Iz 22:19-23
Tak mówi Pan, Bóg Zastępów do Szebny, zarządcy pałacu:
Gdy strącę cię z twego urzędu i przepędzę cię z twojej posady, tegoż dnia powołam sługę mego, Eliakima, syna Chilkiasza. Oblokę go w twoją tunikę, przepaszę go twoim pasem, twoją władzę oddam w jego ręce: on będzie ojcem dla mieszkańców Jeruzalem oraz dla domu Judy. Położę klucz domu Dawidowego na jego ramieniu; gdy on otworzy, nikt nie zamknie, gdy on zamknie, nikt nie otworzy. Wbiję go jak kołek na miejscu pewnym; i stanie się on tronem chwały dla domu swego ojca.
Rz 11:33-36
O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Boga! Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi! Kto bowiem poznał myśl Pana, albo kto był Jego doradcą? Lub kto Go pierwszy obdarował, aby nawzajem otrzymać odpłatę? Albowiem z Niego i przez Niego, i dla Niego [jest] wszystko. Jemu chwała na wieki. Amen.
Mt 16:13-20
Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? A oni odpowiedzieli: Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków. Jezus zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem.

HOMILIA I
Dla Ciebie ... kim jestem?????
W dzisiejszej ewangelii mamy opis – jak mi się wydaje – jednego z najważniejszych wydarzeń zbawczej misji Chrystusa. Oczywiście najważniejsze jest ustanowienie Eucharystii, oraz Męka i Śmierć Chrystusa na krzyżu, ale dzisiejsza Ewangelia przynosi nam opis ustanowienia Kościoła i ustanowienia Piotra skałą, na której ten Kościół ma być zbudowany.
Jest to opis wydarzenia, które miało miejsce w okolicach Cezarei Filipowej. Dzisiejsze Banias, zwane za czasów Jezusa Cezareą Filipową, leży u źródeł rzeki Jordan. Czczono tu niegdyś pogańskiego bożka natury o imieniu Pan. (grecki bóg opiekuńczy lasów i pól, strzegący pasterzy oraz ich trzód. W rzymskim panteonie bogów Pan utożsamiany był z Faunem lub z bogiem lasów Silvanusem.)
Herod Wielki wystawił tu świątynię ku czci Augusta, natomiast jego syn Filip rozbudował miasto i nadał mu nazwę Cezarea.
Ewangeliści umieszczają w tym miejscu rozmowę Piotra z Jezusem, podczas której Jezus oznajmia przyszłemu papieżowi: „Ty jesteś Piotr, czyli Skała, a na tej skale zbuduję mój Kościół i bramy piekieł go nie przemogą”.
Wyznanie to musiało wybrzmieć bardzo dobitnie w tej niesamowitej scenerii. Już za czasów Jezusa bowiem leżały tu rozwalone ołtarze i zdruzgotane kolumny świątyń pogańskich bożków, których Żydzi utożsamiali z demonami. Jezus mógł wskazać na potężny Hermon, mówiąc do Piotra „Ty jesteś Skała, a na tej skale zbuduję mój Kościół”, a następnie pokazać na gruzowisko pogańskich świątyń, kończąc wypowiedź: „a bramy piekieł go nie przemogą”
Jednakże zanim Chrystus wypowiedział te słowa do Piotra zadał Apostołom dwa pytania:
Pytanie pierwsze, zadane przez Jezusa pod Cezareą Filipową: „za kogo uważają mnie ludzie” jest ustawicznie zadawane przez wieki, każdemu pokoleniu i każdej epoce. Jezus, nie przestaje być osobą niepokojącą i intrygującą. Ale nie to pytanie jest najważniejsze. I Sam Jezus jakby nie przywiązuje wagi do odpowiedzi dawanych przez Apostołów na to pierwsze pytanie. Ludzie uważali go wtedy za Jana Chrzciciela, Izajasza, Jeremiasza lub innego z proroków. Tak jest i dzisiaj, wielu uważa go za kogoś nadzwyczajnego, za guru, przywódcę, rewolucjonistę, lub za kogoś kto przeszkadza, zawadza, nie daje spokoju i kogo należy się pozbyć, lub o kim nie należy zbytnio przypominać, albo o kim lepiej zapomnieć, wymazać z pamięci, aby nie przeszkadzał, nie zawadzał, nie zadawał niepokojących pytań, tak właśnie jak Jan Chrzciciel, Izajasz, Jeremiasz..
