menu

Kazania pogrzebowe

Kazania pogrzebowe:



Poniżej znajdziesz 9 kazań pogrzebowych:


Kazania pogrzebowe – I

„Non pro tempore sed pro aeternitate vivimus.”

Czytania:
I – Rz 14,7-9. 10b-12
Ew. Łk 12, 35-40

Na wielu starożytnych grobowcach można przeczytać następującą inskrypcje: „Non pro tempore sed pro aeternitate vivimus” tzn. nie dla doczesności, ale dla wieczności żyjemy. Zresztą i jedno z naszych, polskich przysłów mówi coś podobnego, stwierdzając: „jakie życie taka śmierć, jaka śmierć taka wieczność.” W porównaniu z wiecznością życie nasze tu na ziemi, to doczesne jest tylko ulotną chwilą. Wartość naszego doczesnego życia mierzona jest nie stanem konta bankowego, czy ilością posiadanych dóbr, albo naukowymi tytułami lub karierą, jaką zrobiliśmy. Wartość ta mierzona jest raczej dobrymi czynami, które idą w ślad za nami do wieczności – jak przypomina o tym jedna z modlitw liturgii pogrzebu.

Warto sobie o tym przypomnieć w takiej właśnie chwili, jak ta, kiedy stoimy przy trumnie kogoś bliskiego, kogoś, kogo znaliśmy przez całe życie. To właśnie trumna przypomina nam o tym, że nasze życie jest ulotne, że kiedyś się skończy, że pozostanie po nas tylko, nie to, co zgromadziliśmy, ale to, co rozdaliśmy potrzebującym … i ciało w trumnie. Warto, więc zapytać, czy żyję dla siebie, dla doczesności, czy pamiętam także o wieczności? Czy w życiu codziennym jestem czujny, czy oczekuję mego Pana, jak mówi o tym Chrystus w -przed chwilą przeczytanej- Ewangelii?

Podobną myśl wyraża Święty Paweł w pierwszym czytaniu z listu do Rzymian, kiedy mówi: ”nikt zaś z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeśli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu, więc, i w śmierci należymy do Pana.” (Rz 14, 7-8).

Słowa te na pewno można odnieść do osoby, którą dzisiaj żegnamy. Szczególnie, jeśli była to troskliwa matka, dobry ojciec, współczująca siostra, kochający brat. I dlatego właśnie tak trudno jest się z nią/nim pożegnać, tak trudno przyjąć do wiadomości, że nie jest już między nami. Ci, którzy znali św. pamięci ………………………… wiedzą doskonale, jak realizował/a on/a w swoim życiu te słowa świętego Pawła, że nie żył/a dla siebie, że żył/a dla Chrystusa i z Chrystusem, że Chrystus stanowił centralny punkt jej/jego życia. Możemy, więc mieć nadzieję, że po „nieznacznym skarceniu” (jak mówi Pismo Święte w Księdze Mądrości Mdr 3,5), dostąpi radości przeżywania wieczności z Panem. Jeśli bowiem żył/a dla Pana i z Panem umarł/a, to z Panem też żyć będzie wiecznie. Chcemy jej/mu towarzyszyć -przede wszystkim naszą modlitwą – w tym czyśćcowym wypalaniu wszelkiego egoizmu. Ale chcemy też zaczerpnąć coś dla nas samych z jej/jego dobrego życia.

Jest, bowiem pogrzeb także okazją dla nas do refleksji nad naszym własnym życiem, nad tym, czy żyjemy egoistycznie i tylko dla siebie, czy też stać nas na życie dla innych i dla Chrystusa. Jest to okazja do przypomnienia sobie właśnie tej prawdy, że: „Nie dla doczesności żyjemy, ale dla wieczności.”

Na zakończenie pierwszego czytania św. Paweł dodaje jeszcze: „tak, więc każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu.” Te słowa św. Pawła są niejako powtórzeniem nawoływania samego Jezusa, który na zakończenie dzisiejszej Ewangelii mówi: „Bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.” O tym też warto pamiętać, bo w zaaferowanej codzienności, pełnej trosk i zmartwień doczesnych tak trudno pamiętać o naszym ostatecznym przeznaczeniu, o wieczności, dla której żyjemy.


Kazania pogrzebowe – II

Czytania:
I – Mdr 3,1-9
Ew.: J 12,23-26

zdało się oczom głupich, że pomarli

Życie to książka z kilkoma rozdziałami.

