sobota, 24 stycznia 2026

III Niedziela w ciągu roku – A

Iz 8:23b-9:-3

W dawniejszych czasach upokorzył Pan krainę Zabulona i krainę Neftalego, za to w przyszłości chwałą okryje drogę do morza, wiodącą przez Jordan, krainę pogańską. Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu. Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemięzcy jak w dniu porażki Madianitów.

1Kor 1:10-13.17

A przeto upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli. Doniesiono mi bowiem o was, bracia moi, przez ludzi Chloe, że zdarzają się między wami spory. Myślę o tym, co każdy z was mówi: Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa. Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany? Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni? Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża.

Mt 4:12-23

Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: Ziemia Zabulona i ziemia Neftalegou, Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie. Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.


Homilia I

Cokolwiek uczyniliście …

Kiedy Chrystus przyszedł z Dobrą Nowiną na ziemię ludzie rzeczywiście widzieli w Nim kogoś, kto był dobry, po prostu dobry na co dzień i nie po to, aby Go inni widzieli i chwalili. On widział cierpienie ludzi chorych, potrzeby ludzi ubogich i głodnych, On nie musiał być proszony, błagany, nagabywany. Miał oczy zawsze otwarte na potrzeby ludzi i uzdrawiając, lecząc, karmiąc, czyniąc dobro nie robił nikomu łaski, nie wynosił się, nie poniżał nikogo i nie upokarzał. Rzeczywiście kiedy On przechodził przez ziemię, mieszkańcom kraju mroków zabłysło światło (Mt 4,16). Ewangelia, którą On głosił jest rzeczywiście Dobrą Nowiną o zbawieniu, o wyzwoleniu człowieka. Ewangelia przez Niego głoszona była poparta czynem, Jego dobrym działaniem, Jego dobrocią i miłością do człowieka, która wyrażała się nie w słowach, ale w czynach. On wyzwalał człowieka, przynosząc mu dobrą nowinę, czynił go wolnym przez najprostsze dobre czyny.

A jak jest z nami? Czy my postępujemy drogą Mistrza? Czasami głosimy piękne słowa o miłości, głosimy Dobrą Nowinę ubogim i jesteśmy przekonani, że naśladujemy Chrystusa. Ale nasze postępowanie nie idzie w parze z naszymi słowami. Jesteśmy ślepi na potrzeby ludzi ubogich. Dajemy się prosić i błagać, każemy innym czekać na naszą dobroć i łaskawość. Czasami udajemy, że nie widzimy. Czasami jesteśmy rzeczywiście ślepi i zapatrzeni tylko w siebie, widzimy tylko nasze własne sprawy i interesy. Czasami lekceważymy sobie innych i nie zwracamy uwagi na ich potrzeby, na ich biedę, bo mamy tyle innych spraw na głowie, bo jesteśmy tacy zapracowani, tacy zabiegani, tacy zajęci. Jeśli już jesteśmy dobrzy, to często po to, aby nas inni widzieli i chwalili. Jeśli już jesteśmy dobrzy, to robimy to ostentacyjnie i na pokaz. Jezus przeszedł przez ziemię dobrze czyniąc. A ponadto mówił wprost: Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych mnie to uczyniliście. ale też : Czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych tego i mnie nie uczyniliście. Czy ja idę przez ziemię śladami Chrystusa, czyniąc dobrze? Bez proszenia, bez łaski, bez wielkich słów i nie na pokaz?

Czy nie lekceważę sobie człowieka stojącego nieraz obok i czekającego na moją pomoc, bo jestem taki zajęty… SOBĄ?


Homilia II

Światło w codzienności i odwaga jedności

Wyobraźmy sobie mapę Ziemi Świętej z czasów Jezusa. Jerozolima – to centrum. Tam jest świątynia, tam są elity religijne, tam "dzieje się" wielka teologia. A na północy? Na północy jest Galilea. Tereny pokoleń Zabulona i Neftalego, o których słyszeliśmy w pierwszym czytaniu. To prowincja. To pogranicze, gdzie wiara miesza się z pogaństwem, gdzie handel zdominował życie, a historia pełna jest wojen i upokorzeń.

Dla pobożnego żyda z Jerozolimy tamte rejony to była "ciemność". A jednak, jak słyszymy dziś w Ewangelii Mateusza, to właśnie tam Jezus rozpoczyna swoją misję. Nie w centrum, ale na peryferiach.

  1. Bóg przychodzi do Twojej "Galilei"

Izajasz prorokował: "Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką". Te słowa spełniają się, gdy Jezus przybywa do Kafarnaum. To dla nas ogromna nadzieja. Dlaczego? Ponieważ każdy z nas ma w sobie taką "Galileę pogan".

  • Może to są Twoje kompleksy i zranienia, o których wolisz nie mówić.
  • Może to grzech, z którym zmagasz się od lat i czujesz się przez to gorszy.
  • Może to Twoja praca, która wydaje Ci się mało znacząca, szara i nudna.

Dzisiejsza Ewangelia krzyczy do nas: Bóg nie czeka, aż staniesz się "Jerozolimą" – idealny, poukładany i święty. On przychodzi do Twojej "Galilei", do Twojego chaosu, do Twoich ciemności, aby właśnie tam zapalić światło.

  1. Zostawić sieci, by zyskać wolność

Jezus przechodzi obok jeziora i widzi rybaków przy pracy. Szymon, Andrzej, Jakub, Jan – oni nie byli w kościele, nie byli na rekolekcjach. Byli w pracy, zmęczeni, brudni od rybich łusek, zajęci łataniem sieci. I w ten środek ich codzienności wchodzi Bóg z wezwaniem: "Pójdźcie za Mną".

Reakcja apostołów jest piorunująca: "Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim".

Zastanówmy się dziś, co jest Twoją siecią? Co Cię plącze i nie pozwala ruszyć z miejsca za Jezusem?

  • Dla jednych siecią jest lęk o przyszłość – ciągłe zamartwianie się, które paraliżuje zaufanie.
  • Dla innych siecią jest chciwość lub przywiązanie do rzeczy materialnych.
  • Dla jeszcze innych siecią jest gniew i brak przebaczenia, który trzymamy w rękach jak stary, cuchnący połów, bojąc się go wyrzucić.

Jezus mówi: Zostaw to. Nie musisz tego dźwigać. Uczynię Cię rybakiem ludzi – dam Twojemu życiu sens, o jakim nawet nie marzyłeś. Ale musisz mieć odwagę puścić to, co stare.

  1. Skandal podziału

Jeśli jednak pójdziemy za Jezusem, musimy uważać na pułapkę, o której pisze św. Paweł w Liście do Koryntian. Koryntianie przyjęli światło, ale zaczęli je zasłaniać własnymi podziałami. "Ja jestem Pawła, a ja Apollosa, ja jestem Kefasa".

Brzmi znajomo? Ileż to razy w naszych rodzinach, w naszych wspólnotach parafialnych, a nawet w Kościele powszechnym słyszymy podobne głosy: "Ja jestem za tym księdzem, a ja za tamtym", "Ja jestem z opcji tradycyjnej, a ja z nowoczesnej".

Paweł stawia sprawę jasno i ostro: "Czyż Chrystus jest podzielony?".

Kiedy skupiamy się na naszych różnicach, kłótniach i sympatiach, gasimy światło, które Jezus przyniósł do naszej "Galilei". Zamiast być rybakami ludzi, odstraszamy ludzi od sieci Kościoła. Jedność nie oznacza, że wszyscy musimy być tacy sami. Jedność oznacza, że patrzymy w tym samym kierunku – na Krzyż Chrystusa, a nie na swoje racje.

Podsumowanie

Dzisiejsza niedziela stawia przed nami trzy zadania:

  1. Zaufaj, że Jezus chce wejść w to, co w Twoim życiu najciemniejsze i najtrudniejsze. Nie musisz się przed Nim ukrywać.
  2. Zbadaj, jakie "sieci" trzymają Cię w miejscu. Co musisz dziś zostawić – jaki nałóg, jakie przyzwyczajenie, jaki żal – aby pójść za Nim?
  3. Buduj jedność. Tam, gdzie w Twoim otoczeniu są spory, bądź tym, który szuka zgody. Niech Twoje życie pokazuje, że Chrystus nie jest podzielony.

Pan Jezus przychodzi dziś do nas, tutaj, do naszej codzienności. Mówi: "Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie". Nie bójmy się tego blasku. Wstańmy, zostawmy to, co zbędne, i chodźmy za Nim.


Homilia III

Temat: Światło jedności w ciemnościach podziałów

Wprowadzenie:

Dzisiejsza Liturgia Słowa stawia przed nami trzy pozornie różne obrazy: proroczą wizję Izajasza o narodzie kroczącym w ciemności, który ujrzał światłość wielką; poruszający apel św. Pawła o jedność w Koryncie; oraz ewangeliczne opisanie początku publicznej działalności Jezusa w Galilei. Te trzy teksty tworzą jednak spójną teologię światła, które rozprasza ciemności podziałów i prowadzi do prawdziwej wspólnoty.

  1. Światłość dla tych, którzy siedzą w ciemności (Iz 8:23b-9:3; Mt 4:12-23)

Prorok Izajasz zapowiada ludowi, który doświadczał upokorzenia i żył w “krainie mroków”, że nadejdzie czas wielkiej światłości. Ewangelista Mateusz, cytując te słowa, dokonuje niezwykłej interpretacji: spełnienie tej obietnicy widzi w osobie Jezusa, który rozpoczyna swoją działalność właśnie w pogardzanej Galilei, “na pograniczu Zabulona i Neftalego”.

To nie przypadek, że Jezus rozpoczyna od peryferii, od miejsca uważanego za “cienistą krainę śmierci”. Bóg często działa tam, gdzie człowiek nie spodziewa się Jego obecności. Światłość przychodzi do tych, którzy siedzą w ciemnościach - do nas, gdy doświadczamy duchowych, emocjonalnych czy egzystencjalnych mroków.

  1. Ciemność podziałów (1 Kor 1:10-13.17)

Światło Chrystusa ma konkretne zadanie: rozproszyć ciemność podziałów. List do Koryntian pokazuje nam, że już w pierwotnym Kościele istniały spory, frakcje, partykularyzmy: “Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa”.

Święty Paweł zadaje pytania, które i dziś brzmią aktualnie: “Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany?” Jego oburzenie wynika z głębokiego przekonania, że podziały w Kościele są zaprzeczeniem istoty Ewangelii. Tam, gdzie pojawiają się partykularyzmy, tam gaśnie światło jedności.

