poniedziałek, 9 marca 2026

Droga Krzyżowa I

I – Pan Jezus skazany na śmierć

Piłat, mógł Go oabronić, mógł znaleźć inne wyjście, ale … wygodniej było umyć ręce. Konformizm, wygoda, święty spokój… byle tylko nie narażać się niepotrzebnie, byle nie stracić posadki …

Ileż to razy w moim codziennym życiu wygodnie i po cichutku umywam ręce, bo tak wygodniej i bardziej bezpiecznie, bo po co się szarpać i nadstawiać niepotrzebnie karku? Mógłbym pomóc, mógłbym być wielki i znaleźć inne wyjście, ale ja wolę się odciąć, zbyć sprawę, być malutki i nijaki, byle tylko sobie nie zaszkodzić, byle nie zaszkodzić swojej karierce, nie stracić pozycji, stanowiska, twarzy …

Mali „piłaci” obecnego czasu … ileż ich dzisiaj jest, stale umywający ręce w lękliwym geście tchórzostwa. Iluż jeszcze konformistów wyda Jezusa na śmierć, dla świętego spokoju?

I Chrystus jest znowu skazywany, biczowany, maltretowany, bo mnie nie stać było na wyraziste opowiedzenie się  za Nim …   … obecnym w każdym cierpiącym bracie …

 

II – Pan Jezus bierze krzyż

„Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien.” (Mt 10,38)

A co to może znaczyć w moim życiu?

Każdy z nas ma swój własny krzyż do dźwigania … tylko …

… co to może konkretnie znaczyć w moim życiu?

Boję się krzyża, boję się cierpienia, boję się kłopotów i choroby, boję się niezabezpieczonej przyszłości, schorowanej starości… Zarabiam, zabiegam, oszczędzam, płacę ubezpieczenia (z których i tak korzystają inni, a nie ja) i … lękam się niepewnego jutra, boję się krzyża.

A on i tak mnie nie ominie.

Czy nie lepiej więc nieść go z Chrystusem, w Jego towarzystwie, wiedząc że On także powiedział: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.” (Mt 11,28)

Krzyż, choroba, cierpienie cię nie ominą. Chcesz być sam na sam z tą rzeczywistością, czy raczej iść za Nim, niosąc razem z Nim twój krzyż, po Jego drodze krzyżowej?


III – Pierwszy upadek

A czy ty pamiętasz twój pierwszy upadek, twój pierwszy grzech, twoje pierwsze „potknięcie”?

Ile innych było później?

Coraz gorsze, coraz poważniejsze i… coraz mniejsze wyrzuty sumienia.

Kolejne grzechy, kolejne świństwa, kolejne zaparcia się Chrystusa,

… kolejne rzucenie GO na kolana, na twarz … na bruk …

Każdy twój grzech, każdy twój upadek ma swoje lustrzane odbicie w upadkach Chrystusa… Ile ich jeszcze pozostało w twoim życiu? Ile razy jeszcze rzucisz Nim o ziemię?

Pierwszy upadek … taki niewinny .. i następne już coraz poważniejsze i coraz bardziej świadome. A może by tak zacząć uważać i zastanowić się czasami przed upadkiem, do czego to może doprowadzić? A może by tak nie rzucać Chrystusa co raz to brutalnie na kolana?


IV – Spotkanie z Matką

Matka,

Ona nie musi nawet mówić, Jej nie musisz nic tłumaczyć. Ona spojrzy i rozumie wszystko.

Tak spotkała Matka…

Syna …

na Jego krzyżowej drodze

i zrozumiała co znaczą słowa Symeona:

„A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu.” (Łk 2,35)

A ty, czy nie zapomniałeś, że masz matkę, że masz też Matkę, tę samą, rozumiejącą bez słów i bez niepotrzebnego gadania.

A jeśli spotkasz Ją na swojej drodze … nie uciekaj od Niej, Ona rozumie wszystko bez zbędnych słów. Ona – Wszechmocy błagająca … Ona jednym spojrzeniem dająca ukojenie. Matka… jedno słowo, które tak wiele znaczy … nawet dla Syna Bożego …

 

V – Pomoc Szymona Cyrenejczyka

Idąc drogą swojego życia tak naprawdę idziesz stale Jego droga krzyżową. I możesz na niej być:

 – gapiem, z ciekawością przyglądającym się tylko niecodziennemu widowisku,

– bezmyślnym i tępym żołdakiem znęcającym się nad bezbronnym,

– stojącym z daleka i nie okazującym żadnych uczuć, chłodnym, obojętnym, niezaangażowanym…,

… możesz… być zapatrzonym tylko w siebie i koniec swojego nosa …

 Ale możesz też pomóc, ulżyć, wesprzeć, choćby nawet odrobinę na siłę i wbrew Twojej rozleniwionej woli …

 … możesz nie być obojętnym, bezdusznym, nijakim, egoistą …

… możesz… nie być zapatrzonym tylko w siebie i koniec swojego nosa …

 Zaprawdę, powiadam wam:

Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście to uczynili. (Mt 25,40)

Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. (Mt 25,45)

 

VI – Spotkanie ze św. Weroniką

 Niewiele mogła. Prosty, zwyczajny, ludzki gest. Jak się przedarła przez kordon żołnierzy? A przecież się bała tak jak i ci wszyscy inni, patrzący z daleka. Przecież mogła zostać pobita, pchnięta, odtrącona. Odwaga zwykłej kobiety. Czy była jedną z tych, które usługiwały Jezusowi, czy tylko przechodniem na Jego drodze? Przechodniem, który po prostu zauważył cierpienie … zauważył cierpiącego i nie bał się.

 A ilu przechodzi obok mnie, z cierpieniem na twarzy, a ja nawet nie zwracam uwagi, albo się boję? Iluż potrzebujących tego zwykłego gestu minęło mnie już na mojej drodze, a ja nie zauważyłem, zlekceważyłem, zaparzony w siebie?

 Weroniko naucz mnie, jak pokonać strach i obojętność, jak nie przechodzić obok cierpiącego obojętnie …

 VII – Drugi upadek

 Niewielki kamień na drodze, potknięcie, utrata równowagi … Nawet nie zauważyłeś jak i kiedy twoje grzechy stały się coraz częstsze i coraz poważniejsze. Kiedyś jeszcze walczyłeś, próbowałeś się nie poddawać… czasem nawet ci się udawało. Od jakiegoś czasu już nie walczysz, padasz w błoto bez walki, bez wysiłku, nawet bez próby oporu. A twoje upadki stają się prawie normalne, niezauważalne, zawsze wytłumaczalne i usprawiedliwione.

 To, co kiedyś było nienormalne i trudne do przyjęcia, nie do zaakceptowania, staje się „normalką”, staje się normą. Dla wielu swoich grzechów, nałogów, słabości i upadków znalazłeś już usprawiedliwienie i wytłumaczenie. To przecież takie naturalne, jestem tylko człowiekiem, nie można zmienić natury … itd., itp. I leżysz już coraz dłużej i wstać ani podnieść się … już ci się nie chce, nie masz ochoty. A każdy następny upadek jest coraz głębszy i coraz bardziej niebezpieczny. I sił w tobie już coraz mniej i motywacje do powstania coraz słabsze.

 Drugi upadek Jezusa, to dla ciebie przypomnienie, ostrzeżenie ALARM !!! który powinien zapalić czerwone światełko w twojej duszy. Możesz jeszcze powstać, zmienić coś w swoim życiu, tylko się nie zgadzaj na marazm i zniechęcenie, tylko nie usprawiedliwiaj i nie lekceważ twoich grzechów.

 MOŻESZ JESZCZE POWSTAĆ.

 

VIII – Spotkanie z płaczącymi niewiastami

 

Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi ! (Łk 23,28)

 Czy nie jest to raczej przestroga dla nas, abyśmy naszego Wielkiego Postu nie ograniczali do sentymentalnych tylko wzruszeń? Czy nie jest tak, że łatwo się wzruszamy biedą i nieszczęściem innych, ale dalej, poza to wzruszenie już nie wyjdziemy? Czy nie jest tak, że sentymentalizm w sprawach religijnych zastępuje nam najczęściej właściwe nawrócenie i zmianę życia?

 Tak łatwo się wzruszyć, tak łatwo na tym poziomie uczuciowo-sentymentalnym pozostać, a przecież nie o to chodzi i nie po to Chrystus sam siebie wydał na mękę i śmierć, abyśmy się wzruszali … Wzruszenia są najczęściej tylko niebezpiecznym zastępnikiem, usypiającym wolę i pozwalającym nam na nic nie robienie.

 Nie płacz, nie rozczulaj się… ale zrób coś !!!

 

IX – Trzeci upadek

 Trzeci, najgorszy upadek i wydaje ci się, że już nie masz ani siły, ani wystarczająco dosyć silnej woli aby powstać. Jesteś obolały i zniszczony. Wydaje ci się, że to już absolutny koniec i że nie podniesiesz się już, i nie pójdziesz dalej. Grzechy przywaliły cię już tak bardzo, że odczuwasz pokusę zostania tu gdzie upadłeś, poddania się, dania za wygraną. Widzisz z przerażającą wyrazistością, jak daleko zaprowadziły cię twoje własne grzechy, słabości i nałogi. I tak dobrze by było już nic nie robić, poddać się, nie powstawać, nie szarpać się, zgodzić się na wszystko, załamać się, uznać się za przegranego …

 To takie kuszące, takie wygodne. Przecież tyle się już naszarpałeś, tyle razy próbowałeś … i NIC ! Po co więc dalej udowadniać sobie i innym coś, co jest niemożliwe. Pokusa pozostania, poddania się, odpuszczenia sobie tej bezsensownej walki jest stale obecna w twoim życiu, stale czai się gdzieś za kolejnym rogiem, za kolejnym upadkiem, kolejnym grzechem …

 A może już dawno upadłeś i leżysz, i co więcej udowadniasz sobie, że ci tu dobrze, że nie ma po co się dźwigać …

A przecież to jeszcze nie koniec, przecież możesz jak On, powstać, bo On właśnie po to po raz trzeci się podniósł, abyś i ty nie pozostał w połowie drogi, w marazmie i w beznadziei, w apatii i bezsensie.