Życie ludzkie można porównać do książki, w której jest kilka, czasami kilkanaście rozdziałów. Rozdział pierwszy tej książki to dla każdego rozdział zatytułowany „narodziny”. Podobnie w każdej takiej książce znajduje się rozdział „dzieciństwo”, rozdział „szkoła”, i rozdział „dorastanie”. W kolejnych latach rozdziały książki się różnicują. U jednych będzie tam rozdział „studia”, u innych „praca zawodowa”, jeszcze u innych rozdział zatytułowany „kariera”. Dla większości kolejnym rozdziałem życia jest „małżeństwo” lub „założenie rodziny”, a później „wychowanie dzieci”, „dom”. Dla innych mogą to być rozdziały „powołanie”, „kapłaństwo”, czy „życie zakonne”. W kolejnych latach w wielu książkach pojawiają się rozdziały związane z życiem zawodowym, nawiązywaniem kontaktów, przyjaźni, znajomości.

A w końcu dochodzimy do rozdziału, który jest w większości takich książek, a który można by nazwać dosyć brutalnie „starość”, albo „choroba” lub „zniedołężnienie”. To chyba najbardziej dramatyczne i bolesne doświadczenia ludzkiego życia. Tutaj zaczyna się weryfikacja, czy to, co dotychczas pisałem było autentyczne i wartościowe, czy były to tylko bazgroły bez sensu i bez znaczenia?

W końcu, prawie pod koniec książki we wszystkich przypadkach pojawia się rozdział zatytułowany „śmierć”. Dla wielu, szczególnie dla ludzi niewierzących jest to ostatni rozdział książki. Po tym rozdziale, dla nich nie ma już nic, książka się zakończyła. Nic innego już nas nie czeka. Smutna i przygnębiająca rzeczywistość końca ludzkiego życia. Dla tych, którzy nie mają nadziei tu kończy się książka i jej końcową okładką jest wieko trumny.

Dla ludzi wierzących jednak, dla wyznawców i uczniów Chrystusa książka nie kończy się jednak rozdziałem „śmierć”. Po tym rozdziale następują jeszcze dwa kolejne. A są to: rozdział „zmartwychwstanie” i rozdział, który nie ma końca, zatytułowany „życie wieczne”. Niestety ten ostatni, niekończący się rozdział może mieć również inny, przygnębiający i tragiczny tytuł „piekło”.

Co ciekawe, autorem takiej książki jestem ja sam. Piszę ją przez całe życie, od momentu narodzin poprzez te 70 czy 80 lat życia na ziemi. To ja decyduję, jakie pojawiają się w niej rozdziały, jakie ciekawie czy wartościowe dialogi, opisy, wydarzenia, fakty. Jednak przedostatni rozdział zatytułowany „zmartwychwstanie” nie zależy już ode mnie. To Wieczny Autor Życia dopisuje ten rozdział na podstawie tego, co ja sam napisałem. To On daje mi zmartwychwstanie i na podstawie dotychczas napisanych przeze mnie rozdziałów decyduje, czy wydać książkę w nowym, poprawionym i uzupełnionym wydaniu, czy pozostawić ją niestety na wieczność w takim stanie, w jakim ja ją swoim życiem napisałem.

Nie znamy wszystkich elementów składowych książki pisanej przez św. pamięci ……………………… Znane są one tylko bezpośrednio zainteresowanemu i Panu Bogu. Możemy jednak prosić Odwiecznego Autora, aby rozdział „zmartwychwstanie” był dla zmarłego rozdziałem szczęśliwym, rozdziałem z „happy endem”, aby było to zmartwychwstanie do nowego poprawionego i uzupełnionego wydania. Aby po nim rozpoczął się ostatni, trwający na wieki rozdział szczęśliwości wiecznej, zatytułowany „niebo”.

Warto jednak, przy tej okazji zadać sobie bardzo osobiste pytanie: jaką książkę ja piszę, jak wiele w niej dobra, współczucia, sympatii, dzielenia się, a jak wiele egoizmu, znieczulicy, grzechu? Czy ziarno pszenicy, którym jestem obumarło i czy wyda plon obfity, czy jednak pozostanie samo na wieczność? Czy mimo moich błędów, pomyłek, zaniedbań i grzechów Bóg zdecyduje się na nowe, poprawione i ulepszone wydanie i opublikowanie go dla życia wiecznego? Warto dobrze planować kolejne rozdziały i epizody książki, aby po rozdziale „śmierć” Bóg zdecydował, że warto mnie zachować na życie wieczne.


Kazania pogrzebowe – III

„W domu Ojca Mego jest mieszkań wiele”

Czytania:
2 Kor 5,1.6-10
Ew.: J 14,1-6

Kiedy Święty Paweł w Drugim Liście do Koryntian mówi: „wiemy, że jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką ludzką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie”, to nie mówi tego od siebie, ani na podstawie własnego doświadczenia. Skąd, więc może powiedzieć z taką pewnością „wiemy„?

Podstawą katechezy św. Pawła, są słowa Chrystusa z dzisiejszej Ewangelii: „niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział.” To Chrystus zapewnia nas o naszym ostatecznym przeznaczeniu, o stacji docelowej naszej pielgrzymki.

