menu

piątek, 9 sierpnia 2024

XIX niedziela okresu zwykłego Rok B

Wprowadzenie – Chrystus zapraszając nas na Eucharystię mówi wprost: „Ja jestem chlebem życia, który z nieba zstępuje: … Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.” I po to właśnie tutaj przyszedłeś, aby spożywać chleb życia wiecznego. Byłoby smutno, gdybyś przegapił tę okazję.

PIERWSZE CZYTANIE  -  1 Krl 19, 4-8

Cudowny pokarm przywraca siły Eliaszowi

Czytanie z Pierwszej Księgi Królewskiej

Eliasz poszedł na pustynię na odległość jednego dnia drogi. Przyszedłszy, usiadł pod jednym z janowców i pragnąc umrzeć, powiedział: «Wielki już czas, o Panie! Zabierz moje życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków». Po czym położył się pod jednym z janowców i zasnął.

A oto anioł, trącając go, powiedział mu: «Wstań, jedz!»

Eliasz spojrzał, a oto przy jego głowie podpłomyk i dzban z wodą. Zjadł więc i wypił, i znów się położył.

Ponownie anioł Pański wrócił i trącając go, powiedział: «Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga». Powstawszy, zatem, zjadł i wypił. Następnie umocniony tym pożywieniem szedł czterdzieści dni i czterdzieści nocy aż do Bożej góry Horeb.

Oto słowo Boże.

PSALM RESPONSORYJNY  -  Ps 34 (33), 2-3. 4-5. 6-7. 8-9 (R.: por. 9a)

Refren: Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry.
Będę błogosławił Pana po wieczne czasy, *
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem, *
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.
Refren.
Wysławiajcie razem ze mną Pana, *
wspólnie wywyższajmy Jego imię.
Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał *
i wyzwolił od wszelkiej trwogi.
Refren.
Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością, *
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał, *
i uwolnił od wszelkiego ucisku.
Refren.
Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych, *
aby ich ocalić.
Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry, *
szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.
Refren.

DRUGIE CZYTANIE  -  Ef 4, 30 – 5, 2
Naśladować Boga, który objawił swoją miłość w Chrystusie

Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Efezjan

Bracia:

Nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia. Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważanie – wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg wam przebaczył w Chrystusie.

Bądźcie, więc naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane, i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na woń miłą Bogu.

Oto słowo Boże.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ - J 6, 51ab

Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba.
Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

EWANGELIA - J 6, 41-51

Chleb żywy, który zstąpił z nieba

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Żydzi szemrali przeciwko Jezusowi, dlatego że powiedział: «Ja jestem chlebem, który z nieba zstąpił». I mówili: «Czyż to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę my znamy? Jakżeż może On teraz mówić: Z nieba zstąpiłem».

Jezus rzekł im w odpowiedzi: «Nie szemrajcie między sobą! Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. Napisane jest u Proroków: „Oni wszyscy będą uczniami Boga”. Każdy, kto od Ojca usłyszał i przyjął naukę, przyjdzie do Mnie. Nie znaczy to, aby ktokolwiek widział Ojca; jedynie Ten, który jest od Boga, widział Ojca. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne.

Ja jestem chlebem życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: Kto go je, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata».

Oto słowo Pańskie.

Homilia

Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne

Oburzenie i zdziwienie Żydów jest w pewnym sensie zrozumiałe. Jezus bowiem pretenduje do najwyższej godności, jaką można sobie wyobrazić, do godności Syna Bożego, do rangi Boga samego, co na pewno dla wierzących Żydów było oburzające i szokujące. Z drugiej jednak strony Jezus nie mówi tego bez pokrycia. To co mówi i do czego pretenduje poświadcza swoimi czynami, daje świadectwo w cudach przez siebie zdziałanych. I stąd ma prawo oczekiwać wiary i zawierzenia, ma prawo przypuszczać, że słowa Jego będą uznane i zaakceptowane. W dzisiejszej dyskusji z Żydami udowadnia w sposób niemalże "matematyczno-logiczny", że jest On rzeczywiście posłanym przez Ojca Mesjaszem - Synem Bożym, Chlebem na Życie Wieczne, że wierzyć w Niego, to mieć życie wieczne, że zaufać Mu, to poznać Boga Ojca. I wtedy zatwardziałość Jego słuchaczy staje się zadziwiająca. W tym właśnie kontekście widzieć można, jak bardzo ludzki upór, zatwardziałość ludzkiego serca, może ograniczyć nawet Boże działanie.

Dziwimy się Żydom, że nie przyjęli Dobrej Nowiny. Dziwimy się ich zatwardziałości i ich uporowi, ich obojętności i zarozumiałości, ale spójrzmy na siebie samych ... Czy ja przyjmuję Słowo Boże z otwartością? Czy ja chętnie karmię się Ciałem Pańskim? Czy ja zawierzyłem i zaufałem Chrystusowi? Czy nie jest tak, że i ja się gorszę, że i ja odrzucam Go w imię mojego rozumu i mojej ludzkiej logiki?

Niewątpliwie nie jest łatwo przyjąć i uwierzyć do końca i bez zastrzeżeń. Niewątpliwie zawsze pozostaje odrobina wątpliwości i niezrozumienia, bo Boże drogi nie są naszymi drogami, ani Boże myśli naszymi myślami, ale czy ostatecznie nie powinienem zrewidować właśnie w świetle tej Bożej i czasami szokującej nauki całego mojego życia? A może jeszcze prościej: "Czy ja naprawdę uwierzyłem Chrystusowi bez zastrzeżeń? " Czy moja wiara nie jest tylko asekuracją, na wypadek gdyby jednak po śmierci coś było ...? Tak bowiem często bywa, że oficjalnie wierzę, ale kiedy Bóg stawia przede mną bardzo konkretne i czasami trudne wymagania, to buntuje się mój rozum, moje serce, mój zdrowy rozsądek ... jak u Żydów, którzy nie mogli zrozumieć, jak to jest możliwe, że ktoś kogo znają, ma czelność czynić się Synem Bożym! Ich rozum, ich serce, ich zdrowy rozsądek nie był wcale daleki od naszego rozumu i naszego zdrowego rozsądku ...

Czy ja spożywam Chleb Żywy, aby żyć na wieki, czy też mój zdrowy rozsądek się temu sprzeciwia i lekceważy zaproszenie?


Homilia II

Jakie jest znaczenie słów Chrystusa z dzisiejszej Ewangelii?

Jak ja odnoszę te słowa do mnie samego, do mojego codziennego życia? „Ja jestem chlebem życia. To jest chleb, który z nieba zstępuje: Kto go je, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.” Jeśli przed dłuższy czas nie jedlibyśmy śniadania, obiadu czy kolacji, nie mamy szans na przeżycie. Dlaczego więc dziwimy się, że wiara w nas umiera, że karłowacieje, że staje się martwa i bez znaczenia, skoro nie żywimy się chlebem życia? Bez Eucharystii człowiekowi grozi zwątpienie, anemia duchowa, obumieranie oraz poddanie się kryzysom – egzystencjalna bierność i nijakość okraszona jałowością istnienia. Bez Eucharystii przejmowanej regularnie i z miłością nie mam szans na przeżycie. Bez Eucharystii umieram. A to przecież Ojciec daje nam na pokarm Ciało swojego Syna, „abyśmy życie mieli i mieli je w obfitości.” Bez Niego nie mamy możliwości przeżycia. Bez Niego nic uczynić nie możemy. Wydaje nam się tylko, że żyjemy, że nam się powodzi, że jesteśmy zdrowi. Łudzimy się, że bez przyjmowania pożywienia możemy żyć. Tylko tak na dobrą sprawę, kto się tym przejmuje, skoro cała nasza rzeczywistość została zredukowana do doczesności?

Niestety w dzisiejszych czasach prawda ta jest coraz bardziej lekceważona i odrzucana, bo znajdujemy tysięczne usprawiedliwienia i tłumaczenia, bo nie mamy czasu, bo jesteśmy zbyt zajęci, bo to za bardzo wymagające, bo myśleć nam się nie chce, bo to za trudne, bo pochłania nas tak wiele innych, „bardziej naglących” spraw, bo dzieci, bo praca, bo odpoczynek, bo utrzymanie domu, itp., itd. Bardzo często ludzie skarżą się: „coś się we mnie wypaliło, moje życie stało się bezsensowe, nie umiem sobie poradzić, wiara we mnie wygasła …”, a zapominają, że przyczyną tego stanu jest po prostu duchowy głód, niedożywienie, niedosyt pożywienia. Eucharystia jest chlebem, czyli codziennym pokarmem do jedzenia, a nie do oglądania i odkładania „na później”. Jeśli chcesz mieć siły, życie, jeśli chcesz iść do przodu i nie umrzeć– bierz i jedz!

Prawdy, niby tak oczywiste w życiu codziennym, są jednocześnie tak bardzo zapomniane i lekceważone w naszym życiu duchowym. Zastanawiam się nawet; po co, dlaczego Chrystus ustanowił Eucharystię i zachęcił wprost do jej spożywania: „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje, bierzcie i pijcie, to jest Krew moja, to czyńcie na moją pamiątkę”? Czy naprawdę chodziło Mu tylko o podniosłe i eufemiczne symbole? Czy pragnął jedynie udziwnić wiarę, zostawić nam coś bez znaczenia i bez sensu? Czy rzeczywiście chodziło Mu jedynie o jakieś nadzwyczajne i niezrozumiałe praktyki i ceremonie?

Niby chcemy żyć, szukamy sposobów na przedłużenie naszego życia, stosujemy różnego rodzaju diety, mnożymy coraz to bardziej wymyślne kuracje i z poświeceniem uprawiamy sport, poddajemy się wymogom zdrowego żywienia, fitnessu, a jednocześnie lekceważymy to, co daje nam życie wieczne. Dlaczego? Czy nie jest tak, dlatego, że my po prostu nie wierzymy słowom Chrystusa: „Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.” Jeśli nie zrozumiemy tych słów dosłownie, jeśli nie będziemy się posilać Jego Ciałem pomrzemy. To On sam mówi przecież: „Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich.” (J8,24). A nam się wydaje, że są to tylko puste słowa, że całe to gadanie o chlebie i o życiu wiecznym, jest tylko retorycznym chwytem reklamowym. Nie przywiązujemy do tego wagi, nie traktujemy tego poważnie, nie przejmujemy się tym, na co dzień, bo gdzieś w głębi duszy boimy się tego, obawiamy się, że przyjęcie tych słów poważnie, wymagałoby od nas zbyt wiele i stawiałoby nas w niewygodnej sytuacji.

