: 8a i 9a)

Refren: Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę.
7  Nie chciałeś ofiary krwawej ani płodów ziemi, *
     lecz otwarłeś mi uszy:
     nie żądałeś całopalenia i ofiary za grzechy. *
8  Wtedy powiedziałem: « Oto przychodzę.

Refren.

     W zwoju księgi jest o mnie napisane: †
9  Radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę, mój Boże, *
     a Twoje prawo mieszka w moim sercu ».
10 Głosiłem Twą sprawiedliwość w wielkim zgromadzeniu *
     i nie powściągałem warg moich, o czym Ty wiesz, o Panie.

Refren.

11 Sprawiedliwości Twojej nie kryłem w głębi serca, *
     głosiłem Twoją wierność i pomoc.
     Nie taiłem Twojej łaski ani Twej wierności *
     przed wielkim zgromadzeniem.

Refren.


Drugie czytanie                                                              Hbr 10, 4-10

Chrystus przychodzi pełnić wolę Ojca

Czytanie z Listu do Hebrajczyków.

Bracia:

Niemożliwe jest to, aby krew cielców i kozłów usuwała grzechy. Przeto Chrystus przychodząc na świat, mówi: « Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało; całopalenia i ofiary za grzech nie podobały się Tobie. Wtedy rzekłem: “ Oto idę, w zwoju księgi napisano o Mnie, abym spełniał wolę Twoją, Boże ” ».

Wyżej powiedział: « ofiar, darów, całopaleń i ofiar za grzech nie chciałeś, i nie podobały się Tobie », choć składa się je na podstawie Prawa. Następnie powiedział: « Oto idę, abym spełniał wolę Twoją ». Usuwa jedną ofiarę, aby ustanowić inną. Na mocy tej woli uświęceni jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze.

Oto słowo Boże.


Śpiew przed Ewangelią                                                     J 1, 14ab

Aklamacja: Chwała Tobie, Królu wieków.
Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami,
i widzieliśmy jego chwałę.

Aklamacja: Chwała Tobie, Królu wieków.


Ewangelia                                                                            Łk 1, 26-38

Maryja pocznie i porodzi Syna

+ Słowa Ewangelii według świętego Łukasza.

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.

Anioł wszedł do Niej i rzekł: « Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami ».

Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie.

Lecz anioł rzekł do Niej: « Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca ».

Na to Maryja rzekła do anioła: « Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? »

Anioł Jej odpowiedział: « Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego ».

Na to rzekła Maryja: « Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł ».

Oto słowo Pańskie.


Homilia

Uroczyste słowa dzisiejszej Ewangelii: „Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja...” (Łk 1,26) doskonale korespondują ze słowami św. Pawła z Listu do Galatów: „Gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo.” (Ga 4,4-5)

Najpierw, kiedy „nadeszła pełnia czasów”, Bóg posłał anioła Gabriela i prosił Dziewicę Maryję, aby zgodziła się zostać Matką Jego Syna, Którego chciał zesłać, „abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo.” I ot jest prawdziwie początek. Dzisiejsze święto przypomina nam o drugim chronologicznie wydarzeniu Nowego Testamentu, opisanym przez, św. Łukasza (kronikarza). Poprzedza go w Ewangelii tylko zapowiedź narodzenia św. Jana Chrzciciela. Można by, więc powiedzieć, że cały Nowy Testament, cały nowy porządek świata rozpoczyna się właśnie od tego wydarzenia, od Zwiastowania. Ten nowy porządek zbawienia, zapowiadany w Starym Testamencie, np. przez proroka Izajasza: „Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel, albowiem Bóg z nami” (Iz 7,14) rozpoczyna się właśnie na 8 miesięcy przed Bożym Narodzeniem, kiedy Dziewica przyjmuje wolę Bożą słowami: „Ecce Ancilla Domini, fiat mihi secundum Verbum Tuum”. W tym właśnie momencie, kiedy Maryja wypowiada te słowa „Duch Święty zstępuje na Nią”, a w Jej łonie „Słowo Boże staje się Ciałem” (J 1,14). W tym właśnie momencie „w swojej Matce Bóg nieba, Bóg nieskończoności stał się maluczkim, stał się materią, …” – jak powiedział Papież Franciszek, w homilii 1 stycznia, w uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi.

Zwiastowanie i pokorna zgoda Dziewicy to początek, od którego zaczyna się zbawcze dzieło Boga. Bóg wybrał właśnie taki, niezwykły i cudowny sposób wejścia w historię ludzką. Wybrał Maryję Dziewicę, z Której się narodził Jezus Chrystus Zbawiciel Świata. Gdyby nie ta pokorna zgoda Maryi na Wcielenie, do dzisiaj człowiek byłby samotny i bezbronny wobec siły złego ducha, do dzisiaj żyłby w beznadziei grzechu i niewoli zła.

Trudno jest do końca zrozumieć sens tego wydarzenia. Trudno ocenić znaczenie tego niezwykłego momentu w dziejach ludzkości. Trudno zrozumieć, jak to możliwe, że Bóg, Stwórca i Pan całego wszechświata „prosi” ubogą i pokorną dziewczynę, aby zechciała „pomóc Mu w zbawieniu tegoż świata”. Trudno też zrozumieć, jak to jest możliwe, że Bóg, Stwórca i Pan całego wszechświata, przez Którego Słowo „wszystko się stało” (J 1,3) pragnie stać się jednym z bytów tego świata, pragnie stać się bytem materialnym, poddanym prawom fizycznym i biologicznym stworzonego przez siebie świata?

I to są prawdy dogmatyczne, nie do zrozumienia, ograniczonym przecież, ludzkim umysłem. Co wcale nie znaczy, że są one anty-logiczne lub przeczące ludzkiemu rozumowi. Nie są one przyrodnicze, nie mieszczą się w ramach natury i praw fizyki, ale przecież sam Bóg nie należy do natury i nie jest do pojęcia dla naszego rozumu. Czyż Bóg Stworzyciel nie mógł, więc wybrać takiej drogi, takiego, ponadnaturalnego sposobu: "Oto Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego Cię osłoni", aby być Emmanuelem, czyli Bogiem z nami.

