piątek, 30 stycznia 2026

IV Niedziela w ciągu roku - A

 So 2:3, 3:12-13

Szukajcie Pana, wszyscy pokorni ziemi, którzy pełnicie Jego nakazy; szukajcie sprawiedliwości, szukajcie pokory, może się ukryjecie w dzień gniewu Pańskiego. I zostawię pośród ciebie lud pokorny i biedny, a szukać będą schronienia w imieniu Pana. Reszta Izraela nie będzie czynić nieprawości ani mówić kłamstwa. I nie znajdzie się w ich ustach zwodniczy język, gdy paść się będą i wylegiwać, a nie będzie nikogo, kto by (ich) przestraszył.

1 Kor 1:26-31

Przeto przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga. Przez Niego bowiem jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem, aby, jak to jest napisane, w Panu się chlubił ten, kto się chlubi.

Mt 5:1-12

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie.

Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:

Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy /ludzie/ wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was.

Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.


Kto wejdzie do Królestwa?

Najpierw trzeba zaznaczyć, że błogosławieństwa z dzisiejszej Ewangelii są nie tylko programem świętości, czy programem życia uczniów Chrystusa, ale są one przede wszystkim auto-charakterystyką samego Chrystusa. To On sam jest ubogi w duchu, płaczący i cichy, pokorny i miłosierny, czystego serca , łaknący sprawiedliwości i wprowadzający pokój, to On cierpi dla sprawiedliwości i jest prześladowany, to o Nim mówią kłamliwie wszystko zło. Jest to też na pewno doskonały obraz „Ebed Jahwe” – cierpiącego Sługi Jahwe ze Starego Testamentu. Warto o tym pamiętać, kiedy czytamy te piękne słowa. Kto więc chce iść za Chrystusem powinien te słowa uczynić programem swojego życia, zarówno prywatnego, jak i zawodowego. Nie może bowiem być rozdziału czy rozdźwięku pomiędzy tym co robię w niedzielę i tym czym żyję na co dzień.

Warto też zwrócić uwagę na znaczenie samego słowa „błogosławiony”. Słowo to na pewno może być rozumiane jako obietnica świętości, ale także jak obietnica Bożego błogosławieństwa w życiu. Jeśli tak będę postępował w moim życiu, jeśli tymi zasadami będę się kierował, to otrzymam Boże błogosławieństwo. Wyrazem tego błogosławieństwa są związane z każdym błogosławieństwem „nagrody”, czy obietnice.

Drugie jednak znaczenie słowa „błogosławiony” jest bliższe naszym współczesnym poszukiwaniom i tęsknotom. Można by nawet powiedzieć: „chcesz być szczęśliwy żyj w taki sposób”. Nie bądź chciwy, nie bądź krzykaczem, bądź sprawiedliwy, bądź miłosierny, wprowadzaj pokój, a nie zamęt dookoła siebie, miej czyste serce i czyste spojrzenie, zobacz w drugim człowieka i uszanuj go w nim, a przy tym bądź przygotowany na niezrozumienie, na kpinę, na kłamstwo i drwiny, na niepopularność, na to, że nie będziesz „trendy”, że czasami nie będziesz „politycznie poprawny”. Ale i nagroda, jaką zyskasz znacznie przekroczy to, co (pozornie) straciłeś.

Wielokrotnie zastanawiałem się nad błogosławieństwami z dzisiejszej Ewangelii: Warto jeszcze raz przytoczyć te przepiękne słowa ośmiu błogosławieństw i warto zadumać się nad nimi:

Błogosławieni:Ich nagrodą jest:
ubodzy w duchu,do nich należy Królestwo Niebieskie,
którzy płaczą,oni będą pocieszeni,
cisi,oni na własność posiądą ziemię,
którzy łakną i pragną sprawiedliwości,oni będą nasyceni,
miłosierni,oni miłosierdzia dostąpią,
czystego serca,oni Boga oglądać będą,
którzy wprowadzają pokój,oni będą nazwani synami Bożymi,
którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości,do nich należy Królestwo Niebieskie,
jesteście gdy ludzie wam urągają,cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie
jesteście, gdy was prześladują,
Jesteście, gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu

Do której z tych kategorii, mógłbym się zaliczyć? Czy nie jestem przypadkiem zbytnio bogaty i zapatrzony tylko w siebie, albo wrzaskliwy i zarozumiały, niesprawiedliwy i obojętny, niemiłosierny? Czy mojego serca, wzroku, myśli nie zalewa brud i nieład moralny? A może całe moje życie to jedna wielka walka i wojna z innymi? Czy to raczej nie ja urągam, nie ja prześladuję, nie ja podjudzam, kłamię, kopię dołki, myślę tylko o sobie i swoich interesach, szukam tylko swojej sprawiedliwości i swojej wygody, swojego dobra, a w końcu tylko siebie. I moją nagrodę będzie ..... PUSTKA, SAMOTNOŚĆ, OPUSZCZENIE. Nie widziałem innych, byłem zapatrzony w siebie i ... przez wieczność będę tylko sam ze sobą .... niepocieszony, nienasycony, odrzucony, smutny, opuszczony ... zdany wyłącznie na siebie, oglądający tylko siebie, bo stale tylko o sobie myślałem i dla siebie żyłem!

Jeszcze jest czas na zmianę,
jeszcze mogę zmienić swoje życie,
jeszcze mogę zobaczyć innych
i przestać żyć tylko dla siebie.





Homilia II

Logika odwróconego porządku

Wielu z nas, patrząc na współczesny świat, odnosi wrażenie, że rządzi nim prawo siły, przebicia i sukcesu za wszelką cenę. Media, reklamy, a często nawet nasze codzienne rozmowy promują wizerunek człowieka, który musi być "jakiś": wpływowy, bogaty, podziwiany, zawsze uśmiechnięty i niezależny. Tymczasem dzisiejsza Ewangelia prowadzi nas na Górę Błogosławieństw, gdzie Jezus Chrystus dokonuje radykalnego przewartościowania wszystkiego, co po ludzku wydaje się nam gwarancją szczęścia.

Jezus nie mówi do tłumów: "Błogosławieni, którym się wszystko udaje" ani "Szczęśliwi ci, którzy mają władzę i pieniądze". Zamiast tego słyszymy słowa, które w uszach człowieka nastawionego na sukces brzmią jak skandal albo naiwność. Chrystus nazywa szczęśliwymi ubogich, smucących się, cichych i prześladowanych. Czy to oznacza, że chrześcijaństwo jest religią cierpiętnictwa? Czy Bóg pragnie naszego smutku i biedy? Absolutnie nie. To byłaby fałszywa i "przesłodzona" interpretacja, która każe nam udawać, że cierpienie jest czymś przyjemnym.

Teologia Błogosławieństw jest znacznie głębsza i bardziej "rzeczowa". Jezus wskazuje na stan serca, który jest konieczny, by przyjąć Boga. Człowiek "bogaty" w rozumieniu światowym – czyli taki, który jest pełen siebie, przekonany o swojej samowystarczalności i sile – nie ma w sobie miejsca dla Boga. Jego "szklanka" jest już pełna. Natomiast "ubogi w duchu" to ten, kto zna swoją prawdę: wie, że sam z siebie jest niewystarczający, że potrzebuje Zbawiciela. To właśnie ten realizm pokory, o którym pisał prorok Sofoniasz w pierwszym czytaniu, mówiąc o "reszcie Izraela" – ludziach, którzy nie polegają na własnych układach czy kłamstwie, ale szukają schronienia w imieniu Pana.

Święty Paweł w Liście do Koryntian brutalnie wręcz sprowadza nas na ziemię, każąc nam spojrzeć na naszą wspólnotę. Nie ma tu wielu mędrców ani wielkich tego świata. Ale to nie jest powód do kompleksów. Apostoł wyjaśnia nam mechanizm Bożego działania: "Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć" (1 Kor 1, 27). To jest Boża strategia: Bóg wchodzi w ludzką słabość, aby pokazać, że zbawienie nie jest naszą zasługą, efektem naszego "pracoholizmu duchowego", ale darmowym darem Jego miłości.

Bycie "błogosławionym" w świetle dzisiejszej Ewangelii nie oznacza więc emocjonalnej euforii. Oznacza bycie w prawdzie. Cisi, miłosierni, wprowadzający pokój – to ludzie, którzy zrezygnowali z walki na łokcie, bo ich poczucie bezpieczeństwa nie płynie z ludzkiego uznania, ale z relacji z Ojcem. To droga trudna, często idąca pod prąd. Wymaga od nas odwagi, by nie oddawać złem za złe i by trwać przy sprawiedliwości nawet wtedy, gdy "ludzie nam urągają".

Papież Franciszek w swojej adhortacji o powołaniu do świętości przypomina nam, że Błogosławieństwa to nie tylko piękne hasła, ale konkretny dowód tożsamości chrześcijanina. Jak pisze:

"Słowa Jezusa są poetyckie, niemniej jednak bardzo wyraźnie wskazują, jak trzeba postępować, choćby to szło pod prąd tego, co jest w zwyczaju, co robi się w społeczeństwie. (...) Błogosławieństwa są w żadnym razie czymś lekkim czy powierzchownym; przeciwnie, możemy nimi żyć tylko wtedy, gdy Duch Święty przenika nas całą swą mocą i uwalnia nas od słabości egoizmu, lenistwa czy pychy" (Papież Franciszek, Gaudete et Exsultate, nr 65).

Niech ta dzisiejsza Eucharystia będzie dla nas momentem stanięcia w prawdzie. Nie musimy przed Bogiem udawać lepszych, silniejszych czy mądrzejszych niż jesteśmy. Nasza siła jest w Nim. Jeśli czujesz się dziś ubogi, smutny lub nierozumiany przez świat – paradoksalnie jesteś w najlepszym miejscu, by spotkać Boga. Bo Królestwo Niebieskie nie należy do tych, którzy myślą, że świat należy do nich, ale do tych, którzy wiedzą, że bez Boga nie mają nic.


Homilia III

W dzisiejszych czytaniach Bóg objawia nam paradoks, który jest fundamentem chrześcijańskiego życia. To paradoks, który przeczy ziemskiej logice sukcesu, siły i dominacji. Sofoniasz, św. Paweł i sam Chrystus w Kazaniu na Górze prowadzą nas w tę samą duchową rzeczywistość: ku wywyższeniu tego, co świat uznaje za słabe, niepozorne i godne pogardy.

Prorok Sofoniasz kieruje swoje słowa do „pokornych ziemi, którzy pełnicie Jego nakazy”. Nie do możnych, nie do wpływowych, ale do tych, którzy „szukają sprawiedliwości” i „pokory”. To oni – lud „pokorny i biedny” – znajdą schronienie „w imieniu Pana”. To w nich, w tej „Reszcie”, objawi się wierność Bogu: przez prawość mowy, przez brak kłamstwa i zwodniczego języka. Bóg nie buduje swego królestwa na ludzkich potęgach, ale na wierności i pokorze serca.

Święty Paweł w Liście do Koryntian ukazuje, jak ta właśnie zasada wcieliła się w rzeczywistość wspólnoty Kościoła. „Przypatrzcie się powołaniu waszemu!” – wzywa. Społeczny skład wspólnoty jest tego wymownym świadectwem: „niewielu mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych”. Bóg dokonał radykalnego przewartościowania. Wybrał to, co w oczach świata jest „głupie”, „niemocne”, „nie szlachetnie urodzone i wzgardzone”. Dlaczego? Aby „żadne stworzenie nie chełpiło się wobec Boga”. Cała nasza chluba, cała pewność siebie, ma być oparta na jedynym fundamencie: na Chrystusie, który „stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem”. Wszelka ludzka zasługa, pochodzenie, tytuł czy osiągnięcie tracą tu swą absolutną wartość. Liczy się tylko nasza przynależność do Niego.