Daleko ważniejsze jest jednak pytanie drugie, postawione wprost Apostołom i stawiane każdemu z nas osobiście: „A ty, za kogo mnie uważasz??? Dla Ciebie, kim jestem????” I na to pytanie trzeba sobie koniecznie jasno odpowiedzieć. Tu nie można zbyć sprawy wzruszeniem ramion, bo nawet ten gest ma swoje znaczenie i już jest odpowiedzią ...
Od odpowiedzi na pytanie drugie: „A wy za kogo Mnie uważacie?” zależy, czy i jak przyjmiemy prawdę o utworzeniu Kościoła przez Chrystusa: „Ty jesteś Piotr czyli Skała i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą.”
Podejrzewam, że to właśnie dla tych którzy mają kłopot z odpowiedzią na pytanie „Kim jest dla nich Jezus Chrystus?” Kościół jest nieporozumieniem, skandalem, organizacją opresyjną. I to chyba dlatego właśnie mamy dzisiaj tak wiele „apostazji”.
„Kto odchodzi z Kościoła z powodu zachowania księży albo biskupów tak naprawdę nigdy do niego nie wszedł z powodu Jezusa”. „W Kościele nie jest się dla księży i biskupów tylko dla Boga”. Nieporozumieniem i uproszczeniem jest bowiem stwierdzenie, że to postępowanie takiego lub innego księdza czy biskupa jest powodem skandalu i zgorszenia. Gdyby tak rzeczywiście było, to trzykrotne zaparcie się Piotra powinno być skandalem i powodem do odejścia wszystkich, którzy chodzili za Jezusem. Jeśli bowiem bramy piekielne nie przemogą Kościoła, to tym bardziej nie mogą go zniszczyć skandaliczne zachowania księży czy biskupów.
Czy obrażam się na całą pocztę dlatego, że panienka z okienka pocztowego była nieuprzejma lub – powiedzmy dlatego, że – listonosz okradł mój list? Czy dokonuję „apostazji” ze wszystkich sklepów Biedronki, bo w jednym sklepie kasjerka mnie oszukała lub się pomyliła?
Czy nie jest raczej tak, że współczesny człowiek zdaje się mówić: „jeśli Bóg i Kościół nie stosuje się do moich kaprysów, albo nie spełnia moich oczekiwań, to ja się na niego po prostu obrażę”.
Jeśli bowiem Chrystus jest dla mnie: „kimś, kto przeszkadza, zawadza, nie daje spokoju, kogo należy się pozbyć, lub o kim nie należy zbytnio przypominać, albo o kim lepiej zapomnieć, wymazać z pamięci, aby nie przeszkadzał, nie zawadzał, nie zadawał niepokojących pytań, to wtedy oczywiście Kościół jest dla mnie zgorszeniem.
Ci, którzy wierzą w Chrystusa, dla których Chrystus jest Mesjaszem, nie mają problemu z zaakceptowanie boskości Jego Kościoła, mimo skandalicznego zachowania Piotra.
Z niejakim zdumieniem, a nawet przerażeniem słuchałem kiedyś znajomego księdza, który próbował nam udowodnić, że Chrystus jest dla nas, dla katolików „opcją” i my jako księża nie powinniśmy innym Chrystusa narzucać, a jedynie proponować. Kilka dni później przeczytałem w Ewangelii, bardzo jednoznaczne stwierdzenie samego Chrystusa: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.”( J 14:6) i uświadomiłem sobie fundamentalną prawdę, że Chrystus jest dla mnie, nie opcją, nie propozycją, ale jedyną szansą !!!
