menu

wtorek, 13 września 2011

14.09. PODWYŻSZENIE KRZYŻA ŚWIĘTEGO

14.09. PODWYŻSZENIE KRZYŻA ŚWIĘTEGO

Lb 21,4b-9

Podczas drogi lud stracił cierpliwość. I zaczęli mówić przeciw Bogu i Mojżeszowi: Czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy tu na pustyni pomarli? Nie ma chleba ani wody, a uprzykrzył się nam już ten pokarm mizerny. Zesłał więc Pan na lud węże o jadzie palącym, które kąsały ludzi, tak że wielka liczba Izraelitów zmarła. Przybyli więc ludzie do Mojżesza mówiąc: Zgrzeszyliśmy, szemrząc przeciw Panu i przeciwko tobie. Wstaw się za nami do Pana, aby oddalił od nas węże. I wstawił się Mojżesz za ludem. Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu. Sporządził więc Mojżesz węża miedzianego i umieścił go na wysokim palu. I rzeczywiście, jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego, zostawał przy życiu.

Flp 2,6-11

On - Jezus Chrystus, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM - ku chwale Boga Ojca.

J 3,13-17

I nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił - Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.

Aby nikt nie zginął ...

Ktoś powiedział bardzo mocne słowa: "Jeśli odrzucamy krzyż Chrystusa, to dlatego, że mamy go nosić na ramionach, a nie w butonierce." Sądzę, że jest w tym dużo racji, bo dla wielu chrześcijan krzyż Chrystusa nadal jest albo głupstwem, albo zgorszeniem, albo tylko nic nieznaczącą ozdobą. Pamiętam jeszcze z czasów, kiedy w Polsce, jako młody ksiądz chodziłem "po kolędzie", czyli z wizytą duszpasterską. W wielu domach oglądałem się za krzyżykiem na ścianie, a czasami nawet wprost zapytałem, czy jakiś religijny symbol jest gdzieś w domu. Niestety nie było go w wielu domach, a tłumaczenie gospodarzy przyprawiało o zawrót głowy: "Księże, czy ksiądz o tym nie wie, że krzyż przynosi nieszczęście?!?!? Dlatego nie wieszamy go w domu."

A więc głupstwo, ozdoba, talizman, zgorszenie, zły omen .... czy znak zbawienia? Kiedy św. Paweł pisze w liście do Galatów: "Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata." (Ga 6,14), to wyraża swoją najgłębszą wiarę w to, że krzyż Chrystusa jest narzędziem zbawienia dla całego rodzaju ludzkiego i powodem chluby dla wszystkich wierzących w Chrystusa. Krzyż nie jest tylko jednym z wielu religijnych symboli. Krzyż jest narzędziem zbawienia. To na nim –jak śpiewamy w Wielkopiątkowej Liturgii- zawisło zbawienie świata.

A jaki jest mój stosunek do krzyża? Nie byłoby nadziei zbawienia i zmartwychwstania, nie byłoby Kościoła i życia wiecznego, Sakramentów i wiary, nie byłoby życia gdyby nie ten znak, gdyby nie krzyż Pana naszego Jezusa Chrystusa. Od początku chrześcijaństwa był on dla wierzących symbolem zwycięstwa dobra nad złem, zwycięstwa miłości nad nienawiścią, był znakiem chluby i pomostem wiodącym do zbawienia. A my ...? mówimy, że krzyż na ścianie w domu przynosi nieszczęście!!?!?!!

Jest taka opowieść o ludziach, którzy zagubili się w życiu i po długiej wędrówce postanowili wrócić do opuszczonego wcześniej raju. Długo szukali kogoś, kto by ich poprowadził, aż w końcu znaleźli człowieka, który zgodził się podjąć tę próbę i poprowadzić ludzi do krainy szczęścia. Postawił jednak niezwykle dziwne wymaganie, a mianowicie; każdemu (z chcących udać się w drogę powrotną) kazał sporządzić krzyż. Ludzie ze zdziwieniem szemrali przeciwko takiemu wymaganiu, ale przewodnik nie ustępował. W końcu, kiedy już każdy miał krzyż zrobiony na swoją miarę, wyruszyli w drogę. Wędrówka trwała całymi latami. Wędrowcy przedzierali się przez gęstą dżunglę, gdzie krzyże były całkowicie nieprzydatne i tylko zawadzały. Szli wiele lat przez pustynię, gdzie wielu porzuciło swoje krzyże bo były za ciężkie. Miesiącami przeprawiali się wielokrotnie przez góry. Niektórzy skracali sobie i zmniejszali ten absolutnie nikomu i od niczego niepotrzebny przedmiot. Inni porzucali go gdzieś po drodze. Po wielu latach wędrówki grupa wędrowców dotarła w końcu do celu swojej podróży. Na horyzoncie ukazała się niesamowicie piękna kraina. Wszyscy wiedzieli, że to jest utracony i latami poszukiwany raj. Pozostało im jeszcze co najwyżej kilka dni drogi, aby wejść do ziemi obiecanej. Po kilku dniach docierają w końcu prawie do wrót raju i okazuje się, że dzieli ich od niego jeszcze jedna przeszkoda, głęboka i szeroka przepaść. Nie można jej obejść, bo ciągnie się kilometrami na lewo i prawo, nie można jej przeskoczyć, bo jest za szeroka. Nie ma mostu, ani nawet drzew aby taki most zbudować. Ludzie zniechęceni zwracają się z pretensjami do przewodnika. "Dlaczego nam nie powiedziałeś, że czeka nas tutaj taka przeszkoda. Gdybyśmy wiedzieli wcześniej, to przecież mogliśmy ze sobą przynieść materiały potrzebne do zbudowania chociażby kładki. A tak .... jesteśmy bezradni i będąc już tak blisko celu nie możemy się tam dostać, a za nami tylko pustynia rozciągająca się na wiele dni i tygodni"

Na co przewodnik odpowiada: "Przecież ja wam od początku kazałem nieść materiał na budowę kładki. To po to każdy z was dźwigał sporządzony przez siebie krzyż, aby właśnie teraz po nim przeprawić się do upragnionego raju." I rzeczywiście okazało się, że ci, którzy donieśli krzyż aż dotąd, mogli łatwo i swobodnie po nim przejść na drugą stronę przepaści.

Tyle legenda, opowieść ...

A przecież i nam się czasami wydaje, że przedmiot ten jest nam do niczego niepotrzebny, że nam zawadza, że jest zbyteczny, że jest uciążliwy i nie do zniesienia ...

Krzyżu Chrystusa bądźże pochwalony ...

i stań się nam bramą do życia wiecznego.

Nie bójmy się tej logiki krzyża, bo jak pisze C. K. Norwid w wierszu "Dziecko i krzyż":

Ojcze mój! Twa łódź

Wprost na most płynie

Maszt uderzy!...wróć...

