czwartek, 19 lutego 2026

I Niedziela Wielkiego Postu - A

 Rdz 2:7-9, 3:1-7

Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła. A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu? Niewiasta odpowiedziała wężowi: Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski.

Rz 5:12-17

Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli... Bo i przed Prawem grzech był na świecie, grzechu się jednak nie poczytuje, gdy nie ma Prawa. A przecież śmierć rozpanoszyła się od Adama do Mojżesza nawet nad tymi, którzy nie zgrzeszyli przestępstwem na wzór Adama. On to jest typem Tego, który miał przyjść. Ale nie tak samo ma się rzecz z przestępstwem jak z darem łaski. Jeżeli bowiem przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich śmierć, to o ileż obficiej spłynęła na nich wszystkich łaska i dar Boży, łaskawie udzielony przez jednego Człowieka, Jezusa Chrystusa. I nie tak samo ma się rzecz z tym darem jak i ze [skutkiem grzechu, spowodowanym przez] jednego grzeszącego. Gdy bowiem jeden tylko grzech przynosi wyrok potępiający, to łaska przynosi usprawiedliwienie ze wszystkich grzechów. Jeżeli bowiem przez przestępstwo jednego śmierć zakrólowała z powodu jego jednego, o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości, królować będą w życiu z powodu Jednego - Jezusa Chrystusa.

Mt 4:1-11

Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód. Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem. Lecz on mu odparł: Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych. Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień. Odrzekł mu Jezus: Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego. Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon. Na to odrzekł mu Jezus: Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz. Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu.


Homilia

Potrójny głód

Wielki Post nie jest okresem bezmyślnego wyrzeczenia, „sportowego zadawania sobie umartwień”, czasem skwaszonej miny i okresem wymyślonym przez Kościół dla „pognębienia ludzkiej radości życia”. Wielki Post jest raczej czasem refleksji nad naszym codziennym życiem, nad obecnością zła w naszej codzienności, nad jego źródłami, przyczynami i sposobami zwalczania go. Dlatego już pierwsze dzisiejsze czytanie z Księgi Rodzaju próbuje na te pytania odpowiedzieć. Zło jest nieposłuszeństwem wobec Boga, wyrazem ludzkiej pychy i chciwości. Człowiek, który otrzymał od Boga wszystko, chciał jeszcze więcej, chciał sam stać się Bogiem, chciał stanowić o tym, co jest dobre, a co złe. I tak jest do dzisiaj. To samo jest obecne w każdym naszym grzechu; pycha, pożądliwość, chciwość.

Podobnie i Ewangelia próbuje nam pokazać na czym polega zło i grzech. W każdym naszym grzechu obecny jest ów potrójny głód: głód chleba, głód ciała, czyli chciwość i nieczystość, głód chwały, czyli pycha i głód władzy - stanowienia, ustanawiania co dobre, a co złe. A odpowiedź Chrystusa – to trzy rady ewangeliczne: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa.

Nie mamy w czasie Wielkiego Postu bezmyślnie się umartwiać. Nie mamy obłudnie posypywać głów popiołem ... mamy znaleźć odpowiedź na pytanie: „A jak jest w moim życiu? Czy nie uganiam się zbytnio za bogactwem? Czy nie szukam tylko swojej chwały? Czy nie pragnę jedynie władzy i dominowania nad innymi? Czy nie chciałbym wszystkiego ustawiać i ustalać po swojemu?

I nade wszystko jest to okres, w czasie którego mamy sobie uświadomić, że tylko z pomocą Chrystusa możemy pokonać zło obecne w naszym życiu. Umartwienia zaś -jeśli takowe podejmujemy- i posypanie głowy popiołem są jedynie środkiem do tego, aby taką refleksję prowadzącą do nawrócenia podjąć. W przeciwnym wypadku są one tylko nic nieznaczącymi gestami.

Czy podejmuję wysiłek rozpoznania swoich błędów? Czy za tym rozpoznaniem idzie moje działanie i zmiana?


Homilia alternatywna I

Pokusa i grzech

Jak co roku, na początku Wielkiego Postu stajemy ponownie przed odwiecznym i bardzo bolesnym problemem pokusy i grzechu. Czytanie pierwsze przypomina nam obrazowo o tym najbardziej nieszczęśliwym momencie w dziejach ludzkości, kiedy człowiek –kuszony przez Szatana- popełnił pierwszy grzech, który na całą ludzkość sprowadził śmierć. Konsekwencje tego faktu ponosimy do dzisiaj. A są nimi nie tylko cierpienie i śmierć fizyczna, ale także nasza podatność na pokusę i grzech, ludzka słabość wobec pokusy i czasami wprost bezradność wobec działania złego ducha. Lista konsekwencji grzechu pierworodnego wymieniona w wierszach 16-24 trzeciego rozdziału Księgi Rodzaju jest wstrząsająca. Przez swój grzech Adam i Ewa skrzywdzili samych siebie, pozbawili się najcenniejszych darów, jakie otrzymali od Stwórcy. Przede wszystkim zniszczyli swoją jedność i przyjaźń z Bogiem. Tracąc świętość i sprawiedliwość pierwotną, nie tylko oddalili się od Boga i zerwali z Nim przyjaźń, lecz ponadto pozbawili siebie wszystkich darów poza-przyrodzonych. Utracili dar nieśmiertelności i wolności od cierpień, stracili dar harmonii i wiedzy. Skrzywdzili jednak nie tylko siebie, lecz i swoje potomstwo, czyli całą ludzkość, utracili dary, które mieli przekazać innym. Świat przestał być rajem, a ziemia została „przeklęta” z powodu grzechu Adama.