Ten sam rewolucyjny program znajdujemy w centrum dzisiejszej Ewangelii – w Ośmiu Błogosławieństwach. Jezus, Nowy Mojżesz, nauczający z góry, ogłasza konstytucję swego Królestwa. To lista cech i postaw, które On nazywa „błogosławionymi”, czyli szczęśliwymi, obdarzonymi życiodajną łaską Bożą. A są to: ubóstwo w duchu, smutek, cichość, pragnienie sprawiedliwości, miłosierdzie, czystość serca, wprowadzanie pokoju, gotowość na prześladowanie.

Spójrzmy na tę listę oczami świata. Czy to jest przepis na sukces? Czy to są cechy ludzi, którzy „odnoszą zwycięstwa”? Wręcz przeciwnie. To opis tych, którzy są na marginesie, którzy nie potrafią lub nie chcą walczyć o swoje ziemskie dobro za wszelką cenę, którzy płaczą, którzy są prześladowani. A jednak Chrystus mówi: do nich należy królestwo niebieskie, oni będą pocieszeni, oni posiądą ziemię, oni będą nazwani synami Bożymi.

Nie chodzi tu o romantyczne ubóstwo czy cierpienie dla niego samego. Chodzi o postawę serca. „Ubodzy w duchu” to ci, którzy uznają całkowitą zależność od Boga, jak biedak żebrzący o chleb. „Cisi” to nie słabi, ale ci, którzy wyrzekają się przemocy i panowania nad innymi, ufając, że Bóg jest ich obrońcą. „Łaknący sprawiedliwości” to ci, którzy tak bardzo pragną zwycięstwa dobra, prawdy i Bożego porządku, że całe ich życie jest tym napięte.

Błogosławieństwa są portretem samego Jezusa. On jest NARDZIEJ błogosławionym, który był cichy i pokornego serca, który płakał, który pragnął sprawiedliwości aż do śmierci, który był prześladowany. W Nim Bóg najpełniej objawił swoją moc w słabości, swoją mądrość w szaleństwie krzyża.

Co to oznacza dla nas? Dzisiejsze słowo jest wezwaniem do uczciwego rachunku sumienia. Gdzie szukam schronienia? W swoim statusie, zaradności, oszczędnościach, znajomościach – czy „w imieniu Pana”? Czy moja przynależność do Chrystusa jest jedynym powodem do chluby, czy tylko jednym z wielu elementów mojej tożsamości? Które z błogosławieństw jest mi szczególnie obce, a które może budzi we mnie opór, bo przeczy mojemu pojmowaniu życia?

Bóg nie potępia ludzkiej mądrości, siły czy szlachetności jako takich. Ale ostrzega nas przed pokusą budowania na nich życia tak, jakby one miały zbawić. On wybiera to, co słabe, aby objawić, że źródłem wszelkiego dobra jest tylko On. Naszym powołaniem jest przyjąć tę prawdę – z pokorą i ufnością. Być tymi, którzy w ciszy, czystości serca i pragnieniu sprawiedliwości stają się żywym znakiem Jego obecności w świecie. Królestwo Boże należy właśnie do nich.


Oto 10 propozycji schematów homilii na IV Niedzielę zwykłą (Rok A), opracowanych jako płynne, pogłębione teksty gotowe do duszpasterskiego wykorzystania. Każdy z nich rzuca nieco inne światło na tajemnicę Ośmiu Błogosławieństw i Bożej logiki wyboru tego, co słabe.

Schemat 1: Szczęście według innej miary

Temat przewodni: Błogosławieństwa jako odwrócenie ludzkiej logiki sukcesu.

Wszyscy, bez wyjątku, pragniemy być szczęśliwi. To pragnienie jest wpisane w nasze DNA, jest motorem naszych działań, planów i marzeń. Jednak świat, w którym żyjemy, podpowiada nam bardzo konkretne recepty na to szczęście: posiadanie, władza, prestiż, brak trosk i nieustanny komfort. Kiedy więc stajemy dzisiaj u stóp Góry Błogosławieństw, słowa Jezusa mogą wydać się nam szokujące, a nawet sprzeczne z logiką. Chrystus nazywa szczęśliwymi – „błogosławionymi” – tych, których świat uważa za przegranych: ubogich, płaczących, prześladowanych. Czy to pomyłka? Czy to pochwała cierpienia?

Absolutnie nie. Jezus nie kanonizuje biedy czy smutku samego w sobie. On objawia nam nową jakość życia, która nie zależy od zewnętrznych okoliczności, ale od stanu serca zjednoczonego z Bogiem. Ubóstwo w duchu to wolność od chciwości, która pozwala Bogu napełnić nasze puste ręce. Smutek to wrażliwość serca, które nie jest obojętne na zło. Cichość to siła opanowania, a nie słabość charakteru. Święty Paweł w dzisiejszym drugim czytaniu genialnie to podsumowuje, przypominając Koryntianom: „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców” (1 Kor 1:27). Bóg nie szuka herosów sukcesu, ale ludzi o sercach otwartych na Jego łaskę.

Ta nowa logika królestwa Bożego wymaga od nas radykalnej zmiany myślenia. Papież Franciszek przypomina nam o tym, wskazując, że Błogosławieństwa są dowodem tożsamości chrześcijanina. Nie są one tylko ładną poezją, ale mapą drogową do świętości.

„W Błogosławieństwach Jezus proponuje nam drogę do prawdziwego szczęścia, drogę, którą sam przeszedł i którą jest On sam”.

(Papież Franciszek, Gaudete et Exsultate, nr 63)

Zaufajmy tej drodze, nawet jeśli wydaje się stroma, bo tylko ona prowadzi do radości, której nikt nam nie odbierze.

Schemat 2: Moc ukryta w pokorze

Temat przewodni: Duchowość „Anawim” – ubogich Pana, którzy są Jego siłą.

Prorok Sofoniasz w dzisiejszym pierwszym czytaniu kieruje do nas niezwykłe zaproszenie: „Szukajcie Pana, wszyscy pokorni ziemi, którzy pełnicie Jego nakazy” (So 2:3). Słowa te były skierowane do „reszty Izraela” – garstki ludzi, którzy pozostali wierni Bogu pośród ogólnego upadku i zepsucia. Biblia nazywa ich Anawim – ubogimi Pana. To ludzie, którzy nie mają oparcia w układach politycznych, bogactwie czy armii. Ich jedynym zabezpieczeniem jest Bóg. I to właśnie w nich, a nie w potężnych władcach, Bóg składa obietnicę przetrwania i odrodzenia.

Współczesny człowiek boi się zależności. Chcemy być samowystarczalni, "zrobić się sami". Tymczasem Ewangelia pokazuje, że fundamentem Królestwa Niebieskiego jest uznanie swojej niewystarczalności. „Błogosławieni ubodzy w duchu” to ci, którzy wiedzą, że bez Boga są niczym, ale z Bogiem mogą wszystko. To nie jest upokorzenie, to jest prawda, która wyzwala. Kiedy przestajemy tracić energię na budowanie fałszywego wizerunku własnej wielkości, zyskujemy przestrzeń na działanie Bożej mocy.

Kościół uczy nas, że ta postawa pokory jest kluczem do zrozumienia miłości Boga. Nie musimy na nią zasłużyć naszymi sukcesami. Benedykt XVI pięknie pisał o tym, jak miłość zmienia perspektywę patrzenia na wielkość i małość:

„Kto chce dawać miłość, sam musi ją otrzymać w darze. Z pewnością człowiek może – jak mówi nam Pan – stać się źródłem, z którego wypływają rzeki żywej wody (por. J 7, 37-38). Lecz by stać się takim źródłem, musi on pić wciąż na nowo z tego pierwszego, oryginalnego źródła, którym jest Jezus Chrystus”.

(Benedykt XVI, Deus caritas est, nr 7)

Bądźmy więc dumni z naszej przynależności do „pokornej reszty”, bo to w naszej słabości Bóg objawia swoją największą chwałę.

Schemat 3: Twarz Jezusa w Błogosławieństwach

Temat przewodni: Błogosławieństwa jako autoportret Chrystusa.

Słuchając Ewangelii o Ośmiu Błogosławieństwach, często traktujemy je jako listę moralnych nakazów, kodeks, który musimy wypełnić, by zasłużyć na niebo. Myślimy: „Muszę być bardziej cichy, muszę bardziej łaknąć sprawiedliwości”. To oczywiście prawda, ale istnieje głębszy poziom odczytania tego tekstu. Kiedy Jezus wychodzi na górę i naucza, tak naprawdę maluje przed nami swój własny portret. To On jest Ubogim, który nie miał gdzie głowy skłonić. To On jest Cichym i Pokornego serca. To On jest Wprowadzającym pokój między niebem a ziemią przez krew swego krzyża. To On płakał nad Jerozolimą i nad grobem Łazarza.

Dlatego chrześcijaństwo nie jest w pierwszej kolejności systemem etycznym, ale relacją z Osobą. Święty Paweł mówi nam dzisiaj: „Przez Niego bowiem jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem” (1 Kor 1:30). Nasze uświęcenie nie polega na zaciskaniu zębów i próbie bycia idealnym, ale na pozwoleniu, by Chrystus żył w nas. Błogosławieństwa stają się naszym udziałem wtedy, gdy nasze życie stapia się z Jego życiem.

Wówczas, nawet gdy spotykają nas prześladowania czy niezrozumienie, nie tracimy ducha. Wiemy, że idziemy śladami Mistrza. Sobór Watykański II przypomina nam, że ta droga jest powszechna i dostępna dla każdego, nie tylko dla wybranych mnichów czy pustelników:

„Wszyscy chrześcijanie jakiegokolwiek stanu i zawodu powołani są do pełni życia chrześcijańskiego i do doskonałości miłości”.

(Sobór Watykański II, Lumen Gentium, nr 40)

Patrzmy więc na Jezusa. Im dłużej będziemy się w Niego wpatrywać, tym bardziej nasze twarze nabiorą rysów ludzi błogosławionych.

Schemat 4: Czyste serce – warunek widzenia

Temat przewodni: Błogosławieństwo czystego serca jako klucz do kontemplacji Boga w codzienności.

Pośród wszystkich obietnic zawartych w Kazaniu na Górze, jedna brzmi szczególnie intrygująco: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5:8). Żyjemy w kulturze obrazkowej, bombardowani tysiącami bodźców każdego dnia. Nasze oczy są zmęczone, a nasza wyobraźnia często zanieczyszczona. W tym hałasie i chaosie łatwo stracić z oczu to, co najważniejsze. Jezus mówi wyraźnie: warunkiem zobaczenia Boga – nie tylko w niebie, ale już tu, na ziemi, w znakach, w drugim człowieku, w sakramentach – jest czystość serca.

Czystość serca to coś więcej niż czystość w sferze seksualnej, choć oczywiście ją obejmuje. W języku biblijnym serce to centrum decyzyjne człowieka. Czyste serce to serce niepodzielone, przejrzyste, bez dwulicowości. To serce, które nie służy dwóm panom. Człowiek o czystym sercu nie zakłada masek, nie manipuluje innymi, jest autentyczny przed Bogiem i ludźmi. Taka postawa jest dzisiaj rzadkością, jest wręcz „głupstwem w oczach świata”, ale to właśnie ona daje nam wzrok wiary.

Kiedy nasze serce jest czyste, zaczynamy dostrzegać Boga tam, gdzie inni widzą tylko przypadek. Katechizm Kościoła Katolickiego uczy nas, że ta czystość jest darem, o który trzeba walczyć i który porządkuje nasze wnętrze:

„«Czyste serca» to ci, którzy dostosowali swój umysł i swoją wolę do Bożych wymagań świętości, zwłaszcza w trzech dziedzinach: miłości, czystości, czyli prawości płciowej, i umiłowania prawdy oraz ortodoksji wiary”.

(Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 2518)

Prośmy dziś o ten dar prostoty i przejrzystości, abyśmy pośród zgiełku świata potrafili dostrzec ślady kochającego Ojca.

Schemat 5: Budowniczowie pokoju w świecie wojny

Temat przewodni: Czynna miłość i sprawiedliwość jako odpowiedź na zło.