Oczywiście, że nie powinienem nikomu Go narzucać, ale mam być świadkiem. I to świadkiem wiarygodnym nie w słowach, ale w stylu życia, w zachowaniu, w moim stosunku do drugiego człowieka, w moim stosunku do rzeczy materialnych, do dóbr doczesnych ...
A dla Ciebie, kim jest Jezus Chrystus?
Pytanie zostało postawione: „Kim jest dla mnie Jezus Chrystus”
Czy moją odpowiedzią będzie tylko obojętne wzruszenie ramionami?

HOMILIA II
Dla Ciebie ... kim jestem?????
Pytanie zadane przez Jezusa pod Cezareą Filipową: "za kogo uważają mnie ludzie" jest ustawicznie zadawane przez wieki, każdemu pokoleniu i każdej epoce. Jezus, nie przestaje być osobą niepokojącą i intrygującą. Ale nie to pytanie jest najważniejsze. I Sam Jezus jakby nie przywiązuje wagi do odpowiedzi dawanych przez Apostołów na to pierwsze pytanie. Ludzie uważali go wtedy za Jana Chrzciciela, Izajasza, Jeremiasza lub innego z proroków. Tak jest i dzisiaj, wielu uważa go za kogoś nadzwyczajnego, za guru, przywódcę, rewolucjonistę, lub za kogoś kto przeszkadza, zawadza, nie daje spokoju i kogo należy się pozbyć, lub o kim nie należy zbytnio przypominać, albo o kim lepiej zapomnieć, wymazać z pamięci, aby nie przeszkadzał, nie zawadzał, nie zadawał niepokojących pytań, tak właśnie jak Jan Chrzciciel, Izajasz, Jeremiasz..
Zobaczmy tylko jak o Chrystusie mówią, jak na Niego reagują współczesne media, szczególnie te niekatolickie. Podkreślanie laickości naszego życia politycznego, ekonomicznego, społecznego, kulturalnego, to przecież nic innego jak zamykanie ust Chrystusowi. Można co najwyżej usłyszeć zdanie: "tak, religia ma wielki wpływ na życie ludzkie", ale w podtekście zaraz daje się słyszeć dodawane pośpiesznie: "niech jednak lepiej nie przeszkadza nam robić interesów". Wystarczy tylko porównać ile czasu poświęca się w TV na kretyńskie reklamy, a ile chociażby tylko na wiadomości religijne. Nie, oczywiście nie mam zamiaru klerykalizować całej telewizji, ale warto zobaczyć tak naprawdę, za kogo ludzie uważają Chrystusa i jak na Niego reagują? Warto uświadomić sobie, co i kto kryje się za ową "świętą laickością", kto i po co powoduje, że nasze media przepełnione są chłamem i chałturą, kto i po co robi nam papkę z mózgu i w jaki sposób to robi. To jest odpowiedź na pierwsze pytanie Chrystusa, "za kogo uważają mnie ludzie?"
Daleko ważniejsze jest jednak pytanie drugie, postawione wprost Apostołom i stawiane każdemu z nas osobiście: "A ty, za kogo mnie uważasz??? Dla Ciebie, kim jestem????" I na to pytanie trzeba sobie koniecznie jasno odpowiedzieć. Tu nie można zbyć sprawy wzruszeniem ramion, bo nawet ten gest ma swoje znaczenie i już jest odpowiedzią ...
Z niejakim zdumieniem, a nawet przerażeniem słuchałem ostatnio znajomego księdza, który próbował nam udowodnić, że Chrystus jest dla nas, dla katolików „opcją” i my jako księża nie powinniśmy innym Chrystusa narzucać, a jedynie proponować. Kilka dni później przeczytałem w Ewangelii, bardzo jednoznaczne stwierdzenie samego Chrystusa: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.”( J 14:6) i uświadomiłem sobie fundamentalną prawdę, że Chrystus jest dla mnie, nie opcją, nie propozycją, ale jedyną szansą !!!