  1. Nawrócenie i powołanie do jedności (Mt 4:17; 1 Kor 1:10)

Jezus rozpoczyna swoją działalność wezwaniem: “Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie”. Nawrócenie (metanoia) oznacza zmianę myślenia, kierunku życia. W kontekście czytań dzisiejszej niedzieli, to nawrócenie dotyczy również - a może przede wszystkim - naszych relacji we wspólnocie.

Powołanie Piotra, Andrzeja, Jakuba i Jana pokazuje radykalną odpowiedź na wezwanie Jezusa. Oni “natychmiast” zostawiają sieci i idą za Nim. Ta natychmiastowość odpowiada pilności apelu Pawła: “abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli”.

  1. Ewangelia krzyża przeciw mądrości świata (1 Kor 1:17)

Święty Paweł podkreśla: “Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża”. To ważne przypomnienie: źródłem jedności Kościoła nie jest ludzka mądrość, strategie czy programy, ale krzyż Chrystusa. To właśnie pod krzyżem rozpadają się podziały, tam przestaje istnieć “ja jestem Pawła” czy “ja Apollosa”, a pozostaje tylko: “Ja jestem Chrystusa”.

Zakończenie:

Galilea czasów Jezusa była miejscem styku kultur, religii i wpływów. Mieszkańcy “drogi morskiej” doświadczali napięć i podziałów. Tam właśnie przychodzi Światło. Dziś nasz świat, nasze wspólnoty, a może nawet nasze serca, często przypominają tę galilejską krainę pogan – pełną różnych wpływów, niepewności, a czasem podziałów.

Jezus wchodzi w te przestrzenie z prostym wezwaniem: “Nawracajcie się” i “Pójdźcie za Mną”. Światło Jego obecności rozprasza ciemności naszych podziałów. Jego krzyż jest jedynym miejscem, gdzie odnajdujemy prawdziwą jedność.

Nieśmy to światło jedności tam, gdzie żyjemy: w naszych rodzinach, wspólnotach, miejscach pracy. Bądźmy tymi, którzy, idąc za Jezusem, stają się narzędziami pojednania i jedności. Pamiętajmy, że tam, gdzie jest jedność, tam jaśnieje światło Chrystusa, a tam, gdzie jaśnieje to światło, rozpraszają się ciemności podziałów.

Niech nasze “natychmiast” odpowiedzi na wezwanie Jezusa będzie konkretne: przez modlitwę za tych, z którymi się różnimy, przez gest pojednania, przez szukanie tego, co łączy, a nie dzieli. Wtedy słowa Izajasza spełnią się także przez nas: “Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką”.


Homilia IV

Światło w kraju mroków – czyli o dobroci bez „ale”

Wstęp: Mrok i Światło

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy proroctwo Izajasza, które spełnia się w Jezusie: „Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło”.

Czym jest ta ciemność? To nie tylko brak słońca. To często brak nadziei, samotność, choroba, bieda. A czym jest to światło, które przyniósł Chrystus?

Patrząc na dostarczony nam dzisiaj do rozważenia tekst, widzimy wyraźnie: tym światłem jest konkretna, prosta i uprzedzająca dobroć.

  1. Jezus – Dobroć, która nie czeka na prośbę

Kiedy Chrystus przyszedł z Dobrą Nowiną, ludzie nie widzieli w Nim tylko teoretyka czy filozofa. Widzieli w Nim kogoś, kto był po prostu dobry na co dzień.

Jego Ewangelia to nie był suchy wykład. Ona była poparta czynem. Jezus, przechodząc przez ziemię:

  • Widział cierpienie chorych i głód ubogich.
  • Nie czekał, aż ktoś padnie przed Nim na kolana.
  • Nie musiał być proszony, błagany ani nagabywany.

To jest uderzająca cecha Mistrza. Miał oczy szeroko otwarte. Kiedy uzdrawiał, leczył czy karmił, nigdy nie robił nikomu łaski. W Jego pomaganiu nie było cienia wyższości. Nie wynosił się nad biednego, nie upokarzał potrzebującego swoją potęgą. Przynosił wyzwolenie przez najprostsze dobre czyny, dając ludziom poczucie godności. To właśnie dlatego Ewangelia jest Dobrą Nowiną – bo słowo i czyn były w niej jednością.

  1. Nasze lustro – ślepota z zapracowania

A jak jest z nami? Często wydaje się nam, że kroczymy drogą Mistrza. Przecież przychodzimy do kościoła, znamy piękne słowa o miłości, potrafimy cytować Ewangelię. Ale autor dzisiejszych rozważań stawia nam bolesne, lecz konieczne pytanie: Czy nasze postępowanie idzie w parze z naszymi słowami?

Spójrzmy prawdzie w oczy:

  1. Jesteśmy „zajęci sobą”: Często jesteśmy tak zapatrzeni we własne sprawy, interesy i problemy, że stajemy się po prostu ślepi. Mijamy ludzi, nie widząc ich twarzy, nie dostrzegając ich niemego krzyku o pomoc.
  2. Czekamy na błagania: W przeciwieństwie do Jezusa, my lubimy, gdy nas proszą. Dajemy się błagać, każemy innym czekać na naszą łaskawość.
  3. Działamy na pokaz: Jeśli już zrobimy coś dobrego, to często po to, by nas inni widzieli i chwalili. Nasza dobroć bywa ostentacyjna, obliczona na zysk wizerunkowy, a nie na ulżenie drugiemu człowiekowi.

Tłumaczymy się: „Jestem taki zapracowany, taki zabiegany, mam tyle spraw na głowie”. I przez to zabieganie lekceważymy człowieka stojącego tuż obok.

III. Cokolwiek uczyniliście...

Jezus, który „przeszedł przez ziemię dobrze czyniąc”, zostawił nam bardzo konkretną miarę, z której będziemy sądzeni. Nie zapyta nas o piękne deklaracje, ale o fakty.

Mówi wprost: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.

Ale jest też druga strona tego medalu, ta trudniejsza: „Czegokolwiek NIE uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, tego i Mnie nie uczyniliście”.

Zaniechanie, obojętność, udawanie, że nie widzimy – to też jest decyzja. Decyzja o odwróceniu się od Boga, który przychodzi do nas w drugim człowieku.

Zakończenie: Otwórz oczy

Chrześcijaństwo to nie jest religia wielkich słów, ale religia otwartych oczu i wrażliwego serca.

Zadajmy sobie dzisiaj, w ciszy serca, to jedno pytanie z końca rozważanego tekstu:

Czy ja idę przez ziemię śladami Chrystusa? Czy pomagam bez proszenia, bez łaski i nie na pokaz?

Czy nie lekceważę człowieka stojącego obok, bo jestem zbyt zajęty... SOBĄ?

Niech ten tydzień będzie czasem, w którym spróbujemy być dobrzy tak „po prostu”. Niech mieszkańcom naszego „kraju mroków” – naszym sąsiadom, współpracownikom, rodzinie – zabłyśnie światło naszej bezinteresownej dobroci.


Homilia V

„Cokolwiek uczyniliście…”

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy, jak Jezus rozpoczyna swoją publiczną działalność, wzywając do nawrócenia i głosząc nadejście królestwa niebieskiego. Św. Mateusz przypomina nam proroctwo Izajasza: „Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie” (Mt 4,16). To światło to sam Chrystus – który nie tylko głosił Dobrą Nowinę, ale całym swoim życiem ją potwierdzał.

Kiedy Chrystus przyszedł na ziemię, ludzie widzieli w Nim kogoś, kto był po prostu dobry. Jego dobroć nie była spektaklem, nie szukała poklasku. On widział cierpienie chorych, potrzeby ubogich i głodnych – i odpowiadał, nie czekając na prośby czy błagania. Miał oczy otwarte na ludzką biedę i uzdrawiając, karmiąc, podnosząc na duchu, nie robił nikomu „łaski”. Nie wynosił się, nie upokarzał. Przechodząc przez ziemię, rzeczywiście rozświetlał mroki ludzkiego życia.

Ewangelia, którą głosił, była Dobrą Nowiną o wyzwoleniu – i była poparta czynem. Jego miłość wyrażała się nie w pięknych słowach, ale w konkretnych gestach: w dotyku trędowatego, w chlebie rozmnożonym dla tłumów, w czasie poświęconym grzesznikom. Uwalniał człowieka nie tylko słowem, ale przez najprostsze, codzienne dobro.

A jak jest z nami? Czy idziemy drogą naszego Mistrza?

Często głosimy piękne słowa o miłosierdziu, mówimy o Ewangelii dla ubogich… ale czy nasze życie to potwierdza? Nieraz jesteśmy ślepi na potrzeby tych obok nas. Każemy czekać na naszą „dobroć” – jakby była przywilejem, a nie obowiązkiem serca. Czasem udajemy, że nie widzimy. Czasem naprawdę nie widzimy, bo zapatrzeni jesteśmy w siebie, w swoje sprawy, interesy, zajęcia.

Jeśli już czynimy dobro, to często… na pokaz. Dla uznania, dla pochwały, dla „pokazania się”. A Jezus przeszedł przez ziemię czyniąc dobrze w ukryciu – tam, gdzie nikt nie dziękował, nikt nie widział, nikt nie zapisał w kronikach.

I przypomina nam dziś słowami z Ewangelii św. Mateusza:
„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40).
Ale dodaje także:
„Czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili” (Mt 25,45).

Czy ja przechodzę przez ziemię Jego śladami?
Czy moja wiara wyraża się w czynie – bez wielkich słów, bez proszenia, bez czekania na podziękowania?

Czy nie lekceważę człowieka stojącego obok – czekającego na uśmiech, na pomoc, na odrobinę czasu – tylko dlatego, że jestem „taki zajęty”?
Zajęty… sobą?

Nawrócenie, do którego wzywa nas dzisiejsza Ewangelia, to nie tylko zmiana myślenia. To zmiana patrzenia. To otwarcie oczu na braci i siostry, których Bóg stawia na mojej drodze. To dostrzeżenie Chrystusa w głodnym, spragnionym, przybyszem, nagim, chorym, w więzieniu…

Nie trzeba wielkich dzieł. Wystarczy codzienna dobroć – tak zwyczajna, tak cicha, jaką okazywał Jezus.

Prośmy dziś Pana, byśmy jak Piotr i Andrzej usłyszeli Jego wezwanie: „Pójdźcie za Mną” – i szli, naśladując Go nie tylko słowem, ale całym życiem. Byśmy byli światłem, które nie świeci dla siebie, ale rozprasza ciemności wokół.

Niech nasza Ewangelia będzie nie tylko słowem głoszonym, ale życiem dawanym.
Wtedy i nam zabłyśnie światło, i przez nas – innym.


Homily in English

Whatever you did ...

