Wielki Post

Wielki Post I                       Wielki Post II                       Wielki Post III                       Kazania Pasyjne                      
Rekolekcje Wielkopostne                       Drogi Krzyżowe                       materiały Wielkopostne w .pdf

piątek, 14 września 2018

XXIV Niedziela w ciągu roku - B


Iz 50,5-9

Pan Bóg otworzył Mi ucho, a Ja się nie oparłem ani się cofnąłem. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym Mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg Mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam. Blisko jest Ten, który Mnie uniewinni. Kto się odważy toczyć spór ze Mną? Wystąpmy razem! Kto jest moim oskarżycielem? Niech się zbliży do Mnie! Oto Pan Bóg Mnie wspomaga. Któż Mnie potępi? Wszyscy razem pójdą w strzępy jak odzież, mól ich zgryzie.

Jk 2,14-18

Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy /sama/ wiara zdoła go zbawić? Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta! - a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała - to na co się to przyda? Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie. Ale może ktoś powiedzieć: Ty masz wiarę, a ja spełniam uczynki. Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę ze swoich uczynków.

Mk 8,27-35

Potem Jezus udał się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W drodze pytał uczniów: Za kogo uważają Mnie ludzie? Oni Mu odpowiedzieli: Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków. On ich zapytał: A wy, za kogo mnie uważacie? Odpowiedział Mu Piotr: Ty jesteś Mesjasz. Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili. I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa. Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie. Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je.



Kto chce zachować swoje życie ...

Stracić życie ... jak łatwo się słucha takich pięknych słów i jak łatwo mówi się na ten temat piękne kazania.

Jak łatwo deklaruje się wierności Chrystusowi i jak łatwo -w słownych deklaracjach- idzie się za Nim? Piotr odpowiedział zgodnie z prawdą i zgodnie ze swoim najgłębszym przeświadczeniem: "Ty jesteś Mesjasz", ale chyba nie rozumiejąc do końca, co to znaczy... A kiedy Chrystus wyjaśnia z całą szczerością i realizmem, na czym polega Jego mesjańskie posłannictwo... Piotr -nadal nie rozumiejąc- próbuje przywołać Jezusa do porządku i przypomnieć, że Mesjasz zapowiadany w Starym Testamencie nie taką ma rolę do spełnienia. I co ....?

Zdrowy rozsądek, ludzkie myślenie, ludzkie kalkulacje... A Chrystus z całą wyrazistością powtarza: "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój...” A my byśmy woleli nosić krzyż w butonierce, jako piękną ozdobę... I to na tym ma polegać zbawienie ofiarowane przez tego Mesjasza? Weź swój krzyż i chodź za mną! A my byśmy woleli sukcesy i karierki, pierwsze miejsca na ucztach i zaszczytne ławki w kościele... i żeby nas wszyscy na ulicach pozdrawiali z szacunkiem...

Dziwny to Mesjasz i dziwny Król, który takie rady daje. Miał rację Piotr upominając Chrystusa: "Mówiąc w ten sposób tracisz wyznawców! Bądź, chociaż odrobinę roztropny i nie strasz ludzi, bo wszyscy od Ciebie odstąpią." A jakże często słyszy się takie słowa w dzisiejszym „radosnym duszpasterstwie? A Chrystus na to z uporem: "... kto chce zachować swoje życie, straci je...” A ty...? Czy nie zauważyłeś jak tracą je ci wszyscy, którzy tak kurczowo i za wszelką cenę, chcą je zachować, osiągnąć sukces, wygrać na loterii, za wszelką cenę uczynić je szczęśliwym i wygodnym? Nie zauważyłeś, że to nie Piotr ma rację ze swoją zdroworozsądkową logiką ludzkiej pomyślności i sukcesu? "Trudna jest ta mowa i któż jej może słuchać!”... oj trudna i nie łaskocząca uszu...

A Chrystus z uporem maniaka powtarza: "... kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je...” A ty czy gotów jesteś -ot tak po prostu- stracić, zmarnować swoje życie? Nie szukać swego, nie zabiegać, nie robić zapasów, nie zbierać, nie chomikować,... ot tak po prostu stracić, zmarnować swoje życie... nie widząc ani sensu w tym co robisz, ani efektów tego czemu poświęciłeś całe swoje życie, ot tak po prostu zmarnować je „bezsensownie” dla Chrystusa.... bez jakiejkolwiek godziwej zapłaty, bez tytułów, fioletów i zaszczytów...

I to jest właśnie ta wiara, która nie jest martwa, która nie na słownych deklaracjach polega, wiara św. Jakuba, wiara, która nie gada słodko i pobożnie, pięknie i retorycznie, stylistycznie i zgodnie ze wszelkimi kanonami homiletyki ... to jest ta wiara, która czynem żyje i życie dla Chrystusa marnuje, traci w najbardziej „bezsensowny” i nieefektowny sposób...

Panie nic nie rozumiem z Twojej Ewangelii,
bo ona nie na mój, wyrafinowany, ludzki rozum...
pozwól zrozumieć ją, chociaż sercem...

piątek, 31 sierpnia 2018

XXII Niedziela w ciągu roku – B

Pwt 4,1-2.6-8

A teraz, Izraelu, słuchaj praw i nakazów, które uczę was wypełniać, abyście żyli i doszli do posiadania ziemi, którą wam daje Pan, Bóg waszych ojców. Nic nie dodacie do tego, co ja wam nakazuję, i nic z tego nie odejmiecie, zachowując nakazy Pana, Boga waszego, które na was nakładam. Strzeżcie ich i wypełniajcie je, bo one są waszą mądrością i umiejętnością w oczach narodów, które usłyszawszy o tych prawach powiedzą: Z pewnością ten wielki naród to lud mądry i rozumny. Bo któryż naród wielki ma bogów tak bliskich, jak Pan, Bóg nasz, ilekroć Go wzywamy? Któryż naród wielki ma prawa i nakazy tak sprawiedliwe, jak całe to Prawo, które ja wam dziś daję?

Jk 1,17-18.21-22.27

Każde dobro, jakie otrzymujemy, i wszelki dar doskonały zstępują z góry, od Ojca świateł, u którego nie ma przemiany ani cienia zmienności. Ze swej woli zrodził nas przez słowo prawdy, byśmy byli jakby pierwocinami Jego stworzeń. Odrzućcie przeto wszystko, co nieczyste, oraz cały bezmiar zła, a przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze. Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie. Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata.

Mk 7,1-8.14-15.21-23

Zebrali się u Niego faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami. Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych /zwyczajów/, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych. Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami? Odpowiedział im: Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, /dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie/. Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumiejcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym.

Homilia

Hipokryzja

Postawa krytykowana przez Jezusa w dzisiejszej Ewangelii jest nam wszystkim doskonale znana. To postawa tych wszystkich "sprawiedliwych", którzy zawsze wiedzą lepiej i sami siebie uważają za sprawiedliwych i doskonałych. Oni mają najlepsze, najsprawiedliwsze, najbardziej obiektywne normy moralne i oni wiedzą, co naprawdę jest dobre, a co złe. To sytuacja, w której stawiam siebie samego za ostatecznie obiektywną normę moralności. Jakże często zdarza mi się tak właśnie działać w przekonaniu, że oto ja jestem ostateczną wyrocznią, jedynym sprawiedliwym, uczciwym i zachowującym całe prawo w sposób doskonały.

Chrystus wcale nie głosi tolerancji dla zła i nie pochwala grzechu, nie broni gorszycieli i nie uznaje moralnego relatywizmu. Warto tutaj przypomnieć sobie Jego słowa z Ewangelii św. Łukasza: "Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych." (Łk 17:1-2). Z drugiej jednak strony ci, którzy tak szybko osądzają i "wystawiają laurki" czyż nie są czasami gorsi od tych, których sami tak pryncypialnie osądzają? Tak łatwo jest ferować wyroki, tak łatwo skazywać i potępiać, samemu nie będąc wcale lepszym ani doskonalszym. Czy nie jest bardzo często i tak, że takie wydawanie pochopnych sądów i gorszenie się jest raczej próbą odwrócenia uwagi od siebie?

Oczywiście ewidentne i wyrządzające krzywdę zło nie może i nie powinno być tolerowane. Nie można pod płaszczykiem "wszechmocnej tolerancji" zgadzać się, czy pochwalać różnego rodzaju grzechów i perwersji, ale też zbyt pochopne osądzanie i "odsądzanie od czci i wiary" jest niedopuszczalne.