W niezwykły i niezrozumiały sposób Bóg stworzył wszechświat. W niezwykły -i dla człowieka nie do pojęcia- sposób Bóg zechciał ten świat odnowić. I dlatego moment Zwiastowania pozostanie na zawsze momentem inicjującym Nowe Stworzenie. W kolędzie „Gaudete, Christus est natus” skomponowanej w XVI wieku znajdują się takie słowa: „Deus homo factus est. Natura mirante,” (Bóg stał się człowiekiem, Natura stanęła w osłupieniu). Odnoszą się one właśnie do tegoż –dzisiaj wspominanego- momentu, kiedy Bóg –będący całkowicie poza naturą- staje się materią, sam staje się naturą, staje się dosłownie embrionem w łonie Niepokalanej Dziewicy. I to jest początek naszego odkupienia, to jest początek Nowego Stworzenia, „nowego nieba i nowej ziemi.” (2 P 3,13)

A Słowo stało się ciałem

Scena przedstawiona w dzisiejszej Ewangelii wydaje nam się niemal mitologiczna. Jest tak niesamowicie bajeczna, że aż -dla niektórych- niemożliwa. A jednak jest to początek, od którego zaczyna się zbawcze dzieło Boga. Bóg wybrał właśnie taki, niezwykły i cudowny sposób wejścia w historię ludzką. Wybrał Maryję Dziewicę, z Której się narodził Jezus Chrystus Zbawiciel Świata.

I to są prawdy dogmatyczne, nie do zrozumienia, ograniczonym przecież, ludzkim umysłem. Co wcale nie znaczy, że są one anty-logiczne lub przeczące ludzkiemu rozumowi. Nie są one przyrodnicze, nie mieszczą się w ramach natury i praw fizyki, ale przecież sam Bóg nie należy do natury i nie jest do pojęcia dla naszego rozumu. Czyż nie mógł więc wybrać takiego, ponadnaturalnego sposobu: "Oto Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego Cię osłoni."

Maryja też tego nie rozumie i wcale nawet nie udaje, że zrozumiała odpowiedź anioła Gabriela. Zobaczmy jednak, jaka jest Jej postawa wobec niemożliwej do zrozumienia, Boskiej propozycji? Jej jedyną odpowiedzią są słowa: "Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według tego co Bóg przewidział."

Czy my czasami, w naszym życiu nie potykamy się o podobny problem? Nie rozumiemy dróg Bożych, nie możemy ich sobie wytłumaczyć i wtedy ... najczęściej się buntujemy, odchodzimy, rezygnujemy z takiego Boga, Którego nie sposób zrozumieć, bo za wiele od nas oczekuje, bo Jego wymagania są za trudne, nieraz nawet niemożliwe, lub alogiczne. Chcielibyśmy zrozumieć Boga. A kiedy się to nie udaje, to raczej pozostajemy przy naszej, ludzkiej i ograniczonej logice. A gdyby tak raz spróbować i zaryzykować odpowiadając Bogu: "Mimo, że Cię nie rozumiem, mimo, że nic z tego co się wokół mnie dzieje nie pojmuję, to jednak mówię, oto ja, niech mi się stanie według tego co Bóg przewidział."

A gdyby tak raz spróbować... naprawdę zaufać i otworzyć drzwi Chrystusowi? Tylko, że do tego trzeba czegoś więcej niż rozumu, trzeba wiary, zaufania Bogu, Który jest Bogiem Wszechmogącym, a nie bożkiem, wytworem naszych szarych komórek.


Homilia alternatywna

Uroczystość Zwiastowania Pańskiego 25 marca 2026

Bóg, który puka do drzwi (i nie chce wejść z futryną)

  1. Skandal zwyczajności

Zazwyczaj wyobrażamy sobie tę scenę w blasku złotych farb, jak na obrazach Fra Angelico. Tymczasem w Nazarecie nie było złota. Był kurz, zapach pieczonego chleba i codzienna rutyna młodej dziewczyny, która miała już ułożony plan na życie: ślub z Józefem, dzieci, starość w tej samej wiosce.

I nagle w tę uporządkowaną rzeczywistość wchodzi Bóg. Ale nie wchodzi jak grom z jasnego nieba, niszcząc wszystko po drodze. Wchodzi jako propozycja. Zwiastowanie to najbardziej demokratyczny moment w historii wszechświata: Stwórca prosi stworzenie o pozwolenie. Bóg czeka na „tak” nastolatki z zapomnianej prowincji, by móc uratować świat. To niemal absurdalne zaufanie Nieba do człowieka.

  1. Święty niepokój

Ewangelista Łukasz notuje, że Maryja „zmieszała się”. Inne tłumaczenia mówią, że była „dogłębnie zatrwożona”. Nie bójmy się tego – Maryja poczuła lęk. Zwiastowanie to nie była sielanka; to był moment, w którym jej bezpieczny świat rozpadł się na kawałki.

Bóg rzadko przychodzi, by potwierdzić nasze status quo. Częściej przychodzi, by nas „rozregulować”. Jeśli czujesz w życiu niepokój, jeśli masz poczucie, że Twoje plany biorą w łeb, a Ty stoisz przed nieznanym – być może to właśnie jest Twoje „zwiastowanie”. Bóg nie objawia się w komforcie, ale w szczelinach naszego rozbitego planu na życie.

  1. Logika pytania: „Jakże się to stanie?”

Najpiękniejszym momentem tej sceny jest pytanie Maryi. Ona nie wyłącza rozumu. Jej „fiat” nie jest ślepym posłuszeństwem kogoś, kto nie ma nic do powiedzenia. To jest dialog.

To lekcja dla nas: wiara nie polega na tym, by przestać pytać. Wiara to odwaga, by zadawać Bogu pytania, nawet te najtrudniejsze, i czekać na odpowiedź. Maryja uczy nas, że dojrzała duchowość to nie potakiwanie, ale szukanie zrozumienia. Bóg nie chce Twojej bezmyślności; chce Twojej świadomej zgody.

  1. Słowo, które chce stać się Ciałem… w Tobie

Uroczystość Zwiastowania to nie tylko wspomnienie historycznego wydarzenia sprzed 2 000 lat. To metafora każdego chrześcijańskiego życia.

  • Słowo to Boża myśl, natchnienie, dobro, które czujesz, że powinieneś zrobić.
  • Ciało to konkret: Twoje ręce, Twój czas, Twoje pieniądze, Twój uśmiech.

Zwiastowanie trwa nadal. Bóg wciąż szuka „mieszkania” w ludzkiej codzienności. Szuka kogoś, kto powie: „Dobrze, nie rozumiem wszystkiego, boję się konsekwencji, ale skoro Ty tego chcesz – zaryzykujmy”.

Zakończenie:

Nie czekaj na anioła ze skrzydłami. Twoim „aniołem” może być dzisiaj natrętna myśl o kimś, kogo dawno nie odwiedziłeś, albo trudna sytuacja, która wymaga od Ciebie wyjścia poza strefę komfortu. Zwiastowanie to moment, w którym Bóg pyta: „Czy pożyczysz mi swoje życie, bym mógł przez nie kochać świat?”.

