menu

sobota, 18 kwietnia 2020

II Niedziela Wielkanocna – rok A


Dz 2:42-47

Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie. Bojaźń ogarniała każdego, gdyż Apostołowie czynili wiele znaków i cudów. Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby. Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali posiłek z radością i prostotą serca. Wielbili Boga, a cały lud odnosił się do nich życzliwie. Pan zaś przymnażał im codziennie tych, którzy dostępowali zbawienia.

1 P 1:3-9

Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie. Wy bowiem jesteście przez wiarę strzeżeni mocą Bożą dla zbawienia, gotowego objawić się w czasie ostatecznym. Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa. Wy, choć nie widzieliście, miłujecie Go; wy w Niego teraz, choć nie widzicie, przecież wierzycie, a ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy, gdy osiągniecie cel waszej wiary - zbawienie dusz.

J 20:19-31

Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: Widzieliśmy Pana! Ale on rzekł do nich: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz /domu/ i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam! Następnie rzekł do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż /ją/ do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. Tomasz Mu odpowiedział: Pan mój i Bóg mój! Powiedział mu Jezus: Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego.



Żyć wiarą i nadzieją

Dzisiejsza niedziela Miłosierdzia Bożego, to okazja do refleksji nad tym, co ostatecznie jest dla mnie podstawą radości i nadziei. W świecie, w którym tak wiele już się zawaliło i tak wiele zawiodło, uciekamy się do Bożego Miłosierdzia, prosząc o Miłosierdzie dla nas i całego świata. To jest źródło naszej najgłębszej nadziei i naszego trwałego pokoju. Budowanie na czym innym okazało się i nietrwałe. Czyż świat nie dostrzega, że bez Bożego Miłosierdzia chyli się on ku nieuchronnemu upadkowi? Czyż my sami tak bardzo ślepi jesteśmy, że nie widzimy, że jedynym ratunkiem dla zdezorientowanej i bardzo często zdeprawowanej ludzkości jest ucieczka do tegoż właśnie niezgłębionego oceanu Bożego Miłosierdzia?

Świadectwo Apostołów o Zmartwychwstaniu Jezusa jest elementem spajającym wspólnotę pierwotnego Kościoła, jak pokazuje nam dzisiejsze pierwsze czytanie. Świadectwo to jest autentyczne i jednoznaczne, bo oparte na faktycznych wydarzeniach, w których Apostołowie bezpośrednio uczestniczyli, jak pokazuje z kolei Ewangelia wg św. Jana. Jest więc świadectwo Apostołów niejako gwarantem wiary dla tych, którzy uwierzyli w Chrystusa. Co więcej, jak pisze św. Piotr w drugim czytaniu: "Bóg przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa zrodził nas do żywej nadziei". Wiara więc i nadzieja są bezpośrednim efektem widocznym w pierwotnym Kościele. Ale także pokój i radość płynące z wiary i nadziei

Wiara, nadzieja ............ pokój i radość ........ Cztery bardzo wielkie i najczęściej nie rozumiane lub źle rozumiane słowa.

Wiara? To coś co "ubiera się" na niedzielę do kościoła ...
Nadzieja? ... na lepsze jutro.
Pokój? To raczej święty spokój i brak kłopotów.
A radość? ... no to może rozrywka i umiejętność zabawienia się ...?

A przecież te cztery słowa streszczają całość Wielkanocnego przesłania. A jak jest z nami? Nie ma w nas ani pokoju, ani radości, ani wiary, ani nadziei. Jesteśmy rozdrażnieni, podenerwowani, niespokojni. Żyjemy zastępnikami radości i pokoju. Żyjemy w ciągłym niezaspokojeniu i praktycznie w próżni, czasami nawet w bezsensie i w jakimś marazmie. Nie umiemy się z tego wydostać, nie umiemy odnaleźć w nas ani pokoju, ani radości, zapomnieliśmy o nadziei i nie ma w nas już wiary. Jesteśmy stale niezadowoleni, podekscytowani, zgorzkniali, niespokojni, nawet kiedy wydawać by się mogło, że nam się dobrze powodzi.

A dlaczego tak jest? Bo nie wierzymy, bo nie ma w nas nadziei prawdziwej. Bo źródłem naszej wiary i nadziei, źródłem naszego pokoju i radości nie jest prawda o tym, że Chrystus powstał z martwych. Nie bez przyczyny Papież Jan Paweł II powtarzał ustawicznie słowa z początku swojego pontyfikatu: "Otwórzcie drzwi waszych serc Chrystusowi Ukrzyżowanemu i Zmartwychwstałemu, Który przychodzi ofiarując Wam pokój (pokój prawdziwy, nie taki jaki daje świat). Tam gdzie przychodzi Chrystus zmartwychwstały, tam rodzi się również prawdziwy pokój." I nie tylko pokój, tam jest i wiara, i nadzieja, i radość, i pokój prawdziwy.

W  orędziu Wielkanocnym jest zawarte również orędzie Miłosierdzia, głoszone przez Siostrę Faustynę, a promulgowane przez Jana Pawła II, który w drugiej swojej Encyklice „Dives in Misericordia” pisze: „Misterium paschalne stanowi szczytowy punkt tego właśnie objawienia i urzeczywistnienia miłosierdzia, które jest zdolne usprawiedliwić człowieka, przywrócić sprawiedliwość w znaczeniu owego zbawczego ładu, jaki Bóg od początku zamierzył w człowieku, a przez człowieka także w świecie.” (n 7)

Pragniesz pokoju prawdziwego,
Szukasz radości nieprzemijającej,
Uwierz, że Chrystus zmartwychwstał,
Otwórz Mu drzwi twojego serca
i pozwól aby wszedł ze swoim Miłosierdziem w twoje życie.

*************************

Niedziela Miłosierdzia Bożego

W pierwszą niedzielę po Wielkanocy, 18 kwietnia 1993 roku, na placu Świętego Piotra w Rzymie Ojciec Święty Jan Paweł II zaliczył Siostrę Faustynę Kowalską do grona błogosławionych. Kanonizacji błogosławionej siostry Faustyny dokonał siedem lat później, w pierwszą niedzielę po Wielkanocy 30 kwietnia 2000.

W „Dzienniczku Duchowym” Siostry Faustyny znajdujemy taki wpis: „Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia” (299). A kilkanaście stron dalej słowa: „W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mojego; wylewam całe morze łask na dusze które się zbliżą do źródła miłosierdzia. Która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar” (699).

Dzisiaj właśnie czcimy to, o czym pisze S. Faustyna. Dzisiaj, w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, kiedy w pamięci żywo jeszcze mamy podniosłe i radosne Alleluja, Jezus żyje, sam Bóg proponuje nam zwrócić się ku Jego Miłosierdziu. Wielkanoc, to radość Zmartwychwstania, to radość zwycięstwa życia nad śmiercią, dobra nad złem, Miłosierdzia nad grzechem. Tak właśnie chce Bóg, Ojciec Miłosierdzia, gdyż jak mówi św. Paweł w Liście do Efezjan: „Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia” (Ef 2, 4 n.). Bóg nas właśnie przywrócił do życia razem z Chrystusem. Tę tajemnicę wspominaliśmy w ubiegłą Niedzielę Wielkanocną. I dlatego w pierwszą niedzielę po Wielkanocy czcimy właśnie owo Nieskończone Miłosierdzie Boże, dzięki Któremu możemy z ufnością wołać: „Jezu ufam Tobie”.