Co więcej jest rzeczą, co najmniej ciekawą, że w naszym współczesnym (bardzo często na głowie postawionym) świecie wielkie grzechy i zbrodnie są nie tylko tolerowane i akceptowane, ale nawet próbuje się je przedstawić, jako "prawa człowieka", a sprawy mniejszej wagi są pryncypialnie napiętnowane i powodują powszechne zgorszenie. Przykład? Aborcja, będąca obiektywnym złem moralnym i zwykłym morderstwem jest nie tylko lekceważona i banalizowana, ale nawet domaga się dla niej "legalizacji", a jednocześnie wszyscy, albo prawie wszyscy gorszą się i oburzają na "nieludzkie traktowanie zwierząt". Nie jestem absolutnie zwolennikiem znęcania się nad zwierzętami, ale jest rzeczą, co najmniej dziwną i niezrozumiałą, że w niektórych krajach (Hiszpania, Francja) za przejechanie żółwia można dostać mandat do 4 tysięcy Euro, kiedy jednocześnie w szpitalach dokonuje się rocznie setki tysięcy "legalnych" aborcji. Oczywiście są to tylko skrajności, ale sądzę, że oddają one doskonale atmosferę współczesnego świata.

Mamy i my w Polsce bardzo popularne przysłowie, które mówi dokładnie o tym samym: "małych złodziei wieszają, dużym się kłaniają". A stosunki pracodawca – pracownik w naszej polskiej rzeczywistości "drapieżnego kapitalizmu", czyż nie są tego najlepszym przykładem?

Co jest przyczyną takiego stanu rzeczy? Sam Chrystus odpowiada na to pytanie w dzisiejszej Ewangelii: "Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji..." I to jest właśnie hipokryzja i faryzeizm. Odrzucamy prawo Boże: "nie zabijaj", "nie kradnij", "nie cudzołóż", nie mów fałszywego świadectwa" i w jego miejsce wprowadzamy nasze ludzkie prawa promujące egoizm, liberalizm, fałszywą tolerancję, perwersje i zboczenia. Domagamy się tolerancji dla poważnych przestępstw, a gorszymy się drobnymi wykroczeniami i niedoskonałościami. Przenieśliśmy środek ciężkości i centrum z obiektywnego Prawa Bożego i zastąpiliśmy go naszymi prawami ludzkimi opartymi na "widzimisię" i poszukiwaniu jedynie przyjemności, zaspakajaniu egoistycznych zachcianek.

I jest to dokładnie to, o czym mówi Chrystus na zakończenie Ewangelii: "... z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym."



Homilia alternatywna

Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli ...

Oj, jakże często w naszym życiu codziennym, a może nawet jeszcze bardziej w życiu religijnym spotykamy i dzisiaj taką właśnie faryzejską postawę hipokryzji, która przecedza komara i daje dziesięcinę z mięty, kopru i kminku (Mt 23,22-23)*, a nie zauważa czegoś daleko ważniejszego. Taką właśnie postawę obłudy i hipokryzji napiętnuje dzisiaj Jezus w Ewangelii. Postawę ludzi, którzy przywiązują wagę do rzeczy małych, czasami drugorzędnych, ludzi, którzy gotowi są u innych dostrzegać najmniejsze błędy i potknięcia, a jednocześnie w stosunku do swoich własnych błędów tak bardzo są tolerancyjni i tak bardzo -po prostu- ślepi. Taka postawa potrafi zatruć atmosferę w najlepszych nawet rodzinach, ale i w klasztorach. Cóż dodać, cóż ująć, cóż zmienić w słowach samego Jezusa: "Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach: Ten lud czci Mnie tylko wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji". Jakże często ludzie tego typu są tak głęboko przekonani o swojej świętości i doskonałości, że nic, nawet te słowa samego Mistrza nie wywołują w nich żadnych wyrzutów sumienia i żadnej refleksji. Dlaczego tak jest? Bo ich serce stwardniało, bo ich religijność sprowadza się najczęściej do kilku zewnętrznych i pustych rytuałów (jak obmywanie kubków i dzbanków), bo ich miłość wywietrzała, bo ostatecznie ich wiara jest tylko zbiorem martwych reguł i tradycji.

Warto jednak zapytać i siebie samego: "A ja? Czy i ja nie należę do tej grupy? Czy i ja nie mógłbym sobie czegoś -w tym względzie- zarzucić? Warto zadawać sobie takie pytania często, bardzo często, a właściwie zawsze ile razy mam ochotę kogoś skrytykować, coś komuś zarzucić, wytknąć, coś u kogoś poprawić, skorygować... Warto sobie takie pytania zadawać i powtarzać: "Czy ja się, aby przypadkiem nie czepiam głupstw u innych tylko po to, aby przykryć daleko większe błędy u siebie?"

Ale jest też i inna myśl w dzisiejszej Ewangelii. To myśl o tym, co drzemie w naszych sercach. Jeśli wszędzie widzę zło, nieprawość, głupotę... czy to, aby nie pochodzi z mojego serca? Czy to, aby nie moje serce jest źródłem przewrotności, zazdrości, chciwości, obłudy, pychy i głupoty? Jak ja przyczyniam się do wzrostu dobra w świecie? Czy tylko moim ustawicznym narzekaniem, utyskiwaniem, podejrzeniami, poprawianiem i naprawianiem innych? Czy aby nie dbam za bardzo i z przesadą o czystość zewnętrznej strony kubka i miski, skoro jednocześnie -w środku- pełne są one obłudy i chciwości, zdzierstwa i egoizmu? Takie pytania i rozważania na pewno nie są łatwe i przyjemne. Bo stawiają mnie one wobec mnie samego i wobec Boga, bo każą mi rewidować moje życie i moje postępowanie na każdym kroku i ustawicznie poddają w wątpliwość moją rzekomą świętość, nieomylność, dobroć, uczciwość i prawość. A zło jest obecne przede wszystkim w moim sercu i stamtąd wypełza, aby zatruwać i moje, i innych życie.

Z wnętrza, z serca mego pochodzą złe myśli o innych... tylko z mego serca... nie z zewnątrz...

* (Mt 23,22-23) „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz pomijacie to, co ważniejsze jest w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. To zaś należało czynić, a tamtego nie opuszczać. Przewodnicy ślepi, którzy przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda!


sobota, 25 sierpnia 2018

26.08. Uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej


Prz 8,22-35  
Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swej mocy, od dawna, od wieków jestem stworzona, od początku, nim ziemia powstała. Przed oceanem istnieć zaczęłam, przed źródłami pełnymi wody; zanim góry zostały założone, przed pagórkami zaczęłam istnieć; nim ziemię i pola uczynił - początek pyłu na ziemi. Gdy niebo umacniał, z Nim byłam gdy kreślił sklepienie nad bezmiarem wód, gdy w górze utwierdzał obłoki, gdy źródła wielkiej otchłani umacniał, gdy morzu stawiał granice, by wody z brzegów nie wyszły, gdy kreślił fundamenty pod ziemię. Ja byłam przy Nim mistrzynią, rozkoszą Jego dzień po dniu, cały czas igrając przed Nim, igrając na okręgu ziemi, znajdując radość przy synach ludzkich. Więc teraz, synowie, słuchajcie mnie, szczęśliwi, co dróg moich strzegą. Przyjmijcie naukę i stańcie się mądrzy, pouczeń mych nie odrzucajcie! Błogosławiony ten, kto mnie słucha, kto co dzień u drzwi moich czeka, by czuwać u progu mej bramy, bo kto mnie znajdzie, ten znajdzie życie i uzyska łaskę u Pana;

(lub) Iz 2,2-5
Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pańskiej stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską do świątyni Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie - z Jeruzalem. On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny. Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!

Ga 4,4-7
Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej.

J 2,1-11
Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina. Jezus Jej odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: Napełnijcie stągwie wodą! I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem - nie wiedział, bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli - przywołał pana młodego i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie Jego udali się do Kafarnaum, gdzie pozostali kilka dni.


Obecna zawsze przy swych dzieciach

Czuwająca obecność Maryi - to główna myśl dzisiejszej Ewangelii. Ona z delikatnością czuwa i dostrzega braki i kłopoty, i z takąż samą delikatnością wstawia się za nami u swojego Boskiego Syna, Jezusa Chrystusa. Jest przecież Matką, a matka nie może inaczej, jak właśnie czuwać z delikatnością i prostotą nad dobrem swoich dzieci. Mądrość zaś dzieci polega na zaufaniu Matce, na posłuszeństwie i na uwierzeniu, że Ona naprawdę troszczy się o dzieci. Tylko, że ta Szczególna Matka, szczególna jeszcze bardziej w dziejach narodu Polskiego stale nam przypomina: "Zróbcie wszystko, cokolwiek Syn mój wam powie." Ta zachęta brzmi przez pokolenia i przez wieki i stale jakoś jest lekceważona w naszym życiu. Tak wielkie nabożeństwo mamy do Matki, Królowej, Jasnogórskiej Pani. Wielkie pielgrzymkowe tłumy ściągające z całej Polski do Częstochowy, a jednocześnie tyle w nas niewiary, prywaty, obojętności na potrzeby innych, obłudy, egoizmu, niesprawiedliwości. Ona umiała zauważyć brak i potrzebę swoich bliskich i zaradzić temu w sposób delikatny i troskliwy... A my? Raczej rzadko albo w ogóle nie.... My widzimy tylko koniec własnego nosa i nasze własne potrzeby i biedy.... "Zróbcie wszystko, cokolwiek Syn mój wam powie", a my raczej nie chcemy Go słuchać, my raczej nie chcemy iść za Jej mądrym głosem i wolimy robić to, co nam się podoba i to, co nam akurat odpowiada. Smutna to rzeczywistość, takiej polskiej maryjnej pobożności, bardzo często tylko tkliwej i na pokaz.