Jezus ogłasza: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi” (Mt 5:9). W kontekście wojen, konfliktów politycznych i podziałów, które dotykają nawet nasze rodziny, to wezwanie brzmi niezwykle aktualnie. Ale kim jest ten, kto wprowadza pokój? To nie jest pacyfista, który za wszelką cenę unika konfliktu, chowając głowę w piasek. Biblijny szalom to pełnia dóbr, harmonia wynikająca z porządku i sprawiedliwości.

Wprowadzanie pokoju wymaga odwagi. Często wiąże się to z pójściem pod prąd, z byciem niezrozumianym, a nawet z prześladowaniem, o czym mówi ostatnie z błogosławieństw. Chrześcijanin to ktoś, kto w spiralę nienawiści wkłada „kij w szprychy” – przerywa łańcuch zła przebaczeniem i dobrem. To ktoś, kto, jak mówi Sofoniasz, nie ma w ustach „języka zwodniczego” i nie czyni nieprawości. Naszą bronią w tej walce nie jest agresja, ale cichość i miłosierdzie.

To zadanie trudne, ale nie jesteśmy w nim sami. Mamy Ducha Świętego. Jan Paweł II, wielki orędownik pokoju, przypominał nam w encyklice o Duchu Świętym, że to właśnie Duch uzdalnia nas do takiej postawy, która przemienia świat:

„Pokój jest owocem miłości, tej miłości, która jest także wewnętrzną mocą pokoju. [...] Pokój chrześcijański jest pokojem Chrystusa: «Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam» (J 14, 27)”.

(Jan Paweł II, Dominum et Vivificantem, nr 67)

Bądźmy więc w naszych domach, miejscach pracy i wspólnotach małymi ambasadorami tego pokoju. Niech inni, patrząc na nasze życie, pytają o źródło tego spokoju, którym jest sam Zmartwychwstały Pan.

Schemat 6: Logika Królestwa Bożego – rewolucja wartości

  • Temat:Bóg wybiera to, co w oczach świata słabe, by objawiła się Jego moc.
  • Wprowadzenie:Współczesny świat ma swoją listę “błogosławieństw”: bogactwo, sukces, popularność, siła. Dzisiejsze czytania przedstawiają zupełnie inną listę, która brzmi jak absurd. To zaproszenie do poznania logiki Boga.
  • Rozwinięcie:
    1. Proroctwo (So 2,3; 3,12-13):Bóg obiecuje ocalenie “ludowi pokornemu i biednemu”. To nie potęga militarna czy ekonomiczna, ale postawa serca – pokora, szukanie sprawiedliwości – jest gwarantem bezpieczeństwa w Bogu.
    2. Potwierdzenie w Chrystusie (1 Kor 1,26-31):Św. Paweł ukazuje, że ta Boża logika stała się faktem we wspólnocie Kościoła. Bóg wybrał to, co “głupie”, “niemocne” i “wzgardzone” według świata, by nikt nie mógł chełpić się przed Nim. Źródłem wszystkiego jest Chrystus – nasza Mądrość i Sprawiedliwość.
    3. Konstytucja Królestwa (Mt 5,1-12):Osiem Błogosławieństw to oficjalny manifest tej logiki. Błogosławieństwo (szczęście) obiecane jest ubogim w duchu, smucącym się, cichym, prześladowanym. To nie program dla słabych, ale dla tych, którzy całą ufność pokładają w Bogu, a nie w sobie samych.
  • Zakończenie:Czy daję się oszukać światowej logice sukcesu? Czy potrafię dostrzec błogosławieństwo i moc Bożą w swoim słabym miejscu, w trudnościach, w codziennej wierności? Prawdziwa siła rodzi się z uznania, że wszystko jest darem od Boga.

Schemat 7: Błogosławieni, czyli szczęśliwi – gdzie szukać prawdziwego szczęścia?

  • Temat:Błogosławieństwa jako droga do autentycznego i trwałego szczęścia.
  • Wprowadzenie:Wszyscy gonimy za szczęściem. Reklamy, media, kariera wskazują nam jego źródła. Jezus na Górze wskazuje zupełnie inną mapę drogową do szczęścia. To mapa paradoksów.
  • Rozwinięcie:
    1. Szczęście w oczach Boga (So 2,3; 3,12-13):Prorok Sofoniasz wskazuje, że “lud pokorny i biedny” znajdzie schronienie. Ich siłą nie jest bogactwo, ale zaufanie do imienia Pana. To fundament szczęścia – relacja z Bogiem.
    2. Szczęście w oczach świata (1 Kor 1,26-31):Paweł mówi wprost: powołani przez Boga często nie są “mądrymi i możnymi” według standardów świata. Ich szczęście i mądrość płynie z bycia “w Chrystusie Jezusie”. Światowe kategorie są nieadekwatne.
    3. Osiem stopni do szczęścia (Mt 5,1-12):Błogosławieństwa to nie lista cnót, ale opis postawy serca szczęśliwego człowieka: otwartego na Boga (ubóstwo ducha), wrażliwego (smutek, łaknienie sprawiedliwości), współczującego (miłosierdzie), czystego w intencjach, niosącego pokój, wiernego nawet w cierpieniu. To szczęście zakorzenione w wieczności (“nagroda wielka jest w niebie”).
  • Zakończenie:Gdzie dziś szukam swojego szczęścia? Czy nie za blisko – w tym, co przemija? Jezus zaprasza, by spojrzeć dalej i głębiej. Prawdziwe szczęście jest darem Boga dla tych, którzy Mu ufają, nawet gdy idą pod prąd.

Schemat 8: Siła pokory i cichości

  • Temat:W świecie, który promuje siłę i pewność siebie, Bóg obiecuje zwycięstwo pokornym i cichym.
  • Wprowadzenie:“Pokorni” i “cisi” często są postrzegani jako przegrani, niemający nic do powiedzenia. Dzisiejsze słowo Boże ukazuje ich jako prawdziwych zwycięzców.
  • Rozwinięcie:
    1. Obietnica ocalenia (So 2,3; 3,12-13):“Szukajcie pokory” – to wezwanie proroka. Bóg obiecuje być schronieniem dla “ludu pokornego i biednego”. Ich siłą jest nie ich ego, ale Bóg.
    2. Zasada wybrania (1 Kor 1,26-31):Bóg “wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć”. Pokora to przyjęcie prawdy o sobie: że jesteśmy stworzeni, ograniczeni, ale umiłowani. To otwiera przestrzeń dla mocy Boga.
    3. Błogosławieństwo cichości (Mt 5,1-12):“Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię”. Cichość to nie brak charakteru, ale wewnętrzna siła, która rezygnuje z przemocy, agresji i narzucania swojej woli. To postawa Jezusa. Ziemia obiecana cichym to królestwo Boże – przestrzeń życia, pokoju i komunii.
  • Zakończenie:Jak reaguję, gdy ktoś mnie atakuje? Siłą argumentu czy argumentem siły? Czy potrafię być cichym, czyli świadomym swojej siły, ale powstrzymującym ją dla wyższego dobra? Pokora i cichość to broń potężniejsza niż przemoc.

Schemat 9: Maryja – żywe Błogosławieństwo

  • Temat:Maryja jest najdoskonalszym wypełnieniem błogosławieństw i wzorem dla ucznia Chrystusa.
  • Wprowadzenie:Szukając przykładu osoby, która wcieliła w życie logikę Błogosławieństw, znajdujemy Ją tuż obok Jezusa – Jego Matkę.
  • Rozwinięcie:
    1. Pokorna Służebnica (So 2,3; 3,12-13):Maryja to doskonały przykład “pokornego i biednego” ludu, który szuka schronienia w Panu. Jej “Fiat” – “Oto ja, służebnica Pańska” – jest szczytem pokory i zawierzenia.
    2. Wybrana przez Boga (1 Kor 1,26-31):“Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata…”. Maryja – młoda dziewczyna z zapomnianego Nazaretu – została wybrana na Matkę Syna Bożego. W niej Bóg “zawstydził mędrców” świata.
    3. Błogosławiona między niewiastami (Mt 5,1-12):W Maryi widzimy wcielone wszystkie Błogosławieństwa: była uboga w duchu (zależna od Boga), płakała (przy krzyżu), była cicha i czystego sercałaknęła sprawiedliwości, była miłosierna (nawiedzenie Elżbiety), wprowadzała pokój (Kana Galilejska), a jej dusza “przeszył miecz” – cierpiała dla sprawiedliwości. Całe Jej życie to chlubienie się w Panu.
  • Zakończenie:Maryja nie jest odległym ideałem, ale przewodniczką. Pokazuje, że życie według Błogosławieństw jest możliwe. Prośmy Ją, by wypraszała nam serce ubogie, ciche i miłosierne, zdolne przyjąć Boga jak Ona.

Schemat10: Wezwanie do radykalnej nadziei

  • Temat:Błogosławieństwa są wezwaniem do oparcia całego życia na nadziei, której świat nie może dać.
  • Wprowadzenie:Słowa Jezusa brzmią jak obietnice odroczone w czasie: “będą pocieszeni… będą nasyceni… Boga oglądać będą…”. To nie program na tu i teraz, ale zaproszenie do zbudowania życia na obietnicy Boga.
  • Rozwinięcie:
    1. Nadzieja na dzień gniewu (So 2,3; 3,12-13):Prorok wzywa do szukania Boga i sprawiedliwości “może się ukryjecie w dzień gniewu”. To nadzieja na ocalenie wśród sądu. Fundamentem jest ufność.
    2. Nadzieja oparta na Chrystusie (1 Kor 1,26-31):Paweł tłumaczy, że nasza nadzieja i chluba nie pochodzi z naszych osiągnięć, ale z faktu, że jesteśmy “w Chrystusie Jezusie”. On jest naszą sprawiedliwością, uświęceniem i odkupieniem. To pewny fundament.
    3. Nadzieja, która znosi prześladowania (Mt 5,1-12):Szczytem Błogosławieństw jest wezwanie do radości w prześladowaniach. Dlaczego? Bo “wasza nagroda wielka jest w niebie”. To perspektywa eschatologiczna – ostateczne zwycięstwo należy do Boga i Jego wiernych. Ta nadzieja pozwala iść pod prąd.
  • Zakończenie:Na czym buduję swoją przyszłość? Na karierze, oszczędnościach, opiniach? Czy na obietnicy Boga, który mówi: “błogosławieni, cieszcie się, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie”? Życie według Błogosławieństw to akt najgłębszej nadziei i zaufania Bogu.

 

 



sobota, 24 stycznia 2026

III Niedziela w ciągu roku – A

Iz 8:23b-9:-3

W dawniejszych czasach upokorzył Pan krainę Zabulona i krainę Neftalego, za to w przyszłości chwałą okryje drogę do morza, wiodącą przez Jordan, krainę pogańską. Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu. Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemięzcy jak w dniu porażki Madianitów.

1Kor 1:10-13.17

A przeto upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli. Doniesiono mi bowiem o was, bracia moi, przez ludzi Chloe, że zdarzają się między wami spory. Myślę o tym, co każdy z was mówi: Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa. Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany? Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni? Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża.

Mt 4:12-23

Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: Ziemia Zabulona i ziemia Neftalegou, Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie. Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.


Homilia I

Cokolwiek uczyniliście …

Kiedy Chrystus przyszedł z Dobrą Nowiną na ziemię ludzie rzeczywiście widzieli w Nim kogoś, kto był dobry, po prostu dobry na co dzień i nie po to, aby Go inni widzieli i chwalili. On widział cierpienie ludzi chorych, potrzeby ludzi ubogich i głodnych, On nie musiał być proszony, błagany, nagabywany. Miał oczy zawsze otwarte na potrzeby ludzi i uzdrawiając, lecząc, karmiąc, czyniąc dobro nie robił nikomu łaski, nie wynosił się, nie poniżał nikogo i nie upokarzał. Rzeczywiście kiedy On przechodził przez ziemię, mieszkańcom kraju mroków zabłysło światło (Mt 4,16). Ewangelia, którą On głosił jest rzeczywiście Dobrą Nowiną o zbawieniu, o wyzwoleniu człowieka. Ewangelia przez Niego głoszona była poparta czynem, Jego dobrym działaniem, Jego dobrocią i miłością do człowieka, która wyrażała się nie w słowach, ale w czynach. On wyzwalał człowieka, przynosząc mu dobrą nowinę, czynił go wolnym przez najprostsze dobre czyny.