Wzruszająca jest prostota i zarazem głębia słów Koronki do Miłosierdzia Bożego: „Ojcze przedwieczny ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Najmilszego Syna Twojego ...”. Czyż możemy ofiarować Ojcu coś bardziej wartościowego i zarazem coś bardziej przekonywującego, jako przebłaganie za grzechy nasze? Czyż Bóg może dać się niejako „zaszantażować” bardziej? I dlatego to proste, a zarazem ogromnie potężne wołanie: „Dla Jego bolesnej Męki, miej miłosierdzie dla nas”, wołanie to, po prostu nie może pozostać bez odpowiedzi. Bóg nie może być głuchy na prośby tych, którzy „szantażują” Go męką Jego Umiłowanego Syna. Bóg „szaleje” z miłości do człowieka i na wszelkie sposoby próbuje człowieka do siebie pociągnąć, a człowiek -ze swej strony- tylko wtedy odnajduje siebie samego i swoje ostateczne spełnienie i powołanie, kiedy ucieka się do Bożego Miłosierdzia. Jak pisze Jan Paweł II w swej Encyklice: „Człowiek i jego najwyższe powołanie odsłania się w Chrystusie poprzez objawienie tajemnicy Ojca i Jego miłości.” (Dives in Misericordia nr. 1)

Tylko niestety człowiek także  szaleje, ale jego szaleństwo jest zaprzeczeniem miłości, jego szaleństwo, to rozpasanie, wyuzdanie, nienawiść, pycha, zarozumiałość … Szaleństwo człowieka to 40 milionów dzieci mordowanych corocznie w łonach matek, to parady „równości”, to próby „legalizacji” eutanazji, to amok zaślepienia, pychy i egoizmu … A Bóg widząc to szaleństwo człowieka i jego pęd ku unicestwieniu, nie ustaje w próbach opamiętania człowieka, nie zniechęca się ludzką pogardą i odrzuceniem, ale ponawia nieustannie swój apel … „sprowadź mi ludzkość całą, a szczególnie wszystkich grzeszników, i zanurz ją w morzu miłosierdzia mojego.”

Czy jednak człowiek się opamięta w swoim szaleńczym biegu ku nicości? Czy odstąpi od swej pychy i zrozumiałości? Czy przestanie zarozumiale obrażać Boga i twierdzić obłąkańczo, jak na plakatach reklamowych w Londynie i kilku miastach Kanady „Boga prawdopodobnie nie ma, więc przestań się martwić i ciesz się życiem”? Szaleństwo Bożego Miłosierdzia przeciwko szaleństwu ludzkiej pychy. Wygra na pewno to pierwsze, ale czy w tobie także?

Święta Siostra Faustyna w swoim „Dzienniczku” pisanym z polecenia Pana Jezusa i jej spowiedników w latach 1934-1938 opisała swoje głębokie życie duchowe i głębię tajemnicy Miłosierdzia Bożego przypominając światu o miłosiernej miłości Boga i podając nowe formy nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego. A są nimi:
-         obraz Jezusa miłosiernego z napisem „Jezu, ufam Tobie”,
-         święto Miłosierdzia w pierwszą niedzielę po Wielkanocy,
-         Koronka do Miłosierdzia Bożego,
-         modlitwa w chwili konania Jezusa na krzyżu zwana Godziną Miłosierdzia,

W swoim „Dzienniczku” zapisała w czasie rekolekcji w styczniu 1934 roku:
„Jezus każe mi obchodzić to święto miłosierdzia Bożego w pierwszą niedzielę po
Wielkanocy.” [Dz. 258]

Papież Jan Paweł II w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, 18 kwietnia 1993 roku, na Placu Świętego Piotra w Rzymie zaliczył Siostrę Faustynę Kowalską do grona błogosławionych. Kanonizacji błogosławionej Siostry Faustyny dokonał siedem lat później, w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, 30 kwietnia 2000 r. Święto Miłosierdzia Bożego zostało ogłoszone oficjalnie dla całego kościoła podczas kanonizacji Siostry Faustyny. Czasami myślę sobie nawet, że być może Bóg w swojej mądrości doprowadził do wyboru Karola kardynała Wojtyły na Papieża właśnie po to, aby On ustanowił to święto dla całego kościoła.

Święto to poprzedza nowenna rozpoczynająca się w Wielki Piątek.

W „Dzienniczku” Siostra Faustyna cytując słowa Jezusa przekazuje niezwykłe obietnice Chrystusa związane z tym świętem: „W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia mojego; która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii św. dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar.” [Dz. 699]

W Koronce do Miłosierdzia Bożego powtarzamy słowa modlitwy, której sam Chrystus nauczył siostrę Faustynę: „Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata.”

Te niezwykłe słowa w połączeniu z obietnicą związaną z Niedzielą Miłosierdzia, kryją w sobie całą głębię Miłości Stworzyciela do stworzenia. Bóg pragnie okazać swoje miłosierdzie wszystkim i wszystkich doprowadzić do zbawienia, bo po to właśnie posłał swojego Jednorodzonego Syna na świat, aby świat zbawić.

Można zadać sobie pytanie: „o co Bogu chodzi, kiedy tak bardzo naciska i podkreśla konieczność uciekania się do Jego Miłosierdzia?” Czy nie jest to zadziwiające i zastanawiające, że sam Bóg przypomina nam o tym tak bardzo mocno i stanowczo? Czy nie jest to zastanawiające, że Bogu tak bardzo zależy na zbawieniu wszystkich, na doprowadzeniu wszystkich do życia wiecznego, że „wymyśla” coraz to nowe sposoby zbawienia swojego stworzenia? Mówi o tym wielokrotnie i bardzo zdecydowanie w Dzienniczku Siostry Faustyny: „Nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd nie zwróci się do źródła miłosierdzia mojego.”

Tylko, że to stworzenia jest czasami tak bardzo aroganckie i tak uparcie odrzuca Jego zbawczą wolę, koniecznie pragnąc żyć w niewoli grzechu ...

Dlaczego ????

Godzina Miłosierdzia

          O trzeciej godzinie - powiedział Pan Jezus do s. Faustyny w październiku 1937 roku w Krakowie - błagaj Mojego miłosierdzia szczególnie dla grzeszników i choć przez krótki moment zagłębiaj się w Mojej męce, szczególnie w Moim opuszczeniu w chwili konania. Jest to godzina wielkiego miłosierdzia dla świata całego (Dz. 1320). Taka jest historia powstania tej formy kultu Miłosierdzia Bożego. Kilka miesięcy później Pan Jezus powtórzył to żądanie określając cel jej ustanowienia, obietnice związane z praktykowaniem modlitwy w tej godzinie oraz sposoby jej obchodzenia.

          Godzina Miłosierdzia jest formą kultu, w której czcimy moment konania Jezusa na krzyżu (1500), kiedy to stała się łaska dla świata całego - miłosierdzie zwyciężyło sprawiedliwość (Dz. 1572). Nie chodzi tutaj o godzinę zegarową - 60 minut modlitwy - ale o modlitwę w momencie, gdy zegar bije trzecią godzinę (Dz. 1572), czyli w chwili konania Jezusa na Kalwarii. Tę formę kultu Miłosierdzia Bożego można praktykować nie tylko w Wielki Piątek, czy w każdy piątek, ale codziennie. Jest to czas uprzywilejowany w nabożeństwie do Miłosierdzia Bożego.

