Ap 11,19a; 12,1.3-6a.10ab;
Niewiasta
obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami
Czytanie z Apokalipsy Świętego Jana Apostoła
Świątynia Boga w
niebie się otwarła i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego świątyni. Potem wielki
znak ukazał się na niebie: Niewiasta obleczona w słońce, i księżyc pod jej
stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. A jest brzemienna. I woła,
cierpiąc bóle i męki rodzenia.
I inny znak się
ukazał na niebie: Oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć
rogów – a na głowach jego siedem diademów. A ogon jego zmiata trzecią część
gwiazd z nieba: i rzucił je na ziemię. I stanął Smok przed mającą rodzić
Niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć jej Dziecię.
I porodziła Syna
– Mężczyznę, który wszystkie narody będzie pasł rózgą żelazną. I zostało
uniesione jej Dziecię do Boga i do Jego tronu. A Niewiasta zbiegła na pustynię,
gdzie ma miejsce przygotowane przez Boga.
I usłyszałem
donośny głos mówiący w niebie: «Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie
Boga naszego i władza Jego Pomazańca».
1 Kor 15,20-26;
W Chrystusie
wszyscy będą ożywieni
Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian
Bracia:
Chrystus
zmartwychwstał jako pierwociny spośród tych, co pomarli. Ponieważ bowiem przez
człowieka przyszła śmierć, przez Człowieka też dokona się zmartwychwstanie. I
jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz
każdy według własnej kolejności: Chrystus jako pierwociny, potem ci, co należą
do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia. Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże
królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc.
Trzeba bowiem,
ażeby królował, «aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy». Jako
ostatni wróg zostanie pokonana śmierć.
Łk 1,39-56
Bóg
wywyższa pokornych
Słowa
Ewangelii według Świętego Łukasza
W tym
czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w
ziemi Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę.
Gdy
Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a
Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona głośny okrzyk i powiedziała:
«Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto bowiem, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jest, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana».
Wtedy rzekła Maryja:
«Wielbi dusza moja Pana
i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim.
Bo wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy.
Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia,
gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny,
a Jego imię jest święte.
Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie
nad tymi, którzy się Go boją.
Okazał moc swego ramienia,
rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strącił władców z tronu,
a wywyższył pokornych.
Głodnych nasycił dobrami,
a bogatych z niczym odprawił.
Ujął się za swoim sługą, Izraelem,
pomny na swe miłosierdzie.
Jak obiecał naszym ojcom,
Abrahamowi i jego potomstwu na wieki».
Maryja pozostała u Elżbiety około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.
HOMILIA
Niepokalana i Wniebowzięta
Maryja, Matka Jezusa Chrystusa - Boga Człowieka, jest na pewno jedną z nas,
jest Kobietą, jest Matką, jest Siostrą ... ale też jest Kobietą niezwykłą,
Matką niezwykłą, Siostrą niezwykłą ... Jej niezwykłość wynika z Jej niezwykłego
Macierzyństwa, z Jej niezwykłej pokory i Jej niezwykłego poddania się woli
Bożej. Jej zwykłe "fiat" jest początkiem Jej
niezwykłego życia i niezwykłego macierzyństwa. Ale zarazem życia bardzo
zwykłego, bardzo prostego, bardzo ludzkiego, pełnego cierpienia i pełnego
"zwykłości". Tak trudno mówić o Maryi w sposób zwykły, ale i trudno
mówić o Niej tylko w kategoriach niezwykłości. Niezwykłe jest Jej Niepokalane
Poczęcie, niezwykłe jest Jej Macierzyństwo i niezwykłe "zaśnięcie" -
Wniebowzięcie. Ona jedyna spośród całej ludzkości była bez grzechu, Ona jedyna
spośród całej ludzkości nie umarła, ale z ciałem i duszą została wzięta do
nieba (a co to znaczy? - nikt z nas nie wie, bo nikt z nas tam nie był). Ona
jedyna została wyniesiona, wybrana do tej niezwykłej godności, Matki Bożej. Tak
trudno jest o Maryi mówić tylko w kategoriach "niezwykłości", aby nie
uczynić Jej boginią, aby nie zajęła w naszym życiu miejsca Boga samego, ale też
trudno o Niej mówić w kategoriach szarości i "zwykłości", aby nie
sprofanować Jej Macierzyństwa, Jej osoby, Jej życia, Jej świętości ... aby nie
sprowadzić Jej osoby i Jej życia do poziomu naszej zszarganej i szarej
rzeczywistości, do poziomu naszej zwykłej nijakości czy bylejakości ...
Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny jest przedostatnią tajemnicą Różańca,
jest momentem w którym Jezus Chrystus nie tylko wynosi swoją Matkę do chwały
zbawionych w niebie, ale w którym jednocześnie daje nam również przedsmak, czy
raczej zapowiedź tego co i nas czeka, tego co będzie także naszym udziałem ...
pod warunkiem ..., że nasze zwykłe życie uczynimy niezwykłym, pod warunkiem że
świętość stanie się rzeczywiście „ukrytym wymiarem naszej codzienności”.
Wniebowzięcie Maryi jest świętem, w którym czcimy Ją jako Matkę, bo i Chrystus,
Jej Syn Ją uczcił, ale w którym także przeczuwamy zapowiedź naszej wieczności i
naszej chwały, gdzie czcić Ją będziemy jako Królową nieba i ziemi.
Kusi mnie aby napisać tu pewnego rodzaju kalambur ... Jeśli chcę, aby moje
życie i moja wieczność były niezwykłe na miarę Maryi to powinienem po prostu
naśladować zwykłość jej życia i Jej zwykłą pokorną codzienność.
Nie szukajmy nadzwyczajności w naszym życiu, nie sądźmy, że to niezwykłe
pielgrzymki i nadzwyczajne czyny i umartwienia nas uświęcą, ale szukajmy
raczej, jak zwykle i na co dzień z pokorą wypełniać wolę Bożą ... jak zwykle i
na co dzień żyć życiem uczciwym i dobrym, bo na tym polegała niezwykłość Maryi?
Homilia alternatywna
Wejrzał Pan na uniżenie
Służebnicy swojej,
i wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.
Święte jest Jego imię
Wniebowzięcie Najświętszej Maryi
Panny jest świętem o wielorakim znaczeniu. Przypomina nam ono najpierw o końcu
ziemskiego życia Niepokalanej Dziewicy. Ale też i o fakcie, że właśnie ze
względu na Jej Niepokalane Poczęcie koniec Jej życia nie jest naznaczony
koniecznością umierania. Nie było w Niej najmniejszej zmazy grzechowej, Bóg w
swoim Miłosierdziu zachował Ją od grzechu pierworodnego, ale i od konsekwencji
tego grzechu, jakim jest śmierć. Nie zachował Jej od cierpienia, bo wraz z
Synem swoim cierpiała na pewno, stojąc pod Jego krzyżem. Zachował Ją jednak od
śmierci, tej najbardziej bolesnej konsekwencji grzechu pierworodnego. Co więcej
skoro Maryja była bez grzechu poczęta, to nie musiała po śmierci przechodzić
przez stan ostatecznego oczyszczenia czy pokuty w czyśćcu. Nic więc nie stało
na przeszkodzie, aby Jej Syn, Jezus Chrystus wziął Ją z ciałem i duszą od razu
do chwały nieba. Zmartwychwstały i wstępujący do chwały Ojca Chrystus jest pierwszym, Który otwiera dla
rodzaju ludzkiego niebo, zamknięte przez grzech pierworodny. Jest pierwszym,
Który zasiada z ciałem i duszą po prawicy Ojca, będąc doskonałym Człowiekiem i
zarazem Synem Bożym. Jako druga zostaje tam wprowadzona z ciałem i duszą Jego
Matka, Niepokalana Dziewica, ta, Która uprzedzającą Łaską Bożą została
oczyszczona od wszelkiej zmazy i grzechu już w chwili poczęcia i Która po
zakończeniu ziemskiego życia była w pełni gotowa do uczestniczenia w chwale
swojego Syna. Ten, Który „strąca władców z tronu,
a wywyższa pokornych ...wejrzał na uniżenie swojej służebnicy” i
wywyższył Ją w Królestwie swoim. Jej ciało nie doznało skażenia śmierci, bo nie
było skażone grzechem. Doznało od razu i bez zwłoki chwały nieba, bo też było
świątynią Ducha Świętego i z Jej Ciała Druga Osoba Trójcy Świętej wzięła swoje
ludzkie ciało.