Jej mądrość i matczyna dobroć serca mogłyby nas wiele nauczyć. Jej poddanie woli Bożej, Jej troskliwość i umiejętność dostrzegania ludzkiej biedy i ludzkiego nieszczęścia... mogłyby okazać się pomocne i w naszym życiu codziennym, społecznym, rodzinnym i sąsiedzkim, ale... niestety nie umiemy niczego się nauczyć, albo nie chcemy... Ona obecna zawsze przy swoich dzieciach i zatroskana o ich dobro, chce nam otworzyć oczy, a i serca nasze, abyśmy i my -czyniąc to co Syn Jej nam każe- umieli znaleźć prawą drogę w naszej codzienności. Tylko czy my chcemy słuchać Jej głosu i Jej rady? Czy my chcemy się od Niej czegoś nauczyć?

Święta Boża Rodzicielko, naucz nas troskliwej wrażliwości na potrzeby bliźnich.

Homilia alternatywna    Fenomen maryjny Polaków

Historia Polski związana jest od wieków niewątpliwie z osobą Niepokalanej Dziewicy. Jasna Góra z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej jest niekwestionowaną religijną stolica Polski. Pielgrzymki sierpniowe ściągają na jasnogórskie wały tłumy ludzi i to nie tylko Polaków. Jest to, sierpniowe pielgrzymowanie niezwykłym fenomenem socjologicznym, religijnym i duchowym. Szkoda tylko, że w wielu wypadkach fenomen ten ogranicza się do tych kilku sierpniowych dni. Na co dzień bowiem wydaje się jakbyśmy o naszej Matce zapominali, jakbyśmy zapominali o Jej słowach tak zdecydowanych i klarownych z dzisiejszej Ewangelii: „Zróbcie wszystko, cokolwiek mój Syn wam powie”. Tak trudno jest nam przetłumaczyć narodowe i religijne uniesienia na język codziennego życia, tak trudno jest nam zaufać, zawierzyć, że Bóg dając nam Matkę, daje nam Ją, jako Matkę obecną w codzienności i nie oczekuje od nas jedynie euforycznych uniesień, a raczej religijnego kształtowania naszego codziennego życia. Tak trudno jest nam zawierzyć słowom Matki, Która kieruje nas wprost i bezpośrednio do Chrystusa. Czyżby miała się powtórzyć historia Izraela, o którym Bóg przez usta proroka Izajasza mówi: „ten lud zbliża się do Mnie tylko w słowach, i sławi Mnie tylko wargami, podczas gdy serce jego jest z dala ode Mnie; ponieważ cześć jego jest dla Mnie tylko wyuczonym przez ludzi zwyczajem..." (Iz 29:13)?

A Europa patrzy na Polskę z nadzieją, że nasza religijność pomoże Europie odnaleźć to co ona zagubiła w swoim dobrobycie ... Czy Polska rzeczywiście nie ma takiej właśnie misji do spełnienia? Czy nie po to, Maryja została ogłoszona Królową Polski, aby dać współczesnej spoganizowanej Europie na powrót Chrystusa? A może warto przypomnieć, że Polski Papież przez prawie 27 lat swego pontyfikatu stale wskazywał na Jej szczególną rolę w życiu Kościoła i naszego Narodu. Jego „TOTUS TUUS” – Cały Twój - mógłby przecież być hasłem życia każdego Polaka.

Święta Boża Rodzicielko, naucz nas wrażliwości na nauczanie Jezusa Chrystusa, na Odwieczne Słowo Boże.

26.08. - NMP – CZĘSTOCHOWSKIEJ – KRÓLOWEJ

Obraz matki Bożej Częstochowskiej został przywieziony do Częstochowy w 1382 roku przez Władysława opolskiego namiestnika tych ziem z ramienia Węgier. W drugiej połowie XIV wieku doszło do konfliktu polsko-litewsko-tatarsko-węgierskiego o Ruś Halicką. Władca Górnego Śląska, Władysław Opolczyk otrzymał od króla Węgier misję podporządkowania Rusi Halickiej Węgrom. Książę Opolczyk wywiązał się ze swojego zadania znakomicie, a w twierdzy Bełz obronił się przed połączonymi siłami litewsko-tatarskimi. W twierdzy Bełz modlił się o zwycięstwo przed prawosławną ikoną i uznał, że jej zawdzięcza ten militarny sukces. Ikonę zabrał ze sobą na Górny Śląsk. Obraz nie dotarł jednak do Opola. Władysław Opolczyk za zasługi dla króla Węgier otrzymał, jako lenno ziemię wieluńską przylegającą do Górnego Śląska. Tam w swojej nowej prowincji we wsi Częstochowa w roku 1382 ufundował nowy klasztor dla Paulinów, sprowadzonych z Węgier. W roku 1384 ofiarował Paulinom ową ikoną przywiezioną z twierdzy Bełz, która obecnie jest Matką Boską Częstochowską i Królową Polski. Od tego czasu miejsce to stało się szczególnie znane wśród Polaków i drogie każdemu chyba katolikowi w Polsce. Tak przynajmniej wydawać by się mogło, kiedy jest się na Jasnej Górze w drugiej połowie sierpnia, w okresie narodowej pielgrzymki. Tak mogło by się wydawać ...

Wiele jest legend związanych z obrazem Jasnogórskiej Królowej Polski, wiele opowiadań i wiele pobożnych podań. Nie ma na świecie chyba Polaka, który nie znałby tego obrazu, znanego i wśród obcokrajowców jako „Ikona Czarnej Madonny”. Sam miałem okazję widzieć ten obraz w najbardziej nieoczekiwanych miejscach na świecie; na Syberii w Irkucku, w Morogoro w Tanzanii, w kościele zbudowanym przez polskich uchodźców wojennych i w maleńkim misyjnym kościółku na islamickich Komorach, w wielu kościołach i parafiach Kanady, gdzie nigdy nie pracowali nawet polscy księża.

Historia Polski od ponad sześciu wieków związana jest niewątpliwie z osobą Niepokalanej Dziewicy, Królowej Polski. Jasna Góra z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej jest niekwestionowaną religijną stolica Polski. Pielgrzymki sierpniowe ściągają na jasnogórskie wały tłumy ludzi i to nie tylko Polaków. Jest to, sierpniowe pielgrzymowanie niezwykłym fenomenem socjologicznym, religijnym i duchowym. Szkoda tylko, że w wielu wypadkach fenomen ten ogranicza się do tych kilku sierpniowych dni.

Niezwykły jest ten fenomen maryjny Polaków. Niezwykły, ale i zdumiewająco pełen sprzeczności. Na co dzień, bowiem wydaje się jakbyśmy o naszej Matce i Królowej zapominali, jakbyśmy zapominali o Jej słowach tak zdecydowanych i klarownych z dzisiejszej Ewangelii: „Zróbcie wszystko, cokolwiek mój Syn wam powie”.

Jesteśmy narodem pełnym sprzeczności.
• Konstytucja 3 Maja z 1791 roku, a w rok później liberum veto i Targowica,
• Śluby Króla Jana Kazimierza, Częstochowa, kult Maryjny i w pewnym okresie najbardziej pijacki naród w Europie,
• "Boże coś Polskę ... " śpiewane z głębokim przekonaniem w czasach komuny i jakoś tak szybko o tym zapomnieliśmy, że wrócił nam Ojczyznę wolną, bo sami poddajemy ją w niewolę przez nasze osobiste wybory,
• Pielgrzymki na Jasną Górę i nasze narodowe przywary i grzechy,
• Papież - syn Polskiego Narodu i nasze życie moralne i codzienne dalekie od przykazań i od Boga,
• Maryja - Królową Polski i tak niewielu przejmujących się Jej słowami: "Uczyńcie cokolwiek mój Syn wam powie!"

Jesteśmy doprawdy narodem pełnym sprzeczności. Co to znaczy, że Maryja jest Królową Polski? Czyżby była to tylko okazja do jeszcze jednego dnia wolnego w pracy? Czyżby nasza religijność ograniczała się tylko do wielkich sierpniowych ceremonii, czyżby była jedynie religijnością na pokaz?

A Europa patrzy na Polskę z nadzieją, że nasza religijność pomoże im odnaleźć to, co zagubili w swoim dobrobycie... Czy Polska rzeczywiście nie ma takiej właśnie misji do spełnienia? Czy nie po to, Maryja została ogłoszona za Królową Polski, aby dać współczesnej spoganizowanej Europie szansę na powrót Chrystusa? Czy jesteśmy w stanie dać świadectwo naszej narodowej dumy i religijności, czy też damy się raczej spoganizować siłom konsumpcyjnego stylu życia i odciągnąć od Chrystusa?