          Pan Jezus pragnie, aby w tej godzinie chociaż przez krótki moment rozważać Jego bolesną mękę, w której w sposób najpełniejszy objawia się tajemnica Jego miłosierdzia. Poznanie jej prowadzi do modlitwy uwielbienia i dziękczynienia, a także błagania o potrzebne łaski dla całego świata, a szczególnie dla grzeszników, bo w tej chwili [miłosierdzie] zostało na oścież otwarte dla wszelkiej duszy.

          Z modlitwą w godzinie Miłosierdzia związał Pan Jezus obietnice wszelkich łask. W tej godzinie - powiedział - nie odmówię duszy niczego, która Mnie prosi przez mękę Moją (Dz. 1320). W godzinie tej uprosisz wszystko dla siebie i dla innych (Dz. 1572). Chrystus postawił więc trzy warunki konieczne dla spełnienia obietnic: modlitwa ma mieć miejsce o godzinie 300 po południu, ma być skierowana do Pana Jezusa i winno się w niej odwoływać do wartości i zasług Jego męki. Ponadto trzeba jeszcze zaznaczyć, że przedmiot modlitwy musi być zgodny z wolą Bożą, a sama modlitwa powinna być ufna, wytrwała i połączona z uczynkami miłosierdzia, co jest warunkiem prawdziwego nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego.

          Pan Jezus udzielił również wskazówek dotyczących sposobów modlitwy w godzinie Miłosierdzia: Staraj się w tej godzinie - powiedział - odprawiać drogę krzyżową, o ile ci na to obowiązki pozwolą; a jeżeli nie możesz odprawić drogi krzyżowej, to przynajmniej wstąp na chwilę do kaplicy i uczcij Moje Serce, które jest pełne miłosierdzia w Najświętszym Sakramencie; a jeżeli nie możesz wstąpić do kaplicy, pogrąż się w modlitwie tam, gdzie jesteś, chociaż przez króciutką chwilę (Dz. 1572).

          Godzina Miłosierdzia staje się codziennym czasem modlitwy apostołów Bożego Miłosierdzia pod każdą szerokością geograficzną. Dlatego wierzący jakby w nieprzerwanym akcie modlitwy łączą się z Jezusem konającym na krzyżu i - spełniając Jego prośbę - błagają o miłosierdzie Boże dla świata, szczególnie dla grzeszników.

Biała Niedziela, kończąca oktawę Wielkanocy, jest obchodzona jako Niedziela Miłosierdzia Bożego. W sposób spontaniczny wierni oddawali szczególnie cześć Miłosierdziu w tę niedzielę już od czasu II wojny światowej. Oficjalnie święto to, listem na Wielki Post w 1985 roku ustanowił najpierw w swojej diecezji metropolita krakowski kard. Franciszek Macharski.

Następnie inni biskupi wprowadzali święto w swoich diecezjach. W roku 1995, na prośbę Episkopatu, Stolica Apostolska wydała dekret zezwalający na obchodzenie tego święta we wszystkich diecezjach Polski, przy zachowaniu przepisów liturgicznych obowiązujących w tym dniu. Oczywiście takie świętowanie Białej Niedzieli swój początek ma w objawieniach s. Faustyny.

Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia (Dz. 299) - powiedział do niej Pan Jezus. Te i podobne słowa powtarzają się w Dzienniczku przynajmniej 14 razy. Jak bardzo przesłanie zawarte w objawieniach s. Faustyny jest aktualne, pokazują słowa z encykliki Dives in misericordia. Jan Paweł II pisze: „Umysłowość współczesna, może bardziej niż człowiek przeszłości, zdaje się sprzeciwiać Bogu miłosierdzia, a także dąży do tego, ażeby samą ideę miłosierdzia odsunąć na margines życia i odciąć od serca ludzkiego. Samo słowo i pojęcie »miłosierdzie« jakby przeszkadzało człowiekowi, który poprzez nieznany przedtem rozwój nauki i techniki bardziej niż kiedykolwiek w dziejach stał się panem”.

Aby dostąpić Miłosierdzia Bożego, trzeba najpierw w Niego uwierzyć, ale i uznać samemu, że ja tegoż Miłosierdzia Bożego potrzebuję ...

Niektóre Strony o Miłosierdziu Bożym:

Opoka

Rzeszów - Opoka

Kanonizacja Siostry Faustyny
**************

niedziela, 12 kwietnia 2020

Poniedziałek Wielkanocny



Dz 2,14.22-33

Wtedy stanął Piotr razem z Jedenastoma i przemówił do nich donośnym głosem: Mężowie Judejczycy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy, przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów. Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim, bo Dawid mówił o Nim: Miałem Pana zawsze przed oczami, gdyż stoi po mojej prawicy, abym się nie zachwiał. Dlatego ucieszyło się moje serce i rozradował się mój język, także i moje ciało spoczywać będzie w nadziei, że nie zostawisz duszy mojej w Otchłani ani nie dasz Świętemu Twemu ulec skażeniu. Dałeś mi poznać drogi życia i napełnisz mnie radością przed obliczem Twoim. Bracia, wolno powiedzieć do was otwarcie, że patriarcha Dawid umarł i został pochowany w grobie, który znajduje się u nas aż po dzień dzisiejszy. Więc jako prorok, który wiedział, że Bóg przysiągł mu uroczyście, iż jego Potomek zasiądzie na jego tronie, widział przyszłość i przepowiedział zmartwychwstanie Mesjasza, że ani nie pozostanie w Otchłani, ani ciało Jego nie ulegnie rozkładowi. Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami. Wyniesiony na prawicę Boga, otrzymał od Ojca obietnicę Ducha Świętego i zesłał Go,

Mt 28,8-15

Niewiasty pośpiesznie więc oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i biegły oznajmić to Jego uczniom. A oto Jezus stanął przed nimi i rzekł: Witajcie. One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: Nie bójcie się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą. Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu. Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego.




Czy jesteśmy świadkami Zmartwychwstania?

Zmartwychwstanie Chrystusa jest faktem, który nie był akceptowany od samego początku i który po dzień dzisiejszy nie może dotrzeć w pełni do naszej świadomości. Śmierć jest dla nas nadal ostatecznym i najsmutniejszym wydarzeniem ludzkiego życia i będąc wierzącymi... tak do końca jednak nie wierzymy w zmartwychwstanie.

Wszystko wokół nas zdaje się zaprzeczać zmartwychwstaniu i czynić je niewiarygodnym, a nawet wprost niemożliwym. Tak trudno jest w tą prawdę uwierzyć, a jeszcze trudniej o niej świadczyć, że poprzestajemy najczęściej na zdawkowych wielkanocnych życzeniach: "Wesołego Alleluja" i - w niektórych rodzinach- na tradycyjnym "łamaniu się święconym jajkiem". A w rzeczywistości nie umiemy, nie jesteśmy zdolni uwierzyć w ten nienaukowy i niesamowity fakt, że oto Ten, Który umarł... ZMARTWYCHWSTAŁ!!! A cóż dopiero mówić o tym, że w naszym życiu mamy być świadkami Zmartwychwstania Chrystusa...

Tylko tak na dobrą sprawę, jak to jest? Skoro wyznaję, że wierzę w Boga Wszechmogącego, to dlaczego odmawiam Mu jednocześnie tejże Wszechmocy. Skoro On jest Życiem i Istnieniem, to czyż nie powołał wszystkiego do istnienia? Wszechmogący Bóg nie może pozwolić, aby Jego dzieło uległo zniszczeniu, nie może zgodzić się na śmierć tego, co stworzył jako „bardzo dobre” (Rdz 1,31). Dlatego też zmartwychwstanie ciał jest niejako konieczną konsekwencją stworzenia.

