piątek, 16 stycznia 2026

II Niedziela w ciągu roku – A

(Iz 49,3.5-6)

Pan rzekł do mnie: „Tyś sługą moim, Izraelu, w tobie się rozsławię”. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją silą. A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela.

I mówił: „To zbyt mało, iż jesteś mi sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela. Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi”.

1 Kor 1:1-3

Paweł, z woli Bożej powołany na apostoła Jezusa Chrystusa i Sostenes, brat, do Kościoła Bożego w Koryncie, do tych, którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i powołani do świętości wespół ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa, ich i naszego Pana. Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego, i Pana Jezusa Chrystusa!

J 1:29-34

Nazajutrz Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu i rzekł: Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi. Jan dał takie świadectwo: Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym.


Świadectwo Jana Chrzciciela

Czego nam dzisiaj najbardziej brakuje? Pieniędzy? A może obietnic i czarowania? Czy też zapewnień o lepszym jutrze? Czy brakuje nam dzisiaj „doskonałych polityków”, którzy dbają przecież zawsze tylko i wyłącznie (!!) o dobro ludzi? A może krasomówców i alchemików słowa? Lub może brakuje nam aktorów i „showmanów”? Na pewno nie! Tych wszystkich mamy aż za dużo.

Sądzę, że najbardziej brakuje nam dzisiaj świadków! I to świadków klarownych i przejrzystych, wyrazistych i jednoznacznych, którzy życiem swoim dają świadectwo Prawdzie. Ludzi, którzy nie boją się być niepopularni lub „nie na fali”, albo niemodni, staroświeccy i zacofani, bo dają świadectwo niezłomnym zasadom i normom moralnym, bo stać ich na to, aby iść „pod prąd” modom i nijakości. Brakuje nam ludzi, którzy nie wstydzą się być wierzący i prawi. Brakuje nam ludzi, dla których „tak” znaczy „tak”, a „nie” znaczy „nie”. Dla nas – jakże zbyt często – jest to równoznaczne z fanatyzmem, fundamentalizmem, sekciarstwem, nietolerancją...? Nie stać nas na służenie i dawanie świadectwa jedynie Bogu... i dlatego stale pojawia się szatan ze swoimi sprytnymi propozycjami; tolerancji, kompromisu, unowocześnienia, przystosowania, pseudo-delikatności, niewychylania się i politycznej poprawności, …

Jan Chrzciciel, o którym sam Zbawiciel mówił, że był człowiekiem bezkompromisowym i nielękającym się prawdy, jest dla nas – chrześcijan wzorem bezkompromisowej postawy wobec Prawdy, wzorem świadka. On nie boi się tych, którzy nastają na Jezusa, ale i na niego, i daje o Chrystusie klarowne i zdecydowane świadectwo mówiąc: „Ja daję świadectwo, że On jest Synem Bożym”.

Czy my także dajemy świadectwo naszej wiary? Czy może raczej wstydzimy się przyznać, że jesteśmy uczciwi, prawi, rzetelni, że Chrystus jest naszym Mistrzem i Panem naszego życia? A Może wstydzę się być świadkiem Jezusa, bo jest mi to czasami nie na rękę, bo wymaga zbyt wiele, bo jest niewygodne, bo może spowodować, że się komuś narażę, że będę niemodny ?

Ku refleksji Czy Kościół nie jest przypadkiem dlatego krytykowany, czy Bóg nie jest lekceważony właśnie dlatego, że ja nie jestem świadkiem klarownym i wyrazistym? Czy Kościół nie jest na cenzurowanym dlatego, że jego członkowie nie dają świadectwa, że zamiast być solą ziemi i światłem świata, są raczej nijacy i bez wyrazu?


Homilia II

“Powołani, by świadczyć o Świetle”

W dzisiejszych czytaniach Bóg odsłania przed nami wielką tajemnicę swojego zbawczego planu. To plan, który zaczyna się od wybrania jednego narodu, a rozciąga aż po krańce ziemi. To historia, w której każdy z nas ma swoje miejsce.

W pierwszym czytaniu prorok Izajasz przedstawia nam sługę Pańskiego. Bóg mówi do niego: “Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi”. Słowa te, które pierwotnie odnosiły się do Izraela, znajdują swoje dopełnienie w Chrystusie. Ale mają też odniesienie do każdego z nas, ochrzczonych. Chrzest czyni nas uczestnikami tej misji - bycia światłem.

