piątek, 3 kwietnia 2026

Wielka Sobota - Wigilia Paschalna

 Ogień, woda, światło, śmierć i życie — nowe stworzenie

Czytania:

Wigilia Paschalna:

1 - Rdz 1,1-2,2
2 - Rdz 22,1-18
3 - Wj 14,15-15,1
4 - Iz 54,4a. 5-14
5 - Iz 55,1-11
6 - Ba 3,9-15.32-4,4
7 - Ez 36,16-17a.18-28


Msza:

1 - Rz 6,3-11
Ew - Mt 28, 1-10


Wigilia Paschalna

Ogień, woda, światło, śmierć i życie - nowe stworzenie

Liturgia dzisiejszej Wigilii Paschalnej obfitująca w przebogatą symbolikę prowadzi nas ostatecznie ku prawdzie o Zmartwychwstaniu i zwycięstwie życia nad śmiercią. Siedem czytań ze Starego Testamentu i dwa czytania z Nowego Testamentu to jakby historia ludzkości od momentu stworzenia do owego kulminacyjnego punktu, kiedy Bóg czyni Nowe Niebo i Nową Ziemię w Chrystusie. Po stworzeniu Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre. Niestety nie widział -i chyba do dzisiaj nie widzi- tego człowiek. Dlatego trzeba było całej historii ludzkości, aby to, co było dobre, zostało ostatecznie odrestaurowane, aby całemu stworzeniu została przywrócona pierwotna dobroć. Dokonał tego ostatecznie Chrystus przez swoją Mękę Śmierć i Zmartwychwstanie. Jest tylko jeszcze jeden, malutki szczegół: trzeba, abym ja sam w to nowe stworzenie się przyoblekł. Trzeba, abym dojrzał i rozpoznał, zaakceptował i uznał wszystkie wysiłki Boga. Inaczej -dla mnie- cały ten trud nowego stworzenia będzie bezużyteczny.

"Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie." Niewielki krok, który został do zrobienia, należy już tylko do mnie. Wszystko inne uczynił Bóg. Czy jestem w stanie zrobić ten jeden, jedyny, malutki krok w kierunku Boga?

Wielka Sobota, to trzeci dzień świętego Triduum Paschalnego, który poprzez nocne czuwanie i Wigilię Paschalną przechodzi w radosną Niedzielę Zmartwychwstania. Wczujmy się na chwilę w jej klimat i nastrój.

Najpierw w tym dniu mamy radosną i podniosłą ciszę jakby w oczekiwaniu czegoś niezwykłego, czegoś nadzwyczajnego. Później, wieczorem, a raczej w nocy uczestniczymy w uroczystej celebracji Wigilii Paschalnej, która poprzez znaki i symbole ognia, wody i światła prowadzi nas ku głębokiej prawdzie o zwycięstwie dobra nad złem, o śmierci i zmartwychwstaniu, o stworzeniu na nowo tego, co Bóg dokonał u początków. Liturgia dzisiejszej Wigilii Paschalnej obfitująca w przebogatą symbolikę prowadzi nas ostatecznie ku prawdzie o Zmartwychwstaniu i zwycięstwie życia nad śmiercią. Poświęcenie ognia i Paschału, które otwierają liturgię Wigilii Paschalnej, przypominają nam o Chrystusie, „Który jest światłem na oświecenie Pogan”, Który przyszedł na świat, aby „oświecić każdego człowieka”.

Liturgia Słowa Wigilii Paschalnej z jej przepięknymi ośmioma czytaniami przeplatanymi śpiewem psalmów otwiera przed nami skarbiec Pisma Świętego. Jest to czas głębokiej i podniosłej medytacji i refleksji zaczynającej się rozważaniem początków świata, początków ludzkości, upadku człowieka, pierwszego przymierza z Abrahamem, drugiego przymierza z Mojżeszem i wyjścia Izraelitów z Egiptu. Ta refleksja prowadzi nas poprzez mesjańskie zapowiedzi proroka Izajasza, Barucha i Ezechiela do listu św. Pawła do Rzymian, w którym autor z całą mocą porównuje Sakrament Chrztu do Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa.

Siedem czytań ze Starego Testamentu i dwa czytania z Nowego Testamentu to jakby historia ludzkości od momentu stworzenia do owego kulminacyjnego punktu, kiedy Bóg czyni Nowe Niebo i Nową Ziemię w Chrystusie. Po stworzeniu Bóg widział, że wszystko, co uczynił było bardzo dobre. Niestety nie widział -i chyba do dzisiaj nie widzi- tego człowiek.

A w końcu Ewangelia obwieszcza nam radosną nowinę o Zmartwychwstaniu Pana. Te rozważania prowadzące nas poprzez wieki mają na celu ukazać właśnie fakt, że oto Jezus poprzez swoją Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie dokonuje nowego stworzenia. Aby jednak w tym Nowym Stworzeniu uczestniczyć, trzeba nam się w to nowe stworzenie przyoblec.

Dlatego trzeba było całej historii ludzkości, aby to, co było dobre, zostało ostatecznie odrestaurowane, aby całemu stworzeniu została przywrócona pierwotna dobroć. Dokonał tego Chrystus właśnie przez swoją Mękę Śmierć i Zmartwychwstanie. Jest tylko jeszcze jeden, malutki szczegół: trzeba, abym ja sam w to nowe stworzenie się przyoblekł. Trzeba, abym dojrzał i rozpoznał, zaakceptował i uznał wszystkie wysiłki Boga. Inaczej -dla mnie- cały ten trud nowego stworzenia będzie bezużyteczny. To przyobleczenie się w nowego człowieka dokonuje się w Sakramencie Chrztu, który dzisiaj, w Wielką Sobotę jest sprawowany w sposób szczególnie uroczysty.

Uczestnicząc w tej podniosłej i pięknej liturgii, odnawiając nasze przyrzeczenia chrzcielne nie zapominajmy o tym co mówi św. Paweł : "Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie." Niewielki krok, który został do zrobienia należy już tylko do mnie. Wszystko inne uczynił Bóg. Czy jestem w stanie zrobić ten jeden, jedyny, malutki krok w kierunku Boga?


Homilia alternatywna I

Zmartwychwstanie to nie metafora. To trzęsienie ziemi.

Zazwyczaj, kiedy idziemy na cmentarz, oczekujemy absolutnego spokoju. Cmentarz to miejsce, w którym czas się zatrzymuje, a ludzkie historie zostają ostatecznie zamknięte i przywalone kamieniem. Z taką właśnie logiką – logiką ostatecznego końca – Maria Magdalena i druga Maria szły o świcie w stronę grobu Jezusa. Szły dopełnić rytuału żałoby. Spodziewały się ciszy, zapachu mirry i wielkiego, ciężkiego głazu, który oddzielał ich przeszłość od teraźniejszości.

Ale Bóg nie jest Bogiem cmentarnym. I nie znosi naszej martwej, pełnej rezygnacji rutyny.

Święty Mateusz pisze dziś do nas: „A oto powstało wielkie trzęsienie ziemi”. Zmartwychwstanie to nie jest poetycka metafora, to nie jest tylko pocieszająca opowieść o tym, że dobro ostatecznie zwycięża zło, gdzieś tam w odległej wieczności. To jest kosmiczny wstrząs. Pęka ziemia, pęka dotychczasowa logika świata.

Zwróćcie uwagę na jeden fascynujący detal z tej Ewangelii: anioł zstępuje z nieba, odsuwa kamień i… siada na nim. To jest gest absolutnego Bożego triumfu, wręcz pewnej boskiej ironii. Śmierć myślała, że zapieczętowała ten grób na zawsze, że ma ostatnie słowo. A Bóg robi z pieczęci śmierci stołek dla swojego posłańca.

Zadajmy sobie jednak pytanie: po co anioł odsunął ten kamień? Czy po to, by Jezus mógł wyjść? Przecież uwielbione ciało Zmartwychwstałego nie potrzebowało otwartych drzwi, by opuścić grób. Ten kamień nie został odsunięty dla Jezusa. On został odsunięty dla kobiet. Został odsunięty dla nas. Byśmy mogli zajrzeć do środka i na własne oczy zobaczyć pustkę. Bóg rozwala dzisiaj z hukiem kamienie naszych lęków, naszych uzależnień, naszych nieuzdrowionych relacji i mówi: „Zajrzyj tam. Nie ma Go tu. Nie szukaj życia w miejscach, w których wszystko obumarło”.

I tutaj wkracza święty Paweł z drugim czytaniem – fragmentem z Listu do Rzymian, który jest chyba jednym z najbardziej radykalnych tekstów w całym Nowym Testamencie. Paweł mówi coś, co brzmi wręcz absurdalnie, jeśli weźmiemy to na poważnie: „Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć?”.

My tak potwornie boimy się śmierci. Tracimy zdrowie, pieniądze i czas, próbując ją oszukać, opóźnić, zapomnieć o niej. A św. Paweł staje dzisiaj przed nami i mówi: Chrześcijanie, o czym wy mówicie? Przecież wy już umarliście! Najgorsze macie już za sobą. Twój i mój chrzest to nie był tylko ładny rytuał polania wodą głowy niemowlaka. To był pogrzeb. W wodach chrzcielnych utonął stary człowiek – ten skupiony na sobie, znerwicowany, uwiązany do opinii innych, niewolnik grzechu. Skoro zostaliśmy pogrzebani z Chrystusem, to już nie należymy do śmierci. Dlaczego więc wciąż żyjemy tak, jakbyśmy mieli wszystko do stracenia? Dlaczego wciąż paraliżuje nas lęk o jutro? Człowiek ochrzczony to człowiek wolny, bo nie boi się stracić życia – on je już dawno oddał Jezusowi. Od momentu chrztu każda sekunda naszego istnienia to już nie jest droga ku śmierci. To jest – jak mówi Paweł – „wkroczenie w nowe życie”.

Na koniec spójrzmy na spotkanie, do którego dochodzi chwilę po opuszczeniu pustego grobu. Kobiety w pośpiechu, pełne strachu i wielkiej radości, wpadają na samego Jezusa. Zmartwychwstały pozwala im objąć swoje stopy – jest realny, prawdziwy, ciepły. Nie jest duchem. I daje im jedno, konkretne polecenie: „Nie bójcie się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą”.