When Christ came with good news to the earth people actually saw in him someone who was good, just good, good in everyday life, and not so that others saw him and praised. He saw the suffering of the sick, the needs of the poor and hungry, he does not have to be asked, begged or hounded. His eyes were always open to the needs of the people and healing, helping, feeding, doing good to anyone who was in need, do not humiliate anyone and not neglected. Indeed, when he passed through the land, to the people of the country the gloom a light has shone (Matthew 4:16). The Gospel that he preached is indeed good news of salvation, liberation of man. Gospel preached by Him was supported by His deeds, His good action, His kindness and love for man, which was expressed not in words but in deeds. He liberated man, bringing to people the good news, He did it free by simple good deeds.

And how is it with us? Do we follow our Master? Sometimes we speak beautiful words about love, preach the Good News to the poor, and we are confident that we imitate Christ. But our actions do not go hand in hand with our words. We are blind to the needs of the poor. We give but we wait to asked and pleaded, we tell others to wait for our goodness and kindness. Sometimes we pretend that we do not see. Sometimes we are really blind and just gazing at each other, we see only our own affairs and interests. Sometimes we neglect bothers and the others. We do not pay attention to their needs, their poverty, because we have so many other things to worry about, because we're so busy, so busy. If we're good, it is often so that to be seen by others and to be praised. If we're good, we do it so ostentatiously as a kind of a show. Jesus went through the land doing good. And he spoke bluntly: Whatever you did for one of these least brothers of mine you did it to me. But also: Whatever you did not do for one of these least brothers of mine you did not do it to me. Do I go through the life in the footsteps of Christ, doing good? Without asking, without playing "graciousness", without big words and not on to be seen and applauded?

Do not underestimate a man standing next to you, and sometimes waiting for your help, because you are so busy ... Too much concern about YOURSELF?

piątek, 16 stycznia 2026

II Niedziela w ciągu roku – A

(Iz 49,3.5-6)

Pan rzekł do mnie: „Tyś sługą moim, Izraelu, w tobie się rozsławię”. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją silą. A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela.

I mówił: „To zbyt mało, iż jesteś mi sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela. Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi”.

1 Kor 1:1-3

Paweł, z woli Bożej powołany na apostoła Jezusa Chrystusa i Sostenes, brat, do Kościoła Bożego w Koryncie, do tych, którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i powołani do świętości wespół ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa, ich i naszego Pana. Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego, i Pana Jezusa Chrystusa!

J 1:29-34

Nazajutrz Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu i rzekł: Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi. Jan dał takie świadectwo: Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym.


Świadectwo Jana Chrzciciela

Czego nam dzisiaj najbardziej brakuje? Pieniędzy? A może obietnic i czarowania? Czy też zapewnień o lepszym jutrze? Czy brakuje nam dzisiaj „doskonałych polityków”, którzy dbają przecież zawsze tylko i wyłącznie (!!) o dobro ludzi? A może krasomówców i alchemików słowa? Lub może brakuje nam aktorów i „showmanów”? Na pewno nie! Tych wszystkich mamy aż za dużo.

Sądzę, że najbardziej brakuje nam dzisiaj świadków! I to świadków klarownych i przejrzystych, wyrazistych i jednoznacznych, którzy życiem swoim dają świadectwo Prawdzie. Ludzi, którzy nie boją się być niepopularni lub „nie na fali”, albo niemodni, staroświeccy i zacofani, bo dają świadectwo niezłomnym zasadom i normom moralnym, bo stać ich na to, aby iść „pod prąd” modom i nijakości. Brakuje nam ludzi, którzy nie wstydzą się być wierzący i prawi. Brakuje nam ludzi, dla których „tak” znaczy „tak”, a „nie” znaczy „nie”. Dla nas – jakże zbyt często – jest to równoznaczne z fanatyzmem, fundamentalizmem, sekciarstwem, nietolerancją...? Nie stać nas na służenie i dawanie świadectwa jedynie Bogu... i dlatego stale pojawia się szatan ze swoimi sprytnymi propozycjami; tolerancji, kompromisu, unowocześnienia, przystosowania, pseudo-delikatności, niewychylania się i politycznej poprawności, …

Jan Chrzciciel, o którym sam Zbawiciel mówił, że był człowiekiem bezkompromisowym i nielękającym się prawdy, jest dla nas – chrześcijan wzorem bezkompromisowej postawy wobec Prawdy, wzorem świadka. On nie boi się tych, którzy nastają na Jezusa, ale i na niego, i daje o Chrystusie klarowne i zdecydowane świadectwo mówiąc: „Ja daję świadectwo, że On jest Synem Bożym”.

Czy my także dajemy świadectwo naszej wiary? Czy może raczej wstydzimy się przyznać, że jesteśmy uczciwi, prawi, rzetelni, że Chrystus jest naszym Mistrzem i Panem naszego życia? A Może wstydzę się być świadkiem Jezusa, bo jest mi to czasami nie na rękę, bo wymaga zbyt wiele, bo jest niewygodne, bo może spowodować, że się komuś narażę, że będę niemodny ?

Ku refleksji Czy Kościół nie jest przypadkiem dlatego krytykowany, czy Bóg nie jest lekceważony właśnie dlatego, że ja nie jestem świadkiem klarownym i wyrazistym? Czy Kościół nie jest na cenzurowanym dlatego, że jego członkowie nie dają świadectwa, że zamiast być solą ziemi i światłem świata, są raczej nijacy i bez wyrazu?


Homilia II

“Powołani, by świadczyć o Świetle”

W dzisiejszych czytaniach Bóg odsłania przed nami wielką tajemnicę swojego zbawczego planu. To plan, który zaczyna się od wybrania jednego narodu, a rozciąga aż po krańce ziemi. To historia, w której każdy z nas ma swoje miejsce.

W pierwszym czytaniu prorok Izajasz przedstawia nam sługę Pańskiego. Bóg mówi do niego: “Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi”. Słowa te, które pierwotnie odnosiły się do Izraela, znajdują swoje dopełnienie w Chrystusie. Ale mają też odniesienie do każdego z nas, ochrzczonych. Chrzest czyni nas uczestnikami tej misji - bycia światłem.

W Ewangelii widzimy Jana Chrzciciela, który dokładnie wypełnia swoją misję. Nie skupia uwagi na sobie, ale wskazuje na Tego, który jest ważniejszy: “Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata”. Jan rozpoznaje w Jezusie oczekiwanego Mesjasza dzięki znakowi, który otrzymał od Boga: Duch Święty zstępujący i pozostający na Nim.

Drodzy, Jan Chrzciciel uczy nas postawy fundamentalnej dla chrześcijanina: bycia świadkiem, który wskazuje na Chrystusa. Nie na siebie, nie na swoje osiągnięcia, ale na Tego, który jedynie może zgładzić grzech świata. W naszym codziennym życiu mamy być jak Jan - ludźmi, którzy potrafią rozpoznać obecność Boga i wskazać na nią innym.

Św. Paweł w drugim czytaniu przypomina nam o naszej godności: “do tych, którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i powołani do świętości”. To nie jest tylko pobożne życzenie, ale fakt! Przez chrzest zostaliśmy uświęceni, staliśmy się świątynią Ducha Świętego. I to nie dla nas samych, ale “wespół ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa”.

Co zatem mówią nam dzisiejsze czytania?

Po pierwsze, jesteśmy powołani. Tak jak Izrael, jak apostołowie, jak każdy ochrzczony. Bóg ma dla każdego z nas konkretne zadanie w swoim zbawczym planie.

Po drugie, nasza tożsamość pochodzi od Chrystusa. Jesteśmy tymi, “którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie”. Nasza wartość nie wynika z naszych osiągnięć, stanowisk czy posiadania, ale z faktu, że jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga.

Po trzecie, mamy misję. Mamy być światłem dla innych. Mamy wskazywać na Baranka Bożego w naszych rodzinach, miejscach pracy, wspólnotach. Czasem przez słowa, częściej przez sposób życia.

W dzisiejszej Eucharystii znów usłyszymy słowa: “Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata”. Podejdźmy do Komunii z wiarą Jana Chrzciciela, rozpoznając w Chlebie życia Tego, który przynosi nam zbawienie. I prośmy o łaskę, abyśmy po wyjściu z tego kościoła potrafili być świadkami, którzy wskazują na Chrystusa w zwykłych, codziennych sytuacjach.

Niech nas umocni słowo Boże i Eucharystia, abyśmy będąc światłem dla świata, nigdy nie przestawali wskazywać na Tego, który jest Źródłem każdego światła - Jezusa Chrystusa, Baranka Bożego.


Homilia III

Wezwanie Jana Chrzciciela

W dzisiejszej Ewangelii, w drugą niedzielę roku liturgicznego cyklu A, staje przed nami Jan Chrzciciel. Widzi on nadchodzącego Jezusa i mówi: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata”. I dodaje: „Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym”. Proste, jednoznaczne, klarowne słowa. Słowa świadectwa.

Zatrzymajmy się na chwilę i spójrzmy na świat wokół nas. Na naszą codzienność. Czego nam dzisiaj najbardziej brakuje? Może wydaje się nam, że pieniędzy, sukcesu, wygody, ciągłej rozrywki? Może słyszymy, że brakuje nam nowoczesnych rozwiązań, liberalnych przepisów, polityków, którzy obiecują nam raj na ziemi? Ale jeśli się głębiej zastanowić, to tych wszystkich mówców, obiecujących złote góry, aktorów codzienności mamy aż nadto. Otaczają nas ze wszystkich stron.

A czego naprawdę brakuje? Brakuje świadków. Świadków przejrzystych jak kryształ, jednoznacznych, którzy swoim życiem, słowem i czynami dają świadectwo Prawdzie. Ludzi, którzy nie boją się, że będą nazwani niemodnymi, staroświeckimi, nienowoczesnymi. Ludzi, którzy mają odwagę iść pod prąd – prądowi relatywizmu, wygody, samowoli. Ludzi, dla których słowa: „wierzę”, „uczciwość”, „wierność” nie są wstydliwym reliktem przeszłości, ale żywym drogowskazem. Brakuje ludzi, którzy mówiąc „tak”, myślą „tak”, a mówiąc „nie”, mają na myśli „nie”. Niestety, często taką postawę łatwo dziś oskarżyć o fanatyzm, brak tolerancji czy zacofanie. Łatwiej jest iść na kompromis, dostosować się, nie wychylać, być „poprawnym”.