Lub wszystko zginie...

Patrz! Jaki tam krzyż,

Krzyż niebezpieczny...

Maszt się niesie wzwyż,

Most mu poprzeczny.

Synku! Trwogi zbądź!

To znak zbawienia!

Płyńmy! Bądź co bądź...

Patrz jak się zmienia!

Oto - wszerz i wzwyż

Wszystko toż samo.

Gdzież się podział krzyż?

Stał nam się bramą!

To jest właśnie logika krzyża, który staje się bramą do Życia.

14.09.2010 - Podwyższenie Krzyża świętego

W chwili kiedy piszę ten artykuł (połowa sierpnia) w Warszawie trwają przepychanki i spory w sprawie krzyża przed pałacem prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu. Prymas Polski abp Józef Kowalczyk apeluje „Skończmy tę kompromitującą wojnę”. Z różnych stron internetowych zbieram wiadomości i rekonstruuję wydarzenia. Wynika z nich, że 3 sierpnia zgromadzeni na Krakowskim Przedmieściu ludzie uniemożliwili przeniesienie krzyża do kościoła św. Anny - tak miało się stać zgodnie z porozumieniem podpisanym między Warszawską Kurią, Kancelarią Prezydenta, harcerzami i Duszpasterstwem Akademickim Kościoła św. Anny. 5 sierpnia uczestnicy akademickiej pielgrzymki mieli ponieść go na Jasną Górę, po czym krzyż miał wrócić do kościoła. Krzyż został postawiony przed Pałacem Prezydenckim podczas żałoby po katastrofie smoleńskiej przez harcerzy. A później zaczęły się przepychanki i polityczne rozgrywki, w których zarówno jego „obrońcy krzyża” jaki zwolennicy przeniesienia go do kościoła wysuwają nieodparte argumenty i atuty. A ja mam wrażenie, że sam krzyż został zmanipulowany i wykorzystany do raczej politycznych niż religijnych celów. Kard. Stanisław Dziwisz 11 sierpnia na Jasnej Górze powiedział: „Krzyż nie jest i nie może być własnością żadnego ugrupowania politycznego. A przyjąć krzyż, głosić krzyż, bronić krzyża to znaczy w pierwszy rzędzie przyjąć postawę Jezusa, czyli uczynić ze swego życia dar dla Boga i dla innych ludzi”. Wygląda więc na to, że rzeczywiście krzyż na krakowskim Przedmieściu stał się narzędziem w sporze, „zakładnikiem” w załatwianiu politycznych spraw. Inaczej mówiąc został co najmniej nadużyty albo zmanipulowany. Ale jest w tym także i pozytywny aspekt (o czym za chwilę).

Świerza jest też sprawa obecności krzyża w szkołach włoskich i wydany przez Trybunał Europejski werdykt nakazujący krzyże te usunąć. Nie minęła jeszcze fala protestów w tej sprawie, tak we Włoszech jak i w całej Europie. We Francji i w Anglii głośne były (w minionych latach) przypadki, kiedy ludzie noszący ten znak byli obrażani, szykanowani, a nawet karani za „publiczne obnoszenie się z symbolami religijnymi”.

Cokolwiek by nie powiedzieć, krzyż Chrystusa nie jest na pewno znakiem nijakim, symbolem bez znaczenia, breloczkiem do klucza czy ozdobną biżuterią do zawieszenia na szyi. I to już jest pozytywne. Znaczy to bowiem, że przynajmniej dla znacznej części społeczeństwa (polskiego, a także europejskiego) jest on jeszcze rozpoznawany ... nawet jeśli już tylko jako „znak sprzeciwu”.

Warto więc być może w tej refleksji na święto Podwyższenia Krzyża świętego zastanowić się nad jego rzeczywistą rola i znaczeniem w życiu chrześcijan, nad jego rzeczywistą obecnością w naszym życiu.

Podwyższenia Krzyża Świętego – święto obchodzone zarówno w kościele zachodnim jak i wschodnim, związane z tradycją odnalezienia relikwii krzyża, na którym umarł Jezus Chrystus. Jest on dla chrześcijan największą relikwią. Odnowiony kalendarz rzymski jako święto Podwyższenia Krzyża przyjął dzień 14 września.

Tradycja przypisuje odnalezienie Krzyża św. Helenie, matce cesarza Konstantyna Wielkiego, w 326 roku. Relikwie złożone zostały w bazylice Grobu Świętego w Jerozolimie. Od tamtej pory były uroczyście czczone przez wiernych przybywających z całego świata chrześcijańskiego. Okres ten zakończyło zdobycie Jerozolimy 20 mają 614 roku przez króla perskiego Chosroesa II. Persowie zburzyli świątynię a relikwie Krzyża zabrali z Jerozolimy.

Warto być może w tym miejscu przytoczyć raz jeszcze legendę związaną z drugim odnalezieniem tego symbolu naszej wiary. Otóż w 628 roku -kiedy cesarz bizantyjski Herakliusz pokonał Persów i odzyskał święte relikwie - postanowił sam wnieść je uroczyście do Jerozolimy wchodząc do miasta przez Bramę Złotą. Jak mówi legenda, cesarz niosąc Krzyż ubrany był w drogocenne szaty i nie mógł udźwignąć Krzyża, aby wejść do miasta. Dopiero kiedy za poradą Zachariasza biskupa Jerozolimy zdjął bogaty strój, idąc boso i w worze pokutnym wniósł Krzyż do odbudowywanej po zniszczeniu bazyliki.

Jest chyba w tej legendzie jakieś głębsze przesłanie. Krzyż Chrystusa nigdy nie może być traktowany instrumentalnie. Jest i zawsze będzie znakiem całkowitego ogołocenia i ostatecznej ofiary. Jest i zawsze będzie symbolem całkowitego poddania się woli bożej i zaufania Bogu, Który jedynie ma władzę uczynić go dla nas znakiem zbawienia. Jak powiedział na Jasnej Górze kard. Stanisław Dziwisz: „krzyż przede wszystkim powinniśmy nosić w sercu i iść drogą krzyża, dopiero wtedy mamy prawo go bronić. ”

Podwyższenia Krzyża Świętego (także: Pańskiego) – święto obchodzone zarówno w kościele zachodnim jak i wschodnim, związane z tradycją odnalezienia relikwii krzyża, na którym umarł Jezus Chrystus. Jest on dla chrześcijan największą relikwią. Odnowiony kalendarz rzymski jako święto Podwyższenia Krzyża przyjął dzień 14 września.