W Ewangelii widzimy Jana Chrzciciela, który dokładnie wypełnia swoją misję. Nie skupia uwagi na sobie, ale wskazuje na Tego, który jest ważniejszy: “Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata”. Jan rozpoznaje w Jezusie oczekiwanego Mesjasza dzięki znakowi, który otrzymał od Boga: Duch Święty zstępujący i pozostający na Nim.

Drodzy, Jan Chrzciciel uczy nas postawy fundamentalnej dla chrześcijanina: bycia świadkiem, który wskazuje na Chrystusa. Nie na siebie, nie na swoje osiągnięcia, ale na Tego, który jedynie może zgładzić grzech świata. W naszym codziennym życiu mamy być jak Jan - ludźmi, którzy potrafią rozpoznać obecność Boga i wskazać na nią innym.

Św. Paweł w drugim czytaniu przypomina nam o naszej godności: “do tych, którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i powołani do świętości”. To nie jest tylko pobożne życzenie, ale fakt! Przez chrzest zostaliśmy uświęceni, staliśmy się świątynią Ducha Świętego. I to nie dla nas samych, ale “wespół ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa”.

Co zatem mówią nam dzisiejsze czytania?

Po pierwsze, jesteśmy powołani. Tak jak Izrael, jak apostołowie, jak każdy ochrzczony. Bóg ma dla każdego z nas konkretne zadanie w swoim zbawczym planie.

Po drugie, nasza tożsamość pochodzi od Chrystusa. Jesteśmy tymi, “którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie”. Nasza wartość nie wynika z naszych osiągnięć, stanowisk czy posiadania, ale z faktu, że jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga.

Po trzecie, mamy misję. Mamy być światłem dla innych. Mamy wskazywać na Baranka Bożego w naszych rodzinach, miejscach pracy, wspólnotach. Czasem przez słowa, częściej przez sposób życia.

W dzisiejszej Eucharystii znów usłyszymy słowa: “Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata”. Podejdźmy do Komunii z wiarą Jana Chrzciciela, rozpoznając w Chlebie życia Tego, który przynosi nam zbawienie. I prośmy o łaskę, abyśmy po wyjściu z tego kościoła potrafili być świadkami, którzy wskazują na Chrystusa w zwykłych, codziennych sytuacjach.

Niech nas umocni słowo Boże i Eucharystia, abyśmy będąc światłem dla świata, nigdy nie przestawali wskazywać na Tego, który jest Źródłem każdego światła - Jezusa Chrystusa, Baranka Bożego.


Homilia III

Wezwanie Jana Chrzciciela

W dzisiejszej Ewangelii, w drugą niedzielę roku liturgicznego cyklu A, staje przed nami Jan Chrzciciel. Widzi on nadchodzącego Jezusa i mówi: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata”. I dodaje: „Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym”. Proste, jednoznaczne, klarowne słowa. Słowa świadectwa.

Zatrzymajmy się na chwilę i spójrzmy na świat wokół nas. Na naszą codzienność. Czego nam dzisiaj najbardziej brakuje? Może wydaje się nam, że pieniędzy, sukcesu, wygody, ciągłej rozrywki? Może słyszymy, że brakuje nam nowoczesnych rozwiązań, liberalnych przepisów, polityków, którzy obiecują nam raj na ziemi? Ale jeśli się głębiej zastanowić, to tych wszystkich mówców, obiecujących złote góry, aktorów codzienności mamy aż nadto. Otaczają nas ze wszystkich stron.

A czego naprawdę brakuje? Brakuje świadków. Świadków przejrzystych jak kryształ, jednoznacznych, którzy swoim życiem, słowem i czynami dają świadectwo Prawdzie. Ludzi, którzy nie boją się, że będą nazwani niemodnymi, staroświeckimi, nienowoczesnymi. Ludzi, którzy mają odwagę iść pod prąd – prądowi relatywizmu, wygody, samowoli. Ludzi, dla których słowa: „wierzę”, „uczciwość”, „wierność” nie są wstydliwym reliktem przeszłości, ale żywym drogowskazem. Brakuje ludzi, którzy mówiąc „tak”, myślą „tak”, a mówiąc „nie”, mają na myśli „nie”. Niestety, często taką postawę łatwo dziś oskarżyć o fanatyzm, brak tolerancji czy zacofanie. Łatwiej jest iść na kompromis, dostosować się, nie wychylać, być „poprawnym”.