A jak jest z nami? Czy my postępujemy drogą Mistrza? Czasami głosimy piękne słowa o miłości, głosimy Dobrą Nowinę ubogim i jesteśmy przekonani, że naśladujemy Chrystusa. Ale nasze postępowanie nie idzie w parze z naszymi słowami. Jesteśmy ślepi na potrzeby ludzi ubogich. Dajemy się prosić i błagać, każemy innym czekać na naszą dobroć i łaskawość. Czasami udajemy, że nie widzimy. Czasami jesteśmy rzeczywiście ślepi i zapatrzeni tylko w siebie, widzimy tylko nasze własne sprawy i interesy. Czasami lekceważymy sobie innych i nie zwracamy uwagi na ich potrzeby, na ich biedę, bo mamy tyle innych spraw na głowie, bo jesteśmy tacy zapracowani, tacy zabiegani, tacy zajęci. Jeśli już jesteśmy dobrzy, to często po to, aby nas inni widzieli i chwalili. Jeśli już jesteśmy dobrzy, to robimy to ostentacyjnie i na pokaz. Jezus przeszedł przez ziemię dobrze czyniąc. A ponadto mówił wprost: Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych mnie to uczyniliście. ale też : Czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych tego i mnie nie uczyniliście. Czy ja idę przez ziemię śladami Chrystusa, czyniąc dobrze? Bez proszenia, bez łaski, bez wielkich słów i nie na pokaz?

Czy nie lekceważę sobie człowieka stojącego nieraz obok i czekającego na moją pomoc, bo jestem taki zajęty… SOBĄ?


Homilia II

Światło w codzienności i odwaga jedności

Wyobraźmy sobie mapę Ziemi Świętej z czasów Jezusa. Jerozolima – to centrum. Tam jest świątynia, tam są elity religijne, tam "dzieje się" wielka teologia. A na północy? Na północy jest Galilea. Tereny pokoleń Zabulona i Neftalego, o których słyszeliśmy w pierwszym czytaniu. To prowincja. To pogranicze, gdzie wiara miesza się z pogaństwem, gdzie handel zdominował życie, a historia pełna jest wojen i upokorzeń.

Dla pobożnego żyda z Jerozolimy tamte rejony to była "ciemność". A jednak, jak słyszymy dziś w Ewangelii Mateusza, to właśnie tam Jezus rozpoczyna swoją misję. Nie w centrum, ale na peryferiach.

  1. Bóg przychodzi do Twojej "Galilei"

Izajasz prorokował: "Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką". Te słowa spełniają się, gdy Jezus przybywa do Kafarnaum. To dla nas ogromna nadzieja. Dlaczego? Ponieważ każdy z nas ma w sobie taką "Galileę pogan".

  • Może to są Twoje kompleksy i zranienia, o których wolisz nie mówić.
  • Może to grzech, z którym zmagasz się od lat i czujesz się przez to gorszy.
  • Może to Twoja praca, która wydaje Ci się mało znacząca, szara i nudna.

Dzisiejsza Ewangelia krzyczy do nas: Bóg nie czeka, aż staniesz się "Jerozolimą" – idealny, poukładany i święty. On przychodzi do Twojej "Galilei", do Twojego chaosu, do Twoich ciemności, aby właśnie tam zapalić światło.

  1. Zostawić sieci, by zyskać wolność

Jezus przechodzi obok jeziora i widzi rybaków przy pracy. Szymon, Andrzej, Jakub, Jan – oni nie byli w kościele, nie byli na rekolekcjach. Byli w pracy, zmęczeni, brudni od rybich łusek, zajęci łataniem sieci. I w ten środek ich codzienności wchodzi Bóg z wezwaniem: "Pójdźcie za Mną".

Reakcja apostołów jest piorunująca: "Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim".

Zastanówmy się dziś, co jest Twoją siecią? Co Cię plącze i nie pozwala ruszyć z miejsca za Jezusem?

  • Dla jednych siecią jest lęk o przyszłość – ciągłe zamartwianie się, które paraliżuje zaufanie.
  • Dla innych siecią jest chciwość lub przywiązanie do rzeczy materialnych.
  • Dla jeszcze innych siecią jest gniew i brak przebaczenia, który trzymamy w rękach jak stary, cuchnący połów, bojąc się go wyrzucić.

Jezus mówi: Zostaw to. Nie musisz tego dźwigać. Uczynię Cię rybakiem ludzi – dam Twojemu życiu sens, o jakim nawet nie marzyłeś. Ale musisz mieć odwagę puścić to, co stare.

  1. Skandal podziału

Jeśli jednak pójdziemy za Jezusem, musimy uważać na pułapkę, o której pisze św. Paweł w Liście do Koryntian. Koryntianie przyjęli światło, ale zaczęli je zasłaniać własnymi podziałami. "Ja jestem Pawła, a ja Apollosa, ja jestem Kefasa".

Brzmi znajomo? Ileż to razy w naszych rodzinach, w naszych wspólnotach parafialnych, a nawet w Kościele powszechnym słyszymy podobne głosy: "Ja jestem za tym księdzem, a ja za tamtym", "Ja jestem z opcji tradycyjnej, a ja z nowoczesnej".

Paweł stawia sprawę jasno i ostro: "Czyż Chrystus jest podzielony?".

Kiedy skupiamy się na naszych różnicach, kłótniach i sympatiach, gasimy światło, które Jezus przyniósł do naszej "Galilei". Zamiast być rybakami ludzi, odstraszamy ludzi od sieci Kościoła. Jedność nie oznacza, że wszyscy musimy być tacy sami. Jedność oznacza, że patrzymy w tym samym kierunku – na Krzyż Chrystusa, a nie na swoje racje.

Podsumowanie

Dzisiejsza niedziela stawia przed nami trzy zadania:

  1. Zaufaj, że Jezus chce wejść w to, co w Twoim życiu najciemniejsze i najtrudniejsze. Nie musisz się przed Nim ukrywać.
  2. Zbadaj, jakie "sieci" trzymają Cię w miejscu. Co musisz dziś zostawić – jaki nałóg, jakie przyzwyczajenie, jaki żal – aby pójść za Nim?
  3. Buduj jedność. Tam, gdzie w Twoim otoczeniu są spory, bądź tym, który szuka zgody. Niech Twoje życie pokazuje, że Chrystus nie jest podzielony.

Pan Jezus przychodzi dziś do nas, tutaj, do naszej codzienności. Mówi: "Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie". Nie bójmy się tego blasku. Wstańmy, zostawmy to, co zbędne, i chodźmy za Nim.


Homilia III

Temat: Światło jedności w ciemnościach podziałów

Wprowadzenie:

Dzisiejsza Liturgia Słowa stawia przed nami trzy pozornie różne obrazy: proroczą wizję Izajasza o narodzie kroczącym w ciemności, który ujrzał światłość wielką; poruszający apel św. Pawła o jedność w Koryncie; oraz ewangeliczne opisanie początku publicznej działalności Jezusa w Galilei. Te trzy teksty tworzą jednak spójną teologię światła, które rozprasza ciemności podziałów i prowadzi do prawdziwej wspólnoty.

  1. Światłość dla tych, którzy siedzą w ciemności (Iz 8:23b-9:3; Mt 4:12-23)

Prorok Izajasz zapowiada ludowi, który doświadczał upokorzenia i żył w “krainie mroków”, że nadejdzie czas wielkiej światłości. Ewangelista Mateusz, cytując te słowa, dokonuje niezwykłej interpretacji: spełnienie tej obietnicy widzi w osobie Jezusa, który rozpoczyna swoją działalność właśnie w pogardzanej Galilei, “na pograniczu Zabulona i Neftalego”.

To nie przypadek, że Jezus rozpoczyna od peryferii, od miejsca uważanego za “cienistą krainę śmierci”. Bóg często działa tam, gdzie człowiek nie spodziewa się Jego obecności. Światłość przychodzi do tych, którzy siedzą w ciemnościach - do nas, gdy doświadczamy duchowych, emocjonalnych czy egzystencjalnych mroków.

  1. Ciemność podziałów (1 Kor 1:10-13.17)

Światło Chrystusa ma konkretne zadanie: rozproszyć ciemność podziałów. List do Koryntian pokazuje nam, że już w pierwotnym Kościele istniały spory, frakcje, partykularyzmy: “Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa”.

Święty Paweł zadaje pytania, które i dziś brzmią aktualnie: “Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany?” Jego oburzenie wynika z głębokiego przekonania, że podziały w Kościele są zaprzeczeniem istoty Ewangelii. Tam, gdzie pojawiają się partykularyzmy, tam gaśnie światło jedności.

  1. Nawrócenie i powołanie do jedności (Mt 4:17; 1 Kor 1:10)

Jezus rozpoczyna swoją działalność wezwaniem: “Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie”. Nawrócenie (metanoia) oznacza zmianę myślenia, kierunku życia. W kontekście czytań dzisiejszej niedzieli, to nawrócenie dotyczy również - a może przede wszystkim - naszych relacji we wspólnocie.

Powołanie Piotra, Andrzeja, Jakuba i Jana pokazuje radykalną odpowiedź na wezwanie Jezusa. Oni “natychmiast” zostawiają sieci i idą za Nim. Ta natychmiastowość odpowiada pilności apelu Pawła: “abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli”.

  1. Ewangelia krzyża przeciw mądrości świata (1 Kor 1:17)

Święty Paweł podkreśla: “Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża”. To ważne przypomnienie: źródłem jedności Kościoła nie jest ludzka mądrość, strategie czy programy, ale krzyż Chrystusa. To właśnie pod krzyżem rozpadają się podziały, tam przestaje istnieć “ja jestem Pawła” czy “ja Apollosa”, a pozostaje tylko: “Ja jestem Chrystusa”.

Zakończenie:

Galilea czasów Jezusa była miejscem styku kultur, religii i wpływów. Mieszkańcy “drogi morskiej” doświadczali napięć i podziałów. Tam właśnie przychodzi Światło. Dziś nasz świat, nasze wspólnoty, a może nawet nasze serca, często przypominają tę galilejską krainę pogan – pełną różnych wpływów, niepewności, a czasem podziałów.

Jezus wchodzi w te przestrzenie z prostym wezwaniem: “Nawracajcie się” i “Pójdźcie za Mną”. Światło Jego obecności rozprasza ciemności naszych podziałów. Jego krzyż jest jedynym miejscem, gdzie odnajdujemy prawdziwą jedność.

Nieśmy to światło jedności tam, gdzie żyjemy: w naszych rodzinach, wspólnotach, miejscach pracy. Bądźmy tymi, którzy, idąc za Jezusem, stają się narzędziami pojednania i jedności. Pamiętajmy, że tam, gdzie jest jedność, tam jaśnieje światło Chrystusa, a tam, gdzie jaśnieje to światło, rozpraszają się ciemności podziałów.

Niech nasze “natychmiast” odpowiedzi na wezwanie Jezusa będzie konkretne: przez modlitwę za tych, z którymi się różnimy, przez gest pojednania, przez szukanie tego, co łączy, a nie dzieli. Wtedy słowa Izajasza spełnią się także przez nas: “Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką”.


Homilia IV

Światło w kraju mroków – czyli o dobroci bez „ale”

Wstęp: Mrok i Światło

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy proroctwo Izajasza, które spełnia się w Jezusie: „Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło”.

Czym jest ta ciemność? To nie tylko brak słońca. To często brak nadziei, samotność, choroba, bieda. A czym jest to światło, które przyniósł Chrystus?