Tradycja przypisuje odnalezienie Krzyża św. Helenie, matce cesarza Konstantyna Wielkiego, w 326 roku. Relikwie złożone zostały w bazylice Grobu Świętego w Jerozolimie. Od tamtej pory były uroczyście czczone przez wiernych przybywających z całego świata chrześcijańskiego. Okres ten zakończyło zdobycie Jerozolimy 20 mają 614 roku przez króla perskiego Chosroesa II. Persowie zburzyli świątynię a relikwie Krzyża zabrali z Jerozolimy.

W 628 roku cesarz bizantyjski Herakliusz pokonał Persów i odzyskał święte relikwie. Cesarz sam wniósł je uroczyście do Jerozolimy wchodząc do miasta przez Bramę Złotą. Jak mówi legenda, cesarz niosąc Krzyż ubrany był w drogocenne szaty i nie mógł udźwignąć Krzyża aby wejść do miasta. Dopiero kiedy za poradą Zachariasza biskupa Jerozolimy zdjął bogaty strój, idąc boso wniósł Krzyż aż do odbudowywanej po zniszczeniu bazyliki.

Takie dane faktograficzne można znaleźć na stronach internetowych

(np. tutaj).

Jakie jednak jest religijne znaczenie krzyża dla mnie, dla człowieka wierzącego, żyjącego w XXI wieku? Bardzo często nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że krzyż nie jest tylko modną ozdobą, złotym dodatkiem biżuteryjnym. Zawieszany na ścianach kościołów i mieszkań, noszony na łańcuszku na szyi, stojący przy drodze lub na grobie ma on znaczenie nie ozdoby ale symbolu, a nawet czegoś więcej. Jest znakiem sprzeciwu, znakiem rozpoznawczym chrześcijan, przypomnieniem Męki i Śmierci Jezusa Chrystusa. Kościół w Krzyżu Jezusa widział zawsze ołtarz, na którym Syn Boży dokonał zbawienia świata. I o tym nie wolno nam zapomnieć. Jest też krzyż symbolem chrześcijańskiej walki ze złem, jest przypomnieniem, że chrześcijaństwo nie jest religią luksusu i wygody, ale sprzeciwu i walki o dobro. Jest świadkiem Chrystusowego poniżenia i pokory, ale i zwycięstwa nad złem, nad grzechem i śmiercią. Dla Chrystusa i wielu chrześcijan był narzędziem tortur i śmierci, a jednocześnie (niejako na przekór) stał się bramą do nieba, przepustką do życia wieczengo.

W życiu codziennym unikamy cierpienia, unikamy krzyża (który jest symbolem cierpienia), boimy się go, wolimy o nim nie pamiętać, nie mówić, nie przywoływać, a przecież zdajemy sobie sprawę, że on i tak jest obecny i tak czy inaczej każdy z nas go doświadczy, bo tylko przez krzyż wiedzie droga do zbawienia. Nasz świat nastawiony na łatwy i spektakularny sukces nie chce mieć do czynienia z krzyżem, zwalcza go, odrzuca i poniża, ale dla nas, dla ludzi wierzących ten znak i symbol jest jedyną drogą do zjednoczenia z Tym, Który uczynił go narzędziem zbawczym.

14.09.2009 - Podwyższenie Krzyża świętego

Podwyższenia Krzyża Świętego (także: Pańskiego) – święto obchodzone zarówno w kościele zachodnim jak i wschodnim, związane z tradycją odnalezienia relikwii krzyża, na którym umarł Jezus Chrystus. Jest on dla chrześcijan największą relikwią. Odnowiony kalendarz rzymski jako święto Podwyższenia Krzyża przyjął dzień 14 września.

Dla przypomnienia warto może podać kilka faktów dotyczących samego święta.

Tradycja przypisuje odnalezienie Krzyża św. Helenie, matce cesarza Konstantyna Wielkiego, w 326 roku. Relikwie złożone zostały w bazylice Grobu Świętego w Jerozolimie. Od tamtej pory były uroczyście czczone przez wiernych przybywających z całego świata chrześcijańskiego. Zdobycie Jerozolimy 20 maja 614 roku przez króla perskiego Chosroesa II uniemożliwiło chrześcijanom kontynuowanie pielgrzymek do relikwii Krzyża świętego. Persowie zburzyli świątynię a relikwie Krzyża zabrali z Jerozolimy.

W 628 roku cesarz bizantyjski Herakliusz pokonał Persów i odzyskał święte relikwie. Cesarz sam wniósł je uroczyście do Jerozolimy wchodząc do miasta przez Bramę Złotą. Jak mówi legenda, cesarz niosąc Krzyż ubrany był w drogocenne szaty i nie mógł udźwignąć Krzyża aby wejść do miasta. Dopiero kiedy za poradą Zachariasza biskupa Jerozolimy zdjął bogaty strój, idąc boso wniósł Krzyż do odbudowywanej po zniszczeniu bazyliki.

W czytaniach na dzisiejsze święto pojawia się -w pierwszym czytaniu z Księgi Liczb- obraz wywyższenia węża na pustyni, jako znaku zbawienia dla Izraelitów uznających swoje nieposłuszeństwo wobec Boga i proszących Mojżesza o wstawiennictwo. Do wydarzenia tego odwołuje się Jezus w dzisiejszej Ewangelii w rozmowie z Nikodemem. Wywyższenie węża na pustyni było jedynie zapowiedzią, obrazem zbawczego wywyższenia Syna Człowieczego na krzyżu. Chrystus zgodził się na to haniebne i poniżające wywyższenie tylko dlatego, aby „każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3:16). Krzyż -znak hańby i poniżenia, najbardziej nieludzkie i zbrodnicze narzędzie kary stał się znakiem zbawienia tylko dlatego, że Zbawiciel świata wybrał ten rodzaj odkupieńczej śmierci. Nie wolno nam jednak zapominać, że Mojżesz wywyższył węża na pustyni, jako znak zbawienia na prośbę skruszonych Izraelitów. Krzyż będzie dla mnie znakiem zbawienia tylko wtedy, kiedy ze skruchą uznam, że zbawienia potrzebuję. Wielu nosi ozdobne krzyżyki na złotych łańcuszkach jedynie jako drogocenną biżuterię, wielu nosi krzyżyk jako talizman, lub amulet, fetysz lub po prostu maskotkę. Nie można jednak mieć takiego magicznego nastawienia do krzyża. Nie jest on automatem lub czarodziejskim amuletem. Samo posiadanie lub noszenie krzyż anie da nam zbawienia, jeśli -jak Izraelici- nie staniemy przed Bogiem w prawdzie o nas samych, jeśli nie będzie w nas skruchy i chęci zmiany, nawrócenia, jeśli nie będzie w nas ducha pokory i posłuszeństwa na wzór Tego, Który „istniejąc w postaci Bożej … ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stał się posłusznym aż do śmierci”. Krzyż nie jest magicznym fetyszem, ale znakiem posłuszeństwa Bogu i pokory. Nie wolno nam o tym zapominać, kiedy czcimy krzyż Chrystusa, kiedy krzyż ten zakładamy sobie na ozdobnym łańcuszku na szyję lub wieszamy na ścianie. Krzyż jest raczej wezwaniem, jest zobowiązaniem i zaproszeniem do naśladowania Chrystusa. Od lat noszę w moim portfelu niewielką plastikową kartę w z symbolem krzyża, a na niej słowa:

„Noszę ten krzyżyk w mojej kieszeni, aby przypominał mi kim jestem, aby przypominał mi, że należę do Chrystusa bez względu na to gdzie jestem i co robię. To nie jest mój znak identyfikacyjny dla innych, ale jest to raczej znak dla mnie, że moim Panem i Mistrzem jest Chrystus posłuszny Bogu aż do śmierci krzyżowej.”