Oczywiście, człowiek sam z siebie i niepoddający się działaniu Ducha Świętego nie jest w stanie przyjąć i uznać nauki o Chlebie Życia. Tylko chrześcijanin przemieniony przez Ducha odkrywa w Eucharystii moc do codziennego kroczenia ku Ojcu. Jak mówi św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian: „ … bez pomocy Ducha Świętego nikt nie może nawet powiedzieć: Panem jest Jezus.” (1 Kor 12,3). To dopiero Duch Święty, mocą, Którego dokonuje się przeistoczenie chleba i wina w Ciało i Krew, uzdalnia nas do przyjęcia i uznania życiodajnej siły Eucharystii. Dopóki nie pozwolimy prowadzić się Duchowi, nie zrozumiemy i nie przyjmiemy w pełni tego, co daje nam Ojciec w Ofierze Ciała i Krwi swojego Syna. Bez Ducha świętego całe nasze uczestnictwo w liturgii będzie tylko bardziej lub mniej powierzchowne i bez znaczenia dla naszego życia doczesnego i wiecznego.

To do ciebie mówi Chrystus: „bierz i jedz, to jest Ciało moje na życie wieczne.

Modlitwa wiernych

Wprowadzenie – Z pokorą i ufnością prośmy Ducha Świętego o pomoc w zrozumieniu i przyjęciu Eucharystii.

    • za Ojca świętego, biskupów i kapłanów, aby z Eucharystii czerpali siłę do codziennego głoszenia Dobrej Nowiny … Ciebie prosimy,
    • za Kościół Chrystusowy, aby nigdy nie przestawał karmić nas Słowem i Ciałem Pańskim … Ciebie prosimy,
    • za tych, którzy odeszli od praktyki regularnej Spowiedzi i Komunii Świętej, aby pod działaniem Ducha wrócili do źródła życia wiecznego … Ciebie prosimy,
    • za przyjmujących Chleb Życia, aby nigdy nie lekceważyli konieczności życia w Łasce Uświęcającej … Ciebie prosimy,
    • za nas samych, aby częsta Eucharystia stała się rzeczywiście centrum naszego życia … Ciebie prosimy,

Zakończenie – Ojcze nieskończenie dobry, dający nam życie w Ciele i Krwi Twojego Syna, prowadź nas w Duchu Świętym do radości życia wiecznego, gdzie Ty żyjesz na wieki wieków. Amen

Słowo przed rozesłaniem – Rozesłanie: „Idźcie, Ofiara spełniona”, czy „Idźcie w pokoju Chrystusa” to jakby powtórzenie zachęty skierowanej do Eliasza: „wstań, jedz i idź aż do Bożej góry Horeb”. Przed nami daleka droga do Królestwa, ale nie upadniemy, jeśli żywić się będziemy Ciałem i Krwią Syna Bożego.

 

wtorek, 6 sierpnia 2024

Mów do ludzkich sumień

 Od 2019 roku napisałem 5 książek z serii: Mów do ludzkich sumień

Trzy pierwsze książki: Mów I, II i III  z tej serii, a więc:

1 – „Mów do ludzkich sumień
2 –  „Mów do ludzkich sumień  2. Wiara, nauka i Prawda”
3 –  „Mów do ludzkich sumień  3. Przewodnik dla mających kłopoty ze spowiedzią”:

są dostępne już tylko w formatach .EPUB, .MOBI i .PDF na czytniki Kindle i aplikacje Kindle na smartfonach i tabletach.

Zamówienie na stronie:
www.kindle.kazania.org
http://kindle.kazania.org

Cena jednego egzemplarza wirtualnego 10 zł, czyli za trzy książki 30 zł


Książka „Mów do ludzkich sumień IV – 1. Alfabet Bożego Miłosierdzia od A do M”. Książka ta, to ponad 500 cytatów, myśli, refleksji na temat Bożego Miłosierdzia.

jest dostępna w formie drukowanej na stronie:
www.mow4.kazania.org

Cena 40 zł


Jej kontynuacja: "Mów do ludzkich sumień IV – 2. Alfabet Bożego Miłosierdzia od N do Z" w przygotowaniu


Książkę „Mów do ludzkich sumień V. Modlitwa i Poezja Religijnaw formie drukowanej można zamówić na stronie:
mow5.kazania.org

Cena 20 zł

 

 

piątek, 2 sierpnia 2024

XVIII Niedziela w ciągu roku – B

 Wj 6,2-4.12-15

Bóg rozmawiał z Mojżeszem i powiedział mu: Jam jest Jahwe. Ja objawiłem się Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi jako Bóg Wszechmocny, ale imienia mego, Jahwe, nie objawiłem im. Ponadto ustanowiłem też przymierze moje z nimi, że im dam kraj Kanaan, kraj ich wędrówek, gdzie przebywali jako przybysze. Mojżesz wymawiał się przed Panem mówiąc: Jeśli Izraelici nie chcą mię słuchać, jakże faraon będzie słuchał mnie, któremu mówienie sprawia trudność? Pan powiedział do Mojżesza i Aarona i dał im rozkaz dla Izraelitów i dla faraona, króla egipskiego, aby pozwolił wyjść Izraelitom z ziemi egipskiej. Oto naczelnicy rodów: synowie Rubena, pierworodnego Izraela: Henoch i Pallu, Chesron i Karmi; to są rodziny Rubena. Synowie Symeona: Jemuel, Jamin, Ohad, Jakin, Sochar i Szaul, syn Kananejki; to są rodziny Symeona.

Ef 4,17.20-24

To zatem mówię i zaklinam [was] w Panu, abyście już nie postępowali tak, jak postępują poganie, z ich próżnym myśleniem, Wy zaś nie tak nauczyliście się Chrystusa. Słyszeliście przecież o Nim i zostaliście pouczeni w Nim - zgodnie z prawdą, jaka jest w Jezusie, że - co się tyczy poprzedniego sposobu życia - trzeba porzucić dawnego człowieka, który ulega zepsuciu na skutek zwodniczych żądz, odnawiać się duchem w waszym myśleniu i przyoblec człowieka nowego, stworzonego według Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości.

J 6,24-35

A kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa, a także Jego uczniów, wsiedli do łodzi, przybyli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: Rabbi, kiedy tu przybyłeś? W odpowiedzi rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec. Oni zaś rzekli do Niego: Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże? Jezus odpowiadając rzekł do nich: Na tym polega dzieło /zamierzone przez/ Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał. Rzekli do Niego: Jakiego więc dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Dał im do jedzenia chleb z nieba. Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu. Rzekli więc do Niego: Panie, dawaj nam zawsze tego chleba! Odpowiedział im Jezus: Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.



Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie ...

Jesteśmy bardzo często jak ludzie z dzisiejszej Ewangelii, szukający Chrystusa dla swoich przyziemnych celów. Spragnieni raczej doczesności i szukający zaspokojenia naszych materialnych potrzeb nie zwracamy uwagi na coś głębszego i (dla naszych zgłodniałych oczu) zakrytego. O gdyby się tak objawił nam się jako rozmnażający chleb, a jeszcze lepiej dolary lub Euro ... Niewątpliwie wszyscy bylibyśmy gotowi mu uwierzyć, ogłosić go co najmniej prezydentem lub ministrem finansów. Ale że nam proponuje jakiś tam eufemiczny i euforyczny "chleb życia" ... któż by się takimi banialukami przejmował. Spróbuj powiedzieć te słowa Chrystusowe o chlebie życia swojemu szefowi w pracy, albo nawet swojej koleżance, z którą pracujesz w tym samym pokoju biurowym ... i co? jaka byłaby reakcja? Uśmiech politowania na twarzy "zaczepionego", wymowny gest palcem na czole, zdziwienie i strach w oczach ... Ale kiedy pojawiają się "prorocy" w rodzaju Millera, który jak nowy Mojżesz wprowadza nas do "ziemi obiecanej" lub Tymińskiego (czy go jeszcze ktoś pamięta po 15 latach?), to iluż jest gotowych takim „prorokom” uwierzyć?

Troszczymy się bardzo o ten chleb, który ginie, troszczymy się bardzo o doczesność. Ale czy czasami nie zapominamy o czymś daleko ważniejszym? Ile wagi i uwagi przykładamy do wykształcenia (niekoniecznie religijnego) naszych dzieci? Ile troski i zakrzątania zajmuje nam urządzenie mieszkania, budowa domu, urządzenie ogródka ... a ile czasu i uwagi poświęcamy naszym sprawom religijnym i duchowym? Troszczymy się za bardzo o ten chleb, który ginie, zaniedbując jednocześnie coś daleko ważniejszego. Łakniemy i pragniemy, pożądamy i nie mamy, ... i stale biedni jesteśmy i stale ubodzy, stale głodni i nienasyceni ... Dlaczego?

Dlaczego tak łatwo wierzymy wszystkim "doczesnym prorokom" obiecującym nam ziemski, doczesny raj, który stale ukrywa się za kolejnym zakrętem historii, a tak trudno jest nam uwierzyć i zaufać Chrystusowi? Troszczymy się bardzo o pokarm, który ginie i który nasycić nie może, a lekceważymy sobie całkowicie pokarm, który daje życie wieczne. Dlaczego \?

Odmień Panie nasze serca, abyśmy dostrzegli, co naprawdę jest nam do życia potrzebne.

piątek, 26 lipca 2024

XVII Niedziela w ciągu roku – B

 2Krl 4,42-44

Pewien człowiek przyszedł z Baal-Szalisza, przynosząc mężowi Bożemu chleb z pierwocin, dwadzieścia chlebów jęczmiennych i świeżego zboża w worku. On zaś rozkazał: Podaj ludziom i niech jedzą! Lecz sługa jego odrzekł: Jakże to rozdzielę między stu ludzi? A on odpowiedział: Podaj ludziom i niech jedzą, bo tak mówi Pan: Nasycą się i pozostawią resztki. Położył, więc to przed nimi, a ci jedli i pozostawili resztki - według słowa Pańskiego.

Ef 4,1-6

A zatem zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich.

J 6,1-15

Potem Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili? A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział, bowiem, co miał czynić. Odpowiedział Mu Filip: Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł, choć trochę otrzymać. Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu? Jezus, zatem rzekł: Każcie ludziom usiąść! A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli, więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus, więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło. Zebrali, więc i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.




Wprowadzenie do Mszy świętej

Starotestamentalne wydarzenie z Księgi Królewskiej, gdzie Elizeusz poleca nakarmić stu ludzi dwudziestoma chlebami jest tylko cieniem, zapowiedzią tego, co dokonuje się przez ręce Chrystusa. W opisanym przez św. Jana wydarzeniu Chrystus pięcioma chlebami i dwoma rybami nakarmił wielotysięczną rzeszę słuchających go. Ale i to jest jedynie zapowiedzią innego, większego cudu, jaki dokonuje się już od ponad dwóch tysięcy lat na wszystkich ołtarzach świata.