 

X – Obnażenie

 Jesteś przekonany o swojej doskonałości, o swojej wielkości, o swojej perfekcyjności. Nikt nie może ci nic zarzucić… pławisz się w samouwielbieniu, krytykujesz i „obrabiasz” wszystkich wokół ciebie, byle tylko nie widzieć, że twoja twarz nie jest tak doskonała. Żyjesz w ustawicznym zakłamaniu, w obłudzie, w przekonaniu o swojej nieomylności, o swojej doskonałości, o swojej prawości i uczciwości I NAGLE !!! ….

 Ktoś cię zdemaskuje, ktoś obnaży twoje słabości, ktoś odkryje twoje ukryte i nie zawsze czyste zamiary i intencje, ktoś pokaże ci twoją własną – brzydką twarz ….

 Och!!!, jak to boli, jak bardzo boli i piecze, takie obnażenie, takie odarcie ze złudzeń i kłamstw, w które nawet ty sam już wierzyłeś! To gorsze niż być wystawionym nago na pośmiewisko pospólstwa… to gorsze niż wstyd bycia nagim …

 A może byś sam zdjął te wszystkie maski i zmył makijaże i zobaczył, że nie jesteś wcale taki dobry i wcale taki doskonały, jak ci się wydaje? A może byś przyznał się do swoich pomyłek i zobaczył swoje grzechy i brudy, w których się od lat pławisz? Może nie trzeba by było robić bolesnej wiwisekcji, odarcia, obnażenia?

 Panie, odarty z szat… to dla mnie, abym umiał się przyznać do moich grzechów i słabości … abym nie był taki pyszny i zarozumiały, przystrojony we wszystkie szatki mojej fałszywej doskonałości.

 

XI – Przybicie do krzyża

 Nie wystarczyło biczowania, ukoronowania cierniem, upadków i pośmiewiska… jeszcze i to – ukrzyżowanie… przybicie rąk i nóg gwoździami do drzewa… Po co? Dlaczego? Przecież tę ręce rozdawały chleb i rybę, przecież te ręce uzdrawiały i błogosławiły, przecież te ręce nie zrobiły nic złego, przecież te nogi niosły Go do miast i wiosek, aby ubogim nieść Dobrą Nowinę… Dlaczego więc i po co jeszcze i ta tortura?

 A co robią moje ręce? Gdzie niosą mnie moje nogi?

 Czy moje ręce są zawsze zajęte dobrem? Czy moje nogi zawsze ku dobru mnie prowadzą? A jeśli nie …?

 

XII – Śmierć na krzyżu

 I wydawać by się mogło, że to tutaj jest koniec, że tutaj, w tym momencie spełniają się wszystkie proroctwa i że dokonuje się Jego życie, że tutaj kończy się dramat i dzieło Życia Syna Bożego – Jezusa Chrystusa.

 Odeszli spod krzyża Jego uczniowie zawiedzeni, „bo myśmy się spodziewali” (Łk 24,21)

 Pogrzebane nadzieje, stracone złudzenia … a życie miało być takie piękne i tyle obiecywało … kończy się śmiercią, bardziej lub mniej brutalną, a jeśli jeszcze w cierpieniu, to może by cierpienia skrócić przez „miłosierny akt eutanazji” – najbardziej przewrotny i perwersyjny „akt miłosierdzia” wobec umierającego. Więc „jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda.” (Jn 19,34)

 I tak ma się skończyć posłannictwo ZBAWICIELA ŚWIATA, bezsilnym i beznadziejnym „wykonało się”?

 Jakże często poddaję się takim przygnębiającym myślom. Jakże często popadam w zniechęcenie, marazm i apatię. Czy to jest rzeczywiście koniec i poza tym tragicznym końcem nie chcę już nic widzieć?

 

XIII – Zdjęcie z krzyża

 Zakończył się dramat, dokonana została najbardziej niesamowita zbrodnia w dziejach ludzkości. Zabito Boga! I oto Jego Ciało… Ciało Syna Bożego oddano Matce. Ona Mu je dała 33 lata temu, w Betlejem – Domu Chleba i Ona je z powrotem otrzymuje tu, na Golgocie – Wzgórzu Czaszki.

 A między tymi dwoma momentami jest całe Jego życie i jest Wieczernik… i Jego słowa:

 „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje.” (Mt 26,26)

 Oto właśnie Jego Ciało… za nas wydane… a „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem.” (Jn 6,54-55)

 

XIV – Złożenie do grobu

 A może to jest już koniec? Czy tak już ma pozostać? Czy złożenie do grobu jest ostatnim aktem tej tragedii? Jeśli tak to: „… daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara.” (1 Kor 15,14), to powiedzmy sobie szczerze nic nie ma sensu i całe nasze życie jest absurdem, i powiedzmy sobie szczerze my wszyscy: „którzy tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania.” (1 Kor 15,19)

 Ale po Wielkim Piątku Ukrzyżowania nastąpiła przecież Wielka Niedziela Zmartwychwstania. Kto z Nim nie przeszedł przez śmierć, nie może oczekiwać także zmartwychwstania.

 Czy ja aby na pewno zdaję sobie z tego sprawę?

 


sobota, 7 marca 2026

III Niedziela Wielkiego Postu - A

 Wj 17:3-7

Ale lud pragnął tam wody i dlatego szemrał przeciw Mojżeszowi i mówił: Czy po to wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby nas, nasze dzieci i nasze bydło wydać na śmierć z pragnienia? Mojżesz wołał wtedy do Pana i mówił: Co mam uczynić z tym ludem? Niewiele brakuje, a ukamienują mnie! Pan odpowiedział Mojżeszowi: Wyjdź przed lud i weź kilku ze starszych Izraela ze sobą. Weź w rękę laskę, którą uderzyłeś Nil, i idź. Oto Ja stanę przed tobą na skale, na Horebie. Uderzysz w skałę, a wypłynie z niej woda, i lud zaspokoi swe pragnienie. Mojżesz uczynił tak na oczach starszyzny izraelskiej. I nazwał to miejsce Massa i Meriba, ponieważ tutaj kłócili się Izraelici i wystawiali Pana na próbę, mówiąc: Czy też Pan jest rzeczywiście wśród nas, czy nie?

Rz 5:1-2.5-8

Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany. Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy [jeszcze] byli bezsilni. A [nawet] za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.

J 4:5-42

Przybył więc do miasteczka samarytańskiego, zwanego Sychar, w pobliżu pola, które /niegdyś/ dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny. Nadeszła /tam/ kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: Daj Mi pić! Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności.

Na to rzekła do Niego Samarytanka: Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? Żydzi bowiem z Samarytanami unikają się nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: O, gdybyś znała dar Boży i /wiedziała/, kim jest Ten, kto ci mówi: Daj Mi się napić - prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej. Powiedziała do Niego kobieta: Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie i jego bydło?

W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu. Rzekła do Niego kobieta: Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać. A On jej odpowiedział: Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj. A kobieta odrzekła Mu na to: Nie mam męża. Rzekł do niej Jezus: Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą.

Rzekła do Niego kobieta: Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga. Odpowiedział jej Jezus: Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie.

Rzekła do Niego kobieta: Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko. Powiedział do niej Jezus: Jestem Nim Ja, który z tobą mówię. Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą. Jednakże żaden nie powiedział: Czego od niej chcesz? - lub: - Czemu z nią rozmawiasz? Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła tam ludziom: Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?

Wyszli z miasta i szli do Niego. Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: Rabbi, jedz! On im rzekł: Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie. Mówili więc uczniowie jeden do drugiego: Czyż Mu kto przyniósł coś do zjedzenia? Powiedział im Jezus: Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. Czyż nie mówicie: Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa? Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo. Żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem żąć to, nad czym wyście się nie natrudzili. Inni się natrudzili, a w ich trud wyście weszli.

Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: Powiedział mi wszystko, co uczyniłam. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, a do tej kobiety mówili: Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata.


Pragnienie i głód

Czy zastanawiałem się kiedyś nad tym "czym różnię się od zwierzęcia?" Zwierzę, kiedy jest głodne szuka pożywienia - ja też, kiedy jest spragnione, szuka wody - ja też. Kiedy jest zmęczone szuka odpoczynku - ja też, kiedy jest mu gorąco szuka cienia - ja też. Zwierzę, kiedy jest przestraszone ucieka - ja też. Kiedy jest chore szuka lekarstwa, to jest "wpisane" w jego instynkt - ja też. Czym więc różnię się od zwierząt? Czy wszystkie moje potrzeby to głód, pragnienie, potrzeba odpoczynku, konieczność przedłużenia gatunku? Czy całe moje życie ma się sprowadzać tylko do zaspokajania tych fundamentalnych potrzeb organicznych? Czy też jest we mnie głód większy, pragnienie głębsze, potrzeby bardziej ludzkie, czy tylko zwierzęce?

Jezus, rozmawiający z samarytanką u studni uświadamia jej właśnie to głębsze, ludzkie pragnienie, a po powrocie Apostołów również im, uświadamia istnienie bardziej podstawowego głodu. Nie może się człowiek ograniczyć tylko do zaspokajania jedynie zwierzęcych potrzeb i pragnień, jeśli chce być czymś więcej niż jednym z naczelnych ssaków.

Jest rzeczą dla człowieka nieodzowną uświadomienie sobie: "JAKI JEST JEGO PRAWDZIWY GŁÓD I PRAWDZIWE PRAGNIENIE? Co -tak naprawdę- może zaspokoić moje pragnienia? W przeciwnym wypadku, pozostanie na poziomie zaspokajania rudymentarnych potrzeb i instynktów. Co więcej, musi człowiek również odkryć, gdzie i w jaki sposób może zaspokoić swoje ludzkie, metafizyczne potrzeby. Kiedy Jezus mówi: "Ja jestem Źródłem Wody Żywej", "Ja jestem Chlebem Życia Wiecznego", chce nam w ten sposób otworzyć oczy na nasze prawdziwe potrzeby, na nasz prawdziwy głód i pragnienie. Nie można uciekać przed tego rodzaju pytaniami i dylematami. Nie można zasłaniać się brakiem czasu i zmęczeniem. Nie można udawać, że problem nie istnieje, że go nie ma, że jeszcze mam czas, bo na starość będę się nad tym zastanawiał, a teraz muszę "robić pieniądze i ciężko zarabiać na życie". Na jakie życie? Konia, czy osła? Jeśli bowiem zaspokajam tylko swoje organiczne potrzeby, to niczym nie różnię się od tych dwóch -poczciwych- zwierzątek, których aspiracje nie sięgają poza pełny i obfity żłób.