Św. Paweł w drugim czytaniu – w sposób teologiczny – analizuje rzeczywistość grzechu i jego skutków, ale i rzeczywistość – wysłużonej nam przez Chrystusa – łaski. Mówi bardzo dobitnie, że mimo iż „jeden tylko grzech (Adama) przynosi wyrok potępiający”, a zarazem „sprowadza na wszystkich śmierć”, czego wszyscy boleśnie doświadczamy w naszym codziennym życiu, to jednak o wiele mocniejszy jest porządek łaski, która „przynosi usprawiedliwienie ze wszystkich grzechów” i daje udział w królowaniu Chrystusa, który nas od śmierci i wszystkich innych konsekwencji grzechu wyzwala. A dokonuje tego Chrystus w sposób ostateczny na krzyżu, gdzie definitywnie zadaje śmierć grzechowi.

To jednak wcale nie zwalnia nas od osobistej walki z grzechem i pokusą. Nie jest śmierć Chrystusa czarodziejskim remedium na nasze grzechowe dolegliwości, które mogłoby być zaaplikowane bez naszego udziału. I dlatego w Ewangelii św. Mateusz pokazuje nam bardzo przekonywająco, jak Syn Boży który był wystawiony (jako również syn Człowieczy) na pokusę odrzuca szatańskie próby i pokusy, i tym samym wskazuje nam drogę do walki z pokusą i złem, które nadal nad nami mają władzę, bo –jak mówi św. Paweł- „całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych.” (Rz 8:21-22) Dopóki to się nie stanie, nadal jesteśmy poddani słabości i pokusom złego.

Stąd musimy mieć pełną świadomość, że i my nie jesteśmy wolni od szatańskich pokus i podstępów, ale też nie jesteśmy wobec nich całkowicie bezbronni. Kolejne odpowiedzi Chrystusa udzielane szatanowi pokazują nam, jaka powinna być nasza wobec niego postawa:

- „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.” – czyż nie znaczy to, że w natłoku spraw doczesnych nie powinniśmy zapomnieć o czymś daleko ważniejszym i daleko bardziej istotnym dla naszego życia, o Słowie Bożym, o Jezusie Chrystusie w Którym Bóg „przemówił do nas w tym ostatecznym czasie” (Hbr 1:2), Jeśli będę się żywił Słowem Bożym, ale także Eucharystią, a nie tylko dbał o chleb doczesny, szatan nie będzie miał władzy nade mną. Mówiąc prościej i bardziej bezpośrednio, nie dajmy się zwariować robieniu kariery, zabieganiu o dostatek, o dobra materialne, nie chciejmy „zamieniać wszystkich kamieni w chleb czy złote sztabki”. Są rzeczy daleko ważniejsze na tym świecie niż sukces i dobrobyt.

- „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego.” Nie oczekujmy spektakularnych cudów, nadzwyczajnych interwencji i nie wystawiajmy Boga na próbę tam, gdzie On oczekuje od nas po prostu uczciwości i wierności. Nie szukajmy w całym naszym religijnym życiu ani nadzwyczajności, ani ekscytacji, ani siebie, a jedynie chwały Bożej i dobra innych. Jakże często „używamy” a nawet nadużywamy Boga do swoich potrzeb i interesów, a kiedy On się tym naszym manipulacjom poddać nie chce, to jesteśmy gotowi zwątpić i odrzucić takiego „nieużytego Boga”.

- „Idź precz, szatanie! ... Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz.” – ta najbardziej zdecydowana odpowiedź udzielona przez Chrystusa jest odpowiedzią na szatańską pokusę, z którą i my bardzo często się spotykamy: „Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon ...”. Czyż nie zdarzyło mi się niejednokrotnie doświadczyć tej pokusy? Czyż nie marzyło mi się łatwe i wygodne życie za – niewiele w końcu kosztujący – ukłon, za konformistyczną zgodę, czy nawet jedynie za wygodne przymknięcie oka? Ileż to razy jesteśmy w życiu kuszeni w ten właśnie sposób? I zdecydowana odpowiedź Chrystusa: „Kłaniaj się samemu Bogu i Jemu jedynie służ!!” Ale dla nas – jakże często – jest to równoznaczne z fanatyzmem, fundamentalizmem, sekciarstwem, nietolerancją ....? Nie stać nas na służenie jedynie Bogu ... i dlatego stale pojawia się szatan ze swoimi sprytnymi propozycjami.

Skutki grzechu pierworodnego nadal są obecne w naszym życiu i każdy musi sobie w nimi poradzić indywidualnie, ... indywidualnie, ale nie samotnie. Gdybyśmy tylko chcieli iść na co dzień z Chrystusem, gdybyśmy Jemu samemu zaufali i uwierzyli, że On pokonał już zło i Szatana, i że ma i dla nas sposób na poradzenie sobie z pokusą ... O ileż łatwiej i lepiej wyglądałoby nasze życie, o ileż szybciej podążalibyśmy drogą powrotną do utraconego raju?


Homilia alternatywna II

Wielki Post zaczyna się od drzewa.

