menu

niedziela, 2 grudnia 2012

I Niedziela Adwentu – C





Jr 33,14-16

Oto nadchodzą dni - wyrocznia Pana - kiedy wypełnię pomyślną zapowiedź, jaką obwieściłem domowi izraelskiemu i domowi judzkiemu. W owych dniach i w owym czasie wzbudzę Dawidowi potomstwo sprawiedliwe; będzie wymierzać prawo i sprawiedliwość na ziemi. W owych dniach Juda dostąpi zbawienia, a Jerozolima będzie mieszkała bezpiecznie. To zaś jest imię, którym ją będą nazywać: Pan naszą sprawiedliwością.

1Tes 3,12-4.2

A Pan niech pomnoży liczbę waszą i niech spotęguje waszą wzajemną miłość dla wszystkich, jaką i my mamy dla was; aby serca wasze utwierdzone zostały jako nienaganne w świętości wobec Boga, Ojca naszego, na przyjście Pana naszego Jezusa wraz ze wszystkimi Jego świętymi. A na koniec, bracia, prosimy i zaklinamy was w Panu Jezusie: według tego, coście od nas przejęli w sprawie sposobu postępowania i podobania się Bogu - jak już postępujecie - stawajcie się coraz doskonalszymi! Wiecie przecież, jakie nakazy daliśmy wam przez Pana Jezusa.

Łk 21,25-28. 34-36

Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie. Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym.


Nie lękajcie się

Chrystus nie jest imperatorem, eksterminatorem, krwawym królem imperialistą. Jest Królem Miłości i Miłosierdzia. Mówi o znakach i wydarzeniach, które mogą przerażać i powodować lęk. Ale jednocześnie dodaje: "Ale gdy się to dziać zacznie, wy nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie". Jego przyjście ma być wprawdzie poprzedzone niezwykłymi znakami, ale On sam nie przychodzi aby niszczyć, burzyć, miażdżyć i wtrącać do piekła. Bo nie Bóg stworzył piekło, to my je sobie tworzymy, powolutku i na co dzień, naszymi grzechami; egoizmem, lenistwem, pychą, zazdrością, zdradą, chciwością, pijaństwem i wszystkim co nas od Boga i od innych ludzi separuje, oddala i zamyka w piekle własnego egoizmu, lęku i materializmu.

Chrystus przychodzi, aby upomnieć się o swoich, aby ich spośród tego świata wydostać. A ci, których "serca są ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych" pozostaną w stworzonym przez siebie piekle. Chrystus po to się narodził i po to przyszedł na świat, aby go zbawić, podnieść, wyzwolić od lęku i trosk. Trzeba być tylko czujnym i nie dać się zwieść pokusie doczesności. Pierwsze Jego przyjście już zostało przez wielu przegapione i niezauważone

Abyś nie przegapił i drugiego przyjścia Chrystusa i abyś mógł stanąć przed Synem Człowieczym bez lęku i trwogi nie daj się opanować doczesności, czuwaj i pomyśl czasami o innych. Inaczej zamkniesz się w piekle własnego egoizmu, obżarstwa i trosk doczesnych. Inaczej nawet wszechmoc Boga będzie bezsilna wobec twojej zatwardziałości, pychy i egoizmu.

A przede wszystkim czuwaj i nie daj się uśpić obietnicom ziemskiego dobrobytu.

Plik do druku: TUTAJ

Czym jest Adwent ?

Można śmiało powiedzieć, że dziś Adwent dla wielu z nas to tylko rozświetlone kolorowymi lampami ulice, piękne wystawy sklepowe i promocji w marketach. To godziny spędzone w rozmyślaniu nad kupnem prezentów choć i tak wielu z nas dostanie krem albo skarpetki. Pokuszę się o stwierdzenie, że choć czas świąteczny to czas światła co widać na naszych ulicach, to niestety wewnątrz nas to czas ciemności, a nawet więcej - ciemnoty duchowej.

Czy to wszystko ma sens?

Czy pamiętasz adwent zeszłego roku czyż nie wyglądał tak samo? I pomimo, że od zeszłego roku staliśmy się mądrzejsi, zdobyliśmy więcej umiejętności to w relacji ja – Bóg zatrzymaliśmy się w miejscu. A po świętach z naszą wiarą stanie się to co się dzieje z dekoracjami świątecznymi – trafi do magazynu – do następnego roku.

A jeśli kolejny adwent przeleci nam przez palce w ten sposób jak do tej pory to nic dziwnego że słowa Chrystusa o Jego przyjściu muszą nas denerwować. Bo demaskują w nas prawdę, że my boimy się Boga. A jeśli się Go boimy to będziemy od Niego uciekać. Cały czas będziemy się usprawiedliwiać brakiem czasu.

Musimy wiedziec że od kiedy słowo „jutro” stanie się wyznacznikiem czasu w naszym życiu to stanie się to niebezpieczne. „Jutro” złudnie nas przekona że mamy jeszcze wiele czasu. I tak naprawdę nigdy nie zdążymy powiedzieć Bogu „jestem”, „czekam” przyjdź do mnie. . Dlatego dostajemy dziś od Boga kolejny adwent, kolejną porcję czasu, abyśmy zrozumieli, że dość usprawiedliwiania swej powierzchownej wiary.

Zdajmy sobie sprawę że już dziś jest czas by wyciągnąć ręce do Boga, aby pójść do konfesjonału i szczerze się wyspowiadać, podać rękę zaciekłemu wrogowi, wybaczyć krzywdy nam wyrządzone.

Dziś jest czas aby przygotować, wystroić, rozświetlić nie tylko nasze ulice i domy ale przede wszystkim nasze serca na spotkanie przychodzącego Chrystusa.

Życzmy sobie aby było to spotkanie które będzie trwało przez całe nasze życie a nie tylko w przepięknych i wzruszających chwilach świąt.

Nich Chrystus stanie się dla nas wszystkich prawdziwym i żywym Przyjacielem a nie tylko świąteczna dekoracja która w stosownym czasie będziemy mogli schować do szafy i przechować do następnych świat.