Tylko, że na takie rozumowanie wielu odpowiada lekceważącym: „Aaaa, kto wie, jak to tam będzie.” Niby wierzą w Boga, ale niestety nie wierzą Bogu.

Takie myśli przychodzą mi na Wielkiej Komorze, gdzie spędzam te święta wśród morza Islamistów. Siedem razy dziennie słucham modlitwy immamów (Allah u akbar - Allah jest wielki) płynącej z kilkunastu otaczających naszą misję meczetów i zastanawiam się nad moim własnym świadectwem, jakie powinienem dawać tutejszym ludziom. Świadectwem tym trudniejszym, że nie wolno mi mówić, że mogę tylko świadczyć moim codziennym życiem. A co Ty byś zrobił będąc na moim miejscu? Jak zaświadczyłbyś o tym, że Chrystus naprawdę zmartwychwstał?

A jak mówi św. Paweł w liście do Koryntian: „Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara. Okazuje się bowiem, żeśmy byli fałszywymi świadkami Boga, skoro umarli nie zmartwychwstają, przeciwko Bogu świadczyliśmy, że z martwych wskrzesił Chrystusa. Skoro umarli nie zmartwychwstają, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach.” (1Kor 15,13-17)

– Poniedziałek Wielkanocny
Wprowadzanie do Mszy Świętej
Zmartwychwstanie Chrystusa to fakt, wobec którego nie można pozostać obojętnym. Zmartwychwstanie Chrystusa dla chrześcijanina to podstawa jego wiary i sens całego jego życia. Na początku Eucharystii uświadamiamy sobie jak daleko jesteśmy jeszcze od tego ideału, jak mało to dla nas znaczy na co dzień. Prośmy zatem Zmartwychwstałego o pomnożenie naszej wiary, abyśmy byli zdolni dawać Mu świadectwo w naszej codzienności.
Homilia
Faryzeusze doskonale wiedzieli, że pusty grób znaczy że -zwalczany przez nich- Nauczyciel z Nazaretu zmartwychwstał, a jeśli zmartwychwstał to nie był zwykłym buntownikiem ale Mesjaszem, a wtedy cały ich świat wali się w gruzy. Dla ich politycznej ale i religijnej teorii zmartwychwstanie Jezusa oznaczało totalne fiasko i absolutną katastrofę. Niestety nie mogli wyjść poza ramy takiego przyziemnego myślenia i mogli tylko brnąć dalej i coraz głębiej w kłamstwa, oszczerstwa i matactwa. Przekupienie rzymskich legionistów i szerzenie kłamstwa było tylko kolejnym elementem obrony ich własnych pozycji.
I tak kłamstwo to trwa i jest szerzone do dnia dzisiejszego. Niestety my sami -oficjalnie twierdząc, że wierzymy w Chrystusa- nie wierzymy w Jego zmartwychwstanie. Śmierć jest dla nas nadal ostatecznym i najsmutniejszym wydarzeniem ludzkiego życia i będąc wierzącymi... tak do końca jednak nie wierzymy w zmartwychwstanie. Wszystko wokół nas zdaje się zaprzeczać zmartwychwstaniu i czynić je niewiarygodnym, a nawet wprost niemożliwym. Tak trudno jest w tą prawdę uwierzyć, a jeszcze trudniej o niej świadczyć, że poprzestajemy najczęściej na zdawkowych wielkanocnych życzeniach: "Wesołego Alleluja", co w praktyce znaczy niewiele, albo nawet nic. Nie umiemy, nie jesteśmy zdolni uwierzyć w ten nienaukowy i niesamowity fakt, że oto Ten, Który umarł... ZMARTWYCHWSTAŁ!!! A cóż dopiero mówić o tym, że w naszym życiu mamy być świadkami Zmartwychwstania Chrystusa...
Jest jednak i inny aspekt konfrontacji naszego życia z faktem zmartwychwstania Chrystusa.
Przemówienie Piotra w Dniu Pięćdziesiątnicy możemy całkiem dokładnie zastosować i do nas. Kiedy Piotr mówi z mocą i pełen Ducha Świętego: „Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał ... przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście”, to słowa te kieruje także i do mnie. Ja jestem jednym z tych, którzy przyczynili się do śmierci Niewinnego, do ukrzyżowania Syna Bożego.
Faryzeusze nie chcieli uwierzyć w Chrystusa, przyczynili się do Jego śmierci, wydając Go w ręce bezbożnych i odrzucali Jego zmartwychwstanie bo nie pasował im do ich wizji świata. Ja jednak mogę przyjąć Jego zmartwychwstanie i wtedy Jego śmierć -z mojej winy- stanie się dla mnie śmiercią zbawczą i odkupieńczą. Ale muszę radykalnie zmienić moją wizję świata, całą moją optykę. Ta zmiana musi dosłownie „postawić mój mały ludzki świat na głowie”. Centrum tego świata ma się stać Chrystus, a nie ja i nie moje partykularne interesy.
Czy jestem gotów?
Modlitwa wiernych
Do Boga, Który wskrzesił z martwych swego Jednorodzonego Syna zanośmy modlitwy i błagania ufając, że jest On w mocy i nam udzielić mocy zmartwychwstania i radości życia wiecznego.
1.      Za Papieża, biskupów i kapłanów, aby swoim życiem, wiarą i przykładem głosili z mocą zmartwychwstanie Chrystusa, Ciebie prosimy ...
2.     Za wszystkie wspólnoty chrześcijańskie, aby wspólna wiara w zmartwychwstanie doprowadziła ich do pełnej jedności z Kościołem Katolickim, Ciebie prosimy ...
3.     Za niewierzących i negujących zmartwychwstanie Jezusa, aby dana im była łaska rozpoznania w Chrystusie Mesjasza i Zbawiciela, Ciebie prosimy ...
4.     Za zmarłych oczekujących w czyśćcu na pełne zjednoczenie , aby zmartwychwstanie Pana było dla nich bramą do ich zmartwychwstania, Ciebie prosimy ...

Słowo „przed rozesłaniem”
Słowa kończące Mszę Świętą „Idźcie w pokoju Chrystusa” to zaproszenie do dawania życiem świadectwa wierze w zmartwychwstanie Jezusa i Jego zwycięstwo nad śmiercią i grzechem. Mszalne wyznanie wiary słowami, ma teraz być potwierdzone życiem.

piątek, 10 kwietnia 2020

Wielka Sobota

Liturgia Wielkiej Soboty 

Wielka Sobota

„Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie.” Niewielki krok, który został do zrobienia należy już tylko do mnie. Wszystko inne uczynił Bóg. Czy jestem w stanie zrobić ten jeden, jedyny, malutki krok w kierunku Boga?

Wielka Sobota 2

środa, 8 kwietnia 2020

Wielki Czwartek – rok A,B,C


Wielki Czwartek

Wj 12,1-8. 11-14

Bóg powiedział do Mojżesza i Aarona w ziemi egipskiej: "Miesiąc ten będzie dla was początkiem miesięcy, będzie pierwszym miesiącem roku. Powiedzcie całemu zgromadzeniu Izraela tak: «Dziesiątego dnia tego miesiąca niech się każdy postara o baranka dla rodziny, o baranka dla domu. Jeśliby zaś rodzina była za mała do spożycia baranka, to niech się postara o niego razem ze swym sąsiadem, który mieszka najbliżej jego domu, aby była odpowiednia liczba osób. Liczyć je zaś będziecie dla spożycia baranka według tego, co każdy może spożyć. Baranek będzie bez skazy, samiec, jednoroczny; wziąć możecie jagnię albo koźlę. Będziecie go strzec aż do czternastego dnia tego miesiąca, a wtedy zabije go całe zgromadzenie Izraela o zmierzchu. I wezmą krew baranka, i pokropią nią odrzwia i progi domu, w którym będą go spożywać. I tej samej nocy spożyją mięso pieczone w ogniu, spożyją je z chlebem niekwaszonym i gorzkimi ziołami.