Święto Wniebowzięcia przypomina nam jednak również o tym, że i nasze życie nie
kończy się w chwili śmierci, ale nasza przyszłość to chwała nieba, pełne (z
ciałem i duszą) uczestnictwo w Królestwie Niebieskim. Jak bowiem pisze św.
Paweł w 1 liście do Koryntian „jak w Adamie
wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, ... a jako
ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć”, aby wszyscy którzy należą
do Chrystusa mogli uczestniczyć w chwale Królestwa wraz ze swoim Zbawicielem i Jego
Matką. Wprawdzie musimy przejść przez oczyszczanie śmierci i czyśćca, ale nie
są one finalnym stadium naszego życia. Jego ostatecznym wypełnieniem jest
właśnie życie wieczne.
Jest jeszcze jeden element dzisiejszego święta warty refleksji. Maryja, poczęta
wprawdzie bez zmazy grzechu pierworodnego, zachowana łaską Bożą od jego
konsekwencji, nie była jednak bierną w czasie swojego ziemskiego życia. Ona
doskonale współpracowała z łaską Bożą, doskonale odpowiadała na Boże wezwania i
z doskonałym, pełnym pokory posłuszeństwem szukała wypełnienia woli Bożej. Nie
jest więc Wniebowzięcie jedynie efektem Niepokalanego Poczęcia. Jest oczywiście
wynikiem całkowicie darmowej łaski Bożej, jak wszystko co człowiek otrzymuje od
Boga, ale też jest na pewno efektem współpracy Maryi z tą Bożą łaską. Bóg
udziela wszystkiego w sposób całkowicie darmowy i wolny, ale my przez
współpracę z Jego łaską przygotowujemy się na przyjęcie Jego darów, albo
odrzucając Jego Łaskę odrzucamy Jego darmowe dary i czynimy samych siebie niezdolnych
do ich przyjęcia.
W chwili gdy przygotowuję ten artykuł do sierpniowego numeru „Źródła” w
polskich mediach toczy się ożywiona dyskusja na temat stosowności
zorganizowania koncertu rockowej gwiazdy właśnie w dniu Wniebowzięcia. Sam fakt
organizacji tego koncertu, w tym właśnie dniu wydaje się nie mieć większego
znaczenia. Kiedy jednak weźmie się pod uwagę czyj to koncert i fakt, że osoba
ta ma już na swoim koncie pewne ostentacyjnie antyreligijne ekscesy, oraz fakt
jakie za taką właśnie organizacją leżą intencje lub cele, to rzeczywiście można
powątpiewać w celowość i artystyczną wartość takiego przedsięwzięcia.
Można by nawet powiedzieć, że zarówno organizatorom jak i być może samej
gwieździe zależy nie tyle na samym artystycznym wydarzeniu, co raczej na
wywołaniu skandalu. Jak inaczej bowiem można zrozumieć taką oto, wątpliwą
reklamę tego koncertu: „Nie ma miejsca na dwie królowe, dwie madonny w tym
kraju”. Rzeczywiście nie ma i może lepiej by było gdyby ta druga, zagraniczna,
nie rodzima lepiej nie przyjeżdżała.
Prawdę o Wniebowzięciu NMP ogłosił jako dogmat wiary papież Pius XII 1
listopada 1950 r. w Konstytucji apostolskiej "Munificentissimus
Deus":
"...powagą Pana naszego Jezusa Chrystusa, świętych Apostołów Piotra i
Pawła i Naszą, ogłaszamy, orzekamy i określamy jako dogmat objawiony przez
Boga: że Niepokalana Matka Boga, Maryja zawsze Dziewica, po zakończeniu
ziemskiego życia z duszą i ciałem została wzięta do chwały niebieskiej" (Breviarium
fidei VI, 105)
Orzeczenie to Ojciec święty wypowiedział uroczyście w bazylice św. Piotra w
obecności prawie 1600 biskupów i niezliczonych tłumów wiernych. Orzeczenie to
oparł nie tylko na dogmacie, że kiedy przemawia uroczyście jako wikariusz
Jezusa Chrystusa na ziemi w sprawach prawd wiary i obyczajów, jest nieomylny,
ale także dlatego, że ta prawda była od dawna w Kościele uznawana. Papież ją
tylko przypomniał, swoim najwyższym autorytetem potwierdził i usankcjonował.