Oczywiście, że nie powinienem nikomu Go narzucać, ale mam być świadkiem. I to świadkiem wiarygodnym nie w słowach, ale w stylu życia, w zachowaniu, w moim stosunku do drugiego człowieka, w moim stosunku do rzeczy materialnych, do dóbr doczesnych ...
A dla Ciebie, kim jest Jezus Chrystus?
Pytanie zostało postawione: "Kim jest dla mnie Jezus Chrystus"
Czy moją odpowiedzią będzie tylko obojętne wzruszenie ramionami?

HOMILIA III
Dzisiejsza Ewangelia stawia nas w Cezarei Filipowej. To nie była spokojna, pobożna Galilea. U stóp góry Hermon biło źródło Jordanu, a w skalnej grocie czczono greckie bóstwo imieniem Pan. Według lokalnych wierzeń właśnie tam znajdowało się wejście do otchłani, bramy Hadesu. W tym miejscu, w cieniu obcych bogów, Jezus pyta: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?”. A potem zwraca się do uczniów, czyli także do nas: „A wy za kogo Mnie uważacie?”.
To nie jest pytanie o sondaże ani o poprawną teologię. Jezus pyta o fundament, na którym budujemy życie. W świecie pełnym konkurujących bóstw – sukcesu, bezpieczeństwa, władzy, własnego „ja” – wyznanie Piotra brzmi jak akt odwagi: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. Piotr nie mówi: „jesteś jednym z proroków”, „mądrym nauczycielem”, „uzdrowicielem”. Mówi: Ty jesteś Synem Boga żywego. To znaczy: moje życie nie należy do martwych bożków, ale do Tego, który daje życie i jest silniejszy od śmierci.
Jezus odpowiada: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie”. To zdanie burzy nasze wyobrażenie o wierze jako o osiągnięciu. Wiara nie jest projektem samodoskonalenia ani sumą mądrych przemyśleń. Jest darem. Nikt nie może sobie wiary „wypracować” – może ją jedynie przyjąć. Dla dorosłego człowieka to trudna prawda, bo lubimy być samowystarczalni. Tymczasem wiara zaczyna się tam, gdzie uznajemy, że sami nie potrafimy się zbawić.
Jezus mówi do Szymona: „Ty jesteś Piotr, Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój”. Gdybyśmy patrzyli na Piotra tylko po ludzku, zobaczylibyśmy człowieka niestabilnego: za chwilę będzie protestował, potem ucieknie, a w końcu zaprze się swojego Mistrza. Jezus nie buduje Kościoła na sile charakteru Piotra. Buduje na wierze, którą Ojciec złożył w jego sercu. To jest ważne zwłaszcza dzisiaj, gdy wielu przeżywa zgorszenie słabością ludzi Kościoła. Kościół nie jest budowlą na ludzkiej niezawodności. Jest budowlą Chrystusa. Nie znaczy to, że ludzka niewierność nie ma znaczenia – znaczy, że nie ma ostatniego słowa. „Bramy piekielne go nie przemogą” – nie dlatego, że my jesteśmy mocni, ale dlatego, że fundament jest Boży.
Do tego dochodzi obraz kluczy. W pierwszym czytaniu Bóg strąca Szebnę i powołuje Eliakima. Wkłada na niego tunikę, przepasuje go pasem, daje mu klucz domu Dawidowego i kładzie go na jego ramieniu. Klucz w starożytnym królestwie nie był drobiazgiem w kieszeni – był znakiem urzędu zarządcy, który w imieniu króla otwiera i zamyka. Ale klucz na ramieniu to także ciężar. Władza w Bożym planie nie jest przywilejem, lecz służbą. Eliakim ma być „ojcem dla mieszkańców Jeruzalem”. To znaczy, że klucz służy do otwierania domu, a nie do zamykania go przed potrzebującymi.