Homilia

Cudowne rozmnożenie chleba

Starotestamentalne wydarzenie z Księgi Królewskiej, gdzie Elizeusz poleca nakarmić 100 ludzi dwudziestoma chlebami jest tylko cieniem, zapowiedzią tego, co dokonuje się przez ręce Chrystusa. W opisanym przez Jana wydarzeniu Chrystus pięcioma chlebami i dwoma rybami nakarmił wielotysięczną rzeszę słuchających go. Ale i to jest jedynie zapowiedzią innego, większego cudu, jaki dokonuje się już od dwóch tysięcy lat na wszystkich ołtarzach świata. Niestety, my tego cudu jakby nie chcemy dostrzec, nie chcemy go przyjąć. Oto Chrystus daje się na pokarm pod postacią chleba w cudowny sposób przemienianego w Jego Ciało a tak niewielu jest tych, którzy chcą to Jego Ciało przyjmować, tak niewielu, a nawet coraz mniej jest tych, którzy chcą w tym cudzie uczestniczyć. W wielu wypadkach uczestnictwo to ogranicza się do I Komunii Świętej i białego tygodnia, a później zapomina się o tym na całe lata, a później nie ma czasu, jest się zmęczonym, jest tyle innych spraw do załatwienia, tyle innych wymówek, aby tylko nie uczestniczyć w Eucharystii - Cudownym Rozmnożeniu Eucharystycznego Chleba...  Według statystyk za 2016 rok zaledwie 36,7% katolików (ludzi deklarujących się, jako katolicy) uczestniczyło w niedzielnej Eucharystii, a do Komunii Świętej przystąpiło 16%.

Święty Papież Jan Paweł II w swej Encyklice "Ecclesia de Eucharista" nauczał i z mocą przypominał, że wszyscy z tegoż Chleba żyjemy, że jest to najistotniejszy pokarm chrześcijanina, że dla wierzącego nie ma ważniejszego spotkania i ważniejszego wydarzenia niż niedzielna Msza Święta... i co? Kto bierze te słowa poważnie?

Ktoś pięknie napisał: "Przychodzi Pan, jako Chleb Żyjący i Dawca Wody Żywej. Te Święte Boskie Dary potrafią człowieka rozproszonego jak złom na śmietnikach świata, zintegrować i wywyższyć - przywrócić mu godność człowieczeństwa. I znów, na nowy sposób odkrywa człowiek, że podstawą Bożej Rzeczywistości jest udzielanie się Miłości." Tylko, kto się tym przejmuje? Kogo to obchodzi? "Chrystus Pan karmi nas swoim Świętym Ciałem..." śpiewamy w jednej z pieśni eucharystycznych... tylko, że to On nas chce karmić, ale my nie chcemy, bo wolimy nasz chleb codzienny..., chleb naszych zmartwień i chleb naszej egzystencji na poboczach Bożej Miłości. Gdyby dał nam tego chleba, to Go królem, albo prezydentem obwołamy, ale Chleb Eucharystyczny....? To dobre dla starszych kobiet i dla dzieci...

Jakie jest moje -w Cudownym Rozmnożeniu Chleba- uczestnictwo?


Homilia 2

Według oficjalnych raportów przygotowanych przez Patrick'a Viveret dla ONZ  "Reconsidérer la richesse" w formie książki http://www.amazon.fr/Reconsidérer-richesse-Patrick-Viveret/dp/2752601204 „Reconsidérer la richesse” potrzebujemy rocznie 6 miliardów dolarów, aby zapewnić edukację wszystkim dzieciom na świecie, które do szkoły nie chodzą. Jednocześnie według tych samych statystyk w Stanach Zjednoczonych i Europie 12 miliardów dolarów rocznie wydawane jest na perfumy. Około 1 miliarda ludzi (1/6 populacji świata) weszło w 21 wiek nie umiejąc czytać i pisać.

Świat potrzebuje 13 miliardów dolarów rocznie, aby nakarmić wszystkich głodnych i umierających z głodu. W tym samym czasie 25 miliardów dolarów rocznie wydawane jest w USA i Europie na pożywienie dla piesków i kotków. Na całym świecie są to sumy wielokrotnie większe. Znaczy to, że bogaci Chrześcijanie w USA i w Europie wydają rocznie prawie dwa razy więcej na pożywienie dla swoich czworonożnych pupili niż potrzebne jest na wyżywienie wszystkich umierających z głodu. A codziennie w samej tylko Afryce umiera z głodu, biedy i niedożywienia 30 tysięcy dzieci poniżej piątego roku życia. Czy to nie jest skandal?

Ciekawa jest tabela zestawiająca wielkość niektórych wydatków we współczesnym świecie w miliardach dolarów rocznie:

Zbrojenia na świecie – 780 mld

Narkotyki – 400 mld

Alkohol (tylko w Europie) – 105 mld

Papierosy (tylko w Europie) – 50 mld

Rozrywki i wypoczynek (tylko w Japonii) – 35 mld

Pożywienie dla piesków i kotków w USA i w Europie – 25 mld

Zaspokojenie głodu na świecie – 13 mld

Zużycie perfum w USA i w Europie – 12 mld

Na lody w Europie wydaje się – 11 mld

Zapewnienie dostępu do wody dla wszystkich ludzi na świecie – 9 mld

Zakup kosmetyków tylko w USA – 8 mld

Zapewnienie wszystkim dzieciom na świecie podstawowej edukacji - 6 mld

(Tabela zawiera dane z roku 2000)

Papież Jan Paweł II w swym Liście Apostolskim „Novo Millennio Ineutne” pisał:

Ten krajobraz ubóstwa może poszerzać się bez końca, jeśli do starych jego form dodamy nowe, dotykające często także środowisk i grup ludzi materialnie zasobnych, którym wszakże zagraża rozpacz płynąca z poczucia bezsensu życia, niebezpieczeństwo narkomanii, opuszczenie w starości i chorobie, degradacja lub dyskryminacja społeczna. Trzeba, aby w obliczu tej sytuacji chrześcijanin uczył się wyrażać swą wiarę w Chrystusa przez odczytywanie ukrytego wezwania, jakie On kieruje do niego ze świata ubóstwa. W ten sposób będzie można kontynuować tradycję miłosierdzia, która już w minionych dwóch tysiącleciach wyraziła się na wiele różnych sposobów, ale która obecnie wymaga może jeszcze większej inwencji twórczej. Potrzebna jest dziś nowa «wyobraźnia miłosierdzia», której przejawem będzie nie tyle i nie tylko skuteczność pomocy, ale zdolność bycia bliźnim dla cierpiącego człowieka, solidaryzowania się z nim, tak aby gest pomocy nie był odczuwany jako poniżająca jałmużna, ale jako świadectwo braterskiej wspólnoty dóbr>.” (List Apostolski Novo Millennio Ineunte Ojca Świętego Jana Pawła II, nr.50)

List Apostolski Jana Pawła II dostępny na stronie http://www.vatican.va/holy_father/john_paul_ii/apost_letters/documents/hf_jp-ii_apl_20010106_novo-millennio-ineunte_pl.html Watykanu

Dla uniknięcia nieporozumień warto może jeszcze podać, że według oficjalnych (ogólnie dostępnych) statystyk sama tylko Polska wydaje rocznie na zbrojenia 14 razy tyle, co roczny budżet Stolicy Apostolskiej. To jest „sprawiedliwy i równy” świat, gdzie organizuje się parady równości, (kogo z kim?!?!). Dlaczego w tym względzie nikt nie domaga się równych praw dla wszystkich? Dlaczego parlamenty „jaśnie oświeconych krajów Europy i demokratycznej Ameryki” nie biją na alarm, że pogwałcone zostają podstawowe prawa ludzkie, bo codziennie z głodu umiera 30 tysięcy dzieci? W sytuacji obecnego nierównego podziału dóbr, gdzie zaledwie 20% populacji świata zużywa aż 80% dóbr naturalnych, sprawiedliwość społeczna, a raczej jej brak nie jest jednym z problemów naszej cywilizacji. Jest to największym problemem naszego świata. Jest to zarazem największy skandal współczesnego chrześcijaństwa.

Papież Benedykt XVI w swej pierwszej Encyklice „Sacramentum Caritatis” napisał kilka lat temu:

“Pan Jezus, Chleb życia wiecznego, nakłania nas i uwrażliwia na sytuacje nędzy, w których znajduje się wciąż większa część ludzkości. Są to sytuacje, których przyczyna tkwi często w niepokojącym braku odpowiedzialności ludzi (n. 90).”

Tenże sam Papież Benedykt w swej ostatniej encyklice „Caritas in Veritate", opublikowanej w czasie odbywającego się we Włoszech szczytu G8 pisał:

W wielu ubogich krajach utrzymuje się i grozi pogłębieniem krańcowa niepewność życia, jako konsekwencja braku żywności: głód zbiera jeszcze mnóstwo ofiar pośród tylu współczesnych Łazarzów, którym nie zezwala się, jak postulował Paweł VI, by zasiedli przy stole bogacza. (Populorum Progressio, n. 47)

Głód zależy nie tyle od niewystarczających zasobów materialnych, ile raczej od niewystarczających zasobów społecznych, spośród których najważniejszy jest natury instytucjonalnej. To znaczy, brakuje struktury instytucji ekonomicznych, będących w stanie zarówno zagwarantować regularny i odpowiedni z punktu widzenia wyżywienia dostęp do pokarmu i wody, jak i stawić czoło pilnym sytuacjom związanym z pierwszymi potrzebami oraz prawdziwymi kryzysami żywnościowymi..."

W Encyklice „Sollicitudo Rei Socialis” Papież Jan Paweł II pisał:

Dziś, gdy kwestia społeczna nabrała wymiarów światowych, owa miłość preferencyjna oraz decyzje, do jakich pobudza, nie mogą nie obejmować wielkich rzesz głodujących, żebrzących, bezdomnych, pozbawionych pomocy lekarskiej, a nade wszystko niemających nadziei na lepszą przyszłość; nie można nie brać pod uwagę istnienia tych rzeczywistości. Niezauważenie ich oznaczałoby upodobnienie się do „bogatego smakosza”, który udawał, że nie dostrzega żebraka Łazarza leżącego u bramy jego pałacu (por. Łk 16, 19-31).” (n. 42)

A iluż to dzisiejszych „smakoszy” trwoni krocie na rzeczy drugo i trzeciorzędne, na bzdury, na modne ciuchy, na rozpustę i udaje, że nie ma u ich drzwi Łazarza, który umiera z głodu? Dlaczego współcześni bogacze nie zaproszą umierających z głodu współczesnych Łazarzów do stołu? Czyż ich ślepota jest nieuleczalna?  Czy i ja nie należę do nich?

Warto jest słowa obydwu Papieży zapamiętać, szczególnie wtedy gdy jako uczestnicy Eucharystii zapominamy na co dzień o sprawiedliwości społecznej i o ubogich.