Co mu dzisiaj odpowiesz? Czy zostaniesz przy swoim bezpiecznym planie, czy dasz się zaprosić do przygody, która przekracza Twoją wyobraźnię?

piątek, 20 marca 2026

V Niedziela Wielkiego Postu – A

  

Ez 37:12-14

Dlatego prorokuj i mów do nich: Tak mówi Pan Bóg: Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela, i poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam - wyrocznia Pana Boga.

Rz 8:8-11

A ci, którzy żyją według ciała, Bogu podobać się nie mogą. Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. Jeżeli natomiast Chrystus w was mieszka, ciało wprawdzie podlega śmierci ze względu na [skutki] grzechu duch jednak posiada życie na skutek usprawiedliwienia. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha.

J 11:1-45

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz. Jezus usłyszawszy to rzekł: Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą.

A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Mimo jednak że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: Chodźmy znów do Judei. Rzekli do Niego uczniowie: Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?

Jezus im odpowiedział: Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła. To powiedział, a następnie rzekł do nich: Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić. Uczniowie rzekli do Niego: Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego. Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć.

Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już do czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów i wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu.

Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga.

Rzekł do niej Jezus: Brat twój zmartwychwstanie.

Rzekła Marta do Niego: Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym.

Rzekł do niej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?

Odpowiedziała Mu: Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat.

Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: Nauczyciel jest i woła cię. Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać.

A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł.

Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: Gdzieście go położyli?

Odpowiedzieli Mu: Panie, chodź i zobacz. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: Oto jak go miłował!

Niektórzy z nich powiedzieli: Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?

A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: Usuńcie kamień. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie. Jezus rzekł do niej: Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? Usunięto więc kamień.

Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał.

To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!

I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.


Homilia I

Łazarzu, wyjdź z grobu

Czasami zastanawiam się czy i ja nie jestem jak Łazarz, od wielu dni, a może miesięcy czy nawet lat będący już w grobie, cuchnący i martwy? Czy nie przywaliłem swego grobu wielkim kamieniem obojętności i ironii, drwiny i cwaniactwa? A może do mnie odnoszą się też słowa Jezusa: "Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, bo widzi światło ... Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, bo brak mu światła." A ja, czy chodzę za dnia, czy raczej wolę noc i ciemność? "Łazarzu, wyjdź z grobu!" - człowieku obudź się! Chodź w światłości dnia, a nie potkniesz się! Nie kombinuj i nie oszukuj samego siebie, bo może ci się tylko wydaje,  że jesteś żyjący i że dobrze się masz, a w rzeczywistości jesteś już trupem błąkającym się po bezdrożach i manowcach świata zmarłych. Może samego siebie i innych próbujesz tylko łudzić i mamić pozorami i maskami życia i dobrobytu, a w rzeczywistości jesteś tylko marionetką pociąganą za sznureczki swoich przyzwyczajeń, nałogów, grzechów i drobnych układzików?

"Łazarzu, do ciebie mówię wyjdź z grobu i ożyj !!!!!" Przejrzyj na oczy i zobacz światło dnia, nie daj się mamić ułudom bogactwa, doczesnych uciech i przemijających sukcesów. To wszystko jest tylko złudzeniem, które prędzej czy później mija i pryska, jak bańka mydlana. Wydaje ci się, że żyjesz, wydaje ci się, że powodzi ci się dobrze i że możesz być z siebie zadowolony. Ale czy na pewno żyjesz? A może jednak jesteś w grobie i trzeba abyś usłyszał głos Chrystusa wołającego z mocą: "Łazarzu ! wyjdź z grobu !"

Panie Jezu Chryste , Ty jesteś Panem życia i śmierci.

Nie pozwól mi abym był żywym trupem, ....


Homilia alternatywna

oto otwieram wasze groby ...

Proroctwo Ezechiela spełnia się w sposób dosłowny w dzisiejszej Ewangelii, kiedy Jezus każe wyjść z grobu Łazarzowi. Ale jest to nadal tylko zapowiedź tego, co ma się dokonać przy końcu czasów, kiedy wszystkie groby zostaną otwarte i Chrystus „przywróci do życia nasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w nas Ducha” (Rz 8:11). Wizja proroka Ezechiela spełnia się ostatecznie w Apokaliptycznej wizji nowego Jeruzalem (Ap 7:4-10; 14:1-5; 20:12-15), gdzie niezliczone tłumy tych, którzy powstali z martwych i których groby zostały otwarte oddają hołd Bogu w liturgii Nowej Jerozolimy.

Ciało, które prowadzi do śmierci (Rz 7:24) i duch, który ożywia (J 6:63) to dwa bieguny, pomiędzy którymi rozpięty jest sens dzisiejszych czytań. Jest to zarazem przesłanie całego Wielkiego Postu, w czasie którego mamy dostrzec tę właśnie głęboką prawdę, że -jak mówi św. Paweł (Rz 8:5-6)- ci, „którzy żyją według ciała dążą do tego co chce ciało, a ciało prowadzi do śmierci”, dążność zaś Ducha prowadzi do życia i pokoju. A Chrystus, który jest Panem życia i śmierci ma moc przywrócić nam utracone przez grzech życie wieczne o ile tylko pozwolimy działać w nas Duchowi i uwierzymy Chrystusowi, że On jest Zwycięzcą śmierci. I to właśnie zapowiada Jezus w Ewangelii zwracając się do Marty przy grobie jej brata.

To napięcie między ciałem i jego pragnieniami, a duchem pojawia się zresztą dosyć często na kartach Pisma Świętego (Pwt 11:26; Mt 26:41; Gal 5:17), a w sposób bardzo dramatyczny pisze o tym św. Paweł, wołając z bólem: „Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku śmierci?” i udziela jednocześnie odpowiedzi: „Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego”(Rz 7:24). Bo to Jezus Chrystus jest zmartwychwstaniem i życiem (J 14:6), wyzwalającym od śmierci.

Warto więc być może zadać sobie pytanie: „A ja żyję według ciała, które prowadzi do śmierci, czy według ducha, który ożywia?


Homilia alternatywna II

oto otwieram wasze groby – 2 ...

Tak mówi Pan Bóg: Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów.

Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała.