W ogrodzie Eden rosło drzewo poznania dobra i zła. Było „rozkoszą dla oczu”. Pokusa nie zaczyna się od zła – zaczyna się od czegoś pięknego, pożądanego, obiecującego rozwój. Wąż nie mówi: „Zrób coś złego”. On mówi: „Będziesz jak Bóg”.

To pierwsze kłamstwo w historii świata nie polegało na negacji Boga. Polegało na sugestii, że Bóg coś przed człowiekiem ukrywa. Że Bóg ogranicza. Że Bóg się boi naszej wielkości.

I od tamtej pory każda pokusa brzmi podobnie:

– „Weź to w swoje ręce.”
– „Nie czekaj na Boga.”
– „Zrób to szybciej, łatwiej, po swojemu.”

Adam sięga po owoc. I otwierają się oczy. Ale nie na boskość. Na nagość. Na lęk. Na wstyd.

Święty Paweł mówi dziś bez złudzeń: przez jednego człowieka grzech wszedł na świat. A wraz z nim śmierć. To nie jest tylko opowieść o pradawnej parze. To jest historia każdej relacji, która pękła. Każdego słowa, które zraniło. Każdej decyzji podjętej „po swojemu”.

Ale Wielki Post nie zaczyna się tylko od ogrodu. Zaczyna się także od pustyni.

Jezus wychodzi na pustynię. Tam, gdzie Adam miał ogród pełen drzew, On ma kamienie. Tam, gdzie pierwszy człowiek miał obfitość, On ma głód.

I diabeł powtarza tę samą melodię:

„Jeśli jesteś Synem Bożym…”

To jest najgłębsza pokusa: podważyć tożsamość. W Edenie: „Będziecie jak Bóg”. Na pustyni: „Udowodnij, że jesteś Synem”.

Szatan proponuje trzy skróty:
– chleb bez zaufania,
– cud bez relacji,
– władzę bez krzyża.

To są trzy wielkie iluzje świata.
Chleb bez zaufania – czyli życie oparte wyłącznie na materii.
Cud bez relacji – czyli religia jako spektakl.
Władza bez krzyża – czyli sukces bez ofiary.

Jezus nie sięga. Nie udowadnia. Nie negocjuje.
Odpowiada Słowem. Nie swoim – Ojca.
Tam, gdzie Adam zwątpił w słowo Boga, Jezus na nim się opiera.
Tam, gdzie pierwszy człowiek chciał „być jak Bóg”, Jezus pozostaje Synem.
Tam, gdzie grzech przyniósł śmierć, posłuszeństwo przynosi życie.

Wielki Post nie jest czasem udowadniania Bogu, że jesteśmy lepsi.
To czas powrotu do prawdy o tym, kim jesteśmy.
Nie jesteśmy bogami.Jesteśmy dziećmi.
Pokusa zawsze mówi: „Musisz wziąć”.
Łaska mówi: „Możesz przyjąć”.
Adam wziął owoc.
Chrystus przyjął wolę Ojca.

A my?

My stoimy między ogrodem a pustynią.
Między drzewem poznania a drzewem krzyża.Bo Wielki Post prowadzi nas do innego drzewa.
Na nim nie wisi owoc.
Wisi Zbawiciel.

I to drzewo nie rodzi wstydu.
Rodzi życie.

Dlatego Paweł woła: „O ileż obficiej spłynęła łaska!”
Grzech rozprzestrzenił się szybko. Ale łaska rozlewa się szerzej.

Największym kłamstwem pokusy jest to, że jesteśmy sami.

Ewangelia kończy się zdaniem: „Aniołowie przystąpili i usługiwali Mu.”
Po walce przychodzi pomoc.
Po pustyni – obecność.
Po poście – uczta.
Może ten Wielki Post nie będzie walką z czekoladą czy kawą.
Może będzie walką o zaufanie
O to, by przestać udowadniać Bogu swoją wartość.
I zacząć przyjmować Jego miłość.
Bo tylko Nowy Adam może nauczyć nas, jak być prawdziwie człowiekiem.

Współczesne badania biblijne i teologia liturgii podkreślają, że

zestawienie Rdz 2–3, Rz 5 oraz Mt 4 tworzy spójną narrację typologiczną: Adam – Chrystus, ogród – pustynia, nieposłuszeństwo – posłuszeństwo, śmierć – życie. Egzegeci wskazują, że kuszenie Jezusa w Ewangelii Mateusza jest świadomą teologiczną reinterpretacją upadku z Księgi Rodzaju (Orlov 2016; Li 2019). Paweł w Liście do Rzymian rozwija tę intuicję, prezentując Chrystusa jako „nowego Adama”, którego akt posłuszeństwa odwraca skutki pierwotnego nieposłuszeństwa (Oudersluys 1960; Bonneau 2023).

W literaturze liturgicznej podkreśla się, że I Niedziela Wielkiego Postu nie koncentruje się wyłącznie na moralnej walce z pokusą, lecz na objawieniu tożsamości Jezusa jako Syna i Nowego Człowieka (Nocent 2014; Turner 2025). Wąż podważa słowo Boga („Czy rzeczywiście Bóg powiedział?”), natomiast szatan w Mt 4 manipuluje słowem Pisma. Kluczowym polem walki staje się więc interpretacja Słowa (Asare-Antwako & Boaheng 2024).