Dlaczego do Galilei? Przecież jesteśmy w Jerozolimie, w centrum świata, w mieście królów i proroków. Galilea to była prowincja. To tam wszystko się zaczęło, tam stały ich opuszczone łodzie, tam leżały porzucone sieci, stamtąd pochodziły ich rodziny. Galilea to symbol prozy życia, nudnej, przewidywalnej codzienności.

Jezus mówi nam dzisiaj coś niezwykle ważnego: nie zostawajcie przy grobie. Nie budujcie namiotów na cmentarzu zachwytów i wzruszeń. Zmartwychwstanie musi się wydarzyć w waszej Galilei. Chrystus nie czeka na ciebie w mistycznych obłokach, ale w twojej kuchni, przy biurku w twojej pracy, w milczeniu między tobą a twoim współmałżonkiem, w opiece nad chorym rodzicem. To tam masz zanieść światło Paschy. To tam, w tej szarej codzienności, objawia się potęga człowieka, który umarł dla grzechu i żyje dla Boga.

Bracia i Siostry, ta noc kończy się porankiem. Kamień jest odsunięty. Śmierć stała się podnóżkiem Boga. Przestańmy żyć jak ludzie, którzy mają coś do stracenia. Przestańmy szukać Żyjącego wśród umarłych spraw. Idźmy do naszej Galilei, pełni Ducha, by pokazać światu, jak żyją ludzie, nad którymi śmierć nie ma już żadnej władzy. Amen.


Homilia alternatywna II

Homilia na Wigilię Paschalną: „Nowe stworzenie — Światło, które zwycięża noc”

Gromadzimy się tej świętej nocy, która jest nocą czuwania i nadziei. Nocą, w której milczenie grobu zostaje przerwane triumfem życia. To noc, w której Kościół zapala Paschał — Światło Chrystusa — i z płomienia jednej świecy rodzi się światło całej wspólnoty wierzących.

Dzisiejsza liturgia jest jak opowieść o całym świecie — od stworzenia aż po nowe życie w Zmartwychwstaniu. Ogień, woda, światło, śmierć i życie — oto język, którym Bóg przemawia do nas tej nocy.

  1. Od chaosu do harmonii — nowy początek stworzenia

Pierwsze czytanie przypomina nam, jak Bóg w początkach stworzył świat z nicości. Wszystko, co uczynił, było „bardzo dobre”. Człowiek jednak, zamiast widzieć Bożą dobroć w świecie i w sobie, często patrzy na życie przez pryzmat lęku, egoizmu i grzechu. Historia zbawienia to właśnie powrót Boga do swojego pierwotnego zamysłu: by wszystko, co stworzone, odzyskało swoją pierwotną dobroć.

  1. Wiara silniejsza niż ofiara — tajemnica Abrahama

Abraham staje się dla nas wzorem wiary, bo był gotów oddać Bogu to, co dla niego najcenniejsze — syna, owoc Bożej obietnicy. Przez to pokazuje, że miłość Boga jest większa niż nasze zrozumienie. I w Chrystusie ta ofiara zostaje spełniona w pełni — nie przez człowieka, ale przez samego Boga, który oddaje za nas swego Syna.

III. Wyjście z Egiptu — droga wolności

Morze, które rozstąpiło się przed Izraelitami, jest zapowiedzią Chrztu — tej duchowej przeprawy z niewoli grzechu do życia w wolności dzieci Bożych. Dzisiaj wielu z nas, przez odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych, ponownie staje w tej duchowej przestrzeni Wyjścia: zostawić to, co zniewala i wejść w przestrzeń wolności Bożych dzieci.

  1. Woda życia — zaproszenie do darmowej łaski

Prorok Izajasz ukazuje Boga, który woła do spragnionych: „Przyjdźcie do wody, bez pieniędzy, bez zapłaty.” Tak, łaska zbawienia nie jest do kupienia. Jest darem, który trzeba przyjąć sercem wolnym od pychy. Zmartwychwstanie Chrystusa jest darmowym zaproszeniem do życia, które nie kończy się w grobie.

  1. Odnowa serca — nowe przymierze w Chrystusie

Ezechiel przypomina: „Dam wam serce nowe i ducha nowego w was tchnę.” Wielka Sobota to nie tylko święto wspominania faktu historycznego. To noc, w której Bóg chce przemienić nasze serca z kamiennych na żywe. Pragnie uczynić nas świątynią Ducha, domem dla swojej obecności.

  1. Śmierć i Zmartwychwstanie — rzeczywistość chrztu

Święty Paweł mówi wprost: przez chrzest zostaliśmy zanurzeni w śmierć Chrystusa, aby razem z Nim powstać do nowego życia. W Wigilię Paschalną to prawda staje się centralnym punktem liturgii: przez wiarę i sakrament chrztu jesteśmy nowym stworzeniem, już nie pod władzą grzechu, ale wolni w Bogu.

VII. „Nie ma Go tu — zmartwychwstał!”

A wreszcie Ewangelia przynosi najważniejszą wiadomość, od której wszystko się zaczyna: Grób jest pusty. Śmierć została pokonana. Jezus żyje! A to nie tylko radosna nowina, to nowa rzeczywistość. Nie jesteśmy ludźmi pogrążonymi w śmierci, lecz świadkami Życia.

VIII. Ostatni krok należy do mnie

Jest tylko jeden „szczegół”: to moje serce musi przyjąć tę prawdę. Chrystus wszystko już zrobił. Otworzył bramy Królestwa. Teraz tylko ja mogę zdecydować, czy wejdę. „Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, a żyjecie dla Boga w Chrystusie Jezusie” — mówi święty Paweł.

Ten „malutki krok” może wydawać się prosty, ale to najważniejsza decyzja życia. Czy jestem gotowy postawić ten krok dziś, tej nocy?

Zakończenie: Zaproszenie do odnowy

Drodzy Bracia i Siostry, w tej nocy ogień rozpala mrok, woda odnawia życie, a Paschał — światło Zmartwychwstałego — oświetla nasze drogi. To nie tylko symbol, to rzeczywistość, która może odmienić twoje serce już dziś.

Czy masz odwagę wyjść z grobu swoich przyzwyczajeń? Czy masz wiarę, by uwierzyć, że Zmartwychwstanie to początek twojego nowego życia, a nie tylko historyczne wspomnienie?

Chrystus zmartwychwstał — prawdziwie zmartwychwstał! Alleluja!
I to życie jest gotowe, aby stać się także Twoim.
Amen.


Oto dziewięć propozycji tematów homilii na Wielką Sobotę — Wigilię Paschalną, opracowanych na podstawie czytań Wielkiej Soboty. Każdy temat jest osadzony głęboko w duchowości Triduum Paschalnego, z myślą o budowaniu wspólnoty nadziei i odnowienia serca:

  1. „Z ciemności do światła — nowy początek stworzenia”

Na podstawie: Rdz 1,1-2,2
Homilia może skupić się na obrazie stworzenia świata przez Boga, który wprowadza ład w chaos, światło w ciemność. Wielka Sobota to noc nowego stworzenia, w której Bóg przez Zmartwychwstanie Chrystusa odnawia nie tylko świat, ale przede wszystkim ludzkie serce.

  1. „Wiara Abrahama — zaufanie silniejsze niż śmierć”

Na podstawie: Rdz 22,1-18
Abraham nie rozumiał Bożego planu, ale zaufał. Tak samo Wielka Sobota uczy nas zaufania w ciszy i mroku grobu. Bóg nie zostawia człowieka w śmierci, ale przez posłuszeństwo i wiarę prowadzi do życia.

3. „Morze rozstępuje się przed życiem — droga do wolności”

Na podstawie: Wj 14,15-15,1
Wyjście z Egiptu to archetyp chrześcijańskiego przejścia z niewoli grzechu do wolności dzieci Bożych. Wigilia Paschalna to noc przejścia — Paschy Chrystusa — z niewoli śmierci do życia wiecznego.

4. „Miłość Boga silniejsza niż nasze winy”

Na podstawie: Iz 54,4a.5-14
Bóg w swojej wierności nie odrzuca, lecz uzdrawia i odbudowuje. Po śmierci Chrystusa Bóg nie kończy dialogu z ludzkością, ale objawia, że Jego miłosierdzie nie zna granic, nawet wobec upadków człowieka.

5. „Głos Pana — wezwanie do życia pełnego łaski”

Na podstawie: Iz 55,1-11
Bóg zaprasza do bezpłatnego stołu łaski, do życia, które przekracza nasze plany i pragnienia. Zmartwychwstanie jest Bożą odpowiedzią na ludzkie pragnienia nieśmiertelności, pokoju i prawdziwej radości.

6. „Mądrość Boża, która prowadzi ku Zmartwychwstaniu”

Na podstawie: Ba 3,9-15.32-4,4
Chrystus jest wcieleniem Mądrości, która była u Boga od początku. Wielka Sobota stawia pytanie: czy żyję mądrością, która jest od Boga, czy mądrością świata? Prawdziwa mądrość prowadzi do życia, nie śmierci.

  1. „Nowe serce i nowy duch — odrodzenie w Chrystusie”

Na podstawie: Ez 36,16-17a.18-28
Bóg obiecuje odnowić nasze serca, wlać w nie nowego ducha. Chrzest, wspominany w tej nocy, jest źródłem tej przemiany — śmierć starego człowieka, narodziny nowego życia w Chrystusie.

8. „Z Chrystusem umieramy, z Chrystusem zmartwychwstajemy”

Na podstawie: Rz 6,3-11
Liturgia Wigilii Paschalnej jest głębokim przypomnieniem o chrzcielnym zanurzeniu w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Jesteśmy powołani, by umierać dla grzechu i żyć dla Boga — każdego dnia.

9. „Nie ma Go tu — zmartwychwstał!”

Na podstawie: Mt 28,1-10
Noc Wigilii to czas najważniejszej wieści: Jezus zmartwychwstał. To nie tylko historia, to rzeczywistość, w której uczestniczymy. Zmartwychwstanie zmienia sens ludzkiego cierpienia, nadaje nadzieję każdemu dniu.

Każda z tych propozycji może być wygłoszona w duchu osobistego świadectwa, odniesienia do wspólnoty parafialnej i życia codziennego, aby mocniej dotknąć serc słuchaczy.

Szersze omówienie każdego z 9 tematów do homilii Wigilii Paschalnej:

Poniżej znajdziesz 9 pełnych szkiców homilijnych na Wigilię Paschalną — każdy osnuty na duchowości Wielkiej Soboty.