Panie, daj mi Wody Żywej ...

Panie, nakarm mnie Chlebem życia ...

Panie, nie daj mi być tylko ciężko pracującym koniem, lub osiołkiem.


Homilia alternatywna I

Woda żywa

Pracując od prawie 15 lat w Afryce, niejednokrotnie miałem okazję doświadczyć, czym naprawdę jest dobra woda, jak wiele znaczy ona dla ludzi, którzy nie mają jej w kranach na bieżąco i pod dostatkiem, którzy po wodę muszą chodzić nieraz kilometrami lub czerpać ją z brudnej i błotnistej kałuży, albo używać (jak na Komorach) do mycia, a nawet do gotowania, słonej wody morskiej.

My również, żyjąc w coraz bardziej zanieczyszczonym środowisku, kupując wodę w butelkach, doceniamy wartość i znaczenie tego symbolu. Woda - symbol życia, to także symbol dobrobytu i błogosławieństwa, to symbol czystości i zaspokojenia podstawowych potrzeb człowieka.

Dlatego Mojżesz uderzający na pustyni w skałę, z której wypływa dobra woda i Chrystus- Źródło wody żywej to nie tylko symbole, to archetypy potęgi istnienia. To sam Bóg objawiający się swojemu ludowi, to Bóg -Źródło życia.

Nie bez przyczyny Jan Paweł II w swoim Tryptyku Rzymskim pisze:

„Zatoka lasu zstępuje
w rytmie górskich potoków...
Jeśli chcesz znaleźć źródło,
musisz iść do góry, pod prąd.
Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj,
wiesz, że ono musi tu gdzieś być —

Gdzie jesteś, źródło?... Gdzie jesteś, źródło?!

Cisza...
Strumieniu, leśny strumieniu,
odsłoń mi tajemnicę
swego początku!

(Cisza — dlaczego milczysz?
Jakże starannie ukryłeś tajemnicę twego początku.)

Pozwól mi wargi umoczyć
w źródlanej wodzie
odczuć świeżość,
ożywczą świeżość.”

A my wiemy, że Chrystus jest właśnie owym Źródłem Życia, w którym mogę „umoczyć wargi, jak w źródlanej wodzie i odczuć ożywczą świeżość”.

Panie daj mi wody żywej!


Homilia alternatywna II

Oaza pośród skał, czyli dramat pragnienia

  1. Geografia naszego serca

Dzisiejsze czytania prowadzą nas przez niezwykłą mapę – mapę ludzkiego serca. To wędrówka od kamienistej pustyni, przez samotną studnię, aż po Golgotę. Na tej mapie pojawia się jeden, kluczowy element: skała. W Księdze Wyjścia skała jest celem podróży i źródłem wody. W Ewangelii przy studni, która jest wydrążona w skale, rozgrywa się dramat spotkania. A w Liście do Rzymian apostoł Paweł mówi o skandalu miłości, który rozbija się o skałę naszego grzechu.

  1. Szemranie, które odsłania prawdę

Pierwsze czytanie to scena pełna napięcia. Izraelici są u kresu sił. Brakuje wody. I wtedy rodzi się szemranie. To nie jest zwykłe narzekanie. To pytanie, które każdy z nas zadaje w chwilach kryzysu: “Czy Pan jest rzeczywiście wśród nas, czy nie?” (Wj 17,7).

To pytanie jest jak uderzenie w skałę ludzkiej duszy. Ono wydobywa na powierzchnię to, co w nas najgłębsze: pragnienie Boga zmieszane z wątpliwością, czy On naprawdę się nami przejmuje. Izraelici chcą wody, ale Bóg daje im coś więcej: zranioną skałę. Mojżesz ma uderzyć w skałę – w to, co wydaje się martwe i obojętne – a z tego uderzenia wypływa życie. To pierwsza lekcja: Bóg nie zawsze usuwa pustynię, ale na pustyni potrafi sprawić, że kamień staje się źródłem.

  1. Kobieta, która przyszła po wodę, a znalazła Źródło

Ewangelia jest mistrzowskim dopełnieniem tej lekcji. Patrzymy na Samarytankę. Przychodzi do studni Jakuba w samo południe. Przypadek? Raczej unik. Przyszła w porze, gdy nikogo nie ma, bo jej życie jest naznaczone piętnem – pięciu mężów, a ten szósty nie jest jej mężem. Jest spragniona, ale jej pragnienie sięga głębiej niż fizyczna potrzeba wody. Jest spragniona akceptacji, miłości, oczyszczenia.

I wtedy spotyka Jezusa. On, zmęczony, siedzi przy studni. To ważny detal: Bóg jest zmęczony. Bóg jest spragniony. Jezus zaczyna nie od nauczania, ale od prośby: “Daj Mi pić!” (J 4,7). Paradoks: Źródło wody żywej prosi o wodę ze studni. Bóg staje się żebrakiem, by wejść w relację z grzesznicą.

Ta rozmowa to seria przełamań. Jezus przełamuje mur nienawiści (Żydzi – Samarytanie), mur obyczajowości (mężczyzna – kobieta), mur religijności (góra Garizim – Jerozolima). On nie daje jej wody od razu. Najpierw sprawia, że ona uświadamia sobie swoje pragnienie. Mówi o wodzie, która gasi pragnienie na wieki. Ona myśli o wygodzie: “Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać” (J 4,15). Chce łatwego rozwiązania. Chce boskiego automatu z wodą.

Jezus jednak uderza w skałę jej sumienia: “Idź, zawołaj swego męża” (J 4,16). To moment próby. To jak laska Mojżesza uderzająca w skałę. Z jej serca, zamiast kamiennej wymówki, wypływa nagle prawda: “Nie mam męża”. I w tym momencie, gdy staje w prawdzie o swoim życiu, skała jej serca pęka. I wtedy Jezus mówi jej największą prawdę o sobie: “Jestem Nim Ja, który z tobą mówię” (J 4,26).

  1. Miłość, która rozbija się o grzech

I tu dochodzimy do sedna, które wyjaśnia św. Paweł. Dlaczego ta kobieta uwierzyła? Bo spotkała kogoś, kto znał jej grzech i nie uciekł. Ktoś, kto patrząc na jej życie naznaczone porażkami, nie wyciągnął kamienia, ale zaproponował wodę życia.

Paweł pisze do Rzymian: “Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5,8). To jest klucz do zrozumienia tej sceny przy studni i całego Wielkiego Postu. Bóg nie czeka, aż stanie-my się święci, by nas pokochać. On uderza w skałę naszego grzechu swoją miłością.

Skała na Horebie była obrazem. Skałą, w którą uderzył Mojżesz, był kamień. Skałą, w którą uderzy świat, był Chrystus. To On jest Kamieniem węgielnym odrzuconym przez budujących. To On, uderzony włócznią na krzyżu, stał się źródłem wody i krwi – sakramentów Kościoła. Samarytanka przy studni to my wszyscy. Każdy z nas nosi w sobie jakąś studnię – miejsce, gdzie przychodzimy po ochłodę, po miłość, po akceptację. I często czerpiemy wodę ze źródeł, które nie gaszą pragnienia: z władzy, z pieniędzy, z związków na próbę, z opinii innych ludzi.

  1. Zostawić dzban

Kulminacją nawrócenia Samarytanki jest gest: “Kobieta zaś zostawiła swój dzban” (J 4,28). Zostawiła to, po co przyszła. Przyszła po wodę ze studni, a znalazła Źródło. Zostawiła dzban, bo znalazła Tego, który wypełnia serce. Pobiegła do miasta. Ta, która przyszła w południe, by uniknąć ludzi, teraz biegnie do ludzi, by opowiedzieć o Jezusie.

To jest znak autentycznego spotkania z Bogiem. Ono nie polega na tym, że dostajemy to, czego chcemy (łatwą wodę). Ono polega na tym, że poznajemy Tego, który sam jest Wodą Żywą. Wtedy możemy zostawić nasze dzbany – nasze przywiązania, nasze grzechy, nasze ludzkie zabezpieczenia.

Zakończenie

W tym Wielkim Poście jesteśmy zaproszeni, by usłyszeć pytanie: “Czy Pan jest wśród nas, czy nie?” (Wj 17,7). Nie bójmy się odpowiedzi, którą znajdziemy na krzyżu. Tam Bóg pokazał raz na zawsze, że jest z nami. Na pustyni naszego życia, w skwarze południa naszych grzechów, przychodzi do nas Zmęczony Wędrowiec. Prosi o łyk wody, ale tak naprawdę chce nam dać samego Siebie.

Nie lękajmy się pokazać Mu naszych poranionych studiń. Nie lękajmy się usłyszeć prawdy o naszym życiu. Bo tylko ta prawda, wypowiedziana przed Nim, może sprawić, że skała naszego serca pęknie i wypłynie z niej źródło życia wiecznego. I wtedy, jak Samarytanka, porzucimy nasze dzbany i pobiegniemy do świata, by zawołać: “Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam” (J 4,29). Amen.


Homilia alternatywna III

O pragnieniu, które nie zna nasycenia

  1. Studnia Jakuba i studnia naszych codzienności

Dzisiejsza Ewangelia przenosi nas w niezwykle upalne południe. Zmęczony Jezus siada przy studni. To miejsce jest nie tylko punktem na mapie, ale także symbolem. W Biblii studnia to miejsce spotkania – tam Abrahamowy sługa znajduje Rebekę, Jakub spotyka Rachelę. To miejsce, gdzie rodzi się miłość i zawiera przymierza.

Przychodzi kobieta. Ma ona swoje pragnienie – zwykłe, fizyczne pragnienie wody. Nosi w sobie również pragnienia głęboko ukryte: pragnienie miłości, akceptacji, sensu. Żyje w sytuacji grzechu i odrzucenia – miała pięciu mężów, a ten, z którym żyje teraz, nie jest jej mężem. Przyszła do studni w południe, w największy skwar, nie razem z innymi kobietami o świcie czy zmierzchu. Ucieka od ludzkich spojrzeń, od plotek, od oceny.