A tymczasem Jan Chrzciciel staje przed nami jako wzór właśnie takiego bezkompromisowego świadka. On nie był dyplomatą. Nie szukał popularności. Nie ubierał prawdy w miękkie, przyjemne słówka. Mieszkał na pustyni, jadł prosty pokarm, głosił surowe orędzie nawrócenia. A kiedy przyszedł czas, wskazał palcem na Jezusa i powiedział wprost: „To jest Ten. Baranek Boży. Syn Boży”. Nie bał się władzy, nie bał się śmieszności, nie bał się tego, że jego misja się kończy, a zaczyna się misja Kogoś większego. Jego życie było spójne: to, co głosił, tym żył. Jego świadectwo było czyste i wyraziste.

I teraz najtrudniejsze pytanie, które stawia przed nami dzisiejsza Ewangelia i postać Jana: a ja? Jakie jest moje świadectwo?

Czy daję świadectwo swojej wiary? Czy przyznaję się do Chrystusa w moim domu, w pracy, w szkole, wśród znajomych? Czy może wstydzę się przeżegnać przed posiłkiem w restauracji? Czy wstydzę się powiedzieć, że idę w niedzielę do kościoła, że się modlę, że kieruję się w życiu zasadami Ewangelii? Może boję się, że ktoś się ze mnie wyśmieje, nazwie zacofanym, że stracę jakąś korzyść, że nie będę „na fali”?

A może to właśnie przez nasze wyblakłe, niejasne, kompromisowe świadectwo świat tak lekceważy Kościół i Boga? Pan Jezus mówił do swoich uczniów: „Wy jesteście solą ziemi. Wy jesteście światłem świata”. Sól, która nie jest słona, do niczego się nie nadaje. Światło, które jest ukryte pod korcem, nie oświetla nikomu drogi. Jeśli nasze chrześcijaństwo jest nijakie, bez smaku, bez światła – jakie dajemy świadectwo? Jeśli w niedzielę jesteśmy w kościele, a od poniedziałku do soboty żyjemy tak, jakby Boga nie było – jakie dajemy świadectwo?

Jan Chrzciciel nie wzywa nas dzisiaj do tego, żebyśmy wszyscy poszli na pustynię i jedli szarańczę. Wzywa nas do odwagi. Odwagi bycia uczciwym. Odwagi bycia wiernym. Odwagi mówienia prawdy, nawet gdy jest niewygodna. Odwagi życia w łasce uświęcającej. Odwagi modlitwy. Odwagi miłosierdzia. Odwagi nazywania dobra dobrem, a zła złem.

Nie bójmy się być świadkami. Nie bójmy się być jednoznaczni. Pamiętajmy, że nie jesteśmy w tym sami. Ten, na którego Jan wskazywał – Jezus Chrystus, Baranek Boży – jest z nami. On daje nam siłę Ducha Świętego, który umacniał także Jana. On karmi nas swoim Ciałem w Eucharystii.

Niech dzisiejsza Ewangelia i przykład Jana Chrzciciela poruszą nasze sumienia. Prośmy dziś Pana: Panie, spraw, abym nie był milczącym i wstydliwym wyznawcą, ale odważnym i przejrzystym świadkiem Twojej miłości i prawdy. Daj mi odwagę Jana, abym i ja mógł wskazywać na Ciebie w moim codziennym życiu.

 

Oto pięć propozycji planów homilii na II Niedzielę Zwykłą, rok A, opartych na czytaniach.

Plan 1: Tytuł: „Powołani, by świadczyć”

  • Wprowadzenie:Wszyscy szukamy sensu i celu życia. Dzisiejsze czytania ukazują, że nasze życie zyskuje prawdziwy sens, gdy odkrywamy je jako odpowiedź na Boże powołanie.
  • Rozwinięcie:
    1. Powołanie uniwersalne (Iz 49,3.5-6):Bóg powołuje swojego Sługę (Izrael, a ostatecznie Chrystusa) nie tylko dla odnowienia swojego ludu, ale by był „światłością dla pogan”. Od początku Boży plan zbawienia ma charakter powszechny, skierowany do wszystkich narodów.
    2. Powołanie do świętości (1 Kor 1,1-3):Św. Paweł przypomina Koryntianom (i nam), że przez chrzest zostaliśmy „uświęceni” i „powołani do świętości”. To nasza fundamentalna godność i zadanie.
    3. Wzór i Źródło powołania (J 1,29-34):Jan Chrzciciel wskazuje na Jezusa jako „Baranka Bożego” i „Syna Bożego”. Chrystus jest Tym, który gładzi grzech, daje Ducha Świętego i jest centrum wszelkiego powołania. Nasze powołanie bierze źródło w Jego ofierze i misji.
  • Zastosowanie:Każdy z nas przez chrzest został powołany. To powołanie realizujemy w konkrecie życia: w rodzinie, pracy, wspólnocie. Jak dziś mogę być „światłem” dla mojego otoczenia? Jak świadczę o tym, że należę do Chrystusa?
  • Zakończenie:Bóg powołuje nas nie dlatego, że jesteśmy doskonali, ale dlatego, że nas umiłował. On sam daje siłę („Bóg mój stał się moją siłą”). Otwórzmy się na Jego głos i z odwagą dajmy świadectwo jak Jan Chrzciciel.