Pierwszym stwierdzeniem świętego Pawła są jednak słowa wyrażające to, co przeżywamy właśnie w tej chwili. Widzimy oto, że rzeczywiście nasz przybytek ludzkiego zamieszkania niszczeje. Przed nami trumna ze zwłokami tego, który jeszcze kilka dni temu był wśród nas, z którym rozmawialiśmy, który mieszkał obok, a którego „ przybytek doczesnego zamieszkania” właśnie uległ zniszczeniu. Dla wielu jest to ostateczny koniec, dla wielu już nic więcej zdarzyć się nie może. Jednakże dla człowieka wierzącego, który ufa Chrystusowi, ten przybytek, który uległ zniszczeniu, a który zostanie złożony w grobie, to tylko forma przejściowa.

Jest takie bardzo pouczające opowiadanie. Pewnego dnia mały, kilkuletni chłopczyk przechodził z dziadkiem przez cmentarz. Zaskoczony okazałymi nagrobkami zapytał swojego dziadka, co to za domy? Jego dziadek powiedział: „Ci ludzie żyli w tych domach, ale w pewnym momencie Pan Bóg ich powołał do siebie i teraz żyją w domu Bożym.” Chłopiec ze zrozumieniem pokiwał głową i powiedział: „Aha, i tutaj zostawili swoje ubrania „. W jakiż lepszy sposób możemy wyjaśnić przejście z tego życia do życia wiecznego? Jak wyraziściej przedstawić to, że oto za chwilę złożymy w grobie trumnę, ale to wcale nie znaczy, że składamy tam człowieka i to na wieczność? Składamy tam tylko ludzkie ciało, aby „uległ zniszczeniu nasz przybytek doczesnego zamieszkania, aby Pan mógł nas wprowadzić do „mieszkania od Boga, do domu nie ręką ludzką uczynionego.”

Oczywiście, jest to możliwe tylko wtedy, kiedy zaufamy Chrystusowi, Który zapewnia nas o istnieniu mieszkania dla nas przygotowanego. Trzeba zaufać Chrystusowi, że On może nas przez tę przemianę, (czyli zniszczenie doczesności i odtworzenie dla wieczności) przeprowadzić. Niestety, myśmy się za bardzo przyzwyczaili do tego przybytku doczesnego zamieszkania. Urządziliśmy sobie życie doczesne tak, jakby ono miało trwać wiecznie. I dlatego tak często, tak trudno jest nam pogodzić się z faktem, że trzeba go opuścić, że ono się kończy, że wbrew naszym złudnym oczekiwaniom nie trwa wiecznie.

Nasze, więc uczestnictwo w pogrzebie jest z jednej strony wyrazem rozpoznania i przyjęcia tej prawdy, że ludzkie życie doczesne się kończy, że musi ulec zniszczeniu przybytek naszego ziemskiego zamieszkania. Ale z drugiej strony jest to także wyraz naszej wiary, że to życie odnowi się, odrodzi w Królestwie niebieskim, w domu Ojca, gdzie jest mieszkań wiele..

Warto jednak przy tej okazji zadać sobie jeszcze jedno, osobiste pytanie: czy mieszkanie przygotowane dla mnie przez Ojca nie pozostanie puste? Jeśli bowiem przez całe życie uciekam od Boga i nie chcę mieć z Nim nic wspólnego, to przecież On na siłę nie wciągnie mnie do przygotowanego od początku dla mnie mieszkania. Pozostawia mi wolną wolę, pozwala żebym sam wybierał, gdzie chcę mieszkać na wieczność. Może przecież być i tak, że wprawdzie mieszkanie zostało przygotowane, ale zaproszony do zamieszkania w nim okazał się niegodny, bo nie chciał, bo miał lepsze plany….


Kazania pogrzebowe – IV

„Jeżeli umarliśmy razem z Chrystusem,
wierzymy, że z Nim również żyć będziemy.”

Czytania:
I – Rz 6,3-4, 8-9
Ewangelia: Mt 11, 25-30

zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi,
a objawiłeś je prostaczkom.

Albowiem życie twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy, i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie.”- te słowa z pierwszej prefacji w Mszach pogrzebowych uzmysławiają nam prawdę, która jest centralnym elementem każdego pogrzebu. Jest to prawda o przemijalności naszego ludzkiego życia, ale i prawda o wieczności życia zbawionych po zmartwychwstaniu. Jest to prawda o konieczności umierania z Chrystusem, aby razem z Nim zmartwychwstać do wieczności.

Ta prawda powinna przenikać całą atmosferę liturgii pogrzebu. Nie wolno nam zapominać o tym, że nasze życie doczesne jest tylko i zaledwie wstępem do życia wiecznego. Nie wolno zapominać o tym, że Chrystus nigdzie na kartach Ewangelii nie obiecywał wieczności życia doczesnego, wprost przeciwnie stale przypominał o konieczności umierania, że to dopiero po zmartwychwstaniu życie nie będzie miało końca. Wielu niestety o tym zapomina i ma pretensje do Boga, że mimo ich usilnych modlitw i błagania osoba droga ich sercu zmarła. To jest raczej nieporozumienie.