  1. „Z ciemności do światła — nowy początek stworzenia”

(Rdz 1,1-2,2)

Wielka Sobota zaczyna się w ciszy grobu i kończy eksplozją światła — zapaleniem Paschału. Tak samo w Księdze Rodzaju Bóg stwarza świat z bezładu i ciemności. Stwórca nie znosi chaosu przemocą, ale z cierpliwością układa rzeczywistość.

Zmartwychwstanie to kontynuacja aktu stworzenia: nowy początek, nowy porządek. Chrystus przez swoją śmierć i zmartwychwstanie nie tylko naprawia to, co zniszczył grzech, ale stwarza człowieka na nowo — na obraz Zmartwychwstałego.

Refleksja: Czy pozwalam Bogu wprowadzić światło w ciemność mojego życia? Czy uczestniczę w Bożym stworzeniu siebie poprzez sakramenty?

  1. „Wiara Abrahama — zaufanie silniejsze niż śmierć”

(Rdz 22,1-18)

Wigilia Paschalna to noc nadziei wbrew nadziei. Abraham, gotów oddać swojego syna, ukazuje, jak wygląda absolutne zaufanie Bogu, nawet w obliczu rzeczy niemożliwych.

Krzyż Chrystusa był nie do pojęcia dla Jego uczniów, ale dziś wiemy, że właśnie tak spełniło się Boże zbawienie. Wielka Sobota jest szkołą czekania i zaufania, zanim jeszcze pojawi się radość zmartwychwstania.

Refleksja: Czy ufam Bogu, gdy nie rozumiem Jego planów? Czy pozwalam się prowadzić, kiedy czuję, że wszystko jest stracone?

  1. „Morze rozstępuje się przed życiem — droga do wolności”

(Wj 14,15-15,1)

Naród Izraela przechodzi przez Morze Czerwone w geście wyzwolenia spod jarzma niewoli. W tej nocy liturgia Kościoła przypomina o chrzcie — o przejściu z niewoli grzechu do wolności dzieci Bożych.

Zmartwychwstanie Chrystusa to ostateczne otwarcie morza śmierci, przez które każdy chrześcijanin może przejść bez lęku. Życie wieczne zaczyna się tu i teraz — w sercu ochrzczonego człowieka.

Refleksja: Czy żyję jak wyzwolony? Czy pozwalam Bogu poprowadzić mnie przez „morze” codziennych trudności do prawdziwej wolności?

  1. „Miłość Boga silniejsza niż nasze winy”

(Iz 54,4a.5-14)

Bóg w proroczych słowach Izajasza przypomina, że Jego gniew jest zawsze chwilowy, a miłosierdzie — wieczne.

Krzyż Chrystusa jest dowodem, że Bóg nie wycofał się z miłości do człowieka. Zmartwychwstanie jest pieczęcią, która potwierdza: „Twoje grzechy są odpuszczone. Ja ciebie nie opuszczę.”

Refleksja: Czy wierzę w Boże miłosierdzie nawet po własnych upadkach? Czy potrafię wracać do Boga z ufnością?

  1. „Głos Pana — wezwanie do życia pełnego łaski”

(Iz 55,1-11)

Prorok Izajasz mówi o Bogu, który zaprasza: „Przyjdźcie do wody, wszyscy spragnieni!” — bez pieniędzy, bez zasług.

Wielka Sobota to czas, gdy cisza grobu zamienia się w obfitość życia. Jezus nie chce od nas niczego poza otwartością. Boża łaska jest darmowa i bezgraniczna — jak woda dla spragnionych, jak chleb dla głodnych.

Refleksja: Czy odpowiadam na Boże zaproszenie, czy ciągle szukam życia tam, gdzie jest tylko iluzja szczęścia?

  1. „Mądrość Boża, która prowadzi ku Zmartwychwstaniu”

(Ba 3,9-15.32-4,4)

W świecie pełnym wiedzy, Bóg zaprasza do mądrości — a mądrość ta ma imię: Jezus Chrystus. Tylko On daje poznanie, które prowadzi do życia, a nie do śmierci.

Wielka Sobota to nie tylko święto faktu zmartwychwstania, ale czas refleksji: czy pozwalam, by Boża Mądrość prowadziła mnie przez życie, czy wciąż błądzę, bo polegam wyłącznie na sobie?

Refleksja: Jak często w moim życiu rozpoznaję Chrystusa jako prawdziwą Mądrość? Czy moje wybory są oparte na Jego nauce?

  1. „Nowe serce i nowy duch — odrodzenie w Chrystusie”

(Ez 36,16-17a.18-28)

Ezechiel obiecuje, że Bóg oczyści lud i da mu nowe serce. Chrzest, który odnawia się liturgicznie podczas Wigilii Paschalnej, jest początkiem nowego życia, nie tylko nowego stylu bycia.

Zmartwychwstanie Chrystusa jest jak przeszczep serca — otrzymujemy życie, które nie jest już nasze, ale Jego.

Refleksja: Czy pozwalam, by Bóg usuwał moje „kamienne serce” i dawał serce czułe, zdolne kochać jak Chrystus?

  1. „Z Chrystusem umieramy, z Chrystusem zmartwychwstajemy”

(Rz 6,3-11)

Święty Paweł pisze o sakramencie chrztu jako o zanurzeniu w śmierć Chrystusa. Liturgia Wielkiej Soboty przypomina, że chrześcijaństwo to nie tylko deklaracja, ale realne „umieranie” dla grzechu i odradzanie się w nowym życiu.

Chrystus zmartwychwstały nie żyje już dla śmierci, my również mamy żyć dla Boga — w codziennych wyborach.

Refleksja: Czy moje życie jest rzeczywiście inne po chrzcie? Czy odzwierciedlam w codzienności zmartwychwstanie, czy tylko je wspominam?

  1. „Nie ma Go tu — zmartwychwstał!”

(Mt 28,1-10)

Kobiety przy grobie Jezusa słyszą: „Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał!” — to punkt kulminacyjny nie tylko Ewangelii, ale całej historii świata.

Wielka Sobota to przypomnienie, że śmierć nie ma ostatniego słowa, a życie z Bogiem zaczyna się tu i teraz. Chrystus żyje, a my jesteśmy zaproszeni, by Go spotkać w Eucharystii, Słowie i drugim człowieku.

Refleksja: Czy potrafię rozpoznać zmartwychwstałego Pana w codzienności? Czy pozwalam, aby radość wielkanocna wypełniła moje życie?

czwartek, 26 marca 2026

Niedziela Palmowa – rok A

 Poświęcenie palm i procesja

Mt 21:1-11

Gdy się przybliżyli do Jerozolimy przyszli do Betfage na Górze Oliwnej, wtedy Jezus posłał dwóch uczniów i rzekł im: Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz znajdziecie oślicę uwiązaną i źrebię z nią. Odwiążcie je i przyprowadźcie do Mnie! A gdyby wam kto co mówił, powiecie: Pan ich potrzebuje, a zaraz je puści. Stało się to, żeby się spełniło słowo Proroka: Powiedzcie Córze Syjońskiej: Oto Król twój przychodzi do Ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy. Uczniowie poszli i uczynili, jak im Jezus polecił. Przyprowadzili oślicę i źrebię i położyli na nie swe płaszcze, a On usiadł na nich. A ogromny tłum słał swe płaszcze na drodze, inni obcinali gałązki z drzew i ścielili na drodze. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno: Hosanna Synowi Dawida! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie! Hosanna na wysokościach! Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto, i pytano: Kto to jest? A tłumy odpowiadały: To jest prorok, Jezus z Nazaretu w Galilei.

lub

J 12:12-16

Nazajutrz wielki tłum, który przybył na święto, usłyszawszy, że Jezus przybywa do Jerozolimy, wziął gałązki palmowe i wybiegł Mu naprzeciw. Wołali: Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie oraz Król izraelski! A gdy Jezus znalazł osiołka, dosiadł go, jak jest napisane: Nie bój się, Córo Syjońska! Oto Król twój przychodzi, siedząc na oślęciu. Z początku Jego uczniowie tego nie zrozumieli. Ale gdy Jezus został uwielbiony, wówczas przypomnieli sobie, że to o Nim było napisane i że tak Mu uczynili.


Msza Święta

Iz 50:4-7

Pan Bóg Mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał przyjść z pomocą strudzonemu, przez słowo krzepiące. Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył Mi ucho, a Ja się nie oparłem ani się cofnąłem. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym Mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg Mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam.

Flp 2:6-11

On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM - ku chwale Boga Ojca.

EWANGELIA DŁUŻSZA Mt 26, 14 - 27, 66

Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa według św. Mateusza

Zdrada Judasza

  1. Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i powiedział:
  2. Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam.
  3. A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.

[…]


HOMILIE

Homilia I. Hosanna i ukrzyżuj

Te dwa okrzyki słyszymy niejako obok siebie w dzisiejszej liturgii słowa. W rzeczywistości dzielił je niecały tydzień czasu. W niedzielę Jezus jest uwielbiany przez tłumy, w piątek -prawdopodobnie te same tłumy- domagają się Jego śmierci.

Często tak bywa i w naszym życiu, że po dniach chwały przychodzą nagle dni klęski i poniżenia, dni trudne i straszne. To jest właśnie życie i kto chciałby żyć jedynie w chwale ten żyłby w zakłamaniu, w nierealnym świecie ułudy.

Warto jednak pamiętać, że nie ja pierwszy i na pewno nie ja ostatni przeżywam tego rodzaju wzloty i upadki. Wielu było przede mną i wielu będzie po mnie. Pozostaje tylko pytanie: "Jak przyjmuję te zmienne koleje losu? Czy mam świadomość, że zarówno ludzka chwała i uwielbienie, jak i ludzka pogarda i nienawiść są przemijające?" Liczy się tak naprawdę tylko moja wartość wewnętrzna i to jak mnie widzi i ocenia Bóg. Liczy się nie doczesność a wieczność. A wszystko co przeżywam obecnie jest tylko drogą do wieczności. Jeśli potrafię zrozumieć tę prawdę nie będą mnie tak naprawdę poruszały ani chwile pozornej ludzkiej chwały, ani nie będą mną wstrząsały momenty ludzkiej zawiści, podłości i głupoty.