Plan 2: Tytuł: „Oto Baranek Boży – nasza tożsamość i misja”

  • Wprowadzenie:W czasie każdej Eucharystii kapłan pokazuje nam Hostię mówiąc: „Oto Baranek Boży…”. Co to znaczy? Dzisiejsza liturgia odsłania głębię tej prawdy.
  • Rozwinięcie:
    1. Zapowiedź Baranka (Iz 49,3.5-6):Zapowiedź Sługi, który ma zbawić, jest przygotowaniem na przyjście Tego, który dokona tego zbawienia przez ofiarę. Jego misja wykracza poza granice Izraela.
    2. Wspólnota Baranka (1 Kor 1,1-3):Paweł zwraca się do „Kościoła Bożego”, czyli wspólnoty zgromadzonej wokół Chrystusa. Naszą tożsamość definiuje przynależność do Niego – Baranka.
    3. Objawienie Baranka (J 1,29-34):Jan Chrzciciel precyzyjnie wskazuje: Jezus jest Barankiem, który gładzi grzech świata i Tym, który chrzci Duchem Świętym. To objawienie Jego posłannictwa: Ofiara i dar życia.
  • Zastosowanie:Jako ochrzczeni należymy do Baranka. To oznacza, że nasze życie ma być naznaczone Jego duchem: pokorą, ofiarnością, przebaczeniem, mocą Ducha Świętego. Czy pozwalam, by Baranek „gładził” mój grzech? Czy niosę Jego przebaczenie innym?
  • Zakończenie:Spotkanie z Barankiem Bożym w Eucharystii nie może się skończyć tylko przy ołtarzu. Mamy wyjść, by – jak Jan – wskazywać na Niego światu i żyć Jego duchem.

Plan 3: Tytuł: „Od przeznaczenia do świadectwa”

  • Wprowadzenie:Czasem czujemy się „za mali”, niewystarczający. Bóg w dzisiejszym słowie pokazuje, że nasze powołanie zawsze przekracza nasze wyobrażenia.
  • Rozwinięcie:
    1. Boża wizja człowieka (Iz 49,3.5-6):Bóg mówi do Sługi: „To zbyt mało…”. Bóg widzi w nas potencjał większy niż my sami. Nasze życie ma znaczenie w wielkim planie zbawienia, nawet jeśli go nie ogarniamy.
    2. Godność powołanego (1 Kor 1,1-3):Jesteśmy „uświęceni” i „powołani do świętości”. To nie nasza zasługa, ale dar i efekt działania Boga w nas przez Chrystusa.
    3. Wzór świadka (J 1,29-34):Jan Chrzciciel jest idealnym przykładem osoby, która wie, kim jest („nie ja, ale On”), i dlatego może być czystym świadkiem („daję świadectwo”). Jego życie jest skierowane ku Chrystusowi.
  • Zastosowanie:Zamiast koncentrować się na swoich słabościach, spójrzmy na siebie oczami Boga, który mówi: „To za mało” – mam dla ciebie większą misję. Jakie jest moje powołanie tu i teraz? Czy jak Jan potrafię wskazywać na Jezusa, a nie na siebie?
  • Zakończenie:Bóg kształtuje nas „od urodzenia” (Izajasz) na swoich świadków. Zaufajmy Jemu jak Jan Chrzciciel. On, który nas powołał, dał nam też Ducha Świętego, byśmy mogli wypełnić naszą misję.