Prawdę tę wyraża również autor dzisiejszego pierwszego czytania Święty Paweł w liście do Rzymian, kiedy pisze: „czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający nas w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w jego śmierć?” Tak, właśnie tak, przez Chrzest zostaliśmy zanurzeni w śmierć! I nie powinna być ona dla nas żadnym zaskoczeniem. Śmierć jest nieodzownym elementem ludzkiego życia i nikt nie był, nie jest i nie będzie od niej wolny. Pogrzeb przypomina nam o tym w sposób brutalny. Niemniej jednak, jest to dopiero połowa tej prawdy, o której wiedzieć musimy. Drugą połowę Święty Paweł przypomina na zakończenie czytania pierwszego: „otóż, jeżeli umawialiśmy razem z Chrystusem, to wierzymy, że z nim również żyć będziemy…”. Wieczność nie jest przymiotem życia na ziemi, ale jest charakterystyką życia w niebie, po zmartwychwstaniu: „Chrystus powstawszy z martwych już więcej nie umiera, śmierć nad Nim nie ma już władzy.

Oczywiście, te trudne prawdy nie są nam dane do bezpośredniego rozeznania, nie są one łatwe do uznania czy przyjęcia, bo żyjemy w świecie, który ich nie rozumie i rozumieć nie chce. Rzeczywistość, w której żyjemy, której doświadczamy, mówi nam raczej coś innego. Cała współczesna cywilizacja próbuje nas przekonać, że skoro śmierć jest końcem naszego życia, że skoro poza śmierć nie sięga już nic, to należy to życie doczesne wykorzystać na maksa i używać go bez ograniczeń.

Trudno jest uznać prawdę, że zanurzeni w Chrystusie przez chrzest, mamy razem z Nim umrzeć, po to, aby wkroczyć w nowe życie. Nie jest to wcale ani łatwe, ani oczywiste. Dlatego trzeba nam właśnie uczyć się pokory, trzeba uznać, że Ojciec rzeczywiście „zakrył te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawił je prostaczkom.” tzn. ludziom pokornym, którzy bardziej ufają Bogu i Jezusowi niż sobie samym.

Naszym, często pojawiającym się problemem jest, to, że zadufani w technologiczny postęp ludzkości, wszystko chcielibyśmy wyczerpać naszym ludzkim, technologicznym rozumem. A jeśli coś rozumowi się nie poddaje, to uznajemy to, za niewarte uwagi, odrzucamy, czasem kpimy, lub wyśmiewamy. Jakże często odrzucamy, jako taką tylko pobożną formułę bez znaczenia zacytowane na początku słowa: „życie nasze, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy, i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki znajdziemy przygotowane w niebie wieczne mieszkanie.” Najczęściej tak też traktujemy ideę św. Pawła z Listu do Rzymian. No, bo co znaczą słowa: „umrzeć z Chrystusem, aby z Nim żyć w wieczności„?

Pogrzeb właśnie uczy nas innej perspektywy, innego spojrzenia. Uczy nas, że to, co zakryte „przed mądrymi i roztropnymi” wcale nie jest absurdalne ani prostackie.  Pogrzeb uczy nas, że to sam Bóg, Stwórca i Odkupiciel woła: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, a Ja was pokrzepię i znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.” Szczególnie w momentach granicznych, w momentach gdzie ludzka, technologiczna mentalność jest „za krótka”, niewystarczająca, niedająca żadnej sensownej odpowiedzi. I wtedy, z tej perspektywy wiadomym się staje, że chrzest zanurzył nas w śmierci Chrystusa, abyśmy pogrzebani z Nim mogli wkroczyć w nowe życie.


Kazania pogrzebowe – V

Dwie perspektywy

„zdało się oczom głupich, że pomarli
a oni odpoczywają w pokoju”

Czytania:
I – Mdr 3, 1-9​​
Ewangelia: Mt 5, 1—12a (8 błogosławieństw)

Warto zobaczyć pogrzeb, ceremonię smutną i na pewno wielu przypadkach przygnębiającą w dwóch perspektywach. Jedna perspektywa to ta ziemska, to perspektywa nasza, perspektywa tych, którzy pozostają w doczesności. I z tej perspektywy śmierć kogoś bliskiego jest na pewno wydarzeniem tragicznym, smutnym a czasami nawet dramatycznym. Druga perspektywa, to perspektywa Boża i zarazem perspektywa tych, którzy odeszli, po życiu dobrym, godnym i prawym. Do nich stosują się słowa dzisiejszego pierwszego czytania z Księgi Mądrości.