A tymczasem Jan Chrzciciel staje przed nami jako wzór właśnie takiego bezkompromisowego świadka. On nie był dyplomatą. Nie szukał popularności. Nie ubierał prawdy w miękkie, przyjemne słówka. Mieszkał na pustyni, jadł prosty pokarm, głosił surowe orędzie nawrócenia. A kiedy przyszedł czas, wskazał palcem na Jezusa i powiedział wprost: „To jest Ten. Baranek Boży. Syn Boży”. Nie bał się władzy, nie bał się śmieszności, nie bał się tego, że jego misja się kończy, a zaczyna się misja Kogoś większego. Jego życie było spójne: to, co głosił, tym żył. Jego świadectwo było czyste i wyraziste.

I teraz najtrudniejsze pytanie, które stawia przed nami dzisiejsza Ewangelia i postać Jana: a ja? Jakie jest moje świadectwo?

Czy daję świadectwo swojej wiary? Czy przyznaję się do Chrystusa w moim domu, w pracy, w szkole, wśród znajomych? Czy może wstydzę się przeżegnać przed posiłkiem w restauracji? Czy wstydzę się powiedzieć, że idę w niedzielę do kościoła, że się modlę, że kieruję się w życiu zasadami Ewangelii? Może boję się, że ktoś się ze mnie wyśmieje, nazwie zacofanym, że stracę jakąś korzyść, że nie będę „na fali”?

A może to właśnie przez nasze wyblakłe, niejasne, kompromisowe świadectwo świat tak lekceważy Kościół i Boga? Pan Jezus mówił do swoich uczniów: „Wy jesteście solą ziemi. Wy jesteście światłem świata”. Sól, która nie jest słona, do niczego się nie nadaje. Światło, które jest ukryte pod korcem, nie oświetla nikomu drogi. Jeśli nasze chrześcijaństwo jest nijakie, bez smaku, bez światła – jakie dajemy świadectwo? Jeśli w niedzielę jesteśmy w kościele, a od poniedziałku do soboty żyjemy tak, jakby Boga nie było – jakie dajemy świadectwo?

Jan Chrzciciel nie wzywa nas dzisiaj do tego, żebyśmy wszyscy poszli na pustynię i jedli szarańczę. Wzywa nas do odwagi. Odwagi bycia uczciwym. Odwagi bycia wiernym. Odwagi mówienia prawdy, nawet gdy jest niewygodna. Odwagi życia w łasce uświęcającej. Odwagi modlitwy. Odwagi miłosierdzia. Odwagi nazywania dobra dobrem, a zła złem.

Nie bójmy się być świadkami. Nie bójmy się być jednoznaczni. Pamiętajmy, że nie jesteśmy w tym sami. Ten, na którego Jan wskazywał – Jezus Chrystus, Baranek Boży – jest z nami. On daje nam siłę Ducha Świętego, który umacniał także Jana. On karmi nas swoim Ciałem w Eucharystii.

Niech dzisiejsza Ewangelia i przykład Jana Chrzciciela poruszą nasze sumienia. Prośmy dziś Pana: Panie, spraw, abym nie był milczącym i wstydliwym wyznawcą, ale odważnym i przejrzystym świadkiem Twojej miłości i prawdy. Daj mi odwagę Jana, abym i ja mógł wskazywać na Ciebie w moim codziennym życiu.

 

Oto pięć propozycji planów homilii na II Niedzielę Zwykłą, rok A, opartych na czytaniach.

Plan 1: Tytuł: „Powołani, by świadczyć”

  • Wprowadzenie:Wszyscy szukamy sensu i celu życia. Dzisiejsze czytania ukazują, że nasze życie zyskuje prawdziwy sens, gdy odkrywamy je jako odpowiedź na Boże powołanie.
  • Rozwinięcie:
    1. Powołanie uniwersalne (Iz 49,3.5-6):Bóg powołuje swojego Sługę (Izrael, a ostatecznie Chrystusa) nie tylko dla odnowienia swojego ludu, ale by był „światłością dla pogan”. Od początku Boży plan zbawienia ma charakter powszechny, skierowany do wszystkich narodów.
    2. Powołanie do świętości (1 Kor 1,1-3):Św. Paweł przypomina Koryntianom (i nam), że przez chrzest zostaliśmy „uświęceni” i „powołani do świętości”. To nasza fundamentalna godność i zadanie.
    3. Wzór i Źródło powołania (J 1,29-34):Jan Chrzciciel wskazuje na Jezusa jako „Baranka Bożego” i „Syna Bożego”. Chrystus jest Tym, który gładzi grzech, daje Ducha Świętego i jest centrum wszelkiego powołania. Nasze powołanie bierze źródło w Jego ofierze i misji.
  • Zastosowanie:Każdy z nas przez chrzest został powołany. To powołanie realizujemy w konkrecie życia: w rodzinie, pracy, wspólnocie. Jak dziś mogę być „światłem” dla mojego otoczenia? Jak świadczę o tym, że należę do Chrystusa?
  • Zakończenie:Bóg powołuje nas nie dlatego, że jesteśmy doskonali, ale dlatego, że nas umiłował. On sam daje siłę („Bóg mój stał się moją siłą”). Otwórzmy się na Jego głos i z odwagą dajmy świadectwo jak Jan Chrzciciel.

Plan 2: Tytuł: „Oto Baranek Boży – nasza tożsamość i misja”

  • Wprowadzenie:W czasie każdej Eucharystii kapłan pokazuje nam Hostię mówiąc: „Oto Baranek Boży…”. Co to znaczy? Dzisiejsza liturgia odsłania głębię tej prawdy.
  • Rozwinięcie:
    1. Zapowiedź Baranka (Iz 49,3.5-6):Zapowiedź Sługi, który ma zbawić, jest przygotowaniem na przyjście Tego, który dokona tego zbawienia przez ofiarę. Jego misja wykracza poza granice Izraela.
    2. Wspólnota Baranka (1 Kor 1,1-3):Paweł zwraca się do „Kościoła Bożego”, czyli wspólnoty zgromadzonej wokół Chrystusa. Naszą tożsamość definiuje przynależność do Niego – Baranka.
    3. Objawienie Baranka (J 1,29-34):Jan Chrzciciel precyzyjnie wskazuje: Jezus jest Barankiem, który gładzi grzech świata i Tym, który chrzci Duchem Świętym. To objawienie Jego posłannictwa: Ofiara i dar życia.
  • Zastosowanie:Jako ochrzczeni należymy do Baranka. To oznacza, że nasze życie ma być naznaczone Jego duchem: pokorą, ofiarnością, przebaczeniem, mocą Ducha Świętego. Czy pozwalam, by Baranek „gładził” mój grzech? Czy niosę Jego przebaczenie innym?
  • Zakończenie:Spotkanie z Barankiem Bożym w Eucharystii nie może się skończyć tylko przy ołtarzu. Mamy wyjść, by – jak Jan – wskazywać na Niego światu i żyć Jego duchem.

Plan 3: Tytuł: „Od przeznaczenia do świadectwa”

  • Wprowadzenie:Czasem czujemy się „za mali”, niewystarczający. Bóg w dzisiejszym słowie pokazuje, że nasze powołanie zawsze przekracza nasze wyobrażenia.
  • Rozwinięcie:
    1. Boża wizja człowieka (Iz 49,3.5-6):Bóg mówi do Sługi: „To zbyt mało…”. Bóg widzi w nas potencjał większy niż my sami. Nasze życie ma znaczenie w wielkim planie zbawienia, nawet jeśli go nie ogarniamy.
    2. Godność powołanego (1 Kor 1,1-3):Jesteśmy „uświęceni” i „powołani do świętości”. To nie nasza zasługa, ale dar i efekt działania Boga w nas przez Chrystusa.
    3. Wzór świadka (J 1,29-34):Jan Chrzciciel jest idealnym przykładem osoby, która wie, kim jest („nie ja, ale On”), i dlatego może być czystym świadkiem („daję świadectwo”). Jego życie jest skierowane ku Chrystusowi.
  • Zastosowanie:Zamiast koncentrować się na swoich słabościach, spójrzmy na siebie oczami Boga, który mówi: „To za mało” – mam dla ciebie większą misję. Jakie jest moje powołanie tu i teraz? Czy jak Jan potrafię wskazywać na Jezusa, a nie na siebie?
  • Zakończenie:Bóg kształtuje nas „od urodzenia” (Izajasz) na swoich świadków. Zaufajmy Jemu jak Jan Chrzciciel. On, który nas powołał, dał nam też Ducha Świętego, byśmy mogli wypełnić naszą misję.

Plan 4: Tytuł: „Chrzest Duchem Świętym – moc dla misji”

  • Wprowadzenie:Czym różni się chrzest Janowy od chrztu, który przynosi Jezus? Dzisiejsza Ewangelia daje nam kluczową odpowiedź.
  • Rozwinięcie:
    1. Misja wymagająca mocy (Iz 49,3.5-6):Zadanie bycia światłem dla świata przerasta ludzkie siły. Potrzebna jest moc z góry. Izajasz mówi: „Bóg mój stał się moją siłą”.
    2. Wspólnota w Duchu (1 Kor 1,1-3):Kościół w Koryncie, pomimo słabości, jest miejscem działania Ducha Świętego. Świętość, do której są powołani, jest możliwa tylko dzięki łasce.
    3. Źródło mocy (J 1,29-34):Decydujący znak mesjański to Duch, który spoczywa na Jezusie. Jezus jest Tym, który chrzci Duchem Świętym. To jest istota Nowego Przymierza – nie zewnętrzny obrzęd, ale wewnętrzne przeobrażenie przez Ducha.
  • Zastosowanie:Nasz chrzest i bierzmowanie to przyjęcie tego właśnie „chrztu Duchem Świętym”. Czy żyję w świadomości tej mocy? Czy proszę Ducha Świętego o światło i siłę do bycia świadkiem? Jak realizuję moją misję w mocy Ducha?
  • Zakończenie:Nie jesteśmy sami w zadaniu bycia światłem. Jezus, Baranek Boży, dał nam swojego Ducha. To On czyni nas zdolnymi do niesienia zbawienia „aż do krańców ziemi” naszego codziennego życia.