Nie wolno zapomnieć, że po Niedzieli Palmowej z jej okrzykiem „Hosanna” przychodzi Wielki Piątek z wołaniem „Ukrzyżuj”, ale też po Wielkim Piątku przychodzi Niedziela Zmartwychwstania, z jej prawdą: „Ja jestem Zmartwychwstanie i Życie, kto wierzy we mnie, choćby i umarł żyć będzie”.

Homilia  II. Ukrzyżowanie i Śmierć

Kiedy dowleczono w końcu Skazańca na miejsce straceń był u kresu sił, całkowicie wyczerpany i niezdolny do najmniejszego wysiłku, a przecież czekało Go jeszcze najgorsze. Trzymał się na nogach już chyba tylko mocą swej boskiej woli. Scena egzekucji przedstawiona w filmie „Pasja” jest chyba jedną z najbardziej wstrząsających scen nie tylko w tym filmie, ale i w całej historii kina. Człowiek, który ma za sobą noc przesłuchania i biczowania, długą drogę z ważącym ponad 50kg krzyżem, wycieńczony, wykrwawiony, poraniony, obolały, ledwie żywy ma przed sobą jeszcze bezlitosną, straszliwą egzekucję. I ten „oto Człowiek”, Syn Boży, leżący już na krzyżu, rozciągnięty na siłę, aby dopasować przygotowane uprzednio dziury w krzyżu do Jego ramion, ten Człowiek, Który nie jest już nawet do człowieka podobny, modli się resztką sił i wstawia się za swoimi oprawcami: „Ojcze wybacz im, bo nie wiedzą co czynią”. (Łk 23,34) Pamiętam tę scenę i Jego zaschnięte wargi, usta pełne zakrzepłej krwi szepczące tę modlitwę. Kiedy kilka lat temu oglądałem film pamiętam, że właśnie w tym miejscu po raz drugi nie mogłem powstrzymać łez cisnących się do oczu. Pierwszą sceną, gdzie łzy same popłynęły był moment, kiedy w czasie drogi krzyżowej oczy Jezusa -przy którymś z kolejnych upadków- spotkają się z oczami Jego Matki. Klęczą oboje naprzeciwko siebie i On wypowiada z ogromnym wysiłkiem i bólem, ale i z jakąś przejmująca, wewnętrzną radością słowa: „Oto czynię wszystko nowe”. I wtedy zrozumiałem, że tak właśnie wygląda Bóg, Który na nowo stwarza świat zniszczony przez człowieka. I po raz drugi nie mogłem pohamować łez, kiedy widziałem te skrwawione, opuchnięte wargi Syna Bożego modlącego się za swoich oprawców, którzy właśnie rozciągają go na krzyżu wyrywając stawy barkowe i łokciowe Jego rąk. I pomyślałem wtedy, a właściwie modliłem się: „Ojcze wybacz nam, bo doprawdy nie wiemy co czynimy.

Prawie 44 lata temu, zaraz po moich święceniach byłem na parafii w południowej Polsce, gdzie akurat budował się kościół. Na wiosnę -jakoś niedługo po Wielkanocy- podszedł do mnie pewnego, sobotniego ranka człowiek. Miał wtedy tyle lat ile ja teraz, czyli niewiele ponad 50, ale wyglądał na znacznie starszego. Wyglądał co najmniej na siedemdziesięciolatka. Podszedł i poprosił o spowiedź.

- Dobrze, chodźmy do kościoła, do konfesjonału, to pana wyspowiadam - odpowiedziałem.

- Ale ja nie byłem do spowiedzi ponad 40 lat – odrzekł proszący.

- No cóż, to nie mamy już ani chwili do stracenia – odrzekłem. I weszliśmy do kościoła.

Była to spowiedź człowieka, o której oczywiście nic powiedzieć nie mogę. Ale po spowiedzi zaprosiłem go do siebie i przegadaliśmy cały dzień. A właściwie nie przegadali, bo on tylko bardzo spokojnie i z jakąś niesamowitą melancholią i niezwykłym pokojem w oczach odpowiadał na zadawane mu pytania. Okazało się, że nie był do spowiedzi przez ponad 40 ostatnich lat, bo spędził je w obozie przymusowej pracy na Kamczatce, przy wyrębie drzewa. Kiedy go tam wywieziono miał zaledwie 12 lat i mieszkał w jednym z wielkich miast wschodniej, przedwojennej Polski. Ojciec by oficerem Wojska Polskiego, matka nauczycielką, starsza siostra lekarzem, a brat księdzem. Wiadomo, wszystkie powody ku temu, aby znaleźć się tam, gzie się znalazł. Nie zna losów ojca, przypuszcza że zginął w jednym z obozów jenieckich w Ostaszkowie lub Katyniu, ale o tym dowiedział się dopiero po powrocie ze zsyłki, tj. w 1982 roku. Matkę odwiedził raz w życiu, bo była w obozie pracy na Kamczatce, zaledwie 400 km od jego obozu, gdzie on przez 40 lat codziennie, z jednym dniem przerwy co10 dni wyrąbywał drzewo. O bracie i siostrze nie wie nic. Długo by opowiadać historie, których słuchaliśmy przez cały ten sobotni dzień po Wielkanocy 1982 roku. Przypomnę może jednak tylko to, co opowiadał ten człowiek o swojej najdłuższej podróży do Polski, która trwała ponad dwa lata. Kiedy w 1980 roku skończyła mu się kara 40 lat przymusowych robót, miał wtedy już 52 lata. Takich jak on, którzy przeżyli (chyba cudem) te lata katorgi było około 11 tysięcy. Z kilkudziesięciu obozów pracy na Kamczatce wyruszyła na piechotę do najbliższej stacji kolejowej w Komsomolsku na Amurze długa kawalkada więźniów. Ponad 6 tysięcy kilometrów dzieli te dwa miejsca na dalekiej rosyjskiej północy. Szli na piechotę, dniami i nocami przez tundrę i tajgę, eskortowani przez żołnierzy Armii Czerwonej, którzy też, tak jak oni sami byli skazańcami. Droga ta trwała prawie 10 miesięcy, a z 11 tysięcy więźniów dotarło do celu jedynie około półtora tysiąca. Reszta zmarła po drodze z głodu, z zimna, z wycieńczenia, z chorób, których nie miał kto ani diagnozować, ani leczyć. „Kiedy ktoś padał po drodze, to się nawet cieszyliśmy” –mówi opowiadający. I dodaje „bo jego racja żywnościowa, składająca się z kilku kilogramów suchego chleba i zasuszonego, zmrożonego mięsa zostawała do podziału dla tych, którzy szli dalej”.

Droga krzyżowa Chrystusa trwa nadal. A kiedy w końcu dotarli do celu, do stacji kolejowej .... nikt na nich nie czekał i trzeba jeszcze było czekać kilka tygodni koczując w okolicach stacji, pod gołym niebem zanim w końcu podstawiono pociąg, który przez następne trzy miesiące wiózł ich bardzo wolno do Moskwy. Co było dalej i jak ich przyjęto po 40 latach w bardzo zmienionym świecie, można znaleźć w książce wydanej przez ludzi, którzy słuchali opowiadań tego człowieka. Co jednak pozostało mi na długie lata, to wzrok tego człowieka, kiedy ktoś zapytał go, czy nie chciałby się zemścić szukać sprawiedliwości za to, że zabrano mu i zmarnowano właściwie całe życie. Jego odpowiedź była bardzo spokojna, jego oczy niezwykle przejrzyste i jasne. A odpowiedział słowami Chrystusa: „A po co się mścić? Po co szukać sprawiedliwości? Przecież ci ludzi nie wiedzieli co robią. On byli tak zaślepieni żądzą władzy, żądzą zła, że tak naprawdę to chyba nie wiedzieli co z nami robią. Pilnowali nas, tacy jak i my skazańcy z Armii Czerwonej. A różnili się od nas tylko tym, że nie pracowali przy wyrębie drzew i nosili nie naładowane karabiny.” Po co się mścić. Zemsta nic nie daje, tylko pomnaża zło.”

Kiedy oglądałem film „Pasja” i słyszałem modlitwę krzyżowanego Jezusa, przypomniały mi się słowa tego człowieka, który przed wielu laty wyraził bardzo prosto jedną z najgłębszych prawd : „zemsta nie daje nic, pomnaża tylko zło, trzeba nauczyć się wybaczać”.

I to wszystko działo się w XX wieku, w 1980 i 1981 roku. To nie jest zapadła, odległa, barbarzyńska przeszłość, to nie dzieje się w niecywilizowanym, barbarzyńskim świecie. To działo się w XX wieku, w kraju, który należy, czy też rości sobie pretensje do miana ekonomicznych i technologicznych potęg współczesnego świata. Tak dzieje się i takie przykłady można znaleźć w wielu innych krajach współczesnego, cywilizowanego świata. Warto może jeszcze raz przypomnieć, że codziennie ginie na świecie 383 chrześcijan, rocznie ponad 130 tysięcy. Chrześcijanie giną w Indonezji, Pakistanie, Indiach, bestialsko mordowani są w krajach arabskich, Libanie, Kuwejcie, Arabii Saudyjskiej, Emiratach Arabskich, eksterminowani w afrykańskich krajach takich jak Egipt, Sudan, Uganda, Somalia, zabijani w Wietnamie, Laosie, Korei Północnej, Chinach, na Kubie, prześladowani za swoje poglądy nawet w cywilizowanej Europie. Świat oszalałby w protestach gdyby to chrześcijanie mordowali, ale że to oni są mordowani nikt się nie odzywa, nikt nie protestuje, nikt o tym nawet nie wspomina.

A mimo to Chrystus powtarza ustawicznie przez wieki te niesamowite słowa: „Ojcze wybacz im, bo nie wiedzą co czynią”. (Łk 23,34). A my Go jeszcze oskarżamy, że to On jest przyczyną tych wszystkich nieszczęść i okrucieństw ...

Czyżby ta trwająca 2 000 lat droga krzyżowa naszego Zbawiciela niczego nas nie nauczyła? Czyżby Jego Męka i Jego nauka miały być bezużyteczne? Nie przebaczę, nie odpuszczę, do grobowej deski będę to pamiętał!!! Jakże często słyszymy takie słowa z ust chrześcijan, z ust wierzących i praktykujących katolików? Czy nie znaczy to, że ci ludzie po prostu nic nie zrozumieli z katolicyzmu, z wiary, z nauczania Chrystusa? Nic nie zrozumiałem z Jego nauczania na Górze, nic z Jego przypowieści, absolutnie nic z Jego przykładów i czynów, jeśli nie umiem wybaczać, jeśli mam za „dobrą pamięć” szczególnie do grzechów cudzych.