Piękne są te słowa pierwszego czytania: „dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka, bo oni trwają w pokoju.” Ich sprawiedliwość nie była perfekcjonizmem ani egoistyczną doskonałością ku podziwianiu, ich sprawiedliwość była dobrocią, życzliwością, współczuciem, była po prostu ludzka i nastawiona przede wszystkim na drugiego człowieka. I dlatego rzeczywiście można powiedzieć, że ich dusze są w ręku Boga, bo chociaż doznają niewielkiego, nieznacznego, oczyszczającego skarcenia, to jednak ostatecznie dostąpią dóbr wielkich. Bóg ich, bowiem rzeczywiście doświadczył i znalazł ich godnymi siebie.

A co to znaczy? Odpowiedź na to pytanie daje dzisiejsza Ewangelia, w której Chrystus w sposób bezpośredni -nauczając w kazaniu na górze, wskazuje, na czym naprawdę polega owa sprawiedliwość.

Błogosławieni, święci, sprawiedliwi i zbawieni, szczęśliwi są ci, którzy w codziennym życiu zrozumieli, czym jest ubóstwo, czym jest smutek, co to znaczy być cichym, pokornym łagodnym? Błogosławieni, święci, sprawiedliwi i zbawieni, szczęśliwi są ci, którzy pragnęli sprawiedliwości, którzy byli miłosierni, którzy wszystko widzieli czystym sercem, którzy, na co dzień, w życiu swoim w ludzkie relacje wprowadzali pokój. To ci, którzy cierpieli prześladowanie dla sprawiedliwości, i teraz są sprawiedliwi, szczęśliwi w ręku Boga.

Tak, Bóg ich tak, bowiem doświadczył, i w tym doświadczeniu znalazł ich godnymi siebie. Byli jak złoto w tyglu, a On przyjął ich całopalną ofiarę. I tylko nam się zdawało, że oni pomarli, tylko dla nas ich śmierć była nieszczęściem, a odejście od nas unicestwieniem. Ich perspektywa nie jest ani smutkiem, ani tragedią, ani katastrofą życiową, bo oni trwają w pokoju i nie dosięgnie ich już żadna udręka.

Warto dostrzec te dwie perspektywy. Inaczej, bowiem śmierć naszych bliskich widzi Bóg, Który znajduje ich sprawiedliwymi i godnymi siebie, a inaczej widzimy -ten sam fakt- my, którzy nadal pozostajemy zanurzeni w doczesności. To, co dla nas jest nieszczęściem, tragedią, powodem do zmartwienia, a czasami nawet buntu, dla tych, którzy odeszli jest przyczyną radości, pełni, początkiem zjednoczenia z Bogiem. Ich życie było błogosławione, było realizacją owych ośmiu błogosławieństw, o których mówi Jezus w dzisiejszej ewangelii. Dlaczego więc nie mieliby się cieszyć pełnią tych błogosławieństw, które wcielali w swoim życiu, czasami z takim trudem i wysiłkiem? Nie bądźmy jednostronni i nie chciejmy oceniać wszystkiego tylko z jednego, naszego punktu widzenia. Pogrzeb jest na pewno momentem bólu i cierpienia, dla tych, którzy pozostali. Jest jednak także momentem radości i szczęścia dla tych, którzy żyli dla Boga i bliźniego, i w Panu odeszli.


Kazania pogrzebowe – VI

Nikt nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie.

Czytania:
I – Rzym 14, 7-9. 10b-12
Ewangelia: Mt 25, 31-46 (sąd ostateczny)

Kiedy Chrystus -w przed chwilą przeczytanej Ewangelii- przedstawia wizję sądu ostatecznego, to nie po to, aby nas straszyć, aby wywołać panikę, ale po to, aby nam uświadomić, że każdy z nas musi się z takim faktem liczyć, że -jak mówi święty Augustyn: „przy końcu czasów będziemy sądzeni tylko z miłości„, z miłości, którą okazaliśmy i z miłości, której zaniedbaliśmy okazać.

Święty Paweł -w pierwszym czytaniu- mówi na zakończenie w sposób bardzo wyraźny: ”tak więc każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu.” I mówi to również nie po to, aby nas straszyć lub wywoływać zniechęcenie, ale po to abyśmy mieli świadomość, że całym swoim życiem przygotowujemy się do momentu sądu, do momentu spotkania z Panem.