Plan 5: Tytuł: „Światło dla świata. Kościół w misji”

  • Wprowadzenie:Czasem postrzegamy Kościół jako instytucję dla „swoich”. Dzisiejsze czytania ukazują jego prawdziwe, otwarte oblicze.
  • Rozwinięcie:
    1. Prorocka wizja Kościoła (Iz 49,3.5-6):Misja „być światłością dla pogan” to starotestamentalna zapowiedź powszechnej misji Kościoła. Kościół nie jest zamkniętą grupą, ale znakiem zbawienia dla całej ludzkości.
    2. Tożsamość Kościoła (1 Kor 1,1-3):Paweł pisze do lokalnego Kościoła, łącząc go „ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia… Pana”. Kościół jest jeden, powszechny i z natury misyjny.
    3. Centrum Kościoła (J 1,29-34):Kościół istnieje, aby wskazywać na Jezusa – Baranka i Syna Bożego. Jego świadectwo (jak świadectwo Jana) ma prowadzić ludzi do wiary w Niego i przyjęcia Ducha Świętego.
  • Zastosowanie:Jako część Kościoła jesteśmy odpowiedzialni za jego misyjne oblicze. Czy nasza parafia, wspólnota jest gościnna, otwarta? Czy potrafimy wyjść z przesłaniem nadziei do innych, zwłaszcza tych dalekich od Boga? Co konkretnie robię, by być „światłem”?
  • Zakończenie:Bóg chce, by Jego Kościół był narzędziem zbawienia dla świata. Nieśmy zatem to światło Chrystusa z radością i ufnością, pamiętając, że Jego zbawienie jest darem dla wszystkich.

piątek, 9 stycznia 2026

Niedziela Chrztu Pańskiego - A

Iz 42,1-6.6-7

Oto mój Sługa, którego podtrzymuję. Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On niezachwianie przyniesie Prawo. Nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy. Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności.

Dz 10,34-38

Wtedy Piotr przemówił w dłuższym wywodzie: Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie. Posłał swe słowo synom Izraela, zwiastując im pokój przez Jezusa Chrystusa. On to jest Panem wszystkich. Wiecie, co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Dlatego że Bóg był z Nim, przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła.

Mt 3,13-17

Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie? Jezus mu odpowiedział: Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe. Wtedy Mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie.


Homilia I: Obmyci wodą Chrztu

Nigdy chyba nie będziemy zdolni w pełni pojąć znaczenia i sensu Sakramentu Chrztu Św. Przez przyjęcie tego Sakramentu staliśmy się dziećmi Bożymi. Tak jak w czasie Chrztu Jezusa w Jordanie Bóg Ojciec "zadeklarował” niejako: "Ty jesteś moim dzieckiem umiłowanym, w tobie mam upodobanie" i od tego momentu zmieniła się diametralnie optyka mojego życia. Jako dziecko Boże nie jestem już w niewoli zła i grzechu pierworodnego. Zostałem włączony w rodzinę Kościoła, rodzinę Bożą i stałem się pełnoprawnym członkiem domu Bożego. Z tego Sakramentu wypływają i w nim są zakotwiczone wszystkie inne sakramenty i wszystkie inne łaski jakie otrzymuję jako chrześcijanin - dziecko Boże. Przez ten sakrament obmywający i odradzający "okazała się Łaska Boża, która niesie zbawienie" - jak pisze św. Paweł apostoł w Liście do Tytusa. Nigdy chyba nie jest dosyć o tym przypominać i głębie tegoż Sakramentu rozważać.

Ze zdziwieniem i niedowierzaniem więc słucham czasami rodziców, pozornie logicznie perorujących: "Nie chrzczę swojego dziecka bo nie chcę go przymuszać do czegoś, czego ono w dojrzałym wieku samo by nie wybrało." Jakżeż można nie chcieć dla dziecka dobra, łaski, odrodzenia, dziecięctwa Bożego? Jakżeż można być tak naiwnym i ślepym? Dlaczego matka kąpie i przewija swoje dziecko, karmi go różnego rodzaju odżywkami i nie czeka aż dziecko świadomie samo wybierze to, co najlepsze dla niego? Dlaczego matka posyła dziecko (czasami nawet wbrew jego woli) do szkoły, na naukę śpiewu, tańca, gry na skrzypcach, czy na rytmikę i nie czeka aż dziecko samo wybierze najlepszy dla niego rodzaj edukacji? Co za głupie tłumaczenie? Co za naiwne i przewrotne usprawiedliwienie? I to w ustach katolików, wierzących, deklarujących się jako dzieci Boże. Najprawdopodobniej sami rodzice nie pojęli, nie zrozumieli łaski Sakramentu Chrztu, i dlatego w tak głupiutki i naiwny sposób odmawiają tej łaski swojemu dziecku.

Dzisiejsza niedziela Chrztu Pańskiego przypomina nam i nakłania do ponownego przemyślenia faktu naszego Chrztu i wszystkich z niego wypływających konsekwencji i zobowiązań. Warto może rzeczywiście w tym zrelatywizowanym świecie ustalić pewne stałe i niewzruszone punkty odniesienia. A jednym z nich jest na pewno nasz Chrzest - Sakrament obmywającej Łaski Bożej, Sakrament usynowienia, Sakrament odrodzenia i życia.

Chrześcijaninie zostałeś ochrzczony !
CO TO DLA CIEBIE ZNACZY?
O ile w ogóle cokolwiek znaczy ...


 Homilia II: “Zanurzeni w tajemnicę solidarności”

Dzisiejsza Niedziela Chrztu Pańskiego przenosi nas nad brzeg Jordanu, gdzie rozgrywa się scena pełna paradoksów. Jan Chrzciciel, prorok nawrócenia, stojący pośród tłumów wyznających grzechy, nagle widzi przed sobą Jezusa – Niewinnego, Świętego Boga. Jego reakcja jest natychmiastowa i pełna pokory: “To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?”.

Odpowiedź Jezusa odsłania głęboką tajemnicę Wcielenia: “Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe”. Słowa te ukazują nam Chrystusa, który całkowicie solidaryzuje się z ludzkością. Nie przychodzi jako odległy sędzia, ale jako Ten, który wchodzi w naszą kondycję, w naszą ludzką historię, w nasze poszukiwanie Boga. Przyjmując chrzest pokuty, chociaż nie ma grzechu, Jezus utożsamia się z każdym człowiekiem potrzebującym nawrócenia, z każdym z nas.

W tym geście zanurzenia w wodach Jordanu objawia się cała logika Bożego zbawienia: Bóg schodzi do nas, abyśmy my mogli wznieść się do Niego. To właśnie zapowiadał prorok Izajasz w pierwszym czytaniu, opisując Mesjasza jako Sługę, który “nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku”. Jezus przychodzi do słabych, do nadłamanych, do gasnących płomyków ludzkiej nadziei.

A potem rozdziera się niebo. Tej sceny nie możemy przeoczyć. Ewangelista Mateusz używa mocnego czasownika – niebiosa “otworzyły się”. Do tej pory niebo wydawało się zamknięte, oddzielone od ziemi grzechem człowieka. Teraz, w Chrystusie, niebo otwiera się na nowo. Zstępuje Duch Święty, a głos Ojca ogłasza: “Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”.

Drodzy, to otwarcie nieba dotyczy każdego z nas przez chrzest! W sakramencie chrztu zostaliśmy zanurzeni w tej samej tajemnicy. Nie jesteśmy już oddzieleni od Boga – niebo jest otwarte także dla nas. Głos Ojca, który mówi do Jezusa, mówi także do nas: “Jesteś moim dzieckiem umiłowanym”. W chrzcie otrzymaliśmy Ducha Świętego, który na nas spoczął.

Jakże aktualne jest to przesłanie w świecie, który często doświadcza “zamkniętego nieba” – poczucia samotności, opuszczenia, niezrozumienia. Chrzest przypomina nam, że niebo nie jest zamknięte! Bóg nie jest daleko! W Chrystusie mamy dostęp do Ojca, a Duch Święty towarzyszy nam w codzienności.

Dzisiejsze święto niech będzie dla nas okazją do dziękczynienia za dar chrztu. Może warto dziś odnaleźć świadectwo chrztu, zapalić świecę chrzcielną, odnowić przyrzeczenia chrzcielne. Ale przede wszystkim niech będzie czasem uświadomienia sobie tej fundamentalnej prawdy: jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga, dla których niebo jest otwarte. Idźmy więc przez życie z tą pewnością, niosąc światu nadzieję, że w Chrystusie wszyscy jesteśmy braćmi, a Bóg jest Ojcem, który na nas czeka.


Homilia III: “Naznaczeni do misji”

Scena chrztu Jezusa w Jordanie to nie tylko piękna ewangeliczna opowieść. To moment przełomowy, który rozpoczyna publiczną działalność Mesjasza i objawia Jego tożsamość oraz misję. W tym wydarzeniu możemy odkryć głębokie znaczenie naszego własnego chrztu.

Zwróćmy uwagę na trzy elementy, które tworzą dzisiejszą liturgię słowa: zapowiedź Sługi Jahwe u Izajasza, świadectwo Piotra w domu Korneliusza oraz relacja ewangeliczna. Wszystkie one splatają się, ukazując nam chrzest jako namaszczenie do misji.

W czytaniu z Księgi Izajasza Bóg przedstawia swojego Sługę, wybranego, w którym ma upodobanie. Ten Sługa ma być “przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów”. Jego misja to otwieranie oczu niewidomym, uwalnianie jeńców, wyprowadzanie z ciemności. To właśnie jest misja Jezusa, który w chrzcie zostaje oficjalnie przedstawiony i potwierdzony w tej roli.

Ewangelia pokazuje nam realizację tej zapowiedzi. Gdy Jezus wychodzi z wody, Duch Święty zstępuje na Niego, a głos Ojca potwierdza: “Ten jest mój Syn umiłowany”. To namaszczenie Duchem jest inwestyturą, uroczystym rozpoczęciem mesjańskiej misji. Właśnie o tym mówi Piotr w drugim czytaniu: “Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Dlatego że Bóg był z Nim, przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich”.

Drodzy, tutaj dotykamy sedna dzisiejszej uroczystości. Chrzest Jezusa objawia nam, jaki jest nasz chrzest! My również zostaliśmy naznaczeni Duchem Świętym i otrzymaliśmy misję. Nie jesteśmy chrześcijanami tylko po to, aby “być zbawionym”, ale po to, aby – jak Jezus – “dobrze czynić i uzdrawiać”. Każdy z nas, przez chrzest, został włączony w misję Chrystusa: stał się światłem dla innych, narzędziem wyzwolenia, świadkiem Bożej miłości.

Jan Paweł II mówił, że chrzest jest “pierwszym sakramentem powołania i odpowiedzi”. Co to oznacza? Że Bóg powołuje nas do konkretnej misji w Kościele i świecie, a my mamy na to powołanie odpowiedzieć. Nie ma chrześcijanina bez misji! Nie ma wiary bez zaangażowania!

Możemy zapytać: na czym polega moja chrzcielna misja? Nie wszyscy jesteśmy powołani do rzeczy spektakularnych. Misja zaczyna się w rodzinie, w miejscu pracy, w społeczności lokalnej. Polega na tym, by być – jak Sługa Jahwe – delikatnym wobec “nadłamanej trzciny”, czyli wobec słabych; by nie gasić “nikłego płomyka” nadziei u przygnębionych; by być światłem w miejscach ciemności: obojętności, egoizmu, smutku.