Zapiekła złość, zacięta chęć zemsty, odegrania się, odpłacenia złem za zło, pragnienie postawienia na swoim, nieumiejętność wybaczenia, noszenie urazy w sercu ... czy to wszystko nie jest najgłębszym zaprzeczeniem, unicestwieniem Męki i Śmierci Jezusa Chrystusa, który z wysokości krzyża, czy raczej z dna upodlenia modli się: „Ojcze wybacz im, bo nie wiedzą co czynią”. (Łk 23,34).

I jeszcze jednej, ostatniej i najbardziej niesamowitej lekcji udziela nam Chrystus na krzyżu, kiedy już u kresu swojego życia widząc, że wykonało się wszystko: ”... zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego.” (Łk 23:46). Jest to lekcja całkowitego zaufania, zawierzenia Bogu, aż do końca, o co tak trudno, coraz trudniej w dzisiejszych czasach pełnych zadufanych, zadufanych, zapatrzonych w siebie ludzi.


Homilia  III. Rozczarowanie Bogiem

Wyobraźcie sobie rzymski triumf. Kiedy wódz wracał ze zwycięskiej kampanii, wjeżdżał do Rzymu na złotym rydwanie zaprzężonym w białe konie. Towarzyszyły mu łupy wojenne, spętani jeńcy i ogłuszający ryk tłumu.

A teraz spójrzmy na dzisiejszą Ewangelię. Jezus wjeżdża do Jerozolimy. Nie ma rydwanu, białego konia ani uzbrojonej straży. Jest za to pożyczony od kogoś osiołek – zwierzę pociągowe, powolne i niepozorne. Tłum wokół Niego szaleje. Ludzie rzucają na drogę swoje płaszcze, machają gałązkami, krzyczą: „Hosanna Synowi Dawidowi!”.

Wydaje się, że to wielki sukces. Ale w tym radosnym entuzjazmie kryje się największe i najbardziej tragiczne nieporozumienie w historii świata.

Ci ludzie wcale nie witają Jezusa. Oni witają swoje własne wyobrażenie o Nim.

Czekali na politycznego mesjasza. Na superbohatera, który użyje swojej boskiej mocy, żeby wyrzucić rzymskich okupantów, uzdrowić gospodarkę i zapewnić im bezpieczne, wygodne życie. Przecież ktoś, kto potrafi wskrzesić Łazarza i nakarmić tysiące ludzi kilkoma chlebami, idealnie nadaje się na ziemskiego władcę.

Dlatego Go witają. Ale kiedy zaledwie kilka dni później okaże się, że ten sam Jezus pozwala się pojmać, milczy przed Piłatem i nie zsyła ognia z nieba na swoich oprawców – ten sam tłum poczuje się głęboko oszukany. Zmiażdżony własnym rozczarowaniem. Ich "Hosanna" błyskawicznie zmieni się w "Ukrzyżuj Go". Bo najbardziej nienawidzimy tych, którzy nie spełnili naszych oczekiwań.

Zatrzymajmy się dzisiaj nad tym, patrząc na palmy, które trzymamy w dłoniach.

Czy my przypadkiem nie robimy dokładnie tego samego? Jakiego Boga witamy w naszym życiu? Często chcemy Boga, który jest "na nasze usługi". Boga, który zadziała jak magiczna różdżka na nasze problemy rodzinne, finansowe czy zdrowotne. Boga sukcesu. A kiedy przychodzi kryzys, kiedy zmagamy się z samotnością, chorobą albo niesprawiedliwością, a Niebo wydaje się milczeć – nasza wewnętrzna palma usycha. Czujemy się zdradzeni. Zaczynamy się buntować i w głębi duszy krzyczymy: "Ukrzyżuj, nie takiego Boga chciałem!".

Niedziela Palmowa to zaproszenie do brutalnej szczerości z samym sobą. Jezus wjeżdża dziś w historię naszego życia na osiołku pokory i bezradności. Nie obiecuje, że ominie nas cierpienie, ale obiecuje, że przez nie z nami przejdzie.

Zamiast rzucać pod Jego nogi kolorowe płaszcze naszego fałszywego entuzjazmu, rzućmy tam dzisiaj nasze schematy. Nasze egoistyczne oczekiwania wobec Niego. Pozwólmy Mu być Królem po Jego własnemu – Królem, który zbawia nas nie z wygodnego tronu, ale z twardego drewna krzyża.

Amen.


Homilia IV.  dla młodzieży

Oczekiwania kontra rzeczywistość ,czyli jak "skanselować" Boga

Znacie te memy z serii „Expectations vs. Reality” (Oczekiwania kontra rzeczywistość)? Zamawiasz w sieci super buty, a w paczce przychodzi coś, co wygląda jak tekturowy odrzut z fabryki. Taki właśnie najstarszy mem w historii wydarzył się dwa tysiące lat temu w Jerozolimie.

Tłum na ulicach miał potężne expectations. Ludzie słyszeli o Jezusie niesamowite rzeczy: facet mnoży jedzenie dla tysięcy osób, uzdrawia chorych, a nawet wskrzesza zmarłych. Czekali na kogoś w stylu superbohatera z Marvela. Kogoś, kto wpadnie z hukiem, rozwali system, pogoni rzymskich okupantów i wreszcie ogarnie im życie tak, żeby było wygodnie i bezpiecznie.

Zrobili Mu wielki hype. Rzucali pod nogi swoje ubrania, machali gałęziami, krzyczeli „Hosanna!”. Jezus był na absolutnym topie.

Ale zderzenie z "reality" okazało się bolesne.

Jezus wjeżdża do miasta. Nie ma limuzyny, nie ma opancerzonego konia. Jedzie na wypożyczonym, powolnym osiołku. Nie zwołuje armii. Nie mówi o rewolucji politycznej. Co gorsza, zaledwie kilka dni później ten wielki Mesjasz daje się aresztować. Milczy, gdy z Niego szydzą i nie zsyła ognia z nieba na swoich oprawców. Z punktu widzenia tłumu zalicza totalny upadek.

I wiecie, co robi ten tłum? To, co my dzisiaj nazywamy cancel culture. W ułamku sekundy Go skreślają. Z radosnego „Hosanna” natychmiast robi się agresywne „Ukrzyżuj!”.

Dlaczego? Bo Jezus nie spełnił ich oczekiwań. Nie wpisał się w ich scenariusz. Najbardziej nienawidzi się tych, którzy nas zawiedli.

Zastanówmy się dzisiaj, patrząc na te palmy w naszych rękach: czy my nie robimy dokładnie tego samego?

Bardzo często chcemy Boga, który działa jak ChatGPT – wpisujesz problem, wciskasz enter, a On ma natychmiast wygenerować bezbłędne rozwiązanie. Ma załatwić zdany egzamin, sprawić, żeby rodzice się nie czepiali, żeby tamta dziewczyna czy chłopak zwrócili na mnie uwagę, a zdrowie zawsze dopisywało. Traktujemy Boga jak aplikację do spełniania życzeń. Bóg ma być użyteczny.

A co się dzieje, kiedy przychodzi dół? Kiedy czujesz się potwornie samotny, niezrozumiany, kiedy coś się w twoim życiu sypie, a Bóg... milczy? Kiedy masz wrażenie, że Bóg dał Ci "seen" i nie odpisuje?

Wtedy najłatwiej się wkurzyć. Najłatwiej rzucić: „Skoro tak, to ja w to nie wchodzę. Modliłem się i nic to nie dało. Taki Bóg mi nie pasuje”. I nasza osobista, duchowa palma usycha. My też w głębi serca zaczynamy krzyczeć: "Ukrzyżuj to, wyrzuć to z mojego życia".

Niedziela Palmowa to moment na brutalną szczerość.

Jezus na osiołku mówi Ci dzisiaj: „Nie jestem magikiem. Nie jestem aplikacją, która rozwiąże za Ciebie Twoje problemy. Nie obiecuję Ci życia bez stresu, bez kryzysów i bólu. Ale obiecuję Ci jedno: kiedy będziesz przechodził przez najgorszy syf w swoim życiu, Ja będę szedł tam obok Ciebie”.

Zamiast machać dziś przed Nim listkami sztucznego entuzjazmu, zdejmij filtry. Przestań udawać. Rzuć Mu pod nogi swoje rozczarowania, lęki i wyobrażenia o tym, jaki według Ciebie powinien być Bóg. Pozwól Mu być Królem po Jego własnemu – Bogiem, który ratuje nas nie z wygodnego fotela, ale z twardego drewna krzyża.

wtorek, 24 marca 2026

25.03. Zwiastowanie Pańskie

 Pierwsze czytanie                                                             Iz 7, 10-14

Panna pocznie i porodzi Syna

Czytanie z Księgi proroka Izajasza.

Pan przemówił do Achaza tymi słowami: « Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Otchłani, czy to wysoko w górze ».

Lecz Achaz odpowiedział: « Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę ».

Wtedy rzekł Izajasz: « Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel, albowiem Bóg z nami ».

Oto słowo Boże.

Psalm responsoryjny  Ps 40 (39), 7-8a. 8b-10. 11 (R.: 8a i 9a)

Refren: Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę.
7  Nie chciałeś ofiary krwawej ani płodów ziemi, *
     lecz otwarłeś mi uszy:
     nie żądałeś całopalenia i ofiary za grzechy. *
8  Wtedy powiedziałem: « Oto przychodzę.

Refren.

     W zwoju księgi jest o mnie napisane: †
9  Radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę, mój Boże, *
     a Twoje prawo mieszka w moim sercu ».
10 Głosiłem Twą sprawiedliwość w wielkim zgromadzeniu *
     i nie powściągałem warg moich, o czym Ty wiesz, o Panie.

Refren.

11 Sprawiedliwości Twojej nie kryłem w głębi serca, *
     głosiłem Twoją wierność i pomoc.
     Nie taiłem Twojej łaski ani Twej wierności *
     przed wielkim zgromadzeniem.

Refren.