Patrząc na dostarczony nam dzisiaj do rozważenia tekst, widzimy wyraźnie: tym światłem jest konkretna, prosta i uprzedzająca dobroć.

  1. Jezus – Dobroć, która nie czeka na prośbę

Kiedy Chrystus przyszedł z Dobrą Nowiną, ludzie nie widzieli w Nim tylko teoretyka czy filozofa. Widzieli w Nim kogoś, kto był po prostu dobry na co dzień.

Jego Ewangelia to nie był suchy wykład. Ona była poparta czynem. Jezus, przechodząc przez ziemię:

  • Widział cierpienie chorych i głód ubogich.
  • Nie czekał, aż ktoś padnie przed Nim na kolana.
  • Nie musiał być proszony, błagany ani nagabywany.

To jest uderzająca cecha Mistrza. Miał oczy szeroko otwarte. Kiedy uzdrawiał, leczył czy karmił, nigdy nie robił nikomu łaski. W Jego pomaganiu nie było cienia wyższości. Nie wynosił się nad biednego, nie upokarzał potrzebującego swoją potęgą. Przynosił wyzwolenie przez najprostsze dobre czyny, dając ludziom poczucie godności. To właśnie dlatego Ewangelia jest Dobrą Nowiną – bo słowo i czyn były w niej jednością.

  1. Nasze lustro – ślepota z zapracowania

A jak jest z nami? Często wydaje się nam, że kroczymy drogą Mistrza. Przecież przychodzimy do kościoła, znamy piękne słowa o miłości, potrafimy cytować Ewangelię. Ale autor dzisiejszych rozważań stawia nam bolesne, lecz konieczne pytanie: Czy nasze postępowanie idzie w parze z naszymi słowami?

Spójrzmy prawdzie w oczy:

  1. Jesteśmy „zajęci sobą”: Często jesteśmy tak zapatrzeni we własne sprawy, interesy i problemy, że stajemy się po prostu ślepi. Mijamy ludzi, nie widząc ich twarzy, nie dostrzegając ich niemego krzyku o pomoc.
  2. Czekamy na błagania: W przeciwieństwie do Jezusa, my lubimy, gdy nas proszą. Dajemy się błagać, każemy innym czekać na naszą łaskawość.
  3. Działamy na pokaz: Jeśli już zrobimy coś dobrego, to często po to, by nas inni widzieli i chwalili. Nasza dobroć bywa ostentacyjna, obliczona na zysk wizerunkowy, a nie na ulżenie drugiemu człowiekowi.

Tłumaczymy się: „Jestem taki zapracowany, taki zabiegany, mam tyle spraw na głowie”. I przez to zabieganie lekceważymy człowieka stojącego tuż obok.

III. Cokolwiek uczyniliście...

Jezus, który „przeszedł przez ziemię dobrze czyniąc”, zostawił nam bardzo konkretną miarę, z której będziemy sądzeni. Nie zapyta nas o piękne deklaracje, ale o fakty.

Mówi wprost: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.

Ale jest też druga strona tego medalu, ta trudniejsza: „Czegokolwiek NIE uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, tego i Mnie nie uczyniliście”.

Zaniechanie, obojętność, udawanie, że nie widzimy – to też jest decyzja. Decyzja o odwróceniu się od Boga, który przychodzi do nas w drugim człowieku.

Zakończenie: Otwórz oczy

Chrześcijaństwo to nie jest religia wielkich słów, ale religia otwartych oczu i wrażliwego serca.

Zadajmy sobie dzisiaj, w ciszy serca, to jedno pytanie z końca rozważanego tekstu:

Czy ja idę przez ziemię śladami Chrystusa? Czy pomagam bez proszenia, bez łaski i nie na pokaz?

Czy nie lekceważę człowieka stojącego obok, bo jestem zbyt zajęty... SOBĄ?

Niech ten tydzień będzie czasem, w którym spróbujemy być dobrzy tak „po prostu”. Niech mieszkańcom naszego „kraju mroków” – naszym sąsiadom, współpracownikom, rodzinie – zabłyśnie światło naszej bezinteresownej dobroci.


Homilia V

„Cokolwiek uczyniliście…”

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy, jak Jezus rozpoczyna swoją publiczną działalność, wzywając do nawrócenia i głosząc nadejście królestwa niebieskiego. Św. Mateusz przypomina nam proroctwo Izajasza: „Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie” (Mt 4,16). To światło to sam Chrystus – który nie tylko głosił Dobrą Nowinę, ale całym swoim życiem ją potwierdzał.

Kiedy Chrystus przyszedł na ziemię, ludzie widzieli w Nim kogoś, kto był po prostu dobry. Jego dobroć nie była spektaklem, nie szukała poklasku. On widział cierpienie chorych, potrzeby ubogich i głodnych – i odpowiadał, nie czekając na prośby czy błagania. Miał oczy otwarte na ludzką biedę i uzdrawiając, karmiąc, podnosząc na duchu, nie robił nikomu „łaski”. Nie wynosił się, nie upokarzał. Przechodząc przez ziemię, rzeczywiście rozświetlał mroki ludzkiego życia.

Ewangelia, którą głosił, była Dobrą Nowiną o wyzwoleniu – i była poparta czynem. Jego miłość wyrażała się nie w pięknych słowach, ale w konkretnych gestach: w dotyku trędowatego, w chlebie rozmnożonym dla tłumów, w czasie poświęconym grzesznikom. Uwalniał człowieka nie tylko słowem, ale przez najprostsze, codzienne dobro.

A jak jest z nami? Czy idziemy drogą naszego Mistrza?

Często głosimy piękne słowa o miłosierdziu, mówimy o Ewangelii dla ubogich… ale czy nasze życie to potwierdza? Nieraz jesteśmy ślepi na potrzeby tych obok nas. Każemy czekać na naszą „dobroć” – jakby była przywilejem, a nie obowiązkiem serca. Czasem udajemy, że nie widzimy. Czasem naprawdę nie widzimy, bo zapatrzeni jesteśmy w siebie, w swoje sprawy, interesy, zajęcia.

Jeśli już czynimy dobro, to często… na pokaz. Dla uznania, dla pochwały, dla „pokazania się”. A Jezus przeszedł przez ziemię czyniąc dobrze w ukryciu – tam, gdzie nikt nie dziękował, nikt nie widział, nikt nie zapisał w kronikach.

I przypomina nam dziś słowami z Ewangelii św. Mateusza:
„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40).
Ale dodaje także:
„Czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili” (Mt 25,45).

Czy ja przechodzę przez ziemię Jego śladami?
Czy moja wiara wyraża się w czynie – bez wielkich słów, bez proszenia, bez czekania na podziękowania?

Czy nie lekceważę człowieka stojącego obok – czekającego na uśmiech, na pomoc, na odrobinę czasu – tylko dlatego, że jestem „taki zajęty”?
Zajęty… sobą?

Nawrócenie, do którego wzywa nas dzisiejsza Ewangelia, to nie tylko zmiana myślenia. To zmiana patrzenia. To otwarcie oczu na braci i siostry, których Bóg stawia na mojej drodze. To dostrzeżenie Chrystusa w głodnym, spragnionym, przybyszem, nagim, chorym, w więzieniu…

Nie trzeba wielkich dzieł. Wystarczy codzienna dobroć – tak zwyczajna, tak cicha, jaką okazywał Jezus.

Prośmy dziś Pana, byśmy jak Piotr i Andrzej usłyszeli Jego wezwanie: „Pójdźcie za Mną” – i szli, naśladując Go nie tylko słowem, ale całym życiem. Byśmy byli światłem, które nie świeci dla siebie, ale rozprasza ciemności wokół.

Niech nasza Ewangelia będzie nie tylko słowem głoszonym, ale życiem dawanym.
Wtedy i nam zabłyśnie światło, i przez nas – innym.


Homily in English

Whatever you did ...

When Christ came with good news to the earth people actually saw in him someone who was good, just good, good in everyday life, and not so that others saw him and praised. He saw the suffering of the sick, the needs of the poor and hungry, he does not have to be asked, begged or hounded. His eyes were always open to the needs of the people and healing, helping, feeding, doing good to anyone who was in need, do not humiliate anyone and not neglected. Indeed, when he passed through the land, to the people of the country the gloom a light has shone (Matthew 4:16). The Gospel that he preached is indeed good news of salvation, liberation of man. Gospel preached by Him was supported by His deeds, His good action, His kindness and love for man, which was expressed not in words but in deeds. He liberated man, bringing to people the good news, He did it free by simple good deeds.

And how is it with us? Do we follow our Master? Sometimes we speak beautiful words about love, preach the Good News to the poor, and we are confident that we imitate Christ. But our actions do not go hand in hand with our words. We are blind to the needs of the poor. We give but we wait to asked and pleaded, we tell others to wait for our goodness and kindness. Sometimes we pretend that we do not see. Sometimes we are really blind and just gazing at each other, we see only our own affairs and interests. Sometimes we neglect bothers and the others. We do not pay attention to their needs, their poverty, because we have so many other things to worry about, because we're so busy, so busy. If we're good, it is often so that to be seen by others and to be praised. If we're good, we do it so ostentatiously as a kind of a show. Jesus went through the land doing good. And he spoke bluntly: Whatever you did for one of these least brothers of mine you did it to me. But also: Whatever you did not do for one of these least brothers of mine you did not do it to me. Do I go through the life in the footsteps of Christ, doing good? Without asking, without playing "graciousness", without big words and not on to be seen and applauded?

Do not underestimate a man standing next to you, and sometimes waiting for your help, because you are so busy ... Too much concern about YOURSELF?

piątek, 16 stycznia 2026

II Niedziela w ciągu roku – A

(Iz 49,3.5-6)

Pan rzekł do mnie: „Tyś sługą moim, Izraelu, w tobie się rozsławię”. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją silą. A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela.

I mówił: „To zbyt mało, iż jesteś mi sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela. Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi”.

1 Kor 1:1-3

Paweł, z woli Bożej powołany na apostoła Jezusa Chrystusa i Sostenes, brat, do Kościoła Bożego w Koryncie, do tych, którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i powołani do świętości wespół ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa, ich i naszego Pana. Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego, i Pana Jezusa Chrystusa!

J 1:29-34

Nazajutrz Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu i rzekł: Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi. Jan dał takie świadectwo: Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym.


Świadectwo Jana Chrzciciela

Czego nam dzisiaj najbardziej brakuje? Pieniędzy? A może obietnic i czarowania? Czy też zapewnień o lepszym jutrze? Czy brakuje nam dzisiaj „doskonałych polityków”, którzy dbają przecież zawsze tylko i wyłącznie (!!) o dobro ludzi? A może krasomówców i alchemików słowa? Lub może brakuje nam aktorów i „showmanów”? Na pewno nie! Tych wszystkich mamy aż za dużo.

Sądzę, że najbardziej brakuje nam dzisiaj świadków! I to świadków klarownych i przejrzystych, wyrazistych i jednoznacznych, którzy życiem swoim dają świadectwo Prawdzie. Ludzi, którzy nie boją się być niepopularni lub „nie na fali”, albo niemodni, staroświeccy i zacofani, bo dają świadectwo niezłomnym zasadom i normom moralnym, bo stać ich na to, aby iść „pod prąd” modom i nijakości. Brakuje nam ludzi, którzy nie wstydzą się być wierzący i prawi. Brakuje nam ludzi, dla których „tak” znaczy „tak”, a „nie” znaczy „nie”. Dla nas – jakże zbyt często – jest to równoznaczne z fanatyzmem, fundamentalizmem, sekciarstwem, nietolerancją...? Nie stać nas na służenie i dawanie świadectwa jedynie Bogu... i dlatego stale pojawia się szatan ze swoimi sprytnymi propozycjami; tolerancji, kompromisu, unowocześnienia, przystosowania, pseudo-delikatności, niewychylania się i politycznej poprawności, …

Jan Chrzciciel, o którym sam Zbawiciel mówił, że był człowiekiem bezkompromisowym i nielękającym się prawdy, jest dla nas – chrześcijan wzorem bezkompromisowej postawy wobec Prawdy, wzorem świadka. On nie boi się tych, którzy nastają na Jezusa, ale i na niego, i daje o Chrystusie klarowne i zdecydowane świadectwo mówiąc: „Ja daję świadectwo, że On jest Synem Bożym”.