Po co o tym mówić w czasie pogrzebu, kiedy odprowadzamy do grobu ciało zmarłej, bliskiej osoby? Nie jesteśmy tu po to, aby sądzić kogokolwiek, czy oceniać czyjekolwiek życie. Jesteśmy tu na pewno po to, aby modlić się za świętej pamięci ………………………. I to jest nasz obowiązek wynikający z tego, że jesteśmy uczniami Chrystusa i warto przypomnieć sobie jeden z uczynków miłosierdzia, co do duszy: „modlić się za żywych i umarłych”. Modlitwa w intencji zmarłych, jest modlitwą o skrócenie kar czyśćcowych. Ty kary nie są wyrazem Bożej zemsty, bo Bóg się nie mści. One są raczej efektem naszych zaniedbań w okazywaniu miłości. Wyrządziliśmy komuś krzywdę, zrobiliśmy coś złego, zaniedbaliśmy uczynki miłosierdzia, dlatego trzeba zadośćuczynić za wyrządzone innym krzywdy. Tego domaga się sprawiedliwość. A Bóg, gdyby nie był sprawiedliwy, nie byłby Bogiem. Ale też nie byłby Bogiem, gdyby nie był Miłosierny. I dlatego, w swoim nieskończonym Miłosierdziu może i chcę darować i te cierpienia, kart czyśćcowe, jeśli my o to Go dla naszych zmarłych poprosimy.

Ale jest jeszcze jeden powód, dla którego warto pamiętać, że nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt z nas nie umiera dla siebie. Jest jeszcze jeden powód, dla którego warto pamiętać, że pod koniec życia będziemy sądzeni z miłości. Ci, którzy już odeszli nie mają możliwości zmiany swojego życia, nie mają możliwości zasługi Wania, poprawy i dlatego my się za nich modlimy. My jednak, dopóki żyjemy taką możliwość mamy. I warto sobie przypominać, że każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu. Warto sobie przypominać, że cokolwiek uczyniliśmy jednemu z tych najmniejszych, to uczyniliśmy Chrystusowi. Bądźmy, więc miłosierni w naszym życiu, przebaczajmy, pomagajmy, odwiedzajmy chorych, rozdawajmy to, co posiadamy, służmy z miłością, abyśmy mogli usłyszeć, przy końcu naszego ziemskiego życia te piękne słowa: „pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata.”

Jak bowiem powiedział jeden z katolickich pisarzy, Paulo Coelho: „Umiera się nie po to, aby przestać żyć, ale po to, aby żyć inaczej.” I dlatego warto żyć dobrze, aby dobrze umrzeć i wejść do radości życia wiecznego. Amen.


Kazania pogrzebowe – VII

„Gdzie miłość płacze tam wiara pociesza”

Czytania:
Rzym 6,  3-4. 8-9
J 6, 37-40

Na jednym z grobów w Niemczech przeczytałem kiedyś taki napis: „Wo die Liebe weint, der Glaube tröstet.” Znaczy on: „Tam gdzie miłość płacze, tam Wiara pociesza.” To jest właśnie prawda, której doświadczamy w sposób szczególny w czasie pogrzebu. To właśnie w czasie pogrzebu przed trumną osoby bliskiej płacze miłość, szczególnie wtedy, kiedy osoba, która odeszła była osobą dobrą, życzliwa, mającą dobre relacje z rodziną i przyjaciółmi. Dla miłości jest to moment bardzo trudny, moment rozstania. Wyraża to w pewnym fragmencie ewangelii Marta, siostra Łazarza, która mówi do Jezusa: ”Panie, gdybyś tu był nie umarłby mój brat.” Czyż i my nie mamy czasami pokusy wyrzucania Bogu, że jest okrutny, bo zabrał nam osobę, którą tak bardzo kochaliśmy? Miłość rzeczywiście płacze, bo miłość -a przynajmniej nasza ludzka miłość- nie umie sobie poradzić z rozstaniem, z końcem życia, ze śmiercią.

I w takich właśnie momentach przychodzi z pomocą wiara, wiara, która pociesza nadzieją i zapowiedzią życia wiecznego. To właśnie w pierwszym czytaniu z Listu świętego Pawła Apostoła do Rzymian mamy zachętę do wiary, która pociesza: „bracia czyż Niewiadowo wam, że przez  chrzest zanurzający nas w śmierć Chrystusa zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie.” To wiara pociesza nas, że jeżeli umarliśmy razem z Chrystusem, to i z Nim również żyć będziemy.

Te słowa świętego Pawła są oparte na tej nadziei, którą sam Chrystus daje wszystkim umierającym. To są właśnie słowa Chrystusa z dzisiejszej ewangelii, kiedy mówi On: „wszystko, co daje mi Ojciec do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę.”  I chociaż w czasie pogrzebu miłość płacze, to jednak -jeśli mamy wiarę- miłość może zostać pocieszona nadzieją daną nam przez samego Zbawiciela, Który umarł i zmartwychwstał dla naszego zbawienia. Dlatego właśnie w czasie pogrzebu trzeba sobie tą wiarę i nadzieję przypominać, trzeba ją w sobie rozbudzać, trzeba dobrze wsłuchać się w słowa samego Zbawiciela, który wyraźnie stwierdza, że wolą Ojca w niebie jest to, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne.