***********************

What is the meaning of Advent?

Can we say that today for many, Advent is limited only to the colorful streets, lampions and preparation of Christmas decorations, sumptuous displays in the shops and promotions in supermarkets and molls? For many contemporary, Advent means rather hours spend in hunting the Christmas gifts and presents. Will I be far away from the truth if I dare to say that although the season of Christmas is the season of light (what we can see on our streets and in our supermarkets) indeed internally for many among us it's the time of darkness or spiritual darkness, religious emptiness?

What is the deepest sense of all this?

Do you remember the Advent last year? Did it not look like this year in more or less the same way? Despite of the fact that since last Advent we became certainly wiser and more skilled, more involved in a different aspects of our daily life, can we say that also in our relationship with God we are better, deeper, more sincere and more honest? Or should we rather say that we did not progress, that for many years now we are living rather a kind of stagnation? And after Christmas with our faith will share the lot of the Christmas decorations, it will go to the storage room till next year?

At the beginning of this Advent we have to find a serious answer for a question: "what am I waiting for?" Because if this Advent will be for me once again (or once more) the time only for gifts and presents and external colorful lampions it is true that I will be afraid and frustrated when Jesus is talking about the inevitability of His final coming, I will be frustrated and scared, I will be afraid. And if I am afraid I will run away from Him, I will despise Him, I will run into the superficiality of colorful decorations. They are beautiful and cheering but if this is only the meaning of Advent and Christmas … let us be frank it is empty and superficial.

We have to know that the one of the most dangerous words for our spiritual life is the word "tomorrow". This word tries to convince me that I still have a time, plenty of time for confession, for prayer, for liberating my busy life for God. But in reality with "tomorrow" mentality I will never be able to say to God COME LORD JESUS. This is why today at the beginning of Advent we are receiving from God one more chance, one more opportunity to deepen our personal relationship with Emmanuel, with GOD WHO IS WITH US. It is the time when I suppose to prepare not only my house, to ornate and decorate not only the front doors of my apartment, to cleanse not only my flat but first at all to prepare my heart to accept God whenever He comes.

It will certainly cost me more than only external preparations but it will be certainly more successful and more rewarding if I have the courage to do it.

Advent is the time of preparation but first and foremost the internal preparation to meet God in so many different ways. He is coming in the manger; he is coming in His Word, Body and Blood during the Mass, He is coming also in my neighbour, in a poor, the needy, and starving. He is coming in so many ways. Am I ready to meet Him, do I wait for Him, or simply I DON’T HAVE TIME?

piątek, 9 listopada 2012

XXXII Niedziela zwykła - B

1Krl 17,10-16

Wtedy Eliasz wstał i zaraz poszedł do Sarepty. Kiedy wchodził do bramy tego miasta, pewna wdowa zbierała tam sobie drwa. Więc zawołał ją i powiedział: Daj mi, proszę, trochę wody w naczyniu, abym się napił. Ona zaś zaraz poszła, aby jej nabrać, ale zawołał na nią i rzekł: Weź, proszę, dla mnie i kromkę chleba! Na to odrzekła: Na życie Pana, Boga twego! Już nie mam pieczywa – tylko garść mąki w dzbanie i trochę oliwy w baryłce. Właśnie zbieram kilka kawałków drewna i kiedy przyjdę, przyrządzę sobie i memu synowi strawę. Zjemy to, a potem pomrzemy. Eliasz zaś jej powiedział: Nie bój się! Idź, zrób, jak rzekłaś; tylko najpierw zrób z tego mały podpłomyk dla mnie i przynieś mi! A sobie i twemu synowi zrobisz potem. Bo Pan, Bóg Izraela, rzekł tak: Dzban mąki nie wyczerpie się i baryłka oliwy nie opróżni się aż do dnia, w którym Pan spuści deszcz na ziemię. Poszła więc i zrobiła, jak Eliasz powiedział, a potem zjadł on i ona oraz jej syn, i tak było co dzień. Dzban mąki nie wyczerpał się i baryłka oliwy nie opróżniła się według obietnicy, którą Pan wypowiedział przez Eliasza.


Hbr 9,24-28


Chrystus bowiem wszedł nie do świątyni, zbudowanej rękami ludzkimi, będącej odbiciem prawdziwej /świątyni/, ale do samego nieba, aby teraz wstawiać się za nami przed obliczem Boga, nie po to, aby się często miał ofiarować jak arcykapłan, który co roku wchodzi do świątyni z krwią cudzą. Inaczej musiałby cierpieć wiele razy od stworzenia świata. A tymczasem raz jeden ukazał się teraz na końcu wieków na zgładzenie grzechów przez ofiarę z samego siebie. A jak postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd, tak Chrystus raz jeden był ofiarowany dla zgładzenia grzechów wielu, drugi raz ukaże się nie w związku z grzechem, lecz dla zbawienia tych, którzy Go oczekują.


Mk 12,38-44


I nauczając dalej mówił: Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok. Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie.


Bóg, Któremu ufam …


Wdowa z Sarepty w Sydonie, Eliasz, wdowa składająca do skarbony swój ostatni grosz … czyż ich zachowanie nie jest całkowicie irracjonalne a nawet nieodpowiedzialne?


“Przypatrzcie się ptakom na niebie, ani nie sieją, ani nie zbierają plonów, nie składają nic do spichrzów … a Ojciec Niebieski je żywi …” Czyż nie jest to zachęta do lenistwa, nieróbstwa i kwietyzmu, pochwała infantylizmu i beztroski? Nierobów i pijaków też zresztą nazywamy “niebieskmi ptakami“.