Czy my nie jesteśmy trochę jak ta kobieta? Przychodzimy do źródeł tego świata – do pracy, rozrywki, pieniędzy, związków – czerpiąc wiadrami naszych oczekiwań. Czasem jesteśmy tak spragnieni, że pijemy byle co, byle zaliczyć dzień, byle zagłuszyć niepokój. W środku naszej codziennej bieganiny, w południe naszych zmagań, Jezus siada przy studni naszego życia. On jest zmęczony – to ważne! Bóg nie jest abstrakcyjną ideą, ale Kimś, kto dzieli nasze ludzkie zmęczenie, by móc spotkać nas w naszej codzienności.

  1. Woda, która nie gasi pragnienia, czyli o myleniu pragnień

W dialogu z Samarytanką dochodzi do niezwykłego napięcia. Kobieta myśli o wodzie ze studni, Jezus mówi o “wodzie żywej”. Ona myśli o pragnieniu ciała, On o pragnieniu duszy. To zderzenie dwóch porządków, które jest sednem naszego człowieczeństwa.

Tak, mamy ciało. Tak, potrzebujemy jeść, pić, odpoczywać. Jesteśmy częścią natury, jesteśmy ssakami. Nasze ciała wołają o wodę, gdy jest gorąco, o sen, gdy jesteśmy zmęczeni. To jest dobre i piękne. Grzech pierworodny nie zniszczył natury, ale zranił w nas relację.

Problem zaczyna się wtedy, gdy – jak mówi refleksja, którą usłyszeliśmy – zaspokajamy tylko swoje organiczne potrzeby, niczym nie różniąc się od poczciwych zwierzątek. Różnica między nami a zwierzęciem nie leży w tym, że zwierzę nie ma instynktów, a my je mamy. Różnica polega na tym, że człowiek ma pragnienie nieskończoności.

Zwykle to pragnienie kierujemy na skończone rzeczy. Chcemy tyle pieniędzy, żeby w końcu być szczęśliwym. Chcemy takiego partnera, żeby w końcu czuć się kochanym. Chcemy tylu sukcesów, żeby czuć się wartościowym. I co się dzieje? Pijemy tę wodę, ale po chwili znowu jesteśmy spragnieni. Bo studnia tego świata jest głęboka, a nasze wiadra są małe i dziurawe.

Samarytanka przychodzi po wodę do studni Jakuba. To była dobra, historyczna, patriarchalna studnia. Ale Jezus mówi jej: “Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął”. To diagnoza naszego życia, gdy żyjemy tylko horyzontalnie. Praca, dom, wakacje, emerytura – to wszystko jest dobre, ale jeśli to jest wszystko, na zawsze pozostaniemy niespełnieni.

  1. “Daj mi tej wody” – pragnienie, które prowadzi do prawdy

Kobieta, słysząc o wodzie, która gasi pragnienie na zawsze, woła: “Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła”. Ona wciąż myśli o wygodzie – żeby nie musieć przychodzić do studni, nie męczyć się. Jezus jednak nie daje się zwieść. Aby dać jej prawdziwą wodę, musi wydobyć z niej prawdę o jej pragnieniu. Mówi: “Przynieś swego męża”.

To moment przełomowy. Jezus delikatnie, ale stanowczo dotyka rany. Mówi o jej życiu, które jest nieuporządkowane. Nie po to, by ją upokorzyć, ale by pokazać, że źródłem jej wewnętrznego pragnienia jest brak prawdziwej miłości. Szukała jej u pięciu mężczyzn i nie znalazła.

Wielki Post to czas, w którym Jezus mówi do nas: “Przynieś swego męża”. Przynieś to, co jest twoim bałwochwalstwem. Przynieś to, co próbujesz napić się zamiast Mnie. Może to twoja praca, twoje hobby, twoja złość, twój smutek, twoje nierealne oczekiwania wobec innych. Dopiero gdy staniesz w prawdzie o swoim życiu, o swoich “pięciu mężach”, możesz otrzymać wodę żywą.

  1. Woda żywa, czyli Duch Święty w nas

Czym jest ta woda, którą daje Jezus? To nie jest magiczny napój. To Duch Święty, to łaska, to życie Boże w nas. To On sprawia, że przestajemy być “ciężko pracującym koniem” i stajemy się dziećmi Bożymi.

Co ciekawe, kobieta zostawia swój dzban. Zostawia go przy studni. Ten dzban to symbol jej dotychczasowego sposobu życia, jej zabezpieczeń, jej samotności. Gdy spotyka Jezusa, okazuje się, że dzban nie jest już potrzebny. Ona, która przyszła zaczerpnąć wody, sama staje się źródłem dla innych. Biegnie do miasta i mówi: “Przyjdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam”.

To jest kryterium autentycznego spotkania z Bogiem. Jeśli ktoś spotkał Jezusa, nie zatrzymuje Go dla siebie. Staje się świadkiem. Przestaje myśleć tylko o swoim brzuchu i swoim pragnieniu, a zaczyna widzieć pragnienia innych.

  1. Skała, która daje pić

To przesłanie doskonale współgra z pierwszym czytaniem. Izrael na pustyni jest spragniony. Ludzie szemrają przeciw Mojżeszowi, mówiąc: “Czy Pan jest among us, czy nie?” Bóg mówi do Mojżesza: “Uderz w skałę, a wypłynie z niej woda”. Święty Paweł w Liście do Koryntian zinterpretuje tę skałę jako Chrystusa.

Jesteśmy na pustyni Wielkiego Postu. Jesteśmy spragnieni Boga. I oto uderzona skała – Chrystus przebity włócznią na krzyżu – staje się źródłem wody i krwi. To z Jego boku wypływa Kościół i sakramenty.

  1. Nie bądź osłem, bądź świadkiem

Wracając do początku: Czym różnię się od zwierzęcia? Tym, że mogę poznać Boga. Tym, że moje serce jest tak wielkie, że tylko Bóg może je wypełnić. Św. Augustyn powie: “Stworzyłeś nas, Panie, dla siebie i niespokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Tobie”.

Nie dajmy się zwieść pozorom. Można mieć pełny żłób i puste serce. Można ciężko pracować jak koń, a w środku być duchowym bankrutem.

Jezus woła dziś do ciebie: “Jeśli znasz dar Boży”. Ten dar to On sam. Nie woda ze studni, ale Źródło. Nie chleb, który się kończy, ale Chleb Życia.

Panie, daj mi tej wody. Obmyj moje pragnienia. Naucz mnie pragnąć Ciebie nade wszystko. I spraw, abym jak Samarytanka, zostawiwszy swój dzban grzechu i lęku, biegł do innych i mówił: spotkałem Kogoś, kto wie o mnie wszystko i mimo to mnie kocha.

piątek, 27 lutego 2026

II Niedziela Wielkiego Postu – A

 Rdz 12:1-4

Pan rzekł do Abrama: Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem. Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i ja będę złorzeczył. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi. Abram udał się w drogę, jak mu Pan rozkazał, a z nim poszedł i Lot. Abram miał siedemdziesiąt pięć lat, gdy wyszedł z Charanu.

2 Tm 1:8b-10

Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga! On nas wybawił i wezwał świętym powołaniem nie na podstawie naszych czynów, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam dana została w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami. Ukazana zaś została ona teraz przez pojawienie się naszego Zbawiciela, Chrystusa Jezusa, który przezwyciężył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię.

Mt 17:1-9

Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie! Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: Wstańcie, nie lękajcie się! Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie.


Homilia I

Przemiana

Aby dostrzec Boga i Jego wielkość trzeba nam najpierw "wejść na górę", wspiąć się ponad przyziemne i doczesne sprawy, wyjść z codzienności, udać się "na osobność", wsłuchać się w głos Boga, przyjąć Jego zaproszenie. Bóg zaprasza nas, jak Abrahama; 'wyjdź z twojej ziemi" i z twojego domu, z twoich spraw i małostek. Jak Jezus wziął ze sobą Apostołów, tak i nas pragnie wziąć ze sobą i zaprowadzić "na górę wysoką, osobno". Kto nie chce przyjąć tego zaproszenia i nie chce pójść za Jezusem "na osobność" nigdy nie doświadczy i nie dozna zachwytu wielkością Boga, nigdy nie doświadczy przemienienia, nigdy nie zobaczy ostatecznego sensu i celu swojego życia, zawsze będzie orał nosem po ziemi i szukał tylko doczesnego spełnienia.

Okres Wielkiego Postu jest okazją do takiego wyjścia z siebie i z przyziemności, jest okazją do owej wspinaczki "na górę", aby nie zostać przytłoczonym doczesnością, jest doskonałą okazją do przeżycia i doświadczenia przemiany. Trzeba tylko podjąć wysiłek opuszczenia swojego "małego domku doczesności i interesików".

Czy stać mnie jeszcze na inne spojrzenie na moje życie?

Czy już stale będę tylko zanurzony w codzienności i przyziemnych sprawach?


Homilia alternatywna I

Jego słuchajcie

W każdej perykopie ewangelicznej jest jedno słowo, czasem jedno zdanie, które jest kluczem do tego właśnie fragmentu Ewangelii. Sądzę, że w dzisiejszej Ewangelii tym słowem kluczem jest to, co mówi na Górze Przemienienia głos z obłoku: "Jego słuchajcie".

Przed kilku laty w jednej parafii, gdzie miałem głosić rekolekcje wielkopostne, przed rozpoczęciem rekolekcji proboszcz tej parafii szczerze powiedział: "Musisz pamiętać, że w tej parafii ludzie wyznają taką podstawową zasadę ...

 

"If you don't tell us what we want to hear, we will not listen to what you have to say".

Co znaczy:               "JEŚLI NIE BĘDZIESZ NAM MÓWIŁ TEGO CZEGO CHCEMY SŁUCHAĆ, TO NIE BĘDZIEMY CIĘ W OGÓLE SŁUCHAĆ".

Niestety taka jest mentalność współczesnego człowieka. Chce słuchać tylko i jedynie tego co mu się podoba, co odpowiada jego zapotrzebowaniom, co jest miłe, przyjemne i niewymagające, co nie sprawia "zgrzytu" w uszach i nie zmusza do jakiejkolwiek korekcji życia.

