Wprowadzenie do Mszy świętej: Zaproszenie do udziału w Eucharystii jest zaproszeniem, które słyszymy już u Izajasza: "O, wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, .... Nakłońcie wasze ucho i przyjdźcie do Mnie, posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie." Obyśmy nie lekceważyli tego zaproszenia, a przyjmując je, abyśmy zawsze się przygotowali na spotkanie z Panem obecnym pod postaciami chleba i wina. Tutaj Chrystus chce nas karmić swoim Ciałem, tutaj On sam daje się na pokarm ... Nie lekceważmy tego.
Iz 55:1-3a
O, wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy! Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia za wino i mleko! Czemu wydajecie pieniądza na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę - na to, co nie nasyci? Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw. Nakłońcie wasze ucho i przyjdźcie do Mnie, posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie.
Rz 8:35.37-39
Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.
Mt 14:13-21
Gdy Jezus to usłyszał, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych. A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: Miejsce to jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności! Lecz Jezus im odpowiedział: Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść! Odpowiedzieli Mu: Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb. On rzekł: Przynieście Mi je tutaj! Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.
- Logika pustyni i logika daru
- Głód głębszy niż chleb
- Przyjrzyjmy się faktom, które przerażają nie mniej niż w czasach dawnych proroków. Według najnowszych raportów FAO, ponad 730 milionów ludzi na świecie cierpi z powodu chronicznego głodu. To nie są odległe liczby – to konkretne twarze matek i dzieci. Rocznie na świecie wydaje się na zbrojenia ponad 2,4 biliona dolarów (dane SIPRI), podczas gdy z powodu niedożywienia i związanych z nim chorób umiera rocznie blisko połowa z pięciu milionów dzieci, które nie dożywają piątych urodzin.
- Te liczby nie kłamią: żyjemy w świecie, który stać na arsenały, ale „nie stać” na chleb. Problem głodu nie jest problemem niedoboru. To udowodniony fakt: produkujemy żywności wystarczająco, by wykarmić wszystkich, a jednocześnie marnujemy jedną trzecią jej globalnej produkcji. Problemem jest dystrybucja, która wynika z chciwości, i marnotrawstwo, które wynika z egoizmu.
- Pokruszone, by nasycić – logika Krzyża
- Co 3 sekundy na świecie ktoś umiera z głodu.
- Około 950 milionów ludzi w świecie cierpi głód i niedożywienie, to jest 13% ludzkości.
- Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), 1/3 ludności świata jest dobrze odżywiona, 1/3 jest niedożywiona, a 1/3 głoduje…
- Aby pokryć niezaspokojone potrzeby świata w zakresie higieny i żywności, wystarczy 13 miliardów dolarów - tyle właśnie ludzie w USA i Unii Europejskiej wydają, co roku na perfumy
- Co roku na świecie umiera z głodu 15 milionów dzieci. Aby je wyżywić potrzeba ogromnej sumy 13 miliardów dolarów rocznie.... A w innych statystykach czytam, że my w Europie wydajemy dwa razy tyle na pożywienie dla piesków i kotków... Po co? Gdzie jest nasza sprawiedliwość i nasza solidarność, nasza uczciwość i nasz humanitaryzm???
- Logika pustyni i logika daru Akcja rozgrywa się na „miejscu pustynnym”. To nie jest tylko geografia. Pustynia to stan ducha, to przestrzeń, gdzie dominuje logika braku. Apostołowie, niczym współcześni ekonomiści i politycy, podchodzą do problemu pragmatycznie: „Miejsce jest puste, pora późna. Rozpuść tłumy, niech idą do wiosek i kupią sobie żywności”. To jest głos zimnego rozsądku: każdy niech radzi sobie sam, niech zadziała mechanizm rynkowy.
- Głód głębszy niż chleb Izajasz w pierwszym czytaniu woła: „Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie i kupujcie bez pieniędzy”. Prorok w czasach kryzysu rozumiał, że człowiek cierpi nie tylko z powodu braku pożywienia, ale z powodu fałszywych pragnień. „Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem?” – pyta Bóg.
- Pokruszone, by nasycić – logika Krzyża Szczytem Ewangelii jest gest Jezusa: „wziął, spojrzał w niebo, pobłogosławił, połamał i dał”. To są te same czasowniki, które usłyszymy podczas Ostatniej Wieczerzy. Jezus nie daje tłumom nienaruszonych bochenków – daje im chleb połamany.
„Nakarmieni za darmo"
(Mt 14, 13-21 – rozmnożenie chleba)
1. Jezus najpierw widzi
Zanim cokolwiek się stanie, zanim padnie jakiekolwiek słowo o chlebach i rybach, Ewangelia mówi coś pozornie małego: „Jezus wyszedł, ujrzał wielki tłum i ulitował się nad nimi".
Proszę zwrócić uwagę – On ujrzał. Nie przeszedł obok. Nie zarządził sprawną dystrybucją dóbr. Najpierw zobaczył.
To jest punkt wyjścia całego cudu: spojrzenie.
W świecie, w którym żyjemy, jesteśmy otoczeni przez miliony obrazów dziennie – telefony, ekrany, billboardy – i paradoksalnie coraz rzadziej naprawdę kogoś widzimy. Widzimy sylwetki, profile, avatary. Ale nie widzimy człowieka. Nie widzimy jego zmęczenia. Nie widzimy, że twój współpracownik od trzech miesięcy przychodzi do pracy z tą samą twarzą, za którą coś się kruszy. Nie widzimy, że nasza matka, choć mówi „wszystko dobrze", już dawno przestała mówić o sobie.
Jezus patrzy inaczej. On patrzy na wylot. Patrzy tak, że człowiek czuje się znaleziony.
I to – uwaga – jest już pierwszy cud. Jeszcze przed chlebem. Jeszcze przed rybą. Zostać ujrzanym przez Boga – to już jest nakarmienie.