„…, jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą

Proroctwo Ezechiela spełnia się w sposób dosłowny w dzisiejszej Ewangelii, kiedy Jezus każe wyjść z grobu Łazarzowi. Ale jest to nadal tylko zapowiedź tego, co ma się dokonać przy końcu czasów, kiedy wszystkie groby zostaną otwarte i Chrystus „przywróci do życia nasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w nas Ducha” (Rz 8:11). Wizja proroka Ezechiela spełnia się ostatecznie w Apokaliptycznej wizji nowego Jeruzalem, (Ap 7:4-10; 14:1-5; 20:12-15), gdzie niezliczone tłumy tych, którzy powstali z martwych i których groby zostały otwarte oddają hołd Bogu w liturgii Nowej Jerozolimy.

Wszyscy boimy się śmierci. Doświadczamy tego lęku przed śmiercią bardzo bezpośrednio właśnie teraz w czasie epidemii …A przecież jest ona czymś naturalnym i nikt z żyjących nie może się przed nią wykupić. Jak bardzo dramatycznie ujął to Papież Franciszek w piątkowej wieczornej modlitwie:

"Myśleliśmy, że zawsze będziemy zdrowi w chorym świecie. To nie jest czas Twojego sądu, ale naszego wyboru tego, co się liczy".

A co my wybieramy w naszym życiu codziennym? Bóg chce nam przypomnieć, co naprawdę się liczy i dlatego tak bardzo boleśnie wszystko nam „UPROŚCIŁ”.

On chce nam pokazać, właśnie to co pokazują dzisiejsze czytania:

My ciągle żyjemy pomiędzy dwoma rzeczywistościami ciała i ducha:

-           Ciało, które prowadzi do śmierci (Rz 7:24) i duch, który ożywia (J 6:63) to dwa bieguny, pomiędzy którymi, rozpięty jest sens dzisiejszych czytań. Jest to zarazem przesłanie całego Wielkiego Postu, w czasie którego mamy dostrzec tę właśnie głęboką prawdę, że -jak mówi św. Paweł (Rz 8:5-6)- ci, „którzy żyją według ciała dążą do tego co chce ciało, a ciało prowadzi do śmierci”, dążność zaś Ducha prowadzi do życia i pokoju. A Chrystus, który jest Panem życia i śmierci ma moc przywrócić nam utracone przez grzech życie wieczne o ile tylko pozwolimy działać w nas Duchowi i uwierzymy Chrystusowi, że On jest Zwycięzcą śmierci.

Warto więc być może zadać sobie pytanie: „A ja czy żyję według ciała, które prowadzi do śmierci, czy według ducha, który ożywia?


Homilia alternatywna III

 „Od grobu do życia – Bóg, który wychodzi naprzeciw naszej śmierci”

  1. Wstęp: Świat zamkniętych grobów
    Drodzy Bracia i Siostry. Piąta Niedziela Wielkiego Postu zawsze przybliża nas do tajemnicy przejścia. Słyszymy dziś trzy teksty, które mówią o tym, co w ludzkim doświadczeniu najbardziej bolesne: o śmierci, rozkładzie i niemocy. Ezechiel opisuje wyschłe kości w dolinie śmierci, Paweł mówi o ciele podlegającemu śmierci z powodu grzechu, a Ewangelia ukazuje Łazarza w grobie, który już cuchnie. To nie są tylko opowieści sprzed wieków. To obraz naszych grzechów, naszych nałogów, naszych zranionych relacji, które – jeśli pozostawione same sobie – prowadzą do duchowego rozkładu. Często czujemy się jak w tym grobie: związani, uwięzieni, pozostawieni sami sobie.
  2. Bóg nie zostaje w bezpiecznej odległości
    Pierwsze czytanie z Księgi Ezechiela (37,12-14) jest obietnicą daną Izraelowi na wygnaniu. Ludzie czuli się pogrzebani w obcej ziemi, bez nadziei. I Bóg mówi przez proroka: „Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów”.Zwróćmy uwagę na to, kto działa: to Bóg wychodzi na cmentarzysko. On nie czeka, aż wyjdziemy o własnych siłach, bo to niemożliwe. W Ewangelii (J 11,1-45) widzimy kontynuację tej logiki. Jezus nie boi się podejść do grobu. Co więcej – pozwala, by sprawy zaszły daleko. Łazarz leży w grobie cztery dni. Według ówczesnych wierzeń żydowskich, dusza opuszczała ciało dopiero po trzech dniach; czwarty dzień to już stan absolutnego, biologicznego rozkładu. Dlaczego Jezus zwleka? Aby pokazać, że Jego moc nie ogranicza się do sytuacji, gdy jest jeszcze „cień nadziei”. On przychodzi tam, gdzie wszystko wydaje się stracone. To dla nas ogromna pociecha: Bóg nie boi się naszych zgnilizn, naszych czterech dni, naszych spraw, które uważamy za nieodwracalne.
  3. Duch, który ożywia
    Św. Paweł w Liście do Rzymian (8,8-11) wyjaśnia nam jakBóg tego dokonuje. Nie chodzi tylko o cud fizycznego wskrzeszenia, ale o głęboką przemianę: „Jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała”.Kluczem jest Duch Święty. Ezechiel zapowiadał: „Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli”. Jezus przy grobie Łazarza modli się: „Ojcze, dziękuję Ci, żeś Mnie wysłuchał”. To moment, w którym życie wchodzi w śmierć. Łazarz wychodzi, ale wciąż ma związane ręce i nogi. To ważny szczegół: nowe życie wymaga wspólnoty. Jezus mówi: „Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić”. Bóg daje życie, ale Kościół, wspólnota braci i sióstr, ma pomóc uwolnić się z więzów, które jeszcze krępują.
  4. Ku chwale Bożej
    Jezus na początku mówi: „Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej”. To trudne słowo dla nas, którzy cierpimy. Ono nie oznacza, że Bóg cieszy się z cierpienia. Oznacza, że nawet w sytuacji, która wydaje się ostateczną klęską (śmierć), Bóg ma ostatnie słowo – i jest nim życie. Łazarz musiał umrzeć, by zmartwychwstanie Jezusa było nie tylko pojedynczym cudem, ale zapowiedzią powszechnego zmartwychwstania. My, stojąc u progu Wielkiego Tygodnia, jesteśmy zaproszeni, by uwierzyć, że nasze codzienne „groby” – smutki, zawody, grzechy, które uważamy za nie do naprawienia – są dla Boga miejscem objawienia Jego chwały.
  5. Zakończenie: Wiara pośród cuchnięcia
    Marta wypowiada jedno z najpiękniejszych wyznań wiary: „Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży”.Wyznaje to jednak w momencie, gdy rozum podpowiada jej, że jest za późno („Panie, już cuchnie”). Wiara nie polega na wierzeniu, że problem nie istnieje, ale na zaufaniu, że Bóg jest większy niż problem. W tę niedzielę Jezus mówi do nas: „Usuńcie kamień”. Kamień, który blokuje życie, to często nasza pycha, brak nadziei, przywiązanie do grzechu. My nie mamy mocą własną wskrzesić Łazarza – to sprawa Jezusa. Ale mamy odsunąć kamień. Mamy pozwolić, by Jego Słowo weszło do naszego wnętrza. On woła po imieniu: „Łazarzu, wyjdź!”. On woła również ciebie po imieniu. Nie bój się wyjść z tego, co cię uśmierca. Wielki Post prowadzi nas do Paschy, gdzie Ten, który zapłakał nad grobem przyjaciela, sam pokona śmierć raz na zawsze.