Jezus daje Piotrowi „klucze królestwa niebieskiego”. Tradycja Kościoła widzi w tym początek posługi Piotra i jego następców, ale klucze dotyczą również całej wspólnoty, która ma otwierać światu Chrystusa. To jest udział w Jego władzy, ale nie po to, by Piotr czuł się panem. Klucze są po to, by otwierać ludziom drogę do Boga. „Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz, będzie rozwiązane w niebie”. W Kościele ta władza wiązania i rozwiązywania realizuje się przede wszystkim w przebaczeniu. Chodzi o to, by rozwiązywać ludzkie grzechy, uwalniać sumienia, otwierać drzwi pojednania. Kościół, który używa kluczy, by kogoś jedynie wykluczać, zdradza ich sens. Kościół, który wiąże ludzkie sumienia mocą Ewangelii, a rozwiązuje mocą miłosierdzia, jest wierny Piotrowi.
I tu wchodzi czytanie z Listu do Rzymian. Paweł po długich rozważaniach o losie Izraela nie układa prostych schematów. Wyznaje: „O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Boga! Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi!”. To nie jest ucieczka od myślenia. To pokorna granica każdej teologii. Nosimy klucze, ale nie jesteśmy właścicielami domu. Znamy Chrystusa, ale nie znamy wszystkich Bożych dróg. „Kto poznał myśl Pana, albo kto był Jego doradcą?”. To pytanie chroni nas przed pychą, także pychą religijną, która sądzi, że Boga można zamknąć w naszym systemie. Klucze nie służą do pilnowania Boga, by nie wymknął się naszym wyobrażeniom. Służą do otwierania ludzi na tajemnicę, która nas przerasta.
Dlatego dzisiejsze słowo jest pytaniem o nasze klucze. Każdy z nas ma jakieś klucze – do domu, do relacji, do wspólnoty, do decyzji. Rodzic ma klucz do serca dziecka. Małżonek ma klucz do intymności. Pracodawca ma klucz do cudzej pracy. Ksiądz ma klucz do wspólnoty. Pytanie brzmi: czy używamy ich jak Eliakim – jak ojciec i matka, by otwierać? Czy raczej jak narzędzia kontroli, by zamykać przed innymi? Jezus pyta każdego z nas: „A ty za kogo Mnie uważasz?”. Odpowiadamy nie tylko słowami modlitwy, ale sposobem, w jaki traktujemy ludzi, jak przebaczamy, komu ufamy w kryzysie, czy nasze wybory stoją na Skale, czy na ruchomych piaskach opinii.
Żyjemy w naszej własnej Cezarei Filipowej. Wokół nas wznoszą się ołtarze sukcesu, strachu, nienawiści i przyjemności. W takich miejscach wiara w Jezusa jako Syna Boga żywego jest wyborem. I w takich miejscach Kościół ma być znakiem, że bramy śmierci nie przemogą życia. Ale to nie stanie się przez naszą doskonałość, lecz przez pokorne trzymanie się Skalnej Prawdy: Jezus jest Chrystusem, Synem Boga żywego. On ma klucze Dawida. On otwiera i nikt nie zamknie. On zamyka i nikt nie otworzy. Jemu zaufajmy.
Prośmy o wiarę Piotra: nie o pewność siebie, ale o otwartość na objawienie Ojca. I prośmy, byśmy jako Kościół umieli używać kluczy tak, jak chce Chrystus: otwierać drzwi, rozwiązywać zniewolenia, wiązać tylko mocą miłości. Bo z Niego i przez Niego, i dla Niego jest wszystko. Jemu chwała na wieki. Amen.
HOMILIA IV
Skała w krainie wielu bogów
Jezus stawia pytanie w Cezarei Filipowej. To miejsce nie jest przypadkowe. U stóp góry Hermon, w pobliżu źródła Jordanu, znajdowała się grota poświęcona bóstwu Pan. Miejscowi nazywali ją „bramą Hadesu” – wierzyli, że tam otwiera się wejście do świata ciemności i śmierci. Właśnie tam, w krainie wielu bogów, wśród pogańskich świątyń i ludzkich lęków, Jezus pyta: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?”.