Czy ty kiedykolwiek modliłeś się w ten sposób? Nie: „Panie, daj mi to i tamto", ale: „Panie, patrz na mnie. Widzisz mnie, prawda? Nawet teraz, gdy sam siebie wstydzę się widzieć?"
Scena robi się ciekawa, gdy głos zabierają uczniowie. Wieczór się zbliża, tłum jest wielki, logistyka się nie spina. I uczniowie mówią rzecz, która brzmi całkiem rozsądnie: „Odpraw tłumy, niech idą do wiosek i kupią sobie jedzenia".
„Nie mam siły się tym zająć."
„To nie mój problem."
„Niech idą do specjalistów."
„Są odpowiednie instytucje."
To zdanie powinno brzmieć jak wyzwanie rzucone każdemu z nas. Bo Kościół – my – nie jesteśmy obserwatorami cudu. Jesteśmy jego uczestnikami. Bóg, który mógłby nakarmić świat bez nas, z jakiegoś niepojętego powodu chce to robić przez nas. Przez nasze ręce. Przez naszą obecność. Przez nasz czas, który dajemy, choć go nie mamy.
3. Pięć chlebów i dwie ryby – czyli „za mało"
Uczniowie robią rachunek: pięć chlebów i dwie ryby. Na pięć tysięcy mężczyzn. I mówią o tym Jezusowi tonem, który można by przetłumaczyć: „Mamy za mało. To nie ma sensu".
I tu jest serce dzisiejszej Ewangelii.
4. Dwanaście koszów okruchów
Na końcu zostało dwanaście koszów. Więcej niż było na początku.
Dwanaście – to liczba, która w Biblii nigdy nie jest przypadkowa. Dwanaście pokoleń Izraela. Dwunastu apostołów. Dwanaście koszów dla całego ludu Bożego.
Myślę, że to jest przesłanie dla Kościoła w Polsce – i nie tylko – w naszych czasach. Żyjemy w epoce, gdy wiele się kruszy. Autorytety, struktury, pewności. Wiele młodych ludzi odchodzi. Wiele starych pewności się sypie. Można powiedzieć: mamy tylko okruchy.
Za chwilę, za kilka minut, na tym ołtarzu powtórzy się ten cud. Nie symbolicznie. Realnie.
Za darmo. Bez zasług. Z miłości.
Nie wstydź się swojego głodu. Przynieś go tutaj.
„Wszyscy jedli i nasycili się" (Mt 14, 20)
- za Kościół święty, aby w swej misji ewangelizacyjnej niósł innym Słowo Boże, Ciało Chrystusa i chleb codzienny... Ciebie prosimy...
- za pasterzy kościoła, aby w swojej działalności duszpasterskiej służyli przede wszystkim ubogim i potrzebującym... Ciebie prosimy...
- za organizacje charytatywne i wszystkich w nich zaangażowanych, aby z mądrością i uczciwością rozdzielali pomoc dla potrzebujących... Ciebie prosimy...
- za ludzi ubogich, na całym świecie i w naszej parafii, aby wśród nas znaleźli tych, którzy przyjdą im z pomocą... Ciebie prosimy...
- za nas samych abyśmy nigdy nie zamykali naszych oczu i serc na potrzeby bliźnich... Ciebie prosimy...
HOMILIA
Głód cielesny i duchowy I
Słyszymy dziś w Ewangelii opowieść, do której jesteśmy tak bardzo przywiązani – rozmnożenie chleba. W naszej wyobraźni Jezus działa spektakularnie, niczym potężny szafarz zasobów, który jednym gestem rozwiązuje problem materialnego niedostatku. Często zatrzymujemy się na tym obrazie i z żalem konstatujemy: „Gdyby Jezus był dziś w Strefie Gazy, w Sudanie, w dzielnicach biedy – mógłby tak samo uczynić cud”.
Ale to jest zbyt proste odczytanie. Spróbujmy wejść głębiej w dynamikę tego wydarzenia, bo odsłania ono nie tyle prawdę o mocy Boga, co prawdę o kryzysie ludzkiego serca.
Akcja rozgrywa się na „miejscu pustynnym”. To nie jest tylko geografia. Pustynia to stan ducha, to przestrzeń, gdzie dominuje logika braku. Apostołowie, niczym współcześni ekonomiści i politycy, podchodzą do problemu pragmatycznie: „Miejsce jest puste, pora późna. Rozpuść tłumy, niech idą do wiosek i kupią sobie żywności”. To jest głos zimnego rozsądku: każdy niech radzi sobie sam, niech zadziała mechanizm rynkowy.
A Jezus wypowiada słowa, które wywracają ten światopogląd do góry nogami: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść”.
Zwróćmy uwagę na tę brutalną konfrontację. Uczniowie czują się bezradni. Mają tylko pięć chlebów i dwie ryby. W ich rękach ten mały zasób jest żałosną kroplą w morzu potrzeb. Mówią Jezusowi: „Mamy tu tylko…” – w tym stwierdzeniu pobrzmiewa rezygnacja.
Cud nie zaczyna się od stworzenia materii z niczego, ale od zmiany logiki posiadania. Uczniowie oddają Jezusowi to „tylko”. Przestają to trzymać dla siebie. I tu dzieje się coś kluczowego: to, co było zamknięte w garści, staje się otwarte w dłoniach Błogosławiącego.
Izajasz w pierwszym czytaniu woła: „Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie i kupujcie bez pieniędzy”. Prorok w czasach kryzysu rozumiał, że człowiek cierpi nie tylko z powodu braku pożywienia, ale z powodu fałszywych pragnień. „Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem?” – pyta Bóg.
Czy nasz świat nie wydaje fortuny na to, co nie jest chlebem?
W kontekście Eucharystii ten wymiar staje się boleśnie namacalny. Jemy Ciało Pańskie, by zaspokoić głód duchowy. Ale św. Paweł upomina Koryntian, że niektórzy sprawują Wieczerzę Pańską niegodnie, bo jedzą i piją, podczas gdy inni są głodni, i przez to „nie rozróżniają Ciała Pańskiego”. To znaczy: nie widzą Chrystusa w biednym obok. Czy my, gromadząc się przy tym stole, dostrzegamy, że bycie nakarmionym zobowiązuje nas do bycia chlebem dla innych?