Być posłusznym w naszych czasach, to bardzo trudna i niepopularna sprawa. Kiedy słyszymy, jak to Bóg zażądał od Abrahama rzeczy niezwykłej, najpierw porzucenia ojczyzny i wyjścia z domu swego ojca, a później złożenia jedynego syna w ofierze całopalnej jesteśmy niemal oburzeni i słuchamy tej opowieści z niedowierzaniem. Trzeba się przecież kierować raczej zdrowym rozsądkiem, interesem, zyskiem, realizmem. Nie należy być zbyt uległym i pokornym, bo to nie przynosi żadnych wymiernych korzyści. Abraham jest według naszych standardów myślenia – nieodpowiedzialnym szaleńcem ...

Niby modlimy się w codziennym "Ojcze nasz …… bądź wola Twoja, przyjdź Królestwo Twoje .." ale kto traktuje to poważnie, to taka tylko modlitwa ..

Posłuszeństwo zakonne - ślubowane przez zakonników i zakonnice- uważamy również za jakąś dewiację, a nawet abulię woli lub inną chorobę psychiczną. W ogóle takie słowa jak:

- posłuszeństwo,
- pokora,
- uległość,
-poddanie się woli Bożej

wyrzuciliśmy z naszych codziennych słowników i zaliczamy je do kategorii dobrych być może w średniowieczu, albo co najwyżej przeznaczonych dla dewotek i bigotów.

Jak to więc jest z tym poleceniem Boga Ojca: "To jest Syn mój Umiłowany, Jego słuchajcie"?

"Wierzę w Syna Bożego".  Ale co to znaczy w praktyce? Wierzę w Syna Bożego znaczy także wierzę Synowi Bożemu, słucham Go i ufam Mu.

Do czego zaprasza nas to wezwanie Boga Ojca: "To jest Syn mój Umiłowany, Jego słuchajcie"?

  • Co takiego Chrystus ma nam do powiedzenia, skoro sam Bóg poleca Go słuchać?
  • Co znaczy w moim życiu słuchać Syna Bożego?

Najpierw na pewno trzeba otworzyć uszy z pokorą. Nie mogę usłyszeć Syna Bożego, jeśli moje uszy są zamknięte i ogłuszone jazgotem medialnym. Trzeba najpierw wyłączyć ten jazgot, wyciszyć się i otworzyć uszy na głos Syna Bożego.

A Chrystus ma nam na pewno coś do powiedzenia:

- o nas samych,
- o naszej ludzkiej kondycji, bo sam był CZŁOWIEKIEM,
- o naszym życiu,
- o jego ostatecznym przeznaczeniu i sensie.

On ma nam do powiedzenia coś, o czym nie powiedzą nam żadne inne media i nie podpowiedzą żadne reklamy. Posłuszeństwo Chrystusowi, słuchanie Chrystusa to nie choroba, czy abulia woli, to nie pozbycie się odpowiedzialności, ani alienacja, jak chce ateizm, czy też wyraz słabości, jak zapewnia sartrowski egzystencjalizm.

Słuchać Syna Bożego to iść za Tym, Który jest Zbawicielem i Odkupicielem człowieka. To zaufać Temu, Który na pewno wie jaka jest moja bieda i na pewno wie jak mnie z tej biedy wyprowadzić.

A przecież słuchać Chrystusa, to odkryć prawdziwe znaczenie człowieczeństwa i moje ostateczne przeznaczenie, jakim jest stanie się dzieckiem Bożym. Tylko, że takie perspektywy i takie horyzonty to pewno już za dużo dla człowieka, który nie chce słuchać nikogo poza samym sobą, a już na pewno nie kogoś, kto jest dla niego zbyt wymagający ... A Chrystus jest wymagający, bo nie jest połowiczny, ani eufemistycznie naiwny i nawołując do nawrócenia i zawierzenia Ewangelii, jest bardzo rzeczowy i konkretny. On nie pieści ludzkich uszu tanimi sloganami i nie szuka poklasku ani aplauzu, tylko dobra człowieka ... czasami dobra trudnego ...

Chrystus nie mówi nam tego czego chcemy słuchać, co jest dla nas przyjemnie i miłe, ale to co jest dla nas do zbawienia konieczne.

Podstawowym jednak warunkiem do tego jest SŁUCHANIE, otwarcie uszu i serca. Chrystus nie powie mi NIC, jeśli zamknę uszy na Jego słowa, jeśli zamknę serce na Jego naukę. Chrystus nie powie mi nic jeśli ja sam trwam uparcie w swoich przekonaniach i odrzucam Jego naukę. Taka właśnie postawa -zatwardziałość serca- charakteryzowała Izraelitów na pustyni. Nie chcieli słuchać Boga, przemawiającego przez Mojżesza i Aarona, bo zatwardziałe było ich serce. Oni po prostu wiedzieli lepiej, oni nie chcieli słuchać bo bali się, że musieliby coś zmienić s swoim życiu.

Słuchanie Chrystusa, to wzięcie odpowiedzialności w swoje ręce, to rozpoznanie swojego prawdziwego miejsca i roli w świecie, to wyraz siły i uznania wielkości człowieka, ale zarazem prawda o jego słabości i ułomności. Tak łatwo dajemy się kierować reklamom, tak łatwo słuchamy fałszywych współczesnych proroków i idoli, a tak trudno jest nam zawierzyć, zaufać Bogu.


Homilia alternatywna II

Przemienienie na Górze Tabor

Można patrzeć i nie widzieć, można słuchać i nie słyszeć, można słyszeć i widzieć, a mimo to być ślepym i głuchym wewnętrznie na to, co się widzi i słyszy. I tak jest chyba w wypadku wielu współczesnych zobojętniałych chrześcijan. Tak chyba zresztą było i w wypadku Apostołów; Piotra, Jana i Jakuba, którzy byli przecież świadkami niezwykłego wydarzenia, widzieli i słyszeli, a przecież nie zrozumieli i nie rozumieli jeszcze bardzo długo. "Dobrze, że tu jesteśmy ..." - mówi Piotr w zachwycie. "Zostańmy tutaj, bo tak nam tu dobrze". Jakże wielu chrześcijan dzisiejszych szuka w religii tylko takich właśnie zachwytów i uniesień? Ale kiedy przychodzą chwile próby ich wiary, kiedy trzeba zdać egzamin moralny z głębi tego, w co wierzą, to tak szybko zapominają o zachwytach i są zdziwieni, uciekają, odchodzą, jak Piotr w czasie męki i ukrzyżowania.

Można patrzeć i nie widzieć, można słuchać i nie słyszeć, można być ślepym i głuchym wewnętrznie ... I dlatego może trzeba abyśmy zrozumieli, co chce nam powiedzieć Bóg Ojciec w słowach: "To jest Syn mój wybrany, Jego słuchajcie". Chrystus ma nam na pewno coś do powiedzenia i to na pewno coś głębszego i bardziej substancjalnego, niż tylko powierzchowne zachwyty i uniesienia. Chce nam mówić o miłości, ale o miłości wymagającej i nie sentymentalnej, chce mówić o przebaczeniu i o zbawieniu, ale nie na siłę i wbrew woli człowieka, chce być przyjacielem i bratem, ale nie narzucającym się i raczej szanującym wolność ludzkiego wyboru. Chce nam powiedzieć o niebie i tam nas doprowadzić, ale nie w sposób naiwny i czułostkowy. Chce nas zaprowadzić z Góry Tabor - góry przemienienia na Górę Kalwarię. Bo tylko tamtędy wiedzie droga do Góry Wniebowstąpienia, do zbawienia i szczęścia wiecznego. Czy jestem na to gotowy? Piotr był zachwycony na Górze Przemienienia, ale nieobecny na Kalwarii ... Musiał jednak i on przejść swoją Kalwarię, aby zostać już na zawsze ze swoim Mistrzem ... Góra przemienienia to tylko etap, tak jak i Kalwaria, i warto o tym pamiętać w chwilach uniesień, ale i w chwilach prób i doświadczeń.


Przemiana

Aby dostrzec Boga i Jego wielkość trzeba nam najpierw "wejść na górę", wspiąć się ponad przyziemne i doczesne sprawy, wyjść z codzienności, udać się "na osobność", wsłuchać się w głos Boga, przyjąć Jego zaproszenie. Bóg zaprasza nas, jak Abrahama; 'wyjdź z twojej ziemi" i z twojego domu, z twoich spraw i małostek. Jak Jezus wziął ze sobą Apostołów, tak i nas pragnie wziąć ze sobą i zaprowadzić "na górę wysoką, osobno". Kto nie chce przyjąć tego zaproszenia i nie chce pójść za Jezusem "na osobność" nigdy nie doświadczy i nie dozna zachwytu wielkością Boga, nigdy nie doświadczy przemienienia, nigdy nie zobaczy ostatecznego sensu i celu swojego życia, zawsze będzie orał nosem po ziemi i szukał tylko doczesnego spełnienia.

Okres Wielkiego Postu jest okazją do takiego wyjścia z siebie i z przyziemności, jest okazją do owej wspinaczki "na górę", aby nie zostać przytłoczonym doczesnością, jest doskonałą okazją do przeżycia i doświadczenia przemiany. Trzeba tylko podjąć wysiłek opuszczenia swojego "małego domku doczesności i interesików".

Czy stać mnie jeszcze na inne spojrzenie na moje życie?

Czy już stale będę tylko zanurzony w codzienności i przyziemnych sprawach?


Homilia alternatywna III

oto jestem …

Bóg tak głęboko wchodzi w historię człowieka, że staje się jednym z nas (1Tm 2:5). A robi to nie dla siebie, nie po to, że Jemu jest to potrzebne, ale dla człowieka. On nie tylko stał się jednym z nas, On stał się, On nadal jest dla nas. Ta bliskość i obecność Boga wyraża się szczególnie w drugim dzisiejszym czytaniu, ale -na dobrą sprawę- całe Pismo Św. jest historią Boga, który jest z człowiekiem i dla człowieka. Kiedy Chrystus na górze Tabor objawia swoją boskość, to czyni to także dla człowieka, chcąc przygotować swoich uczniów na chwilę ostatecznej próby, ale zarazem pokazać, że oto Bóg jest z człowiekiem.