Tak zaś spożywać go będziecie: Biodra wasze będą przepasane, sandały na waszych nogach i laska w waszym ręku. Spożywać będziecie pospiesznie, gdyż jest to Pascha na cześć Pana. Tej nocy Ja przejdę przez Egipt, zabiję wszystko pierworodne w ziemi egipskiej od człowieka aż do bydła i odbędę sąd nad wszystkimi bogatymi Egiptu. Ja, Pan. Krew będzie wam służyła do oznaczenia domów, w których będziecie przebywać. Gdy ujrzę krew, przejdę obok i nie będzie pośród was plagi niszczycielskiej, gdy będę karał ziemię egipską. Dzień ten będzie dla was dniem pamiętnym i obchodzić go będziecie jako święto dla uczczenia Pana. Po wszystkie pokolenia w tym dniu świętować będziecie na zawsze".

1Kor 11,23-26

Bracia: Ja otrzymałem od Pana to, co wam przekazuję, że Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: "To jest Ciało moje za was wydane. Czyńcie to na moją pamiątkę". Podobnie skończywszy wieczerzę, wziął kielich mówiąc: "Kielich ten jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę". Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie.

J 13,1-15

Było to przed Świętem Paschy. Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował.

W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty, syna Szymona, aby Go wydać, wiedząc, że Ojciec dał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło nim się przepasał. Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany.

Podszedł więc do Szymona Piotra, a on rzekł do Niego: "Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?" Jezus mu odpowiedział: "Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale później to będziesz wiedział". Rzekł do Niego Piotr: "Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał". Odpowiedział mu Jezus: "Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną". Rzekł do Niego Szymon Piotr: "Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę". Powiedział do niego Jezus: "Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy". Wiedział bowiem, kto Go wyda, dlatego powiedział: "Nie wszyscy jesteście czyści".

A kiedy im umył nogi, przywdział szaty, i gdy znów zajął miejsce przy stole, rzekł do nich: "Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie Nauczycielem i Panem i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem".




Dałem wam przykład, abyście mogli mnie naśladować

Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował.

Kiedy Chrystus umył nogi swoim uczniom wykonując posługę niewolnika, byli zaszokowani, jak Piotr: "Nigdy Panie, nie pozwolę abyś umywał mi nogi!" Ale O nie chciał ich szokować. Nie po to stał się człowiekiem i „zniżył się do naszego poziomu”. On chciał ich czegoś nauczyć, czegoś bardzo ważnego.

Czego?!?!  W tym roku chyba szczególnie Pan chce nas nauczyć POKORY …

A ustanowienie Eucharystii, kiedy Chrystus daje sam siebie na pokarm ... czyż nie jest jeszcze bardziej szokujące? Już w Niedzielę Palmową otrzymaliśmy lekcję pokory, kiedy Król Mesjasz wjeżdża do swojego miasta, miasta pokoju (Jeruzalem) na osiołku!!! Ale dzisiaj i jutro lekcja ta sięga zenitu. Bóg stał się człowiekiem, aby człowieka z powrotem do siebie doprowadzić i używa wszelkich możliwych i niemożliwych sposobów, aby tego dokonać. Tylko, czy człowiek jest tego świadom? Czy widzi i docenia starania samego Boga, który z miłości do człowieka poniża się aż tak bardzo, że nogi umywa człowiekowi!? Czy człowiek coś z tej lekcji pokory i miłości rozumie i przyjmuje?

Nigdy chyba do końca nie zrozumiemy Boga, Który nie działa mocą i potęgą swojej Boskiej władzy, ale mocą i potęgą swojej Miłości i Dobroci. Taki Bóg jest dla nas bardzo często, i zgorszeniem, i nieporozumieniem, i wyrazem słabości ... Bóg, Który posuwa się aż tak daleko, że myje ludziom nogi. Co myśmy zrozumieli w naszym chrześcijaństwie z tej ogromnej Pokory Boga, Który dał się człowiekowi na pokarm, stał się jego sługą, a w końcu zawisł na krzyżu, jak złoczyńca? Co my z tego potrafimy naśladować w naszym życiu? Św. Siostra Faustyna zapisała w swoim „Dzienniku”: „Bóg kiedy kocha to całym sobą, całą mocą swojej istoty”, bo Bój jest Miłością.  Tylko czy człowiek potrafi tę miłość zrozumieć i przyjąć ....?

To znaczą właśnie słowa: „umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował”. Tylko Bóg potrafi aż tak miłować ... do końca!

I stąd pytanie samego Chrystusa: "Czy rozumiecie, co wam uczyniłem?”

Nie, Panie, my chyba jednak nadal nic nie rozumiemy z Twojej miłości.

Homilia alternatywna

Wielki Czwartek Wieczerzy Pańskiej

Katechizm Kościoła Katolickiego tak oto streszcza wydarzenia Wielkiego Czwartku:

„Chrystus umiłowawszy swoich, do końca ich umiłował. Wiedząc, że nadeszła godzina przejścia z tego świata do Ojca, podczas wieczerzy umył uczniom nogi i dał im przykazanie miłości (J 13,1-17). Zostawiając im dowód tej miłości, nie chcąc oddalić się nigdy od swoich oraz czyniąc ich uczestnikami swojej Paschy, Jezus ustanowił Eucharystię jako pamiątkę swej Męki i Zmartwychwstania, którą polecił Apostołom celebrować aż do swego powtórnego przyjścia. "Ustanowił ich wówczas kapłanami Nowego Przymierza"” (KKK 1337)

Ustanowienie w Wielki Czwartek Eucharystii i Sakramentu Kapłaństwa dla sprawowania Eucharystii stanowi największy i najważniejszy dar jaki Chrystus mógł pozostawić swojemu Kościołowi. Nie ma większego daru, nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie większej miłości ponad Miłość Boga, Który sam siebie daje na pokarm, a dla zapewnienia że Pokarm ten będzie stale osiągalny ustanawia Sakrament Kapłaństwa.

Scott Hahn, jeden z nawróconych na katolicyzm teologów protestanckich mówi: „kiedy spożywasz jedzenie ono staje się częścią twojego ciała, ono buduje twoje ciało. Ale kiedy spożywasz Eucharystię, to nie Ona staje się częścią ciebie, ale to ty, stajesz się tym, co spożywasz, ty stajesz się Ciałem Chrystusa, czyli Kościołem.” Czy naprawdę potrafimy sobie uświadomić, co Chrystus dla nas uczynił dając nam Eucharystię i Kapłaństwo?