To pytanie brzmi dziś bardzo współcześnie. Ludzie mają różne opinie o Jezusie. Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, Jeremiasza albo jednego z proroków. Można by dodać: nauczyciel moralności, uzdrowiciel, rewolucjonista, postać historyczna, mit. Wszystkie te odpowiedzi łączy jedno: pozwalają zachować dystans. Jeśli Jezus jest tylko prorokiem, to mogę Go podziwiać, mogę coś z Jego nauki wybrać, ale nie muszę Mu oddać życia. Proroka można postawić na półce obok innych wielkich ludzi.
Jezus nie zadowala się opinią tłumu. Zwraca się do uczniów: „A wy za kogo Mnie uważacie?”. To jest pytanie, przed którym nie da się uciec. Nie pyta: co mówi katechizm, co mówi tradycja, co mówi ksiądz, co wypada powiedzieć. Pyta: kim Ja jestem dla ciebie. Piotr odpowiada: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. To wyznanie jest poprawne, ale Jezus mówi coś zaskakującego: nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec. Wiara nie jest ludzką konkluzją, nie jest nagrodą za inteligencję, nie jest kwestią wychowania. Jest darem. Można znać wszystkie formuły i nie wierzyć. Można też – jak Piotr – wyznać coś wielkiego, a chwilę później nie pojmować, co to naprawdę znaczy.
I tu zaczyna się paradoks. Jezus nazywa Szymona skałą. Szymona, który za chwilę zostanie nazwany szatanem, bo będzie odwodził Jezusa od krzyża. Szymona, który zaprze się Mistrza. Szymona, który ucieknie. Na tej skale – kruchej, pękniętej – Jezus buduje Kościół. To nie jest pomyłka. Skałą jest Piotr nie z powodu swojej mocy, lecz dlatego, że Chrystus go wybiera i umacnia. Skałą jest jego wyznanie wiary, które przetrwa nie dzięki jego charakterowi, ale dzięki wierności Boga. Kościół nie jest wspólnotą idealnych, lecz wspólnotą ludzi, którzy wyznali wiarę, a potem muszą przez upadki i nawrócenia uczyć się, co ona znaczy.
Jezus mówi o bramach piekielnych w miejscu, gdzie ludzie widzieli wejście do otchłani. To nie jest obietnica triumfu bez ran. Kościół ma stanąć tam, gdzie człowiek dotyka śmierci, lęku, grzechu, chaosu – i nie zostać pokonany. „Bramy piekielne go nie przemogą” nie znaczy, że Kościół nie będzie przechodził kryzysów, skandali, upokorzeń. Znaczy, że w tych zmaganiach nie przegra ostatecznie, bo jego fundamentem jest Chrystus. W czasach, gdy wielu wróży koniec chrześcijaństwa, warto pamiętać: ta obietnica nie jest triumfalizmem, ale wezwaniem do pokory i odwagi.
Klucze królestwa, które otrzymuje Piotr, to nie insygnia władzy w ludzkim rozumieniu. W pierwszym czytaniu słyszeliśmy o Eliakimie, któremu powierzono klucz domu Dawida, by był ojcem dla mieszkańców Jerozolimy. Klucz to odpowiedzialność za dom, za otwieranie i zamykanie. Wiązać i rozwiązywać znaczy rozeznawać, co prowadzi człowieka do życia, a co go zniewala. To nie jest dowolność: decyzje Kościoła mają być echem woli Bożej, nie partykularnych interesów. Dla nas, dorosłych wierzących, to znaczy, że nie jesteśmy tylko konsumentami religii. Jesteśmy współodpowiedzialni za to, by Kościół otwierał ludziom drogę do Boga, a nie zamykał ich w ludzkich schematach.
Na końcu Jezus surowo zabrania uczniom mówić, że jest Mesjaszem. To może dziwić. Przecież Piotr wyznał prawdę. Ale Jezus wie, że oni jeszcze nie rozumieją, jaki to Mesjasz. Chcieliby ogłosić sukces, a On idzie ku krzyżowi. Wiara bez krzyża jest iluzją. My też bywamy kuszeni, by mówić o Jezusie jako gwarancji powodzenia, zdrowego porządku, narodowej dumy. Ewangelia to nie kampania wizerunkowa. Czasem trzeba najpierw zamilknąć, przejść przez noc Wielkiego Piątku, by potem mówić z mocą świadka, a nie z pozycji ideologa.