Modlitwa wiernych

Wstęp:         Panie Jezu Chryste, Chlebie Życia wejrzyj na potrzeby ludzkiej rodziny i udziel nam tego wszystkiego co jest nam niezbędne do życia codziennego i czego potrzebujemy aby osiągnąć życie wieczne. Do Ciebie przychodzimy z ufnością i z pokorą prosimy ...

  1. Wspieraj Ojca Świętego Franciszka w jego wysiłkach na rzecz sprawiedliwości społecznej i udziel Kościołowi potrzebnych środków, aby we współczesnym świecie mógł z całą mocą głosić prawdę o miłości Boga do człowieka poprzez charytatywne dzieła i czynną miłość bliźniego ... Ciebie prosimy
  2. Udziel nam, przyjmującym Chleb Życia w Eucharystii łaski otwartości naszych serc i umysłów, abyśmy umieli dostrzec potrzeby naszych braci i sióstr cierpiących niedostatek i abyśmy chcieli im zaradzić z tego, co posiadamy... Ciebie prosimy
  3. Ty, Który jesteś Chlebem Eucharystycznym, ukaż nam, że nie samym chlebem człowiek żyje ale wszelkim Słowem, Które od Ojca pochodzi... Ciebie prosimy
  4. Wspieraj nasze dążenia i wysiłki, abyśmy w życiu codziennym umieli okazywać czynną miłość nie tylko słowami, ale i uczynkami miłosierdzia... Ciebie prosimy
  5. Niech nasza parafia, nasze rodziny i nasze wspólnoty karmiąc się Eucharystią nie zapominają o konieczności „kreatywnej miłości bliźniego” i nowej „wyobraźni miłosierdzia” dającej świadectwo braterskiej wspólnoty dóbr... Ciebie prosimy
  6. Niech ci, którzy na ziemi karmili się Twoim Słowem i Ciałem doznają łaski przebywania z Tobą na wieki, w Twoim Królestwie... Ciebie prosimy

Zakończenie:         Ojcze Wszechmocny przyjdź nam z pomocą i naucz nas kochać naszych braci i siostry miłością współczującą i czynną, spraw abyśmy nie zamykali się w naszym egoizmie i podążali śladami Miłosiernego Chrystusa,Który daje sam siebie na pokarm, a Który żyje i króluje z Tobą i Duchem Świętym na wieki wieków.  Amen.

Przed rozesłaniem:

Ite Missa est” – Idźcie Ofiara spełniona, to nie zakończenie, ale raczej zaproszenie: „Idźcie i życiem swoim głoście to, czego sami doświadczyliście tutaj.” Niech inni przez was i wasze życie doświadczą miłości Boga, Który stał się Pokarmem.

piątek, 19 lipca 2024

XVI Niedziela w ciągu roku – B

 Jr 23,1-6

Biada pasterzom, którzy prowadzą do zguby i rozpraszają owce mojego pastwiska - wyrocznia Pana. Dlatego to mówi Pan, Bóg Izraela, o pasterzach, którzy mają paść mój naród: Wy rozproszyliście moją trzodę, rozpędziliście i nie zatroszczyliście się o nią; oto Ja się zatroszczę o nieprawość waszych uczynków - wyrocznia Pana. Ja sam zbiorę resztę swego stada ze wszystkich krajów, do których je wypędziłem. prowadzę je na ich pastwisko, by miały coraz liczniejsze potomstwo. Ustanowię zaś nad nimi pasterzy, by je paśli; i nie będą się już więcej lękać ani trwożyć, ani trzeba będzie szukać którejkolwiek - wyrocznia Pana. Oto nadejdą dni - wyrocznia Pana - kiedy wzbudzę Dawidowi Odrośl sprawiedliwą. Będzie panował, jako król, postępując roztropnie, i będzie wykonywał prawo i sprawiedliwość na ziemi. W jego dniach Juda dostąpi zbawienia, a Izrael będzie mieszkał bezpiecznie. To zaś będzie imię, którym go będą nazywać: Pan naszą sprawiedliwością.

Ef 1,13-18

W Nim także i wy usłyszeliście słowo prawdy, Dobrą Nowinę o waszym zbawieniu. W Nim również uwierzyliście i zostaliście opatrzeni pieczęcią Ducha Świętego, który był obiecany. On jest zadatkiem naszego dziedzictwa w oczekiwaniu na odkupienie, które nas uczyni własnością [Boga], ku chwale Jego majestatu. Przeto i ja, usłyszawszy o waszej wierze w Pana Jezusa i o miłości względem wszystkich świętych, nie zaprzestaję dziękczynienia, wspominając was w moich modlitwach. [Proszę w nich], aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego. [Niech da] wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych

Mk 6,30-34

Wtedy Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco. Tak wielu, bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli, więc łodzią na miejsce pustynne, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli, bowiem jak owce niemające pasterza. I zaczął ich nauczać.



    1. Wprowadzenie:

W pierwszym czytaniu Jeremiasz gani nieuczciwych i złych pasterzy. W Ewangelii Chrystus, Dobry Pasterz lituje się nad ludźmi, którzy do Niego przychodzą, bo są zagubieni jak owce bez pasterza. W Eucharystii gromadzi nas przy ołtarzu Ten, Który jest Dobrym Pasterzem i daje nam siebie samego w swoim Słowie i w swoim Ciele. Rozpoznając przed Bogiem naszą małość i grzeszność, prośmy o przebaczenie naszych słabości, abyśmy mogli w tych misteriach wiary godnie uczestniczyć i przyjąć Jego dary.

Homilia

Przyglądając się współczesnemu światu nie trudno zauważyć, że ludzie żyją w dezorientacji. Nie wiemy lub nie chcemy wiedzieć, co jest dobre, a co złe, co słuszne, a co niesłuszne, co uzasadnione, a co jedynie dopuszczalne lub absolutnie niedopuszczalne. Każdy tworzy sobie filozofię życia, która mu odpowiada, każdy próbuje dostosować moralność i prawdę do swoich standardów i wymagań, a jedynym kryterium postępowania staje się skuteczność w uzyskiwaniu coraz większych zysków. I tak jest na arenie międzynarodowej, tak jest w życiu narodu - czego "doskonałym" przykładem są polityczne elity i tak jest niestety również w życiu rodzin. Gubimy się w życiu i nie umiemy rozróżnić ziarna od plew. Ktoś niedawno powiedział, że dwie są najbardziej widoczne, a zarazem przerażające choroby współczesnego, post-industrialnego, czy post-modernistycznego społeczeństwa:

Kapryśna arogancja i apatia dobrze nakarmionego i zarozumiałego społeczeństwa szukającego jedynie rozrywki. A jeśli coś nie daje rozrywki, to nie warto się tym ani zajmować ani przejmować...

To jakaś paranoja i otępienie. Ludzie są jakby otumanieni w swej bucie, arogancji, zarozumiałości, zaślepieni w egoizmie i uporze trwania w swoich błędach … skąd się to bierze, co jest źródłem? Z jednej strony, mają głębokie poczucie pustki i bezsensu, ale -z drugiej strony- odrzucają to, co mogłoby ich uratować, natomiast jak w malignie idą za złem. Wszystko się ludziom pomieszało. Albo "ktoś" im pomieszał …

Te dwie choroby powodują, że praktycznie nikt nie może, nie jest w stanie pomóc współczesnemu człowiekowi. Człowiek arogancki nie przyjmie żadnej pomocy, on zawsze wie lepiej. W swej aroganckiej bucie jest tak dogłębnie przekonany, że racja jest zawsze po jego stronie, że żadne słowa, żadne argumenty do niego nie docierają.

Człowiekowi apatycznemu natomiast, nastawionemu tylko na tandetną i perwersyjną rozrywkę nic się nie chce. Po co zmieniać cokolwiek, skoro tak jak jest, jest dobrze?

Człowiek arogancki nie myśli samokrytycznie, jest do tego niezdolny. Człowiekowi apatycznemu myśleć się nie chce, bo to za duży wysiłek. To jest sytuacja wprost beznadziejna … i wydaje się bez wyjścia... Diabłu udało się zwieść człowieka doskonale, nie mógł wymyślić niczego ani lepszego ani bardziej przebiegłego! Czy jesteśmy skazani na „powtórkę z grzechu pierworodnego”, z wygnaniem z raju, potopem i spaleniem Sodomy? Czyż i o naszym społeczeństwie dwudziestego pierwszego wieku Chrystus nie mógłby powiedzieć, że jesteśmy jak owce nie mające pasterza?

Dlatego Chrystus nie ustaje w posyłaniu nam pasterzy. Niestety są wśród nich tacy jak ci, krytykowani przez Jeremiasza, szukający niegodziwych zysków, przywilejów i hołdujący jedynie swoim zachciankom i popędom. Ale, są oni przecież tylko i wyłącznie dziećmi naszych czasów. Nie spadli z księżyca. Tak wychował ich świat i nawet w seminarium, czy we wspólnocie zakonnej nie udało się z nich wykorzenić tego rodzaju zachowań. Ale są i tacy, którzy z zaangażowaniem i uczciwością podjęli powołanie i sumiennie próbują to powołanie spełnić. Zaangażowanie jednak w sprawy boże nie oznacza sielanki i bezpieczeństwa. To ciężka, czasem niewdzięczna praca. Co jest jednak ciekawe to fakt, że krytykowani są nie tylko ci źli i egoistycznie nastawieni, ale jeszcze bardziej krytykowani są ci uczciwi i przekazujący całość chrystusowego nauczania, tak, że nawet na posiłek nie mają czasu, bo nie chcą "przykroić" Ewangelii do realiów XXI wieku, bo rzekomo nie rozumieją ludzi i ich potrzeb, bo stawiają zbyt wielkie wymagania. Czy jest to rzeczywiście sytuacja beznadziejna?

Zwróćmy się do Dobrego Pasterza, zaufajmy Chrystusowi i uwierzmy, że On posyła nam nie tylko ludzi słabych, ale i dobrych pasterzy, zgodnie z zapowiedzią proroka Jeremiasza: "Ustanowię zaś nad nimi prawych pasterzy, by je paśli; i nie będą się już więcej lękać ani trwożyć …". My potrzebujemy ich tylko rozpoznać i wspierać w ich pracy.

 

    1. Modlitwa wiernych

         Wstęp:       W poczuciu odpowiedzialności za Kościół – Mistyczne Ciało Chrystusa, prośmy Pana żniwa aby posłał dobrych i odważnych robotników na swoje żniwo.