Szczytem Ewangelii jest gest Jezusa: „wziął, spojrzał w niebo, pobłogosławił, połamał i dał”. To są te same czasowniki, które usłyszymy podczas Ostatniej Wieczerzy. Jezus nie daje tłumom nienaruszonych bochenków – daje im chleb połamany.
Bracia i Siostry, cud rozmnożenia to zapowiedź Eucharystii i Krzyża. Bóg nie karmi świata złotem, ale własnym, połamanym życiem. W tym tkwi rozwiązanie ludzkiego głodu.
Świat mówi: „Masz mało? Zachowaj dla siebie. Skup się na swoim bezpieczeństwie. Zbuduj mur, kup więcej broni, by chronić swój dobrobyt”.
A Chrystus mówi: „Połam się”. Daj siebie. Podziel się nie tylko z nadmiaru, ale oddaj to „tylko pięć chlebów” twojego czasu, twoich talentów, twojej uwagi.
Kiedyś, w obliczu kryzysów, wzywano do ograniczania populacji, jakby człowiek był tylko problemem. Dziś widzimy, że kluczowa jest nie tyle regulacja demograficzna, ile moralna. Bo jeśli ludzkie serce pozostanie twarde, zamknięte w logice posiadania, to nawet cudowne rozmnożenie zasobów nic nie da – bogaci zgromadzą wszystko w swoich spichlerzach, a biedni nadal będą głodni. Prawdziwy cud potrzebny dzisiejszemu światu to nie wyprodukowanie większej ilości dóbr, ale odzyskanie zdolności do współczucia. „Wy dajcie im jeść” – to wezwanie do osobistej odpowiedzialności, która, pomnożona przez miliony nawróconych serc, ma moc realnej zmiany niesprawiedliwych struktur.
Zobaczcie koniec dzisiejszej Ewangelii: zebrano dwanaście koszy ułomków. To jest ekonomia Boga. Tam, gdzie człowiek oddaje swoje „mało” z miłością, nie tylko nie brakuje – tam jest nadmiar. Nikt nie został ograbiony. Uczniowie nie dostali premii, ale zostali nasyceni.
Zakończenie
Nie pytajmy dziś Boga, dlaczego nie rozmnoży chleba w Afryce czy na Bliskim Wschodzie. Jezus patrzy na nas i mówi: „Wy dajcie im jeść”. To my mamy być Jego połamanymi dłońmi.
W tym tygodniu stań przed lustrem i zapytaj: co trzymam tak kurczowo, że nie pozwalam Bogu tego pobłogosławić? Może to mój czas, który egoistycznie chowam tylko dla siebie? Może mój osąd, którym karmię się, gardząc innymi?
Chrystus czeka nie na nasze bogactwa, ale na naszą gotowość oddania tego, co mamy. Gdy oddamy Mu nasze „tylko”, On uczyni z tego pokarm dla świata.
Głód cielesny i duchowy II -homilia starsza
Statystyki FAO (i choć te dane mają już sprzed 15 lat, to jednak pokazują skalę zjawiska) podają nam alarmujące liczby. 850 milionów ludzi, a więc 13 % ludzkości przymiera głodem, prawie 1/3 ludzkości nie jada do syta, rocznie umiera z głodu kilkadziesiąt milionów ludzi... W Afryce codziennie 30 tysięcy dzieci umiera z głodu. Kraje rozwinięte i bogate przeznaczają zaledwie 0,25% na pomoc dla krajów biednych, a i tak większość tej pomocy ląduje w kieszeniach miejscowych kacyków i lokalnych władz. Takie Stany Zjednoczone np. co roku przeznaczają na zbrojenia aż 371 miliardów dolarów tj. 3,3% swojego dochodu narodowego, a na zaspokojenie głodu potrzeba zaledwie 13 miliardów rocznie.
Te fakty przerażają. Chrystus rozmnażający jedzenie byłby dzisiaj bardzo poszukiwany i miałby na pewno wiele pracy. Czy jednak za tym ludzkim głodem cielesnym nie kryje się innego rodzaju głód moralny tej drugiej, bogatszej części ludzkości? Czy nie jest tak, że jedni umierają z głodu tylko dlatego, że inni umierają z nadmiaru i przesytu? Broń sprzedawana do Afryki, powodująca stałe i niekończące się konflikty lokalne i pozwala tym, którzy ją produkują i nią handlują żyć w luksusach. W żadnym kraju afrykańskim nie ma wystarczającej technologii do produkcji broni. Kto i jakim kosztem bogaci się na handlu bronią? Czy chociażby to, nie wskazuje na innego rodzaju, daleko głębszy głód ludzkości? Już od dawna wiadomo, że żadne administracyjne, ekonomiczne czy polityczne rozstrzygnięcia nie są w stanie zaradzić problemom niesprawiedliwości społecznej ani na wielką ani na małą skalę.
Chrystusowe słowa: "Wy dajcie im jeść" są aktualne i dzisiaj. We współczesnym świecie, przy obecnej nadprodukcji żywności i rozwoju technologicznym nie musimy uciekać się do cudów, aby nakarmić głodnych, nie musimy szukać nadzwyczajnych środków, aby zaspokoić potrzeby biednych i umierających z głodu. Wystarczy tylko cud zmiany ludzkiego serca, cud zmiany ludzkiej mentalności Kiedy międzynarodowe kongresy i organizacje demograficzne alarmowały, twierdząc, że koniecznie należy wprowadzić skuteczne metody regulacji poczęć, bo ludzkości grozi przeludnienie i katastrofa demograficzna, Papież Jan Paweł II zdecydowanie się sprzeciwił i stwierdził, że ludzkości nie są potrzebne regulacje demograficzne, ale moralne. Nie należy wprowadzać skutecznych metod regulacji poczęć (= eksterminacji nienarodzonych dzieci), ale raczej skutecznie zmienić mentalność i nastawienie człowieka do człowieka. Nie cudu rozmnożenia chleba nam potrzeba, bo ten dokonuje się dzięki przyrodzie danej nam przez Boga i technologii, która jest wynikiem ludzkiej wiedzy. I nie ograniczenia populacji powinniśmy się domagać, ale cudu zmiany serca człowieka i cudu uczulenia na ludzką biedę i niedostatek. Współczesne zasoby biologiczne planety są w stanie zaspokoić głód nie 7, ale 40-tu miliardów ludzi i nie grozi nam widmo głodu biologicznego, ale głodu duchowego, który sieje niesamowite spustoszenie wśród ludzi. Ludzkości nie brakuje chleba, ale serca i nie jest dla nas zagrożeniem głód, ale egoizm... na wielką i na małą skalę.