Współczesny świat potrzebuje ludzi, którzy – jak mówił Piotr – “boją się Boga i postępują sprawiedliwie”, niezależnie od narodowości czy statusu społecznego. Potrzebuje świadków, którzy przeszedłszy przez wody chrztu, nie boją się żyć według Ewangelii.

Dzisiejsza uroczystość przypomina nam, że chrzest nie jest wydarzeniem z przeszłości, ale dynamiczną rzeczywistością, która kształtuje naszą teraźniejszość i przyszłość. Jesteśmy ochrzczeni – a zatem jesteśmy namaszczeni Duchem Świętym, jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga, jesteśmy powołani do misji.

Niech ta Eucharystia umocni w nas świadomość naszego chrztu. Niech pomoże nam odnowić przyrzeczenia, które kiedyś złożyli nasi rodzice i chrzestni. I niech Duch Święty, który zstąpił na Jezusa w Jordanie, prowadzi nas każdego dnia, abyśmy “dobrze czynili” tam, gdzie nas Bóg postawił. Amen.


Homilia IV: Solidarność Boga z człowiekiem

1. Zaskakująca kolejka nad Jordanem

Scena z dzisiejszej Ewangelii może nas zdumiewać tak samo, jak zdumiała Jana Chrzciciela. Oto nad rzeką Jordan ustawia się kolejka grzeszników, ludzi pragnących odmiany życia, a pośród nich staje On – Święty, Niewinny, Boży Syn. Jan próbuje Go powstrzymać: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie”. Jezus jednak odpowiada: „Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe”.

Ta „sprawiedliwość” w języku biblijnym to nie litera prawa, ale wierność Bożej miłości. Jezus wchodzi do wody nie po to, by obmyć własne grzechy, bo ich nie ma, ale by wziąć na siebie nasze. To pierwszy akt Jego publicznej misji: całkowita solidarność z upadłym człowiekiem.

2. Cichy Sługa z proroctwa Izajasza

Pierwsze czytanie z Księgi Izajasza rzuca światło na to, jakim typem Mesjasza jest Jezus. Nie jest to władca, który narzuca swoją wolę siłą. To Sługa, który „nie złamie trzciny nadłamanej” i „nie zagasi knotka o nikłym płomyku”.

  • Jak często czujemy się jak taka „nadłamana trzcina”?
  • Jak często nasza wiara jest tylko „nikłym płomykiem”?

Chrzest Jezusa mówi nam: Bóg nie przychodzi, by cię dobić swoim autorytetem. On przychodzi, by cię podtrzymać. On wchodzi w mętne wody naszego życia, naszych lęków i porażek, aby pokazać nam, że nie jesteśmy w nich sami.

3. Nasza tożsamość: „Umiłowany Syn, Umiłowana Córka”

Najważniejszy moment dzisiejszej Ewangelii to głos Ojca: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. Te słowa nie dotyczą tylko Jezusa. W chwili naszego chrztu, te same słowa zostały wypowiedziane nad każdym z nas.

W świecie, który ciągle nas ocenia na podstawie sukcesów, wyglądu czy portfela, Chrzest Pański przypomina nam o naszej fundamentalnej godności. Jesteśmy „umiłowani” nie dlatego, że coś zrobiliśmy, ale dlatego, że jesteśmy dziećmi Boga. To jest fundament, którego nikt nie może nam odebrać.


Homilia V: Namaszczeni do czynienia dobra

1. Od teorii do działania

Święty Piotr w drugim czytaniu z Dziejów Apostolskich podsumowuje życie Jezusa w niezwykle krótkich, ale mocnych słowach: „Przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich”. To zdanie jest kluczem do zrozumienia, co dzieje się nad Jordanem. Chrzest Jezusa jest Jego „namaszczeniem” do misji.

Duch Święty zstępuje na Niego nie dla ozdoby, ale dla mocy. Ta moc objawia się w konkretnym działaniu: w otwieraniu oczu niewidomym i wypuszczaniu więźniów z zamknięcia, o czym prorokował Izajasz.

2. Bóg nie ma względu na osoby

Piotr wygłasza te słowa w domu Korneliusza – poganina. To przełomowy moment. Piotr odkrywa, że „Bóg naprawdę nie ma względu na osoby”. Miłość Boża nie jest zarezerwowana dla „wybranych” w sensie ekskluzywnym, ale jest propozycją dla każdego, kto „postępuje sprawiedliwie”.

Chrzest Pański to święto inkluzywności Boga. Jezus wchodzi do Jordanu, który łączy różne krainy, by pokazać, że Jego zbawienie jest dla wszystkich – dla tych z pierwszej ławki w kościele i dla tych, którzy czują się od Boga bardzo daleko.

3. Co z moim chrztem?

Często myślimy o chrzcie jako o wydarzeniu z przeszłości, które upamiętnia wyblakłe zdjęcie w albumie. Tymczasem dzisiejsze święto pyta nas: Co robisz z mocą swojego chrztu dzisiaj?

  • Prorok Izajasz mówi o niesieniu Prawa i byciu światłością.
  • Święty Piotr mówi o „dobrze czynieniu”.
  • Ewangelia mówi o posłuszeństwie Ojcu.

Być ochrzczonym to znaczy być „namaszczonym” Duchem Świętym do tego, by w swoim środowisku – w pracy, w domu, w szkole – być kimś, kto nie łamie nadłamanej trzciny. Kto zamiast krytykować, próbuje zrozumieć. Kto zamiast potępiać, wnosi pokój.

Podsumowanie

Niech ta niedziela będzie dla nas okazją do odnowienia w sobie świadomości, że nie jesteśmy anonimowym tłumem. Jesteśmy dziećmi Boga, w których On „ma upodobanie”. Uzbrojeni w tę pewność, idźmy przez ten tydzień „dobrze czyniąc”, na wzór naszego Mistrza z Nazaretu.


Baptism of the Lord - English homily ....

Washed with water of Baptism

I guess we will never be able to fully grasp the importance and meaning of the Sacrament of Baptism. By receiving this Sacrament we became children of God. As in the time of Jesus' baptism in the Jordan, God the Father declared: "You are my beloved child, in you I am well pleased," and from that moment the meaning and the optic of my life dramatically changed. As a child of God I am no longer in the slavery of evil and original sin. We have been involved in the family of the Church, in the family of God and we became full members of the house of God. From this sacrament flow of, and in it are anchored all other sacraments and all other graces I receive as a Christian - a child of God. Through this sacrament cleaning and resurgent "was presented to us the grace God that brings salvation" - writes St. Paul the Apostle in the Epistle to Titus. Probably it is never enough to remind and depth of that Sacrament and contemplate it.

So sometimes I listen to parents with surprise and disbelief, when seemingly in a logical way they try to say: "I do not baptize my child because I do not want to coerce him into something what at a mature age the child would not have chosen." How is it possible to not want for a child the grace, the rebirth, the grace to be the child of God? And how can you be so naive and blind? Why mother bathes and change the diapers for her child, why is she feeding him with all kinds of nutrients and healthy food, and is not waiting until the child himself consciously chooses what's best for him? Why the mother sends her child (sometimes even against his will) to school, to learn to sing, dance, play the violin, and she is not waiting until a child alone chooses for him the best type of education? What a stupid reasoning? What a naive and perverse justification? And it is said by Catholics, by believers, by those declaring themselves as children of God. Most likely, the parents did not appreciate, did not understand the grace of the Sacrament of Baptism, and therefore in such a silly and naive way refuse the grace for their child.

This Sunday of Baptism of the Lord reminds us and leads us to rethink the fact of our Baptism and all of its consequences and obligations flowing out this Sacrament. It may be indeed good to establish some solid and unshakable points of reference in this morally frenzy world. And one of these solid points is definitely our Baptism - the Sacrament of the Grace of God, the Sacrament of adoption, the Sacrament of rebirth and life eternal.

Christian, you have been baptized!
WHAT THIS MEANS FOR YOU?
Does it mean anything...?

 

 

poniedziałek, 5 stycznia 2026

06.01. Objawienie Pańskie – Trzech Króli

 Iz 60,1-6

Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło i chwała Pańska rozbłyska nad tobą. Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan, i Jego chwała jawi się nad tobą. I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twojego wschodu. Podnieś oczy wokoło i popatrz: Ci wszyscy zebrani zdążają do ciebie. Twoi synowie przychodzą z daleka, na rękach niesione twe córki. Wtedy zobaczysz i promienieć będziesz, a serce twe zadrży i rozszerzy się, bo do ciebie napłyną bogactwa zamorskie, zasoby narodów przyjdą ku tobie. Zaleje cię mnogość wielbłądów - dromadery z Madianu i z Efy. Wszyscy oni przybędą ze Saby, zaofiarują złoto i kadzidło, nucąc radośnie hymny na cześć Pana.

Ef 3,2-3a.5-6

Przecież słyszeliście o udzieleniu przez Boga łaski danej mi dla was, że mianowicie przez objawienie oznajmiona mi została ta tajemnica, Nie była ona oznajmiona synom ludzkim w poprzednich pokoleniach, tak jak teraz została objawiona przez Ducha świętym Jego apostołom i prorokom, to znaczy, że poganie już są współdziedzicami i współczłonkami Ciała, i współuczestnikami obietnicy w Chrystusie Jezusie przez Ewangelię.

Mt 2,1-12

Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon . Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela. Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę.  A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny,


Uwielbiajcie Pana wszystkie ludy ziemi

Wydawać by się mogło, że mają rację ci, którzy mówią o imperializmie Kościoła, czy imperializmie chrześcijaństwa. Kościół od wieków głoszący Chrystusa na wszystkich kontynentach wywołuje niewątpliwie mieszane reakcje. Takie też są odczucia niektórych ludzi po opublikowaniu dogmatycznego dokumentu "Dominus Jesus", który wywołał zagorzałą dyskusję wśród teologów i narodów Azji.  Czy jednak jest to prawda, czy może raczej tylko „uczulenie” niektórych na Boga?

Pozostawiwszy na boku tego rodzaju akademickie i teologiczne spory może lepiej przyjrzeć się dzisiejszej scenie ewangelicznej. Oto narody "pogańskie", w osobach trzech mędrców przychodzą same do wcale nie imperialistycznego Chrystusa, do Dzieciątka i uznają w Nim Króla, Któremu chcą oddać pokłon. Dzisiejsza uroczystość Objawienia Pańskiego ukazuje nam tę niezmierzoną prawdę, że człowiek (pod każdą szerokością geograficzną i w każdej kulturze) czeka na objawienie się Boga Stworzyciela, za Nim tęskni i do Niego dąży. To nie Kościół czy chrześcijaństwo są imperialistyczne, to Bóg chce aby wszystkie narody ziemi poznały prawdę o Jego zbawczej Miłości do człowieka, o Jego zbawczej Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu.