Teologia typologii adamowej wskazuje, że Mateusz umieszcza kuszenie Jezusa zaraz po chrzcie, aby pokazać, kim jest Syn w obliczu próby (Reiter 1964). W przeciwieństwie do Adama, który sięga po owoc, Jezus „nie sięga” – nie zamienia kamieni w chleb, nie rzuca się w dół, nie oddaje pokłonu. Chrystus przywraca człowiekowi utraconą relację z Ojcem przez radykalne zaufanie (Mushunje 2003; De Almeida 2005).


Homilia alternatywna III

Pustynia, Ogród i Walka o Zaufanie

Rozpoczynamy czas Wielkiego Postu od zderzenia dwóch niezwykle wyrazistych obrazów biblijnych: bujnego ogrodu Eden, w którym niczego nie brakuje, oraz surowej, jałowej pustyni, na której odczuwa się palący głód. Choć te dwa miejsca dzieli wszystko, łączy je jedno – to właśnie tam rozegrała się najważniejsza w dziejach ludzkości bitwa o ludzkie serce. Dzisiejsze czytania nie są jedynie historycznym zapisem dawnych wydarzeń, ale niezwykle precyzyjną diagnozą tego, co każdego dnia dzieje się w naszym wnętrzu. Kuszenie, z którym się mierzymy, rzadko przyjmuje postać otwartego, przerażającego zła. Szatan jest o wiele bardziej subtelny.

Spójrzmy na pierwszych rodziców w Raju. Wąż nie przychodzi do Ewy z propozycją: „odwróć się od Boga i zniszcz swoje życie”. On przychodzi jako zatroskany doradca i zadaje z pozoru niewinne pytanie: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?”. To mistrzowska manipulacja. Zły duch próbuje wmówić człowiekowi, że Bóg coś przed nim ukrywa, że Jego przykazania nie są wyrazem troski, lecz próbą zniewolenia i ograniczenia ludzkiej wolności. W ten sposób w sercu Ewy, a potem Adama, rodzi się podejrzliwość. Przestają widzieć w Bogu kochającego Ojca, a zaczynają dostrzegać w Nim rywala. Istotę tego dramatu doskonale ujmuje Katechizm Kościoła Katolickiego, diagnozując sam korzeń grzechu pierworodnego: „Człowiek, kuszony przez diabła, pozwolił, by zamarło w jego sercu zaufanie do Stwórcy, i nadużywając swojej wolności, sprzeciwił się przykazaniu Bożemu” (KKK 397). Grzech w swojej najgłębszej warstwie nie jest więc tylko złamaniem przepisu prawa, ale przede wszystkim zerwaniem więzi zaufania.

Zupełnie inaczej zachowuje się Jezus na pustyni. Duch Święty wyprowadza Go w miejsce pozbawione wygód, w przestrzeń ciszy, ogołocenia i fizycznego braku. I właśnie tam, po czterdziestu dniach postu, gdy Jezus jest najbardziej wyczerpany, pojawia się kusiciel. Jego taktyka znów opiera się na podszeptywaniu wątpliwości: „Jeśli jesteś Synem Bożym...”. Diabeł uderza w sam rdzeń tożsamości Chrystusa. Próbuje Go sprowokować: udowodnij, kim jesteś! Zaspokój swój głód sam, zamieniając kamienie w chleb – przecież nie musisz czekać na Ojca. Rzuć się w dół ze świątyni, niech aniołowie cię ratują – zrób spektakl, który zmusi Boga do interwencji. Wreszcie: weź władzę nad światem na skróty, bez krzyża, po prostu mi się pokłoń.

Odpowiedź Jezusa jest fascynująca. On nie wchodzi z szatanem w dyskusję, jak to uczyniła Ewa. Jezus odpiera każdy atak Słowem Bożym. W Jego postawie nie ma ani cienia wątpliwości co do miłości Ojca. Nawet odczuwając skrajny głód, Chrystus wie, że nie żyje się samym chlebem, ale więzią z Bogiem. To właśnie tu, na pustyni, Jezus naprawia to, co zepsuł Adam w Raju. Jak genialnie podsumowuje to św. Paweł w Liście do Rzymian: „Jeżeli bowiem przez przestępstwo jednego śmierć zakrólowała (...), o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości, królować będą w życiu z powodu Jednego - Jezusa Chrystusa”. W Chrystusie widzimy, że człowiek ma w sobie zdolność do zwycięstwa, gdy całkowicie oprze się na łasce, a nie na własnych siłach.

Wielki Post nie jest jedynie czasem diet i wyrzeczeń, które mają udowodnić naszą silną wolę. To zaproszenie, byśmy wraz z Jezusem weszli na naszą duchową pustynię – byśmy wyciszyli hałas świata i pozwolili zdemaskować w sobie te obszary, w których nie ufamy Bogu. Gdzie szukamy drogi na skróty? Jakie kamienie próbujemy własnymi siłami zamienić w chleb, odrzucając Bożą opatrzność? Pustynia jest miejscem surowym, ale też przestrzenią intymnego spotkania. To obietnica samego Boga, którą zapisał prorok: „Dlatego zwabię ją i wyprowadzę na pustynię, i przemówię do jej serca” (Oz 2,16 - Biblia Tysiąclecia).