Tylko z drugiej strony, czy nie denerwują nas również ci zaradni i przebiegli, umiejący się zawsze urządzić i liczący bardzo na swoje możliwości, znajomości, układy, pieniądze i nagromadzone bogactwo? Pyszniący się swoimi sukcesami i osiągnięciami, zadufani we własne siły i dumni z tego co zdobyli – nie zawsze przecież w uczciwy sposób? A i ci “uczeni w piśmie“, pozdrawiani na ulicach i placach, zajmujący pierwsze miejsca w kościołach i honorowani na bankietach … Czyż nas nie drażnią swoją ułożonością i poprawnością zachowania, swoimi wielkopańskimi manierami i wyniosłością widoczną w ich oczach? Ich nienagannie białe mankiety, modne krawaty, dobrze skrojone i uszyte na miarę szare garnitury i sutanny … A gdyby tak wśród nich nagle staną Chrystus? Nie w garniturze i nie w krawacie,  a nawet nie w sutannie …


Boże mój, któremu ufam! Być może jestem siermiężnym księdzem i wcale niedoskonałym chrześcijaninem, być może jestem nieudacznikiem i słoniem w sklepie z porcelaną. Nie umiem się przymilnie i grzecznie uśmiechać, i nie umiem być poprawnym i wyrafinowanym dyplomatą. W relacjach międzyludzkich nie zawsze umiem się znaleźć … ale w końcu i ostatecznie ufam TOBIE!


I składam Ci w ofierze wszystko co z Twojej dobroci otrzymałem, wszystko co mam, choćby ten gest miał być osądzony nawet jako kretyństwo. I siebie samego również Ci oddaję.  Ale najbardziej oddaję Ci moje grzechy, z którymi od lat nie umiem sobie poradzić. Bo ostatecznie ufam TOBIE.


Nie odprawiam długich modlitw i mierzą mnie wszelkie bankiety i przyjęcia, duszę się w białej i elegancko wyprasowanej koszuli, a i -szczerze powiem- „powłóczyste szaty” czasami też mi przeszkadzają … Ale, ufam TOBIE!


I wiesz, czasami zamiast wrzucić do skarbony, to dałem pijakowi, bo podszedł do mnie na dworcu i skruszony przyznał uczciwie, że go suszy, bo ma kaca … ale przecież i Ty nie rzuciłeś kamieniem w Marię Magdalenę … I w tym też, ufam TOBIE!


Ufam mojemu Bogu


Historia wdowy z Sarepty Sydońskiej w pierwszym dzisiejszym czytaniu i historia wdowy w dzisiejszej Ewangelii są dla nas -uczniów Chrystusa- pewnego rodzaju wyzwaniem. Nieodparcie przychodzą na myśl inne słowa Chrystusa wypowiedziane w Ewangelii wg. św. Mateusza “Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? … Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo Boże i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6:25-26, 32-33). Życie jest na pewno najwyższą wartością, ale nie tylko moje życie, każde życie i każde życie domaga się szacunku i troski opartej na solidarności i ostatecznie na ufności Bogu.


Nasz skomercjalizowany świat nastawiony na spektakularny sukces i maksymalny zysk nie pojmuje wcale tego rozumowania, nie rozumie postępowania obydwu wdów z dzisiejszych czytań i wielu na pewno uśmiecha się z politowaniem słuchając tych słów. My co najwyżej wrzucimy na składkę lub damy ubogim z tego co nam zbywa, a jako, że nam za dużo nie zbywa, to i niewiele dajemy, boć przecież trzeba być rozsądnym i dbać o swoją rodzinę, i o swoje interesy. Wiara i ufność Bogu to dobre w niedzielnych, pobożnych kazaniach, ale na co dzień trzeba być realistą i nie rozdawać na prawo i lewo. Niech każdy troszczy się o siebie i wtedy niepotrzebna będzie jakakolwiek charytatywna pomoc.


Taka zdroworozsądkowa „filozofia życiowa” jest bardzo popularna w naszych czasach i wielu zdecydowanie jej hołduje. Tylko, że wtedy moje „Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego” wcale nie znaczy „wierzę Bogu”. A moja przynależność do Chrystusa jest raczej teoretyczna i ostatecznie gołosłowna. On nie miał domu, nie miał konta bankowego, nie miał jakichkolwiek życiowych zabezpieczeń, nie miał nawet „miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć” (Mt 8:20). Na Apostołów wybierał ubogich rybaków, a uczniowie Jego nie należeli na pewno do uprzywilejowanych klas społecznych. Chwaląc zaś -w dzisiejszej Ewangelii- ubogą wdowę, która „ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie” pokazał, że Jego „filozofia życiowa” zdecydowanie różni się od naszej i jest zbudowana raczej na wierze niż na sprycie, na ufności raczej niż na zaradności i ostatecznie na nadziei i miłości raczej niż na obrotności i nadmiernej zapobiegliwości.


Kiedy Papież Benedykt XVI rozpoczyna swoją trzecią encyklikę „Caritas in Veritate” słowami: „Miłość w prawdzie, której Jezus Chrystus stał się świadkiem przez swoje życie ziemskie, … stanowi zasadniczą siłę napędową prawdziwego rozwoju każdego człowieka i całej ludzkości” (n.1), to właśnie ma na myśli prawdę, że wszystkie nasze działania, wszystkie nasze starania i całe nasze życie ma być oparte na miłości Boga i bliźniego. To zresztą ukazuje już w pierwszej swojej encyklice „Deus Caritas est”, gdzie pisze: „ … wszystko wywodzi się z miłości Bożej, dzięki niej wszystko przyjmuje kształt, do niej wszystko zmierza…”. Miłość Boga oparta na całkowitym zaufaniu i zawierzeniu Bogu, i wyrażająca się w miłości bliźniego powinna być jedynym motorem napędowym prawdziwego rozwoju społecznego i indywidualnego. Każdy inny rozwój jest tylko pozorny i prowadzi w końcu do egoizmu i regresu, do wojen i społecznych niepokojów. Cała ta encyklika jest właśnie medytacją nad przyczynami niesprawiedliwości społecznej i sposobami jej zaradzenia.


Być może należałoby powiedzieć otwarcie, że świat nasz nastawiony na spektakularny sukces i maksymalny zysk jest taki, jaki jest -pełen niepokojów i wojen- właśnie dlatego, że za mało w nim i miłości i prawdy, i nadziei, i ufności, a za dużo przedsiębiorczości, sprytu, zaradności, skąpstwa i po prostu egoizmu. A za tym wszystkim kryje się nie co innego, jak właśnie brak wiary i zaufania Bogu.