Każdy z nas stoi dziś w swojej Cezarei Filipowej – w miejscu, gdzie krzyżują się różne głosy: opinie, lęki, mody, zranienia. Jezus pyta nie o to, co wypada powiedzieć, ale o to, kim On jest dla mnie. Nie chodzi o poprawną odpowiedź. Chodzi o to, czy moje życie opieram na Nim jak na skale. Może warto dziś powiedzieć szczerze: „Panie, wiesz, że moja wiara jest krucha. Objaw mi się, jak objawiłeś Piotrowi – nie jako idea, ale jako Bóg żywy”. A On nie brzydzi się kruchością. Na takiej skale zbudował Kościół. I na takiej skale chce zbudować coś w twoim życiu.
HOMILIA V
Pytanie, które padło w Cezarei Filipowej, nie było sprawdzianem z teologii. Jezus zabrał uczniów na same krańce Izraela, pod wielką, pionową skałę. Poganie składali tam ofiary swoim bogom, a tuż obok ziała ciemna jaskinia, którą nazywano wprost „bramą Otchłani”. I właśnie tam, w cieniu pogańskich świątyń i szumu obcych kultów, padają dwa pytania.
Pierwsze jest bezpieczne: „Za kogo ludzie Mnie uważają?”.
Uczniowie odpowiadają bez wahania. Przytaczają plotki, opinie, socjologiczne obserwacje. Jedni mówią, że Chrzciciel, inni że Eliasz czy Jeremiasz. O wierze z drugiej ręki rozmawia się niezwykle łatwo. Można godzinami dyskutować o stanie Kościoła, oceniać postawy innych i cytować cudze myśli. To nic nie kosztuje.
Wtedy pada drugie pytanie. Nagle zapada cisza.
„A wy za kogo Mnie uważacie?”
W tym jednym momencie kończy się teoria. Søren Kierkegaard napisał kiedyś z właściwą sobie ostrością, że największym zagrożeniem dla chrześcijaństwa nie jest wcale jego odrzucenie, ale zastąpienie wiary – podziwem. Zachwycamy się mądrością Ewangelii, podziwiamy postać Chrystusa, ale trzymamy Go na bezpieczny dystans. Tymczasem Jezus nie szuka kibiców ani fanów. On szuka uczniów.
Piotr wyrywa się z odpowiedzią: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”.
Skąd to wiedział? Sam na to nie wpadł. Jezus od razu to wyprostowuje: „Nie objawiły ci tego ciało i krew”. To nie był wynik bystrości Piotra. To był moment, w którym przez ludzką nieporadność przebiło się światło Ojca.
Spójrzmy na pierwsze czytanie. W Księdze Izajasza Bóg odrzuca Szebnę – dumnym zarządcę pałacu, który budował dla siebie wspaniały grobowiec, licząc wyłącznie na własne wpływy i pozycję. Bóg go strąca. Na jego miejscu stawia Eliakima i kładzie na jego ramieniu klucz domu Dawida. Klucz w Biblii to nie jest insygnium dla własnej próżności. To ciężar odpowiedzialności i służby.
I ten sam manewr Jezus wykonuje wobec Piotra. Nie wybiera człowieka kryształowego, prymusa ani wzoru duchowej doskonałości. Wybiera Szymona – porywczego rybaka, który za chwilę zacznie Go pouczać, a w nocy pojmania wyprze się Go ze strachu przed służącą. I właśnie na takim człowieku Jezus postanawia zbudować swój Kościół.
To nie skała Piotrowej doskonałości trzyma tę wspólnotę. Trzyma ją Skała wyznanej Prawdy i łaska Boga, który posługuje się naszą słabością. Gdyby Kościół zależał wyłącznie od ludzkiej niezłomności, rozpadłby się w pierwszym stuleciu.