Czy my także dajemy świadectwo naszej wiary? Czy może raczej wstydzimy się przyznać, że jesteśmy uczciwi, prawi, rzetelni, że Chrystus jest naszym Mistrzem i Panem naszego życia? A Może wstydzę się być świadkiem Jezusa, bo jest mi to czasami nie na rękę, bo wymaga zbyt wiele, bo jest niewygodne, bo może spowodować, że się komuś narażę, że będę niemodny ?

Ku refleksji Czy Kościół nie jest przypadkiem dlatego krytykowany, czy Bóg nie jest lekceważony właśnie dlatego, że ja nie jestem świadkiem klarownym i wyrazistym? Czy Kościół nie jest na cenzurowanym dlatego, że jego członkowie nie dają świadectwa, że zamiast być solą ziemi i światłem świata, są raczej nijacy i bez wyrazu?


Homilia II

“Powołani, by świadczyć o Świetle”

W dzisiejszych czytaniach Bóg odsłania przed nami wielką tajemnicę swojego zbawczego planu. To plan, który zaczyna się od wybrania jednego narodu, a rozciąga aż po krańce ziemi. To historia, w której każdy z nas ma swoje miejsce.

W pierwszym czytaniu prorok Izajasz przedstawia nam sługę Pańskiego. Bóg mówi do niego: “Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi”. Słowa te, które pierwotnie odnosiły się do Izraela, znajdują swoje dopełnienie w Chrystusie. Ale mają też odniesienie do każdego z nas, ochrzczonych. Chrzest czyni nas uczestnikami tej misji - bycia światłem.

W Ewangelii widzimy Jana Chrzciciela, który dokładnie wypełnia swoją misję. Nie skupia uwagi na sobie, ale wskazuje na Tego, który jest ważniejszy: “Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata”. Jan rozpoznaje w Jezusie oczekiwanego Mesjasza dzięki znakowi, który otrzymał od Boga: Duch Święty zstępujący i pozostający na Nim.

Drodzy, Jan Chrzciciel uczy nas postawy fundamentalnej dla chrześcijanina: bycia świadkiem, który wskazuje na Chrystusa. Nie na siebie, nie na swoje osiągnięcia, ale na Tego, który jedynie może zgładzić grzech świata. W naszym codziennym życiu mamy być jak Jan - ludźmi, którzy potrafią rozpoznać obecność Boga i wskazać na nią innym.

Św. Paweł w drugim czytaniu przypomina nam o naszej godności: “do tych, którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i powołani do świętości”. To nie jest tylko pobożne życzenie, ale fakt! Przez chrzest zostaliśmy uświęceni, staliśmy się świątynią Ducha Świętego. I to nie dla nas samych, ale “wespół ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa”.

Co zatem mówią nam dzisiejsze czytania?

Po pierwsze, jesteśmy powołani. Tak jak Izrael, jak apostołowie, jak każdy ochrzczony. Bóg ma dla każdego z nas konkretne zadanie w swoim zbawczym planie.

Po drugie, nasza tożsamość pochodzi od Chrystusa. Jesteśmy tymi, “którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie”. Nasza wartość nie wynika z naszych osiągnięć, stanowisk czy posiadania, ale z faktu, że jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga.

Po trzecie, mamy misję. Mamy być światłem dla innych. Mamy wskazywać na Baranka Bożego w naszych rodzinach, miejscach pracy, wspólnotach. Czasem przez słowa, częściej przez sposób życia.

W dzisiejszej Eucharystii znów usłyszymy słowa: “Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata”. Podejdźmy do Komunii z wiarą Jana Chrzciciela, rozpoznając w Chlebie życia Tego, który przynosi nam zbawienie. I prośmy o łaskę, abyśmy po wyjściu z tego kościoła potrafili być świadkami, którzy wskazują na Chrystusa w zwykłych, codziennych sytuacjach.

Niech nas umocni słowo Boże i Eucharystia, abyśmy będąc światłem dla świata, nigdy nie przestawali wskazywać na Tego, który jest Źródłem każdego światła - Jezusa Chrystusa, Baranka Bożego.


Homilia III

Wezwanie Jana Chrzciciela

W dzisiejszej Ewangelii, w drugą niedzielę roku liturgicznego cyklu A, staje przed nami Jan Chrzciciel. Widzi on nadchodzącego Jezusa i mówi: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata”. I dodaje: „Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym”. Proste, jednoznaczne, klarowne słowa. Słowa świadectwa.

Zatrzymajmy się na chwilę i spójrzmy na świat wokół nas. Na naszą codzienność. Czego nam dzisiaj najbardziej brakuje? Może wydaje się nam, że pieniędzy, sukcesu, wygody, ciągłej rozrywki? Może słyszymy, że brakuje nam nowoczesnych rozwiązań, liberalnych przepisów, polityków, którzy obiecują nam raj na ziemi? Ale jeśli się głębiej zastanowić, to tych wszystkich mówców, obiecujących złote góry, aktorów codzienności mamy aż nadto. Otaczają nas ze wszystkich stron.

A czego naprawdę brakuje? Brakuje świadków. Świadków przejrzystych jak kryształ, jednoznacznych, którzy swoim życiem, słowem i czynami dają świadectwo Prawdzie. Ludzi, którzy nie boją się, że będą nazwani niemodnymi, staroświeckimi, nienowoczesnymi. Ludzi, którzy mają odwagę iść pod prąd – prądowi relatywizmu, wygody, samowoli. Ludzi, dla których słowa: „wierzę”, „uczciwość”, „wierność” nie są wstydliwym reliktem przeszłości, ale żywym drogowskazem. Brakuje ludzi, którzy mówiąc „tak”, myślą „tak”, a mówiąc „nie”, mają na myśli „nie”. Niestety, często taką postawę łatwo dziś oskarżyć o fanatyzm, brak tolerancji czy zacofanie. Łatwiej jest iść na kompromis, dostosować się, nie wychylać, być „poprawnym”.

A tymczasem Jan Chrzciciel staje przed nami jako wzór właśnie takiego bezkompromisowego świadka. On nie był dyplomatą. Nie szukał popularności. Nie ubierał prawdy w miękkie, przyjemne słówka. Mieszkał na pustyni, jadł prosty pokarm, głosił surowe orędzie nawrócenia. A kiedy przyszedł czas, wskazał palcem na Jezusa i powiedział wprost: „To jest Ten. Baranek Boży. Syn Boży”. Nie bał się władzy, nie bał się śmieszności, nie bał się tego, że jego misja się kończy, a zaczyna się misja Kogoś większego. Jego życie było spójne: to, co głosił, tym żył. Jego świadectwo było czyste i wyraziste.

I teraz najtrudniejsze pytanie, które stawia przed nami dzisiejsza Ewangelia i postać Jana: a ja? Jakie jest moje świadectwo?

Czy daję świadectwo swojej wiary? Czy przyznaję się do Chrystusa w moim domu, w pracy, w szkole, wśród znajomych? Czy może wstydzę się przeżegnać przed posiłkiem w restauracji? Czy wstydzę się powiedzieć, że idę w niedzielę do kościoła, że się modlę, że kieruję się w życiu zasadami Ewangelii? Może boję się, że ktoś się ze mnie wyśmieje, nazwie zacofanym, że stracę jakąś korzyść, że nie będę „na fali”?

A może to właśnie przez nasze wyblakłe, niejasne, kompromisowe świadectwo świat tak lekceważy Kościół i Boga? Pan Jezus mówił do swoich uczniów: „Wy jesteście solą ziemi. Wy jesteście światłem świata”. Sól, która nie jest słona, do niczego się nie nadaje. Światło, które jest ukryte pod korcem, nie oświetla nikomu drogi. Jeśli nasze chrześcijaństwo jest nijakie, bez smaku, bez światła – jakie dajemy świadectwo? Jeśli w niedzielę jesteśmy w kościele, a od poniedziałku do soboty żyjemy tak, jakby Boga nie było – jakie dajemy świadectwo?

Jan Chrzciciel nie wzywa nas dzisiaj do tego, żebyśmy wszyscy poszli na pustynię i jedli szarańczę. Wzywa nas do odwagi. Odwagi bycia uczciwym. Odwagi bycia wiernym. Odwagi mówienia prawdy, nawet gdy jest niewygodna. Odwagi życia w łasce uświęcającej. Odwagi modlitwy. Odwagi miłosierdzia. Odwagi nazywania dobra dobrem, a zła złem.

Nie bójmy się być świadkami. Nie bójmy się być jednoznaczni. Pamiętajmy, że nie jesteśmy w tym sami. Ten, na którego Jan wskazywał – Jezus Chrystus, Baranek Boży – jest z nami. On daje nam siłę Ducha Świętego, który umacniał także Jana. On karmi nas swoim Ciałem w Eucharystii.

Niech dzisiejsza Ewangelia i przykład Jana Chrzciciela poruszą nasze sumienia. Prośmy dziś Pana: Panie, spraw, abym nie był milczącym i wstydliwym wyznawcą, ale odważnym i przejrzystym świadkiem Twojej miłości i prawdy. Daj mi odwagę Jana, abym i ja mógł wskazywać na Ciebie w moim codziennym życiu.

 

Oto pięć propozycji planów homilii na II Niedzielę Zwykłą, rok A, opartych na czytaniach.

Plan 1: Tytuł: „Powołani, by świadczyć”

  • Wprowadzenie:Wszyscy szukamy sensu i celu życia. Dzisiejsze czytania ukazują, że nasze życie zyskuje prawdziwy sens, gdy odkrywamy je jako odpowiedź na Boże powołanie.
  • Rozwinięcie:
    1. Powołanie uniwersalne (Iz 49,3.5-6):Bóg powołuje swojego Sługę (Izrael, a ostatecznie Chrystusa) nie tylko dla odnowienia swojego ludu, ale by był „światłością dla pogan”. Od początku Boży plan zbawienia ma charakter powszechny, skierowany do wszystkich narodów.
    2. Powołanie do świętości (1 Kor 1,1-3):Św. Paweł przypomina Koryntianom (i nam), że przez chrzest zostaliśmy „uświęceni” i „powołani do świętości”. To nasza fundamentalna godność i zadanie.
    3. Wzór i Źródło powołania (J 1,29-34):Jan Chrzciciel wskazuje na Jezusa jako „Baranka Bożego” i „Syna Bożego”. Chrystus jest Tym, który gładzi grzech, daje Ducha Świętego i jest centrum wszelkiego powołania. Nasze powołanie bierze źródło w Jego ofierze i misji.
  • Zastosowanie:Każdy z nas przez chrzest został powołany. To powołanie realizujemy w konkrecie życia: w rodzinie, pracy, wspólnocie. Jak dziś mogę być „światłem” dla mojego otoczenia? Jak świadczę o tym, że należę do Chrystusa?
  • Zakończenie:Bóg powołuje nas nie dlatego, że jesteśmy doskonali, ale dlatego, że nas umiłował. On sam daje siłę („Bóg mój stał się moją siłą”). Otwórzmy się na Jego głos i z odwagą dajmy świadectwo jak Jan Chrzciciel.