Obym zaspokajając głód doczesny nie zapomniał o tym innym głodzie ... moralnym.
Homilia alternatywna I
Logika obfitości w świecie pozornej pełni
Wsłuchajmy się raz jeszcze w przejmujące pytanie Boga, postawione ustami proroka Izajasza: „Czemu wydajecie pieniądz na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę – na to, co nie nasyci?”.
To pytanie, mające blisko trzy tysiące lat, nie zestarzało się ani o jotę. Żyjemy w czasach przesycenia i paradoksalnie – w czasach gigantycznego głodu. Nigdy wcześniej nie mieliśmy dostępu do takiej liczby dóbr, informacji, bodźców. Nasze smartfony są przepełnione, kalendarze popękane w szwach od spotkań, a supermarkety uginają się od towarów. Statystyki konsumpcji szybują w górę. A jednak – czy ktoś z nas, kładąc wieczorem głowę na poduszce, nie czuje czasem, że jest w tym wszystkim jakaś gigantyczna pomyłka? Że wydaliśmy pieniądz, czas, siły, emocje na coś, co nie jest chlebem?
To jest pierwszy, fundamentalny kryzys naszej wiary – nie tyle kryzys grzechu, co kryzys rozeznania. Izajasz nie mówi do ludzi leniwych. Mówi do tych, którzy „wydają pieniądz” i „pracują”. Problem nie leży w braku zaangażowania, ale w kierunku tego zaangażowania. Można być tytanem pracy duchowej i religijnej, i jednocześnie pozostawać nienasyconym, bo inwestuje się w bożki pobożności, a nie w Boga żywego. Można być aktywnym katolikiem, a dusza będzie wiotczeć z głodu, bo karmimy ją ideologiami, estetyką liturgiczną czy przynależnością plemienną, a nie żywą relacją.
Bóg w pierwszym czytaniu woła z pasją handlarza na orientalnym bazarze: „Dalejże, kupujcie bez pieniędzy!”. To jest logika Krzyża i logika Łaski, która wywraca nasz światopogląd do góry nogami. W ekonomii Bożej płaci się nie posiadaniem, lecz pragnieniem. Walutą Królestwa nie jest nasza zasługa, ale nasza nędza i nasze otwarcie. „Nakłońcie wasze ucho i przyjdźcie do Mnie”. W czasach, gdy wszyscy chcą mówić, krzyczeć, manifestować swoje racje – Bóg prosi o jedno: posłuchaj. W ciszy posłuszeństwa wiary jest sytość, której nie da świat.
I w tę logikę obfitości rodzącej się z pozornej pustki wpisuje się dzisiejsza Ewangelia. Scena rozmnożenia chleba. Zauważmy jedną, niezwykle istotną rzecz, którą Mateusz podkreśla na samym początku: „Gdy Jezus to usłyszał, oddalił się stamtąd… na miejsce pustynne”. Jezus właśnie usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela. Jego ludzka dusza przeżywa żałobę. Potrzebuje samotności, milczenia, pustyni. Potrzebuje utulić ból.
A jednak, gdy na tym pustkowiu widzi tłum – nie irytuje się, że zakłócono Jego intymny czas. „Zlitował się”. Greckie esplanchnisthe mówi o poruszeniu trzewi, o skręceniu wnętrzności. To jest miłość Boga: nawet w swoim własnym cierpieniu, Bóg nie zamyka się w sobie, ale Jego ból staje się przestrzenią do przyjęcia mojego głodu.
Uczniowie widzą problem czysto logistycznie i ekonomicznie: „Miejsce puste, pora spóźniona. Każ im odejść”. To jest kusząca logika świata: „Radźcie sobie sami. Nie mamy zasobów. Jesteśmy tylko małą wspólnotą, mamy tylko pięć chlebów i dwie ryby. To kropla w morzu potrzeb”. Jakże często słyszymy ten szept: „Kościół jest za słaby, środków brak, wrogowie silni, ludzi mało. Roześlijmy ten tłum do marketów ideologii, do wsi samorealizacji, niech kupią sobie to, co świat oferuje”.
Ale Jezus wypowiada zdanie, które jest programem dla Kościoła na każdą epokę: „Wy dajcie im jeść!”. To szaleństwo. Nie „udawajcie, że dajecie”, nie „dajcie im to, co zbędne”. Macie dać im jeść wy, którzy sami nie macie nic prócz ubogiej jałmużny. W tym zdaniu objawia się prawda o naszym kapłaństwie chrzcielnym. Nie jesteśmy zbiorowością konsumentów dóbr duchowych, ale wspólnotą odpowiedzialną za to, by świat nie umarł z głodu.
I tu następuje ważny moment – nie magia, ale Eucharystyczny rytm: „wziął, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał”. To są te same czasowniki, które usłyszymy za chwilę nad chlebem i winem. Cud nie wydarza się z niczego. Cud wymaga materii – tych biednych pięciu chlebów. Bóg potrzebuje twojego „mało”, by uczynić z niego „więcej niż dosyć”. Jeśli czekasz z oddaniem siebie na moment, aż będziesz święty, silny, mądry – nigdy nie oddasz nic. Jezus bierze nasze głodowe racje, nasze marne pięć chlebów dobrej woli, i przemienia je w pokarm, którym nasycą się tysiące.