Bramy piekielne go nie przemogą. Nie dlatego, że my jesteśmy tacy mocni i bez skazy. Ale dlatego – jak pisał św. Paweł do Rzymian – że mądrość Boga jest niezbadana, a wszystko jest z Niego, przez Niego i dla Niego.
To samo pytanie z Cezarei Filipowej wraca dzisiaj do nas. Nie da się go zbyć wyuczoną formułką.
Kim On jest dla ciebie dzisiaj?
Kim jest, gdy wchodzisz w szarą codzienność, gdy podejmujesz trudną decyzję w pracy, gdy zostajesz sam ze swoim lękiem albo rozczarowaniem? Czy jest tylko postacią z historycznego obrazka, czy żywym Bogiem, któremu ufasz bardziej niż własnym schematom?
Piotr nie wiedział jeszcze wtedy, ile go ta odpowiedź będzie kosztować. Ale zaryzykował. Wyznał wiarę i dał się poprowadzić. My też nie musimy mieć odpowiedzi na wszystkie pytania świata. Wystarczy, że zaryzykujemy odpowiedź na to jedno.
Wyjaśnienie: Słowa dzisiejszej Ewangelii padają w miejscu symbolicznym. Cezarea Filipowa leżała u stóp wielkiej, litej skały, w cieniu pogańskiej świątyni poświęconej bożkowi „Panowi”, tuż obok groty uważanej za wejście do podziemi, bramę Hadesu. I tam, w tym kontekście, Jezus zadaje dwa pytania.
Pierwsze jest bezpieczne: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?”. Uczniowie z łatwością relacjonują plotki. Socjologia religii. Jedni mówią, że Chrzciciel, inni że Eliasz czy Jeremiasz. O wierze z drugiej ręki rozmawia się niezwykle łatwo. Można godzinami dyskutować o kondycji Kościoła, o grzechach księży, o tym, dlaczego inni nie chodzą na mszę. Można cytować teologów albo mądre posty z Internetu. To nic nie kosztuje. To wiara-opinia.
Wtedy pada drugie pytanie. Nagle zapada cisza. „A wy za kogo Mnie uważacie?”. Jezus patrzy im w oczy. Kończy się teologia z dystansu. To pytanie rozbija naszą strefę komfortu. Nie pyta, co przeczytaliśmy, co usłyszeliśmy na kazaniu, albo co myśli nasza rodzina. Pyta o nasze osobiste „zależy”.
I wtedy odzywa się Piotr. Wpada na to nie dzięki swojej inteligencji, ale dzięki łasce. „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. Piotr wyznaje wiarę w Kogoś, kto nie jest ideą, ale Osobą. Bóg żywy. Nie abstrakcyjny absolut, ale Ktoś, kto kocha, kto cierpi, kto jest obecny.
I tu dochodzimy do paradoksu, który jest sercem tej Ewangelii. Jezus wybiera Piotra – człowieka chwiejnego, impulsywnego, który za chwilę Go zdradzi – i nazywa go Skałą. Kościół nie jest zbudowany na fundamencie ludzkiej doskonałości. Nie jest korporacją zarządzaną przez supermenów moralności. Kościół jest zbudowany na Skale Bożego objawienia wyznanego przez słabego człowieka.
„Bramy piekielne go nie przemogą”. Nie dlatego, że my jesteśmy tacy silni, ale dlatego, że fundamentem jest Chrystus, żyjący Bóg. Kiedy wyznajemy wiarę nie jako opinię, ale jako żywą relację, wtedy stajemy się częścią tej Skały.
Nie bądźmy chrześcijanami-kibicami, którzy tylko komentują mecz z trybun. Jezus potrzebuje uczniów, którzy wejdą na boisko. Prawdziwa wiara to ryzykowna zgoda na to, że On wywróci nasze życie do góry nogami.
A wy? Za kogo Go uważacie dzisiaj, tu i teraz?