Człowiek, który żyje w prawdzie o sobie samym, w prawdzie o Bogu i o swoim bliźnim jest człowiekiem wiary, jest człowiekiem nadziei i jest ostatecznie jest człowiekiem miłości. Człowiek taki jest nastawiony na życie, ale nie rozumiane egoistycznie i samolubnie, lecz otacza każde życie szacunkiem i broni każdego życia.


To jest właśnie uczeń i naśladowca Mistrza Jezusa Chrystusa, Który nie mając nic i o nic nie zabiegając „istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (Flp 2:6-8).


Miłość Boga i bliźniego, mają ostatecznie za fundament wiarę i zaufanie Bogu, oddanie się Jemu i zdanie się na Jego Miłość. Bez tego życie staje się nieznośną walką i rządzi się prawami dżungli.


32 – Sunday in Ordinary Time – B


Only Jesus Christ appreciated very much the widow's offering. Only He respected her by saying: “For all of them have contributed out of their abundance, but she out of her poverty has put in everything she had, all she had to live on.”


Here we can see that our way of seeing and assessing somebody's value certainly differs from the way of God. By these words from today's Gospel Jesus is teaching us that even the smallest act done out of God's love is much more precious than the biggest achievements done out of selfish desires.


But first we have to ask more fundamental question: whether we are still able to offer something, to share, to give without thinking about getting back?


We certainly know the golden rule cited by St. Paul in the Acts of Apostles (20:35): "There is more happiness in giving than in receiving".


But do we practice this in our daily life?

What kind of giver am I?
Do I give because I must or I have to?
Do I give because it is requested or because it is noble or trendy?
Or, am I a joyful giver? I give out of my heart not counting on being appreciated?



One of the Russian writers said: "Nobody is too poor so not be able give and share, to not be able to help others."


We have also to remember that very often others don't ask or expect the material help, that very often much more important is spiritual help, few friendly words of consolation, a prayer or time we are able to give. It is quite easy to give money; it's much more demanding to share joy, to give a little bit of time, to give a good and constructive word, to be with a needy person. In giving we can quite easy "get reed" of a problem or we can create a durable lifelong relationship.




Francis Belfour wrote:


The best gift we can offer to our enemy is the gift of forgiveness,

the best gift we can offer to our friend is faithfulness,
the best gift we can offer to the child is a good example,
the best gift we can offer to the father is honour him as a Father,
the best gift we can offer to our mother is our heart,
and the best gift we can offer to our neighbour is our supporting hand.

sobota, 3 listopada 2012

XXXI Niedziela w ciągu roku – B


Pwt 6,2-6

Będziesz się bał Pana, Boga swego, zachowując wszystkie Jego nakazy i prawa, które ja tobie rozkazuję wypełniać, tobie, twym synom i wnukom po wszystkie dni życia twego, byś długo mógł żyć. Słuchaj, Izraelu, i pilnie tego przestrzegaj, aby ci się dobrze powodziło i abyś się bardzo rozmnożył, jak ci przyrzekł Pan, Bóg ojców twoich, że ci da ziemię opływającą w mleko i miód. Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem - Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję.

Hbr 7,23-28

I gdy tamtych wielu było kapłanami, gdyż śmierć nie zezwalała im trwać przy życiu, Ten właśnie, ponieważ trwa na wieki, ma kapłaństwo nieprzemijające. Przeto i zbawiać na wieki może całkowicie tych, którzy przez Niego zbliżają się do Boga, bo zawsze żyje, aby się wstawiać za nimi. Takiego bowiem potrzeba nam było arcykapłana: świętego, niewinnego, nieskalanego, oddzielonego od grzeszników, wywyższonego ponad niebiosa, takiego, który nie jest obowiązany, jak inni arcykapłani, do składania codziennej ofiary najpierw za swoje grzechy, a potem za grzechy ludu. To bowiem uczynił raz na zawsze, ofiarując samego siebie. Prawo bowiem ustanawiało arcykapłanami ludzi obciążonych słabością, słowo zaś przysięgi, złożonej po nadaniu Prawa, /ustanawia/ Syna doskonałego na wieki.

Mk 12,28-34

Zbliżył się także jeden z uczonych w Piśmie, który im się przysłuchiwał, gdy rozprawiali ze sobą. Widząc, że Jezus dobrze im odpowiedział, zapytał Go: Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań? Jezus odpowiedział: Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych. Rzekł Mu uczony w Piśmie: Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary. Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: Niedaleko jesteś od królestwa Bożego. I nikt już nie odważył się więcej Go pytać.

Miłość Boga i bliźniego

Miłość, to słowo niesamowicie wyświechtane i zużyte ... Miłość, to uczucie filmowe i poetyckie, dobre w romansach i kiepskich filmidełkach ... Miłość, to sentymenty i nieracjonalne nastroje ... W naszym zracjonalizowanym i skomercjalizowanym świecie jest miejsce na seks i użycie, na biznes, przyjemność i dobrą zabawę ale nie na Miłość. A już Miłość Boga i bliźniego ? O czym ty w ogóle mówisz? Czyś ty spadł z choinki? Nie wolno być naiwnym, ani sentymentalnym! Trzeba mocno chodzić po ziemi, bo inaczej przegrasz i zostaniesz stłamszony!

Internetowe strony pełne są zalewającej nas, nachalnej pornografii. Nigdzie, albo bardzo rzadko i wstydliwie mówi się o miłości bliźniego ... a Pan Bóg ...? Taki odległy ... jak Go kochać?

Rozdarci między patosem i brutalnością musimy przecież znaleźć właściwe wymiary MIŁOŚCI, właściwy dla niej wyraz i realizację. A może wystarczy tylko rozejrzeć się dookoła i trochę zmienić perspektywę i punkt widzenia? Może zamiast stale myśleć, mówić i działać z pozycji "ja" potrzebuję, pragnę, mam prawo, domagam się należałoby raczej zacząć myśleć, mówić i działać z perspektywy "TY"?