A może warto przypomnieć, że Polski Papież przez prawie 27 lat swego pontyfikatu stale wskazywał na Jej szczególną rolę w życiu Kościoła i naszego Narodu. Jego „TOTUS TUUS” – „Cały Twój” mogłoby przecież być hasłem życia każdego Polaka.

MARYJO - KRÓLOWO POLSKI, MÓDL SIĘ ZA NAMI
MARYJO - KRÓLOWO POLSKI, BĄDŹ MOCĄ TWOJEGO LUDU
MARYJO - KRÓLOWO POLSKI - nie pozwól abyśmy się stali królestwem zła, egoizmu, pychy, zdrady, niemoralności i szatana!
ŚWIĘTA BOŻA RODZICIELKO - naucz nas wrażliwości na nauczanie Jezusa Chrystusa, na Odwieczne Słowo Boże.



piątek, 17 sierpnia 2018

XX Niedziela w ciągu roku - B

Prz 9,1-6

Mądrość zbudowała sobie dom i wyciosała siedem kolumn, nabiła zwierząt, namieszała wina i stół zastawiła. Służące wysłała, aby wołały z wyżynnych miejsc miasta: Prostaczek niech do mnie tu przyjdzie. Do tego, komu brak mądrości, mówiła: Chodźcie, nasyćcie się moim chlebem, pijcie wino, które zmieszałam. Odrzućcie głupotę i żyjcie, chodźcie drogą rozwagi!

Ef 5,15-20

Baczcie, więc pilnie, jak postępujecie, nie, jako niemądrzy, ale jako mądrzy. Wyzyskujcie chwilę sposobną, bo dni są złe. Nie bądźcie, przeto nierozsądni, lecz usiłujcie zrozumieć, co jest wolą Pana. A nie upijajcie się winem, bo to jest [przyczyną] rozwiązłości, ale napełniajcie się Duchem, przemawiając do siebie wzajemnie w psalmach i hymnach, i pieśniach pełnych ducha, śpiewając i wysławiając Pana w waszych sercach. Dziękujcie zawsze za wszystko Bogu Ojcu w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa!

J 6,51-58

Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata. Sprzeczali się, więc między sobą Żydzi mówiąc: Jak On może nam dać /swoje/ ciało do spożycia? Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił - nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.



Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.

Z ludzkiego punktu widzenia, słowa dzisiejszej Ewangelii są absolutnie nie do zrozumienia. Dla nas, praktyków chodzących twardo po ziemi mowa Jezusa jest całkowicie niezrozumiała, daleka od naszej szarej rzeczywistości, odległa od realiów dnia codziennego i nie do przyjęcia. Cóż to znaczy karmić się Ciałem Chrystusa? Cóż to znaczy pić Jego Krew? Nie rozgryziemy jej i nie zgłębimy naszym praktycznym rozumem, nie wyliczymy tego na naszych -najlepszych nawet- komputerach. Jej sens i głębokie znaczenie umyka naszemu logicznemu i pragmatycznemu myśleniu. Bo też i nie o zrozumienie chodzi, ale o uwierzenie, ze Syn Boży może dać swoje Ciało na pokarm i swoją Krew na napój.

Tak, jak Żydom wydaje nam się to, co najmniej niesmaczne, żeby nie powiedzieć nierealnie pomylone, żeby ktoś kazał spożywać swoje ciało i pić swoją krew i jeszcze obiecywał za to życie wieczne!!!! Żydzi byli zgorszeni i oburzeni roszczeniami i obietnicami Chrystusa. Ale On z uporem maniaka stale powracał do tej samej sprawy. Kto nie będzie pożywał mego Ciała i pił mojej Krwi nie będzie miał życia wiecznego!

A "Mądrość zbudowała sobie dom i wyciosała siedem kolumn... i rzekła: odrzućcie głupotę i żyjcie, chodźcie drogą rozwagi. Prostaczek niech tu do mnie przyjdzie... " Nie będę i ja próbował ani wytłumaczyć, ani zrozumieć moim ograniczonym ludzkim rozumem, Bożej Mądrości, boć to przecież niemożliwe. Jedyne, co mogę to z pokorą, pochylić głowę i za św. Tomaszem powiedzieć: "Pan mój i Bóg mój." Uklęknąć przed Najświętszą Tajemnicą Chleba i Wina, przed Tajemnicą Ciała i Krwi, i bez rozumowych dywagacji, w pokorze i z wiarą karmić się tym Pokarmem na Życie Wieczne.

Kiedy miliony ludzi umierają na świecie z głodu chleba powszedniego, nie wolno zapomnieć, że jeszcze więcej umiera z głodu Chleba Wiecznego, że jeszcze większy głód i jeszcze większe spustoszenie spowodowane jest zaniedbaniem nawoływania Chrystusa: "Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje, bierzcie i pijcie to jest Krew moja." Nie rozumiemy, co Chrystus mówi, bo i zrozumieć nie chcemy, bo złe wybraliśmy narzędzie, bo nie wszystko na nasz ludzki rozum "da się przełożyć". Ale kto spożywa Ciało i pije Jego Krew... już tłumaczeń nie potrzebuje...


Chleba naszego powszedniego, ale i tego Wiecznego daj nam Panie.

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

06.08. Przemienienie Pańskie



Dn 7,9-10.13-14

Patrzałem, aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była biała jak śnieg, a włosy Jego głowy jakby z czystej wełny. Tron Jego był z ognistych płomieni, jego koła - płonący ogień. Strumień ognia się rozlewał i wypływał od Niego. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim. Sąd zasiadł i otwarto księgi. Patrzałem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie.

lub

2P 1,16-19

Nie za wymyślonymi bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale /nauczaliśmy/ jako naoczni świadkowie Jego wielkości. Otrzymał bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego Majestatu: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej. Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach.

Mt 17,1-9 (w roku A)

Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie! Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: Wstańcie, nie lękajcie się! Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie.

Mk 9,2-10 (w roku B)

Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych.

Łk 9,28-36 (w roku C)

W jakieś osiem dni po tych mowach wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić.  Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim. Gdy oni odchodzili od Niego, Piotr rzekł do Jezusa: Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówił, zjawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy tamci weszli w obłok. A z obłoku odezwał się głos: To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie! W chwili, gdy odezwał się ten głos, Jezus znalazł się sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmiali o tym, co widzieli.




To jest Syn mój umiłowany

Zdarzenie na Górze Tabor nie jest czarodziejską sztuczką ani magicznym trickiem. Jezus objawia swoją prawdziwą, boską naturę. Sam Bóg Ojciec potwierdza ten fakt słowami: "To jest Syn Mój umiłowany". Pytanie - po co? O co chodziło Jezusowi w tym - bądź, co bądź spektakularnym - wydarzeniu? Wielu podkreśla fakt, że w ten sposób Jezus chciał przygotować Apostołów na wielkie dni Triduum Paschalnego. Wybrał trzech spośród nich (Piotra, Jakuba i Jana). Tych trzech, którzy w pierwotnym Kościele uznawani byli za filary. I mimo, że kiedy schodzili już z Góry Tabor wyraźnie zabronił im o tym mówić, aż do swojego zmartwychwstania, to wiedział, że tych trzech musi być umocnionych takim objawieniem, aby oni z kolei mogli "umacniać braci w wierze". Czy jest w tym niezwykłym wydarzeniu, w tym objawieniu jakiś inny sens, jakieś inne znaczenie? Co więcej słowa usłyszane przez Apostołów są na pewno powtórzeniem tego co zostało objawione w czasie Chrztu Chrystusa w Jordanie.

Objawienie Chrystusa, objawienie Jego Bóstwa w czasie Chrztu w Jordanie i podobne objawienie w czasie Przemienienia na Górze Tabor, jest na pewno zapowiedzią i zwiastunem ostatecznego objawienia bóstwa Chrystusa w Zmartwychwstaniu. Dlatego Mojżesz i Eliasz w czasie przemienienia na Górze Tabor rozmawiają z Chrystusem o Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu. I dlatego Chrystus nakazuje swoim uczniom milczenie aż do zmartwychwstania. Można też w wydarzeniu na Górze Tabor znaleźć wiele paraleli do objawienia się Boga na górze Synaj. "Prawo i Prorocy" dają świadectwo o Jezusie, a sam Ojciec poświadcza to, co powiedział w czasie Chrztu w Jordanie: "To jest Syn mój miłowany, jego słuchajcie". To w sposób niewątpliwy miało umocnić uczniów i Apostołów, i przygotować ich na najważniejsze i najtrudniejsze dni Triduum Paschalnego, ale jest to także zapowiedź rzeczywistości przyszłej, w której wszystko zostanie przemienione i zajaśnieje pełnym blaskiem. Kiedy to każdy z nas usłyszy od Ojca słowa "Tyś jest syn mój umiłowany".