Przez Eucharystię sprawowaną w Wielki Czwartek Chrystus włącza nas w sposób bezkrwawy w to, co dokonało się w sposób krwawy w Wielki Piątek w czasie męki i śmierci. Chrystus włącza nas w swoją odwieczną Ofiarę – Dziękczynienie jakie On sam składa Ojcu Przedwiecznemu. Tego się nie da zrozumieć naszym ludzkim rozumem. Nigdy nie będziemy zdolni do końca zrozumieć tego, co uczynił i co nadal czyni Chrystus w Sakramencie Eucharystii, w Której uczestniczymy. Nigdy też nie zrozumiemy i nie pojmiemy tajemnicy sakramentu Kapłaństwa, przez które Jezus staje się obecny na ołtarzu. Przez sakrament kapłaństwa Bóg dokonuje największego cudu w czasie każdej Mszy świętej. Nigdy i nigdzie nie znajdziemy większego cudu ponad cud Eucharystii uobecniającej Chrystusa w czasie każdej Mszy św.

I to dokonuje się w każdym kościele i za każdym razem kiedy kapłan wypowiada słowa konsekracji: „bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, to jest Ciało moje.” Ale to nie kapłan swoją mocą dokonuje tego cudu, to nie ksiądz mocą swojego autorytetu dokonuje przeistoczenia chleba w Ciało Pańskie i wina w Krew Przenajświętszą ... Żaden człowiek nie ma takiej mocy. Tego dokonuje sam Bóg, Jezus Chrystus, Który nakazał „To czyńcie na moją pamiątkę”. Kapłan działający „in persona Christi” wypowiadając słowa konsekracji dokonuje faktycznego przeistoczenia „rzeczy” (chleba i wina) w OSOBĘ JEZUSA CHRYSTUSA.

Być może dlatego właśnie Kościół od początku z taką stanowczością bronił prawdy o Eucharystii i o kapłaństwie. I być może dlatego prawda o Eucharystii jest tak bardzo atakowana od czasów reformacji, a i kapłaństwo jest w ustawicznym zagrożeniu. Diabłu nie może się podobać ani jedno, ani drugie i dlatego zwalcza wszelkimi możliwymi sposobami i środkami  prawdę o realnej obecności Chrystusa w Eucharystii i tak bardzo atakuje (szczególnie ostatnimi czasy) kapłaństwo, próbując je ośmieszyć zdyskredytować, zanegować, zohydzić przez bolesne i skandaliczne upadki słabych kapłanów.

św. Jan Maria Vianney powiedział: „Gdyby dobrze zrozumiano, kim jest kapłan na ziemi, można by umrzeć nie z przerażenia, lecz z miłości. Kapłaństwo to miłość Serca Jezusowego.”

W Roku Kapłańskim, ogłoszonym przez Papieża Benedykta i w Dniu Kapłańskim, jakim na pewno jest Wielki Czwartek -próbując sobie uświadomić jak wielki dar otrzymaliśmy w Eucharystii- módlmy się za kapłanów i o świętych kapłanów, aby  nigdy nie zabrakło tych, którym Chrystus powierzył sprawowanie największego cudu, CUDU EUCHARYSTII.

======================================
Homilia alternatywna II

Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? (J 13,12)

Największy Dar

Największy Dar z Ciała i Krwi jest nam ofiarowany przez Chrystusa, Syna Bożego w sposób bezkrwawy w czasie Ostatniej Wieczerzy w Wielki Czwartek, a w sposób krwawy w czasie Jego męki i śmierci na krzyżu w Wielki Piątek. Ponawia się on i uobecnia za każdym razem kiedy sprawujemy Eucharystię, która -jak mówi Sobór Vat. II jest szczytem, źródłem i centrum chrześcijańskiego życia. (Sacrosanctum Concilium n.10).

Jest to dar niezgłębionej miłości Boga do człowieka, dar miłości Boga, Który "tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (Jan 3:16), aby był naszym pokarmem. Pytanie Chrystusa zadane na zakończenie dzisiejszej Ewangelii odnosi się nie tylko do obmycia nóg, ale jeszcze bardziej do tego właśnie daru, do daru Eucharystii w której Syn Boży daje swoje Ciało i Krew "aby życie mieli i mieli je w obfitości" (Jan 10:10).

"Czy rozumiecie, co wam uczyniłem?" Czy rozumiecie, co wam daję? Czy rozumiecie, że tylko ten, "kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne?" (Jan 6:54). A my tak łatwo dyspensujemy się od uczestnictwa w Eucharystii, bo .... no właśnie, bo nie rozumiemy, bo nie pojmujemy, bo jesteśmy ślepi i głupi, i mamy tyle ważniejszych spraw na głowie. Ileż czasu, wysiłku, energii i pieniędzy poświęcamy życiu i zdrowiu doczesnemu, a jednocześnie nic, albo niewiele robimy dla życia wiecznego. Ileż czasu, wysiłku, pieniędzy poświęcamy pięknemu wyglądowi; jogging, gimnastyka, zdrowa dieta, operacje plastyczne, kosmetyki, a jednocześnie tak bardzo lekceważymy sobie nasze zdrowie duchowe i życie wieczne?

"Czy rozumiecie?" to pytanie zmusza do refleksji i do zastanowienia, zmusza do osobistej odpowiedzi. Tak wielu bowiem -niestety- nie rozumie i nie próbuje lub nawet nie chce zrozumieć, wielkości daru, jaki zostawia nam Chrystus w Eucharystii. Trzeba koniecznie na to pytanie „czy rozumiesz?” dać samemu sobie odpowiedź.

Ale jest i drugi aspekt Chrystusowego umycia nóg Apostołom. Chrystus umywa nogi swoim uczniom tuż przed Eucharystią. Po co? Aby byli czyści, aby w tej wielkiej tajemnicy uczestniczyli w czystości. To umycie nóg przed Eucharystią, czyż nie jest symbolem, znakiem sakramentalnej Spowiedzi ustanowionej przez Jezusa w dniu zmartwychwstania? "Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane." (Jan 20:22-23)

Warto być może jeszcze raz przytoczyć ten krótki dialog Chrystusa z Piotrem: "Rzekł do Niego Piotr: "Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał". Odpowiedział mu Jezus: "Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną".

Czyż nie o to właśnie chodzi w Spowiedzi? "Jeśli Cię nie obmyję, nie możesz mieć udziału ze mną". Nie mogę udawać i pretendować do uczestnictwa w Eucharystii jeśli jestem w stanie grzechu, w stanie lekceważenia Bożych przykazań, w stanie moralnego brudu. I znowu jeszcze raz wraca to samo pytanie: „Czy rozumiecie co wam uczyniłem”.

Lekceważymy Spowiedź, nie chcemy przyjąć ani zaakceptować jej konieczności, bo nie rozumiemy, bo nie chcemy zrozumieć ani tego, że Chrystus daje nam swoje prawdziwe Ciało i Krew a nie symbol, i jednocześnie chce nas do przyjęcia tego daru przygotować.