Pozostaje jednak pytanie: „Czy ja jestem z i dla Boga? Czy jak Abraham potrafię w ekstremalnych warunkach zaufać Bogu do końca i odpowiedzieć –jak on, ojciec wierzących- oto jestem? To bycie Boga z i dla człowieka wyraziło się najpełniej w męce i śmierci Chrystusa na Krzyżu. Tutaj Bóg poszedł niejako „na całość”. Tutaj pokazał, jak bardzo jest z nami i dla nas.


Homilia alternatywna IV

W drugą niedzielę Wielkiego Postu Kościół stawia nam przed oczyma niezwykłe wydarzenie – przemienienie Pańskie na górze Tabor. To jakby przedsmak wielkanocnego poranka, chwila, gdy Jezus odsłania przed uczniami swoją boską chwałę. Dlaczego właśnie teraz, w czasie pokuty i przygotowania? Bo Wielki Post to nie tylko droga krzyża, ale także droga nadziei. Patrzymy na cel, by nie ustawać w trudzie wędrówki.

1. Wyjście Abrama – wiara, która opuszcza

Pierwsze czytanie ukazuje nam Abrama, który słyszy głos Boga: „Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę”. Abram ma siedemdziesiąt pięć lat, ma już swoje przyzwyczajenia, swoją ziemię, swój lud. Bóg jednak wzywa go do radykalnego wyjścia – nie tylko geograficznego, ale przede wszystkim duchowego. Abram ma zostawić to, co znane, i pójść w nieznane, ufając jedynie obietnicy. I czytamy: „Abram udał się w drogę, jak mu Pan rozkazał”.

To jest obraz naszej wiary. My także, często w dojrzałym wieku, słyszymy Boże wezwanie do nawrócenia, do opuszczenia naszych duchowych „ziem rodzinnych” – czyli grzechów, przyzwyczajeń, wygody, ludzkich zabezpieczeń. Bóg obiecuje błogosławieństwo, ale nie daje mapy. Mówi: „pójdź, a zobaczysz”. Wielki Post to czas, by na nowo podjąć to wyjście. By uwierzyć, że Bóg prowadzi nas do kraju, który jest większy niż nasze wyobrażenia.

2. Przemienienie – chwała, która umacnia

Ewangelia prowadzi nas na górę. Piotr, Jakub i Jan widzą Jezusa w blasku, rozmawiającego z Mojżeszem i Eliaszem – tymi, którzy reprezentują Prawo i Proroków. Cała historia zbawienia skupia się wokół Chrystusa. Piotr zachwycony woła: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy! Postawimy namioty”. Chce zatrzymać tę chwilę, chce mieszkać w świetle. Ale to nie czas na namioty. Z obłoku pada głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”.

To kluczowe przesłanie. Na górze uczniowie widzą chwałę, ale mają też usłyszeć, że droga do tej chwały prowadzi przez krzyż. Ewangelista Łukasz dodaje, że Mojżesz i Eliasz rozmawiali z Jezusem o Jego odejściu, które miało dokonać się w Jerozolimie. Przemienienie jest więc umocnieniem przed męką. Uczniowie zobaczyli, kim naprawdę jest ich Mistrz, by potem, w godzinie próby, nie zwątpili.

My także potrzebujemy czasem takich „górskich” chwil – łaski, uniesienia, bliskości Boga. Ale nie po to, by na nich pozostać. One są po to, byśmy potem, schodząc w dolinę codzienności, mieli siłę iść za Jezusem, nawet gdy droga wiedzie przez ciemność. „Jego słuchajcie” – to znaczy: słuchaj Go nie tylko wtedy, gdy mówi rzeczy miłe, ale i wtedy, gdy mówi o krzyżu, o zaparciu się siebie, o miłości nieprzyjaciół.

3. Nie wstydzić się świadectwa – łaska na trudne dni

Święty Paweł pisze do Tymoteusza: „Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii”. Tymoteusz jest młody, może lękliwy. Paweł zachęca go, by nie dał się sparaliżować ludzkiemu wstydowi czy strachowi. Mocą nie są nasze zdolności, ale „moc Boga”, który nas wybawił i wezwał świętym powołaniem.

I tu dochodzimy do sedna: ta moc jest nam dana w Chrystusie Jezusie „przed wiecznymi czasami”, a objawiła się przez Jego zwycięstwo nad śmiercią. To znaczy, że nasze życie wieczne, nasze przemienienie, jest już przygotowane. My je tylko odkrywamy i w nie wchodzimy. Wielki Post to czas, by uświadomić sobie, że chwała jest naszym przeznaczeniem, ale droga do niej prowadzi przez codzienne umieranie dla grzechu, przez trudy i przeciwności.

Zakończenie – zejść z góry, ale nieść światło

Na koniec Jezus mówi uczniom: „Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie”. Dlaczego? Bo najpierw musi się dokonać Pascha. Najpierw krzyż, potem zmartwychwstanie. My, którzy już znamy całość, wiemy, że po Wielkim Poście przychodzi Wielkanoc. Ale ta droga jest konieczna.

Bracia i siostry, w tym tygodniu, gdy będziemy podejmować posty, jałmużny i modlitwy, pamiętajmy, że nie są one celem samym w sobie. One są naszym wyjściem z ziemi grzechu, naszym wchodzeniem na górę spotkania z Bogiem. By potem, gdy przyjdzie próba, usłyszeć w sercu: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”. I byśmy mieli odwagę schodzić w dolinę, niosąc światło przemienienia innym. Amen.


Homilia alternatywna V

Tabor: Blask, który daje siłę na drogę

W drugą niedzielę Wielkiego Postu liturgia Kościoła wyprowadza nas z pustyni, gdzie tydzień temu mierzyliśmy się z pokusami, i prowadzi na Górę Wysoką. Dzisiejsze czytania to opowieść o trzech etapach duchowego życia: o ryzyku wyjścia (Abram), o zachwycie celem (Jezus na Taborze) i o trudzie codziennego świadectwa (Paweł i Tymoteusz).

  1. Abram: Odważ się opuścić swój "namiot"

Pierwsze czytanie ukazuje nam moment przełomowy w historii zbawienia. Bóg mówi do Abrama: „Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej”.

  • Komfort vs. Obietnica: Abram ma 75 lat. To wiek, w którym szuka się stabilizacji, a nie przygody. Bóg jednak prosi go, by zostawił to, co znane i bezpieczne, na rzecz „kraju, który mu ukaże” (nie mówi nawet, gdzie on jest!).
  • Lekcja dla nas: Wielki Post to właśnie takie wezwanie do „wyjścia”. Może to być wyjście z nałogu, z toksycznej relacji, ale najczęściej jest to wyjście z własnego egoizmu i duchowego lenistwa. Wiara Abrama nie polegała na teoretycznym uznaniu istnienia Boga, ale na spakowaniu manatków i pójściu w nieznane.
  1. Przemienienie: Dlaczego Piotr chciał zostać na górze?

Ewangelia o Przemienieniu Pańskim jest sercem dzisiejszej liturgii. Jezus zabiera trzech uczniów na górę, by pokazać im swoją chwałę. Dlaczego robi to właśnie teraz? Ponieważ chwilę wcześniej zapowiedział im swoją mękę i śmierć.

  • Zaliczka Nieba: Przemienienie nie było tylko „pokazem świateł”. Było umocnieniem uczniów przed ciemnością Wielkiego Piątku. Jezus wiedział, że kiedy zobaczą Go skatowanego na krzyżu, będą potrzebowali wspomnienia Jego twarzy jaśniejącej jak słońce.
  • Błąd Piotra: Piotr mówi: „Dobrze, że tu jesteśmy, postawię trzy namioty”. Chciał zatrzymać chwilę, zamknąć Boga w bezpiecznym miejscu. Ale na Taborze nie buduje się namiotów. Tabor jest stacją benzynową dla duszy – tutaj nabieramy paliwa, by móc zejść w dół, do doliny codziennych problemów i cierpienia.

„To jest mój Syn umiłowany... Jego słuchajcie!”

Głos Ojca z obłoku to najważniejsza wskazówka tego postu. Słuchanie Jezusa jest ważniejsze niż widowiskowe wizje. Słuchanie Go w Jego Słowie i w drugim człowieku.

  1. Trud dla Ewangelii: Moc ukryta w słabości

Święty Paweł w drugim czytaniu rzuca nam wyzwanie: „Weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga!”.

To dopełnienie obrazu:

  • Abram uczy nas początku drogi (decyzji).
  • Jezus na Taborze pokazuje nam cel drogi (zmartwychwstanie).
  • Paweł mówi o treści drogi (trudzie świadectwa).

Chrześcijaństwo nie jest obietnicą braku problemów. Jest obietnicą, że w tych trudach nie jesteśmy sami, bo Jezus „przezwyciężył śmierć, a na życie rzucił światło”.

Podsumowanie: Jak żyć tymi tekstami?

PostaćKluczowe działanieWyzwanie dla mnie
AbramWyjście w nieznaneZ jakiego przyzwyczajenia muszę wyjść w tym poście?
PiotrChęć zatrzymania chwałyCzy potrafię dostrzec obecność Boga w szarej codzienności, a nie tylko w "emocjach"?
JezusPrzemienienie i dotykJezus dotyka uczniów i mówi: "Nie lękajcie się". Czy pozwalam Mu na ten dotyk w spowiedzi?

Wielki Post to czas, w którym Jezus chce nas przeprowadzić przez naszą własną górę Tabor. Nie po to, byśmy tam zostali, ale byśmy po powrocie do naszych domów, pracy i obowiązków, patrzyli na świat „przemienionymi” oczami.

Gdy uczniowie podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. To jest cel naszych rekolekcji i postu: aby w naszym życiu, pośród szumu i lęku, został w końcu tylko On.

czwartek, 19 lutego 2026

I Niedziela Wielkiego Postu - A

 Rdz 2:7-9, 3:1-7

Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła. A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu? Niewiasta odpowiedziała wężowi: Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski.