Homilia alternatywna IV

 „Ja jestem zmartwychwstaniem – wiara pośród opóźnionej nadziei”

  1. Wstęp: Dramat opóźnionej odpowiedzi
    Ewangelia o wskrzeszeniu Łazarza jest nie tylko opowieścią o cudzie, ale przede wszystkim katechezą o czasie Bożym. Siostry posyłają do Jezusa wiadomość: „Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz”. To jest modlitwa pełna ufności. Jednak Jezus „zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu”. Dla Marty i Marii to był czas rozpaczy. Ich brat umarł. W ich sercach mogło pojawić się pytanie: „Czy Jezus naprawdę nas kocha? Jeśli kocha, dlaczego nie przyszedł natychmiast?”. Ileż razy my doświadczamy tego samego. Prosimy Boga o coś pilnego, o uzdrowienie, o nawrócenie bliskiej osoby, a Bóg zdaje się milczeć. Zegar tyka, a Niebo milczy. Ta niedziela uczy nas, że milczenie Boga nie jest Jego obojętnością, ale przygotowaniem do czegoś większego, niż potrafimy sobie wyobrazić.
  2. Dwie postawy wiary: Marta i Maria
    W spotkaniu z Jezusem widzimy dwie postawy. Marta wychodzi naprzeciw. Jest dynamiczna, rozmawia, dyskutuje. Mówi: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. To wyrzut, ale wyrzut, który zawiera w sobie ogromną wiarę w moc Jezusa. Zaraz jednak dodaje: „Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko”. Marta wierzy, że Jezus może wszystko, ale jej wiara jest jeszcze ograniczona do teraźniejszości. Jezus wyprowadza ją dalej: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”. Nie mówi: „Ja damzmartwychwstanie”, ale „Ja jestem”. To kluczowe. Wiara nie polega na otrzymaniu rozwiązania problemu, ale na osobistym zjednoczeniu z Osobą Jezusa.
    Maria natomiast upada do nóg Jezusa, powtarzając te same słowa, ale w ciszy, w płaczu. Jezus nie wygłasza jej długiego kazania. On „zapłakał”. To najkrótszy, a zarazem najgłębszy werset Ewangelii: „Jezus zapłakał”. Bóg nie tylko udziela pocieszenia; On uczestniczy w naszym bólu. Łzy Jezusa to znak, że nie jest On dalekim chirurgiem, który operuje śmierć z dystansu. On wchodzi w naszą żałobę, w nasze „za późno”.
  3. Grzech i ciało a perspektywa Ducha
    Dlaczego Jezus zwleka? Św. Paweł w drugim czytaniu (Rz 8,8-11) wskazuje na fundamentalną przeszkodę: życie „według ciała”. Nie chodzi tu tylko o fizyczność, ale o sposób myślenia, który wyklucza Boga, który uznaje tylko to, co widzialne, co doraźne. Życie według ciała mówi: „cztery dni to za dużo, rozkład jest nieodwracalny, nie ma nadziei”. Życie według Ducha to zdolność widzenia, że nawet tam, gdzie biologicznie wszystko zamiera, Duch Boży może stworzyć coś nowego. Jezus opóźnia swoją wizytę, aby w uczniach (i w nas) umarła wiara oparta na sensacyjnych cudach na zawołanie, a narodziła się wiara paschalna – wiara, która ufa Bogu nawet wtedy, gdy śmierć wydaje się zwyciężać.
  4. Wezwanie do wyjścia
    Kiedy Jezus woła: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!”, jest to najbardziej radykalne wezwanie. Łazarz nie wychodzi jako duch, ale jako człowiek wciąż związany. To ważne dla nas podczas spowiedzi wielkopostnej. Sakrament pojednania jest jak ten głos: „Wyjdź z grobu grzechu!”. My wychodzimy, ale wciąż mamy na sobie „opaski” – przywiązania, które nas krępują. I tu Kościół otrzymuje misję: „Rozwiążcie go”. To zadanie wspólnoty: nie oceniać tych, którzy „cuchną” grzechem, ale pomóc im odzyskać wolność dzieci Bożych.
  5. Zakończenie: Wiara, która nie zawodzi
    Cud w Betanii jest ostatnim wielkim znakiem przed Męką Pańską. Ewangelista podkreśla, że „wielu… uwierzyło w Niego”. Jednak zaraz potem, w następnych wersetach (które dzisiejsza liturgia pomija), arcykapłani postanawiają zabić Jezusa. Paradoks: wskrzeszenie jednego człowieka prowadzi do skazania na śmierć Tego, który jest Życiem. To pokazuje, że świat często woli grób z cuchnącym Łazarzem, który można kontrolować, niż Życie, które wymaga nawrócenia. Stojąc przed tajemnicą krzyża, usłyszmy dzisiaj to słowo: „Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?”. Modlitwa nie zawsze przesuwa góry w naszym czasie. Czasem Bóg pozwala, by góra śmierci przytłoczyła nasze plany, by potem pokazać, że On jest Panem nie tylko tego, co żyje, ale i tego, co umarło. Niech ta Ewangelia umocni w nas nadzieję, która nie zawodzi, bo opiera się nie na naszych oczekiwaniach, ale na Osobie Tego, który jest Zmartwychwstaniem. Amen.

piątek, 13 marca 2026

IV Niedziela Wielkiego Postu - A

 1 Sm 16:1B.6-7.10-13a

Rzekł Pan do Samuela: Napełnij oliwą twój róg i idź: Posyłam cię do Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem sobie króla. Kiedy przybyli, spostrzegł Eliaba i mówił: Z pewnością przed Panem jest jego pomazaniec. Pan jednak rzekł do Samuela: Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi , bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce. I Jesse przedstawił Samuelowi siedmiu swoich synów, lecz Samuel oświadczył Jessemu: Nie ich wybrał Pan. Samuel więc zapytał Jessego: Czy to już wszyscy młodzieńcy? Odrzekł: Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce. Samuel powiedział do Jessego: Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie. Posłał więc i przyprowadzono go: był on rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd. - Pan rzekł: Wstań i namaść go, to ten. Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Począwszy od tego dnia duch Pański opanował Dawida.