Nie bójmy się w tegorocznym Wielkim Poście wejść w ciszę. Nie bójmy się zmierzyć z własnym głodem. Bo tylko tam, na pustyni naszego serca, gdy opadną wszystkie fałszywe zabezpieczenia, możemy usłyszeć głos Boga, który przypomni nam to, o co tak naprawdę toczy się walka: że jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi.

piątek, 6 lutego 2026

V Niedziela w ciągu roku - A

 Iz 58:6-10

Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On [rzeknie]: Oto jestem! Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem.

1Kor 2:1-5

Tak też i ja przyszedłszy do was, bracia, nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością głosić wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.

Mt 5:13-16

Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.


Homilia I

Światło i sól

Wmawia się nam, że jako chrześcijanie mamy być ukryci i nie wychylać się, nie afiszować z naszą wiarą, z naszymi przekonaniami, z naszą pobożnością i religijnością. Chce się zamknąć wiarę w czterech ścianach kościoła, zmusić do milczenia, rozbić nasze życie na to na co dzień i na to od święta i na niedzielę. Cały współczesny świat próbuje nam udowodnić, że wiara, to zacofanie, średniowiecze, kołtuństwo, coś czego należy się wstydzić, z czym nie należy się pokazywać, ani obnosić. Udowadnia się, że państwo, społeczeństwo, życie codzienne, szkoła, nauka, praca, odpoczynek, rozrywka wszystko co jest naszym życiem ma być a-wyznaniowe, a-religijne, świeckie, laickie. Przykład? Wystąpienie premiera Francji na Konferencji Unii Europejskiej w Laeken. A co to w końcu znaczy? Nic innego jak skazanie religii na banicję, jak udowadnianie, że religia to coś całkowicie prywatnego i wstydliwego, jak udowadnianie, że człowiek wierzący, to druga lub nawet trzecia kategoria społeczna.

I odpowiedź Chrystusa -na takie zakusy- w dzisiejszej Ewangelii: "Niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre czyny" - nie piękne słowa i bombastyczne pochody i procesje, ale wasze dobre czyny! Nie chodzi o bigoterię i fanatyzm, ani o religijny fundamentalizm, ale o jasne i klarowne świadectwo. Nie wstydźmy się być wierzącymi. Nasze życie nie jest i nie powinno być a-wyznaniowe, wyprane z religii i moralności, ale właśnie nią przesiąknięte, nasycone. Nasze życie powinno być święte, dobre i religijne. Mamy być solą dla tej ziemi, dla tegoż świata, wypranego z religii, z moralności i uczuć. Mamy być światłem jasno świecącym, a nie tlącą się i kopcącą świeczką. Sól, która utraciła swój smak nadaje się tylko do wyrzucenia. Świeczka, która nie daje światła nie jest do niczego przydatna.

Ja wierzyć dzisiaj, żeby być rzeczywiście solą dla tego świata?

Jak wierzyć dzisiaj, żeby być dla tego świata światłem w jego ciemnościach, jasnym i klarownym punktem?


Homilia II

Czytania, które przed chwilą usłyszeliśmy, nie pozostawiają złudzeń. Mówią o wierze, która nie jest dekoracją, ale konkretem. O religijności, która nie kończy się na pobożnych gestach, ale przenika codzienne wybory.

Izajasz mówi wprost: Bóg nie potrzebuje naszych uroczystych postów, jeśli równocześnie nie troszczymy się o człowieka obok. “Rozerwać kajdany zła”, “wypuścić wolno uciśnionych”, “dzielić swój chleb z głodnym” – to nie są metafory. To konkretne działania. Bóg nie pyta, jak często się modlimy, ale jak traktujemy tych, którzy cierpią. Prawdziwe światło wiary rozbłyśnie w nas dopiero wtedy, gdy przestaniemy żyć dla samych siebie.

Święty Paweł w liście do Koryntian przyznaje się do słabości. Przyszedł do nich “w bojaźni i z wielkim drżeniem”. Nie próbował ich olśnić elokwencją czy spektakularnymi wystąpieniami. Przedstawił tylko “Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego”. To ważne. Często myślimy, że aby świadczyć o wierze, musimy być nieskazitelni, zawsze pewni siebie, posiadać odpowiednie słowa. A Paweł pokazuje, że najważniejsza jest autentyczność. Nawet krucha, nieporadna, ale prawdziwa. Wiara nie jest pokazem siły, ale otwarciem na Bożą moc, która działa właśnie w naszej słabości.

I wreszcie Jezus mówi dziś do nas: “Wy jesteście solą dla ziemi. Wy jesteście światłem świata”. Te słowa brzmią dumnie, ale niosą też ciężar odpowiedzialności. Sól, która nie soli, jest do wyrzucenia. Światło, które się chowa, nie spełnia swej roli.

Co to znaczy dziś być solą? To znaczy nadawać życiu smak – nie przez ciągłe narzekanie czy krytykanctwo, ale przez wierność wartościom nawet w małych rzeczach. Przez uczciwość w pracy, przez dotrzymywanie słowa, przez wytrwałość w codziennych obowiązkach. To sól cierpliwości w nerwowym świecie, sól życzliwości w kulturze obojętności.

A bycie światłem? To nie oznacza stawiania siebie w centrum, szukania poklasku. To znaczy po prostu świecić tam, gdzie jesteśmy. W rodzinie – światłem wyrozumiałości i przebaczenia. W społeczności – światłem solidarności, gdy ktoś obok przeżywa trudny czas. To światło nie musi być jaskrawe. Często wystarczy mały płomień życzliwego słowa, gestu pomocy, obecności.