A co z lękiem? Święty Paweł w Liście do Rzymian stawia dziś kropkę nad „i”. Słyszymy hymn triumfu, który jest odpowiedzią na logikę pustyni i braku: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej?… Ani śmierć, ani życie… ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe…”. To nie jest tania pociecha. Paweł nie mówi, że znikną utrapienia, głód czy miecz. Mówi, że w środku tych utrapień jesteśmy hypernikomen – odnosimy pełne, miażdżące zwycięstwo.
Wielu z nas przychodzi dziś na tę Eucharystię z pustyni własnego życia. Może nosisz w sobie żałobę jak Jezus – po stracie bliskiej osoby, po zdradzie, po rozpadzie małżeństwa, po utracie wiary w sens pracy. Może czujesz się jak ten tłum – zagubiony, głodny akceptacji, miłości, sprawiedliwości. A może czujesz się jak uczeń – widzisz tylko pięć chlebów swoich mizernych możliwości i dwie ryby swojej nadszarpniętej cierpliwości wobec bliskich.
Posłuchajmy raz jeszcze Izajasza: „Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw”.
Bóg nie daje nam fast-foodu duchowych przeżyć, które za chwilę wywietrzeją. Bóg zaprasza nas na ucztę. Te „tłuste potrawy” to życie w pełni, to miłość, która jest silniejsza niż śmierć – jak wołał Paweł. W Ewangelii jest genialny szczegół: „Jedli wszyscy do sytości”. Bóg nie racjonuje łaski skąpo, jak na kartki. Jego przebaczenie, Jego miłosierdzie, Jego Ciało – to jest obfitość aż do przesytu. Zostało dwanaście koszów ułomków – dla każdego pokolenia, dla każdego z nas, na każdy kolejny tydzień pustynnej wędrówki.
Nie odsyłajmy dziś Chrystusa, mówiąc Mu, że mamy za mało czasu, za mało sił, za mało miłości. Dajmy Mu to nasze „nic”. On weźmie je w swoje przebite dłonie, spojrzy w niebo, połamie nasze zatwardziałe serca i nakarmi nas sobą. I wtedy, mimo że świat będzie oferował nam produkty, które nie nasycą, my – nasyceni Bogiem – będziemy mogli pójść i dać jeść innym.
Homilia alternatywna II
Uczniowie mają gotowe, racjonalne rozwiązanie: „Roześlij ich, niech idą do wsi i kupią sobie żywności”. To czysta logika rynku. Jest późno, brakuje jedzenia, zasoby są ograniczone, więc każdy powinien zadbać o siebie na własną rękę.
Izajasz wieki wcześniej zadał bolesne pytanie: „Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę – na to, co nie nasyci?”.
I ponownie powraca C.S. Lewis, który ujął ten dramat z właściwą sobie ostrością. Pisał, że przypominamy dzieci lepiące babki z błota w slumsach, bo nie potrafimy wyobrazić sobie, czym są wakacje nad morzem. Zadowalamy się byle czym. Próbujemy nasycić głód duszy rzeczami, za które musimy płacić ciężką pracą, a które i tak zostawiają w nas ostatecznie chłód i pustkę.
Jezus przełamuje ten schemat. Na reakcję uczniów odpowiada zdaniem, które musiało brzmieć w ich uszach niedorzecznie: „Wy dajcie im jeść”.
Mają pięć chlebów i dwie ryby. W skali tłumu to nic. Matematyka się nie spina. Jezus nie prosi ich jednak o wyczarowanie posiłku. Mówi krótko: „Przynieście Mi je tutaj”.
On nie wymaga od nas samowystarczalności. Chce tylko, żebyśmy przynieśli Mu to małe „nic”, które mamy – nasze ubóstwo, brak sił, ograniczone możliwości. Kiedy oddajemy Mu swoje pięć chlebów, On je błogosławi i łamie. I nagle zyskują wszyscy, a po posiłku zostaje jeszcze dwanaście pełnych koszy. Bóg nie daje na styk. On daje z naddatkiem.
O tej samej bezgranicznej hojności pisze święty Paweł. Pytanie: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej?” nie jest poetyckim ozdobnikiem. Paweł wymienia głód, ucisk, niebezpieczeństwo i miecz – realne granice ludzkiej wytrzymałości. Odpowiedź brzmi: nic. Żadna skrajna bieda ani największa bezradność nie są w stanie przerwać tej więzi, bo miłość Boga nie zależy od naszej zasobności. Nie kupuje się jej. Jest darmowa.
Przychodzimy dzisiaj na Eucharystię z różnymi brakami. Może czujesz, że wyczerpały ci się siły, cierpliwość albo pomysły na to, jak przetrwać trudniejszy czas.
Chrystus nie pyta dzisiaj o twój bilans zysków i strat. Pyta, czy zaryzykujesz i oddasz Mu to, co masz, nawet jeśli to tylko dwie ryby i pięć chlebów. Przynieś Mu swój brak. On znowu nakarmi cię chlebem, który nasyca naprawdę.
Homilia alternatywna III
Bogactwo i dostatek materialny stały się w naszym świecie największą i niemalże jedyną wartością. Wszystko kręci się dookoła jednego pytania: "jak pomnożyć dobra materialne, jak mieć więcej, lepsze, wygodniejsze, szybsze, bardziej luksusowe rzeczy...?” To pragnienie posiadania zdominowało naszą psychikę, nasze rozmowy, nasze życie... całą naszą rzeczywistość. A za tym idzie oczywiście szaleństwo wydawania, kupowania, gromadzenia, bez ładu i składu, bez sensu i bez potrzeby. Byle tylko mieć, byle posiadać, czy potrzebne czy nie, nie ma znaczenia.... MAM!!! Wszystko na to jest nastawione, wszystko do tego nas zachęca i kusi; reklamy, wystawy, pełne półki, promocje, wyprzedaże... itp., itd. Watahy kupujących przetaczają się między półkami każdego nowo otwartego sklepu. Ze zdumieniem i przerażeniem liczę różne rodzaje proszku do prania na półkach jednego z supermarketów... naliczyłem ich 53!!! Po co? Kto to kupi, kto zużyje, kto to potrzebuje? Toż to czyste szaleństwo! I tutaj słowa Izajasza, z wyrzutem napominającego w imieniu Boga: "Czemu wydajecie pieniądza na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę - na to, co nie nasyci? ". Czemu dałeś się wciągnąć w tę szaleńczą spiralę morderczego zarabiania i absurdalnego wydawania?