I Wielki Czwartek ma nam po prostu pomóc zrozumieć te dwie prawdy; prawdę o wielkości daru Eucharystii i prawdę o konieczności uczestnictwa w tym darze w stanie Łaski Uświęcającej. I to jest właśnie nic innego jak wyraz mojej wiary w Syna Bożego, Który nie tylko stał się człowiekiem ale i Pokarmem nażycie wieczne.

piątek, 3 kwietnia 2020

Niedziela Palmowa – rok A


Poświęcenie palm i procesja

Mt 21:1-11

Gdy się przybliżyli do Jerozolimy przyszli do Betfage na Górze Oliwnej, wtedy Jezus posłał dwóch uczniów i rzekł im: Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz znajdziecie oślicę uwiązaną i źrebię z nią. Odwiążcie je i przyprowadźcie do Mnie! A gdyby wam kto co mówił, powiecie: Pan ich potrzebuje, a zaraz je puści. Stało się to, żeby się spełniło słowo Proroka: Powiedzcie Córze Syjońskiej: Oto Król twój przychodzi do Ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy. Uczniowie poszli i uczynili, jak im Jezus polecił. Przyprowadzili oślicę i źrebię i położyli na nie swe płaszcze, a On usiadł na nich. A ogromny tłum słał swe płaszcze na drodze, inni obcinali gałązki z drzew i ścielili na drodze. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno: Hosanna Synowi Dawida! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie! Hosanna na wysokościach! Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto, i pytano: Kto to jest? A tłumy odpowiadały: To jest prorok, Jezus z Nazaretu w Galilei.

lub

J 12:12-16

Nazajutrz wielki tłum, który przybył na święto, usłyszawszy, że Jezus przybywa do Jerozolimy, wziął gałązki palmowe i wybiegł Mu naprzeciw. Wołali: Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie oraz Król izraelski! A gdy Jezus znalazł osiołka, dosiadł go, jak jest napisane: Nie bój się, Córo Syjońska! Oto Król twój przychodzi, siedząc na oślęciu. Z początku Jego uczniowie tego nie zrozumieli. Ale gdy Jezus został uwielbiony, wówczas przypomnieli sobie, że to o Nim było napisane i że tak Mu uczynili.

Msza Święta

Iz 50:4-7

Pan Bóg Mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał przyjść z pomocą strudzonemu, przez słowo krzepiące. Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył Mi ucho, a Ja się nie oparłem ani się cofnąłem. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym Mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg Mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam.

Flp 2:6-11

On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM - ku chwale Boga Ojca.

*******************************************************
EWANGELIA DŁUŻSZA Mt 26, 14 - 27, 66

Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa według św. Mateusza
*******************************************************



Hosanna i ukrzyżuj

Te dwa okrzyki słyszymy niejako obok siebie w dzisiejszej liturgii słowa. W rzeczywistości dzielił je niecały tydzień czasu. W niedzielę Jezus jest uwielbiany przez tłumy, w piątek -prawdopodobnie te same tłumy- domagają się Jego śmierci.

Często tak bywa i w naszym życiu, że po dniach chwały przychodzą nagle dni klęski i poniżenia, dni trudne i straszne. To jest właśnie życie i kto chciałby żyć jedynie w chwale ten żyłby w zakłamaniu, w nierealnym świecie ułudy.

Warto jednak pamiętać, że nie ja pierwszy i na pewno nie ja ostatni przeżywam tego rodzaju wzloty i upadki. Wielu było przede mną i wielu będzie po mnie. Pozostaje tylko pytanie: "Jak przyjmuję te zmienne koleje losu? Czy mam świadomość, że zarówno ludzka chwała i uwielbienie, jak i ludzka pogarda i nienawiść są przemijające?" Liczy się tak naprawdę tylko moja wartość wewnętrzna i to jak mnie widzi i ocenia Bóg. Liczy się nie doczesność a wieczność. A wszystko co przeżywam obecnie jest tylko drogą do wieczności. Jeśli potrafię zrozumieć tę prawdę nie będą mnie tak naprawdę poruszały ani chwile pozornej ludzkiej chwały, ani nie będą mną wstrząsały momenty ludzkiej zawiści, podłości i głupoty.

Nie wolno zapomnieć, że po Niedzieli Palmowej z jej okrzykiem „Hosanna” przychodzi Wielki Piątek z wołaniem „Ukrzyżuj”, ale też po Wielkim Piątku przychodzi Niedziela Zmartwychwstania, z jej prawdą: „Ja jestem Zmartwychwstanie i Życie, kto wierzy we mnie, choćby i umarł żyć będzie”.

Ukrzyżowanie i Śmierć

Kiedy dowleczono w końcu Skazańca na miejsce straceń był u kresu sił, całkowicie wyczerpany i niezdolny do najmniejszego wysiłku, a przecież czekało Go jeszcze najgorsze. Trzymał się na nogach już chyba tylko mocą swej boskiej woli. Scena egzekucji przedstawiona w filmie „Pasja” jest chyba jedną z najbardziej wstrząsających scen nie tylko w tym filmie, ale i w całej historii kina. Człowiek, który ma za sobą noc przesłuchania i biczowania, długą drogę z ważącym ponad 50kg krzyżem, wycieńczony, wykrwawiony, poraniony, obolały, ledwie żywy ma przed sobą jeszcze bezlitosną, straszliwą egzekucję. I ten „oto Człowiek”, Syn Boży, leżący już na krzyżu, rozciągnięty na siłę, aby dopasować przygotowane uprzednio dziury w krzyżu do Jego ramion, ten Człowiek, Który nie jest już nawet do człowieka podobny, modli się resztką sił i wstawia się za swoimi oprawcami: „Ojcze wybacz im, bo nie wiedzą co czynią”. (Łk 23,34) Pamiętam tę scenę i Jego zaschnięte wargi, usta pełne zakrzepłej krwi szepczące tę modlitwę. Kiedy kilka lat temu oglądałem film pamiętam, że właśnie w tym miejscu po raz drugi nie mogłem powstrzymać łez cisnących się do oczu. Pierwszą sceną, gdzie łzy same popłynęły był moment kiedy w czasie drogi krzyżowej oczy Jezusa -przy którymś z kolejnych upadków- spotkają się z oczami Jego Matki. Klęczą oboje naprzeciwko siebie i On wypowiada z ogromnym wysiłkiem i bólem, ale i z jakąś przejmująca, wewnętrzną radością słowa: „Oto czynię wszystko nowe”. I wtedy zrozumiałem, że tak właśnie wygląda Bóg, Który na nowo stwarza świat zniszczony przez człowieka. I po raz drugi nie mogłem pohamować łez, kiedy widziałem te skrwawione, opuchnięte wargi Syna Bożego modlącego się za swoich oprawców, którzy właśnie rozciągają go na krzyżu wyrywając stawy barkowe i łokciowe Jego rąk. I pomyślałem wtedy, a właściwie modliłem się: „Ojcze wybacz nam, bo doprawdy nie wiemy co czynimy.”

Prawie 25 lat temu, zaraz po moich święceniach byłem na parafii w południowej Polsce, gdzie akurat budował się kościół. Na wiosnę -jakoś niedługo po Wielkanocy- podszedł do mnie pewnego, sobotniego ranka człowiek. Miał wtedy tyle lat ile ja teraz, czyli niewiele ponad 50, ale wyglądał na znacznie starszego. Wyglądał co najmniej na siedemdziesięciolatka. Podszedł i poprosił o spowiedź.
- Dobrze, chodźmy do kościoła, do konfesjonału, to pana wyspowiadam - odpowiedziałem.
- Ale ja nie byłem do spowiedzi ponad 40 lat – odrzekł proszący.
- No cóż, to nie mamy już ani chwili do stracenia – odrzekłem. I weszliśmy do kościoła.