Nie chodzi o to, byśmy wszyscy rzucili się do wielkich, heroicznych dzieł. Izajasz, Paweł i Jezus mówią o zwykłej, codziennej wierności. O tym, by nie odwracać się od potrzebującego “współziomka”. O tym, by nie udawać kogoś, kim nie jesteśmy, ale z pokorą przyznać się do Chrystusa. O tym, by nasze “światło” – nasze czyny – były po prostu dobre i konkretne.

Prawdziwa sól jest wyczuwalna. Prawdziwe światło jest widoczne. Nie przez nachalność, ale przez konsekwencję. Może właśnie o to chodzi: by nasza wiara była wyczuwalna w tym, jak traktujemy innych, i widoczna w tym, co wybieramy na co dzień.

Nie bójmy się być zwykłą solą i zwykłym światłem. Bóg nie potrzebuje gwiazd, potrzebuje świadków. A świadectwo polega na tym, by w zwykłym życiu pozwolić, by przez nas przebłyskiwało coś z Jego miłości. To wystarczy. Resztę zrobi On sam.


Homilia III

W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi do nas: „Wy jesteście solą dla ziemi. Wy jesteście światłem świata”. To nie są słowa pocieszenia ani pochwała. To jest zadanie, misja, którą dostajemy – trudna i wymagająca. Jezus nie pyta, czy chcemy być solą i światłem. Mówi: już nimi jesteście. Ale ta sól może zwietrzeć, to światło może zostać przysłonięte.

Żyjemy w świecie, który często każe nam traktować wiarę jak prywatny dodatek. Coś, co może być w domu, w sercu, ale nie na ulicy, nie w pracy, nie w publicznej dyskusji. Mówi się: „Wierz sobie, ale nie narzucaj innym”. To często oznacza: „Zachowaj to dla siebie. Niech to nie będzie widoczne, niech nie kształtuje twoich wyborów, twojego zaangażowania, twojego sprzeciwu”. Religia ma być miła, niewidoczna, niekłopotliwa. Ma być sprawą niedzieli, ewentualnie osobistej modlitwy. Ale nie ma przenikać codzienności.

I wtedy przychodzi Chrystus i mówi: „Niech wasze światło świeci przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”.

Zwróćmy uwagę: światło mają stanowić dobre uczynki. Nie gadanie o dobru. Nie demonstracyjna pobożność. Nie religijny folklor. Tylko uczynki. Czyny miłosierdzia, uczciwość w biznesie, wierność w małżeństwie, cierpliwość w rodzinie, solidarność z potrzebującym, odważna sprawiedliwość tam, gdzie panuje niesprawiedliwość. To jest to światło. Ono nie oślepia, nie krzyczy „patrzcie, jaki jestem święty!”. Ono po prostu rozjaśnia mrok w konkretnym miejscu.

A sól? Sól to nie jest główny składnik potrawy. To jest coś, co nadaje smak, co konserwuje, co zapobiega zepsuciu. Sól jest skuteczna, gdy jest rozsypana, zmieszana, gdy wchodzi w kontakt. Gdy jest schowana w solniczce – jest bezużyteczna.

Być solą dziś, to znaczy nadawać „smak” ewangelicznej prawdy tam, gdzie żyjemy. W miejscu pracy – poprzez rzetelność, gdy inny oszukuje; poprzez szacunek, gdy inni obgadują. W rodzinie – poprzez wytrwałą miłość, gdy wygodniej jest odejść. W społeczności – poprzez troskę o słabszego, gdy inny myśli tylko o sobie. To jest ta sól: niewidoczna, ale gdy jej zabraknie – wszystko traci smak i gnije.

Jezus nie obiecuje, że to będzie łatwe. Przeciwnie. Sól narażona jest na zwietrzenie – na kompromisy, na stopniowe rozcieńczanie wiary wygodą, na zastąpienie zasad „zdrowym rozsądkiem”, który często jest po prostu tchórzostwem. Światło można schować pod korcem – pod korcem wstydu, strachu przed śmiesznością, lęku przed utratą pozycji czy spokoju.

Realizm dzisiejszej Ewangelii jest taki: jeśli sól utraci swój smak, „do niczego się już nie nadaje, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi”. To są twarde słowa. Wiara, która nie kształtuje życia, która jest tylko zbiorem rytuałów oderwanych od codzienności, jest bezużyteczna. Nie przemienia świata, nie daje świadectwa, nie przyciąga do Boga.

Nie chodzi więc o to, byśmy „afiszowali się” z wiarą. Chodzi o to, by ona nas przenikała. By decydowała o tym, jak traktujemy współpracownika, jak płacimy podatki, jak głosujemy, jak korzystamy z czasu wolnego, jak przebaczamy. To nie jest kwestia „obnoszenia się”, ale spójności. Człowiek wierzący nie ma podwójnego życia: „świętego” i „codziennego”. Ma jedno życie – przesiąknięte Ewangelią, czy tego chce, czy nie.

Być światłem, to nie znaczy mieć wszystkie odpowiedzi. To znaczy w ciemności niepewności, lęku, cynizmu – wskazywać kierunek: ku dobru, ku prawdzie, ku Bogu. Czasem to światło będzie małe, jak płomyk świecy. Ale w całkowitej ciemności nawet mały płomyk jest drogowskazem.