A to z kolei powoduje całkowitą ślepotę. Nie widzimy drugiego człowieka, nie dostrzegamy, że być może tuż obok, pod naszymi drzwiami ktoś cierpi z głodu, z biedy, z nędzy, z opuszczenia, z niedostatku. Nie widzimy, bo zasło0niły nam człowieka rzeczy, przedmioty, konto bankowe i półki sklepowe. Nie mamy czasu na człowieka, nie mamy czasu dla własnych dzieci, rodziców w podeszłym wieku, nie mamy czasu dla siebie wzajemnie, bo wszystko zdominowane jest jedną myślą, "więcej mieć!!"
Kiedy w Ewangelii dzisiejszej apostołowie proponują odesłać zgłodniałe tłumy, Jezus odpowiada: " Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!" Tak łatwo się rozgrzeszamy –jak Apostołowie- nie mamy nic, za słabe są nasze środki aby wszystkich nakarmić, za małe możliwości, za skromne nasze dochody... za słabe nasze siły... I nie robimy nic!!!
Chrystus chce karmić zgłodniałe rzesze, ale przynieśmy Mu to co posiadamy i podzielmy się. On zajmie się resztą... Tylko w ten sposób nasze głoszenie Chrystusa będzie autentyczne. On nie tylko głosił Słowo, On także karmił głodnych.
Homilia alternatywna IV
Żyjemy w świecie, w którym za wszystko trzeba zapłacić. Jeśli coś jest darmowe, intuicyjnie szukamy haczyka. Nasza codzienność to nieustanny bilans zysków i strat: ile energii muszę zainwestować, by zdobyć uznanie? Ile wysiłku kosztuje kupienie sobie odrobiny spokoju, akceptacji czy poczucia bezpieczeństwa? I właśnie w ten świat przesiąknięty rynkową logiką wkracza prorok Izajasz z pytaniem, które uderza z zaskakującą prostotą: „Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę – na to, co nie nasyci?”
To nie jest pytanie o dietę ani o ekonomię. To diagnoza naszej głębokiej, egzystencjalnej pustki. Jak często biegamy do utraty tchu, pracujemy ponad siły, szukamy potwierdzenia własnej wartości w cudzych oczach czy w kolejnych przedmiotach, tylko po to, by na koniec dnia poczuć wewnętrzną suszę? Karmią nas namiastki. Żyjemy w lęku, że jeśli sami sobie czegoś nie wywalczymy, nie kupimy i nie zabezpieczymy, to zostaniemy z niczym.
Ta sama mentalność ujawnia się u uczniów w dzisiejszej Ewangelii. Pora jest spóźniona, miejsce pustynne, a wokół tysiące głodnych ludzi. Reakcja apostołów jest racjonalna, dorosła i... czysto rynkowa: „Odpraw ich! Niech idą do wsi i zakupią sobie żywności”. Niech każdy poradzi sobie sam. Niech idzie i kupi.
Odpowiedź Jezusa brzmi jednak jak prowokacja: „Wy dajcie im jeść!”
Uczniowie natychmiast robią bilans otwarcia i rozkładają ręce: „Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb”. W ich oczach pięć chlebów na taki tłum to nic. To dowód absolutnej bezradności i pretekst, by wycofać się z odpowiedzialności.
Ale Jezus nie wyśmiewa ich skromnych zasobów. Nie mówi: „To faktycznie bez sensu”. Mówi krótko: „Przynieście Mi je tutaj!”
W tym punkcie dotykamy istoty dzisiejszej Liturgii Słowa. Cud rozmnożenia chleba nie polega na tym, że Jezus wyczarowuje pożywienie z próżni. On bierze to, co ludzkie – ubogie, niewystarczające, ograniczone – i włącza w logikę darmowego daru Ojca. Spogląda w niebo, odmawia błogosławieństwo, łamie chleb i daje go uczniom.
Cud dokonuje się w ruchu. Dopóki uczniowie trzymali te pięć chlebów dla siebie, mieli tylko skromny, prywatny posiłek, który zaraz by się skończył. Z chwilą, gdy oddali je Chrystusowi i zaczęli rozdawać, otworzyło się źródło obfitości. Chleb mnożył się w rękach, bo zaczął być dzielony.
Bóg nie żąda od nas geniuszu, nieogarnionych zasobów ani heroizmu ponad nasze siły. Nie pyta cię dzisiaj, czy masz dość cierpliwości do swoich dzieci, czy masz idealne małżeństwo i perfekcyjnie poukładane życie duchowe. Bóg pyta: co masz dzisiaj? Przynieś Mu to. Nawet jeśli to są tylko zgliszcza twoich sił, pięć chlebów twojej słabej wiary i dwie ryby kulrawej miłości.
Gdy przynosisz Chrystusowi swoją niewystarczalność, On zmienia jej naturę. Przekształca Twój lęk w zaufanie, a Twój brak – w obfitość. Dwanaście pełnych koszy ułomków zebranych po posiłku to jasny sygnał: Boża łaska nigdy nie wydziela porcji na styk. Bóg nie jest księgowym. Daje z naddatkiem.
Dlaczego jednak tak bardzo boimy się zaryzykować? Dlaczego kurczowo trzymamy się naszych małych zapasów i z lękiem myślimy o jutrze?