Może ... tylko czy znowu nie zostanę wyśmiany, zaszczuty, posądzony o słabość i czułostkowość ...?
Boimy się być dobrzy ... wstydzimy się być normalni, życzliwi i ludzcy ... , bo miłować to być słabym, to pozwolić się ukrzyżować w najbardziej nieracjonalny i nieefektowny sposób.

Tak miłuje Bóg i do tego zaprasza także Ciebie. Miłuj Boga i bliźniego ... miłuj nie używaj!

*************************************

31 Sunday in Ordinary Time - B

Spend all my goods and possessions to help poor and needy,
Become a servant of all, and the slave of my brothers and sisters,
Forgive all and everybody, forget all offences, and be ready to show the forgiveness at all time,
Love neighbour and even my enemies like God loves them ...

Is it not exactly what God expects from me?
Is it not the concrete realization of the most important commandment "love God and your neighbour"?

But immediately come some question:
- is it not too much?
- How could it be possible today to practice such a radical understanding of the teaching of Christ in the 21 century, in our technicyzed world?
- can Jesus ask us such a deep radicalism in our already burdened and heavy stressed life?
Shouldn't the church adjust her teaching and update a little bit the traditional approach to the Gospel? Should the teaching of the church not amend and adjust the teaching of Christ to the contemporary reality, so to become more realistic and simpler, easier to live?

We would like to be faithful, we would like to love God, we would like be honest but those impossible to keep requirements and unrealistic expectations are a big obstacle. If God would like us to be in heaven He has to help us by adjusting His commandments and be a little bit more realistic. And it is true not only in these issues but also in the case of a very restrictive and difficult moral commandment especially in the matter of marital life.

We cannot be idealistic; we cannot live today with the fifteenth century mentality.
I cannot give up everything what I have - I have to assure my future and my retirement plan.
I cannot be a naive servant ready to help everybody - it's a risk of ridiculing my life.
It's naive and unrealistic to forgive and forget all the time and even sometimes is dangerous.
It is impossible to love the neighbor in this way, because it is naive and certainly nowadays it is stupid to love and enemy in this way because it is dangerous.
I cannot resign from my live and be naive. I have to assure the security of my live.

What matters in those entire unrealistic God's commandments? What is finally the meaning of Love ?
God is Love - it's true but we have to know also that God is One, or Oneness.
This is showing immediately that to gain or achieve oneness we have to struggle for it and to sacrifice something. The true love is always demanding, and always sacrificial. This is what Jesus is showing in His the passion and death. It was not a theatre; it was not a sentimental performance. It was the real and very brutal death on the cross out of love for us and for our salvation. He paid this price in full and He knows what He is talking about, remaining us the commandments.

Our wealth, our luxury life, our selfishness, our lack of mercy, our hate, envy, or negligence are always against God, and against the children of God.
Therefore:
- Let us help others with our wealth and richness,
- let build up the unity in our families and in our life by serving and helping others,
- Let us forgive each other,
- Let us be merciful,
- Let us build up the culture of mutual understanding and sharing, the culture of help and love even if it should costs us, because God gave us not only the commandments but also all necessary graces to be His children and mutually brothers and sisters.
This is the direct and the straight way to God, Who calls us to be His children and to be holy as He is holy.

sobota, 27 października 2012

XXX Niedziela w ciągu roku – B


Jr 31,7-9

To bowiem mówi Pan: Wykrzykujcie radośnie na cześć Jakuba, weselcie się pierwszym wśród narodów! Głoście, wychwalajcie i mówcie: Pan wybawił swój lud, Resztę Izraela! Oto sprowadzę ich z ziemi północnej i zgromadzę ich z krańców ziemi. Są wśród nich niewidomi i dotknięci kalectwem, kobieta brzemienna wraz z położnicą: powracają wielką gromadą. Oto wyszli z płaczem, lecz wśród pociech ich przyprowadzę. Przywiodę ich do strumienia wody równą drogą - nie potkną się na niej. Jestem bowiem ojcem dla Izraela, a Efraim jest moim synem pierworodnym.

Hbr 5,1-6

Każdy bowiem arcykapłan z ludzi brany, dla ludzi bywa ustanawiany w sprawach odnoszących się do Boga, aby składał dary i ofiary za grzechy. Może on współczuć z tymi, którzy nie wiedzą i błądzą, ponieważ sam podlega słabościom. I ze względu na nią powinien jak za lud, tak i za samego siebie składać ofiary za grzechy. I nikt sam sobie nie bierze tej godności, lecz tylko ten, kto jest powołany przez Boga jak Aaron. Podobnie i Chrystus nie sam siebie okrył sławą przez to, iż stał się arcykapłanem, ale uczynił to Ten, który powiedział do Niego: Ty jesteś moim Synem, jam Cię dziś zrodził, jak i w innym miejscu: Tyś jest kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka.

Mk 10,46-52

Tak przyszli do Jerycha. Gdy wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: Synu Dawida, ulituj się nade mną! Jezus przystanął i rzekł: Zawołajcie go! I przywołali niewidomego, mówiąc mu: Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię. On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: Co chcesz, abym ci uczynił? Powiedział Mu niewidomy: Rabbuni, żebym przejrzał. Jezus mu rzekł: Idź, twoja wiara cię uzdrowiła. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.

Czy moja ślepota jest uleczalna?

"Jezusie Synu Dawida ulituj się nade mną, spraw abym przejrzał, bo jestem ślepy ..."

jestem ślepy na piękno stworzonego przez Ciebie świata ...
jestem ślepy na potrzeby i biedę drugiego, żyjącego obok mnie człowieka ...
jestem ślepy na własne grzechy, nałogi i moją nędze, które mnie od lat rujnują ...
jestem ślepy na moją chorobę i kalectwo ...
a nade wszystko jestem ślepy na Twoją do mnie Miłość ...