Rz 5:12-17

Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli... Bo i przed Prawem grzech był na świecie, grzechu się jednak nie poczytuje, gdy nie ma Prawa. A przecież śmierć rozpanoszyła się od Adama do Mojżesza nawet nad tymi, którzy nie zgrzeszyli przestępstwem na wzór Adama. On to jest typem Tego, który miał przyjść. Ale nie tak samo ma się rzecz z przestępstwem jak z darem łaski. Jeżeli bowiem przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich śmierć, to o ileż obficiej spłynęła na nich wszystkich łaska i dar Boży, łaskawie udzielony przez jednego Człowieka, Jezusa Chrystusa. I nie tak samo ma się rzecz z tym darem jak i ze [skutkiem grzechu, spowodowanym przez] jednego grzeszącego. Gdy bowiem jeden tylko grzech przynosi wyrok potępiający, to łaska przynosi usprawiedliwienie ze wszystkich grzechów. Jeżeli bowiem przez przestępstwo jednego śmierć zakrólowała z powodu jego jednego, o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości, królować będą w życiu z powodu Jednego - Jezusa Chrystusa.

Mt 4:1-11

Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód. Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem. Lecz on mu odparł: Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych. Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień. Odrzekł mu Jezus: Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego. Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon. Na to odrzekł mu Jezus: Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz. Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu.


Homilia

Potrójny głód

Wielki Post nie jest okresem bezmyślnego wyrzeczenia, „sportowego zadawania sobie umartwień”, czasem skwaszonej miny i okresem wymyślonym przez Kościół dla „pognębienia ludzkiej radości życia”. Wielki Post jest raczej czasem refleksji nad naszym codziennym życiem, nad obecnością zła w naszej codzienności, nad jego źródłami, przyczynami i sposobami zwalczania go. Dlatego już pierwsze dzisiejsze czytanie z Księgi Rodzaju próbuje na te pytania odpowiedzieć. Zło jest nieposłuszeństwem wobec Boga, wyrazem ludzkiej pychy i chciwości. Człowiek, który otrzymał od Boga wszystko, chciał jeszcze więcej, chciał sam stać się Bogiem, chciał stanowić o tym, co jest dobre, a co złe. I tak jest do dzisiaj. To samo jest obecne w każdym naszym grzechu; pycha, pożądliwość, chciwość.

Podobnie i Ewangelia próbuje nam pokazać na czym polega zło i grzech. W każdym naszym grzechu obecny jest ów potrójny głód: głód chleba, głód ciała, czyli chciwość i nieczystość, głód chwały, czyli pycha i głód władzy - stanowienia, ustanawiania co dobre, a co złe. A odpowiedź Chrystusa – to trzy rady ewangeliczne: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa.

Nie mamy w czasie Wielkiego Postu bezmyślnie się umartwiać. Nie mamy obłudnie posypywać głów popiołem ... mamy znaleźć odpowiedź na pytanie: „A jak jest w moim życiu? Czy nie uganiam się zbytnio za bogactwem? Czy nie szukam tylko swojej chwały? Czy nie pragnę jedynie władzy i dominowania nad innymi? Czy nie chciałbym wszystkiego ustawiać i ustalać po swojemu?

I nade wszystko jest to okres, w czasie którego mamy sobie uświadomić, że tylko z pomocą Chrystusa możemy pokonać zło obecne w naszym życiu. Umartwienia zaś -jeśli takowe podejmujemy- i posypanie głowy popiołem są jedynie środkiem do tego, aby taką refleksję prowadzącą do nawrócenia podjąć. W przeciwnym wypadku są one tylko nic nieznaczącymi gestami.

Czy podejmuję wysiłek rozpoznania swoich błędów? Czy za tym rozpoznaniem idzie moje działanie i zmiana?


Homilia alternatywna I

Pokusa i grzech

Jak co roku, na początku Wielkiego Postu stajemy ponownie przed odwiecznym i bardzo bolesnym problemem pokusy i grzechu. Czytanie pierwsze przypomina nam obrazowo o tym najbardziej nieszczęśliwym momencie w dziejach ludzkości, kiedy człowiek –kuszony przez Szatana- popełnił pierwszy grzech, który na całą ludzkość sprowadził śmierć. Konsekwencje tego faktu ponosimy do dzisiaj. A są nimi nie tylko cierpienie i śmierć fizyczna, ale także nasza podatność na pokusę i grzech, ludzka słabość wobec pokusy i czasami wprost bezradność wobec działania złego ducha. Lista konsekwencji grzechu pierworodnego wymieniona w wierszach 16-24 trzeciego rozdziału Księgi Rodzaju jest wstrząsająca. Przez swój grzech Adam i Ewa skrzywdzili samych siebie, pozbawili się najcenniejszych darów, jakie otrzymali od Stwórcy. Przede wszystkim zniszczyli swoją jedność i przyjaźń z Bogiem. Tracąc świętość i sprawiedliwość pierwotną, nie tylko oddalili się od Boga i zerwali z Nim przyjaźń, lecz ponadto pozbawili siebie wszystkich darów poza-przyrodzonych. Utracili dar nieśmiertelności i wolności od cierpień, stracili dar harmonii i wiedzy. Skrzywdzili jednak nie tylko siebie, lecz i swoje potomstwo, czyli całą ludzkość, utracili dary, które mieli przekazać innym. Świat przestał być rajem, a ziemia została „przeklęta” z powodu grzechu Adama.

Św. Paweł w drugim czytaniu – w sposób teologiczny – analizuje rzeczywistość grzechu i jego skutków, ale i rzeczywistość – wysłużonej nam przez Chrystusa – łaski. Mówi bardzo dobitnie, że mimo iż „jeden tylko grzech (Adama) przynosi wyrok potępiający”, a zarazem „sprowadza na wszystkich śmierć”, czego wszyscy boleśnie doświadczamy w naszym codziennym życiu, to jednak o wiele mocniejszy jest porządek łaski, która „przynosi usprawiedliwienie ze wszystkich grzechów” i daje udział w królowaniu Chrystusa, który nas od śmierci i wszystkich innych konsekwencji grzechu wyzwala. A dokonuje tego Chrystus w sposób ostateczny na krzyżu, gdzie definitywnie zadaje śmierć grzechowi.

To jednak wcale nie zwalnia nas od osobistej walki z grzechem i pokusą. Nie jest śmierć Chrystusa czarodziejskim remedium na nasze grzechowe dolegliwości, które mogłoby być zaaplikowane bez naszego udziału. I dlatego w Ewangelii św. Mateusz pokazuje nam bardzo przekonywająco, jak Syn Boży który był wystawiony (jako również syn Człowieczy) na pokusę odrzuca szatańskie próby i pokusy, i tym samym wskazuje nam drogę do walki z pokusą i złem, które nadal nad nami mają władzę, bo –jak mówi św. Paweł- „całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych.” (Rz 8:21-22) Dopóki to się nie stanie, nadal jesteśmy poddani słabości i pokusom złego.

Stąd musimy mieć pełną świadomość, że i my nie jesteśmy wolni od szatańskich pokus i podstępów, ale też nie jesteśmy wobec nich całkowicie bezbronni. Kolejne odpowiedzi Chrystusa udzielane szatanowi pokazują nam, jaka powinna być nasza wobec niego postawa:

- „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.” – czyż nie znaczy to, że w natłoku spraw doczesnych nie powinniśmy zapomnieć o czymś daleko ważniejszym i daleko bardziej istotnym dla naszego życia, o Słowie Bożym, o Jezusie Chrystusie w Którym Bóg „przemówił do nas w tym ostatecznym czasie” (Hbr 1:2), Jeśli będę się żywił Słowem Bożym, ale także Eucharystią, a nie tylko dbał o chleb doczesny, szatan nie będzie miał władzy nade mną. Mówiąc prościej i bardziej bezpośrednio, nie dajmy się zwariować robieniu kariery, zabieganiu o dostatek, o dobra materialne, nie chciejmy „zamieniać wszystkich kamieni w chleb czy złote sztabki”. Są rzeczy daleko ważniejsze na tym świecie niż sukces i dobrobyt.

- „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego.” Nie oczekujmy spektakularnych cudów, nadzwyczajnych interwencji i nie wystawiajmy Boga na próbę tam, gdzie On oczekuje od nas po prostu uczciwości i wierności. Nie szukajmy w całym naszym religijnym życiu ani nadzwyczajności, ani ekscytacji, ani siebie, a jedynie chwały Bożej i dobra innych. Jakże często „używamy” a nawet nadużywamy Boga do swoich potrzeb i interesów, a kiedy On się tym naszym manipulacjom poddać nie chce, to jesteśmy gotowi zwątpić i odrzucić takiego „nieużytego Boga”.

- „Idź precz, szatanie! ... Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz.” – ta najbardziej zdecydowana odpowiedź udzielona przez Chrystusa jest odpowiedzią na szatańską pokusę, z którą i my bardzo często się spotykamy: „Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon ...”. Czyż nie zdarzyło mi się niejednokrotnie doświadczyć tej pokusy? Czyż nie marzyło mi się łatwe i wygodne życie za – niewiele w końcu kosztujący – ukłon, za konformistyczną zgodę, czy nawet jedynie za wygodne przymknięcie oka? Ileż to razy jesteśmy w życiu kuszeni w ten właśnie sposób? I zdecydowana odpowiedź Chrystusa: „Kłaniaj się samemu Bogu i Jemu jedynie służ!!” Ale dla nas – jakże często – jest to równoznaczne z fanatyzmem, fundamentalizmem, sekciarstwem, nietolerancją ....? Nie stać nas na służenie jedynie Bogu ... i dlatego stale pojawia się szatan ze swoimi sprytnymi propozycjami.

Skutki grzechu pierworodnego nadal są obecne w naszym życiu i każdy musi sobie w nimi poradzić indywidualnie, ... indywidualnie, ale nie samotnie. Gdybyśmy tylko chcieli iść na co dzień z Chrystusem, gdybyśmy Jemu samemu zaufali i uwierzyli, że On pokonał już zło i Szatana, i że ma i dla nas sposób na poradzenie sobie z pokusą ... O ileż łatwiej i lepiej wyglądałoby nasze życie, o ileż szybciej podążalibyśmy drogą powrotną do utraconego raju?


Homilia alternatywna II

Wielki Post zaczyna się od drzewa.

W ogrodzie Eden rosło drzewo poznania dobra i zła. Było „rozkoszą dla oczu”. Pokusa nie zaczyna się od zła – zaczyna się od czegoś pięknego, pożądanego, obiecującego rozwój. Wąż nie mówi: „Zrób coś złego”. On mówi: „Będziesz jak Bóg”.

To pierwsze kłamstwo w historii świata nie polegało na negacji Boga. Polegało na sugestii, że Bóg coś przed człowiekiem ukrywa. Że Bóg ogranicza. Że Bóg się boi naszej wielkości.