Ef 5:8-14

Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości! Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie, co jest miłe Panu. I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie [tamtych]! O tym bowiem, co u nich się dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. Natomiast wszystkie te rzeczy piętnowane stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem. Dlatego się mówi: Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus.

J 9:1-41

Jezus przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia.

Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym - on czy jego rodzice? Jezus odpowiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale /stało się tak/, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata. To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: Idź, obmyj się w sadzawce Siloe - co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze? Jedni twierdzili: Tak, to jest ten, a inni przeczyli: Nie, jest tylko do tamtego podobny. On zaś mówił: To ja jestem. Mówili więc do niego: Jakżeż oczy ci się otwarły? On odpowiedział: Człowiek zwany Jezusem uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: Idź do sadzawki Siloe i obmyj się. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem. Rzekli do niego: Gdzież On jest? On odrzekł: Nie wiem.

Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę. Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu. Inni powiedzieli: Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki? I powstało wśród nich rozdwojenie. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: A ty, co o Nim myślisz w związku z tym, że ci otworzył oczy? Odpowiedział: To prorok. Jednakże Żydzi nie wierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, tak że aż przywołali rodziców tego, który przejrzał, i wypytywali się ich w słowach: Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomym urodził? W jaki to sposób teraz widzi? Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomym. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi, nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, niech mówi za siebie. Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: Ma swoje lata, jego samego zapytajcie!

Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: Daj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem. Na to odpowiedział: Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę. Rzekli więc do niego: Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy? Odpowiedział im: Już wam powiedziałem, a wyście mnie nie wysłuchali. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami? Wówczas go zelżyli i rzekli: Bądź ty sobie Jego uczniem, my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś nie wiemy, skąd pochodzi.

Na to odpowiedział im ów człowiek: W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast Bóg wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić. Na to dali mu taką odpowiedź: Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać? I precz go wyrzucili.

Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? On odpowiedział: A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył? Rzekł do niego Jezus: Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie. On zaś odpowiedział: Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon. Jezus rzekł: Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci , którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi. Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli i rzekli do Niego: Czyż i my jesteśmy niewidomi? Jezus powiedział do nich: Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: "Widzimy", grzech wasz trwa nadal.


Homilia

Czy ty wierzysz w Syna Bożego?

Pytanie Jezusa skierowane do uzdrowionego niewidomego: "Czy wierzysz w Syna Bożego?" jest nieustannie aktualne. To pytanie jest stale kierowane do mnie, do Ciebie, do tych wśród których żyjesz, do każdego z nas. I każdy z nas powinien je sobie ustawicznie zadawać: "Czy ja wierzę naprawdę w Syna Bożego?" Od odpowiedzi na to pytanie zależy przecież całe moje życie, wszystko co robię i czego robić nie powinienem. Co więcej od odpowiedzi na to pytanie zależy nie tylko moja doczesna przyszłość, ale także cała moja wieczność!

Oczywiście odpowiedź nie jest ani prosta, ani łatwa. Uzdrowiony niewidomy -w dzisiejszej Ewangelii- zadał pytanie, "A któż to jest, abym w Niego uwierzył?" Ja wiem, kim On jest, znam Go, bo jestem katolikiem, bo mi o Nim powiedziano. I dlatego powinienem zadać sobie być może inne pytanie: "A co to znaczy wierzyć w Niego? Jakie są tego konsekwencje?" A może: "Co robić, aby wiara moja nie była tylko pustą, słowną deklaracją bez pokrycia? Wielu się do Niego (dla różnych zresztą celów i powodów) przyznaje, wielu deklaruje wiarę w Niego, ale niewielu chce zgodnie z tymi słownymi deklaracjami postępować. Czy aby nie jestem jednym z nich? Czy aby wiara moja nie ogranicza się tylko do słownych deklaracji, które ostatecznie tak niewiele kosztują i które zawsze można -w razie potrzeby- zmienić, boć przecież "tylko krowa nie zmienia swoich poglądów". I czy to będzie biskup, ksiądz, czy zakonnik, żona, matka, czy ojciec, dyrektor, czy księgowy, student czy palacz centralnego ogrzewania ... każdy musi sobie na te właśnie pytania uczciwie i konkretnie odpowiedzieć.

Chrystus nie pyta: "Czy wierzysz w księdza, proboszcza, katechetkę, ale czy wierzysz we Mnie? Czy wierzysz mi, bez względu na to, co inni robią i jak się zachowują? Zdanie i zarzut: "Przestałem wierzyć w Boga, bo taki lub inny ksiądz mnie zraził" jest tylko wymówką, jest tylko szukaniem kozła ofiarnego.

Chrystus stale mnie osobiście indaguje; "Czy wierzysz we mnie?" A przy zmartwychwstaniu zada jeszcze jedno pytanie: "Co z tą wiarą zrobiłeś?" Co Mu wtedy odpowiem?

I jeszcze jedno. Porażająca jest ślepota współczesnego świata, który nie chce widzieć w Chrystusie Boga i Zbawiciela. Jesteśmy jak faryzeusze w naszym powtarzaniu: „A kto śmie nas pouczać, nas oświeconych!!” Porażająca i przerażająca jest ślepota współczesnego człowieka.


Homilia alternatywna I

Światłość świata

Dziwna ślepota, która ogarnia ludzi, jest chorobą nie oczu, ale duszy.  Człowiek dostrzega wtedy to, co chce widzieć i tak, jak chce widzieć. Taka  choroba zniekształca rzeczywistość i powoduje, że  zaślepiony człowiek żyje  w świecie ułudy i mirażów, a nie w świecie realnym. Skutki tego typu schorzenie są dwojakie- nie tylko nie zauważamy żyjącego obok nas bliźniego, ale i sam Bóg znika z naszego pola widzenia.. Co więcej, ta fragmentaryczna percepcja jest niejednokrotnie tylko projekcją naszych pragnień i oczekiwań, a nie  kontaktem z realnymi obiektami rzeczywistości. I dlatego Chrystus proponuje nam uzdrowienie, przywrócenie wzroku, abyśmy mogli ujrzeć świat taki, jakim Bóg go stworzył i jakim Bóg go widzi (1Sm 16:7). Nasz bowiem ogląd nie jest ani prawdziwy, ani dogłębny, a pozory przecież mylą. To, co my sami bierzemy za trwałe i ważne, okazuje się ulotne i drugorzędne. Bóg bowiem inaczej patrzy i widzi inaczej. Wybiera to, co słabe i to, co wzgardzone przez człowieka, aby nikt wobec Boga się nie chełpił (1 Kor 1:25-29). Ta boża optyka, to postrzeganie świata rozjaśnionego  bożym blaskiem wydają się nam czasami nie do przyjęcia, a przecież światłość, którą Chrystus przynosi na świat, jest światłością prawdziwą, która oświeca każdego człowieka (J 1:9), jeśli tylko człowiek nie chce uparcie trwać w ciemności (J 8:12; 12:35)