Drugie czytanie                                                              Hbr 10, 4-10

Chrystus przychodzi pełnić wolę Ojca

Czytanie z Listu do Hebrajczyków.

Bracia:

Niemożliwe jest to, aby krew cielców i kozłów usuwała grzechy. Przeto Chrystus przychodząc na świat, mówi: « Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało; całopalenia i ofiary za grzech nie podobały się Tobie. Wtedy rzekłem: “ Oto idę, w zwoju księgi napisano o Mnie, abym spełniał wolę Twoją, Boże ” ».

Wyżej powiedział: « ofiar, darów, całopaleń i ofiar za grzech nie chciałeś, i nie podobały się Tobie », choć składa się je na podstawie Prawa. Następnie powiedział: « Oto idę, abym spełniał wolę Twoją ». Usuwa jedną ofiarę, aby ustanowić inną. Na mocy tej woli uświęceni jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze.

Oto słowo Boże.


Śpiew przed Ewangelią                                                     J 1, 14ab

Aklamacja: Chwała Tobie, Królu wieków.
Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami,
i widzieliśmy jego chwałę.

Aklamacja: Chwała Tobie, Królu wieków.


Ewangelia                                                                            Łk 1, 26-38

Maryja pocznie i porodzi Syna

+ Słowa Ewangelii według świętego Łukasza.

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.

Anioł wszedł do Niej i rzekł: « Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami ».

Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie.

Lecz anioł rzekł do Niej: « Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca ».

Na to Maryja rzekła do anioła: « Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? »

Anioł Jej odpowiedział: « Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego ».

Na to rzekła Maryja: « Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł ».

Oto słowo Pańskie.


Homilia

Uroczyste słowa dzisiejszej Ewangelii: „Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja...” (Łk 1,26) doskonale korespondują ze słowami św. Pawła z Listu do Galatów: „Gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo.” (Ga 4,4-5)

Najpierw, kiedy „nadeszła pełnia czasów”, Bóg posłał anioła Gabriela i prosił Dziewicę Maryję, aby zgodziła się zostać Matką Jego Syna, Którego chciał zesłać, „abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo.” I ot jest prawdziwie początek. Dzisiejsze święto przypomina nam o drugim chronologicznie wydarzeniu Nowego Testamentu, opisanym przez, św. Łukasza (kronikarza). Poprzedza go w Ewangelii tylko zapowiedź narodzenia św. Jana Chrzciciela. Można by, więc powiedzieć, że cały Nowy Testament, cały nowy porządek świata rozpoczyna się właśnie od tego wydarzenia, od Zwiastowania. Ten nowy porządek zbawienia, zapowiadany w Starym Testamencie, np. przez proroka Izajasza: „Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel, albowiem Bóg z nami” (Iz 7,14) rozpoczyna się właśnie na 8 miesięcy przed Bożym Narodzeniem, kiedy Dziewica przyjmuje wolę Bożą słowami: „Ecce Ancilla Domini, fiat mihi secundum Verbum Tuum”. W tym właśnie momencie, kiedy Maryja wypowiada te słowa „Duch Święty zstępuje na Nią”, a w Jej łonie „Słowo Boże staje się Ciałem” (J 1,14). W tym właśnie momencie „w swojej Matce Bóg nieba, Bóg nieskończoności stał się maluczkim, stał się materią, …” – jak powiedział Papież Franciszek, w homilii 1 stycznia, w uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi.

Zwiastowanie i pokorna zgoda Dziewicy to początek, od którego zaczyna się zbawcze dzieło Boga. Bóg wybrał właśnie taki, niezwykły i cudowny sposób wejścia w historię ludzką. Wybrał Maryję Dziewicę, z Której się narodził Jezus Chrystus Zbawiciel Świata. Gdyby nie ta pokorna zgoda Maryi na Wcielenie, do dzisiaj człowiek byłby samotny i bezbronny wobec siły złego ducha, do dzisiaj żyłby w beznadziei grzechu i niewoli zła.

Trudno jest do końca zrozumieć sens tego wydarzenia. Trudno ocenić znaczenie tego niezwykłego momentu w dziejach ludzkości. Trudno zrozumieć, jak to możliwe, że Bóg, Stwórca i Pan całego wszechświata „prosi” ubogą i pokorną dziewczynę, aby zechciała „pomóc Mu w zbawieniu tegoż świata”. Trudno też zrozumieć, jak to jest możliwe, że Bóg, Stwórca i Pan całego wszechświata, przez Którego Słowo „wszystko się stało” (J 1,3) pragnie stać się jednym z bytów tego świata, pragnie stać się bytem materialnym, poddanym prawom fizycznym i biologicznym stworzonego przez siebie świata?

I to są prawdy dogmatyczne, nie do zrozumienia, ograniczonym przecież, ludzkim umysłem. Co wcale nie znaczy, że są one anty-logiczne lub przeczące ludzkiemu rozumowi. Nie są one przyrodnicze, nie mieszczą się w ramach natury i praw fizyki, ale przecież sam Bóg nie należy do natury i nie jest do pojęcia dla naszego rozumu. Czyż Bóg Stworzyciel nie mógł, więc wybrać takiej drogi, takiego, ponadnaturalnego sposobu: "Oto Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego Cię osłoni", aby być Emmanuelem, czyli Bogiem z nami.

W niezwykły i niezrozumiały sposób Bóg stworzył wszechświat. W niezwykły -i dla człowieka nie do pojęcia- sposób Bóg zechciał ten świat odnowić. I dlatego moment Zwiastowania pozostanie na zawsze momentem inicjującym Nowe Stworzenie. W kolędzie „Gaudete, Christus est natus” skomponowanej w XVI wieku znajdują się takie słowa: „Deus homo factus est. Natura mirante,” (Bóg stał się człowiekiem, Natura stanęła w osłupieniu). Odnoszą się one właśnie do tegoż –dzisiaj wspominanego- momentu, kiedy Bóg –będący całkowicie poza naturą- staje się materią, sam staje się naturą, staje się dosłownie embrionem w łonie Niepokalanej Dziewicy. I to jest początek naszego odkupienia, to jest początek Nowego Stworzenia, „nowego nieba i nowej ziemi.” (2 P 3,13)

A Słowo stało się ciałem

Scena przedstawiona w dzisiejszej Ewangelii wydaje nam się niemal mitologiczna. Jest tak niesamowicie bajeczna, że aż -dla niektórych- niemożliwa. A jednak jest to początek, od którego zaczyna się zbawcze dzieło Boga. Bóg wybrał właśnie taki, niezwykły i cudowny sposób wejścia w historię ludzką. Wybrał Maryję Dziewicę, z Której się narodził Jezus Chrystus Zbawiciel Świata.

I to są prawdy dogmatyczne, nie do zrozumienia, ograniczonym przecież, ludzkim umysłem. Co wcale nie znaczy, że są one anty-logiczne lub przeczące ludzkiemu rozumowi. Nie są one przyrodnicze, nie mieszczą się w ramach natury i praw fizyki, ale przecież sam Bóg nie należy do natury i nie jest do pojęcia dla naszego rozumu. Czyż nie mógł więc wybrać takiego, ponadnaturalnego sposobu: "Oto Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego Cię osłoni."

Maryja też tego nie rozumie i wcale nawet nie udaje, że zrozumiała odpowiedź anioła Gabriela. Zobaczmy jednak, jaka jest Jej postawa wobec niemożliwej do zrozumienia, Boskiej propozycji? Jej jedyną odpowiedzią są słowa: "Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według tego co Bóg przewidział."

Czy my czasami, w naszym życiu nie potykamy się o podobny problem? Nie rozumiemy dróg Bożych, nie możemy ich sobie wytłumaczyć i wtedy ... najczęściej się buntujemy, odchodzimy, rezygnujemy z takiego Boga, Którego nie sposób zrozumieć, bo za wiele od nas oczekuje, bo Jego wymagania są za trudne, nieraz nawet niemożliwe, lub alogiczne. Chcielibyśmy zrozumieć Boga. A kiedy się to nie udaje, to raczej pozostajemy przy naszej, ludzkiej i ograniczonej logice. A gdyby tak raz spróbować i zaryzykować odpowiadając Bogu: "Mimo, że Cię nie rozumiem, mimo, że nic z tego co się wokół mnie dzieje nie pojmuję, to jednak mówię, oto ja, niech mi się stanie według tego co Bóg przewidział."

A gdyby tak raz spróbować... naprawdę zaufać i otworzyć drzwi Chrystusowi? Tylko, że do tego trzeba czegoś więcej niż rozumu, trzeba wiary, zaufania Bogu, Który jest Bogiem Wszechmogącym, a nie bożkiem, wytworem naszych szarych komórek.


Homilia alternatywna

Uroczystość Zwiastowania Pańskiego 25 marca 2026

Bóg, który puka do drzwi (i nie chce wejść z futryną)

  1. Skandal zwyczajności

Zazwyczaj wyobrażamy sobie tę scenę w blasku złotych farb, jak na obrazach Fra Angelico. Tymczasem w Nazarecie nie było złota. Był kurz, zapach pieczonego chleba i codzienna rutyna młodej dziewczyny, która miała już ułożony plan na życie: ślub z Józefem, dzieci, starość w tej samej wiosce.

I nagle w tę uporządkowaną rzeczywistość wchodzi Bóg. Ale nie wchodzi jak grom z jasnego nieba, niszcząc wszystko po drodze. Wchodzi jako propozycja. Zwiastowanie to najbardziej demokratyczny moment w historii wszechświata: Stwórca prosi stworzenie o pozwolenie. Bóg czeka na „tak” nastolatki z zapomnianej prowincji, by móc uratować świat. To niemal absurdalne zaufanie Nieba do człowieka.

  1. Święty niepokój

Ewangelista Łukasz notuje, że Maryja „zmieszała się”. Inne tłumaczenia mówią, że była „dogłębnie zatrwożona”. Nie bójmy się tego – Maryja poczuła lęk. Zwiastowanie to nie była sielanka; to był moment, w którym jej bezpieczny świat rozpadł się na kawałki.

Bóg rzadko przychodzi, by potwierdzić nasze status quo. Częściej przychodzi, by nas „rozregulować”. Jeśli czujesz w życiu niepokój, jeśli masz poczucie, że Twoje plany biorą w łeb, a Ty stoisz przed nieznanym – być może to właśnie jest Twoje „zwiastowanie”. Bóg nie objawia się w komforcie, ale w szczelinach naszego rozbitego planu na życie.