"Jezusie Synu Dawida ulituj się nade mną, spraw abym przejrzał, bo jestem ślepy .."
i tylko Ty możesz mnie uzdrowić ..., przywrócić wzrok ..., sprawić, że zobaczę to, co najważniejsze w moim życiu.

sobota, 20 października 2012

XXIX Niedziela w ciągu roku – B / Niedziela Misyjna




Iz 53,10-11

Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem. Jeśli On wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży, a wola Pańska spełni się przez Niego. Po udrękach swej duszy, ujrzy światło i nim się nasyci. Zacny mój Sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości On sam dźwigać będzie.

Hbr 4,14-16

Mając więc arcykapłana wielkiego, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trwajmy mocno w wyznawaniu wiary. Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu. Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla /uzyskania/ pomocy w stosownej chwili.

Mk 10,35-45

Podeszli do Niego synowie Zebedeusza, Jakub i Jan, i rzekli: Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy. On ich zapytał: Co chcecie, żebym wam uczynił? Rzekli Mu: Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twej stronie. Jezus im odparł: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony? Odpowiedzieli Mu: Możemy. Lecz Jezus rzekł do nich: Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których zostało przygotowane. Gdy dziesięciu [pozostałych] to usłyszało, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana.

A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.


Małość i wielkość

Nie jest łatwo zrozumieć, ani tym bardziej zaakceptować słowa Chrystusa z dzisiejszej Ewangelii: "Jeśli ktoś chce być wielkim między wami niech się stanie sługą i jeśli ktoś chce być pierwszym między wami, niech będzie ostatnim. Ja sam nie przyszedłem, aby mi służono, lecz aby służyć."

Nie, takie słowa wydają się być co najmniej pustą frazeologią w świecie sukcesu i walki o władzę, w świecie obliczonym na tanie efekciarstwo i rządzonym twardymi regułami rynku, ekonomii i życiowego sukcesu, gdzie liczy się siła przebicia, spryt i umiejętność ustawienia się. A przecież zgadzamy się gdy Chrystus mówi: "W świecie, rządcy uciskają swoich poddanych i dają im odczuć swoją władzę." Czyż nie jest tak, że czujemy sami na sobie ciężar władzy, którą (nawiasem mówiąc) niejednokrotnie sami wybraliśmy? Czyż nie jest tak, że władza staje się coraz bardziej arogancka i nie zwraca w ogóle uwagi na swoich wyborców? Czyż nie jest tak, że władza (jakakolwiek) dba coraz bardziej o siebie i swoje własne interesy i robi wszystko, żeby się przy władzy utrzymać? A my mamy po prostu tego dosyć?

Kto naprawdę jest wielkim, a kto malutkim i żałosnym w tym naszym pokręconym świecie? Nie, logika Chrystusa i to, do czego On nas powołuje nie jest na "normalny" ludzki rozum. I na pewno nie idzie w parze z logiką tego świata. Tylko, że ten świat skończy się kiedyś i: "pierwsi będą ostatnimi, a ostatni ... pierwszymi". A może warto spróbować pójść za głosem rozumu, a nie zdrowego rozsądku? A może warto zmienić coś w tym drapieżnym i przewrotnym świecie? A może warto stracić życie, aby je w pełni odzyskać ...?

A jak w tym wszystkim wygląda kobieta wynoszona dzisiaj (19.10.2003) na ołtarze, Matka Teresa z Kalkuty? Była mała, czy wielka. Służyła, czy pozwalała sobie służyć .... , była pierwsza czy ostatnia? Kiedy zmarła kilka lat temu (1997) jej śmierć zbiegła się w czasie ze śmiercią dwóch innych, wielkich tego świata: księżnej Diany i byłego prezydenta Zairu Mobutu Seseseko. Pomyślałem sobie wtedy:

Oto umierają zarówno książęta jak i żebracy ....
a jak to jest po tamtej stronie?

Kto jest pierwszym, kto ostatnim ...
Kto naprawdę wielkim, a kto malutkim ...
Kto nadal pokornym i żyjącym w miłości ...
Kto aroganckim i żyjącym w chciwości i nienawiści ...
Kto pokornym, a kto pysznym i zarozumiałym ...
Kto wygrał chociaż pozornie przegrał ...

A kto przegrał chociaż wydawało mu się, że wygrał?

Sic transit gloria mundi ...




Tydzień Misyjny – 21-27 października 2012

Niedzielą w ostatniej dekadzie października rozpoczyna się w Kościele Tydzień Misyjny. W tym roku jest to niedziela 18 października. Jest to kolejna okazja do modlitwy i ofiary mającej na celu pomoc misjonarzom i ludziom ubogim w krajach misyjnych. Ale przecież nie tylko ….

W ciągu ponad 30-tu lat mojego kapłańskiego życia (1992-2005) miałem okazję pracować w Afryce jako misjonarz. Pracowałem w Demokratycznej Republice Kongo (ówczesny Zair), w Tanzanii i na Komorach (4 maleńkie wyspy na Oceanie Indyjskim). W ciągu tych lat miałem na pewno okazję poznać pracę misyjną -jak się to mówi- „od podszewki”. Sam uważam, że był to jeden z najpiękniejszych – chociaż także - najtrudniejszych okresów w moim życiu. Przed dziewięcioma laty opublikowałem nawet książkę „Listy z Afryki i nie tylko ...”, w której opisałem wiele moich misyjnych doświadczeń i spostrzeżeń. Pisałem tam min. że praca misyjna to praca, w której głównym zadaniem jest głoszenie Chrystusa tym, którzy o Nim jeszcze nie słyszeli. I to jest na pewno prawda.

Od sześciu lat pracuję w Kanadzie i …

W 1999 roku 45% Kanadyjczyków deklarowało się katolikami, ale  w dwa lata później, w 2001 roku już tylko 43%. Obecnie, w 2012 liczba ta zmalała do zaledwie 23%. Możecie mi wierzyć, że pracując tutaj od sześciulat nadal uważam, że jestem misjonarzem … w bardzo pogańskim kraju! I nadal głoszę Chrystusa tym, którzy (w wielu wypadkach) nic o Nim nie słyszeli, albo jeśli nawet słyszeli to raczej baśniowe i legendarne historyjki. Nie generalizując, można powiedzieć, że liberalizm końca XX wieku doprowadził społeczeństwo północnoamerykańskie do stanu neo-pogaństwa, czy wtórnego pogaństwa. Obawiam się, że jest to prawda nie tylko w odniesieniu do tej części świata, gdzie obecnie pracuję, ale także w znacznej mierze w odniesieniu do całej Europy, niestety z Polską włącznie.