Może dzisiaj, w czasach współczesnych, rozświetlonych tak wieloma pozornymi światłami i świecidełkami, trzeba nam przejrzeć i nie dać się uwieść i oślepić światłom rampy, które po przedstawieniu zgasną? Może nie powinniśmy zaopatrywać się w coraz bardziej finezyjne okulary i soczewki, ale wypatrywać światła nadprzyrodzonego, aby rozpoznać to, co w naszym życiu naprawdę ważne? (Ez 12:2)

Nie mów, że widzisz, skoro być może już dawno straciłeś z oczu to, co najważniejsze, skoro widzisz już tylko to co chcesz, a najczęściej jedynie koniec własnego nosa.


Homilia alternatywna II

„Pan patrzy na serce”

Dzisiejsza liturgia słowa prowadzi nas od ciemności do światła. To droga każdego z nas w tym wielkopostnym czasie. Bóg, który wybrał Dawida, pastuszka, na króla Izraela, uczy nas dzisiaj fundamentalnej prawdy: „człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce” (1 Sm 16,7).

Bóg nie kieruje się zewnętrznymi kryteriami. Dla Niego liczy się to, co kryje się w głębi naszej duszy. Dawid był najmłodszy, najmniejszy, wzgardzony przez swoich bliskich, a jednak to jego serce znalazło upodobanie w oczach Boga.

Ta prawda rozbłyskuje pełnym blaskiem w dzisiejszej Ewangelii o uzdrowieniu niewidomego od urodzenia. To opowiadanie jest nie tylko opisem cudu fizycznego, ale przede wszystkim ikoną naszego życia duchowego. Każdy z nas rodzi się ślepy na sprawy Boże. Potrzebujemy dotknięcia Chrystusa, który „uczynił błoto ze śliny” – użył materii tego świata, aby przywrócić wzrok. W tym geście widzimy symbol sakramentów: Bóg przez widzialne znaki udziela nam niewidzialnej łaski.

Niewidomy z Ewangelii przechodzi niezwykłą drogę. Najpierw spotyka Jezusa jako nieznajomego, potem nazywa Go prorokiem, by w końcu, po wyrzuceniu z synagogi, wyznać: „Wierzę, Panie!” i oddać Mu pokłon. Jego fizyczne uzdrowienie prowadzi go do wiary, do światła, które nigdy nie gaśnie. Jest człowiekiem, który pozwolił się poprowadzić.

Z drugiej strony stoją faryzeusze. Oni mają oczy, ale nie widzą. Ich wiedza o Prawie, ich religijność, stały się pancerzem, który nie przepuszcza światła. Są tak pewni, że znają Boga, że nie rozpoznają Go, gdy staje przed nimi twarzą w twarz. Jezus mówi im z bolesną precyzją: „Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: +Widzimy+, grzech wasz trwa nadal” (J 9,41).

Największą ślepotą jest więc przekonanie, że się widzi. Największą chorobą jest myśleć, że jest się zdrowym. Faryzeusze odrzucili światło, bo zamknęli się w swoim świecie.

Święty Paweł w Liście do Efezjan woła do nas: „Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości!” (Ef 5,8). To jest nasze powołanie: nie tylko wyjść z ciemności, ale samemu stać się światłem dla innych.

Warto sobie zadać pytanie: w czym dzisiaj jesteśmy podobni do faryzeuszy? W czym nasze przyzwyczajenia, nasze wyobrażenia o Bogu, nasze osądzanie innych, przesłaniają nam prawdziwe oblicze Chrystusa? Czy potrafimy, jak uzdrowiony niewidomy, dać świadectwo o tym, co Bóg w naszym życiu uczynił, nawet za cenę odrzucenia? Czy potrafimy jak Dawid, pozwolić się wybrać Bogu – nie mimo naszej słabości, ale właśnie w niej?

Pan dziś przechodzi obok nas, patrzy na nasze serce. On widzi nasze rany, nasze ślepe plamy, nasze lęki. I mówi do każdego z nas: „Idź, obmyj się w sadzawce Siloe” – to znaczy: idź do Tego, który jest Posłanym. Idź do Chrystusa w sakramencie pokuty, w Eucharystii, w modlitwie. Daj się dotknąć Jego miłosierdziu.

Pozwólmy, by Chrystus, Światłość świata, wyprowadził nas z ciemności grzechu i obojętności. Otwórzmy nasze serca na Jego łaskę, abyśmy jak uzdrowiony niewidomy mogli zawołać z głębi wiary: „Wierzę, Panie!” – i oddając Mu pokłon, stawać się coraz bardziej dziećmi światłości.


Homilia alternatywna III

Homilia na IV Niedzielę Wielkiego Postu – Rok A
oparta na czytaniach mszalnych (1 Sm 16,1b.6-7.10-13a; Ef 5,8-14; J 9,1-41).

Temat: Przejrzeć, by uwierzyć. O ślepocie i świetle wiary.

Czwarta Niedziela Wielkiego Postu nosi w tradycji Kościoła radosną nazwę: Laetare – „Weselcie się”. W półmetku wielkopostnego trudu Kościół zachęca nas do radości, bo światło zbawienia jest już blisko. Ta radość wypływa dzisiaj w sposób szczególny z Ewangelii według św. Jana, która jest katechezą o świetle i ciemności, o ślepocie i przejrzeniu.

Stajemy dziś wobec jednego z najgłębszych pytań, jakie może usłyszeć człowiek: „Czy ty wierzysz w Syna Bożego?” (J 9,35). To pytanie, które Jezus zadaje uzdrowionemu niewidomemu, nie jest retoryczne. Nie jest też skierowane wyłącznie do tamtego człowieka sprzed dwóch tysięcy lat. Ono przenika nawę naszego kościoła, dociera do serca każdego z nas i domaga się odpowiedzi.