Odpowiedź daje św. Paweł w List do Rzymian. Przypomina nam, skąd bierze się nasza najgłębsza odwaga. Często paraliżuje nas strach, że dotknie nas utrapienie, ucisk, głód czy nagość – że stracimy kontrolę. A Paweł pyta z pasją: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej?” I po męsku, bez taniego sentymentalizmu wylicza: ani śmierć, ani życie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani żadne stworzenie.
Prawdziwe bezpieczeństwo w życiu dorosłym nie bierze się z posiadania pełnego konta czy pewności, że nic złego się nie wydarzy. Bierze się z pewności, że cokolwiek się stanie, jesteśmy zanurzeni w miłości, z której nic nie jest w stanie nas wyrwać.
Eucharystia, w której teraz uczestniczymy, to żywe dopełnienie tych czytań. Przychodzimy tu bez pieniędzy, bez zasług, często zmęczeni szukaniem nasycenia tam, gdzie go nie ma. Stajemy przed ołtarzem z naszymi „pięcioma chlebami” – z całym naszym powszednim trudem.
Chrystus bierze ten nasz ubogi dar, błogosławi go, łamie i daje nam samego siebie. To jest ten chleb za darmo, o którym mówił Izajasz. Wyjdźmy stąd z odwagą. Przestańmy żyć w logice ciągłego lęku o własne zasoby. Dajmy innym to, co sami otrzymaliśmy – naszą obecność, przebaczenie i dobre słowo – pamiętając, że w rękach Boga nawet największy brak staje się obfitością.
Homilia alternatywna V
Słyszymy dziś w Ewangelii opowieść, do której jesteśmy tak bardzo przywiązani – rozmnożenie chleba. W naszej wyobraźni Jezus działa spektakularnie, niczym potężny szafarz zasobów, który jednym gestem rozwiązuje problem materialnego niedostatku. Często zatrzymujemy się na tym obrazie i z żalem konstatujemy: „Gdyby Jezus był dziś w Afryce, w Strefie Gazy, w dzielnicach biedy – mógłby tak samo uczynić cud”.
Ale to jest zbyt proste odczytanie. Spróbujmy wejść głębiej w dynamikę tego wydarzenia, bo odsłania ono nie tyle prawdę o mocy Boga, co prawdę o kryzysie ludzkiego serca.
A Jezus wypowiada słowa, które wywracają ten światopogląd do góry nogami: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść”.
Zwróćmy uwagę na tę brutalną konfrontację. Uczniowie czują się bezradni. Mają tylko pięć chlebów i dwie ryby. W ich rękach ten mały zasób jest żałosną kroplą w morzu potrzeb. Mówią Jezusowi: „Mamy tu tylko…” – w tym stwierdzeniu pobrzmiewa rezygnacja.
Cud nie zaczyna się od stworzenia materii z niczego, ale od zmiany logiki posiadania. Uczniowie oddają Jezusowi to „tylko”. Przestają to trzymać dla siebie. I tu dzieje się coś kluczowego: to, co było zamknięte w garści, staje się otwarte w dłoniach Błogosławiącego.
Czy nasz świat nie wydaje fortuny na to, co nie jest chlebem? Ile miliardów kosztuje nas rocznie marketing, który wmawia nam sztuczny głód – głód posiadania rzeczy niepotrzebnych? Ile energii i zasobów marnujemy na podsycane medialnie konflikty, na budowanie zasieków przed tymi, którzy są głodni? Problem głodu na świecie nie jest problemem niedoboru. To udowodniony fakt: produkujemy żywności wystarczająco, by wykarmić wszystkich. Problemem jest dystrybucja, która wynika z chciwości, i marnotrawstwo, które wynika z egoizmu.
W kontekście Eucharystii ten wymiar staje się boleśnie namacalny. Jemy Ciało Pańskie, by zaspokoić głód duchowy. Ale św. Paweł upomina Koryntian, że niektórzy sprawują Wieczerzę Pańską niegodnie, bo jedzą i piją, podczas gdy inni są głodni, i przez to „nie rozróżniają Ciała Pańskiego”. To znaczy: nie widzą Chrystusa w biednym obok. Czy my, gromadząc się przy tym stole, dostrzegamy, że bycie nakarmionym zobowiązuje nas do bycia chlebem dla innych?
Bracia i Siostry, cud rozmnożenia to zapowiedź Eucharystii i Krzyża. Bóg nie karmi świata złotem, ale własnym, połamanym życiem. W tym tkwi rozwiązanie ludzkiego głodu. Świat mówi: „Masz mało? Zachowaj dla siebie. Skup się na swoim bezpieczeństwie. Ogranicz populację, zbuduj mur, kup więcej broni, by chronić swój dobrobyt”. A Chrystus mówi: „Połam się”. Daj siebie. Podziel się nie tylko z nadmiaru, ale oddaj to „tylko pięć chlebów” twojego czasu, twoich talentów, twojej uwagi.
Kiedy Jan Paweł II mówił o potrzebie „regulacji moralnej” zamiast demograficznej, mówił właśnie o tym. Jeśli ludzkie serce pozostanie twarde, zamknięte w logice posiadania, to nawet cudowne rozmnożenie zasobów nic nie da – bogaci zgromadzą wszystko w swoich spichlerzach, a biedni nadal będą głodni. Prawdziwy cud potrzebny dzisiejszemu światu to nie wyprodukowanie większej ilości dóbr, ale odzyskanie zdolności do współczucia.
Zobaczcie koniec dzisiejszej Ewangelii: zebrano dwanaście koszy ułomków. To jest ekonomia Boga. Tam, gdzie człowiek oddaje swoje „mało” z miłością, nie tylko nie brakuje – tam jest nadmiar. Nikt nie został ograbiony. Uczniowie nie dostali premii, ale zostali nasyceni.
Zakończenie
Nie pytajmy dziś Boga, dlaczego nie rozmnoży chleba w Afryce. Jezus patrzy na nas i mówi: „Wy dajcie im jeść”. To my mamy być Jego wysłannikami.
Chrystus czeka nie na nasze bogactwa, ale na naszą gotowość oddania tego, co mamy. Gdy oddamy Mu nasze „tylko”, On uczyni z tego pokarm dla świata.
Homilia alternatywna VI
Jest taki eksperyment, który psycholodzy przeprowadzali wielokrotnie w różnych krajach. Grupie ludzi zadawano jedno proste pytanie: „Czego naprawdę potrzebujesz?"
Odpowiedzi były zaskakująco podobne, niezależnie od kultury i szerokości geograficznej. Najpierw padały rzeczy materialne – pieniądze, mieszkanie, zdrowie. Ale gdy rozmowa się pogłębiała, gdy pytający nie odpuszczał i drążył dalej – wychodziło coś innego. Wychodził głód, którego chleb nie zaspokoi. Głód bycia widzianym. Głód sensu. Głód miłości, która nie znika, gdy jesteś trudny, brzydki, zraniony.
Dzisiejsza Ewangelia opowiada historię, którą znamy od dziecka. Pięć chlebów, dwie ryby, pięć tysięcy mężczyzn – a kobiet i dzieci jeszcze więcej. Cud. Wszyscy się najedli. Zostało dwanaście koszów okruchów.
Ale ja chcę dziś, żebyśmy stanęli przy tej historii inaczej. Nie jak turyści oglądający zabytek, lecz jak głodni, którzy właśnie zorientowali się, że są głodni.
2. Uczniowie chcą odesłać. Jezus chce nakarmić.
To jest odpowiedź człowieka zmęczonego. Odpowiedź kogoś, kto już policzył zasoby i stwierdził, że nie starczy. Odpowiedź, którą my sami dajemy bardzo często:
I posłuchajcie – uczniowie nie są źli. Oni są po prostu realistami. Ale Jezus wprowadza inną logikę. Mówi: „Nie potrzebują odchodzić. Wy dajcie im jeść".
Wy. Nie: „poczekajcie, zaraz coś wymyślę". Nie: „zostawcie to Mnie". Wy.
Chrześcijaństwo nie jest religią gapiów.
Bo czy nie tak właśnie rozmawiamy z Bogiem? Czy nie przynosimy Mu regularnie naszego „za mało"?
Za mało wiary. Za mało miłości. Za mało cierpliwości. Za mało czasu. Za mało zdrowia. Za mało pieniędzy. Za mało sił.
I siedzimy z tym „za mało" jak uczniowie z tymi pięcioma chlebami – trochę bezradnie, trochę ze wstydem, trochę z ukrytą nadzieją, że może jednak coś da się zrobić.
Jezus nie wyśmiewa tego „za mało". Nie mówi: „Słabi jesteście, za mało wiary, za mało modlitwy". On bierze to, co jest. Bierze pięć chlebów. Bierze dwie ryby. I dziękuje.
To słowo gubi się często w czytaniu. Eucharistesas – złożył dziękczynienie. Dziękuje za to, co jest. Za to niepełne, za to niewystarczające, za to wzięte ze zwykłej torby zwykłego człowieka. I to zmienia wszystko.
Proszę, żebyście przez chwilę pomyśleli o sobie. O tym, z czym przyszliście dziś do kościoła. Może to jest jakiś problem bez rozwiązania. Może to jest związek, który się kruszy. Może to jest choroba, do której nie możecie się przyzwyczaić. Może to jest zwykłe, szare zmęczenie życiem, które nie ma dramatycznej nazwy, ale jest prawdziwe.
Przynieś to Jezusowi. Nie jako coś, co naprawisz i potem przyniesiesz – ale teraz, tak brzydkie, połamane, niedoskonałe jak jest.
On dziękuje za to, co jest. I rozmnaża to, co złożysz w Jego rękach.
Ale zauważcie – zostały okruchy. Nie eleganckie bochenki zapakowane w papier śniadaniowy. Okruchy. To, co zostaje po jedzeniu. To, co spada ze stołu.
I Ewangelia mówi: to zbierzcie. Nie wyrzucajcie. To jest cenne.
Ale Ewangelia mówi: zbierz okruchy. Nie lamentuj nad tym, co było. Zbierz to, co jest. Bo z okruchów, które dotknęły rąk Jezusa, da się nakarmić cały lud.
Zakończenie: Eucharystia – cud powtórzony
Kapłan weźmie chleb. Weźmie wino. Powie słowa dziękczynienia – eucharystię – i chleb stanie się Ciałem Tego, który nakarmił tłumy nad Jeziorem Galilejskim.
I ty podejdziesz. Może z tymi samymi pięcioma chlebami i dwiema rybami swojego życia, które wydają ci się za mało. Może ze wstydem, że tak mało jesteś wart. Może ze zmęczeniem, które odbiera smak wszystkiemu.
Podejdziesz. Wyciągniesz ręce. I zostaniesz nakarmiony.
Nie dlatego, że na to zasłużyłeś – ale dlatego, że On ujrzał twój głód i ulitował się.
To jest chrześcijaństwo. To jest nasza wiara.
Modlitwa wiernych
Wstęp: Przychodzimy do Ciebie Boże i prosimy przymnóż nam wiary i pozwól zobaczyć, że mamy więcej niż potrzebujemy i na pewno stać nas na to, aby pomóc innym. Dodaj nam też odwagi abyśmy nie obawiali się dzielić z innymi.
Zakończenie: Panie otwórz nasze oczy i serca, i daj nam więcej wiary, ufności i odwagi bycia Twoimi uczniami w czynach, a nie jedynie w słowach. Pozwól nam przynieść do Ciebie nasze niedostatki i braki, a Ty przemień je w pokarm dający życie. Ty Który żyjesz i królujesz z Ojcem i Duchem Świętym, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen
Słowo przed rozesłaniem: Zapraszając na Eucharystię, Jezus daje nam na zakończenie jedno zadanie: "Idźcie i głoście co sami widzieliście i czego doświadczyliście." Można to zrozumieć i w taki sposób; idźcie i dajcie jeść innym z tego co tutaj otrzymaliście, ze stołu Słowa i Ciała mego.