Z pism św. Grzegorza z Tours (+ 594) dowiadujemy się, że w Galii
istniało to święto już w VI w. Obchodzono je jednak nie 15 sierpnia, ale 18
stycznia. Już w VI wieku cesarz Maurycy (582-602) polecił obchodzić na
Wschodzie w całym swoim państwie 15 sierpnia osobne
święto dla
uczczenia tej tajemnicy. To oznacza, że święto to musiało lokalnie istnieć już
wcześniej, przynajmniej w V w. W Rzymie istnieje to święto z całą pewnością w
wieku VII. Wiemy bowiem, że papież św. Sergiusz I (687-701) ustanawia na tę
uroczystość procesję. Papież Leon IV (+ 855) dodał do tego święta wigilię i oktawę.
Bądź
pochwalona
Bądź pochwalona, o Ty słodka, cicha,
Ty bez szemrania pod krzyżem schylona,
Pijąca do dna z boleści kielicha
Bądź pochwalona.
Bądź pochwalona, gdy młodzieńczych rojeń
Zdarta, stargana opadnie zasłona,
Matko miłości, łaski i ukojeń
Bądź pochwalona.
Bądź pochwalona, gdy wizja ulata
Krótkiego szczęścia na wieki stracona
Pani innego, szczęśliwego świata
Bądź pochwalona.
Bądź pochwalona, gdy zwątpień godzina
We wszystko! wszystkich! przyjdzie nieproszona.
Matko - twarz której wiarę przypomina
Bądź pochwalona.
Bądź pochwalona, gdy ciągły ból toczy,
Gdy dusza chora długie lata kona.
Za Twe prześwięte, miłosierne oczy
Bądź pochwalona.
(wiersz nieznanego autora z Wilna z 1918 r.)
Homilia alternatywna II
Dzisiejsza uroczystość Wniebowzięcia stawia przed nami trzy wielkie obrazy,
które Kościół daje nam w liturgii słowa. Są one niczym trzy stopnie prowadzące
nas ku zrozumieniu tajemnicy Maryi – a przez Nią, ku zrozumieniu tajemnicy
naszego własnego przeznaczenia.
Pierwszy obraz pochodzi z Apokalipsy. Widzimy świątynię w niebie, a w niej Arkę
Przymierza. Dla pobożnego Izraelity Arka była największą świętością – miejscem,
gdzie spoczywała chwała Boga, Jego obecność. Ale św. Jan natychmiast zmienia
perspektywę: Arka znika, a pojawia się Niewiasta. To nie przypadek. To
objawienie: Maryja jest prawdziwą Arką Przymierza. Nie nosi w sobie kamiennych
tablic, ale żywe Słowo, które stało się Ciałem. Jest obleczona w słońce – w
blask samego Boga – a księżyc, symbol przemijania i zmienności, ma pod stopami.
W tym obrazie widzimy dramat: Smok czyha, Niewiasta cierpi bóle rodzenia.
Ojcowie Kościoła widzieli tu Maryję jako Matkę Kościoła. Ona rodzi Głowę,
Chrystusa, ale rodzi też Mistyczne Ciało – nas. I tak jak Jej Syn został
uniesiony do nieba, tak i Ona, po ziemskim życiu, zostaje wzięta z duszą i
ciałem do chwały. To zwycięstwo nad Smokiem. Wniebowzięcie jest pierwszym,
najpełniejszym owocem Apokalipsy – znakiem, że w ostatecznym starciu miłość i
pokora zwyciężają pychę i śmierć.
I tu wkracza drugi obraz, z listu do Koryntian. Święty Paweł z chirurgiczną
precyzją tłumaczy logikę zbawienia: przez Adama przyszła śmierć, przez
Chrystusa – zmartwychwstanie. Ale zwróćmy uwagę na kolejność: „Chrystus jako
pierwociny, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia”. Gdzie w
tej kolejności jest Maryja? Właśnie dzisiejsze święto jest odpowiedzią: Maryja
jest pierwszą z tych, „którzy należą do Chrystusa”. Jej Wniebowzięcie to
antycypacja naszego zmartwychwstania. To nie jest przywilej, który Ją od nas
oddala. Wręcz przeciwnie – to dowód, że obietnica jest realna. Skoro Bóg nie
pozwolił, by ciało Tej, z której wziął ciało, uległo skażeniu, to znaczy, że
traktuje nasze człowieczeństwo śmiertelnie poważnie. Śmierć, jako ostatni wróg,
zostanie pokonana – a Maryja jest tego żywym dowodem.