Jest niewątpliwie faktem, że niejednokrotnie w historii niektóre instytucje Kościoła popełniały błąd imperializmu, ale tego rodzaju oskarżenie jest nieporozumieniem, jeśli spojrzy się na całość historii zbawienia i na jej efekty. Kościół od czasów apostolskich miał tę nieustanną świadomość, że oto "Miłość Chrystusa przynagla nas". I tej świadomości, temu imperatywowi Miłości nie mógł się oprzeć. Nie dajmy się zwariować, kiedy inni nam zarzucają, że jesteśmy imperialistyczni, bo narzucamy innym nasz styl życia, bo nakazujemy lub zmuszamy do życia według naszych, chrześcijańskich norm i reguł. Szesnaście lat pracowałem na misjach i nic takiego nie zaobserwowałem Sam również starałem się nie narzucać i nie gwałcić niczyich przekonań. Kościół proponuje: "Jeśli chcesz być zbawionym, jeśli chcesz, aby życie Twoje nabrało innego, głębszego sensu i wymiaru wieczności, uwierz w Chrystusa. Ostatecznie jednak wybór należy do Ciebie." Tysiące męczenników w Afryce, Ameryce Południowej i Azji. Dziesiątki tysięcy misjonarzy, którzy oddali swoje życie dla głoszenia tej prawdy, a zarazem dla ratowania człowieka są tego najlepszym dowodem. I ci, co sprzedają potajemnie broń krajom trzeciego świata, ci którzy ekonomicznie i gospodarczo je wyzyskują, mogą krzyczeć i na pewno krzyczą najgłośniej o imperializmie Kościoła, aby przykryć swoje czarne i niecne machinacje. A Kościół nie może przestać głosić Chrystusa i to Chrystusa ukrzyżowanego, Który przychodzi jako Dziecię, bezbronny i pozbawiony potęgi, po to, aby człowieka z potęgi zła uwolnić. Zło zaś zawsze będzie najgłośniej protestować przeciwko objawianiu się dobra. I to zło nadal krzyczy oskarżając o imperializm Dobro i przeinacza Prawdę, samo ubierając się w szatki prawdy i wolności.

Chrześcijaninie - nie wstydź się być wyznawcą Chrystusa i ukazuj innym Tego, Który dla zbawienia człowieka stał się człowiekiem. Nawet jeśliby cię oskarżano o wszelkiego rodzaju imperializmy. Nie dajmy się zwariować, zniechęcić i zastraszyć. Nie używajmy siły w nawracaniu, ale też nie bądźmy słabymi i uległymi konformistami. Żyjmy, jak wyznawcy Chrystusa i swoim życiem głośmy ten fakt, że On jest jedynym Zbawicielem człowieka. Niech Jego Imię - Najwyższe Imię będzie znane i sławione, przez wszystkich, którzy w Niego uwierzą, a dla tych, którzy Go odrzucają niech będzie imieniem pełnym potęgi i wywołującym bojaźń.

Tylko ludzie przewrotni mogą oskarżać Chrystusa o imperializm. Ludzie mądrzy i zacni, jak patronowie dnia dzisiejszego uznają w Nim Zbawiciela i prawdziwego Króla, Który podbija świat i ludzkie serca, ale nie przy użyciu broni i siły, lecz Miłością, którą człowiekowi objawia. Tylko niemądre i przewrotne systemy polityczne boją się otworzyć drzwi Chrystusowi. Tylko ludzie mali i zaskorupiali w swoim egoizmie nie chcą mu otworzyć drzwi swoich serc.


Objawienie Pańskie  –  6 stycznia

Uroczystość Objawienia Pańskiego nie tylko przypomina nam historyczne wydarzenie opisane w dzisiejszej Ewangelii według św. Mateusza. Uroczystość ta zwraca naszą uwagę na fakt o wiele bardziej doniosły i niezwykły, a mianowicie na fakt, że Bóg pragnie się objawić swojemu ludowi. To objawianie się Boga wielokrotnie opisywane w Starym Testamencie dokonuje się w sposób ostateczny we Wcielonym Słowie Bożym Jezusie Chrystusie.  Autor Listu do Hebrajczyków ujmuje to bardzo wyraźnie, kiedy pisze: "Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna" (Hbr 1:1-2). Jest sprawą kardynalnej wagi uznanie doniosłości faktu objawienia się Boga w Synu. Sam Bóg uznał, że najlepszym i najbardziej właściwym sposobem samo-objawienia się człowiekowi będzie objawienie w Jezusie Chrystusie, Wcielonym Synu Bożym. To samo-objawienie się Boga jest bardzo często przedstawiane w Piśmie Świętym jako oświecenie, przyjście światła "na oświecenie". Symeon mówi w świątyni w czasie ofiarowania: "Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela." (Łk 2:29-32). A święty Jan pisze w prologu do swojej Ewangelii: "Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła." (J 1:1-5). Także sam Chrystus mówi o sobie: "Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności." (J 12:46)

Można nawet powiedzieć, że fakt ten jest najistotniejszym elementem wiary. Bóg postanowił "oświecić" lud swój, "oświecić" człowieka żyjącego w ciemności grzechu i dlatego objawił się jako Jezus Chrystus – Bóg Wcielony. Jeśli zanegujemy fakt wcielenia, jeśli zanegujemy prawdę, że Jezus Chrystus jest Wcielonym Synem Bożym, samo-objawieniem się Boga, to cała nasza wiara legnie w gruzach, bo musimy wtedy zanegować również i to, że jest On Mesjaszem, Zbawicielem, Odkupicielem, Wyzwolicielem. A wtedy nie ma zbawienia, nie ma życia wiecznego, nie ma Bożego Miłosierdzia, a wszystko jest tylko złudzeniem i nieporozumieniem. Dlatego właśnie chrześcijanie od początku tak bardzo bronili prawdy o samo-objawieniu się Boga przez Wcielenie. I dlatego też do dzisiaj prawda ta jest najbardziej zwalczaną prawdą teologiczną, zwalczaną przez niedowiarków i ateuszy. Szatan próbuje nam ustawicznie wmawiać, że Jezus nie jest Wcielonym Synem Bożym a jedynie niezwykłym (ale tylko) człowiekiem, mądrym guru, nauczycielem, wędrownym kaznodzieją. Jeśli Jezus nie jest ostatecznym Słowem Bożym wypowiedzianym do człowieka, jeśli nie jest Światłością Świata, to wtedy nadal żyjemy w ciemności i ciemności nas ogarniają, nadal żyjemy w ciemności grzechu, bo nie ma Odkupiciela, nie ma Tego, Który nas -przez "oświecenie"- z owej ciemności wyprowadzi.

Jest jednak jeszcze jeden ważny element owej Bożej pedagogiki oświecenia. A mianowicie; aby to oświecenie rzeczywiście się dokonało musi ono zostać rozpoznane i przyjęte przez tych, do których zostało skierowane. Mędrcy ze Wschodu z dzisiejszej Ewangelii szukają światła, szukają nowo-narodzonego Syna Bożego, oni Go rozpoznają i przyjmują, składając Mu hołd. Ale nie wszyscy idą za przykładem mędrców. Jak w dalszej części prologu pisze św. Jan: "Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. (ŚWIATŁO) przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli." (J 1:9-11) I dlatego nadal tak wielu ludzi żyje w ciemności i beznadziei. W rozmowie z Nikodemem Jezus stwierdza również ze smutkiem: "... światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki" (J 3:19). Jest to niestety prawda nadal aktualna dla wielu tych, którzy odrzucili i nadal odrzucają światło, także w naszych czasach. Jest to prawda o tych, którzy bardziej umiłowali ciemność, bo złe są ich uczynki. I dlatego boją się oni Światłą, boją się Wcielonego Syna Bożego i prawdy tej przyjąć nie chcą.

Warto więc w dzisiejszą uroczystość Objawienia Pańskiego zadać sobie to bardzo ważne pytanie:

Czy zgodnie z wyrażeniem św. Pawła "jesteśmy synami światłości i synami dnia", czy nie jesteśmy raczej "synami nocy i ciemności?" (1 Tes 5:5). Czy światło Jezusa Chrystusa oświeca ciemności mojego życia? Czy je przemienia i rozświetla?

Dopóki bowiem żyję w grzechu, dopóki odrzucam prawdę o wcieleniu Syna Bożego, dopóki nie poddam się oświecającemu i oczyszczającemu działaniu światła, nie żyję w światłości i nadal ogarnia mnie ciemność.

Żyć znaczy być w drodze

Aby spotkać Chrystusa, aby Go odnaleźć trzeba się udać w drogę, na poszukiwanie. Aby spotkać Chrystusa trzeba zdecydować się na opuszczenie znanych nam i przyjaznych kątów, trzeba opuścić utarte ścieżki naszego wygodnego i a bardzo często także przecież grzesznego życia i ruszyć w drogę, przez pustynię. Warto zauważyć, że Izraelitom Bóg objawił się dopiero na pustyni, kiedy opuścili Egipt i zdecydowali się wyruszyć w drogę właśnie przez pustynię. Warto zauważyć, że wielcy prorocy Starego Testamentu spotykali Boga także na pustyni (Ezechiel, Izajasz, Eliasz). Warto zauważyć, że i święty Jan Chrzciciel także był mężem pustyni. Mędrcy z dzisiejszej Ewangelii dotarli do Betlejem również dopiero po przebyciu dalekiej i trudnej drogi przez pustynię. Jest w tym na pewno jakaś prawidłowość, jakiś głębszy sens. Bóg objawia się właśnie na pustyni, tam gdzie nikt i nic nam nie przeszkadza, tam gdzie nie ma rozproszeń i „rozrywek”, tam gdzie jestem sam na sam z nieskończonością. Pustynia, szczególnie w nocy jest miejscem w którym mogę liczyć tylko na jedno światło, w którym mogę dostrzec z całą wyrazistością tylko jeden cel i jedno przeznaczenie. A „ciemność która okrywa ziemię i gęsty mrok który spowija ludy” może być rozświetlony tylko przez jedną gwiazdę, gwiazdę prawdy wiecznej, gwiazdę wiary.