  1. Logika pytania: „Jakże się to stanie?”

Najpiękniejszym momentem tej sceny jest pytanie Maryi. Ona nie wyłącza rozumu. Jej „fiat” nie jest ślepym posłuszeństwem kogoś, kto nie ma nic do powiedzenia. To jest dialog.

To lekcja dla nas: wiara nie polega na tym, by przestać pytać. Wiara to odwaga, by zadawać Bogu pytania, nawet te najtrudniejsze, i czekać na odpowiedź. Maryja uczy nas, że dojrzała duchowość to nie potakiwanie, ale szukanie zrozumienia. Bóg nie chce Twojej bezmyślności; chce Twojej świadomej zgody.

  1. Słowo, które chce stać się Ciałem… w Tobie

Uroczystość Zwiastowania to nie tylko wspomnienie historycznego wydarzenia sprzed 2 000 lat. To metafora każdego chrześcijańskiego życia.

  • Słowo to Boża myśl, natchnienie, dobro, które czujesz, że powinieneś zrobić.
  • Ciało to konkret: Twoje ręce, Twój czas, Twoje pieniądze, Twój uśmiech.

Zwiastowanie trwa nadal. Bóg wciąż szuka „mieszkania” w ludzkiej codzienności. Szuka kogoś, kto powie: „Dobrze, nie rozumiem wszystkiego, boję się konsekwencji, ale skoro Ty tego chcesz – zaryzykujmy”.

Zakończenie:

Nie czekaj na anioła ze skrzydłami. Twoim „aniołem” może być dzisiaj natrętna myśl o kimś, kogo dawno nie odwiedziłeś, albo trudna sytuacja, która wymaga od Ciebie wyjścia poza strefę komfortu. Zwiastowanie to moment, w którym Bóg pyta: „Czy pożyczysz mi swoje życie, bym mógł przez nie kochać świat?”.

Co mu dzisiaj odpowiesz? Czy zostaniesz przy swoim bezpiecznym planie, czy dasz się zaprosić do przygody, która przekracza Twoją wyobraźnię?

piątek, 20 marca 2026

V Niedziela Wielkiego Postu – A

  

Ez 37:12-14

Dlatego prorokuj i mów do nich: Tak mówi Pan Bóg: Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela, i poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam - wyrocznia Pana Boga.

Rz 8:8-11

A ci, którzy żyją według ciała, Bogu podobać się nie mogą. Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. Jeżeli natomiast Chrystus w was mieszka, ciało wprawdzie podlega śmierci ze względu na [skutki] grzechu duch jednak posiada życie na skutek usprawiedliwienia. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha.

J 11:1-45

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz. Jezus usłyszawszy to rzekł: Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą.

A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Mimo jednak że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: Chodźmy znów do Judei. Rzekli do Niego uczniowie: Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?

Jezus im odpowiedział: Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła. To powiedział, a następnie rzekł do nich: Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić. Uczniowie rzekli do Niego: Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego. Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć.

Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już do czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów i wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu.

Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga.

Rzekł do niej Jezus: Brat twój zmartwychwstanie.

Rzekła Marta do Niego: Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym.

Rzekł do niej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?

Odpowiedziała Mu: Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat.

Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: Nauczyciel jest i woła cię. Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać.

A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł.

Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: Gdzieście go położyli?

Odpowiedzieli Mu: Panie, chodź i zobacz. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: Oto jak go miłował!

Niektórzy z nich powiedzieli: Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?

A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: Usuńcie kamień. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie. Jezus rzekł do niej: Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? Usunięto więc kamień.

Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał.

To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!

I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.


Homilia I

Łazarzu, wyjdź z grobu

Czasami zastanawiam się czy i ja nie jestem jak Łazarz, od wielu dni, a może miesięcy czy nawet lat będący już w grobie, cuchnący i martwy? Czy nie przywaliłem swego grobu wielkim kamieniem obojętności i ironii, drwiny i cwaniactwa? A może do mnie odnoszą się też słowa Jezusa: "Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, bo widzi światło ... Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, bo brak mu światła." A ja, czy chodzę za dnia, czy raczej wolę noc i ciemność? "Łazarzu, wyjdź z grobu!" - człowieku obudź się! Chodź w światłości dnia, a nie potkniesz się! Nie kombinuj i nie oszukuj samego siebie, bo może ci się tylko wydaje,  że jesteś żyjący i że dobrze się masz, a w rzeczywistości jesteś już trupem błąkającym się po bezdrożach i manowcach świata zmarłych. Może samego siebie i innych próbujesz tylko łudzić i mamić pozorami i maskami życia i dobrobytu, a w rzeczywistości jesteś tylko marionetką pociąganą za sznureczki swoich przyzwyczajeń, nałogów, grzechów i drobnych układzików?

"Łazarzu, do ciebie mówię wyjdź z grobu i ożyj !!!!!" Przejrzyj na oczy i zobacz światło dnia, nie daj się mamić ułudom bogactwa, doczesnych uciech i przemijających sukcesów. To wszystko jest tylko złudzeniem, które prędzej czy później mija i pryska, jak bańka mydlana. Wydaje ci się, że żyjesz, wydaje ci się, że powodzi ci się dobrze i że możesz być z siebie zadowolony. Ale czy na pewno żyjesz? A może jednak jesteś w grobie i trzeba abyś usłyszał głos Chrystusa wołającego z mocą: "Łazarzu ! wyjdź z grobu !"

Panie Jezu Chryste , Ty jesteś Panem życia i śmierci.

Nie pozwól mi abym był żywym trupem, ....


Homilia alternatywna

oto otwieram wasze groby ...

Proroctwo Ezechiela spełnia się w sposób dosłowny w dzisiejszej Ewangelii, kiedy Jezus każe wyjść z grobu Łazarzowi. Ale jest to nadal tylko zapowiedź tego, co ma się dokonać przy końcu czasów, kiedy wszystkie groby zostaną otwarte i Chrystus „przywróci do życia nasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w nas Ducha” (Rz 8:11). Wizja proroka Ezechiela spełnia się ostatecznie w Apokaliptycznej wizji nowego Jeruzalem (Ap 7:4-10; 14:1-5; 20:12-15), gdzie niezliczone tłumy tych, którzy powstali z martwych i których groby zostały otwarte oddają hołd Bogu w liturgii Nowej Jerozolimy.

Ciało, które prowadzi do śmierci (Rz 7:24) i duch, który ożywia (J 6:63) to dwa bieguny, pomiędzy którymi rozpięty jest sens dzisiejszych czytań. Jest to zarazem przesłanie całego Wielkiego Postu, w czasie którego mamy dostrzec tę właśnie głęboką prawdę, że -jak mówi św. Paweł (Rz 8:5-6)- ci, „którzy żyją według ciała dążą do tego co chce ciało, a ciało prowadzi do śmierci”, dążność zaś Ducha prowadzi do życia i pokoju. A Chrystus, który jest Panem życia i śmierci ma moc przywrócić nam utracone przez grzech życie wieczne o ile tylko pozwolimy działać w nas Duchowi i uwierzymy Chrystusowi, że On jest Zwycięzcą śmierci. I to właśnie zapowiada Jezus w Ewangelii zwracając się do Marty przy grobie jej brata.

To napięcie między ciałem i jego pragnieniami, a duchem pojawia się zresztą dosyć często na kartach Pisma Świętego (Pwt 11:26; Mt 26:41; Gal 5:17), a w sposób bardzo dramatyczny pisze o tym św. Paweł, wołając z bólem: „Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku śmierci?” i udziela jednocześnie odpowiedzi: „Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego”(Rz 7:24). Bo to Jezus Chrystus jest zmartwychwstaniem i życiem (J 14:6), wyzwalającym od śmierci.

Warto więc być może zadać sobie pytanie: „A ja żyję według ciała, które prowadzi do śmierci, czy według ducha, który ożywia?


Homilia alternatywna II

oto otwieram wasze groby – 2 ...

Tak mówi Pan Bóg: Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów.

Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała.

„…, jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą

Proroctwo Ezechiela spełnia się w sposób dosłowny w dzisiejszej Ewangelii, kiedy Jezus każe wyjść z grobu Łazarzowi. Ale jest to nadal tylko zapowiedź tego, co ma się dokonać przy końcu czasów, kiedy wszystkie groby zostaną otwarte i Chrystus „przywróci do życia nasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w nas Ducha” (Rz 8:11). Wizja proroka Ezechiela spełnia się ostatecznie w Apokaliptycznej wizji nowego Jeruzalem, (Ap 7:4-10; 14:1-5; 20:12-15), gdzie niezliczone tłumy tych, którzy powstali z martwych i których groby zostały otwarte oddają hołd Bogu w liturgii Nowej Jerozolimy.

Wszyscy boimy się śmierci. Doświadczamy tego lęku przed śmiercią bardzo bezpośrednio właśnie teraz w czasie epidemii …A przecież jest ona czymś naturalnym i nikt z żyjących nie może się przed nią wykupić. Jak bardzo dramatycznie ujął to Papież Franciszek w piątkowej wieczornej modlitwie:

"Myśleliśmy, że zawsze będziemy zdrowi w chorym świecie. To nie jest czas Twojego sądu, ale naszego wyboru tego, co się liczy".

A co my wybieramy w naszym życiu codziennym? Bóg chce nam przypomnieć, co naprawdę się liczy i dlatego tak bardzo boleśnie wszystko nam „UPROŚCIŁ”.

On chce nam pokazać, właśnie to co pokazują dzisiejsze czytania:

My ciągle żyjemy pomiędzy dwoma rzeczywistościami ciała i ducha:

-           Ciało, które prowadzi do śmierci (Rz 7:24) i duch, który ożywia (J 6:63) to dwa bieguny, pomiędzy którymi, rozpięty jest sens dzisiejszych czytań. Jest to zarazem przesłanie całego Wielkiego Postu, w czasie którego mamy dostrzec tę właśnie głęboką prawdę, że -jak mówi św. Paweł (Rz 8:5-6)- ci, „którzy żyją według ciała dążą do tego co chce ciało, a ciało prowadzi do śmierci”, dążność zaś Ducha prowadzi do życia i pokoju. A Chrystus, który jest Panem życia i śmierci ma moc przywrócić nam utracone przez grzech życie wieczne o ile tylko pozwolimy działać w nas Duchowi i uwierzymy Chrystusowi, że On jest Zwycięzcą śmierci.