Święto Przemienienia Pańskiego jest, więc również niejako zapowiedzią życia przyszłego i wiecznej chwały wszystkich zbawionych. Jest antycypacją tego, co dokona się przy "końcu czasów", kiedy wszystko zostanie przemienione, aby powrócić do swojej pierwotnej doskonałości, sprzed grzechu pierworodnego.

Wejdźmy z Piotrem, Jakubem i Janem na górę Tabor, aby łatwiej nam też było wejść z Chrystusem na Kalwarię, ale także abyśmy mogli za Nim i Jego uczniami podążyć na górę Wniebowstąpienia.

Święto Przemienienia -znane w Kościołach Wschodnich już w VI wieku- zostało wprowadzone w Kościele Zachodnim przez Papieża Kaliksta III w 1456 roku, jako votum wdzięczności za zwycięstwo pod Belgradem odniesione właśnie 6 sierpnia.

Święto Przemienienia Pańskiego, które dzisiaj obchodzimy jest wspomnieniem wydarzenia, które opisują wszyscy trzej ewangeliści synoptyczni: Mateusz (17:1-9), Marek (9:2-9) i Łukasz (9:28-36). Wszyscy trzej opisują to wydarzenie w zadziwiająco podobny, niemalże identyczny sposób, we wszystkich trzech opisach pojawiają się te same elementy i ten sam schemat:

Jezus bierze z sobą Piotra, Jakuba i Jana, prowadzi ich na wysoką górę, osobno i tam się w ich obecności przemienia. Wszystkie trzy opisy mają kłopot z wyjaśnieniem, na czym ta przemiana polegała i dlatego używają podobnych środków wyrazu dla opisania zdarzenia: twarz Jezusa jaśnieje jak słońce, odzienie jest lśniąco białe. We wszystkich trzech opisach pojawiają się Mojżesz i Eliasz rozmawiający z Chrystusem. Jeden z nich, Mojżesz reprezentuje Prawo (Torę), drugi, Eliasz reprezentuje Proroków i w ten sposób potwierdzają oni, że Jezus jest Mesjaszem zapowiadanym przez Stary Testament. Ostatecznym uwiarygodnieniem mesjańskiego posłannictwa Chrystusa jest teofania – objawianie się Ojca w świetlanym obłoku, z którego odzywa się głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!” Zdanie to jest powtórzeniem teofanii, która miała miejsce w czasie Chrztu Chrystusa w Jordanie (Mt 3:16-17). We wszystkich trzech opisach Apostołowie są zalęknięci, przestraszeni i skonfundowani. Dopiero sam Jezus przywołuje ich do rzeczywistości i zabrania im mówić o zdarzeniu aż do zmartwychwstania.

Zastanawiające jest to, że żaden z ewangelistów nie był bezpośrednim świadkiem tego wydarzenia. Ani Mateusz, ani Marek, ani tym bardziej Łukasz nie byli na Górze Przemienienia. Marek i Łukasz nie należeli nawet do grona Dwunastu. A jednocześnie wszyscy trzej opisują ten fakt z taką samą dokładnością i wyrazistością. Musiało to wydarzenie mieć niezwykłą wagę dla pierwotnego Kościoła, skoro opisane jest aż w trzech Ewangeliach z uderzającą zgodnością. Prawdopodobnie rzeczywiście dopiero po Zmartwychwstaniu Piotr, Jakub i Jan podzielili się z innymi przeżyciami z Góry Przemienienia.

Odwołuje się do tego wydarzenia także św. Jan w Prologu swojej Ewangelii, kiedy mówi: „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy.” (J 1;14) Św. Jan był bowiem jednym z trzech uczniów -jak to potwierdzają wszyscy trzej ewangeliści opisujący to wydarzenie- i rzeczywiście mógł napisać „oglądaliśmy Jego chwałę”.

Pragnąc uwierzytelnić swoje nauczanie, do faktu Przemienienia odwołuje się św. Piotr w swoim 2 liście, kiedy pisze: „Nie za wymyślonymi, bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale nauczaliśmy jako naoczni świadkowie Jego wielkości. Otrzymał, bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego Majestatu: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej.” (2 Pt 1:16-18). Piotr był obecny na górze Przemienienia i z całą pewnością może powiedzieć „słyszeliśmy głos z nieba”.

Mateusz umieszcza to zdarzenie w rozdziale siedemnastym, Mateusz i Łukasz w rozdziale dziewiątym. Ale u wszystkich ma ono miejsce po deklaracji Piotra pod Cezareą Filipową i zapowiedzi Jezusa dotyczącej Jego męki i śmierci, a przed uzdrowieniem opętanego chłopca i ponowną zapowiedzią męki i śmierci. To by wskazywało na pragnienie Jezusa umocnienia swoich uczniów i utwierdzenia ich w wierze w Jego boskie pochodzenie. Na pytanie zadane pod Cezareą; „za kogo uważają mnie ludzie?” odpowiedział Piotr: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga  żywego” (Mt 16:13-20; Mk 8:27-30; Łk 9:18-21), ale też i Jezus zaznacza, że nie jest wiedza pochodząca z mądrości samego Piotra, lecz objawienie bezpośrednio pochodzące od Ojca (Mt 16:17). W następnym epizodzie bezpośrednio poprzedzającym Przemienienie, Piotr protestuje przeciwko konieczności męki i śmierci Jezusa (Mt 16:22-23), a Jezus ostro go za to karci. Jest więc wydarzenie na Górze Przemienienia na pewno bardzo logicznym elementem w kształtowaniu i formacji Apostołów.

Chociaż Ewangelie nie wymieniają góry z nazwy, jednak tradycja chrześcijańska związała górę leżącą w Dolnej Galilei, we wschodnim krańcu Doliny Jezreel z Przemienieniem Pańskim. Według tradycji Przemienienie Pana Jezusa czyli Teofania miała miejsce na górze Tabor. Jej wysokość  wynosi 588 metrów n.p.m. Położona 17 km na zachód o Jeziora Galilejskiego i tylko około 10 km od Nazaretu, znana była na pewno Jezusowi już w okresie dzieciństwa. Wspominana w Biblii, w księgach; Sędziów, 1 Samuela, 1 Kronik, w Psalmie 89 i u proroka Jeremiasza. Była ona doskonałym punktem warownym, ale także stanowiła miejsce kultu bałwochwalczego ganionego przez proroka Ozeasza. Wędrując przez Galileę, w drodze powrotnej z Cezarei Filipowej, w sześć dni po pytaniu za kogo ludzie uważają Jezusa, On sam objawia prawdę o sobie właśnie na Górze Tabor. Etymologia tej nazwy wskazuje na „wybór” lub „czystość”. Objawiając się właśnie tutaj Jezus na pewno i ten fakt brał pod uwagę.

Od IV wieku na górze Tabor znajdowało się sanktuarium poświęcone tajemnicy Przemienienia. W XIII w. sanktuarium zostało zniszczone i dopiero w 1924 r. franciszkanie wybudowali tam Bazylikę Przemienienia Pańskiego nawiązującą do wzorów architektonicznych z okresu między IV a VII wiekiem. Wybudowane tam bowiem były trzy bazyliki symbolizujące trzy namioty, które Piotr chciał postawić dla Jezusa, Mojżesza i Eliasza.

Jakie znaczenie ma Przemienienie Pańskie dla Nas? Objawienie Chrystusa, objawienie Jego Bóstwa w czasie Chrztu w Jordanie i podobne objawienie w czasie Przemienienia na Górze Tabor, jest na pewno zapowiedzią i zwiastunem ostatecznego objawienia bóstwa Chrystusa w Zmartwychwstaniu. Święto Przemienienia Pańskiego jest również niejako zapowiedzią życia przyszłego i wiecznej chwały wszystkich zbawionych. Jest antycypacją tego, co dokona się przy "końcu czasów", kiedy wszystko zostanie przemienione, aby powrócić do swojej pierwotnej doskonałości i jedności z Bogiem, sprzed grzechu pierworodnego.


06.08. Przemienienie Pańskie (wersja druga)

Święto Przemienienia -znane w Kościołach Wschodnich już w VI wieku- zostało wprowadzone w Kościele Zachodnim przez Papieża Kaliksta III w 1456 roku, jako votum wdzięczności za zwycięstwo pod Belgradem odniesione właśnie 6 sierpnia.