To nie może jednak być tylko chwilowa fascynacja, czy przemijające, emocjonalne zauroczenie. Taka podróż przez pustynię w poszukiwaniu Chrystusa praktycznie nigdy się w naszym życiu nie kończy. Nigdy nie możemy powiedzieć już dotarłem, już Go mam, już Go znalazłem. Bóg tak naprawdę nigdy nie może skończyć się objawiać, bo jest Nieskończonością i tylko w nieskończoności będziemy mogli GO poznać. On nam się stale objawia (o ile jesteśmy do tego usposobieni i o ile wyszliśmy na pustynię) i stale będzie to objawienie kontynuował o ile my z poszukiwania nie zrezygnujemy.

Co jest największą bolączką naszych czasów? Czyż nie jest nią właśnie przejściowy, chwilowy zachwyt, niestałość, brak cierpliwości, brak wytrwałości? Dlaczego rozpadają się małżeństwa, dlaczego tak wielu ludzi rezygnuje z drogi powołania zakonnego czy kapłańskiego? Dlaczego tak wiele spraw tylko zaczynamy i nie doprowadzamy do końca, dlaczego tak często się zniechęcamy? Czy nie dlatego, że przeraża nas pustynia i to co tam moglibyśmy odkryć? Czy nie dlatego, że „gwiazda znika nam z horyzontu”?

Niesiemy ze sobą jakieś dary, ale szybko się zniechęcamy, nie widzimy celu naszej wędrówki, nie dochodzimy do tego celu, bo ścieżki nam się gmatwają, bo zgubiliśmy przewodnią gwiazdę, bo zagubiliśmy sens naszej wędrówki, bo zagłuszyły nas i zalały kłopoty dnia codziennego, bo przestraszyliśmy się niewygód i trudów podróży. Dlatego próbujemy urządzić sobie wygodne i komfortowe życie, a wtedy droga przez pustynię, a co za tym idzie i cel tej drogi znikają, a pozostaje już tylko doczesna walka o byt i o przetrwanie.

A życie nasze to przecież tylko podróż, to tylko droga przez pustynię w poszukiwaniu domu chleba – Bethlehem, w którym sam Jezus jest i stołem, i Chlebem, i światłem, i życiem nieskończonym.

Żyć to znaczy być nieustannie w drodze, to znaczy nieustannie poszukiwać gwiazdy, która prowadzi nas przez pustynię do domu Ojca, Który tam właśnie, na pustyni się objawia.


Światło, które wzywa w drogę

Wstęp: Bóg, który wychodzi z cienia

Dziś obchodzimy jedno z najstarszych i najważniejszych świąt w Kościele – Objawienie Pańskie, potocznie nazywane świętem Trzech Króli. Słowo „Epifania” (z greckiego epiphaneia) oznacza „ukazanie się”. Dzisiejsza liturgia mówi nam o Bogu, który nie chce pozostać ukryty w mroku, ale pragnie być znaleziony przez każdego człowieka, bez względu na jego pochodzenie, narodowość czy przeszłość.

  1. Powstań i świeć – wezwanie do nadziei

Prorok Izajasz w pierwszym czytaniu woła do nas: „Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło”. To wezwanie skierowane do Jerozolimy, która przeżywała trudne chwile, ale jest to też wezwanie do każdego z nas.

Żyjemy w świecie, o którym Izajasz mówi, że „gęsty mrok spowija ludy”. Często tym mrokiem jest lęk o przyszłość, poczucie bezsensu czy podziały. Ale nad tym mrokiem „jaśnieje Pan”. Chrześcijanin to człowiek, który nie skupia się na ciemności, lecz na świetle. Mamy promienieć nie własnym blaskiem, ale odbitym światłem Boga – tak jak księżyc odbija światło słońca.

  1. Mędrcy: Wiara to poszukiwanie

Ewangelia wg św. Mateusza stawia przed nami postacie Mędrców ze Wschodu. Kim oni są? To ludzie nauki, bogactwa i prestiżu, którym jednak czegoś brakowało. Mieli odwagę przyznać, że ich dotychczasowa wiedza to za mało – szukali Prawdy przez wielkie „P”.

  • Gwiazda i Słowo: Mędrcy ruszyli za gwiazdą (znakiem natury), ale musieli też zajrzeć do Pisma (Słowa Bożego), by dowiedzieć się, że celem jest Betlejem. To ważna lekcja: Bóg mówi do nas przez codzienne wydarzenia, ale pełnię odpowiedzi znajdziemy w Jego Słowie.
  • Herod vs Mędrcy: Widzimy dwie postawy. Herod boi się o swój tron, zamyka się w pałacu, pełen lęku i kłamstwa. Mędrcy natomiast są w drodze, są otwarci i gotowi do oddania pokłonu. Pytanie dla nas: Czy szukam Boga z pokorą, czy raczej boję się, że Jego obecność „zabierze” mi moją wygodę i władzę nad moim życiem?
  1. Tajemnica dla wszystkich

Święty Paweł w Liście do Efezjan wyjaśnia nam głęboki sens dzisiejszej uroczystości. Mówi o „tajemnicy”, która wcześniej była zakryta: poganie (czyli my wszyscy, którzy nie wywodzimy się z narodu wybranego) są „współdziedzicami i współczłonkami Ciała”.

To rewolucyjna prawda! Bóg nie ma swoich „ulubieńców” wybranych ze względu na krew. Każdy człowiek na ziemi ma zaproszenie do Bożej rodziny. Mędrcy ze Wschodu są pierwszymi przedstawicielami nas wszystkich – „ludów pogańskich” – u stóp Jezusa.

  1. Dary i „inna droga”

Mędrcy ofiarowali Jezusowi złoto, kadzidło i mirrę – dary uznające Jego królewskość, boskość i zapowiedź męki. Ale najcenniejszym darem, jaki Mu złożyli, był ich pokłon – uznanie, że to małe Dziecię jest większe od ich mądrości.

Ewangelia kończy się niezwykle ważnym zdaniem: „inną drogą udali się do swojej ojczyzny”.

Spotkanie z Chrystusem musi zmieniać kierunek życia. Nie można spotkać Boga i wrócić do tych samych nałogów, do tego samego egoizmu czy do dworu Heroda. „Inna droga” to droga nawrócenia, droga nadziei i życia według Ewangelii.

Zakończenie: Stań się gwiazdą

Bracia i Siostry, kończąc dzisiejszą refleksję, spójrzmy na drzwi naszych domów, na których wypiszemy symbole C+M+B (Christus Mansionem Benedicat – Niech Chrystus błogosławi ten dom). Niech to nie będzie tylko tradycja.

Bóg objawił się światu, ale chce też objawić się przez Ciebie.

  • Bądź „gwiazdą” dla swoich bliskich, która prowadzi ich do dobra.
  • Miej odwagę Mędrców, by ciągle szukać prawdy.
  • I miej ufność, że żadna ciemność Twojego życia nie jest tak gęsta, by nie mogło jej rozproszyć Światło z Betlejem.

Amen.

Kazanie na Objawienie Pańskie – Trzech Króli

“Światło dla wszystkich narodów”

Dziś obchodzimy uroczystość Objawienia Pańskiego – święto, które mówi nam o uniwersalnym charakterze Bożego zbawienia. Bóg objawia się nie tylko wybranemu ludowi, ale wszystkim narodom, reprezentowanym przez Mędrców ze Wschodu.

  1. Światło w ciemności

Prorok Izajasz woła: “Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło”. To wezwanie skierowane jest do Jerozolimy, ale w Chrystusie odnosi się do całej ludzkości. W świecie spowitym ciemnością grzechu, niepewności i lęku – jaśnieje światło Chrystusa. Mędrcy ze Wschodu uosabiają wszystkie narody, które wędrują ku temu światłu. Ich podróż to metafora ludzkich poszukiwań Boga, duchowej wędrówki, która znajduje spełnienie w spotkaniu z Mesjaszem.

  1. Tajemnica objawiona

Święty Paweł w Liście do Efezjan odkrywa przed nami wielką tajemnicę: “poganie już są współdziedzicami i współczłonkami Ciała”. To rewolucyjne objawienie! Bóg w Chrystusie burzy mury podziałów. Epifania – objawienie się Boga – jest uniwersalnym zaproszeniem. Mędrcy, jako pierwsi przedstawiciele pogan, pokazują, że zbawienie nie jest zarezerwowane dla wybranej grupy, ale jest darem dla wszystkich, którzy z wiarą odpowiadają na Boże wezwanie.

III. Wędrówka ku światłu

Ewangelia ukazuje nam konkretną historię. Mędrcy – prawdopodobnie uczeni, astronomowie, poszukiwacze prawdy – zauważają gwiazdę i ruszają w drogę. Ich podróż wymagała wysiłku, poświęcenia, pokonania trudów. Spotykają się z obłudą Heroda, który udaje zainteresowanie, lecz w sercu knuje zło. Ale Mędrcy nie dają się zwieść – pozwalają prowadzić się gwiaździe aż do Betlejem.

I wreszcie spotykają Dziecię. Ich reakcja jest wymowna: padają na twarz i oddają pokłon. To nie jest jedynie gest szacunku – to akt uwielbienia, uznania boskości w tym bezbronnym Dziecku. Ofiarują dary: złoto dla Króla, kadzidło dla Boga, mirrę dla Człowieka, który umrze za zbawienie świata.

  1. Powrót inną drogą

Ewangelia kończy się znaczącym zdaniem: “inną drogą udali się do swojej ojczyzny”. Spotkanie z Chrystusem zmienia wszystko. Nie można wrócić tą samą drogą, żyć tak jak przedtem. Prawdziwe spotkanie z Bogiem przemienia nasze życie, nadaje mu nowy kierunek.

Zastosowanie

Drodzy wierzący, dzisiejsza uroczystość pyta każdego z nas:

  1. Czy jak Mędrcy, szukamy światła Chrystusa w ciemnościach naszego świata?
  2. Czy pozwalamy się prowadzić Bożym znakom – gwiazdom, które Bóg stawia na naszej drodze: Jego słowu, sakramentom, świadectwu świętych?
  3. Jakie dary przynosimy Chrystusowi? Czy ofiarujemy Mu nasz czas, zdolności, serce?
  4. Czy spotkanie z Chrystusem w Eucharystii rzeczywiście zmienia kierunek naszego życia?

Mędrcy byli pierwszymi poganami, którzy oddali pokłon Chrystusowi. Teraz my, zgromadzeni na tej Eucharystii, jesteśmy spadkobiercami ich wiary. Nieśmy więc światło Chrystusa do naszych domów, miejsc pracy, społeczności. Bądźmy jak gwiazda, która prowadzi innych do Boga.

Niech przykład Mędrców uczy nas wytrwałości w poszukiwaniu Boga, pokory w oddawaniu Mu czci i odwagi w podążaniu nową drogą – drogą wiary, nadziei i miłości.