    1. Módlmy się za Pasterzy Kościoła; papieża, biskupów i kapłanów, aby swoim postępowaniem i życiem świadczyli o głoszonej Dobrej Nowinie ... Ciebie prosimy,
    2. Módlmy się o dobre i głębokie duchowe powołania do życia zakonnego i kapłaństwa, aby Lub Boży nigdy nie był zagubiony i pozbawiony odważnych pasterzy ... Ciebie prosimy,
    3. Módlmy się za rodziny, aby w nich kształtowały się dobre powołania do kapłaństwa i życia zakonnego ... Ciebie prosimy,
    4. Z pokorą i ufnością prośmy o ducha odwagi i poświęcenia dla tych, którzy głoszą nam Dobrą Nowinę ... Ciebie prosimy,
    5. I za nas samych, abyśmy umieli rozpoznać i przyjąć z radością i wdzięcznością tych, których posyła Chrystus – Dobry Pasterz ... Ciebie prosimy,

         Zakończenie:      Boże, Ojcze Miłosierny wejrzyj na Lud Twój z miłością i daj nam   prawych i uczciwych przewodników, którzy będą nas odważnie prowadzić do Ciebie, przez Chrystusa, Pana naszego. Amen

    1. Słowo „przed rozesłaniem”: W czasie Eucharystii mieliśmy okazję spotkać Chrystusa Dobrego Pasterza. Czy jednak skorzystaliśmy z tej okazji? Niech pokaże to nasze codzienne życie, w którymi my także jesteśmy powołani do ukazywania ducha mądrości i do dawania świadectwa, czym jest nadzieja naszego powołania.

Homilia starsza – alternatywna

Byli jak owce nie mające pasterza ...

13 lipca 2004 roku w Castel Gandolfo papież Jan Paweł II powiedział:

"W tym historycznym momencie, w którym dokonuje się proces unifikacji Europy przez powiększenie Unii Europejskiej i przyjęcie nowych członków, Kościół obserwuje ten kontynent z wielką miłością. Jednakże wraz z wieloma jasnymi punktami pojawiają się i cienie. Można zaobserwować zanik chrześcijańskiej pamięci, stowarzyszony z obawą i lękiem dotyczącym nadchodzącej przyszłości; szeroko rozprzestrzeniająca się fragmentacja życia połączona jest często z indywidualizmem i wzrastającym osłabieniem interpersonalnych więzi solidarności. Doświadczamy pewnego rodzaju utraty nadziei. U podstaw tego doświadczenia jest próba budowania antropologii bez Boga i bez Chrystusa. Paradoksalnie, źródło i kolebka praw ludzkich ryzykuje utratę i zanik swoich fundamentów zerodowana przez relatywizm i utylitaryzm. Kultura europejska sprawia wrażenie "cichej apostazji" ze strony ludzi, którzy mają wszystko, co potrzebują i którzy żyją, jakby Bóg nie istniał. Największą potrzebą -jaka wydaje się być obecna tak na Wschodzie jak i Zachodzie Europy- jest potrzeba nadziei, tej nadziei, która nadałaby sens ludzkiemu życiu i historii, i która pozwoliłaby postępować naprzód we wspólnocie."

Narody Europy (w tym także Polska) sprawiają rzeczywiście wrażenie, jakby były owcami bez pasterza. Brak ludziom nie tylko nadziei, ale brak także jasnych i klarownych punktów odniesienia, stabilnych norm etycznych, mocnych zasad moralnych, brak w końcu miłości i miłosierdzia, poczucia solidarności i wzajemnej odpowiedzialności. To powoduje, że ludzie nie wiedzą, dokąd się zwrócić, komu zawierzyć, komu zaufać i jak prowadzić życie. Kilkaset lat po wielkiej, "wyzwoleńczej" Rewolucji Francuskiej i kilkadziesiąt lat ateistycznego totalitaryzmu komunistycznego zrobiło swoje. Na to nakładają się degenerujące działania "architektów nowej religii bez Boga", obrońców relatywizmu moralnego i zwolenników sytuacjonizmu etycznego, oświeconych misjonarzy intelektualnego humanizmu i im podobnych głosicieli neo-pogaństwa. To wszystko powoduje, że przeciętny człowiek nie wie skąd czerpać stabilne i pewne wzorce życia, jak układać swoje życie, aby miało ono sens i aby niosło nadzieję, aby było życiem ludzkim, a nie tylko wegetacją w poszukiwaniu przyjemności i zaspakajaniu podstawowych potrzeb biologicznych. Człowiek współczesnej "zhumanizowanej" Europy, zagubiony w gąszczu prymitywnych rozrywek, zalany falami niepotrzebnej degenerującej informacji, cieknącej zewsząd, zatopiony morzem konsumpcyjnego śmiecia gubi się w tym wszystkim i zapomina, że jest człowiekiem. Rozdarty między stworzoną przez Boga naturą, swoją najgłębszą, wewnętrzną istotą dziecka bożego, a przyziemną i zachłanną gonitwą za zwierzęcą przyjemnością, taki człowiek gubi się i dezorientuje.

Dlatego na pewno potrzeba mu pasterzy, dobrych niesprzedajnych i niezłomnych w głoszeniu człowieczeństwa. Dobrych pasterzy, którzy by mu przypominali, jakie są jego źródła i jaki jest jego ostateczny cel. W 1969 r. papież Paweł VI mówił: "nie istnieje prawdziwy humanizm bez Chrystusa... My zaś błagamy Boga i prosimy was wszystkich, ludzi naszego czasu, abyście oszczędzili sobie tego fatalnego doświadczenia humanizmu bez Chrystusa. Człowiek nie wie sam z siebie, kim jest. Nie ma, bowiem autentycznego prototypu człowieczeństwa, bez Chrystusa tworzy on siebie na podstawie idoli, które są ułomne i jakże często niegodne. Brakuje człowiekowi prawdziwego Syna Człowieczego, Syna Bożego - skutecznego wzorca człowieka prawdziwego."

Brakuje człowiekowi współczesnemu Dobrego Pasterza i dlatego jest zagubiony i zdezorientowany, nieszczęśliwy i rozdarty. Dlatego poddany terroryzmowi relatywizmu i utylitaryzmu gubi się i traci sens swego życia, traci nadzieję i interpersonalne więzi. Dlatego jest sam, wyizolowany i zredukowany do rozdygotanego indywiduum poszukującego pośpiesznie i na oślep czegoś, co stanie się dla niego sensem życia i nadzieją na przyszłość. Oby chciał zwrócić się w tych poszukiwaniach do Chrystusa... Oby chciał przyjąć Jego nauczanie i Jego Dobrą Nowinę o zbawieniu. Oby na nowo odkrył w Chrystusie swoją własną godność i wielkość Dziecka Bożego.

Warto również w tym kontekście widzieć niezrozumiałe i opętańcze działania niektórych zachodnich polityków, którzy chcieliby stworzyć Europę bez wiary, bez Boga i bez Chrystusa. Dla nich Bóg i wiara, Chrystus i moralność stanowią zagrożenie!!! Oni chcieliby wyrugować nie tylko Boga, ale i wszelkie religijne i moralne wartości z ludzkiego życia, a tym samym wydać człowieka na pastwę coraz bardziej drapieżnych mediów i konsumpcyjnego stylu życie, gdzie liczy się tylko i wyłącznie zysk. Warto pomyśleć i o tym, że Polska do takiej humanistycznie bezbożnej Europy należy... Quo vadis Poloniae? Dokąd idziesz Polsko? Quo vadis hominem.

Daj nam Panie, dobrych pasterzy, którzy umieliby przeprowadzić współczesnego człowieka przez burzliwe morze niepewności i fałszywych ideałów.


sobota, 13 lipca 2024

XV Niedziela w ciągu roku – B

  Am 7,12-15

I rzekł Amazjasz, kapłan z Bethel do proroka Amosa: Widzący, idź, uciekaj sobie do ziemi Judy! I tam jedz chleb, i tam prorokuj! A w Betel więcej nie prorokuj, bo jest ono królewską świątynią i królewską budowlą. I odpowiedział Amos Amazjaszowi: Nie jestem ja prorokiem ani nie jestem uczniem proroków, gdyż jestem pasterzem i tym, który nacina sykomory. Od trzody, bowiem wziął mnie Pan i rzekł do mnie Pan: Idź, prorokuj do narodu mego, izraelskiego!

Ef 1,3-14

Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa; który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich - w Chrystusie. W Nim, bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie, jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. W Nim mamy odkupienie przez Jego krew - odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski. Szczodrze ją na nas wylał w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia, przez to, że nam oznajmił tajemnicę swej woli według swego postanowienia, które przedtem w Nim powziął dla dokonania pełni czasów, aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie, jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi. W Nim dostąpiliśmy udziału my również, z góry przeznaczeni zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli po to, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu - my, którzyśmy już przedtem nadzieję złożyli w Chrystusie. W Nim także i wy usłyszeliście słowo prawdy, Dobrą Nowinę o waszym zbawieniu. W Nim również uwierzyliście i zostaliście opatrzeni pieczęcią Ducha Świętego, który był obiecany. On jest zadatkiem naszego dziedzictwa w oczekiwaniu na odkupienie, które nas uczyni własnością [Boga], ku chwale Jego majestatu.

Mk 6,7-13

Następnie przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien. I mówił do nich: Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli, w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich. Oni, więc wyszli i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.




Homilia

W ubiegłą niedzielę Ewangelia przedstawiła nam Chrystusa, Który nie był życzliwie przyjęty w swoim rodzinnym Nazarecie: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu…”.

W miniony piątek (dwa dni temu) w Ewangelii pojawiły się takie słowa skierowane do Apostołów: „Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie. Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom.

W dzisiejszą niedzielę Jezus – rozsyłając Dwunastu – mówi im również dosyć szokujące słowa: „Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli, jednak w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich”.

W Ewangelii można znaleźć wiele fragmentów, w których Jezus wyraźnie mówi o tym, że Jego nauka będzie odrzucana, a uczniowie prześladowani.

Ja znalazłem w czterech Ewangeliach 32 takie miejsca, gdzie Chrystus mówi o tym bezpośrednio.  Ale przy dokładniejszej analizie tekstów ewangelicznych można ich znaleźć znacznie więcej. Oto kilka z nich:

    1. Ewangelia Mateusza 10:22

   "Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony."

    1. Ewangelia Mateusza 10:34-36

   "Nie sądźcie, że przyszedłem przynieść pokój na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Przyszedłem bowiem poróżnić syna z ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy."

    1. Ewangelia Jana 15:18-20

   "Jeżeli świat was nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził."

    1. Ewangelia Łukasza 6:22

   "Błogosławieni jesteście, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, znieważą i złośliwie odrzucą wasze imię jako złe z powodu Syna Człowieczego."

    1. Ewangelia Jana 16:2-3

   "Wyłączą was z synagog; owszem, nadchodzi godzina, w której każdy, kto was zabije, będzie mniemał, że oddaje cześć Bogu. Będą to czynić, bo nie poznali ani Ojca, ani Mnie."