Plan 4: Tytuł: „Chrzest Duchem Świętym – moc dla misji”

  • Wprowadzenie:Czym różni się chrzest Janowy od chrztu, który przynosi Jezus? Dzisiejsza Ewangelia daje nam kluczową odpowiedź.
  • Rozwinięcie:
    1. Misja wymagająca mocy (Iz 49,3.5-6):Zadanie bycia światłem dla świata przerasta ludzkie siły. Potrzebna jest moc z góry. Izajasz mówi: „Bóg mój stał się moją siłą”.
    2. Wspólnota w Duchu (1 Kor 1,1-3):Kościół w Koryncie, pomimo słabości, jest miejscem działania Ducha Świętego. Świętość, do której są powołani, jest możliwa tylko dzięki łasce.
    3. Źródło mocy (J 1,29-34):Decydujący znak mesjański to Duch, który spoczywa na Jezusie. Jezus jest Tym, który chrzci Duchem Świętym. To jest istota Nowego Przymierza – nie zewnętrzny obrzęd, ale wewnętrzne przeobrażenie przez Ducha.
  • Zastosowanie:Nasz chrzest i bierzmowanie to przyjęcie tego właśnie „chrztu Duchem Świętym”. Czy żyję w świadomości tej mocy? Czy proszę Ducha Świętego o światło i siłę do bycia świadkiem? Jak realizuję moją misję w mocy Ducha?
  • Zakończenie:Nie jesteśmy sami w zadaniu bycia światłem. Jezus, Baranek Boży, dał nam swojego Ducha. To On czyni nas zdolnymi do niesienia zbawienia „aż do krańców ziemi” naszego codziennego życia.

Plan 5: Tytuł: „Światło dla świata. Kościół w misji”

  • Wprowadzenie:Czasem postrzegamy Kościół jako instytucję dla „swoich”. Dzisiejsze czytania ukazują jego prawdziwe, otwarte oblicze.
  • Rozwinięcie:
    1. Prorocka wizja Kościoła (Iz 49,3.5-6):Misja „być światłością dla pogan” to starotestamentalna zapowiedź powszechnej misji Kościoła. Kościół nie jest zamkniętą grupą, ale znakiem zbawienia dla całej ludzkości.
    2. Tożsamość Kościoła (1 Kor 1,1-3):Paweł pisze do lokalnego Kościoła, łącząc go „ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia… Pana”. Kościół jest jeden, powszechny i z natury misyjny.
    3. Centrum Kościoła (J 1,29-34):Kościół istnieje, aby wskazywać na Jezusa – Baranka i Syna Bożego. Jego świadectwo (jak świadectwo Jana) ma prowadzić ludzi do wiary w Niego i przyjęcia Ducha Świętego.
  • Zastosowanie:Jako część Kościoła jesteśmy odpowiedzialni za jego misyjne oblicze. Czy nasza parafia, wspólnota jest gościnna, otwarta? Czy potrafimy wyjść z przesłaniem nadziei do innych, zwłaszcza tych dalekich od Boga? Co konkretnie robię, by być „światłem”?
  • Zakończenie:Bóg chce, by Jego Kościół był narzędziem zbawienia dla świata. Nieśmy zatem to światło Chrystusa z radością i ufnością, pamiętając, że Jego zbawienie jest darem dla wszystkich.

piątek, 9 stycznia 2026

Niedziela Chrztu Pańskiego - A

Iz 42,1-6.6-7

Oto mój Sługa, którego podtrzymuję. Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On niezachwianie przyniesie Prawo. Nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy. Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności.

Dz 10,34-38

Wtedy Piotr przemówił w dłuższym wywodzie: Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie. Posłał swe słowo synom Izraela, zwiastując im pokój przez Jezusa Chrystusa. On to jest Panem wszystkich. Wiecie, co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Dlatego że Bóg był z Nim, przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła.

Mt 3,13-17

Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie? Jezus mu odpowiedział: Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe. Wtedy Mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie.


Homilia I: Obmyci wodą Chrztu

Nigdy chyba nie będziemy zdolni w pełni pojąć znaczenia i sensu Sakramentu Chrztu Św. Przez przyjęcie tego Sakramentu staliśmy się dziećmi Bożymi. Tak jak w czasie Chrztu Jezusa w Jordanie Bóg Ojciec "zadeklarował” niejako: "Ty jesteś moim dzieckiem umiłowanym, w tobie mam upodobanie" i od tego momentu zmieniła się diametralnie optyka mojego życia. Jako dziecko Boże nie jestem już w niewoli zła i grzechu pierworodnego. Zostałem włączony w rodzinę Kościoła, rodzinę Bożą i stałem się pełnoprawnym członkiem domu Bożego. Z tego Sakramentu wypływają i w nim są zakotwiczone wszystkie inne sakramenty i wszystkie inne łaski jakie otrzymuję jako chrześcijanin - dziecko Boże. Przez ten sakrament obmywający i odradzający "okazała się Łaska Boża, która niesie zbawienie" - jak pisze św. Paweł apostoł w Liście do Tytusa. Nigdy chyba nie jest dosyć o tym przypominać i głębie tegoż Sakramentu rozważać.