Może słowa te warte są zapamiętania, aby krzyż Chrystusa nie był dla nas pustym symbolem lub maskotką.

Kazanie do druku tutaj

piątek, 9 września 2011

XXIV Niedziela w ciągu roku - A

XXIV Niedziela w ciągu roku - A

Syr 27,30-28,7

Złość i gniew są obrzydliwościami, których pełen jest grzesznik. Tego, który się mści, spotka zemsta Pana: On grzechy jego dokładnie zachowa w pamięci. Odpuść przewinę bliźniemu, a wówczas, gdy błagać będziesz, zostaną ci odpuszczone grzechy. Gdy człowiek żywi złość przeciw drugiemu, jakże u Pana szukać będzie uzdrowienia? Nie ma on miłosierdzia nad człowiekiem do siebie podobnym, jakże błagać będzie o odpuszczenie swoich własnych grzechów? Sam będąc ciałem trwa w nienawiści, któż więc odpokutuje za jego przewinienia? Pamiętaj na ostatnie rzeczy i przestań nienawidzić; - na rozkład ciała, na śmierć, i trzymaj się przykazań! Pamiętaj na przykazania i nie miej w nienawiści bliźniego, - na przymierze Najwyższego, i daruj obrazę!

Rz 14:7-9

Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc i w śmierci należymy do Pana. Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi.

Mt 18:21-25

Wtedy Piotr zbliżył się do Jezusa i zapytał: Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy? Jezus mu odrzekł: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał rozliczyć się ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać.


Ile razy mam przebaczać?

Łatwo jest mówić o przebaczeniu, ale kiedy ja sam ma przebaczyć, zapomnieć, pojednać się z kimś, kto wyrządził mi krzywdę ... o, to już trudniej, bo przecież ja mam rację, bo przecież ja zostałem skrzywdzony, bo przecież trzeba się dopominać o sprawiedliwość, trzeba się upominać o swoje ... Przebaczenie wydaje się być oznaką słabości, naiwnością, przyzwoleniem na zło ... Szczególnie w kontekście źle zrozumianej Ewangelii z poprzedniej niedzieli.


A przecież Chrystus nie nawoływał nas -w ubiegłą niedzielę- do szukania swego, do zemsty, do nie przebaczania, tak jak i w dzisiejszej Ewangelii nie namawia nas do naiwności, do ugody za wszelką cenę, do bierności zgody na zło. Sądzę, że koniecznym jest uznanie dwóch zasadniczych principiów, które mogą nam pomóc zrozumieć obydwie Ewangelie. Zwracając uwagę, krytykując zło nie mogę poniżać człowieka. Przebaczając nie mogę zapomnieć, że wybaczam człowiekowi, ale nie zgadzam się na popełnione zło. To zło jest obiektem mojej krytyki, a nie człowiek. To człowiek jest przedmiotem lub raczej podmiotem mojego wybaczenia i zapomnienia, a nie zło. Nie zgadzam się na zło i na krzywdę, ale umiem zrozumieć, że człowiek jest omylny i może popełnić błąd. Kiedy ktoś zwraca mi uwagę, nie muszę się zaraz obrażać i czuć zaszczuty. Kiedy wybaczam, to wcale nie znaczy, że jestem naiwny i zgadzam się na zło. W obydwu wypadkach warunkiem podstawowym jest uczciwość i pokora w rozpoznaniu zła i miłość w stosunku do bliźniego. "Kiedy brat twój popełni grzech, idź do niego i pokaż mu błąd ... jeśli uzna swoją pomyłkę i prosi o wybaczenie ... wybacz ..., bo i ty kiedy prosisz o przebaczenie chciałbyś je otrzymać.


Nie bądź zatwardziały w złu, pozwól że ktoś zwróci ci uwagę, bo przecież możesz się mylić i nawet nie widzieć swoich błędów, nie bądź zatwardziały w grzechu i w złym postępowaniu, pozwól się skorygować, bo nie ma ludzi nieomylnych, a krytyka popełnionego przez ciebie zła wcale nie jest "dołowaniem ciebie". Ale też nie bądź pamiętliwy i umiej wybaczać, bo i ty chciałbyś, aby ci wybaczono, twoje błędy i twoje potknięcia. Wybaczaj i umiej wybaczyć, ale też chciej czasami o wybaczenie poprosić, przyznaj się do popełnionej pomyłki i nie upieraj się. że ty nie masz się czego wstydzić i czego żałować, że nie ma nic w twoim życiu, co mogłoby być zmienione. Bądź uczciwy i pokorny, ale też miłosierny.


Przebaczenie jest potrzebne i tobie, i mnie, ale jego warunkiem koniecznym i nieodzownym jest uznanie popełnionego zła i przyznanie się do pomyłki. Przebaczenie może się dokonać tylko w prawdzie. Ktoś, kto prawdy o swojej pomyłce uznać nie chce, nie potrzebuje przebaczenia, bo cóż można mu wybaczyć, skoro według niego on żadnej pomyłki nie popełnił ...?


Tylko prawda może nas wyzwolić z grzechu i zła ...

Bez prawdy i bez przebaczenia zło będzie triumfowało, nie dobro ...

sobota, 27 sierpnia 2011

XXII Niedziela w ciągu roku - A

XXII Niedziela w ciągu roku - A

Jr 20:7-9

Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś. Stałem się codziennym pośmiewiskiem, wszyscy mi urągają. Albowiem ilekroć mam zabierać głos, muszę obwieszczać: Gwałt i ruina! Tak, słowo Pańskie stało się dla mnie codzienną zniewagą i pośmiewiskiem. I powiedziałem sobie: Nie będę Go już wspominał ani mówił w Jego imię! Ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień, nurtujący w moim ciele. Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem.

Rz 12:1-2

A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe.

Mt 16:21-27

Odtąd zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie. Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie. Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania.