Te fragmenty pokazują, że Jezus był świadomy, iż Jego nauka będzie odrzucona, a Dobra Nowina spotka się z oporem, a nawet prześladowaniem ze strony ludzi.

Podejrzewam również, że w ten sposób chce przygotować swoich uczniów (nas także) na to, że bycie uczniem Chrystusa nie jest wcale „łatwe i przyjemne”, ani pozbawione rozczarowań, a nawet niezrozumienia i zawodów.

To przecież także Jego słowa: „Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

W dzisiejszej Ewangelii z jednej strony wysyłając swoich uczniów Jezus, nakazuje im działać prostymi środkami, przestrzega przed dobrobytem, przed pokładaniem zbytniej ufności w bogactwie środków i w rzeczach, które mogłyby wydawać się nieodzowne, przed zbytnim "obciążaniem się", przed uzależnianiem od rzeczy materialnych. I już to jest wymagające. On sam zresztą wcale nie przywiązywał wagi do swojego socjalnego czy materialnego statusu. "Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć” (Mt 8,20; Łk 9,58).

Ale z drugiej strony przestrzega przed naiwnością i łatwiutkimi uproszczeniami. Dobra Nowina może i bardzo często JEST odrzucona, bo ludzie nie chcą słuchać Chrystusa, bo mówi rzeczy niewygodne. A my wolimy, aby "łaskotał nasze uszy". Warto sobie to uświadomić, kiedy próbujemy odnaleźć się w dzisiejszym, pogubionym świecie. Kiedy nasze szczere i dobre chęci są niezrozumiane i wyszydzane. A my nie wiemy jak na to reagować?

Żona (czasami bardzo ostro) mówi do męża aby przestał pić, a on śmieje się jej w nos i nie działają na niego żadne, nawet religijne argumenty. Matka zwraca uwagę swojej córce, że zamieszkiwanie z narzeczonym przed ślubem nie jest na pewno dobrą formą przygotowania do małżeństwa, a córka lekceważy te – pełne troski – słowa i udowadnia, że jest osobą dorosłą i doskonale wie co robi.

Nie są to na pewno tematy na letnią kanikułę, a jednak …. Nie można ich zignorować i pominąć.

Zdawał sobie z tego sprawę Karol Kard. Wojtyła gdy czasie swej wizyty w Filadelfii w sierpniu 1976 r. wypowiedział raczej wstrząsające słowa: „Stoimy dziś w obliczu największej konfrontacji, jaką kiedykolwiek przeżyła ludzkość. Nie przypuszczam, by szerokie kręgi społeczeństwa amerykańskiego ani najszersze kręgi wspólnot chrześcijańskich zdawały sobie z tego w pełni sprawę. Stoimy w obliczu ostatecznej konfrontacji między Kościołem a anty-Kościołem, Ewangelią a jej zaprzeczeniem. Ta konfrontacja została wpisana w plany Boskiej Opatrzności. To czas próby, w który musi wejść cały Kościół, a polski w szczególności. Jest to próba nie tylko naszego narodu i Kościoła. Jest to w pewnym sensie test na dwutysiącletnią kulturę i cywilizację chrześcijańską ze wszystkimi jej konsekwencjami: ludzką godnością, prawami osoby, prawami społeczeństw i narodów”.

Cytat ten pochodzi z Encyklopedii nauczania społecznego Jana Pawła II pod red. ks. prof. Andrzeja Zwolińskiego z tekstu hasła: Masoneria. Te słowa kard. Karol Wojtyła wypowiedział dwa lata przed wyborem na papieża. Bardzo znamienna jest jego świadomość sytuacji, w jakiej znajduje się Kościół ze swoją dwutysiącletnią obecnością w świecie...

O co w tym wszystkim chodzi? Czyżby Chrystus – mówiąc o tym – chciał zniechęcić i zastraszyć swoich potencjalnych uczniów?

Fragmenty w których Jezus wyraźnie mówi o tym, że Jego nauka będzie odrzucana wskazują na kilka momentów nauki Chrystusa i reakcji, jaką wywołają one wśród ludzi:

    1. Odrzucenie: Jezus przewiduje, że Jego nauka nie zostanie powszechnie przyjęta. Mówi, że Jego uczniowie będą nienawidzeni, prześladowani i odrzucani z powodu Jego imienia. Przykłady z Ewangelii Mateusza 10:22 i Jana 15:18-20 podkreślają, że odrzucenie i prześladowanie są nieodłącznym elementem bycia Jego naśladowcą.
    2. Podziały i Konflikty: Nauki Jezusa mają potencjał do wywoływania konfliktów, nawet w najbliższych relacjach rodzinnych. Fragment z Ewangelii Mateusza 10:34-36 pokazuje, że Jego przyjście przyniesie rozłamy, nie tylko pokój. Jezus nie obiecuje łatwego życia, ale mówi o konieczności podejmowania trudnych decyzji w imię prawdy.
    3. Błogosławieństwo Prześladowanych: Jezus podkreśla, że ci, którzy są prześladowani z powodu Jego imienia, są błogosławieni. W Ewangelii Łukasza 6:22, Jezus wskazuje na duchowe błogosławieństwo i nagrodę dla tych, którzy cierpią dla Jego sprawy.
    4. Wytrwałość w Wierze: Fragmenty te również podkreślają, że wytrwałość i wierność Jezusowi pomimo prześladowań prowadzą do zbawienia. Mateusz 10:22 mówi o konieczności wytrwałości do końca.

Wszystkie te punkty razem wskazują na realistyczne podejście Jezusa do ludzkiej natury i społeczeństwa. Jezus zdawał sobie sprawę, że Jego nauki będą wyzwaniem i że Jego uczniowie będą musieli stawić czoła trudnościom. Jednakże, obiecuje im także błogosławieństwo i zbawienie za ich wytrwałość i wierność.


Jakie są przyczyny odrzucenia Chrystusa i Jego nauki

    1. Niezrozumienie i Ignorancja:

   - Brak rozpoznania Boga: Jezus mówi w Ewangelii Jana 16:2-3, że prześladowania wynikają z nieznajomości Boga. Ci, którzy prześladują Jego uczniów, czynią to, ponieważ nie rozpoznali ani Ojca, ani Syna.

   - Zamknięcie na prawdę: Jezus wielokrotnie spotykał się z oporem ze strony faryzeuszy i uczonych w Piśmie, którzy odrzucali Jego nauki, mimo cudów i znaków, jakie czynił. Podobnie jest i dzisiaj – ludzie zamykają się naprawdę, bo jest niewygodna.

    1. W czasach Jezusa była to także religijna i polityczna konkurencja:

   - Zagrożenie dla władzy religijnej: Faryzeusze, uczeni w Piśmie i kapłani widzieli w Jezusie zagrożenie dla swojej władzy i autorytetu. Jezus podważał ich interpretacje Pisma i krytykował ich hipokryzję. Dzisiaj jest to zagrożenie jakie nauka Jezusa stanowi dla współczesnych prądów liberalnych i permisywistycznych.

   - Oczekiwania mesjańskie: Wiele osób miało wyobrażenie o Mesjaszu jako politycznym wyzwolicielu, który wyzwoli Izrael spod rzymskiej okupacji. Jezus, przynosząc duchowe wyzwolenie i królestwo nie z tego świata, nie spełniał tych oczekiwań.

    1. Społeczna i kulturalna presja:

   - Konformizm: Ludzie często podlegają presji społecznej i dążą do konformizmu. Przyjęcie nauki Jezusa często wymaga przeciwstawienia się normom społecznym i kulturowym.

   - Strach przed prześladowaniem: Świadomość, że przyjęcie nauk Jezusa może prowadzić do prześladowań i odrzucenia przez społeczność, powstrzymywała i nadal powsrzymuje wielu ludzi od pójścia za Nim.

    1. Grzeszność i moralna bylejakość:

   - GrzechJezus wzywał do radykalnego nawrócenia i życia w zgodzie z Bożymi przykazaniami. Dla wielu ludzi przyjęcie Jego nauk oznacza konieczność zmiany życia i porzucenia grzesznych praktyk, co jest trudne do zaakceptowania.

   - Pycha i samowystarczalność: Jezus nauczał o pokorze, ubóstwie duchowym i zależności od Boga. Ludzie dumni i samowystarczalni często odrzucają te nauki, nie chcąc uznać potrzeby zbawienia i pomocy Bożej.

    1. Duchowa Walka:

   - Działanie sił zła: Jezus mówił o duchowej walce i działaniach szatana, który stara się zwieść i oddzielić ludzi od Boga. Odrzucenie Chrystusa może być wynikiem duchowej zaślepienia i działania sił zła.

    1. Trudność Nauki:

   - Wymagająca naukaJezus stawiał wysokie wymagania swoim naśladowcom, wzywając ich do noszenia krzyża, miłowania nieprzyjaciół i przebaczania. Te nauki były trudne do zaakceptowania i wprowadzenia w życie.

Odrzucenie Chrystusa i Jego nauk wynika więc z wielu przyczyn, które obejmują zarówno postawy indywidualne, jak i szersze konteksty społeczne, religijne i duchowe.

Co w tej sytuacji robić?

Odpowiedź na to pytanie daj sam Chrystus: „kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”.


HOMILIA ALTERNATYWNA

Ciekawe spostrzeżenia

W wielu miejscach w Ewangelii mamy zanotowane podobne sceny, wyboru i posłania Apostołów czy rozesłania uczniów. Ciekawym jest, że wraz z przykazaniem głoszenia bliskości Królestwa Bożego Chrystus udziela posłanym pewnych darów, charyzmatów, władzy uzdrawiania. Ciekawym jest też fakt, że we wszystkich takich wypadkach wraz z nakazem głoszenia Słowa Bożego związana jest władza i przykazanie, a nawet nakaz wyrzucania złych duchów, uzdrawiania, leczenia, czynienia dobra, (Mt 10,1-7; Łk 10,3-11) czyli nakaz pełnienia niejako dzieł charytatywnych. To jest na pewno jakiś program duszpasterski dla całego Kościoła. I tak było w historii, że głoszenie Słowa Bożego o zbliżającym się Królestwie Bożym było związane z działalnością charytatywną. Sądzę, że warto i dzisiaj o tym nie zapominać i to nie tylko w działalności Kościoła, jako całości, ale i w działalności Jego członków, Jego przedstawicieli.

Jest też i inny szczegół warty zauważenia, a mianowicie, że wysyłając swoich uczniów Jezus, nakazuje im działać prostymi środkami, przestrzega przed bogactwem, przed pokładaniem zbytniej nadziei w bogactwie środków i w rzeczach, które mogłyby wydawać się nieodzowne. Przecież dla podróżującego i chleb jest potrzebny, i torba podróżna, i pieniądze .... A tymczasem Chrystus przestrzega swoich wysłanników przed zbytnim "obciążaniem się", przed uzależnianiem od rzeczy materialnych. On sam zresztą wcale nie przywiązywał wagi do swojego socjalnego czy materialnego statusu. "Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć” (Mt 8,20; Łk 9,58). A jak to jest wśród współczesnych nam chrześcijan, jak to jest wśród dzisiejszych następców Apostołów?