  1. Od uzdrowienia oczu do iluminacji serca

Przypomnijmy sobie historię z dziewiątego rozdziału Ewangelii św. Jana. Jezus spotyka człowieka niewidomego od urodzenia. Przywraca mu wzrok nie słowem czy dotykiem, ale poprzez namacalny znak: robi błoto ze śliny i ziemi, rozsmarowuje je na jego oczach i posyła go do sadzawki Siloe. Fizyczne uzdrowienie jest jednak dopiero początkiem drogi. Jest obrazem czegoś głębszego – przejścia z ciemności grzechu do światła łaski.

Uzdrowiony widzi światło słoneczne, ale nie zna jeszcze Tego, który jest Światłością Świata. Gdy faryzeusze wyrzucają go z synagogi za to, że dał świadectwo prawdzie, Jezus go poszukuje. I wtedy pada to kluczowe pytanie: „Czy wierzysz w Syna Bożego?” Odpowiedź byłego niewidomego jest wzorem wiary: „A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?” Jezus odpowiada prosto: „Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie”. On wtedy upada przed Nim na twarz i wyznaje: „Wierzę, Panie!” i oddał Mu pokłon.

Widzimy tu niezwykłą dynamikę wiary. To nie jest tylko intelektualna zgoda na istnienie Boga. To jest osobiste spotkanie, które prowadzi do adoracji. Ten człowiek przeszedł długą drogę: od bycia przedmiotem cudu, przez konfrontację z faryzeuszami, aż do pełnego wyznania wiary wobec samego Chrystusa.

  1. Deklaracja a życie – dramat naszych czasów

Bracia i Siostry, my często zatrzymujemy się na pierwszym etapie. Jesteśmy ochrzczeni, należymy do Kościoła, wiemy o Jezusie z katechezy. I dlatego – jak podpowiada tekst, który usłyszeliśmy – powinniśmy zadać sobie być może inne pytanie: „A co to znaczy wierzyć w Niego? Jakie są tego konsekwencje?” „Wielu się do Niego (dla różnych zresztą celów i powodów) przyznaje, wielu deklaruje wiarę w Niego, ale niewielu chce zgodnie z tymi słownymi deklaracjami postępować”.

To jest kluczowy rachunek sumienia dla nas, ludzi XXI wieku. Żyjemy w czasach inflacji słów. W sieci, w mediach, w rozmowach – deklarujemy wiele. Łatwo powiedzieć: „Wierzę w Boga”. Ale to zdanie jest często puste, bo brakuje mu pokrycia w postaci konkretnych wyborów. Święty Jakub w swoim liście pyta: „Wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie” (Jk 2,17).

Wiara w Syna Bożego to nie jest dodanie jednej opcji do światopoglądu. To jest fundamentalna zmiana sposobu patrzenia na rzeczywistość. Uzdrowiony niewidomy najpierw zaczął widzieć fizycznie, ale prawdziwym cudem było to, że zaczął widzieć duchowo – rozpoznał w Jezusie Pana. My, niestety, często jesteśmy odwrotnością tego człowieka. Mamy zdrowe oczy, widzimy świat, ale jesteśmy duchowo ślepi. Nie dostrzegamy Boga w codzienności, w bliźnim, w Eucharystii.

III. Nie szukajmy wymówek

Często słyszy się argument: „Przestałem wierzyć w Boga, bo taki lub inny ksiądz mnie zraził”. Albo: „Bo w Kościele tyle hipokryzji”. To – jak słusznie zauważono – jest tylko szukaniem kozła ofiarnego. To jest jak powiedzenie: „Przestałem wierzyć w słońce, bo są na nim plamy”.

Chrystus nie pyta: „Czy wierzysz w księdza, proboszcza, katechetkę?” On pyta bezpośrednio każdego z nas: „Czy wierzysz we Mnie? Czy wierzysz Mi, bez względu na to, co inni robią i jak się zachowują?” To jest relacja osobista. Wiara to nie jest produkt pochodny od świętości innych ludzi. To jest dar, który przyjmujemy bezpośrednio od Boga i za który sami ponosimy odpowiedzialność. Święty Paweł w dzisiejszym czytaniu mówi do Efezjan: „Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu” (Ef 5,8). To „teraz” dokonało się w nas przez chrzest, ale wymaga ciągłej aktualizacji w życiu.

  1. Przerażająca ślepota współczesnego świata

I na koniec spójrzmy na faryzeuszy. Oni mieli oczy zdrowe, znali Pisma, znali Prawo. A jednak byli ślepi. Zapytani przez Jezusa, czy widzą, odpowiedzieli z pychą: „My także jesteśmy ślepi?”. Usłyszeli wtedy surowy wyrok: „Gdybyście byli ślepi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: ‘Widzimy’, grzech wasz trwa nadal” (J 9,41).

To jest lustro dla naszego świata. Porażająca i przerażająca jest ślepota człowieka, który sądzi, że wszystko wie, że jest „oświecony”, że nie potrzebuje Boga ani Zbawiciela. Współczesny faryzeusz to ktoś, kto z wyższością mówi: „A kto śmie nas pouczać, nas oświeconych!” To postawa, która zamyka się na łaskę. Uzdrowiony niewidomy był pokorny – nie udawał, że wie, kim jest Jezus. Zapytał: „Któż to jest?”. I dzięki tej pokorze otrzymał pełnię objawienia.

Zakończenie – Co zrobiłeś z tą wiarą?

Na zakończenie naszej refleksji, niech w naszych sercach zabrzmią dwa pytania.

Pierwsze – to, które Jezus zadaje dziś mnie i tobie: „Czy ty wierzysz w Syna Bożego?” Odpowiedzmy Mu teraz, w ciszy serca, nie słowami wyuczonymi na pamięć, ale życiem, które za chwilę będziemy przeżywać przy wyjściu z kościoła.

A drugie pytanie – to, które usłyszymy na końcu naszej drogi, w dniu zmartwychwstania: „Co z tą wiarą zrobiłeś?” Czy pozwoliłeś, by stała się światłem dla innych? Czy dałeś się poprowadzić Chrystusowi, nawet za cenę odrzucenia przez świat, jak ten niewidomy? Czy twoje wyznanie wiary jest tylko deklaracją, którą łatwo zmienić, czy fundamentem, na którym budujesz całe swoje życie i swoją wieczność?

Prośmy dziś Pana, za wstawiennictwem Matki Bożej Światła, aby otworzył oczy naszego serca. Abyśmy jak niewidomy z Ewangelii mogli nie tylko zobaczyć Chrystusa, ale upaść przed Nim na twarz i powiedzieć z całą mocą: „Wierzę, Panie!” I to wyznanie niech przemienia nasze myślenie, mówienie i działanie.