Plan 2: Tytuł: „Oto Baranek Boży – nasza tożsamość i misja”

  • Wprowadzenie:W czasie każdej Eucharystii kapłan pokazuje nam Hostię mówiąc: „Oto Baranek Boży…”. Co to znaczy? Dzisiejsza liturgia odsłania głębię tej prawdy.
  • Rozwinięcie:
    1. Zapowiedź Baranka (Iz 49,3.5-6):Zapowiedź Sługi, który ma zbawić, jest przygotowaniem na przyjście Tego, który dokona tego zbawienia przez ofiarę. Jego misja wykracza poza granice Izraela.
    2. Wspólnota Baranka (1 Kor 1,1-3):Paweł zwraca się do „Kościoła Bożego”, czyli wspólnoty zgromadzonej wokół Chrystusa. Naszą tożsamość definiuje przynależność do Niego – Baranka.
    3. Objawienie Baranka (J 1,29-34):Jan Chrzciciel precyzyjnie wskazuje: Jezus jest Barankiem, który gładzi grzech świata i Tym, który chrzci Duchem Świętym. To objawienie Jego posłannictwa: Ofiara i dar życia.
  • Zastosowanie:Jako ochrzczeni należymy do Baranka. To oznacza, że nasze życie ma być naznaczone Jego duchem: pokorą, ofiarnością, przebaczeniem, mocą Ducha Świętego. Czy pozwalam, by Baranek „gładził” mój grzech? Czy niosę Jego przebaczenie innym?
  • Zakończenie:Spotkanie z Barankiem Bożym w Eucharystii nie może się skończyć tylko przy ołtarzu. Mamy wyjść, by – jak Jan – wskazywać na Niego światu i żyć Jego duchem.

Plan 3: Tytuł: „Od przeznaczenia do świadectwa”

  • Wprowadzenie:Czasem czujemy się „za mali”, niewystarczający. Bóg w dzisiejszym słowie pokazuje, że nasze powołanie zawsze przekracza nasze wyobrażenia.
  • Rozwinięcie:
    1. Boża wizja człowieka (Iz 49,3.5-6):Bóg mówi do Sługi: „To zbyt mało…”. Bóg widzi w nas potencjał większy niż my sami. Nasze życie ma znaczenie w wielkim planie zbawienia, nawet jeśli go nie ogarniamy.
    2. Godność powołanego (1 Kor 1,1-3):Jesteśmy „uświęceni” i „powołani do świętości”. To nie nasza zasługa, ale dar i efekt działania Boga w nas przez Chrystusa.
    3. Wzór świadka (J 1,29-34):Jan Chrzciciel jest idealnym przykładem osoby, która wie, kim jest („nie ja, ale On”), i dlatego może być czystym świadkiem („daję świadectwo”). Jego życie jest skierowane ku Chrystusowi.
  • Zastosowanie:Zamiast koncentrować się na swoich słabościach, spójrzmy na siebie oczami Boga, który mówi: „To za mało” – mam dla ciebie większą misję. Jakie jest moje powołanie tu i teraz? Czy jak Jan potrafię wskazywać na Jezusa, a nie na siebie?
  • Zakończenie:Bóg kształtuje nas „od urodzenia” (Izajasz) na swoich świadków. Zaufajmy Jemu jak Jan Chrzciciel. On, który nas powołał, dał nam też Ducha Świętego, byśmy mogli wypełnić naszą misję.

Plan 4: Tytuł: „Chrzest Duchem Świętym – moc dla misji”

  • Wprowadzenie:Czym różni się chrzest Janowy od chrztu, który przynosi Jezus? Dzisiejsza Ewangelia daje nam kluczową odpowiedź.
  • Rozwinięcie:
    1. Misja wymagająca mocy (Iz 49,3.5-6):Zadanie bycia światłem dla świata przerasta ludzkie siły. Potrzebna jest moc z góry. Izajasz mówi: „Bóg mój stał się moją siłą”.
    2. Wspólnota w Duchu (1 Kor 1,1-3):Kościół w Koryncie, pomimo słabości, jest miejscem działania Ducha Świętego. Świętość, do której są powołani, jest możliwa tylko dzięki łasce.
    3. Źródło mocy (J 1,29-34):Decydujący znak mesjański to Duch, który spoczywa na Jezusie. Jezus jest Tym, który chrzci Duchem Świętym. To jest istota Nowego Przymierza – nie zewnętrzny obrzęd, ale wewnętrzne przeobrażenie przez Ducha.
  • Zastosowanie:Nasz chrzest i bierzmowanie to przyjęcie tego właśnie „chrztu Duchem Świętym”. Czy żyję w świadomości tej mocy? Czy proszę Ducha Świętego o światło i siłę do bycia świadkiem? Jak realizuję moją misję w mocy Ducha?
  • Zakończenie:Nie jesteśmy sami w zadaniu bycia światłem. Jezus, Baranek Boży, dał nam swojego Ducha. To On czyni nas zdolnymi do niesienia zbawienia „aż do krańców ziemi” naszego codziennego życia.

Plan 5: Tytuł: „Światło dla świata. Kościół w misji”

  • Wprowadzenie:Czasem postrzegamy Kościół jako instytucję dla „swoich”. Dzisiejsze czytania ukazują jego prawdziwe, otwarte oblicze.
  • Rozwinięcie:
    1. Prorocka wizja Kościoła (Iz 49,3.5-6):Misja „być światłością dla pogan” to starotestamentalna zapowiedź powszechnej misji Kościoła. Kościół nie jest zamkniętą grupą, ale znakiem zbawienia dla całej ludzkości.
    2. Tożsamość Kościoła (1 Kor 1,1-3):Paweł pisze do lokalnego Kościoła, łącząc go „ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia… Pana”. Kościół jest jeden, powszechny i z natury misyjny.
    3. Centrum Kościoła (J 1,29-34):Kościół istnieje, aby wskazywać na Jezusa – Baranka i Syna Bożego. Jego świadectwo (jak świadectwo Jana) ma prowadzić ludzi do wiary w Niego i przyjęcia Ducha Świętego.
  • Zastosowanie:Jako część Kościoła jesteśmy odpowiedzialni za jego misyjne oblicze. Czy nasza parafia, wspólnota jest gościnna, otwarta? Czy potrafimy wyjść z przesłaniem nadziei do innych, zwłaszcza tych dalekich od Boga? Co konkretnie robię, by być „światłem”?
  • Zakończenie:Bóg chce, by Jego Kościół był narzędziem zbawienia dla świata. Nieśmy zatem to światło Chrystusa z radością i ufnością, pamiętając, że Jego zbawienie jest darem dla wszystkich.

piątek, 9 stycznia 2026

Niedziela Chrztu Pańskiego - A

Iz 42,1-6.6-7

Oto mój Sługa, którego podtrzymuję. Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On niezachwianie przyniesie Prawo. Nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy. Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności.

Dz 10,34-38

Wtedy Piotr przemówił w dłuższym wywodzie: Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie. Posłał swe słowo synom Izraela, zwiastując im pokój przez Jezusa Chrystusa. On to jest Panem wszystkich. Wiecie, co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Dlatego że Bóg był z Nim, przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła.

Mt 3,13-17

Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie? Jezus mu odpowiedział: Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe. Wtedy Mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie.


Homilia I: Obmyci wodą Chrztu

Nigdy chyba nie będziemy zdolni w pełni pojąć znaczenia i sensu Sakramentu Chrztu Św. Przez przyjęcie tego Sakramentu staliśmy się dziećmi Bożymi. Tak jak w czasie Chrztu Jezusa w Jordanie Bóg Ojciec "zadeklarował” niejako: "Ty jesteś moim dzieckiem umiłowanym, w tobie mam upodobanie" i od tego momentu zmieniła się diametralnie optyka mojego życia. Jako dziecko Boże nie jestem już w niewoli zła i grzechu pierworodnego. Zostałem włączony w rodzinę Kościoła, rodzinę Bożą i stałem się pełnoprawnym członkiem domu Bożego. Z tego Sakramentu wypływają i w nim są zakotwiczone wszystkie inne sakramenty i wszystkie inne łaski jakie otrzymuję jako chrześcijanin - dziecko Boże. Przez ten sakrament obmywający i odradzający "okazała się Łaska Boża, która niesie zbawienie" - jak pisze św. Paweł apostoł w Liście do Tytusa. Nigdy chyba nie jest dosyć o tym przypominać i głębie tegoż Sakramentu rozważać.

Ze zdziwieniem i niedowierzaniem więc słucham czasami rodziców, pozornie logicznie perorujących: "Nie chrzczę swojego dziecka bo nie chcę go przymuszać do czegoś, czego ono w dojrzałym wieku samo by nie wybrało." Jakżeż można nie chcieć dla dziecka dobra, łaski, odrodzenia, dziecięctwa Bożego? Jakżeż można być tak naiwnym i ślepym? Dlaczego matka kąpie i przewija swoje dziecko, karmi go różnego rodzaju odżywkami i nie czeka aż dziecko świadomie samo wybierze to, co najlepsze dla niego? Dlaczego matka posyła dziecko (czasami nawet wbrew jego woli) do szkoły, na naukę śpiewu, tańca, gry na skrzypcach, czy na rytmikę i nie czeka aż dziecko samo wybierze najlepszy dla niego rodzaj edukacji? Co za głupie tłumaczenie? Co za naiwne i przewrotne usprawiedliwienie? I to w ustach katolików, wierzących, deklarujących się jako dzieci Boże. Najprawdopodobniej sami rodzice nie pojęli, nie zrozumieli łaski Sakramentu Chrztu, i dlatego w tak głupiutki i naiwny sposób odmawiają tej łaski swojemu dziecku.

Dzisiejsza niedziela Chrztu Pańskiego przypomina nam i nakłania do ponownego przemyślenia faktu naszego Chrztu i wszystkich z niego wypływających konsekwencji i zobowiązań. Warto może rzeczywiście w tym zrelatywizowanym świecie ustalić pewne stałe i niewzruszone punkty odniesienia. A jednym z nich jest na pewno nasz Chrzest - Sakrament obmywającej Łaski Bożej, Sakrament usynowienia, Sakrament odrodzenia i życia.

Chrześcijaninie zostałeś ochrzczony !
CO TO DLA CIEBIE ZNACZY?
O ile w ogóle cokolwiek znaczy ...


 Homilia II: “Zanurzeni w tajemnicę solidarności”

Dzisiejsza Niedziela Chrztu Pańskiego przenosi nas nad brzeg Jordanu, gdzie rozgrywa się scena pełna paradoksów. Jan Chrzciciel, prorok nawrócenia, stojący pośród tłumów wyznających grzechy, nagle widzi przed sobą Jezusa – Niewinnego, Świętego Boga. Jego reakcja jest natychmiastowa i pełna pokory: “To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?”.

Odpowiedź Jezusa odsłania głęboką tajemnicę Wcielenia: “Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe”. Słowa te ukazują nam Chrystusa, który całkowicie solidaryzuje się z ludzkością. Nie przychodzi jako odległy sędzia, ale jako Ten, który wchodzi w naszą kondycję, w naszą ludzką historię, w nasze poszukiwanie Boga. Przyjmując chrzest pokuty, chociaż nie ma grzechu, Jezus utożsamia się z każdym człowiekiem potrzebującym nawrócenia, z każdym z nas.

W tym geście zanurzenia w wodach Jordanu objawia się cała logika Bożego zbawienia: Bóg schodzi do nas, abyśmy my mogli wznieść się do Niego. To właśnie zapowiadał prorok Izajasz w pierwszym czytaniu, opisując Mesjasza jako Sługę, który “nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku”. Jezus przychodzi do słabych, do nadłamanych, do gasnących płomyków ludzkiej nadziei.

A potem rozdziera się niebo. Tej sceny nie możemy przeoczyć. Ewangelista Mateusz używa mocnego czasownika – niebiosa “otworzyły się”. Do tej pory niebo wydawało się zamknięte, oddzielone od ziemi grzechem człowieka. Teraz, w Chrystusie, niebo otwiera się na nowo. Zstępuje Duch Święty, a głos Ojca ogłasza: “Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”.

Drodzy, to otwarcie nieba dotyczy każdego z nas przez chrzest! W sakramencie chrztu zostaliśmy zanurzeni w tej samej tajemnicy. Nie jesteśmy już oddzieleni od Boga – niebo jest otwarte także dla nas. Głos Ojca, który mówi do Jezusa, mówi także do nas: “Jesteś moim dzieckiem umiłowanym”. W chrzcie otrzymaliśmy Ducha Świętego, który na nas spoczął.