Jeśli chcesz iść za mną ...

Odpowiedź na pytanie postawione w ubiegłą niedzielę nie jest i być nie może odpowiedzią tylko teoretyczną. Cokolwiek odpowiedziałem na to podstawowe pytanie: "kim jest dla mnie Jezus Chrystus? idą za tą odpowiedzią konkretne i życiowe następstwa. Nawet jeśli wzruszyłem obojętnie ramionami, to odpowiedź taka pociąga za sobą naturalne konsekwencje i nie mogę być zdziwionym, kiedy życie moje układa się tak, a nie inaczej. Sam to wybrałem.

Podobnie zresztą, powiedzenie: "Chrystus jest Panem mojego życia" jest związane z naturalnymi konsekwencjami. Uznanie Chrystusa za Mesjasza, za Syna Bożego, to uznanie go za cierpiącego Mesjasza, za ukrzyżowanego Syna Bożego, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Św. Piotr jest przykładem postawy, która często ma miejsce wśród dzisiejszych katolików. Radośnie i hurra-optymistycznie wyznajemy, że Jezus jest Panem, składamy piękne deklaracje przy śpiewie "alleluja", ale kiedy w życiu pojawiają się trudności, kiedy deklaracje wymagają potwierdzenia i nasze radosne uznanie Jezusa za Pana staje się mniej radosne, a bardziej wymagające, to wtedy tak trudno nadal trwać przy Chrystusie mimo przeciwności. Uczestnictwo w wielkich zgromadzeniach i manifestacjach związanych z kolejnymi pielgrzymkami Papieża, wydaje się o wiele łatwiejsze i mniej wymagające niż codzienne życie przykazaniami ... niż trwanie przy Bogu w chwilach trudnych, w chwilach doświadczeń i cierpień.

Alleluja przeradza się wtedy w gorzkie niezrozumienie i wyrzuty, chwalebny Chrystus oddala się i staje się niezrozumiały, bo zaczął mówić -jak w dzisiejszej Ewangelii- o tym, że musi cierpieć, o śmierci, o opuszczeniu, o rzeczach przykrych i niekoniecznie hurra-optymistycznych.

**************

Przypominam sobie dzień moich prymicji ... gloria i chwała, dokoła wszyscy "kadzą", Jezus jest moim Panem .... wszyscy radośni, podniośli i uśmiechnięci ...

A później przychodzą dni szare i przykre, przychodzą kłopoty, choroba, niezrozumienie innych, porażki i potknięcia. Już nie ma euforii i podniosłych deklaracji ... i tylko motto z obrazka prymicyjnego przypomina czasami : "Tobie Panie zaufałem, nie zawstydzę się na wieki ..." I czy aby o tym pamiętam na co dzień, czy nie rodzi się czasami pokusa zniechęcenia, rezygnacji, zapomnienia, że Jezus jest naprawdę Panem mojego życia ....?

**************

Albo dzień Waszego ślubu .... jakże bardzo byliście wzruszeni i radośni, jak bardzo uroczyści wypowiadając słowa przysięgi małżeńskiej ... Podniosła ceremonia w kościele, kwiaty, życzenia, prezenty i radość przyjęcia weselnego ... gloria i chwała, dokoła wszyscy "kadzą", Jezus jest Panem naszego życia ... nawet przyjęcie było bezalkoholowe ....... wszyscy radośni, podniośli i uśmiechnięci ...

A później przychodzą dni szare i przykre, przychodzą kłopoty, choroba, niezrozumienie współmałżonka, porażki i potknięcia. Już nie ma euforii i podniosłych deklaracji ... jest szarość życia codziennego i czy rzeczywiście Jezus jest nadal Panem Waszego życia?

To tak łatwo powiedzieć: Chryste, jesteś Panem mojego życia ....

Tak łatwo powiedzieć ...

niedziela, 24 lipca 2011

XVII Niedziela w ciągu roku – A

1Krl 3:5.7-12

W Gibeonie Pan ukazał się Salomonowi w nocy, we śnie. Wtedy rzekł Bóg: Proś o to, co mam ci dać. Teraz więc, o Panie, Boże mój, Tyś ustanowił królem Twego sługę w miejsce Dawida, mego ojca, a ja jestem bardzo młody. Brak mi doświadczenia! Ponadto Twój sługa jest pośród Twego ludu, któryś wybrał, ludu mnogiego, którego nie da się zliczyć ani też spisać, z powodu jego mnóstwa. Racz więc dać Twemu słudze serce pełne rozsądku do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra od zła, bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny? Spodobało się Panu, że właśnie o to Salomon poprosił. Bóg więc mu powiedział: Ponieważ poprosiłeś o to, a nie poprosiłeś dla siebie o długie życie ani też o bogactwa, i nie poprosiłeś o zgubę twoich nieprzyjaciół, ale poprosiłeś dla siebie o umiejętność rozstrzygania spraw sądowych, więc spełniam twoje pragnienie i daję ci serce mądre i rozsądne, takie, że podobnego tobie przed tobą nie było i po tobie nie będzie.

Rz 8:28-30

Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według [Jego] zamiaru. Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał - tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił - tych też obdarzył chwałą.

Mt 13:44-52

Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Zrozumieliście to wszystko? Odpowiedzieli Mu: Tak jest. A On rzekł do nich: Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare.

Skarbem jest Królestwo Boże

Kolejne dwie przypowieści porównują Królestwo Boże do skarbu ukrytego w ziemi i do sieci rybaka. Aby jednak znaleźć skarb trzeba być radykalnym, trzeba pozbyć się wszystkiego. Co to znaczy? Czy nie jest to kolejna "poprzeczka nie do przeskoczenia" dla normalnego człowieka? Co znaczy sprzedać wszystko, co się posiada aby nabyć znaleziony, ukryty w ziemi skarb? Jezus nie wymaga od nas na pewno rzeczy niemożliwych. Wie jednak, że tak łatwo przywiązujemy się do drobnostek, do rzeczy i spraw nieważnych, które na dobrą sprawę nam tylko przeszkadzają. Ale czy też nie jest i tak, że dla innych ziemskich dóbr poświęcamy wiele, czasami zbyt wiele, włącznie z naszymi przekonaniami i prawdą, a jednocześnie dla dóbr wiecznych, dla wiary, dla Królestwa Bożego tak trudno jest nam poświęcić nawet odrobinę czasu w niedzielny poranek?