W końcu trzeci obraz – spotkanie w Ain Karim, zapisane w Ewangelii. Zwykle
skupiamy się na Magnificat, na tym wielkim hymnie wywyższenia pokornych. I
słusznie. Ale popatrzmy na ciało. Młoda dziewczyna, w pierwszych tygodniach
ciąży, przemierza pośpiesznie górzysty szlak z Galilei do Judei. To nie jest
bezcielesny duch. To zmęczone nogi, spocone czoło. To realne, fizyczne oddanie.
I to właśnie na dźwięk Jej głosu porusza się Jan w łonie Elżbiety. Bóg działa przez
materię, przez ciało, przez głos. Wniebowzięcie nie jest ucieczką od
cielesności, ale jej dopełnieniem. Maryja nie zrzuca ciała jak zużytej szaty.
Ona zostaje w nim uwielbiona.
Bracia i Siostry, co to znaczy dla nas, tu i teraz?
Często żyjemy w pokusie pogardy dla ciała – albo przeciwnie, w rozpaczliwym
kulcie młodości. Wniebowzięcie uczy nas szacunku. Nasze ciała, zmęczone, chore,
naznaczone wiekiem, są świątyniami. Kiedyś zostaną przemienione. Maryja, która
„uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana”, uczy nas, że to, co
materialne, nie idzie na zatracenie, ale ku chwale.
Nie jesteśmy duszami zamkniętymi na chwilę w więzieniu ciała. Jesteśmy ludźmi.
I jako ludzie, w pełni naszej natury, mamy zmartwychwstać. Tam, gdzie jest
nasza Głowa, tam jest nasze Serce. A gdzie jest Matka, tam w końcu trafią i
dzieci.
Niech to dzisiejsze święto, tak głęboko polskie i tak głęboko ludzkie, będzie
dla nas zastrzykiem nadziei. Bóg wywyższa pokornych. Bóg bierze do siebie to,
co kruche, by uczynić to nieśmiertelnym. Amen.
Homilia alternatywna III
Anatomia tęsknoty – gdzie jest twoje
niebo?
Zastanawiałem się, dlaczego dzisiejsze święto, tak radosne i pełne światła,
często wprawia nas w lekkie zakłopotanie. Bo przyznajmy przed sobą szczerze:
obrazy Maryi unoszącej się w obłokach, w błękicie i złocie, są piękne, ale
jakoś odległe od zapachu ziemi, od zmęczenia naszych kości, od trudu
codziennego życia. Trochę jakbyśmy świętowali ucieczkę od rzeczywistości.
A przecież dzisiejsza liturgia, zwłaszcza w czytaniu z Apokalipsy, nie daje nam
słodkiego obrazka. Daje nam dramat. Niewiasta obleczona w słońce, która krzyczy
w bólach rodzenia. Smok, który chce pożreć jej Dziecko. Ucieczka na pustynię.
To jest gęste od napięcia, od walki. Gdzie w tym wszystkim jest nasze
„wniebowzięcie”? Gdzie jest spełnienie?
Klucz do zrozumienia tego święta daje nam, zaskakująco, nie tyle wizja końca,
co sam środek Ewangelii – scena nawiedzenia i pieśń Magnificat. Posłuchajcie,
co robi Maryja. Ona właśnie dowiedziała się, że zostanie Matką Boga. Mogłaby,
mając taką godność, zasiąść na tronie i czekać na hołdy. A Ona „wybiera się w
drogę i spieszy”. Idzie do konkretnego domu, do Elżbiety, by służyć. To w tym
geście, w tej wędrówce pod górę, w gotowości do spotkania drugiego człowieka,
objawia się nam prawdziwa „anatomia” Jej nieba.