Warto więc być może zadać sobie pytanie: „A ja czy żyję według ciała, które prowadzi do śmierci, czy według ducha, który ożywia?


Homilia alternatywna III

 „Od grobu do życia – Bóg, który wychodzi naprzeciw naszej śmierci”

  1. Wstęp: Świat zamkniętych grobów
    Drodzy Bracia i Siostry. Piąta Niedziela Wielkiego Postu zawsze przybliża nas do tajemnicy przejścia. Słyszymy dziś trzy teksty, które mówią o tym, co w ludzkim doświadczeniu najbardziej bolesne: o śmierci, rozkładzie i niemocy. Ezechiel opisuje wyschłe kości w dolinie śmierci, Paweł mówi o ciele podlegającemu śmierci z powodu grzechu, a Ewangelia ukazuje Łazarza w grobie, który już cuchnie. To nie są tylko opowieści sprzed wieków. To obraz naszych grzechów, naszych nałogów, naszych zranionych relacji, które – jeśli pozostawione same sobie – prowadzą do duchowego rozkładu. Często czujemy się jak w tym grobie: związani, uwięzieni, pozostawieni sami sobie.
  2. Bóg nie zostaje w bezpiecznej odległości
    Pierwsze czytanie z Księgi Ezechiela (37,12-14) jest obietnicą daną Izraelowi na wygnaniu. Ludzie czuli się pogrzebani w obcej ziemi, bez nadziei. I Bóg mówi przez proroka: „Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów”.Zwróćmy uwagę na to, kto działa: to Bóg wychodzi na cmentarzysko. On nie czeka, aż wyjdziemy o własnych siłach, bo to niemożliwe. W Ewangelii (J 11,1-45) widzimy kontynuację tej logiki. Jezus nie boi się podejść do grobu. Co więcej – pozwala, by sprawy zaszły daleko. Łazarz leży w grobie cztery dni. Według ówczesnych wierzeń żydowskich, dusza opuszczała ciało dopiero po trzech dniach; czwarty dzień to już stan absolutnego, biologicznego rozkładu. Dlaczego Jezus zwleka? Aby pokazać, że Jego moc nie ogranicza się do sytuacji, gdy jest jeszcze „cień nadziei”. On przychodzi tam, gdzie wszystko wydaje się stracone. To dla nas ogromna pociecha: Bóg nie boi się naszych zgnilizn, naszych czterech dni, naszych spraw, które uważamy za nieodwracalne.
  3. Duch, który ożywia
    Św. Paweł w Liście do Rzymian (8,8-11) wyjaśnia nam jakBóg tego dokonuje. Nie chodzi tylko o cud fizycznego wskrzeszenia, ale o głęboką przemianę: „Jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała”.Kluczem jest Duch Święty. Ezechiel zapowiadał: „Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli”. Jezus przy grobie Łazarza modli się: „Ojcze, dziękuję Ci, żeś Mnie wysłuchał”. To moment, w którym życie wchodzi w śmierć. Łazarz wychodzi, ale wciąż ma związane ręce i nogi. To ważny szczegół: nowe życie wymaga wspólnoty. Jezus mówi: „Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić”. Bóg daje życie, ale Kościół, wspólnota braci i sióstr, ma pomóc uwolnić się z więzów, które jeszcze krępują.
  4. Ku chwale Bożej
    Jezus na początku mówi: „Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej”. To trudne słowo dla nas, którzy cierpimy. Ono nie oznacza, że Bóg cieszy się z cierpienia. Oznacza, że nawet w sytuacji, która wydaje się ostateczną klęską (śmierć), Bóg ma ostatnie słowo – i jest nim życie. Łazarz musiał umrzeć, by zmartwychwstanie Jezusa było nie tylko pojedynczym cudem, ale zapowiedzią powszechnego zmartwychwstania. My, stojąc u progu Wielkiego Tygodnia, jesteśmy zaproszeni, by uwierzyć, że nasze codzienne „groby” – smutki, zawody, grzechy, które uważamy za nie do naprawienia – są dla Boga miejscem objawienia Jego chwały.
  5. Zakończenie: Wiara pośród cuchnięcia
    Marta wypowiada jedno z najpiękniejszych wyznań wiary: „Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży”.Wyznaje to jednak w momencie, gdy rozum podpowiada jej, że jest za późno („Panie, już cuchnie”). Wiara nie polega na wierzeniu, że problem nie istnieje, ale na zaufaniu, że Bóg jest większy niż problem. W tę niedzielę Jezus mówi do nas: „Usuńcie kamień”. Kamień, który blokuje życie, to często nasza pycha, brak nadziei, przywiązanie do grzechu. My nie mamy mocą własną wskrzesić Łazarza – to sprawa Jezusa. Ale mamy odsunąć kamień. Mamy pozwolić, by Jego Słowo weszło do naszego wnętrza. On woła po imieniu: „Łazarzu, wyjdź!”. On woła również ciebie po imieniu. Nie bój się wyjść z tego, co cię uśmierca. Wielki Post prowadzi nas do Paschy, gdzie Ten, który zapłakał nad grobem przyjaciela, sam pokona śmierć raz na zawsze.

Homilia alternatywna IV

 „Ja jestem zmartwychwstaniem – wiara pośród opóźnionej nadziei”

  1. Wstęp: Dramat opóźnionej odpowiedzi
    Ewangelia o wskrzeszeniu Łazarza jest nie tylko opowieścią o cudzie, ale przede wszystkim katechezą o czasie Bożym. Siostry posyłają do Jezusa wiadomość: „Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz”. To jest modlitwa pełna ufności. Jednak Jezus „zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu”. Dla Marty i Marii to był czas rozpaczy. Ich brat umarł. W ich sercach mogło pojawić się pytanie: „Czy Jezus naprawdę nas kocha? Jeśli kocha, dlaczego nie przyszedł natychmiast?”. Ileż razy my doświadczamy tego samego. Prosimy Boga o coś pilnego, o uzdrowienie, o nawrócenie bliskiej osoby, a Bóg zdaje się milczeć. Zegar tyka, a Niebo milczy. Ta niedziela uczy nas, że milczenie Boga nie jest Jego obojętnością, ale przygotowaniem do czegoś większego, niż potrafimy sobie wyobrazić.
  2. Dwie postawy wiary: Marta i Maria
    W spotkaniu z Jezusem widzimy dwie postawy. Marta wychodzi naprzeciw. Jest dynamiczna, rozmawia, dyskutuje. Mówi: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. To wyrzut, ale wyrzut, który zawiera w sobie ogromną wiarę w moc Jezusa. Zaraz jednak dodaje: „Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko”. Marta wierzy, że Jezus może wszystko, ale jej wiara jest jeszcze ograniczona do teraźniejszości. Jezus wyprowadza ją dalej: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”. Nie mówi: „Ja damzmartwychwstanie”, ale „Ja jestem”. To kluczowe. Wiara nie polega na otrzymaniu rozwiązania problemu, ale na osobistym zjednoczeniu z Osobą Jezusa.
    Maria natomiast upada do nóg Jezusa, powtarzając te same słowa, ale w ciszy, w płaczu. Jezus nie wygłasza jej długiego kazania. On „zapłakał”. To najkrótszy, a zarazem najgłębszy werset Ewangelii: „Jezus zapłakał”. Bóg nie tylko udziela pocieszenia; On uczestniczy w naszym bólu. Łzy Jezusa to znak, że nie jest On dalekim chirurgiem, który operuje śmierć z dystansu. On wchodzi w naszą żałobę, w nasze „za późno”.
  3. Grzech i ciało a perspektywa Ducha
    Dlaczego Jezus zwleka? Św. Paweł w drugim czytaniu (Rz 8,8-11) wskazuje na fundamentalną przeszkodę: życie „według ciała”. Nie chodzi tu tylko o fizyczność, ale o sposób myślenia, który wyklucza Boga, który uznaje tylko to, co widzialne, co doraźne. Życie według ciała mówi: „cztery dni to za dużo, rozkład jest nieodwracalny, nie ma nadziei”. Życie według Ducha to zdolność widzenia, że nawet tam, gdzie biologicznie wszystko zamiera, Duch Boży może stworzyć coś nowego. Jezus opóźnia swoją wizytę, aby w uczniach (i w nas) umarła wiara oparta na sensacyjnych cudach na zawołanie, a narodziła się wiara paschalna – wiara, która ufa Bogu nawet wtedy, gdy śmierć wydaje się zwyciężać.
  4. Wezwanie do wyjścia
    Kiedy Jezus woła: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!”, jest to najbardziej radykalne wezwanie. Łazarz nie wychodzi jako duch, ale jako człowiek wciąż związany. To ważne dla nas podczas spowiedzi wielkopostnej. Sakrament pojednania jest jak ten głos: „Wyjdź z grobu grzechu!”. My wychodzimy, ale wciąż mamy na sobie „opaski” – przywiązania, które nas krępują. I tu Kościół otrzymuje misję: „Rozwiążcie go”. To zadanie wspólnoty: nie oceniać tych, którzy „cuchną” grzechem, ale pomóc im odzyskać wolność dzieci Bożych.
  5. Zakończenie: Wiara, która nie zawodzi
    Cud w Betanii jest ostatnim wielkim znakiem przed Męką Pańską. Ewangelista podkreśla, że „wielu… uwierzyło w Niego”. Jednak zaraz potem, w następnych wersetach (które dzisiejsza liturgia pomija), arcykapłani postanawiają zabić Jezusa. Paradoks: wskrzeszenie jednego człowieka prowadzi do skazania na śmierć Tego, który jest Życiem. To pokazuje, że świat często woli grób z cuchnącym Łazarzem, który można kontrolować, niż Życie, które wymaga nawrócenia. Stojąc przed tajemnicą krzyża, usłyszmy dzisiaj to słowo: „Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?”. Modlitwa nie zawsze przesuwa góry w naszym czasie. Czasem Bóg pozwala, by góra śmierci przytłoczyła nasze plany, by potem pokazać, że On jest Panem nie tylko tego, co żyje, ale i tego, co umarło. Niech ta Ewangelia umocni w nas nadzieję, która nie zawodzi, bo opiera się nie na naszych oczekiwaniach, ale na Osobie Tego, który jest Zmartwychwstaniem. Amen.