W czasie pogrzebu uczucie smutku przychodzi samo. W naturalny sposób nasza ludzka miłość płacze. Ale trzeba w sposób świadomy rozbudzać to drugie uczucie, wiarę, która nas pociesza i daje zapewnienie o tym, że życie nasze się nie kończy, ale przemienia i przekształca w życie wieczne. Chrystus właśnie po to przyszedł na ziemię, po to cierpiał, umarł i zmartwychwstał, aby wyrwać nas z niewoli śmierci, aby dać nam nadzieję nieśmiertelności.

W pierwszym liście do Koryntian ten sam Święty Paweł mówi: „Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara.  (…) Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania.” (1 Kor 15 13-19).

W jednej z modlitw przed wyprowadzeniem trumny mamy takie piękne sformułowanie: „kiedyś, bowiem z miłością i radością spotkamy ponownie naszego brata  (siostrę) tam, gdzie śmierć zostanie pokonana przez miłość Chrystusa, która wszystko zwycięża.” To właśnie ta miłość Chrystusa, która wszystko zwycięża jest podstawą naszej wiary i pociesza naszą ludzką miłość, która płacze.

Powtarzajmy, więc razem z Martą, która przy grobie swojego brata Łazarza powiedziała: „Tak, Panie! Ja mocno wierzę, żeś ty jest Mesjasz Syn Boży, który miał przyjść na świat.” Ta, bowiem wiara daje nam nadzieję, że ten, którego odprowadzamy dzisiaj do grobu zmartwychwstanie, czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym. W przeciwnym przypadku jesteśmy rzeczywiście godni politowania.


Kazania pogrzebowe – VIII

“Omnia nuda et aperta sunt ante oculis Eius”

Czytania:
Hbr 4, 10-16
Kto bowiem wszedł do Jego odpoczynku, odpocznie po swych czynach, jak Bóg po swoich. Śpieszmy się, więc wejść do owego odpoczynku, aby nikt nie szedł za tym samym przykładem nieposłuszeństwa. Żywe, bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które by było przed Nim niewidzialne, przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek. Mając, więc arcykapłana wielkiego, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trwajmy mocno w wyznawaniu wiary. Nie takiego, bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu. Przybliżmy się, więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla /uzyskania/ pomocy w stosownej chwili.

Mt 25, 31-46 (sąd ostateczny)

Dobrze jest sobie przypomnieć pewne prawdy, o których nie chcemy, na co dzień myśleć czy pamiętać. Śmierć jest, bowiem nie tylko momentem rozdzielenia duszy i ciała, czy -dla niektórych nawet- ostatnim momentem ludzkiego życia. Śmierć jest także momentem, w którym dokonuje się druga z indywidualnych rzeczy ostatecznych, o których mówi eschatologia, czyli indywidualny lub jednostkowy sąd ostateczny. Jest to jednocześnie sąd Boży, bo w tym momencie dusza staje przed autorytetem Bożym całkowicie odsłonięta i bez możliwości ukrycia się lub uniknięcia tego spotkania.  W „Tryptyku Rzymskim” Jan Paweł II kilkakrotnie powtarza słowa, które doskonale pasują do tego momentu naszego życia:

Czyż nie widzi Bóg właśnie wszystkiego w całej prawdzie?

— Omnia nuda et aperta ante oculos Eius —” wszystko nagie i odkryte jest przed Jego oczyma.

I kilka linijek dalej znowu powołując się na słowa z Listu do Hebrajczyków (dzisiejsze pierwsze czytanie) pisze przywołując wizję Sądu Ostatecznego:

— omnia nuda et aperta ante oculos Eius!

Słowa zapisane u Mateusza,
«Pójdźcie błogosławieni…  idźcie przeklęci»…
I tak przechodzą pokolenia —
Nadzy przychodzą na świat i nadzy wracają do ziemi, z której zostali wzięci.”

To jest właśnie moment śmierci, moment sądu, moment, kiedy wszystko staje się odkryte i obnażone „przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek.” Niektórzy mówią, że w tym momencie Bóg ukazuje się człowiekowi jakby “na sekundę”, aby pokazać duszy, która się zbawiła, co ją czeka w wieczności, a duszy, która się potępiła, aby zobaczyła, co utraciła na całą wieczność.