Ze zdziwieniem i niedowierzaniem więc słucham czasami rodziców, pozornie logicznie perorujących: "Nie chrzczę swojego dziecka bo nie chcę go przymuszać do czegoś, czego ono w dojrzałym wieku samo by nie wybrało." Jakżeż można nie chcieć dla dziecka dobra, łaski, odrodzenia, dziecięctwa Bożego? Jakżeż można być tak naiwnym i ślepym? Dlaczego matka kąpie i przewija swoje dziecko, karmi go różnego rodzaju odżywkami i nie czeka aż dziecko świadomie samo wybierze to, co najlepsze dla niego? Dlaczego matka posyła dziecko (czasami nawet wbrew jego woli) do szkoły, na naukę śpiewu, tańca, gry na skrzypcach, czy na rytmikę i nie czeka aż dziecko samo wybierze najlepszy dla niego rodzaj edukacji? Co za głupie tłumaczenie? Co za naiwne i przewrotne usprawiedliwienie? I to w ustach katolików, wierzących, deklarujących się jako dzieci Boże. Najprawdopodobniej sami rodzice nie pojęli, nie zrozumieli łaski Sakramentu Chrztu, i dlatego w tak głupiutki i naiwny sposób odmawiają tej łaski swojemu dziecku.

Dzisiejsza niedziela Chrztu Pańskiego przypomina nam i nakłania do ponownego przemyślenia faktu naszego Chrztu i wszystkich z niego wypływających konsekwencji i zobowiązań. Warto może rzeczywiście w tym zrelatywizowanym świecie ustalić pewne stałe i niewzruszone punkty odniesienia. A jednym z nich jest na pewno nasz Chrzest - Sakrament obmywającej Łaski Bożej, Sakrament usynowienia, Sakrament odrodzenia i życia.

Chrześcijaninie zostałeś ochrzczony !
CO TO DLA CIEBIE ZNACZY?
O ile w ogóle cokolwiek znaczy ...


 Homilia II: “Zanurzeni w tajemnicę solidarności”

Dzisiejsza Niedziela Chrztu Pańskiego przenosi nas nad brzeg Jordanu, gdzie rozgrywa się scena pełna paradoksów. Jan Chrzciciel, prorok nawrócenia, stojący pośród tłumów wyznających grzechy, nagle widzi przed sobą Jezusa – Niewinnego, Świętego Boga. Jego reakcja jest natychmiastowa i pełna pokory: “To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?”.

Odpowiedź Jezusa odsłania głęboką tajemnicę Wcielenia: “Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe”. Słowa te ukazują nam Chrystusa, który całkowicie solidaryzuje się z ludzkością. Nie przychodzi jako odległy sędzia, ale jako Ten, który wchodzi w naszą kondycję, w naszą ludzką historię, w nasze poszukiwanie Boga. Przyjmując chrzest pokuty, chociaż nie ma grzechu, Jezus utożsamia się z każdym człowiekiem potrzebującym nawrócenia, z każdym z nas.

W tym geście zanurzenia w wodach Jordanu objawia się cała logika Bożego zbawienia: Bóg schodzi do nas, abyśmy my mogli wznieść się do Niego. To właśnie zapowiadał prorok Izajasz w pierwszym czytaniu, opisując Mesjasza jako Sługę, który “nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku”. Jezus przychodzi do słabych, do nadłamanych, do gasnących płomyków ludzkiej nadziei.

A potem rozdziera się niebo. Tej sceny nie możemy przeoczyć. Ewangelista Mateusz używa mocnego czasownika – niebiosa “otworzyły się”. Do tej pory niebo wydawało się zamknięte, oddzielone od ziemi grzechem człowieka. Teraz, w Chrystusie, niebo otwiera się na nowo. Zstępuje Duch Święty, a głos Ojca ogłasza: “Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”.