Podstawowym jednak warunkiem nabycia skarbu jest jego znalezienie, odkrycie, że jest to skarb, że warto temu wiele poświęcić, że warto coś za to dać. Dopóki będę widział sprawy Boże jedynie w perspektywie przyzwyczajeń i tradycji, mniej lub bardziej rutynowych czynności, nie odkryję faktu, że Królestwo Boże jest prawdziwym skarbem. Dlatego -być może- tak wielu jest we współczesnym świecie katolików letnich, nijakich, niedzielnych a nawet tylko świątecznych. Dlatego -być może- tak często słyszy się absurdalne w końcu zdanie: "jestem wierzący, ale nie praktykujący". Ci, tak zwani wierzący-niepraktykujacy nie odkryli jeszcze skarbu, oni nie dostrzegli jeszcze jego wartości. Ktoś im wmówił jedynie, że jest to skarb i tak na wszelki wypadek, gdyby to okazało się prawdą deklarują swoja przynależność do Królestwa Bożego. Ktoś, kto dostrzegł wartość Królestwa Bożego jest naprawdę zdolny poświęcić wiele, a nawet wszystko, dla owego, niewątpliwego Skarbu.


I przypowieść o sieci zagarniającej różnego rodzaju ryby. Chyba można by połączyć ją z poprzednią przypowieścią mówiąc, że jest w Królestwie Niebieskim miejsce dla wszystkich, chociaż w ostatecznym rozrachunku nie wszyscy tam wejdą, bo nie wszyscy zdołali rozpoznać Jego wartość ... Smutne i bardzo bolesne, a nawet przerażające, ale jest to nic więcej tylko konsekwencja naszej wolności, ofiarowanej nam przez Stwórcę. Zawsze mogę odrzucić Bożą propozycję, zawsze mogę (bo jestem wolny) wybrać pozorne skarby i wartości mniejsze lub pseudo-wartości, a zlekceważyć wartość i skarb największy. Zawsze mogę bo Bóg dał mi wolność i ode mnie zależy jaki z niej zrobię użytek ...


Obym w zalewie wartości pozornych i doczesnych nie przeoczył wartości największej.

sobota, 16 lipca 2011

XVI Niedziela w ciągu roku - A

Mdr 12:13-19

Nie ma oprócz Ciebie boga, co ma pieczę nad wszystkim, abyś miał dowodzić, że nie sądzisz niesprawiedliwie, Podstawą Twojej sprawiedliwości jest Twoja potęga, wszechwładza Twa sprawia, że wszystko oszczędzasz. Moc swą przejawiasz, gdy się nie wierzy w pełnię Twej potęgi, i karzesz zuchwalstwo świadomych. Potęgą władasz, a sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością, bo do Ciebie należy moc, gdy zechcesz. Nauczyłeś lud swój tym postępowaniem, że sprawiedliwy powinien być dobrym dla ludzi. I wlałeś synom swym wielką nadzieję, że po występkach dajesz nawrócenie.

Rz 8:26-27

Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, [wie], że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą.

Mt 13:24-43

Inną przypowieść im przedłożył: Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast? Odpowiedział im: Nieprzyjazny człowiek to sprawił. Rzekli mu słudzy: Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go? A on im odrzekł: Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza.

Inną przypowieść im przedłożył: Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach.

Powiedział im inną przypowieść: Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło.

To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata. Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie i prosili Go: Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście!

On odpowiedział: Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha!

Jestem pszenicą czy kąkolem?

Czytając przypowieści dzisiejszej Ewangelii zadaję sobie wiele pytań. A jedno z nich to pytanie o to, jak rozwija się rzeczywistość Królestwa Bożego we mnie samym? W przypowieści o chwaście posianym pomiędzy pszenicę warto sobie też zadać pytanie: "Czy jestem dobrą pszenicą przynoszącą obfity plon, czy może tylko chwastem posianym przez nieprzyjaciela?" Czy przy końcu czasów, kiedy nadejdzie dzień żniwa zostanę zebrany do spichrza, czy też przeznaczony na spalenie jak nieużyteczny chwast?

Jest jednak i inny problem jaki pojawia się w czasie lektury tej przypowieści. Można ją odczytać w bardzo przewrotny sposób. Wielu ludzi odczytuje w niej zachętę do bierności wobec zła, do tolerancji zła w imię jakiejś dziwnej i pomieszanej grzeczności lub cierpliwości nawet samego Pana Boga. Argumentują: „przecież sam Chrystus kazał czekać z wyrywaniem chwastów do żniw”. Ale czy rzeczywiście kazał? Czy to właśnie można znaleźć w wyjaśnieniu przypowieści danym Apostołom? Czy rzeczywiście mam być bierny, pasywny, nijaki wobec zła które pleni się we mnie i dookoła mnie? Czy Boża cierpliwość może być zachętą do permisywizmu i liberalizmu, do pozwalania sobie na wszystko w imię fałszywe rozumianej tolerancji? Czy można rzeczywiście postawić znak równości pomiędzy kąkolem i pszenicą, złem i dobrem? Czy tego naprawdę naucza Chrystus w tej przypowieści? Tego rodzaju swoista „egzegeza” tej przypowieści jest niebezpiecznym przeinaczaniem jej sensu i całego nauczania Jezusa. Nawoływać bowiem do bierności czy pasywności wobec zła i uzasadniać to twierdzeniem: „przecież Bóg jest cierpliwy i czeka aż do żniw”, to jakaś przewrotność, która nie ma nic wspólnego z nauczaniem Chrystusa. Warto jednak dokładniej prześledzić wyjaśnienia samego Chrystusa do tej przypowieści.

Czytając przypowieść o ziarnku gorczycy warto zapytać samego siebie, czy Królestwo Boże rozwija się we mnie, czy też jest rachityczne i niedorozwinięte? Skończyłem swoją religijną edukację w szkole podstawowej i .... nic więcej. Królestwo Boże we mnie zamarło, zatrzymało się w rozwoju. nie wzrasta, nie rozwija się w mocne i potężne drzewo.

I w końcu czytając przypowieść o zaczynie, znowu kilka pytań i refleksji. Z jednej strony, czy ja sam jestem właśnie takim zaczynem, który religijnie stymuluje środowisko w którym żyję, czy też jestem raczej nijaki, bez wyrazu, bez smaku, jak zwietrzała sól? Ale z drugiej strony czy dbam o to, aby i we mnie Królestwo Boże działało na zasadzie zaczynu, czy poszukuję takich właśnie momentów i wartości w moim życiu, które by -na zasadzie zaczynu- we mnie działały? Czy może raczej zagłuszam w sobie ten głos, który chce mnie prowadzić?

Wiele takich i tym podobnych pytań zadaję sobie czytając przypowieści dzisiejszej Ewangelii. Warto je sobie zadawać, aby nie zgnuśnieć, aby nie stać się bezużytecznym kąkolem, zwietrzałą solą, kwasem zakwaszającym, ale nie powodującym fermentacji, drzewem nie przynoszącym owoców ...