Jakże aktualne jest to przesłanie w świecie, który często doświadcza “zamkniętego nieba” – poczucia samotności, opuszczenia, niezrozumienia. Chrzest przypomina nam, że niebo nie jest zamknięte! Bóg nie jest daleko! W Chrystusie mamy dostęp do Ojca, a Duch Święty towarzyszy nam w codzienności.

Dzisiejsze święto niech będzie dla nas okazją do dziękczynienia za dar chrztu. Może warto dziś odnaleźć świadectwo chrztu, zapalić świecę chrzcielną, odnowić przyrzeczenia chrzcielne. Ale przede wszystkim niech będzie czasem uświadomienia sobie tej fundamentalnej prawdy: jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga, dla których niebo jest otwarte. Idźmy więc przez życie z tą pewnością, niosąc światu nadzieję, że w Chrystusie wszyscy jesteśmy braćmi, a Bóg jest Ojcem, który na nas czeka.


Homilia III: “Naznaczeni do misji”

Scena chrztu Jezusa w Jordanie to nie tylko piękna ewangeliczna opowieść. To moment przełomowy, który rozpoczyna publiczną działalność Mesjasza i objawia Jego tożsamość oraz misję. W tym wydarzeniu możemy odkryć głębokie znaczenie naszego własnego chrztu.

Zwróćmy uwagę na trzy elementy, które tworzą dzisiejszą liturgię słowa: zapowiedź Sługi Jahwe u Izajasza, świadectwo Piotra w domu Korneliusza oraz relacja ewangeliczna. Wszystkie one splatają się, ukazując nam chrzest jako namaszczenie do misji.

W czytaniu z Księgi Izajasza Bóg przedstawia swojego Sługę, wybranego, w którym ma upodobanie. Ten Sługa ma być “przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów”. Jego misja to otwieranie oczu niewidomym, uwalnianie jeńców, wyprowadzanie z ciemności. To właśnie jest misja Jezusa, który w chrzcie zostaje oficjalnie przedstawiony i potwierdzony w tej roli.

Ewangelia pokazuje nam realizację tej zapowiedzi. Gdy Jezus wychodzi z wody, Duch Święty zstępuje na Niego, a głos Ojca potwierdza: “Ten jest mój Syn umiłowany”. To namaszczenie Duchem jest inwestyturą, uroczystym rozpoczęciem mesjańskiej misji. Właśnie o tym mówi Piotr w drugim czytaniu: “Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Dlatego że Bóg był z Nim, przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich”.

Drodzy, tutaj dotykamy sedna dzisiejszej uroczystości. Chrzest Jezusa objawia nam, jaki jest nasz chrzest! My również zostaliśmy naznaczeni Duchem Świętym i otrzymaliśmy misję. Nie jesteśmy chrześcijanami tylko po to, aby “być zbawionym”, ale po to, aby – jak Jezus – “dobrze czynić i uzdrawiać”. Każdy z nas, przez chrzest, został włączony w misję Chrystusa: stał się światłem dla innych, narzędziem wyzwolenia, świadkiem Bożej miłości.

Jan Paweł II mówił, że chrzest jest “pierwszym sakramentem powołania i odpowiedzi”. Co to oznacza? Że Bóg powołuje nas do konkretnej misji w Kościele i świecie, a my mamy na to powołanie odpowiedzieć. Nie ma chrześcijanina bez misji! Nie ma wiary bez zaangażowania!

Możemy zapytać: na czym polega moja chrzcielna misja? Nie wszyscy jesteśmy powołani do rzeczy spektakularnych. Misja zaczyna się w rodzinie, w miejscu pracy, w społeczności lokalnej. Polega na tym, by być – jak Sługa Jahwe – delikatnym wobec “nadłamanej trzciny”, czyli wobec słabych; by nie gasić “nikłego płomyka” nadziei u przygnębionych; by być światłem w miejscach ciemności: obojętności, egoizmu, smutku.

Współczesny świat potrzebuje ludzi, którzy – jak mówił Piotr – “boją się Boga i postępują sprawiedliwie”, niezależnie od narodowości czy statusu społecznego. Potrzebuje świadków, którzy przeszedłszy przez wody chrztu, nie boją się żyć według Ewangelii.

Dzisiejsza uroczystość przypomina nam, że chrzest nie jest wydarzeniem z przeszłości, ale dynamiczną rzeczywistością, która kształtuje naszą teraźniejszość i przyszłość. Jesteśmy ochrzczeni – a zatem jesteśmy namaszczeni Duchem Świętym, jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga, jesteśmy powołani do misji.

Niech ta Eucharystia umocni w nas świadomość naszego chrztu. Niech pomoże nam odnowić przyrzeczenia, które kiedyś złożyli nasi rodzice i chrzestni. I niech Duch Święty, który zstąpił na Jezusa w Jordanie, prowadzi nas każdego dnia, abyśmy “dobrze czynili” tam, gdzie nas Bóg postawił. Amen.


Homilia IV: Solidarność Boga z człowiekiem

1. Zaskakująca kolejka nad Jordanem

Scena z dzisiejszej Ewangelii może nas zdumiewać tak samo, jak zdumiała Jana Chrzciciela. Oto nad rzeką Jordan ustawia się kolejka grzeszników, ludzi pragnących odmiany życia, a pośród nich staje On – Święty, Niewinny, Boży Syn. Jan próbuje Go powstrzymać: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie”. Jezus jednak odpowiada: „Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe”.

Ta „sprawiedliwość” w języku biblijnym to nie litera prawa, ale wierność Bożej miłości. Jezus wchodzi do wody nie po to, by obmyć własne grzechy, bo ich nie ma, ale by wziąć na siebie nasze. To pierwszy akt Jego publicznej misji: całkowita solidarność z upadłym człowiekiem.

2. Cichy Sługa z proroctwa Izajasza

Pierwsze czytanie z Księgi Izajasza rzuca światło na to, jakim typem Mesjasza jest Jezus. Nie jest to władca, który narzuca swoją wolę siłą. To Sługa, który „nie złamie trzciny nadłamanej” i „nie zagasi knotka o nikłym płomyku”.

  • Jak często czujemy się jak taka „nadłamana trzcina”?
  • Jak często nasza wiara jest tylko „nikłym płomykiem”?

Chrzest Jezusa mówi nam: Bóg nie przychodzi, by cię dobić swoim autorytetem. On przychodzi, by cię podtrzymać. On wchodzi w mętne wody naszego życia, naszych lęków i porażek, aby pokazać nam, że nie jesteśmy w nich sami.

3. Nasza tożsamość: „Umiłowany Syn, Umiłowana Córka”

Najważniejszy moment dzisiejszej Ewangelii to głos Ojca: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. Te słowa nie dotyczą tylko Jezusa. W chwili naszego chrztu, te same słowa zostały wypowiedziane nad każdym z nas.

W świecie, który ciągle nas ocenia na podstawie sukcesów, wyglądu czy portfela, Chrzest Pański przypomina nam o naszej fundamentalnej godności. Jesteśmy „umiłowani” nie dlatego, że coś zrobiliśmy, ale dlatego, że jesteśmy dziećmi Boga. To jest fundament, którego nikt nie może nam odebrać.


Homilia V: Namaszczeni do czynienia dobra

1. Od teorii do działania

Święty Piotr w drugim czytaniu z Dziejów Apostolskich podsumowuje życie Jezusa w niezwykle krótkich, ale mocnych słowach: „Przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich”. To zdanie jest kluczem do zrozumienia, co dzieje się nad Jordanem. Chrzest Jezusa jest Jego „namaszczeniem” do misji.

Duch Święty zstępuje na Niego nie dla ozdoby, ale dla mocy. Ta moc objawia się w konkretnym działaniu: w otwieraniu oczu niewidomym i wypuszczaniu więźniów z zamknięcia, o czym prorokował Izajasz.

2. Bóg nie ma względu na osoby

Piotr wygłasza te słowa w domu Korneliusza – poganina. To przełomowy moment. Piotr odkrywa, że „Bóg naprawdę nie ma względu na osoby”. Miłość Boża nie jest zarezerwowana dla „wybranych” w sensie ekskluzywnym, ale jest propozycją dla każdego, kto „postępuje sprawiedliwie”.

Chrzest Pański to święto inkluzywności Boga. Jezus wchodzi do Jordanu, który łączy różne krainy, by pokazać, że Jego zbawienie jest dla wszystkich – dla tych z pierwszej ławki w kościele i dla tych, którzy czują się od Boga bardzo daleko.

3. Co z moim chrztem?

Często myślimy o chrzcie jako o wydarzeniu z przeszłości, które upamiętnia wyblakłe zdjęcie w albumie. Tymczasem dzisiejsze święto pyta nas: Co robisz z mocą swojego chrztu dzisiaj?

  • Prorok Izajasz mówi o niesieniu Prawa i byciu światłością.
  • Święty Piotr mówi o „dobrze czynieniu”.
  • Ewangelia mówi o posłuszeństwie Ojcu.

Być ochrzczonym to znaczy być „namaszczonym” Duchem Świętym do tego, by w swoim środowisku – w pracy, w domu, w szkole – być kimś, kto nie łamie nadłamanej trzciny. Kto zamiast krytykować, próbuje zrozumieć. Kto zamiast potępiać, wnosi pokój.

Podsumowanie

Niech ta niedziela będzie dla nas okazją do odnowienia w sobie świadomości, że nie jesteśmy anonimowym tłumem. Jesteśmy dziećmi Boga, w których On „ma upodobanie”. Uzbrojeni w tę pewność, idźmy przez ten tydzień „dobrze czyniąc”, na wzór naszego Mistrza z Nazaretu.


Baptism of the Lord - English homily ....

Washed with water of Baptism

I guess we will never be able to fully grasp the importance and meaning of the Sacrament of Baptism. By receiving this Sacrament we became children of God. As in the time of Jesus' baptism in the Jordan, God the Father declared: "You are my beloved child, in you I am well pleased," and from that moment the meaning and the optic of my life dramatically changed. As a child of God I am no longer in the slavery of evil and original sin. We have been involved in the family of the Church, in the family of God and we became full members of the house of God. From this sacrament flow of, and in it are anchored all other sacraments and all other graces I receive as a Christian - a child of God. Through this sacrament cleaning and resurgent "was presented to us the grace God that brings salvation" - writes St. Paul the Apostle in the Epistle to Titus. Probably it is never enough to remind and depth of that Sacrament and contemplate it.

So sometimes I listen to parents with surprise and disbelief, when seemingly in a logical way they try to say: "I do not baptize my child because I do not want to coerce him into something what at a mature age the child would not have chosen." How is it possible to not want for a child the grace, the rebirth, the grace to be the child of God? And how can you be so naive and blind? Why mother bathes and change the diapers for her child, why is she feeding him with all kinds of nutrients and healthy food, and is not waiting until the child himself consciously chooses what's best for him? Why the mother sends her child (sometimes even against his will) to school, to learn to sing, dance, play the violin, and she is not waiting until a child alone chooses for him the best type of education? What a stupid reasoning? What a naive and perverse justification? And it is said by Catholics, by believers, by those declaring themselves as children of God. Most likely, the parents did not appreciate, did not understand the grace of the Sacrament of Baptism, and therefore in such a silly and naive way refuse the grace for their child.

This Sunday of Baptism of the Lord reminds us and leads us to rethink the fact of our Baptism and all of its consequences and obligations flowing out this Sacrament. It may be indeed good to establish some solid and unshakable points of reference in this morally frenzy world. And one of these solid points is definitely our Baptism - the Sacrament of the Grace of God, the Sacrament of adoption, the Sacrament of rebirth and life eternal.

Christian, you have been baptized!
WHAT THIS MEANS FOR YOU?
Does it mean anything...?