Bóg jednocześnie ukazuje duszy w sposób wyrazisty obiektywne prawo moralne, a dusza sama do tego obiektywnego prawa, niejako “przykłada” -jak do miary- swoje życie. Wprawdzie przez całe życie doczesne, prawo to było przede mną odkryte, ale ja miałem też “wolność” je lekceważyć. W momencie jednak śmierci nie mogę już więcej tego prawa lekceważyć i muszę do niego “przymierzyć moje życie”. Przez całe życie mogłem to robić i życie zmieniać, udoskonalać, naprawiać, żałować i odpokutować złamanie tego prawa. W tym momencie, w momencie śmierci i sądu szczegółowego już nic zmienić nie mogę, muszę tylko zobaczyć moje życie w świetle odwiecznego, niezmiennego i najsprawiedliwszego prawa Stwórcy. I tutaj można by strawestować te słowa autora listu do Hebrajczyków i powiedzieć: — Omnia nuda et aperta ante sunt oculos meus —” wszystko staje się nagie i otwarte przed mymi oczyma. W tym, bowiem momencie wszystko rzeczywiście staje się jasne i klarowne, jednoznaczne i wyraźne. Warto o tym pomyśleć, być może właśnie w obliczu trumny kogoś bliskiego, aby jak mówi na zakończenie pierwszego czytania autor Listu do Hebrajczyków: „Przybliżyć się, z ufnością do tronu łaski, aby otrzymać miłosierdzie …„. Warto, bo jak mówi w innej księdze Pisma świętego prorok Micheasz: “Powiedziano ci, człowiecze, co jest dobre. I czegoż żąda Pan od ciebie, jeśli nie pełnienia sprawiedliwości, umiłowania życzliwości i pokornego obcowania z Bogiem twoim?” (Mi 6,8)


Kazania pogrzebowe – IX

non omnis moriar” — nie cały umieram

Czytania:
Rz 8, 14-23
J 6, 37-40

To zdanie Horacego „Non omnis moriar” Jan Paweł II w poemacie „Tryptyk rzymski” umieścił w bardzo odmiennym kontekście. Horacy wypowiadając to zdanie, prawdopodobnie myślał, że po naszej śmierci coś po nas pozostaje; wspomnienia, dzieła, być może dobre czyny. Piękna i szlachetna jest myśl Horacego, ale nie wyczerpuje ona przecież tego, co naprawdę po nas pozostaje.

Śmierć jest zakończeniem naszego, ludzkiego życia. W czasie pogrzebu ludzkie ciało zostaje złożone w grobie. A przecież, rzeczywiście nie wszystko umiera. To, co w nas ważniejsze pozostaje, bo jest nieśmiertelne. Bo Bóg przecież stworzył nas do nieśmiertelności. I tę właśnie myśl uwydatnił Jan Paweł II w swoim poemacie, kiedy cytując Horacego: „non omnis moriar”, dodaje: „To, co we mnie niezniszczalne, teraz staje twarzą w twarz z Tym, który Jest!”

Stworzył nas, bowiem Bóg nie dla śmierci, ale dla życia, nie dla doczesności, ale dla wieczności. I dlatego ze śmiercią ciała nie umiera we mnie wszystko. To, co niezniszczalne, to, co pochodzi od Boga, to, co jest odrobiną Bożej istoty we mnie nie umiera, ale wraca i staje twarzą w twarz z tym, Który mnie stworzył.

Kiedy święty Paweł w dzisiejszym pierwszym czytaniu mówi: „Sądzę, bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwała, która ma się w nas objawić. Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych”, to odwołuj się właśnie, do tego, co we mnie nie umiera, do tego, co „oczekuje objawienia się synów Bożych”, do tego, co wspólnie z Chrystusem ma mieć udział w chwale.

Tę samą myśl: „non omnis moriar” wyraża Chrystus w dzisiejszej ewangelii mówiąc: „wszystko, co daje mi Ojciec, do mnie przyjdzie, a tego, który do mnie przychodzi, precz nie odrzucę.” To właśnie to, co we mnie nieśmiertelne przychodzi do swojego Stworzyciela, aby być wskrzeszonym w dniu ostatecznym i aby otrzymać życie wieczne. Odprowadzamy na miejsce spoczynku ludzkie ciało. Ale to, co w człowieku nieśmiertelne, jego dusza, staje obecnie przed swoim Stwórcą, przed tym, Który Jest.

Jak bowiem mówi święty Paweł: „jesteśmy dziećmi bożymi współdziedzicami Chrystusa po to, aby też wspólnie z Nim mieć udział w chwale.” Nie cały umieram, bo to, co we mnie jest cząstką samego Stworzyciela, jest przeznaczone do zmartwychwstania i życia wiecznego. Na obraz, bowiem i na podobieństwo Boga zostałem stworzony. I dlatego jest we mnie coś, co nie jest śmiertelne, co nie umiera.

W drugim liście do Koryntian święty Paweł Apostoł mówi również i tak: „dlatego nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się (…) To, bowiem co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie.

Uczestnicząc, więc w pogrzebie, modlimy się za duszę świętej pamięci ………………, ale także wyrażamy naszą wiarę, że nie wszystko w człowieku umiera, że to, co w człowieku niezniszczalne uczestniczyć będzie wolności i chwale dzieci Bożych. Ale także, że „to, co zniszczalne przyodzieje się w niezniszczalność, a to, co śmiertelne, przyodzieje się w nieśmiertelność.” Nie do śmierci, bowiem został człowiek stworzony, ale do nieśmiertelności.