Oby wzrastała we mnie rzeczywistość Królestwa Bożego,

obym jej nie uśmiercał swoją gnuśnością ....

piątek, 8 lipca 2011

XV Niedziela w ciągu roku - A

Wprowadzenie: W czasie każdej Mszy św. Chrystus karmi nas swoim Słowem i swoim Ciałem. Z naszej strony jednak musimy się na to przygotować, otworzyć nasze uszy na przyjęcie Słowa Bożego i oczyścić nasze serca na przyjęcie Chrystusa w Eucharystii. Uciszmy nasze myśli prosząc: „mów Panie, bo słucha twój słucha”. Przygotujmy nasze serca wyznając z pokorą nasze grzechy i przyjmijmy z wdzięcznością pokarm Słowa Bożego i Ciała Pańskiego.

Iz 55:10-11

Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa.

Rz 8:18-23

Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić. Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. Stworzenie bowiem zostało poddane marności - nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał - w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując - odkupienia naszego ciała.

Mt 13:1-23

Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami:

Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny.

Kto ma uszy, niechaj słucha!

Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: Dlaczego w przypowieściach mówisz do nich? On im odpowiedział: Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił. Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli.

Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy!

Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na miejsce skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny.

Niektóre ziarna padły na drogę ...

Bardzo często doświadczamy w naszym osobistym życiu tego o czym mówi Chrystus w dzisiejszej Ewangelii. Często słyszymy Jego słowo, zachwycamy się nim, widzimy w nim mądrość i wartości jakie w sobie niesie, ale jakoś dziwnie szybko o nim zapominamy. Różnego rodzaju ptaki je wydziobują, troski dnia powszedniego je zagłuszają, wysycha i więdnie w nas, bo jest bez korzenia. A my na to pozwalamy, nie staramy się tegoż ziarna w sobie zachować, nie dbamy o jego wzrost i rozwój. Czyż i nam miałby Chrystus zarzucić: "Słuchacie a nie rozumiecie, patrzycie a nie widzicie, bo stwardniało wasze serce i uszy wasze stępiały"?

Jak to się dzieje, że o tylu już lat słucham Słowa Bożego, chociażby tylko w czasie niedzielnych Mszy świętych i jakoś jest mi ono nadal obce, nie rozumiem go i nawet nie próbuję zapamiętać?

Pracując jeszcze w Polsce zrobiłem taki mały eksperyment. Po niedzielnych Mszach świętych wychodziłem przed kościół i w przyjacielskiej rozmowie pytałem znajomych o różne drobne wydarzenia minionego tygodnia. Było to w czasie jakichś rozgrywek piłkarskich, więc pytałem o wyniki meczów, o to kto strzelił bramkę, w której minucie ... itp. drobnostki. I co ciekawe większość z nich była doskonale w tym zorientowana. Tylko nieliczni usprawiedliwiali się, że ich to za bardzo nie interesuje, lub że nie pamiętają. na zakończenie takiej rozmowy zadawałem jeszcze jedno niewinne pytanie: "A czy pamięta Pani (Pan) jakie były czytania dzisiejszej Mszy świętej?" I co ciekawe tylko nieliczni, bardzo nieliczni umieli mi na to pytanie odpowiedzieć. Większość usprawiedliwiała się brakiem pamięci, znużeniem, nieuwagą .... Jednym uchem wleciało, drugim ... uleciało ... ptaki niebieskie wydziobały, ciernie zagłuszyły, słońce wypaliło ... Słowo Boże z mego serca ....

Daj mi Panie uwagę i skupienie w słuchaniu Twego Słowa,

abym nie był jałowym polem, drogą po której wszyscy przechodzą, ziemią wyschniętą.

Homilia alternatywna

Utopieni w słowach bez znaczenia

Zdewaluowało się słowo w dzisiejszym świecie. Cieknie one zewsząd w nadmiarze i topi nas swoją pustką i bezsensem. Bezsensowne i okrągłe mowy polityków, jałowe dyskusje, które do niczego nie prowadzą, wszechobecna i arogancka reklama, hałaśliwa muzyka ... wszystko to powoduje, że nasz słuch tępieje, ze wyłączamy się i nie słuchamy co się do nas mówi. Widoczne to jest na przykład w rozmowach między ludźmi, ktoś coś mówi, a jego słuchacz bezwiednie kiwa głową i beznamiętnie powtarza: „no, no, tak, oczywiście” zupełnie nie zwracając uwagi na to co inny do niego mówi. Jesteśmy zmęczeni hałasem, szumem, potokami i strumieniami lejącego się zewsząd słowa, które nie niesie ze sobą żadnych istotnych treści. I aby się przed tym bronić zamykamy uszy. Niby słuchamy, ale nie słyszymy, czasami słuchamy i słyszymy, ale nie rozumiemy, a nawet kiedy rozumiemy to niejednokrotnie nie akceptujemy tego co słyszymy. Pojawia się jakaś wielostopniowa i wielopoziomowa głuchota. Słuchając i słysząc, rozumiejąc i nawet czasami akceptując, niejednokrotnie nie umiemy lub po prostu nie chcemy pójść za usłyszanym słowem, zastosować tego na co wyraziliśmy nawet naszą zgodę.

Dobrze, że się w ten sposób bronimy przed zalewem i powodzią słów bezsensownych, bez znaczenia, bez głębszej, wewnętrznej treści. Inaczej przecież nasz system nerwowy eksplodowałby w krótkim czasie z przesytu i nadmiaru absurdu, który nas próbuje zagarnąć. Co więcej, rozpowszechniony sceptycyzm i relatywizm powoduje, że do wszystkiego odnosimy się z dużą rezerwą, że wszystko co do nas dociera odbieramy i przyjmujemy z nieufnością i podejrzliwością, zostawiając sobie zawsze furtkę w postaci: „może tak, a może nie, kto to wie?” I znowu należy powiedzieć: „to dobrze, że jesteśmy nieufni, bo gdybyśmy tak wszystko przyjmowali bezkrytycznie, to przecież tyle bzdur i zła próbuje się nam wciskać, że od ich nadmiaru można by zwariować”.

Z drugiej jednak strony ten wszechobecny i męczący hałas i szum, wszechogarniający sceptycyzm i podejrzliwość mają i swoje ujemne skutki. Wszystkie te systemy obronne przenosimy bowiem bezkrytycznie na stosunek do Słowa Bożego. Nie słuchamy Go, wyłączamy się i Ono do nas nie dociera. A kiedy nawet do nas dociera, bardzo często nie zdajemy sobie trudu, aby je zgłębić czy zrozumieć. Niejednokrotnie nawet zrozumiawszy, nie chcemy Go zaakceptować, bo zbyt wiele od nas wymaga, bo jest czasami dla nas za bardzo radykalne. Słuchając jesteśmy głusi, rozumiejąc nie chcemy przyjąć, przyjmując nie umiemy Słowa Bożego wprowadzić w czyn, bo tak wiele nam w tym przeszkadza.