I od tamtej pory każda pokusa brzmi podobnie:

– „Weź to w swoje ręce.”
– „Nie czekaj na Boga.”
– „Zrób to szybciej, łatwiej, po swojemu.”

Adam sięga po owoc. I otwierają się oczy. Ale nie na boskość. Na nagość. Na lęk. Na wstyd.

Święty Paweł mówi dziś bez złudzeń: przez jednego człowieka grzech wszedł na świat. A wraz z nim śmierć. To nie jest tylko opowieść o pradawnej parze. To jest historia każdej relacji, która pękła. Każdego słowa, które zraniło. Każdej decyzji podjętej „po swojemu”.

Ale Wielki Post nie zaczyna się tylko od ogrodu. Zaczyna się także od pustyni.

Jezus wychodzi na pustynię. Tam, gdzie Adam miał ogród pełen drzew, On ma kamienie. Tam, gdzie pierwszy człowiek miał obfitość, On ma głód.

I diabeł powtarza tę samą melodię:

„Jeśli jesteś Synem Bożym…”

To jest najgłębsza pokusa: podważyć tożsamość. W Edenie: „Będziecie jak Bóg”. Na pustyni: „Udowodnij, że jesteś Synem”.

Szatan proponuje trzy skróty:
– chleb bez zaufania,
– cud bez relacji,
– władzę bez krzyża.

To są trzy wielkie iluzje świata.
Chleb bez zaufania – czyli życie oparte wyłącznie na materii.
Cud bez relacji – czyli religia jako spektakl.
Władza bez krzyża – czyli sukces bez ofiary.

Jezus nie sięga. Nie udowadnia. Nie negocjuje.
Odpowiada Słowem. Nie swoim – Ojca.
Tam, gdzie Adam zwątpił w słowo Boga, Jezus na nim się opiera.
Tam, gdzie pierwszy człowiek chciał „być jak Bóg”, Jezus pozostaje Synem.
Tam, gdzie grzech przyniósł śmierć, posłuszeństwo przynosi życie.

Wielki Post nie jest czasem udowadniania Bogu, że jesteśmy lepsi.
To czas powrotu do prawdy o tym, kim jesteśmy.
Nie jesteśmy bogami.Jesteśmy dziećmi.
Pokusa zawsze mówi: „Musisz wziąć”.
Łaska mówi: „Możesz przyjąć”.
Adam wziął owoc.
Chrystus przyjął wolę Ojca.

A my?

My stoimy między ogrodem a pustynią.
Między drzewem poznania a drzewem krzyża.Bo Wielki Post prowadzi nas do innego drzewa.
Na nim nie wisi owoc.
Wisi Zbawiciel.

I to drzewo nie rodzi wstydu.
Rodzi życie.

Dlatego Paweł woła: „O ileż obficiej spłynęła łaska!”
Grzech rozprzestrzenił się szybko. Ale łaska rozlewa się szerzej.

Największym kłamstwem pokusy jest to, że jesteśmy sami.

Ewangelia kończy się zdaniem: „Aniołowie przystąpili i usługiwali Mu.”
Po walce przychodzi pomoc.
Po pustyni – obecność.
Po poście – uczta.
Może ten Wielki Post nie będzie walką z czekoladą czy kawą.
Może będzie walką o zaufanie
O to, by przestać udowadniać Bogu swoją wartość.
I zacząć przyjmować Jego miłość.
Bo tylko Nowy Adam może nauczyć nas, jak być prawdziwie człowiekiem.

Współczesne badania biblijne i teologia liturgii podkreślają, że

zestawienie Rdz 2–3, Rz 5 oraz Mt 4 tworzy spójną narrację typologiczną: Adam – Chrystus, ogród – pustynia, nieposłuszeństwo – posłuszeństwo, śmierć – życie. Egzegeci wskazują, że kuszenie Jezusa w Ewangelii Mateusza jest świadomą teologiczną reinterpretacją upadku z Księgi Rodzaju (Orlov 2016; Li 2019). Paweł w Liście do Rzymian rozwija tę intuicję, prezentując Chrystusa jako „nowego Adama”, którego akt posłuszeństwa odwraca skutki pierwotnego nieposłuszeństwa (Oudersluys 1960; Bonneau 2023).

W literaturze liturgicznej podkreśla się, że I Niedziela Wielkiego Postu nie koncentruje się wyłącznie na moralnej walce z pokusą, lecz na objawieniu tożsamości Jezusa jako Syna i Nowego Człowieka (Nocent 2014; Turner 2025). Wąż podważa słowo Boga („Czy rzeczywiście Bóg powiedział?”), natomiast szatan w Mt 4 manipuluje słowem Pisma. Kluczowym polem walki staje się więc interpretacja Słowa (Asare-Antwako & Boaheng 2024).

Teologia typologii adamowej wskazuje, że Mateusz umieszcza kuszenie Jezusa zaraz po chrzcie, aby pokazać, kim jest Syn w obliczu próby (Reiter 1964). W przeciwieństwie do Adama, który sięga po owoc, Jezus „nie sięga” – nie zamienia kamieni w chleb, nie rzuca się w dół, nie oddaje pokłonu. Chrystus przywraca człowiekowi utraconą relację z Ojcem przez radykalne zaufanie (Mushunje 2003; De Almeida 2005).


Homilia alternatywna III

Pustynia, Ogród i Walka o Zaufanie

Rozpoczynamy czas Wielkiego Postu od zderzenia dwóch niezwykle wyrazistych obrazów biblijnych: bujnego ogrodu Eden, w którym niczego nie brakuje, oraz surowej, jałowej pustyni, na której odczuwa się palący głód. Choć te dwa miejsca dzieli wszystko, łączy je jedno – to właśnie tam rozegrała się najważniejsza w dziejach ludzkości bitwa o ludzkie serce. Dzisiejsze czytania nie są jedynie historycznym zapisem dawnych wydarzeń, ale niezwykle precyzyjną diagnozą tego, co każdego dnia dzieje się w naszym wnętrzu. Kuszenie, z którym się mierzymy, rzadko przyjmuje postać otwartego, przerażającego zła. Szatan jest o wiele bardziej subtelny.

Spójrzmy na pierwszych rodziców w Raju. Wąż nie przychodzi do Ewy z propozycją: „odwróć się od Boga i zniszcz swoje życie”. On przychodzi jako zatroskany doradca i zadaje z pozoru niewinne pytanie: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?”. To mistrzowska manipulacja. Zły duch próbuje wmówić człowiekowi, że Bóg coś przed nim ukrywa, że Jego przykazania nie są wyrazem troski, lecz próbą zniewolenia i ograniczenia ludzkiej wolności. W ten sposób w sercu Ewy, a potem Adama, rodzi się podejrzliwość. Przestają widzieć w Bogu kochającego Ojca, a zaczynają dostrzegać w Nim rywala. Istotę tego dramatu doskonale ujmuje Katechizm Kościoła Katolickiego, diagnozując sam korzeń grzechu pierworodnego: „Człowiek, kuszony przez diabła, pozwolił, by zamarło w jego sercu zaufanie do Stwórcy, i nadużywając swojej wolności, sprzeciwił się przykazaniu Bożemu” (KKK 397). Grzech w swojej najgłębszej warstwie nie jest więc tylko złamaniem przepisu prawa, ale przede wszystkim zerwaniem więzi zaufania.

Zupełnie inaczej zachowuje się Jezus na pustyni. Duch Święty wyprowadza Go w miejsce pozbawione wygód, w przestrzeń ciszy, ogołocenia i fizycznego braku. I właśnie tam, po czterdziestu dniach postu, gdy Jezus jest najbardziej wyczerpany, pojawia się kusiciel. Jego taktyka znów opiera się na podszeptywaniu wątpliwości: „Jeśli jesteś Synem Bożym...”. Diabeł uderza w sam rdzeń tożsamości Chrystusa. Próbuje Go sprowokować: udowodnij, kim jesteś! Zaspokój swój głód sam, zamieniając kamienie w chleb – przecież nie musisz czekać na Ojca. Rzuć się w dół ze świątyni, niech aniołowie cię ratują – zrób spektakl, który zmusi Boga do interwencji. Wreszcie: weź władzę nad światem na skróty, bez krzyża, po prostu mi się pokłoń.

Odpowiedź Jezusa jest fascynująca. On nie wchodzi z szatanem w dyskusję, jak to uczyniła Ewa. Jezus odpiera każdy atak Słowem Bożym. W Jego postawie nie ma ani cienia wątpliwości co do miłości Ojca. Nawet odczuwając skrajny głód, Chrystus wie, że nie żyje się samym chlebem, ale więzią z Bogiem. To właśnie tu, na pustyni, Jezus naprawia to, co zepsuł Adam w Raju. Jak genialnie podsumowuje to św. Paweł w Liście do Rzymian: „Jeżeli bowiem przez przestępstwo jednego śmierć zakrólowała (...), o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości, królować będą w życiu z powodu Jednego - Jezusa Chrystusa”. W Chrystusie widzimy, że człowiek ma w sobie zdolność do zwycięstwa, gdy całkowicie oprze się na łasce, a nie na własnych siłach.

Wielki Post nie jest jedynie czasem diet i wyrzeczeń, które mają udowodnić naszą silną wolę. To zaproszenie, byśmy wraz z Jezusem weszli na naszą duchową pustynię – byśmy wyciszyli hałas świata i pozwolili zdemaskować w sobie te obszary, w których nie ufamy Bogu. Gdzie szukamy drogi na skróty? Jakie kamienie próbujemy własnymi siłami zamienić w chleb, odrzucając Bożą opatrzność? Pustynia jest miejscem surowym, ale też przestrzenią intymnego spotkania. To obietnica samego Boga, którą zapisał prorok: „Dlatego zwabię ją i wyprowadzę na pustynię, i przemówię do jej serca” (Oz 2,16 - Biblia Tysiąclecia).

Nie bójmy się w tegorocznym Wielkim Poście wejść w ciszę. Nie bójmy się zmierzyć z własnym głodem. Bo tylko tam, na pustyni naszego serca, gdy opadną wszystkie fałszywe zabezpieczenia, możemy usłyszeć głos Boga, który przypomni nam to, o co tak naprawdę toczy się walka: że jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi.