Iz 8:23b-9:-3
W dawniejszych czasach upokorzył Pan krainę Zabulona i krainę Neftalego, za to w przyszłości chwałą okryje drogę do morza, wiodącą przez Jordan, krainę pogańską. Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu. Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemięzcy jak w dniu porażki Madianitów.
1Kor 1:10-13.17
A przeto upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli. Doniesiono mi bowiem o was, bracia moi, przez ludzi Chloe, że zdarzają się między wami spory. Myślę o tym, co każdy z was mówi: Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa. Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany? Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni? Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża.
Mt 4:12-23
Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: Ziemia Zabulona i ziemia Neftalegou, Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie. Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.

Homilia I
Cokolwiek uczyniliście …
Kiedy Chrystus przyszedł z Dobrą Nowiną na ziemię ludzie rzeczywiście widzieli w Nim kogoś, kto był dobry, po prostu dobry na co dzień i nie po to, aby Go inni widzieli i chwalili. On widział cierpienie ludzi chorych, potrzeby ludzi ubogich i głodnych, On nie musiał być proszony, błagany, nagabywany. Miał oczy zawsze otwarte na potrzeby ludzi i uzdrawiając, lecząc, karmiąc, czyniąc dobro nie robił nikomu łaski, nie wynosił się, nie poniżał nikogo i nie upokarzał. Rzeczywiście kiedy On przechodził przez ziemię, mieszkańcom kraju mroków zabłysło światło (Mt 4,16). Ewangelia, którą On głosił jest rzeczywiście Dobrą Nowiną o zbawieniu, o wyzwoleniu człowieka. Ewangelia przez Niego głoszona była poparta czynem, Jego dobrym działaniem, Jego dobrocią i miłością do człowieka, która wyrażała się nie w słowach, ale w czynach. On wyzwalał człowieka, przynosząc mu dobrą nowinę, czynił go wolnym przez najprostsze dobre czyny.
A jak jest z nami? Czy my postępujemy drogą Mistrza? Czasami głosimy piękne słowa o miłości, głosimy Dobrą Nowinę ubogim i jesteśmy przekonani, że naśladujemy Chrystusa. Ale nasze postępowanie nie idzie w parze z naszymi słowami. Jesteśmy ślepi na potrzeby ludzi ubogich. Dajemy się prosić i błagać, każemy innym czekać na naszą dobroć i łaskawość. Czasami udajemy, że nie widzimy. Czasami jesteśmy rzeczywiście ślepi i zapatrzeni tylko w siebie, widzimy tylko nasze własne sprawy i interesy. Czasami lekceważymy sobie innych i nie zwracamy uwagi na ich potrzeby, na ich biedę, bo mamy tyle innych spraw na głowie, bo jesteśmy tacy zapracowani, tacy zabiegani, tacy zajęci. Jeśli już jesteśmy dobrzy, to często po to, aby nas inni widzieli i chwalili. Jeśli już jesteśmy dobrzy, to robimy to ostentacyjnie i na pokaz. Jezus przeszedł przez ziemię dobrze czyniąc. A ponadto mówił wprost: Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych mnie to uczyniliście. ale też : Czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych tego i mnie nie uczyniliście. Czy ja idę przez ziemię śladami Chrystusa, czyniąc dobrze? Bez proszenia, bez łaski, bez wielkich słów i nie na pokaz?
Czy nie lekceważę sobie człowieka stojącego nieraz obok i czekającego na moją pomoc, bo jestem taki zajęty… SOBĄ?
Homilia II
Światło w codzienności i odwaga jedności
Wyobraźmy sobie mapę Ziemi Świętej z czasów Jezusa. Jerozolima – to centrum. Tam jest świątynia, tam są elity religijne, tam "dzieje się" wielka teologia. A na północy? Na północy jest Galilea. Tereny pokoleń Zabulona i Neftalego, o których słyszeliśmy w pierwszym czytaniu. To prowincja. To pogranicze, gdzie wiara miesza się z pogaństwem, gdzie handel zdominował życie, a historia pełna jest wojen i upokorzeń.
Dla pobożnego żyda z Jerozolimy tamte rejony to była "ciemność". A jednak, jak słyszymy dziś w Ewangelii Mateusza, to właśnie tam Jezus rozpoczyna swoją misję. Nie w centrum, ale na peryferiach.
- Bóg przychodzi do Twojej "Galilei"
Izajasz prorokował: "Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką". Te słowa spełniają się, gdy Jezus przybywa do Kafarnaum. To dla nas ogromna nadzieja. Dlaczego? Ponieważ każdy z nas ma w sobie taką "Galileę pogan".
- Może to są Twoje kompleksy i zranienia, o których wolisz nie mówić.
- Może to grzech, z którym zmagasz się od lat i czujesz się przez to gorszy.
- Może to Twoja praca, która wydaje Ci się mało znacząca, szara i nudna.
Dzisiejsza Ewangelia krzyczy do nas: Bóg nie czeka, aż staniesz się "Jerozolimą" – idealny, poukładany i święty. On przychodzi do Twojej "Galilei", do Twojego chaosu, do Twoich ciemności, aby właśnie tam zapalić światło.
- Zostawić sieci, by zyskać wolność
Jezus przechodzi obok jeziora i widzi rybaków przy pracy. Szymon, Andrzej, Jakub, Jan – oni nie byli w kościele, nie byli na rekolekcjach. Byli w pracy, zmęczeni, brudni od rybich łusek, zajęci łataniem sieci. I w ten środek ich codzienności wchodzi Bóg z wezwaniem: "Pójdźcie za Mną".
Reakcja apostołów jest piorunująca: "Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim".
Zastanówmy się dziś, co jest Twoją siecią? Co Cię plącze i nie pozwala ruszyć z miejsca za Jezusem?
- Dla jednych siecią jest lęk o przyszłość – ciągłe zamartwianie się, które paraliżuje zaufanie.
- Dla innych siecią jest chciwość lub przywiązanie do rzeczy materialnych.
- Dla jeszcze innych siecią jest gniew i brak przebaczenia, który trzymamy w rękach jak stary, cuchnący połów, bojąc się go wyrzucić.
Jezus mówi: Zostaw to. Nie musisz tego dźwigać. Uczynię Cię rybakiem ludzi – dam Twojemu życiu sens, o jakim nawet nie marzyłeś. Ale musisz mieć odwagę puścić to, co stare.
- Skandal podziału
Jeśli jednak pójdziemy za Jezusem, musimy uważać na pułapkę, o której pisze św. Paweł w Liście do Koryntian. Koryntianie przyjęli światło, ale zaczęli je zasłaniać własnymi podziałami. "Ja jestem Pawła, a ja Apollosa, ja jestem Kefasa".
Brzmi znajomo? Ileż to razy w naszych rodzinach, w naszych wspólnotach parafialnych, a nawet w Kościele powszechnym słyszymy podobne głosy: "Ja jestem za tym księdzem, a ja za tamtym", "Ja jestem z opcji tradycyjnej, a ja z nowoczesnej".
Paweł stawia sprawę jasno i ostro: "Czyż Chrystus jest podzielony?".
Kiedy skupiamy się na naszych różnicach, kłótniach i sympatiach, gasimy światło, które Jezus przyniósł do naszej "Galilei". Zamiast być rybakami ludzi, odstraszamy ludzi od sieci Kościoła. Jedność nie oznacza, że wszyscy musimy być tacy sami. Jedność oznacza, że patrzymy w tym samym kierunku – na Krzyż Chrystusa, a nie na swoje racje.
Podsumowanie
Dzisiejsza niedziela stawia przed nami trzy zadania:
- Zaufaj, że Jezus chce wejść w to, co w Twoim życiu najciemniejsze i najtrudniejsze. Nie musisz się przed Nim ukrywać.
- Zbadaj, jakie "sieci" trzymają Cię w miejscu. Co musisz dziś zostawić – jaki nałóg, jakie przyzwyczajenie, jaki żal – aby pójść za Nim?
- Buduj jedność. Tam, gdzie w Twoim otoczeniu są spory, bądź tym, który szuka zgody. Niech Twoje życie pokazuje, że Chrystus nie jest podzielony.
Pan Jezus przychodzi dziś do nas, tutaj, do naszej codzienności. Mówi: "Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie". Nie bójmy się tego blasku. Wstańmy, zostawmy to, co zbędne, i chodźmy za Nim.
Homilia III
Temat: Światło jedności w ciemnościach podziałów
Wprowadzenie:
Dzisiejsza Liturgia Słowa stawia przed nami trzy pozornie różne obrazy: proroczą wizję Izajasza o narodzie kroczącym w ciemności, który ujrzał światłość wielką; poruszający apel św. Pawła o jedność w Koryncie; oraz ewangeliczne opisanie początku publicznej działalności Jezusa w Galilei. Te trzy teksty tworzą jednak spójną teologię światła, które rozprasza ciemności podziałów i prowadzi do prawdziwej wspólnoty.
- Światłość dla tych, którzy siedzą w ciemności (Iz 8:23b-9:3; Mt 4:12-23)
Prorok Izajasz zapowiada ludowi, który doświadczał upokorzenia i żył w “krainie mroków”, że nadejdzie czas wielkiej światłości. Ewangelista Mateusz, cytując te słowa, dokonuje niezwykłej interpretacji: spełnienie tej obietnicy widzi w osobie Jezusa, który rozpoczyna swoją działalność właśnie w pogardzanej Galilei, “na pograniczu Zabulona i Neftalego”.
To nie przypadek, że Jezus rozpoczyna od peryferii, od miejsca uważanego za “cienistą krainę śmierci”. Bóg często działa tam, gdzie człowiek nie spodziewa się Jego obecności. Światłość przychodzi do tych, którzy siedzą w ciemnościach - do nas, gdy doświadczamy duchowych, emocjonalnych czy egzystencjalnych mroków.
- Ciemność podziałów (1 Kor 1:10-13.17)
Światło Chrystusa ma konkretne zadanie: rozproszyć ciemność podziałów. List do Koryntian pokazuje nam, że już w pierwotnym Kościele istniały spory, frakcje, partykularyzmy: “Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa”.
Święty Paweł zadaje pytania, które i dziś brzmią aktualnie: “Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany?” Jego oburzenie wynika z głębokiego przekonania, że podziały w Kościele są zaprzeczeniem istoty Ewangelii. Tam, gdzie pojawiają się partykularyzmy, tam gaśnie światło jedności.
- Nawrócenie i powołanie do jedności (Mt 4:17; 1 Kor 1:10)
Jezus rozpoczyna swoją działalność wezwaniem: “Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie”. Nawrócenie (metanoia) oznacza zmianę myślenia, kierunku życia. W kontekście czytań dzisiejszej niedzieli, to nawrócenie dotyczy również - a może przede wszystkim - naszych relacji we wspólnocie.
Powołanie Piotra, Andrzeja, Jakuba i Jana pokazuje radykalną odpowiedź na wezwanie Jezusa. Oni “natychmiast” zostawiają sieci i idą za Nim. Ta natychmiastowość odpowiada pilności apelu Pawła: “abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli”.
- Ewangelia krzyża przeciw mądrości świata (1 Kor 1:17)
Święty Paweł podkreśla: “Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża”. To ważne przypomnienie: źródłem jedności Kościoła nie jest ludzka mądrość, strategie czy programy, ale krzyż Chrystusa. To właśnie pod krzyżem rozpadają się podziały, tam przestaje istnieć “ja jestem Pawła” czy “ja Apollosa”, a pozostaje tylko: “Ja jestem Chrystusa”.
Zakończenie:
Galilea czasów Jezusa była miejscem styku kultur, religii i wpływów. Mieszkańcy “drogi morskiej” doświadczali napięć i podziałów. Tam właśnie przychodzi Światło. Dziś nasz świat, nasze wspólnoty, a może nawet nasze serca, często przypominają tę galilejską krainę pogan – pełną różnych wpływów, niepewności, a czasem podziałów.
Jezus wchodzi w te przestrzenie z prostym wezwaniem: “Nawracajcie się” i “Pójdźcie za Mną”. Światło Jego obecności rozprasza ciemności naszych podziałów. Jego krzyż jest jedynym miejscem, gdzie odnajdujemy prawdziwą jedność.
Nieśmy to światło jedności tam, gdzie żyjemy: w naszych rodzinach, wspólnotach, miejscach pracy. Bądźmy tymi, którzy, idąc za Jezusem, stają się narzędziami pojednania i jedności. Pamiętajmy, że tam, gdzie jest jedność, tam jaśnieje światło Chrystusa, a tam, gdzie jaśnieje to światło, rozpraszają się ciemności podziałów.
Niech nasze “natychmiast” odpowiedzi na wezwanie Jezusa będzie konkretne: przez modlitwę za tych, z którymi się różnimy, przez gest pojednania, przez szukanie tego, co łączy, a nie dzieli. Wtedy słowa Izajasza spełnią się także przez nas: “Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką”.
Homilia IV
Światło w kraju mroków – czyli o dobroci bez „ale”
Wstęp: Mrok i Światło
W dzisiejszej Ewangelii słyszymy proroctwo Izajasza, które spełnia się w Jezusie: „Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło”.
Czym jest ta ciemność? To nie tylko brak słońca. To często brak nadziei, samotność, choroba, bieda. A czym jest to światło, które przyniósł Chrystus?
Patrząc na dostarczony nam dzisiaj do rozważenia tekst, widzimy wyraźnie: tym światłem jest konkretna, prosta i uprzedzająca dobroć.
- Jezus – Dobroć, która nie czeka na prośbę
Kiedy Chrystus przyszedł z Dobrą Nowiną, ludzie nie widzieli w Nim tylko teoretyka czy filozofa. Widzieli w Nim kogoś, kto był po prostu dobry na co dzień.
Jego Ewangelia to nie był suchy wykład. Ona była poparta czynem. Jezus, przechodząc przez ziemię:
- Widział cierpienie chorych i głód ubogich.
- Nie czekał, aż ktoś padnie przed Nim na kolana.
- Nie musiał być proszony, błagany ani nagabywany.
To jest uderzająca cecha Mistrza. Miał oczy szeroko otwarte. Kiedy uzdrawiał, leczył czy karmił, nigdy nie robił nikomu łaski. W Jego pomaganiu nie było cienia wyższości. Nie wynosił się nad biednego, nie upokarzał potrzebującego swoją potęgą. Przynosił wyzwolenie przez najprostsze dobre czyny, dając ludziom poczucie godności. To właśnie dlatego Ewangelia jest Dobrą Nowiną – bo słowo i czyn były w niej jednością.
- Nasze lustro – ślepota z zapracowania
A jak jest z nami? Często wydaje się nam, że kroczymy drogą Mistrza. Przecież przychodzimy do kościoła, znamy piękne słowa o miłości, potrafimy cytować Ewangelię. Ale autor dzisiejszych rozważań stawia nam bolesne, lecz konieczne pytanie: Czy nasze postępowanie idzie w parze z naszymi słowami?
Spójrzmy prawdzie w oczy:
- Jesteśmy „zajęci sobą”: Często jesteśmy tak zapatrzeni we własne sprawy, interesy i problemy, że stajemy się po prostu ślepi. Mijamy ludzi, nie widząc ich twarzy, nie dostrzegając ich niemego krzyku o pomoc.
- Czekamy na błagania: W przeciwieństwie do Jezusa, my lubimy, gdy nas proszą. Dajemy się błagać, każemy innym czekać na naszą łaskawość.
- Działamy na pokaz: Jeśli już zrobimy coś dobrego, to często po to, by nas inni widzieli i chwalili. Nasza dobroć bywa ostentacyjna, obliczona na zysk wizerunkowy, a nie na ulżenie drugiemu człowiekowi.
Tłumaczymy się: „Jestem taki zapracowany, taki zabiegany, mam tyle spraw na głowie”. I przez to zabieganie lekceważymy człowieka stojącego tuż obok.
III. Cokolwiek uczyniliście...
Jezus, który „przeszedł przez ziemię dobrze czyniąc”, zostawił nam bardzo konkretną miarę, z której będziemy sądzeni. Nie zapyta nas o piękne deklaracje, ale o fakty.
Mówi wprost: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.
Ale jest też druga strona tego medalu, ta trudniejsza: „Czegokolwiek NIE uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, tego i Mnie nie uczyniliście”.
Zaniechanie, obojętność, udawanie, że nie widzimy – to też jest decyzja. Decyzja o odwróceniu się od Boga, który przychodzi do nas w drugim człowieku.
Zakończenie: Otwórz oczy
Chrześcijaństwo to nie jest religia wielkich słów, ale religia otwartych oczu i wrażliwego serca.
Zadajmy sobie dzisiaj, w ciszy serca, to jedno pytanie z końca rozważanego tekstu:
Czy ja idę przez ziemię śladami Chrystusa? Czy pomagam bez proszenia, bez łaski i nie na pokaz?
Czy nie lekceważę człowieka stojącego obok, bo jestem zbyt zajęty... SOBĄ?
Niech ten tydzień będzie czasem, w którym spróbujemy być dobrzy tak „po prostu”. Niech mieszkańcom naszego „kraju mroków” – naszym sąsiadom, współpracownikom, rodzinie – zabłyśnie światło naszej bezinteresownej dobroci.
Homilia V
„Cokolwiek uczyniliście…”
W dzisiejszej Ewangelii słyszymy, jak Jezus rozpoczyna swoją publiczną działalność, wzywając do nawrócenia i głosząc nadejście królestwa niebieskiego. Św. Mateusz przypomina nam proroctwo Izajasza: „Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie” (Mt 4,16). To światło to sam Chrystus – który nie tylko głosił Dobrą Nowinę, ale całym swoim życiem ją potwierdzał.
Kiedy Chrystus przyszedł na ziemię, ludzie widzieli w Nim kogoś, kto był po prostu dobry. Jego dobroć nie była spektaklem, nie szukała poklasku. On widział cierpienie chorych, potrzeby ubogich i głodnych – i odpowiadał, nie czekając na prośby czy błagania. Miał oczy otwarte na ludzką biedę i uzdrawiając, karmiąc, podnosząc na duchu, nie robił nikomu „łaski”. Nie wynosił się, nie upokarzał. Przechodząc przez ziemię, rzeczywiście rozświetlał mroki ludzkiego życia.
Ewangelia, którą głosił, była Dobrą Nowiną o wyzwoleniu – i była poparta czynem. Jego miłość wyrażała się nie w pięknych słowach, ale w konkretnych gestach: w dotyku trędowatego, w chlebie rozmnożonym dla tłumów, w czasie poświęconym grzesznikom. Uwalniał człowieka nie tylko słowem, ale przez najprostsze, codzienne dobro.
A jak jest z nami? Czy idziemy drogą naszego Mistrza?
Często głosimy piękne słowa o miłosierdziu, mówimy o Ewangelii dla ubogich… ale czy nasze życie to potwierdza? Nieraz jesteśmy ślepi na potrzeby tych obok nas. Każemy czekać na naszą „dobroć” – jakby była przywilejem, a nie obowiązkiem serca. Czasem udajemy, że nie widzimy. Czasem naprawdę nie widzimy, bo zapatrzeni jesteśmy w siebie, w swoje sprawy, interesy, zajęcia.
Jeśli już czynimy dobro, to często… na pokaz. Dla uznania, dla pochwały, dla „pokazania się”. A Jezus przeszedł przez ziemię czyniąc dobrze w ukryciu – tam, gdzie nikt nie dziękował, nikt nie widział, nikt nie zapisał w kronikach.
I przypomina nam dziś słowami z Ewangelii św. Mateusza:
„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40).
Ale dodaje także:
„Czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili” (Mt 25,45).
Czy ja przechodzę przez ziemię Jego śladami?
Czy moja wiara wyraża się w czynie – bez wielkich słów, bez proszenia, bez czekania na podziękowania?
Czy nie lekceważę człowieka stojącego obok – czekającego na uśmiech, na pomoc, na odrobinę czasu – tylko dlatego, że jestem „taki zajęty”?
Zajęty… sobą?
Nawrócenie, do którego wzywa nas dzisiejsza Ewangelia, to nie tylko zmiana myślenia. To zmiana patrzenia. To otwarcie oczu na braci i siostry, których Bóg stawia na mojej drodze. To dostrzeżenie Chrystusa w głodnym, spragnionym, przybyszem, nagim, chorym, w więzieniu…
Nie trzeba wielkich dzieł. Wystarczy codzienna dobroć – tak zwyczajna, tak cicha, jaką okazywał Jezus.
Prośmy dziś Pana, byśmy jak Piotr i Andrzej usłyszeli Jego wezwanie: „Pójdźcie za Mną” – i szli, naśladując Go nie tylko słowem, ale całym życiem. Byśmy byli światłem, które nie świeci dla siebie, ale rozprasza ciemności wokół.
Niech nasza Ewangelia będzie nie tylko słowem głoszonym, ale życiem dawanym.
Wtedy i nam zabłyśnie światło, i przez nas – innym.

Homily in English
Whatever you did ...
When Christ came with good news to the earth people actually saw in him someone who was good, just good, good in everyday life, and not so that others saw him and praised. He saw the suffering of the sick, the needs of the poor and hungry, he does not have to be asked, begged or hounded. His eyes were always open to the needs of the people and healing, helping, feeding, doing good to anyone who was in need, do not humiliate anyone and not neglected. Indeed, when he passed through the land, to the people of the country the gloom a light has shone (Matthew 4:16). The Gospel that he preached is indeed good news of salvation, liberation of man. Gospel preached by Him was supported by His deeds, His good action, His kindness and love for man, which was expressed not in words but in deeds. He liberated man, bringing to people the good news, He did it free by simple good deeds.
And how is it with us? Do we follow our Master? Sometimes we speak beautiful words about love, preach the Good News to the poor, and we are confident that we imitate Christ. But our actions do not go hand in hand with our words. We are blind to the needs of the poor. We give but we wait to asked and pleaded, we tell others to wait for our goodness and kindness. Sometimes we pretend that we do not see. Sometimes we are really blind and just gazing at each other, we see only our own affairs and interests. Sometimes we neglect bothers and the others. We do not pay attention to their needs, their poverty, because we have so many other things to worry about, because we're so busy, so busy. If we're good, it is often so that to be seen by others and to be praised. If we're good, we do it so ostentatiously as a kind of a show. Jesus went through the land doing good. And he spoke bluntly: Whatever you did for one of these least brothers of mine you did it to me. But also: Whatever you did not do for one of these least brothers of mine you did not do it to me. Do I go through the life in the footsteps of Christ, doing good? Without asking, without playing "graciousness", without big words and not on to be seen and applauded?
Do not underestimate a man standing next to you, and sometimes waiting for your help, because you are so busy ... Too much concern about YOURSELF?