O tym wszystkim mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii używając paraboli o siewcy, podsumowując ją na zakończenie: "Słuchacie a nie rozumiecie, patrzycie a nie widzicie, bo stwardniało wasze serce i uszy wasze stępiały" Czy zdajemy sobie sprawę z tego, ze w ten sposób odcinamy się od Prawdy, od Życia, od samego Boga, Który przecież posłał swoje Słowo Przedwieczne nie po to, aby Ono nas zalało powodzią bezsensu i pustki, ale po to, aby nas zbawić?

I tak oto -z naszej winy- Słowo Boże pozostaje bezskuteczne i bezowocne w naszym życiu, bo słuchając Go nie słyszymy, nie rozumiemy, nie akceptujemy, nie zgłębiamy i nie wprowadzamy w życie, bo wydziobują je ptaki sceptycyzmu, bo zagłuszają je ciernie lenistwa i trosk codziennych, bo wysycha ono na pustyni naszych zatwardziałych serc.

A gdybyśmy Je przyjęli wydałoby Ono w nas plon ... wielokrotny plon dobra.

Modlitwa wiernych

Wstęp: Ojcze Przedwieczny, wypowiadający Stwórcze Słowo pozwól nam z uwagą słuchać Ciebie i z radością przyjmować Twoje Słowo Jezusa Chrystusa oraz mądrze i odważnie odpowiadać na Nie przez uczynki naszego życia.

1 Za Kościół Święty i Jego Pasterzy, za Papieża, biskupów i kapłanów, aby z odwagą, zapałem i hojnością siali ziarno Słowa Bożego ... Ciebie prosimy,

2 Za słuchających Słowa Bożego, aby przyjmowali je z radością, z miłością pielęgnowali w swoich sercach i z odwagą wprowadzali w codzienne życie ... Ciebie prosimy,

3 Za studiujących Słowo Boże na uniwersytetach i w seminariach, aby ich studia nie tylko pogłębiały ich wiedzę, ale także umacniały ich wiarę ... Ciebie prosimy,

4 Za tych, którzy Słowo Boże odrzucają, aby przez przykład naszego życia wiernego Słowu Bożemu umieli rozpoznać i usłyszeć przemawiającego do nich Ojca ... Ciebie prosimy,

5 Za wszystkich zmarłych, a szczególnie tych, którzy oddali swoje życie głoszeniu Słowa Bożego, aby zaznali radości życia wiecznego ... Ciebie prosimy,

Zakończenie: Boże, Który przez swoje Słowo stworzyłeś świat, a po upadku go odkupiłeś udzielaj nam głębokiej wiary w moc i skuteczność Twego Słowa Jezusa Chrystusa, Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen

Rozesłanie: „Żywe jest Słowo Boże i skuteczne” mówi św. Paweł, ale na pewno nie będzie ono ani żywe ani skuteczne w naszym życiu jeśli nie będziemy Go słuchać i z pokorą przyjmować.

sobota, 2 lipca 2011

XIV Niedziela w ciągu roku - A

XIV Niedziela w ciągu roku - A

Za 9,9-10

Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny - jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy. On zniszczy rydwany w Eframie i konie w Jeruzalem, łuk wojenny strzaska w kawałki, pokój ludom obwieści. Jego władztwo sięgać będzie od morza do morza, od brzegów Rzeki aż po krańce ziemi.

Rz 8,9.11-13

Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha. Jesteśmy więc, bracia, dłużnikami, ale nie ciała, byśmy żyć mieli według ciała. Bo jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała - będziecie żyli.

Mt 11,25-30

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.

Zakryłeś to przed mądrymi i roztropnymi a objawiłeś prostaczkom ...

Słowa Ewangelii poprzedniej niedzieli rozważane przez "mądrych i roztropnych" szokują i wydają się być wbrew wszelkiej logice i przeczyć wszelkiemu zdrowemu rozsądkowi. Nie można przecież aż tak bardzo dosadnie i dokładnie interpretować Słowa Bożego. To nie jest na ludzką skalę i nie przystaje do realiów naszego życia! I rzeczywiście ludzka logika i ludzki zdrowy rozsadek (rodem ze świata biznesu nastawionego na sukces) się załamują, lub jakby to powiedziała młodzież "stają dęba". Mądrość tego świata rzeczywiście nie jest w stanie "pokonać" radykalizmu Ewangelii i dlatego Bóg "zakrył to przed mądrymi i roztropnymi" tego świata, a "objawił prostaczkom o łagodnym i pokornym sercu". Nie "dobierze się" nasz ludzki rozsądek i ludzka logika do głębi wiary i miłości zawartej w Ewangelii. Nasze kategorie rozumowania i nasze miary intelektualne są bezsilne wobec Miłości Boga do człowieka. Rozum ludzki może jedynie dotrzeć do -jak mówił św. Tomasz z Akwinu- "preambula fidei - przedsionków wiary", ale wtedy musi zmienić swoją strategię i przejść na wyższy poziom, dla czystego, ludzkiego rozumu nieosiągalny. Pokora serca i prostota, ufność i zawierzenie Bogu, Który stworzywszy człowieka, nie pragnie niczego innego, jak tylko jego dobra, chociaż czasami wydaje się ono tak trudne do przyjęcia ... to konieczne i nieodzowne warunki zrozumienia i przyjęcia Ewangelii. Oczywiście nie ma tu gotowych i uniwersalnych recept, ważnych dla każdego i w każdej sytuacji. Każdy z nas musi sobie te wielkie i uniwersalne, ale zarazem ogólne i bardzo niepraktyczne prawdy "porozmieniać na drobne" codzienne sprawy naszego ludzkiego życia. Nie ma tu ogólnie ważnego algorytmu tłumaczenia Ewangelii na życie. Trzeba to zrobić w konkretnej sytuacji i w prostocie serca, a nie w pysze ludzkiego rozumu. I tylko w ten sposób radykalizm ewangeliczny może być zrozumiany i przyjęty. Tylko w ten sposób, ludzkim sercem, a nie rozumem dostąpimy objawienia się samego Boga i Jego Miłości.

Tak wielu ludzi skarży się dzisiaj na niezrozumienie, na zagubienie, na kłopoty w życiu. Zdają się mówić: „Bóg o mnie zapomniał”. Ale to raczej oni zapomnieli o Bogu, to raczej oni zapomnieli o tym, co mówi Chrystus w dzisiejszej Ewangelii: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię ...”

Naucz mnie Panie

pokornej mądrości serca,

która nie jest pyszną mądrością rozumu.

I naucz mnie cichości i pokory serca.