Święto Przemienienia Pańskiego, które dzisiaj obchodzimy jest wspomnieniem wydarzenia, które opisują wszyscy trzej ewangeliści synoptyczni: Mateusz (17:1-9), Marek (9:2-9) i Łukasz (9:28-36). Wszyscy trzej opisują to wydarzenie w zadziwiająco podobny, niemalże identyczny sposób, we wszystkich trzech opisach pojawiają się te same elementy i ten sam schemat:

Jezus bierze z sobą Piotra, Jakuba i Jana, prowadzi ich na wysoką górę, osobno i tam się w ich obecności przemienia. Wszystkie trzy opisy mają kłopot z wyjaśnieniem na czym ta przemiana polegała i dlatego używają podobnych środków wyrazu dla opisania zdarzenia: twarz Jezusa jaśnieje jak słońce, odzienie jest lśniąco białe. We wszystkich trzech opisach pojawiają się Mojżesz i Eliasz rozmawiający z Chrystusem. Jeden z nich, Mojżesz reprezentuje Prawo (Torę), drugi, Eliasz reprezentuje Proroków i w ten sposób potwierdzają oni, że Jezus jest Mesjaszem zapowiadanym przez Stary Testament. Ostatecznym uwiarygodnieniem mesjańskiego posłannictwa Chrystusa jest teofania – objawianie się Ojca w świetlanym obłoku, z którego odzywa się głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!” Zdanie to jest powtórzeniem teofanii, która miała miejsce w czasie Chrztu Chrystusa w Jordanie (Mt 3:16-17). We wszystkich trzech opisach Apostołowie są zalęknięci, przestraszeni i skonfundowani. Dopiero sam Jezus przywołuje ich do rzeczywistości i zabrania im mówić o zdarzeniu aż do zmartwychwstania.

Zastanawiające jest to, że żaden z ewangelistów nie był bezpośrednim świadkiem tego wydarzenia. Ani Mateusz, ani Marek, ani tym bardziej Łukasz nie byli na Górze Przemienienia. Marek i Łukasz nie należeli nawet do grona Dwunastu. A jednocześnie wszyscy trzej opisują ten fakt z taką samą dokładnością i wyrazistością. Musiało to wydarzenie mieć niezwykłą wagę dla pierwotnego Kościoła, skoro opisane jest  aż w trzech Ewangeliach z uderzającą zgodnością. Prawdopodobnie rzeczywiście dopiero po Zmartwychwstaniu Piotr, Jakub i Jan podzielili się z innymi przeżyciami z Góry Przemienienia.

Odwołuje się do tego wydarzenia także św. Jan w Prologu swojej Ewangelii kiedy mówi: „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy.” (J 1;14) Św. Jan był bowiem jednym z trzech uczniów -jak to potwierdzają wszyscy trzej ewangeliści opisujący to wydarzenie- i rzeczywiście mógł napisać „oglądaliśmy Jego chwałę”.

Pragnąc uwierzytelnić swoje nauczanie, do faktu Przemienienia odwołuje się św. Piotr w swoim 2 liście, kiedy pisze: „Nie za wymyślonymi bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale /nauczaliśmy/ jako naoczni świadkowie Jego wielkości. Otrzymał, bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego Majestatu: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej.” (2 Pt 1:16-18). Piotr był obecny na górze Przemienienia i z całą pewnością może powiedzieć „słyszeliśmy głos z nieba”.

Mateusz umieszcza to zdarzenie w rozdziale siedemnastym, Mateusz i Łukasz w rozdziale dziewiątym. Ale u wszystkich ma ono miejsce po deklaracji Piotra pod Cezareą Filipową i zapowiedzi Jezusa dotyczącej Jego męki i śmierci, a przed uzdrowieniem opętanego chłopca i ponowną zapowiedzią męki i śmierci. To by wskazywało na pragnienie Jezusa umocnienia swoich uczniów i utwierdzenia ich w wierze w Jego boskie pochodzenie. Na pytanie zadane pod Cezareą; „za kogo uważają mnie ludzie?” odpowiedział Piotr: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga  żywego” (Mt 16:13-20; Mk 8:27-30; Łk 9:18-21), ale też i Jezus zaznacza, że nie jest wiedza pochodząca z mądrości samego Piotra, lecz objawienie bezpośrednio pochodzące od Ojca (Mt 16:17). W następnym epizodzie bezpośrednio poprzedzającym Przemienienie Piotr protestuje przeciwko konieczności męki i śmierci Jezusa (Mt 16:22-23), a Jezus ostro go za to karci. Jest więc wydarzenie na Górze Przemienienia na pewno bardzo logicznym elementem w kształtowaniu i formacji Apostołów.

Chociaż Ewangelie nie wymieniają góry z nazwy, jednak tradycja chrześcijańska związała górę leżącą w Dolnej Galilei, we wschodnim krańcu Doliny Jezreel z Przemienieniem Pańskim. Według tradycji Przemienienie Pana Jezusa czyli Teofania miała miejsce na górze Tabor. Jej wysokość  wynosi 588 metrów n.p.m. Położona 17 km na zachód o Jeziora Galilejskiego i tylko około 10 km od Nazaretu, znana była na pewno Jezusowi już w okresie dzieciństwa. Wspominana w Biblii, w księgach; Sędziów, 1 Samuela, 1 Kronik, w Psalmie 89 i u proroka Jeremiasza, była doskonałym punktem warownym, ale także stanowiła miejsce kultu bałwochwalczego ganionego przez proroka Ozeasza. Wędrując przez Galileę, w drodze powrotnej z Cezarei Filipowej, w sześć dni po pytaniu za kogo ludzie uważają Jezusa, On sam objawia prawdę o sobie w właśnie na Górze Tabor. Etymologia tej nazwy wskazuje na „wybór” lub „czystość”. Objawiając się właśnie tutaj Jezus na pewno i ten fakt brał pod uwagę.

Od IV wieku na górze Tabor znajdowało się sanktuarium poświęcone tajemnicy Przemienienia. W XIII w. sanktuarium zostało zniszczone i dopiero w 1924 r. franciszkanie wybudowali tam Bazylikę Przemienienia Pańskiego nawiązującą do wzorów architektonicznych z okresu między IV a VII wiekiem. Wybudowane tam, bowiem były trzy bazyliki symbolizujące trzy namioty, które Piotr chciał postawić dla Jezusa, Mojżesza i Eliasza.

Jakie znaczenie ma Przemienienie Pańskie dla Nas? Objawienie Chrystusa, objawienie Jego Bóstwa w czasie Chrztu w Jordanie i podobne objawienie w czasie Przemienienia na Górze Tabor, jest na pewno zapowiedzią i zwiastunem ostatecznego objawienia bóstwa Chrystusa w Zmartwychwstaniu. Święto Przemienienia Pańskiego jest również niejako zapowiedzią życia przyszłego i wiecznej chwały wszystkich zbawionych. Jest antycypacją tego, co dokona się przy "końcu czasów", kiedy wszystko zostanie przemienione, aby powrócić do swojej pierwotnej doskonałości i jedności z Bogiem, sprzed grzechu pierworodnego.



piątek, 3 sierpnia 2018

XVIII Niedziela w ciągu roku – B


Wj 6,2-4.12-15

Bóg rozmawiał z Mojżeszem i powiedział mu: Jam jest Jahwe. Ja objawiłem się Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi jako Bóg Wszechmocny, ale imienia mego, Jahwe, nie objawiłem im. Ponadto ustanowiłem też przymierze moje z nimi, że im dam kraj Kanaan, kraj ich wędrówek, gdzie przebywali jako przybysze. Mojżesz wymawiał się przed Panem mówiąc: Jeśli Izraelici nie chcą mię słuchać, jakże faraon będzie słuchał mnie, któremu mówienie sprawia trudność? Pan powiedział do Mojżesza i Aarona i dał im rozkaz dla Izraelitów i dla faraona, króla egipskiego, aby pozwolił wyjść Izraelitom z ziemi egipskiej. Oto naczelnicy rodów: synowie Rubena, pierworodnego Izraela: Henoch i Pallu, Chesron i Karmi; to są rodziny Rubena. Synowie Symeona: Jemuel, Jamin, Ohad, Jakin, Sochar i Szaul, syn Kananejki; to są rodziny Symeona.

Ef 4,17.20-24

To, zatem mówię i zaklinam [was] w Panu, abyście już nie postępowali tak, jak postępują poganie, z ich próżnym myśleniem, Wy zaś nie tak nauczyliście się Chrystusa. Słyszeliście przecież o Nim i zostaliście pouczeni w Nim - zgodnie z prawdą, jaka jest w Jezusie, że - co się tyczy poprzedniego sposobu życia - trzeba porzucić dawnego człowieka, który ulega zepsuciu na skutek zwodniczych żądz, odnawiać się duchem w waszym myśleniu i przyoblec człowieka nowego, stworzonego według Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości.

J 6,24-35

A kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa, a także Jego uczniów, wsiedli do łodzi, przybyli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: Rabbi, kiedy tu przybyłeś? W odpowiedzi rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie, dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to, bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec. Oni zaś rzekli do Niego: Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże? Jezus odpowiadając rzekł do nich: Na tym polega dzieło /zamierzone przez/ Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał. Rzekli do Niego: Jakiego więc dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Dał im do jedzenia chleb z nieba. Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu. Rzekli, więc do Niego: Panie, dawaj nam zawsze tego chleba! Odpowiedział im Jezus: Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.



Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie ...

Jesteśmy bardzo często jak ludzie z dzisiejszej Ewangelii, szukający Chrystusa dla swoich przyziemnych celów. Spragnieni raczej doczesności i szukający zaspokojenia naszych materialnych potrzeb nie zwracamy uwagi na coś głębszego i (dla naszych zgłodniałych oczu) zakrytego. O gdyby się tak objawił nam się jako rozmnażający chleb, a jeszcze lepiej dolary lub Euro... Niewątpliwie wszyscy bylibyśmy gotowi mu uwierzyć, ogłosić go, co najmniej prezydentem lub ministrem finansów. Ale że nam proponuje jakiś tam eufemiczny i euforyczny "chleb życia”... któż by się takimi banialukami przejmował. Spróbuj powiedzieć te słowa Chrystusowe o chlebie życia swojemu szefowi w pracy, albo nawet swojej koleżance, z którą pracujesz w tym samym pokoju biurowym... i co? jaka byłaby reakcja? Uśmiech politowania na twarzy "zaczepionego", wymowny gest palcem na czole, zdziwienie i strach w oczach... Ale kiedy pojawiają się "prorocy" w rodzaju Millera, który jak nowy Mojżesz wprowadza nas do "ziemi obiecanej" lub Tymińskiego (czy go jeszcze ktoś pamięta po 15 latach?), to iluż jest gotowych takim „prorokom” uwierzyć?

Troszczymy się bardzo o ten chleb, który ginie, troszczymy się bardzo o doczesność. Ale czy czasami nie zapominamy o czymś daleko ważniejszym? Ile wagi i uwagi przykładamy do wykształcenia (niekoniecznie religijnego) naszych dzieci? Ile troski i zakrzątania zajmuje nam urządzenie mieszkania, budowa domu, urządzenie ogródka... a ile czasu i uwagi poświęcamy naszym sprawom religijnym i duchowym? Troszczymy się za bardzo o ten chleb, który ginie, zaniedbując jednocześnie coś daleko ważniejszego. Łakniemy i pragniemy, pożądamy i nie mamy, ... i stale biedni jesteśmy i stale ubodzy, stale głodni i nienasyceni... Dlaczego?

Dlaczego tak łatwo wierzymy wszystkim "doczesnym prorokom" obiecującym nam ziemski, doczesny raj, który stale ukrywa się za kolejnym zakrętem historii, a tak trudno jest nam uwierzyć i zaufać Chrystusowi? Troszczymy się bardzo o pokarm, który ginie i który nasycić nie może, a lekceważymy sobie całkowicie pokarm, który daje życie wieczne. Dlaczego?

Odmień Panie nasze serca, abyśmy dostrzegli, co naprawdę jest nam do życia potrzebne.

piątek, 27 lipca 2018

XVII Niedziela w ciągu roku – B



2Krl 4,42-44

Pewien człowiek przyszedł z Baal-Szalisza, przynosząc mężowi Bożemu chleb z pierwocin, dwadzieścia chlebów jęczmiennych i świeżego zboża w worku. On zaś rozkazał: Podaj ludziom i niech jedzą! Lecz sługa jego odrzekł: Jakże to rozdzielę między stu ludzi? A on odpowiedział: Podaj ludziom i niech jedzą, bo tak mówi Pan: Nasycą się i pozostawią resztki. Położył, więc to przed nimi, a ci jedli i pozostawili resztki - według słowa Pańskiego.

Ef 4,1-6

A zatem zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich.

J 6,1-15

Potem Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili? A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział, bowiem, co miał czynić. Odpowiedział Mu Filip: Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł, choć trochę otrzymać. Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu? Jezus, zatem rzekł: Każcie ludziom usiąść! A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli, więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus, więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło. Zebrali, więc i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.



Wprowadzenie do Mszy świętej

Starotestamentalne wydarzenie z Księgi Królewskiej, gdzie Elizeusz poleca nakarmić stu ludzi dwudziestoma chlebami jest tylko cieniem, zapowiedzią tego, co dokonuje się przez ręce Chrystusa. W opisanym przez św. Jana wydarzeniu Chrystus pięcioma chlebami i dwoma rybami nakarmił wielotysięczną rzeszę słuchających go. Ale i to jest jedynie zapowiedzią innego, większego cudu, jaki dokonuje się już od ponad dwóch tysięcy lat na wszystkich ołtarzach świata.

Homilia

Cudowne rozmnożenie chleba

Starotestamentalne wydarzenie z Księgi Królewskiej, gdzie Elizeusz poleca nakarmić 100 ludzi dwudziestoma chlebami jest tylko cieniem, zapowiedzią tego, co dokonuje się przez ręce Chrystusa. W opisanym przez Jana wydarzeniu Chrystus pięcioma chlebami i dwoma rybami nakarmił wielotysięczną rzeszę słuchających go. Ale i to jest jedynie zapowiedzią innego, większego cudu, jaki dokonuje się już od dwóch tysięcy lat na wszystkich ołtarzach świata. Niestety, my tego cudu jakby nie chcemy dostrzec, nie chcemy go przyjąć. Oto Chrystus daje się na pokarm pod postacią chleba w cudowny sposób przemienianego w Jego Ciało a tak niewielu jest tych, którzy chcą to Jego Ciało przyjmować, tak niewielu, a nawet coraz mniej jest tych, którzy chcą w tym cudzie uczestniczyć. W wielu wypadkach uczestnictwo to ogranicza się do I Komunii Świętej i białego tygodnia, a później zapomina się o tym na całe lata, a później nie ma czasu, jest się zmęczonym, jest tyle innych spraw do załatwienia, tyle innych wymówek, aby tylko nie uczestniczyć w Eucharystii - Cudownym Rozmnożeniu Eucharystycznego Chleba...  Według statystyk za 2016 rok zaledwie 36,7% katolików (ludzi deklarujących się, jako katolicy) uczestniczyło w niedzielnej Eucharystii, a do Komunii Świętej przystąpiło 16%.

Święty Papież Jan Paweł II w swej Encyklice "Ecclesia de Eucharista" nauczał i z mocą przypominał, że wszyscy z tegoż Chleba żyjemy, że jest to najistotniejszy pokarm chrześcijanina, że dla wierzącego nie ma ważniejszego spotkania i ważniejszego wydarzenia niż niedzielna Msza Święta... i co? Kto bierze te słowa poważnie?

Ktoś pięknie napisał: "Przychodzi Pan, jako Chleb Żyjący i Dawca Wody Żywej. Te Święte Boskie Dary potrafią człowieka rozproszonego jak złom na śmietnikach świata, zintegrować i wywyższyć - przywrócić mu godność człowieczeństwa. I znów, na nowy sposób odkrywa człowiek, że podstawą Bożej Rzeczywistości jest udzielanie się Miłości." Tylko, kto się tym przejmuje? Kogo to obchodzi? "Chrystus Pan karmi nas swoim Świętym Ciałem..." śpiewamy w jednej z pieśni eucharystycznych... tylko, że to On nas chce karmić, ale my nie chcemy, bo wolimy nasz chleb codzienny..., chleb naszych zmartwień i chleb naszej egzystencji na poboczach Bożej Miłości. Gdyby dał nam tego chleba, to Go królem, albo prezydentem obwołamy, ale Chleb Eucharystyczny....? To dobre dla starszych kobiet i dla dzieci...

Jakie jest moje -w Cudownym Rozmnożeniu Chleba- uczestnictwo?

Homilia 2

Według oficjalnych raportów przygotowanych przez Patrick'a Viveret dla ONZ  Reconsidérer la richesse lub w formie książki http://www.amazon.fr/Reconsidérer-richesse-Patrick-Viveret/dp/2752601204 Reconsidérer la richesse” potrzebujemy rocznie 6 miliardów dolarów, aby zapewnić edukację wszystkim dzieciom na świecie, które do szkoły nie chodzą. Jednocześnie według tych samych statystyk w Stanach Zjednoczonych i Europie 12 miliardów dolarów rocznie wydawane jest na perfumy. Około 1 miliarda ludzi (1/6 populacji świata) weszło w 21 wiek nie umiejąc czytać i pisać.


Świat potrzebuje 13 miliardów dolarów rocznie, aby nakarmić wszystkich głodnych i umierających z głodu. W tym samym czasie 25 miliardów dolarów rocznie wydawane jest w USA i Europie na pożywienie dla piesków i kotków. Na całym świecie są to sumy wielokrotnie większe. Znaczy to, że bogaci Chrześcijanie w USA i w Europie wydają rocznie prawie dwa razy więcej na pożywienie dla swoich czworonożnych pupili niż potrzebne jest na wyżywienie wszystkich umierających z głodu. A codziennie w samej tylko Afryce umiera z głodu, biedy i niedożywienia 30 tysięcy dzieci poniżej piątego roku życia. Czy to nie jest skandal?