Tak się czasami zastanawiam czy we współczesnym głoszeniu Królestwa Bożego nie odeszliśmy za daleko od tego, co Chrystus nakazywał swoim uczniom? Czy nie położyliśmy zbytnio akcentu na środkach, zapominając o celu? Co więcej, w historii Kościoła widać jednak, że to nie zasobność portfeli, wielkość zaplecza i doskonałe planowanie wraz z bogactwem środków materialnych decydowały o powodzeniu chrystianizacji, ale co innego. Warto sobie czasami o tym przypomnieć we współczesnym świecie stechnicyzowanym i nastawionym na efektowne sukcesy. Głoszenie Królestwa Bożego nie może być traktowane na równi ze sprzedażą nawet najbardziej wartościowych produktów rynkowych. Nie dokonuje się też w zależności od najlepiej przygotowanych kampanii reklamowych. Nie bogactwo środków i zaplecze materialne są przyczyną jego sukcesów. Królestwo Boże jest, jak ziarno gorczycy, jak zaczyn w cieście, jak perła znaleziona nad brzegiem morza ...

Naucz mnie Panie, że Królestwo Twoje nie opiera się na wielkich i przytłaczających środkach, ale na dobru i na głoszeniu Twojego Słowa o zbawieniu.

 


sobota, 6 lipca 2024

XIV NIEDZIELA ZWYKŁA – roku B

 Wprowadzenie do Mszy Świętej:

W czasie każdej Mszy świętej mamy spotkać Chrystusa żyjącego w Słowie i w Eucharystii. Czy my jednak naprawdę w to wierzymy, czy jest to dla nas raczej jedynie nudnawe „spełnienie obowiązku”? Warto być może na początku tej Mszy tę właśnie prawdę sobie uświadomić. Jezus przychodzi do nas, jak do swoich rodaków w Nazarecie. Czy spotka się z takim samym przyjęciem; niedowiarstwem, kpiną i powątpiewaniem?

Ez 2,2-5

I wstąpił we mnie duch, i postawił mnie na nogi; potem słuchałem Tego, który do mnie mówił. Powiedział mi: Synu człowieczy, posyłam cię do synów Izraela, do ludu buntowników, którzy Mi się sprzeciwili. Oni i przodkowie ich występowali przeciwko Mnie aż do dnia dzisiejszego. To ludzie o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach; posyłam cię do nich, abyś im powiedział: Tak mówi Pan Bóg. A oni czy będą słuchać, czy też zaprzestaną - są bowiem ludem opornym - przecież będą wiedzieli, że prorok jest wśród nich.

2Kor 12,7-10

Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował - żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz /Pan/ mi powiedział: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.

Mk 6,1-6

Jezus wyszedł stamtąd i przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry? I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.


Jezus dziwił się ich niedowiarstwu I

Postawa mieszkańców Nazaretu jest postawą obserwowaną i dzisiaj i to na coraz większą skalę. Coraz więcej wyznawców Chrystusa okazuje nieufność, lekceważenie, znudzenie, niedowiarstwo. Coraz więcej katolików ośmiesza, a nawet kpi sobie z Chrystusa ... Nie reagujemy, czy tylko wzruszamy ramionami na prowokacje rożnej maści pseudo-artystów, czy na ośmieszanie Chrystusa i Kościoła (Ciała Chrystusa) w naszych mediach?

Jakże często możemy być świadkami reakcji w stylu „znamy cię, co nam tu będziesz banialuki opowiadał?” Odrzucamy współczesnych proroków i pasterzy ustanowionych przez Chrystusa, bo są niewygodni, bo głoszą prawdę, której przyjąć nie chcemy, bo jest zbyt wymagająca, zbyt niewygodna, za trudna. Jesteśmy ludźmi o twardym karku i zaskorupiałych sercach...

Dlaczego?

Nie chcemy słuchać, bo nie szukamy prawdy, ale zaspokojenia naszych zachcianek, bo nie szukamy życia wiecznego, ale doczesnych przyjemności.... Nie chcemy słuchać Chrystusa, bo jest niewygodny, bo nie ma nam nic do powiedzenia, bo jest niedzisiejszy, nierealistyczny, bo wymagania przez Niego stawiane są zbyt uciążliwe, zbyt dalekie od naszych oczekiwań.

Kiedyś słyszałem proboszcza, jak w swojej parafii mówił wprost do parafian: Jeśli nie mówię wam tego co chcecie usłyszeć, to nie słuchacie tego mam wam do powiedzenia. Czy nie jest i tak w moim przypadku? Czy nie słucham tego co Chrystus mam mi do powiedzenia, bo nie mówi tego co połaskocze moje uszy?

Kiedy Bóg powołał proroka Ezechiela powiedział mu wprost i ostrzegł go:

"Synu człowieczy, posyłam cię do synów Izraela, do ludu buntowników, którzy Mi się sprzeciwili. Oni i przodkowie ich występowali przeciwko Mnie aż do dnia dzisiejszego. To ludzie o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach; posyłam cię do nich, abyś im powiedział: Tak mówi Pan Bóg ...".

Te słowa z pierwszego czytania wydają się spełniać w osobie Jezusa, który w swoim rodzinnym mieście został zlekceważony i prawie wyszydzony, tak bardzo, że sam się dziwił niedowiarstwu swoich ziomków. Czy nie jest jednak i tak, że i dzisiaj jest On lekceważony i odrzucany w sposób bezczelny i arogancki, przez wielu ludzi? Czy nie jest i tak, że serce współczesnego człowieka zatwardziało w samouwielbieniu i samozadowoleniu? Człowiek tak bardzo uwierzył w siebie, tak bardzo zaufał swoim możliwościom i swojemu rozumowi, że Bóg jest mu już niepotrzebny, że Jezus mu przeszkadza, że mówienie o Bogu i naszych wobec Niego zobowiązaniach staje się nieznośne i wprost denerwujące. Człowiek współczesny tak bardzo zapatrzył się w siebie i swoje możliwości, że odważa się poprawiać samego Stwórcę i zarzucać Mu błędy.

Nie chce -współczesny człowiek- słuchać o swoich słabościach, nie chce aby mu przypominano jego ułomności i niedoskonałości, nie chce mieć nad sobą żadnego mistrza i Boga, bo czuje się zniewolony, zapominając, że to właśnie on sam się najbardziej zniewala ułudą wolności i anarchią samowoli. Być może dlatego i w naszych czasach tak trudno jest Jezusowi zdziałać jakikolwiek cud, bo my Mu nie wierzymy, bo powątpiewamy o Jego Boskości, bo wątpimy w Jego Zbawcze zamiary? To jest chyba przyczyna całego nieszczęścia współczesnego świata, że człowiek za bardzo zaufał sobie samemu, że w swojej pysze i zarozumiałości odrzucił i odrzuca nadal Boga z Jego Zbawczym planem, i sam szuka zbawienia w konsumpcyjnym stylu życia, w rozkoszach, w szaleńczym zaspokajaniu swoich wydumanych potrzeb, w rozrywce, w seksie, w dobrach materialnych. Człowiek przygotował sobie, w swojej pysze, swój mały ludzki raj, który stał się dla niego piekłem konsumpcjonizmu i pogoni za nierealizowalnymi mirażami i ułudami ziemskiego dobrobytu.

Marks zarzucał chrześcijaństwu, że jest ono alienujące, że odciąga ludzi od pracy na ziemi i dla ziemskich rzeczywistości, że umieszcza szczęście człowieka w nierealnych zaświatach. I cóż? Okazuje się, że to ziemskie szczęście jest nierealne, że jest nierealizowalne, że to właśnie ziemskie szczęście jest nie tylko ułudą i alienacją, ale i że pogoń za nim sprawia iż ludzie stają się dla siebie dzikimi bestiami egoizmu. A wszystko to dlatego, że człowiek w swej pysze i zarozumiałości odrzucił Jezusa, że zwątpił w Jego Zbawczą misję, że odrzucił z pogardą i lekceważeniem Tego, Który przyszedł dla zbawienia człowieka.

Naucz mnie Panie, kim naprawdę jestem i kim dla mnie jesteś Ty - Zbawiciel świata.


Homilia alternatywna

Jezus dziwił się ich niedowiarstwu II

"Posyłam cię do ludu buntowników, którzy Mi się sprzeciwili (...) To ludzie o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach; posyłam cię do nich, (...) A oni czy będą słuchać, czy też zaprzestaną - są bowiem ludem opornym ...  " Te słowa z pierwszego czytania wydają się spełniać w osobie Jezusa, który w swoim rodzinnym mieście został zlekceważony i prawie wyszydzony, tak bardzo, że sam się dziwił niedowiarstwu swoich ziomków. Czy nie jest jednak i tak, że i dzisiaj jest On lekceważony i odrzucany w sposób bezczelny i arogancki, przez wielu ludzi? Czy nie jest i tak, że serce współczesnego człowieka zatwardziało w samouwielbieniu i samozadowoleniu? Człowiek tak bardzo uwierzył w siebie, tak bardzo zaufał swoim możliwościom i swojemu rozumowi, że Bóg jest mu już niepotrzebny, że Jezus mu przeszkadza, że przypominanie prawdziwej ludzkiej kondycji staje się nieznośne i wprost denerwujące. Człowiek współczesny tak bardzo zapatrzył się w siebie i swoje możliwości, że odważa się poprawiać samego Stwórcę i zarzucać Mu błędy.

Nie chce -współczesny człowiek- słuchać o swoich słabościach, nie chce aby mu przypominano jego ułomności i niedoskonałości, nie chce mieć nad sobą żadnego mistrza i Boga, bo czuje się zniewolony, zapominając, że to właśnie on sam się najbardziej zniewala ułudą wolności i anarchią samowoli. Być może dlatego i w naszych czasach tak trudno jest Jezusowi zdziałać jakikolwiek cud, bo Mu nie wierzymy, bo powątpiewamy o Jego Boskości, bo wątpimy w Jego Zbawcze zamiary? To jest chyba przyczyna całego nieszczęścia współczesnego świata, że człowiek za bardzo zaufał sobie samemu, że w swojej pysze i zarozumiałości odrzucił i odrzuca nadal Boga z Jego Zbawczym planem, i sam szuka zbawienia w konsumpcyjnym stylu życia, w rozkoszach, w szaleńczym zaspokajaniu swoich wydumanych potrzeb, w rozrywce, w seksie, w dobrach materialnych. Człowiek przygotował sobie, w swojej pysze, swój mały ludzki raj, który stał się dla niego piekłem konsumpcjonizmu i pogoni za nierealizowalnymi mirażami i ułudami ziemskiego dobrobytu.