W wyniku działania tych liberalistycznych sił stworzono bowiem bożka o imieniu „Jezus”, który nie ma jednak nic wspólnego z Jezusem Chrystusem, Synem Bożym, głoszonym przez Kościół Katolicki przez ostatnie dwa tysiące lat. Ten bożek o imieniu „Jezus” to: „niezły facet”, „równy gość”, który przedstawia ciekawą wizję świata i ma nawet interesujące poglądy, ale ostatecznie nie jest na pewno Synem Bożym i nie wymaga od nas prawie niczego. Jest on raczej postrzegany jako „hippisowski pacyfista”, „duchowy guru”, „nieszkodliwy idealista”, może nawet „duchowy mistrz”, czy „idol”. Tak stworzony bóg odpowiada zapotrzebowaniom „duchowym” współczesnego człowieka i zaspokaja „duchowe tęsknoty” człowieka ery komputerów. Ale nic więcej. Ja sam mogę robić co mi się podoba i wystarczy tylko, że uznam go za mojego idola, a na pewno będę zbawiony. Religia jest tylko stanem pewnych estetycznych uniesień, wysublimowanych ekstaz i gustownych wzlotów, ale jest to religia bez etyki i duchowość bez moralności.

W czasie jednej ze swoich pielgrzymek do Polski, Papież Jan Paweł II wołał w Warszawie (14 czerwca 1987 roku): „Kościół cały jest misyjny. Cały i wszędzie! Wy wszyscy, którzy nie podejmujecie posługi na terenach misyjnych — nie zapominajcie, że nasza własna, polska Ojczyzna wciąż potrzebuje nowej ewangelizacji. Podobnie jak cała chrześcijańska Europa.”

Odnosi się to na pewno nie tylko do Polski i nie tylko do Europy. Odnosi się to do całego świata. Świat nadal nie zna Jezusa Chrystusa, Syna Bożego i nadal nie widzi w nim Zbawiciela. Świat -mimo ponad dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa- nadal jest pogański, a może raczej należałoby powiedzieć że popadł we wtórne pogaństwo „stwarzając sobie boga według własnego uznania”, odpowiadającego zapotrzebowaniom i oczekiwaniom konsumpcyjnego społeczeństwa supermarketów. Taki wygodny bóg, a raczej bożek, idol właśnie, nie ma nic wspólnego z Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Nie ma nic wspólnego z Bogiem Nowego Testamentu, Jezusem Chrystusem, Wcielonym Synem Bożym. Polska, Europa, świat cały potrzebuje na pewno „nowej ewangelizacji”. Polska, Europa, świat cały, to na pewno nadal teren misyjny gdzie podstawowym zadaniem jest głoszenie Chrystusa, Syna Bożego tym, którzy o Nim nie słyszeli, albo jeśli słyszeli, to raczej baśniowe i legendarne historyjki.

Kościół na pewno cały jest misyjny, cały i wszędzie. Pamiętając w czasie Tygodnia Misyjnego (18-24 października) o krajach misyjnych Afryki, Azji i Oceanii nie zapominajmy jednak i o krajach misyjnych Europy i Ameryki Północnej. Według moich obserwacji żyje tam na pewno więcej pogan niż w Afryce, Azji i Oceanii.

Ks. Franciszek Jordan, Założyciel Salwatorianów (zgromadzenia zakonnego do którego należę) powiedział kiedyś: „Dopóki żyje na świecie chociaż jeden człowiek, który nie zna i nie kocha Jezusa Chrystusa Zbawiciela, nie wolno ci spocząć.” Sądzę, że słowa te są wezwaniem nie tylko dla Salwatorianów.


niedziela, 14 października 2012

XXVIII Niedziela w ciągu roku – B



Mdr 7,7-11

Dlatego się modliłem i dano mi zrozumienie, przyzywałem, i przyszedł na mnie duch Mądrości. Przeniosłem ją nad berła i trony i w porównaniu z nią za nic miałem bogactwa. Nie porównałem z nią drogich kamieni, bo wszystko złoto wobec niej jest garścią piasku, a srebro przy niej ma wartość błota. Umiłowałem ją nad zdrowie i piękność i wolałem mieć ją aniżeli światło, bo nie zna snu blask od niej bijący. A przyszły mi wraz z nią wszystkie dobra i niezliczone bogactwa w jej ręku.

Hbr 4,12-13

Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które by było przed Nim niewidzialne, przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek.

Mk 10,17-30

Gdy wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu rzekł: Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę. On Mu rzekł: Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości. Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego. Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego „tym, którzy w dostatkach pokładają ufność”. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego. A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: Któż więc może się zbawić? Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe. Wtedy Piotr zaczął mówić do Niego: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Jezus odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym.


Najważniejsze pytanie

Zarzynam swoje życie, urabiam się po łokcie, dałem się wciągnąć w cały ten młyn, nakręcany maszyną, której na imię sukces. Mam już wszystko, albo prawie wszystko ... i oczywiście przyklejony do ust fałszywy i nieszczery uśmieszek, człowieka sukcesu. Wmówiłem sobie, że to wszystko daje mi szczęście, że dzięki temu, i temu i jeszcze temu będę szczęśliwy. A jeśli nie jestem to sprawiam wrażenie, wmawiam sobie. Pokazuję innym jak bardzo dobrze mi się powodzi, chełpię się swoim bogactwem i dobrobytem, kłuję oczy innych moją zamożnością, za którą przecież zapłaciłem zdrowiem, wysiłkiem, spokojem sumienia ... I am happy!!!