Drodzy, Wniebowzięcie nie jest bajkową nagrodą za dobre sprawowanie. Jest
dogmatem głęboko egzystencjalnym, który mówi o nas. W Maryi Bóg nie zbawił
tylko jakiejś „iskierki duszy”, nie uratował abstrakcyjnego ducha. On wziął do
swojej chwały całe Jej człowieczeństwo – z ciałem, które nosiło Jezusa, z
nogami, które niosły Go do Elżbiety, z sercem, które przeszył miecz bólu pod
krzyżem. Wszystko to, co ludzkie, co materialne, co naznaczone historią i walką
ze Smokiem, zostało ostatecznie ocalone i przemienione. To jest radykalne
potwierdzenie godności materii i naszego cielesnego życia.
Święty Paweł w Liście do Koryntian mówi o Chrystusie jako o „pierwszym owocu”
zmartwychwstania. A Maryja jest pierwszym w pełni dojrzałym owocem po Nim. Jest
Tą, która pokazuje nam, co znaczy, że łaska nie niszczy natury, ale ją doskonali.
Jej Wniebowzięcie to nie triumf ucieczki, ale triumf włączenia całego
stworzenia w życie Boga.
Gdzie zatem jest nasze niebo? Pytam o to, bo dzisiejsza uroczystość nie jest po
to, byśmy z zazdrością patrzyli w górę na Maryję. Jest po to, by obudzić w nas
tęsknotę i napięcie.
Każdy z nas nosi w sobie przeczucie „nieba”. Tego stanu pełni, w którym
wszystko jest na swoim miejscu, gdzie relacje są czyste, gdzie ciało nie jest
ciężarem, gdzie praca jest twórczością, a miłość nie zna lęku. Tęsknimy za tym.
Ale pokusa polega na tym, by szukać tego nieba poza życiem – w iluzji wiecznej
młodości, w ucieczce od odpowiedzialności, w pogoni za duchowymi lub
materialnymi namiastkami, które obiecują natychmiastowe spełnienie bez krzyża.
Maryja uczy nas, że droga do nieba nie jest ucieczką od ziemi, ale najgłębszym
w nią zaangażowaniem na wzór Boga. „Stąpać po ziemi, głową sięgając nieba” – to
nie jest poetycki frazes, to program chrześcijańskiego życia. Jej Wniebowzięcie
zaczęło się już tu, w Nazarecie, w Betlejem, na Kalwarii. Zaczęło się od
wypowiedzenia Bogu „tak” swoim ciałem i swoją historią.
Ostateczne zwycięstwo Niewiasty ze Smokiem z Apokalipsy już się dokonało. Ale
my wciąż żyjemy w czasie walki, w czasie ucieczki na pustynię, w czasie bólów
rodzenia nowego świata. Nasze życie, naznaczone kruchością, grzechem, chorobą i
śmiercią, może wydawać się dalekie od blasku chwały. Ale właśnie w to nasze
życie, w nasze ciała, które dźwigają ciężar codzienności, Bóg chce wpisać swoją
obecność tak samo realnie, jak uczynił to w Maryi. Każdy nasz, choćby
najmniejszy, gest wierności, każde przełamanie egoizmu, każda decyzja, by
„pójść z pośpiechem” ku komuś w potrzebie, jest budulcem naszego nieba tu i
teraz.
Nie pytajmy więc dziś, jak dostać się do nieba. Pytajmy jak Maryja: jak przyjąć
Boga tak całym sobą, by niebo zaczęło stawać się rzeczywistością już we mnie i
wokół mnie? Jej Wniebowzięcie jest obietnicą, że to, co w nas najbardziej
ludzkie, co wydaje się skazane na przemijanie i rozkład – nasze ciało, nasze
uczucia, nasza zdolność do kochania – to wszystko ma przed sobą nie
unicestwienie, lecz wieczną pełnię. Niebo nie jest miejscem, jest Osobą. Jest
pełnią zjednoczenia z Chrystusem. A Maryja, która już w tej pełni jest cała –
duszą i ciałem – mówi nam dzisiaj: „To jest wasze przeznaczenie. To jest wasza
godność. Nie bójcie się życia, nie gardźcie ciałem, nie uciekajcie od historii.
Tylko idźcie, jak ja, z Bogiem, z pośpiechem miłości, a On dopełni reszty”.
Amen.