Drodzy, to otwarcie nieba dotyczy każdego z nas przez chrzest! W sakramencie chrztu zostaliśmy zanurzeni w tej samej tajemnicy. Nie jesteśmy już oddzieleni od Boga – niebo jest otwarte także dla nas. Głos Ojca, który mówi do Jezusa, mówi także do nas: “Jesteś moim dzieckiem umiłowanym”. W chrzcie otrzymaliśmy Ducha Świętego, który na nas spoczął.

Jakże aktualne jest to przesłanie w świecie, który często doświadcza “zamkniętego nieba” – poczucia samotności, opuszczenia, niezrozumienia. Chrzest przypomina nam, że niebo nie jest zamknięte! Bóg nie jest daleko! W Chrystusie mamy dostęp do Ojca, a Duch Święty towarzyszy nam w codzienności.

Dzisiejsze święto niech będzie dla nas okazją do dziękczynienia za dar chrztu. Może warto dziś odnaleźć świadectwo chrztu, zapalić świecę chrzcielną, odnowić przyrzeczenia chrzcielne. Ale przede wszystkim niech będzie czasem uświadomienia sobie tej fundamentalnej prawdy: jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga, dla których niebo jest otwarte. Idźmy więc przez życie z tą pewnością, niosąc światu nadzieję, że w Chrystusie wszyscy jesteśmy braćmi, a Bóg jest Ojcem, który na nas czeka.


Homilia III: “Naznaczeni do misji”

Scena chrztu Jezusa w Jordanie to nie tylko piękna ewangeliczna opowieść. To moment przełomowy, który rozpoczyna publiczną działalność Mesjasza i objawia Jego tożsamość oraz misję. W tym wydarzeniu możemy odkryć głębokie znaczenie naszego własnego chrztu.

Zwróćmy uwagę na trzy elementy, które tworzą dzisiejszą liturgię słowa: zapowiedź Sługi Jahwe u Izajasza, świadectwo Piotra w domu Korneliusza oraz relacja ewangeliczna. Wszystkie one splatają się, ukazując nam chrzest jako namaszczenie do misji.

W czytaniu z Księgi Izajasza Bóg przedstawia swojego Sługę, wybranego, w którym ma upodobanie. Ten Sługa ma być “przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów”. Jego misja to otwieranie oczu niewidomym, uwalnianie jeńców, wyprowadzanie z ciemności. To właśnie jest misja Jezusa, który w chrzcie zostaje oficjalnie przedstawiony i potwierdzony w tej roli.

Ewangelia pokazuje nam realizację tej zapowiedzi. Gdy Jezus wychodzi z wody, Duch Święty zstępuje na Niego, a głos Ojca potwierdza: “Ten jest mój Syn umiłowany”. To namaszczenie Duchem jest inwestyturą, uroczystym rozpoczęciem mesjańskiej misji. Właśnie o tym mówi Piotr w drugim czytaniu: “Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Dlatego że Bóg był z Nim, przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich”.

Drodzy, tutaj dotykamy sedna dzisiejszej uroczystości. Chrzest Jezusa objawia nam, jaki jest nasz chrzest! My również zostaliśmy naznaczeni Duchem Świętym i otrzymaliśmy misję. Nie jesteśmy chrześcijanami tylko po to, aby “być zbawionym”, ale po to, aby – jak Jezus – “dobrze czynić i uzdrawiać”. Każdy z nas, przez chrzest, został włączony w misję Chrystusa: stał się światłem dla innych, narzędziem wyzwolenia, świadkiem Bożej miłości.

Jan Paweł II mówił, że chrzest jest “pierwszym sakramentem powołania i odpowiedzi”. Co to oznacza? Że Bóg powołuje nas do konkretnej misji w Kościele i świecie, a my mamy na to powołanie odpowiedzieć. Nie ma chrześcijanina bez misji! Nie ma wiary bez zaangażowania!

Możemy zapytać: na czym polega moja chrzcielna misja? Nie wszyscy jesteśmy powołani do rzeczy spektakularnych. Misja zaczyna się w rodzinie, w miejscu pracy, w społeczności lokalnej. Polega na tym, by być – jak Sługa Jahwe – delikatnym wobec “nadłamanej trzciny”, czyli wobec słabych; by nie gasić “nikłego płomyka” nadziei u przygnębionych; by być światłem w miejscach ciemności: obojętności, egoizmu, smutku.