Nie bójmy się więc być solą, która nada smak tej ziemi. Nie bójmy się być światłem, nawet małym, które rozprasza ciemności w naszym najbliższym otoczeniu. Nie po to, by nas chwalono, ale po to, by ludzie, widząc nasze dobre czyny – proste, ciche, czasem heroiczne – chwalili Ojca naszego, który jest w niebie.

Od Niego przyszliśmy i do Niego zmierzamy. A droga wiedzie przez zwykłą, codzienną ziemię, która potrzebuje soli, i przez mrok, który potrzebuje światła. Bądźmy tym, czym Chrystus nas nazwał. To nasza godność i nasze zadanie. Nie mamy innego.


Oto 5 schematów kazań na V Niedzielę Zwykłą, rok A, opartych na czytaniach.

Schemat 1: Autentyczne światło wiary

Temat: Wiara, która świeci przez miłosierdzie.

Wstęp: Świat potrzebuje światła. Ewangelia nazywa nas światłem świata. Ale czym jest to światło? Czy to deklaracje, pobożne słowa, czy może coś więcej? Dziś Bóg pokazuje nam konkretny przepis na świętość, która świeci w ciemnościach.

Rozwinięcie:

  1. Światło fałszywe (kontrast):Czym może być “sól, która utraciła smak” lub światło ukryte “pod korcem”? To pozór religijności bez serca. To “grożenie palcem i przewrotne słowa” z Księgi Izajasza – osądzanie, obłuda, religijność dla poklasku.
  2. Światło prawdziwe (z pierwszego czytania):Prorok Izajasz definiuje je jasno: to konkretna miłość: dzielenie chleba, przygarnięcie bezdomnego, przyodzianie nagiego, walka z niesprawiedliwością (“rozerwanie kajdan zła”). To są dobre uczynki, które – jak mówi Ewangelia – powodują, że ludzie “chwalą Ojca waszego w niebie”.
  3. Źródło światła (z drugiego czytania):Skąd czerpać moc do takiej miłości? Nie z własnej mądrości czy siły. Św. Paweł przypomina: przyszedł do Koryntian “w słabości i bojaźni”, głosząc tylko “Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego”. Źródłem naszego światła jest Chrystus Ukrzyżowany – Jego moc w naszej słabości, Jego miłość w naszym sercu. Nasze dobre uczynki są owocem wiary w Niego, a nie naszą zasługą.

Zakończenie: Nie jesteśmy wezwani, by błyszczeć jak gwiazdy show-biznesu, ale by świecić jak lampa w ciemnym pokoju – stabilnie, konkretnie, służąc innym. Sprawdźmy dziś nasze “baterie”: czy ładują się na modlitwie przy krzyżu? I nasze “światło”: czy przechodzi w czyny – w wyciągnięcie ręki do potrzebującego, w słowo pociechy, w walkę o sprawiedliwość? Tylko taka wiara przyciąga innych do Boga.

Schemat 2: Sól ziemi i chleb dla głodnego

Temat: Uczniostwo jako służba i nadawanie smaku światu.

Wstęp: “Wy jesteście solą dla ziemi”. Sól nadaje smak, konserwuje, oczyszcza. Jaka jest nasza funkcja jako uczniów Jezusa w tym świecie? Czy nadajemy mu “smak” Ewangelii, czy jesteśmy bezsmakowi i bezużyteczni?

Rozwinięcie:

  1. Sól, która traci smak:To chrześcijanin zamknięty w swoim pobożnym getcie, którego wiara nie ma wpływu na życie społeczne. To “odwracanie się od współziomków” (Iz). Wiara bez uczynków miłosierdzia jest martwa i bez smaku.
  2. Jak zachować “smak”?Odpowiedź daje Izajasz: podzielić się chlebem. To kluczowy symbol. “Twój chleb” – to, co jest twoje: czas, kompetencje, pieniądze, uwagę, życzliwość. Dzielenie się chlebem to konkret: wolontariat, pomoc sąsiedzka, sprawiedliwe traktowanie pracowników, troska o wykluczonych.
  3. Moc do dzielenia się:Skąd wziąć odwagę i hojność? Św. Paweł pokazuje postawę: “nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego”. Kontemplacja Miłości, która dzieli się do końca na krzyżu, jest źródłem naszej siły. Głoszenie Ewangelii (bycie światłem) i dzielenie się chlebem (bycie solą) to dwa oblicza tej samej miłości, która wypływa z Krzyża.

Zakończenie: Bóg pyta nas dziś: Czym “posolisz” swoją rodzinę, miejsce pracy, parafię? Może uśmiechem, może cierpliwym wysłuchaniem, może uczciwością tam, gdzie inny oszukuje. A z kim podzielisz się “chlebem” w tym tygodniu? Pamiętajmy: nasza “sól” i nasz “chleb” biorą swój smak i moc z Eucharystii – z Chleba, który jest samym Chrystusem.

Schemat 3: Od “ja” do światła

Temat: Droga od egoizmu do bycia błogosławieństwem.

Wstęp: “Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza” – obiecuje Bóg przez Izajasza. Ale to “wtedy” jest warunkowe. Bóg pokazuje proces: najpierw trzeba coś “usunąć”, by coś “zabłysło”.