Marks zarzucał chrześcijaństwu, że jest ono alienujące, że odciąga ludzi od pracy na ziemi i dla ziemskich rzeczywistości, że umieszcza szczęście człowieka w nierealnych zaświatach. I cóż? Okazuje się, że to ziemskie szczęście jest nierealne, że jest nierealizowalne, że to ziemskie szczęście jest nie tylko ułudą i alienacją, ale i że pogoń za nim sprawia iż ludzie stają się dla siebie dzikimi bestiami egoizmu. A wszystko to dlatego, że człowiek w swej pysze i zarozumiałości odrzucił Jezusa, że zwątpił w Jego Zbawczą misję, że odrzucił z pogardą i lekceważeniem Tego, Który przyszedł dla zbawienia człowieka.

Czyż nie trzeba nam pokory św. Pawła, który mówi: "Aby nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował - żebym się nie unosił pychą. "? Czyż nie trzeba nam wrócić do prawdziwego spojrzenia na naszą ludzką kondycję, na nasze ludzkie słabości i uznać, że to Jezus Chrystus jest ostatecznym wzorcem człowieka i Zbawicielem? Czyż nie trzeba nam czasami po prostu uznać naszej małości i ułomności, naszej grzeszności, aby doświadczyć niezwykłego działania samego Boga?

Naucz mnie Panie, kim naprawdę jestem i kim dla mnie jesteś Ty - Zbawiciel świata.


Modlitwa wiernych

Wstęp: Do Ojca, Który posłał swego Syna Jednorodzonego dla zbawienia świata wołajmy z ufnością i prośmy o dar zrozumienia i przyjęcia Chrystusa dla nas samych i naszych bliskich

1   Za pasterzy Kościoła; Papieża, biskupów i kapłanów, aby mimo kłopotów, drwin i lekceważenia z wiarą i wytrwałością głosili Słowo Boże w porę i nie w porę, dla zbawienia wszystkich wiernych ... Ciebie prosimy,

2   Za naszą parafię i tych, którzy w niej pracują, aby z mocą świadczyli o żywej obecności Syna Bożego wśród nas ... Ciebie prosimy,

3   Za wątpiących, poszukujących i za kontestujących, za tych, którzy odchodzą, za gorszących się i za tych którzy lekceważą sobie Chrystusa i Jego przykazania, aby łaska Boża znalazła drogę do ich serc ... Ciebie prosimy,

4   Za młodzież zniechęconą i za tych, którym przedstawiono fałszywy i karykaturalny obraz Chrystusa, za ludzi dorosłych znudzonych Chrystusem i Jego nauczaniem, aby odnaleźli Jego prawdziwe oblicze ... Ciebie prosimy,

Zakończenie:

Boże Prawdo i Miłości nieskończona, pozwól nam rozpoznać i przylgnąć do Ciebie mimo ośmieszania, lekceważenia i zniechęcenia, pozwól nam podążać za Twoim Synem naszym Panem i Zbawicielem, Który z Tobą żyje i Króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg na wieki wieków. Amen

Słowo „przed rozesłaniem”:

Zazwyczaj rachunek sumienia robimy na początku Mszy świętej. Dzisiaj jednak proponuję aby każdy z nas zrobił sobie prywatny rachunek sumienia właśnie na zakończenie Mszy zadając sobie tylko jedno pytanie: „czy spotkałem dzisiaj Jezusa w Eucharystii?



czwartek, 4 lipca 2024

Alfabet Bożego Miłosierdzia cz. 1. – A – M


Najnowsza książka ks. Kazimierza „Mów do ludzkich sumień 4” jest dostępna w sklepiku przy wejściu głównym do kościoła NSPJ w Nowym Targu lub w zakrystii. Jest to część pierwsza dwutomowego „Alfabetu Bożego Miłosierdzia – A – M”.

Można ją też nabyć na stronie internetowej:
www.mow4.kazania.org.

Część druga „Alfabetu Bożego Miłosierdzia – N – Z” ukaże się po wakacjach.

 

Z ocen czytelników:

Najlepsza z napisanych przez Księdza książek. Nie można się oderwać od lektury, a sumienie jest nieustannie niepokojone bardzo prowokującymi pytaniami”.
SE

Jeśli chcesz żyć w błogim spokoju sumienia, nie kupuj tej książki, ale wiedz, że ominie cię niezwykła lektura”.
MA

 

Mimo niepokojących pytań, stale – jak refren – powraca myśl: jednak wszystko zależy od Bożego Miłosierdzia i mojego zaufania temu Miłosierdziu. Gdybym jakieś 10 lat temu przeczytała tę książkę zupełnie inaczej ułożyłabym moje życie”.
MJ

Mam wszystkie pięć książek z serii »Mów do ludzkich sumień«. Widać w nich wyraźnie ewolucję warsztatu pracy autora. W tej ostatniej: „Mów do ludzkich sumień 4. Alfabet Bożego Miłosierdzia cz. 1” jest on na najwyższym poziomie. Z niecierpliwością czekam na część drugą”.
CA

Zapraszam na stronę internetową:   www.mow4.kazania.org


sobota, 29 czerwca 2024

XIII Niedziela w ciągu roku – B

 Mdr 1,13-16.2:23-24

Bo śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było, i byty tego świata niosą zdrowie: nie ma w nich śmiercionośnego jadu ani władania Otchłani na tej ziemi. Bo sprawiedliwość nie podlega śmierci. Bezbożni zaś ściągają ją na siebie słowem i czynem, usychają, uważając ją za przyjaciółkę, i zawierają z nią przymierze, zasługują bowiem na to, aby być jej działem. Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka - uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą.

2 Kor 8,7-15

A podobnie jak obfitujecie we wszystko, w wiarę, w mowę, w wiedzę, we wszelką gorliwość, w miłość naszą do was, tak też obyście i w tę łaskę obfitowali. (Nie mówię tego, aby wam wydawać rozkazy, lecz aby wskazując na gorliwość innych, wypróbować waszą miłość.) Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić. (Tak więc udzielam wam rady, a to przyniesie pożytek wam, którzy zaczęliście już ubiegłego roku nie tylko chcieć, lecz i działać. Doprowadźcie teraz to dzieło do końca, aby czynne podzielenie się tym, co macie, potwierdzało waszą chętną gotowość. A gotowość uznaje się nie według tego, czego się nie ma, lecz według tego, co się ma.) Nie o to bowiem idzie, żeby innym sprawiać ulgę, a sobie utrapienie, lecz żeby była równość. Teraz więc niech wasz dostatek przyjdzie z pomocą ich potrzebom, aby ich bogactwo było wam pomocą w waszych niedostatkach i aby nastała równość według tego, co jest napisane: Nie miał za wiele ten, kto miał dużo. Nie miał za mało ten, kto miał niewiele.

Mk 5,21-43

Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: Kto się dotknął mojego płaszcza? Odpowiedzieli Mu uczniowie: Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości! Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela? Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: Nie bój się, wierz tylko! I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia, wszedł i rzekł do nich: Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi. I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: Talitha kum, to znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań! Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.


Twoja wiara cię ocaliła ...

Dwa cudowne wydarzenia opisane w dzisiejszej Ewangelii, są podobne, a zarazem różne. Córkę Jaira Jezus uzdrawia na wyraźną prośbę ojca, kobieta, która się "dopchała" do Jezusa wydaje się być w pierwszym momencie skarcona, za to co zrobiła. W obu jednak wypadkach chodzi przecież o to samo, O WIARĘ. Kiedy Jair przychodzi do Jezusa to z wiarą, prosi Go o cud. On nie wątpi, że Jezus może uczynić rzecz niezwykłą, on jest przekonany, że Mesjasz jest Panem życia i śmierci. Podobnie i kobieta, która szuka sposobu chociażby tylko dotknięcia się Jezusa. Ona również jest głęboko przekonana, że Jezus jest Mesjaszem, który może jej pomóc. Ona wierzy i takie właśnie słowa pochwały swojej wiary od Chrystusa usłyszy. Wiara jest więc kluczem, który otwiera skarbiec łaski Bożej. Ale też ta wiara opiera się nie na irracjonalnych i niczym nieuzasadnionych przesłankach. Wystarczy bowiem uważnie przeczytać pierwsze dzisiejsze czytanie z Księgi Mądrości: "Bo śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było, i byty tego świata niosą zdrowie: nie ma w nich śmiercionośnego jadu ani władania Otchłani na tej ziemi. (...) Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka". Już tylko ten fragment może nam pomóc zrozumieć, że Bóg, jest Bogiem Życia, że On nie chce i nie szuka śmierci, ni choroby, że z Niego życie emanuje, że w Nim jest Życie i pełnia i moc istnienia. Uzdrawiając kobietę w tłumie i wskrzeszając córkę Jaira, Chrystus nie czynił w sumie nic nadzwyczajnego. On działał zgodnie ze swą najgłębszą, Boską naturą. To tylko dla nas Jego działanie jest czymś niezwykłym, to tylko my -aby doświadczyć Jego życiodajnej mocy- musimy najpierw uwierzyć, że On jest Dawcą i Panem ŻYCIA nie śmierci.

Powiedzenie "wiara czyni cuda" nie jest bezpodstawne, bo rzeczywiście to wiara, głębokie przekonanie o Wszechmocy Bożej dokonuje cudów w naszym codziennym życiu. Można by jednak zapytać, dlaczego więc nie zawsze Pan Bóg dokonuje tych cudów dla nas? Dlaczego pozwala czasami, że droga nam osoba mimo naszej wiary umiera, że mimo naszej wiary dzieje się coś strasznego i przeciwnego -wydawać by się mogło- najgłębszej naturze Boga? No właśnie ... dlaczego? Czy nie jest tak właśnie dlatego, że nasza wiara jest mała i słaba? "Gdyby wiara wasza była jak ziarno gorczycy ... " A może nie umiemy lub nie chcemy poznać i przyjąć woli Bożej? Albo to, co dla nas wydaje się dobre, na siłę chcemy "wmówić samemu Bogu"? Rozpoznanie i przyjęcie woli Bożej, szczególnie wtedy, gdy jest ona da nas trudna i niezrozumiała wydaje się warunkiem koniecznym i niejako uniesprzeczniającym naszą wiarę. Nie ma mowy o prawdziwej i głębokiej wierze tam, gdzie nie ma najpierw uznania i przyjęcia woli Bożej, uznania, że to ostatecznie wola Boża ma się spełnić, a nie moja, tak jak modlę się w codziennej modlitwie "Ojcze nasz ... bądź wola Twoja".

Naucz mnie Panie, jak rozpoznawać i przyjmować Twoją wolę.
Naucz mnie Panie, jak wierzyć wiarą Maryi, Abrahama i Jaira.