Ciekawa jest tabela zestawiająca wielkość niektórych wydatków we współczesnym świecie w miliardach dolarów rocznie:

Zbrojenia na świecie – 780 mld
Narkotyki – 400 mld
Alkohol (tylko w Europie) – 105 mld
Papierosy (tylko w Europie) – 50 mld
Rozrywki i wypoczynek (tylko w Japonii) – 35 mld
Pożywienie dla piesków i kotków w USA i w Europie – 25 mld
Zaspokojenie głodu na świecie – 13 mld
Zużycie perfum w USA i w Europie – 12 mld
Na lody w Europie wydaje się – 11 mld
Zapewnienie dostępu do wody dla wszystkich ludzi na świecie – 9 mld
Zakup kosmetyków tylko w USA – 8 mld
Zapewnienie wszystkim dzieciom na świecie podstawowej edukacji - 6 mld
(Tabela zawiera dane z roku 2000)

Papież Jan Paweł II w swym Liście Apostolskim „Novo Millennio Ineutne” pisał:

Ten krajobraz ubóstwa może poszerzać się bez końca, jeśli do starych jego form dodamy nowe, dotykające często także środowisk i grup ludzi materialnie zasobnych, którym wszakże zagraża rozpacz płynąca z poczucia bezsensu życia, niebezpieczeństwo narkomanii, opuszczenie w starości i chorobie, degradacja lub dyskryminacja społeczna. Trzeba, aby w obliczu tej sytuacji chrześcijanin uczył się wyrażać swą wiarę w Chrystusa przez odczytywanie ukrytego wezwania, jakie On kieruje do niego ze świata ubóstwa. W ten sposób będzie można kontynuować tradycję miłosierdzia, która już w minionych dwóch tysiącleciach wyraziła się na wiele różnych sposobów, ale która obecnie wymaga może jeszcze większej inwencji twórczej. Potrzebna jest dziś nowa «wyobraźnia miłosierdzia», której przejawem będzie nie tyle i nie tylko skuteczność pomocy, ale zdolność bycia bliźnim dla cierpiącego człowieka, solidaryzowania się z nim, tak aby gest pomocy nie był odczuwany jako poniżająca jałmużna, ale jako świadectwo braterskiej wspólnoty dóbr>.” (List Apostolski Novo Millennio Ineunte Ojca Świętego Jana Pawła II, nr.50)



Dla uniknięcia nieporozumień warto może jeszcze podać, że według oficjalnych (ogólnie dostępnych) statystyk sama tylko Polska wydaje rocznie na zbrojenia 14 razy tyle, co roczny budżet Stolicy Apostolskiej. To jest „sprawiedliwy i równy” świat, gdzie organizuje się parady równości, (kogo z kim?!?!). Dlaczego w tym względzie nikt nie domaga się równych praw dla wszystkich? Dlaczego parlamenty „jaśnie oświeconych krajów Europy i demokratycznej Ameryki” nie biją na alarm, że pogwałcone zostają podstawowe prawa ludzkie, bo codziennie z głodu umiera 30 tysięcy dzieci? W sytuacji obecnego nierównego podziału dóbr, gdzie zaledwie 20% populacji świata zużywa aż 80% dóbr naturalnych, sprawiedliwość społeczna, a raczej jej brak nie jest jednym z problemów naszej cywilizacji. Jest to największym problemem naszego świata. Jest to zarazem największy skandal współczesnego chrześcijaństwa.

Papież Benedykt XVI w swej pierwszej Encyklice „Sacramentum Caritatis” napisał kilka lat temu:

“Pan Jezus, Chleb życia wiecznego, nakłania nas i uwrażliwia na sytuacje nędzy, w których znajduje się wciąż większa część ludzkości. Są to sytuacje, których przyczyna tkwi często w niepokojącym braku odpowiedzialności ludzi (n. 90).”

Tenże sam Papież Benedykt w swej ostatniej encyklice „Caritas in Veritate", opublikowanej w czasie odbywającego się we Włoszech szczytu G8 pisał:

W wielu ubogich krajach utrzymuje się i grozi pogłębieniem krańcowa niepewność życia, jako konsekwencja braku żywności: głód zbiera jeszcze mnóstwo ofiar pośród tylu współczesnych Łazarzów, którym nie zezwala się, jak postulował Paweł VI, by zasiedli przy stole bogacza. (Populorum Progressio, n. 47)
Głód zależy nie tyle od niewystarczających zasobów materialnych, ile raczej od niewystarczających zasobów społecznych, spośród których najważniejszy jest natury instytucjonalnej. To znaczy, brakuje struktury instytucji ekonomicznych, będących w stanie zarówno zagwarantować regularny i odpowiedni z punktu widzenia wyżywienia dostęp do pokarmu i wody, jak i stawić czoło pilnym sytuacjom związanym z pierwszymi potrzebami oraz prawdziwymi kryzysami żywnościowymi..."

W Encyklice „Sollicitudo Rei Socialis” Papież Jan Paweł II pisał:

Dziś, gdy kwestia społeczna nabrała wymiarów światowych, owa miłość preferencyjna oraz decyzje, do jakich pobudza, nie mogą nie obejmować wielkich rzesz głodujących, żebrzących, bezdomnych, pozbawionych pomocy lekarskiej, a nade wszystko niemających nadziei na lepszą przyszłość; nie można nie brać pod uwagę istnienia tych rzeczywistości. Niezauważenie ich oznaczałoby upodobnienie się do „bogatego smakosza”, który udawał, że nie dostrzega żebraka Łazarza leżącego u bramy jego pałacu (por. Łk 16, 19-31).” (n. 42)

A iluż to dzisiejszych „smakoszy” trwoni krocie na rzeczy drugo- i trzeciorzędne, na bzdury, na modne ciuchy, na rozpustę i udaje, że nie ma u ich drzwi Łazarza, który umiera z głodu? Dlaczego współcześni bogacze nie zaproszą umierających z głodu współczesnych Łazarzów do stołu? Czyż ich ślepota jest nieuleczalna?  Czy i ja nie należę do nich?

Warto jest słowa obydwu Papieży zapamiętać, szczególnie wtedy gdy jako uczestnicy Eucharystii zapominamy na co dzień o sprawiedliwości społecznej i o ubogich.

Modlitwa wiernych

Wstęp:          Panie Jezu Chryste, Chlebie Życia wejrzyj na potrzeby ludzkiej rodziny i udziel nam tego wszystkiego co jest nam niezbędne do życia codziennego i czego potrzebujemy aby osiągnąć życie wieczne. Do Ciebie przychodzimy z ufnością i z pokorą prosimy ...

1.                   Wspieraj Ojca Świętego Benedykta XVI w jego wysiłkach na rzecz sprawiedliwości społecznej i udziel Kościołowi potrzebnych środków, aby we współczesnym świecie mógł z całą mocą głosić prawdę o miłości Boga do człowieka poprzez charytatywne dzieła i czynną miłość bliźniego ... Ciebie prosimy

2.                 Udziel nam, przyjmującym Chleb Życia w Eucharystii łaski otwartości naszych serc i umysłów, abyśmy umieli dostrzec potrzeby naszych braci i sióstr cierpiących niedostatek i abyśmy chcieli im zaradzić z tego, co posiadamy... Ciebie prosimy

3.                 Ty, Który jesteś Chlebem Eucharystycznym, ukaż nam, że nie samym chlebem człowiek żyje ale wszelkim Słowem, Które od Ojca pochodzi... Ciebie prosimy

4.                 Wspieraj nasze dążenia i wysiłki, abyśmy w życiu codziennym umieli okazywać czynną miłość nie tylko słowami, ale i uczynkami miłosierdzia... Ciebie prosimy

5.                 Niech nasza parafia, nasze rodziny i nasze wspólnoty karmiąc się Eucharystią nie zapominają o konieczności „kreatywnej miłości bliźniego” i nowej „wyobraźni miłosierdzia” dającej świadectwo braterskiej wspólnoty dóbr... Ciebie prosimy

6.                 Niech ci, którzy na ziemi karmili się Twoim Słowem i Ciałem doznają łaski przebywania z Tobą na wieki, w Twoim Królestwie... Ciebie prosimy

Zakończenie:         Ojcze Wszechmocny przyjdź nam z pomocą i naucz nas kochać naszych braci i siostry miłością współczującą i czynną, spraw abyśmy nie zamykali się w naszym egoizmie i podążali śladami Miłosiernego Chrystusa,Który daje sam siebie na pokarm, a Który żyje i króluje z Tobą i Duchem Świętym na wieki wieków.  Amen.

Przed rozesłaniem:

Ite Missa est” – Idźcie Ofiara spełniona, to nie zakończenie, ale raczej zaproszenie: „Idźcie i życiem swoim głoście to, czego sami doświadczyliście tutaj.” Niech inni przez was i wasze życie doświadczą miłości Boga, Który stał się Pokarmem.