Rozwinięcie:

  1. Krok 1: Usunąć jarzmo (nawrócenie negatywne):“Usunąć u siebie jarzmo” – czyli wszelkie formy ucisku, które stosujemy wobec innych. “Przestać grozić palcem” – osądzać, oskarżać. “Przestać mówić przewrotnie” – plotkować, kłamać, oczerniać. To oczyszczenie serca z egoizmu.
  2. Krok 2: Dawać chleb (nawrócenie pozytywne):“Podać twój chleb zgłodniałemu” – materialnie i duchowo. “Nakarmić duszę przygnębioną” – dać nadzieję, czas, pocieszenie. To wyjście z siebie w konkretnym geście miłości.
  3. Krok 3: Stać się światłem (owoc):Dopiero wtedy “twe światło zabłyśnie w ciemnościach”. Ewangelia potwierdza: “Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki”. To naturalny blask życia przekształconego przez miłość. Św. Paweł dodaje, że fundamentem tego procesu jest prosta, pokorna wiara w Chrystusa, a nie w siebie.

Zakończenie: Nasze bycie światłem nie jest czymś, co możemy sobie “włączyć” na siłę. To owoc procesu oczyszczenia i daru z siebie. Może dziś potrzebujesz “usunąć jarzmo” jakiegoś grzechu, złości, zgorzknienia w konfesjonale? Może Bóg wskaże ci konkretną osobę, byś podał jej “chleb” dobrego słowa lub pomocy? Podejmij ten krok. A wtedy twoje życie samo zacznie świecić.

Schemat 4: Moc ukryta w słabości

Temat: Paradoks chrześcijańskiej skuteczności.

Wstęp: Świat ceniący sukces, siłę i własną mądrość może się dziwić. Jezus mówi do zwykłych ludzi: “Wy jesteście światłem świata”. A św. Paweł wyznaje, że głosił Ewangelię “w słabości, bojaźni i wielkim drżeniu”. Gdzie tu logika? To logika Boga.

Rozwinięcie:

  1. Ludzka mądrość vs. moc Boża:Św. Paweł odrzuca “błyszczące słowo i mądrość”. Wie, że to nie przekona serc. Zamiast tego głosi “Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego” – szczyt słabości w oczach świata, który jest szczytem Bożej mocy i miłości. Krzyż jest źródłem naszego światła.
  2. Słabe naczynia, wielka moc:Jesteśmy jak gliniane naczynia (2 Kor 4,7), ale niesiemy skarb. Nasza “sól” i “światło” nie pochodzą z nas. Pochodzą z Chrystusa, w którego wierzymy. To wyzwala od presji bycia “idealnym” apostołem. Wystarczy być czystym narzędziem, które nie przysłania Tego, który jest Światłością.
  3. Konkret miłości dowodem mocy:Czyny miłosierdzia z Księgi Izajasza są właśnie przejawem mocy Bożej w słabym człowieku. Gdy kruchy człowiek dzieli się chlebem, walczy o sprawiedliwość – wtedy widać, że to nie jego siła, ale Boża w nim działa. To przyciąga do Boga.

Zakończenie: Nie bój się swojej słabości, zmęczenia, ograniczeń. Właśnie w nich może objawić się moc Boga. Przynieś swoją słabość pod krzyż jak Paweł. A potem idź i czyń to, co możesz: uśmiechnij się, pomóż, przebacz. Nie musisz błyszczeć. Masz po prostu przepuszczać przez siebie światło Chrystusa. To wystarczy, by twoje życie było światłem na górze.

Schemat 5: Wezwanie do świętości “tu i teraz”

Temat: Powszechne powołanie do świętości w codzienności.

Wstęp: “Wy jesteście solą… wy jesteście światłem…” To “wy” to nie tylko księża czy zakonnicy. To każdy z nas, ochrzczony. Bóg powołuje nas do świętości nie “gdzieś”, ale właśnie tam, gdzie jesteśmy: w rodzinie, w szkole, w urzędzie, na emeryturze.

Rozwój:

  1. Świętość w relacjach (Izajasz):Program świętości jest bardzo ziemski. To świętość społeczna: budowanie dobrych, uczciwych, pełnych szacunku relacji (“usunąć jarzmo”). To świętość miłosierdzia: dostrzeganie potrzebujących wokół siebie i konkretna reakcja (“podaj chleb”, “przyodziej”).
  2. Świętość w zwyczajności (Ewangelia):“Nie może się ukryć miasto położone na górze”. Nasza wiara ma być widoczna w stylu życia. Bycie uczciwym w nieuczciwej firmie, bycie wiernym w trudnym małżeństwie, bycie życzliwym w zgorzkniałym otoczeniu – to jest “miasto na górze”.
  3. Źródło świętości (św. Paweł):Nie osiągniemy tego sami, przez własny heroizm. Źródłem jest prosta, ufna relacja z Jezusem Ukrzyżowanym. Świętość to nie nasz projekt, ale odpowiedź na miłość Boga. To pozwala nam działać bez lęku i narcyzmu.

Zakończenie: Bóg nie czeka, aż staniesz się idealny, by użyć cię jako światła. On chce świecić przez ciebie już teraz, z twoimi zaletami i wadami. Spójrz na swój zwyczajny dzień: gdzie możesz dziś być “solą” nadającą smak wyrozumiałości? Gdzie możesz być “światłem” dobrego słowa? Weź program Izajasza i wciel go w jedno, konkretne działanie w tym tygodniu. To twoja droga do świętości.