Była to spowiedź człowieka, o której oczywiście nic powiedzieć nie mogę. Ale po spowiedzi zaprosiłem go do siebie i przegadaliśmy cały dzień. A właściwie nie przegadali, bo on tylko bardzo spokojnie i z jakąś niesamowitą melancholią i niezwykłym pokojem w oczach odpowiadał na zadawane mu pytania. Okazało się, że nie był do spowiedzi przez ponad 40 ostatnich lat, bo spędził je w obozie przymusowej pracy na Kamczatce, przy wyrębie drzewa. Kiedy go tam wywieziono miał zaledwie 12 lat i mieszkał w jednym z wielkich miast wschodniej, przedwojennej Polski. Ojciec by oficerem Wojska Polskiego, matka nauczycielką, starsza siostra lekarzem, a brat księdzem. Wiadomo, wszystkie powody ku temu, aby znaleźć się tam, gzie się znalazł. Nie zna losów ojca, przypuszcza że zginął w jednym z obozów jenieckich w Ostaszkowie lub Katyniu, ale o tym dowiedział się dopiero po powrocie ze zsyłki, tj. w 1982 roku. Matkę odwiedził raz w życiu, bo była w obozie pracy na Kamczatce, zaledwie 400 km od jego obozu, gdzie on przez 40 lat codziennie, z jednym dniem przerwy co10 dni wyrąbywał drzewo. O bracie i siostrze nie wie nic. Długo by opowiadać historie, których słuchaliśmy przez cały ten sobotni dzień po Wielkanocy 1982 roku. Przypomnę może jednak tylko to, co opowiadał ten człowiek o swojej najdłuższej podróży do Polski, która trwała ponad dwa lata. Kiedy w 1980 roku skończyła mu się kara 40 lat przymusowych robót, miał wtedy już 52 lata. Takich jak on, którzy przeżyli (chyba cudem) te lata katorgi było około 11 tysięcy. Z kilkudziesięciu obozów pracy na Kamczatce wyruszyła na piechotę do najbliższej stacji kolejowej w Komsomolsku na Amurze długa kawalkada więźniów. Ponad 6 tysięcy kilometrów dzieli te dwa miejsca na dalekiej rosyjskiej północy. Szli na piechotę, dniami i nocami przez tundrę i tajgę, eskortowani przez żołnierzy Armii Czerwonej, którzy też, tak jak oni sami byli skazańcami. Droga ta trwała prawie 10 miesięcy, a z 11 tysięcy więźniów dotarło do celu jedynie około półtora tysiąca. Reszta zmarła po drodze z głodu, z zimna, z wycieńczenia, z chorób, których nie miał kto ani diagnozować, ani leczyć. „Kiedy ktoś padał po drodze, to się nawet cieszyliśmy” –mówi opowiadający. I dodaje „bo jego racja żywnościowa, składająca się z kilku kilogramów suchego chleba i zasuszonego, zmrożonego mięsa zostawała do podziału dla tych, którzy szli dalej”.

Droga krzyżowa Chrystusa trwa nadal. A kiedy w końcu dotarli do celu, do stacji kolejowej .... nikt na nich nie czekał i trzeba jeszcze było czekać kilka tygodni koczując w okolicach stacji, pod gołym niebem zanim w końcu podstawiono pociąg, który przez następne trzy miesiące wiózł ich bardzo wolno do Moskwy. Co było dalej i jak ich przyjęto po 40 latach w bardzo zmienionym świecie, można znaleźć w książce wydanej przez ludzi, którzy słuchali opowiadań tego człowieka. Co jednak pozostało mi na długie lata, to wzrok tego człowieka, kiedy ktoś zapytał go, czy nie chciałby się zemścić szukać sprawiedliwości za to, że zabrano mu i zmarnowano właściwie całe życie. Jego odpowiedź była bardzo spokojna, jego oczy niezwykle przejrzyste i jasne. A odpowiedział słowami Chrystusa: „A po co się mścić? Po co szukać sprawiedliwości? Przecież ci ludzi nie wiedzieli co robią. On byli tak zaślepieni żądzą władzy, żądzą zła, że tak naprawdę to chyba nie wiedzieli co z nami robią. Pilnowali nas, tacy jak i my skazańcy z Armii Czerwonej. A różnili się od nas tylko tym, że nie pracowali przy wyrębie drzew i nosili nie naładowane karabiny.” Po co się mścić. Zemsta nic nie daje, tylko pomnaża zło.”

Kiedy oglądałem film „Pasja” i słyszałem modlitwę krzyżowanego Jezusa, przypomniały mi się słowa tego człowieka, który przed wielu laty wyraził bardzo prosto jedną z najgłębszych prawd : „zemsta nie daje nic, pomnaża tylko zło, trzeba nauczyć się wybaczać”.

I to wszystko działo się w XX wieku, w 1980 i 1981 roku. To nie jest zapadła, odległa, barbarzyńska przeszłość, to nie dzieje się w niecywilizowanym, barbarzyńskim świecie. To działo się w XX wieku, w kraju, który należy, czy też rości sobie pretensje do miana ekonomicznych i technologicznych potęg współczesnego świata. Tak dzieje się i takie przykłady można znaleźć w wielu innych krajach współczesnego, cywilizowanego świata. Warto może jeszcze raz przypomnieć, że codziennie ginie na świecie 383 chrześcijan, rocznie ponad 130 tysięcy. Chrześcijanie giną w Indonezji, Pakistanie, Indiach, bestialsko mordowani są w krajach arabskich, Libanie, Kuwejcie, Arabii Saudyjskiej, Emiratach Arabskich, eksterminowani w afrykańskich krajach takich jak Egipt, Sudan, Uganda, Somalia, zabijani w Wietnamie, Laosie, Korei Północnej, Chinach, na Kubie, prześladowani za swoje poglądy nawet w cywilizowanej Europie. Świat oszalałby w protestach gdyby to chrześcijanie mordowali, ale że to oni są mordowani nikt się nie odzywa, nikt nie protestuje, nikt o tym nawet nie wspomina.

A mimo to Chrystus powtarza ustawicznie przez wieki te niesamowite słowa: „Ojcze wybacz im, bo nie wiedzą co czynią”. (Łk 23,34). A my Go jeszcze oskarżamy, że to On jest przyczyną tych wszystkich nieszczęść i okrucieństw ...

Czyżby ta trwająca 2000 lat droga krzyżowa naszego Zbawiciela niczego nas nie nauczyła? Czyżby Jego Męka i Jego nauka miały być bezużyteczne? Nie przebaczę, nie odpuszczę, do grobowej deski będę to pamiętał!!! Jakże często słyszymy takie słowa z ust chrześcijan, z ust wierzących i praktykujących katolików? Czy nie znaczy to, że ci ludzie po prostu nic nie zrozumieli z katolicyzmu, z wiary, z nauczania Chrystusa? Nic nie zrozumiałem z Jego nauczania na Górze, nic z Jego przypowieści, absolutnie nic z Jego przykładów i czynów, jeśli nie umiem wybaczać, jeśli mam za „dobrą pamięć” szczególnie do grzechów cudzych.

Zapiekła złość, zacięta chęć zemsty, odegrania się, odpłacenia złem za zło, pragnienie postawienia na swoim, nieumiejętność wybaczenia, noszenie urazy w sercu ... czy to wszystko nie jest najgłębszym zaprzeczeniem, unicestwieniem Męki i Śmierci Jezusa Chrystusa, który z wysokości krzyża, czy raczej z dna upodlenia modli się: „Ojcze wybacz im, bo nie wiedzą co czynią”. (Łk 23,34).

I jeszcze jednej, ostatniej i najbardziej niesamowitej lekcji udziela nam Chrystus na krzyżu, kiedy już u kresu swojego życia widząc, że wykonało się wszystko: ”... zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego.” (Łk 23:46). Jest to lekcja całkowitego zaufania, zawierzenia Bogu, aż do końca, o co tak trudno, coraz trudniej w dzisiejszych czasach pełnych zadufanych, zadufanych, zapatrzonych w siebie ludzi.