Człowieku pozornego sukcesu, człowieku nieszczerego i udawanego uśmieszku ... Czy naprawdę jesteś szczęśliwy? Czy naprawdę masz już wszystko? Czy rzeczywiście osiągnąłeś sukces? A może się tylko łudzisz i okłamujesz zarówno siebie, jak i Twoich przyjaciół, sąsiadów, rodzinę i znajomych. A może tylko ze wstydu nie chcesz się przyznać, że Twoje życie -tak naprawdę- jest absurdalnie puste!? A może trzeba Ci usłyszeć słowa wypowiedziane przez Jezusa do bogatego młodzieńca: "Sprzedaj wszystko co masz, pozbądź się całego tego zbędnego balastu, rozdaj to ubogim, niech się cieszą chwilowym szczęściem, Ty chodź za mną i nie licz za bardzo na zdobyte przez ciebie bogactwa. Wszystko to śmieci i nic z tego nie weźmiesz ze sobą. Nie tego potrzebujesz i nie za tym tęsknisz! Nie szukaj i nie zabijaj się dla czegoś co ulegnie zniszczeniu."

Coś co wydaje się być absurdem w ludzkich oczach, niekoniecznie jest nim naprawdę.
Bogatszym staje się nie ten, kto zbiera, ale ten, kto rozdaje ...
Szczęśliwym nie ten, kto szuka szczęścia, ale ten, kto próbuje innych czynić szczęśliwymi ...
Zamożnym nie ten, kto zaspakaja wszystkie swoje zachcianki, ale ten, kto umie je poskramiać ...

Po co ja żyję? Jaki jest cel mojego zabieganego życia? Czy naprawdę, to co uważam za nieodzowne, jest tak bardzo nieodzowne, że gotów jestem poświęcić dla tego kolejną noc, kolejne godziny ukradzione rodzinie, kolejnych ludzi zgnojonych przeze mnie ...? Po co ja żyję?

Opuść wszystko i zobacz, że czeka na ciebie stokroć więcej i życie wieczne na dodatek ...


28 Sunday in Ordinary Time – B
Mk 10:17-30

As Jesus was setting out on a journey, a man ran up, knelt down before him, and asked him, "Good teacher, what must I do to inherit eternal life?"
Jesus answered him, "Why do you call me good? 
No one is good but God alone.

You know the commandments:
You shall not kill;
you shall not commit adultery;
you shall not steal;
you shall not bear false witness;
you shall not defraud;
honour your father and your mother."

He replied and said to him, "Teacher, all of these I have observed from my youth."
Jesus, looking at him, loved him and said to him,
"You are lacking in one thing. Go, sell what you have, and give to the poor and you will have treasure in heaven; then come, follow me." 

At that statement his face fell, and he went away sad, for he had many possessions.
Jesus looked around and said to his disciples, "How hard it is for those who have wealth to enter the kingdom of God!" 
The disciples were amazed at his words.

So Jesus again said to them in reply, "Children, how hard it is to enter the kingdom of God! It is easier for a camel to pass through the eye of a needle than for one who is rich to enter the kingdom of God." They were exceedingly astonished and said among themselves, "Then who can be saved?" Jesus looked at them and said, "For human beings it is impossible, but not for God. All things are possible for God."

Peter began to say to him, "We have given up everything and followed you." Jesus said, "Amen, I say to you, there is no one who has given up house or brothers or sisters or mother or father or children or lands for my sake and for the sake of the gospel who will not receive a hundred times more now in this present age: houses and brothers and sisters and mothers and children and lands, with persecutions, and eternal life in the age to come."



HOMILY in English
The teaching against our selfish culture

It's interesting:

The question asked by young men: "What must I do to inherit eternal life?" Jesus does not answer: "Be free. Follow your conscience. If you feel good do whatever you wish" – like some of our contemporary liberalistic theologians.

Jesus' answer is precise and sharp:
"You know the commandments:
you shall not kill;
you shall not commit adultery;
you shall not steal;
you shall not bear false witness;
you shall not defraud;
honour your father and your mother."

We prefer to have the watered, nice and polite answers. But Jesus answers directly and sharply: Keep commandments! God gave us the commandments as an objective and reliable point of reference. We shall not dissolve them in the subjective and relativistic ideologies and politically correct theories. Like to the young men, He tells me also: "If you would like to inherit eternal life there is only one way; KEEP THE COMMANDMENTS!!!!"

So, do I realize that unless I keep the God's commandments I will NOT ENTER THE KINGDOM OF GOD?

I certainly know the commandments and I don't need to smooth and flatten them, make them easy and more human. There are the objective and the most reliable means of entering the eternal life.


But this is not the end of Christ's teaching.

Many or most of us, sitting in the pews are not killers, adulterers, thieves, chronic liars, sinister schemers of fraud, or parent abusers. Rather, we are observing the commandments with faithfulness. Perhaps there are many people in our congregation who might be able to say to Jesus with the young man from the Gospel – “Teacher, all of these I have observed from my youth”. Nevertheless, like the young, rich man, Jesus can most likely address each one of us with the words – "You are lacking one thing … sell what you have, and give to the poor".

And this is the climax of His teaching. This is the most difficult point of His Gospel, because we –in the individualistic society- we are convinced that it is my right to posses, to defend and to multiply my possessions. The whole world around me is telling me that I am the most important, the most precious person and my needs, my requirements and desires are on top and should be satisfied by all means. If there are not satisfied, I am disappointed; I am upset and even frustrated.

And Jesus in His teaching is going against this mentality. He says openly: "Go, sell what you have, and give to the poor and you will have treasure in heaven; then come and follow me."

Very sturdy and very difficult teaching ...
My rights to posses against the teaching of Christ  …

The teaching, which is not at all smooth and nice. The teaching which openly states: "How hard it is for those who have wealth to enter the kingdom of God!"

Why is it difficult for rich men to enter the Kingdom of God? Is it the richness a kind of curse? Is richness a sin? Or maybe it is rather because the richness makes me blind and so I cannot see anymore nor God neither my neighbour?

"How hard it is for those who have wealth to enter the kingdom of God!"

It is hard not because the richness as such is a sin but because being rich very often I become blind and selfish, self-centered …

It's my choice to listen to - or not.