Współczesny świat potrzebuje ludzi, którzy – jak mówił Piotr – “boją się Boga i postępują sprawiedliwie”, niezależnie od narodowości czy statusu społecznego. Potrzebuje świadków, którzy przeszedłszy przez wody chrztu, nie boją się żyć według Ewangelii.

Dzisiejsza uroczystość przypomina nam, że chrzest nie jest wydarzeniem z przeszłości, ale dynamiczną rzeczywistością, która kształtuje naszą teraźniejszość i przyszłość. Jesteśmy ochrzczeni – a zatem jesteśmy namaszczeni Duchem Świętym, jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga, jesteśmy powołani do misji.

Niech ta Eucharystia umocni w nas świadomość naszego chrztu. Niech pomoże nam odnowić przyrzeczenia, które kiedyś złożyli nasi rodzice i chrzestni. I niech Duch Święty, który zstąpił na Jezusa w Jordanie, prowadzi nas każdego dnia, abyśmy “dobrze czynili” tam, gdzie nas Bóg postawił. Amen.


Homilia IV: Solidarność Boga z człowiekiem

1. Zaskakująca kolejka nad Jordanem

Scena z dzisiejszej Ewangelii może nas zdumiewać tak samo, jak zdumiała Jana Chrzciciela. Oto nad rzeką Jordan ustawia się kolejka grzeszników, ludzi pragnących odmiany życia, a pośród nich staje On – Święty, Niewinny, Boży Syn. Jan próbuje Go powstrzymać: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie”. Jezus jednak odpowiada: „Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe”.

Ta „sprawiedliwość” w języku biblijnym to nie litera prawa, ale wierność Bożej miłości. Jezus wchodzi do wody nie po to, by obmyć własne grzechy, bo ich nie ma, ale by wziąć na siebie nasze. To pierwszy akt Jego publicznej misji: całkowita solidarność z upadłym człowiekiem.

2. Cichy Sługa z proroctwa Izajasza

Pierwsze czytanie z Księgi Izajasza rzuca światło na to, jakim typem Mesjasza jest Jezus. Nie jest to władca, który narzuca swoją wolę siłą. To Sługa, który „nie złamie trzciny nadłamanej” i „nie zagasi knotka o nikłym płomyku”.

  • Jak często czujemy się jak taka „nadłamana trzcina”?
  • Jak często nasza wiara jest tylko „nikłym płomykiem”?

Chrzest Jezusa mówi nam: Bóg nie przychodzi, by cię dobić swoim autorytetem. On przychodzi, by cię podtrzymać. On wchodzi w mętne wody naszego życia, naszych lęków i porażek, aby pokazać nam, że nie jesteśmy w nich sami.

3. Nasza tożsamość: „Umiłowany Syn, Umiłowana Córka”

Najważniejszy moment dzisiejszej Ewangelii to głos Ojca: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. Te słowa nie dotyczą tylko Jezusa. W chwili naszego chrztu, te same słowa zostały wypowiedziane nad każdym z nas.

W świecie, który ciągle nas ocenia na podstawie sukcesów, wyglądu czy portfela, Chrzest Pański przypomina nam o naszej fundamentalnej godności. Jesteśmy „umiłowani” nie dlatego, że coś zrobiliśmy, ale dlatego, że jesteśmy dziećmi Boga. To jest fundament, którego nikt nie może nam odebrać.


Homilia V: Namaszczeni do czynienia dobra

1. Od teorii do działania

Święty Piotr w drugim czytaniu z Dziejów Apostolskich podsumowuje życie Jezusa w niezwykle krótkich, ale mocnych słowach: „Przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich”. To zdanie jest kluczem do zrozumienia, co dzieje się nad Jordanem. Chrzest Jezusa jest Jego „namaszczeniem” do misji.

Duch Święty zstępuje na Niego nie dla ozdoby, ale dla mocy. Ta moc objawia się w konkretnym działaniu: w otwieraniu oczu niewidomym i wypuszczaniu więźniów z zamknięcia, o czym prorokował Izajasz.

2. Bóg nie ma względu na osoby

Piotr wygłasza te słowa w domu Korneliusza – poganina. To przełomowy moment. Piotr odkrywa, że „Bóg naprawdę nie ma względu na osoby”. Miłość Boża nie jest zarezerwowana dla „wybranych” w sensie ekskluzywnym, ale jest propozycją dla każdego, kto „postępuje sprawiedliwie”.

Chrzest Pański to święto inkluzywności Boga. Jezus wchodzi do Jordanu, który łączy różne krainy, by pokazać, że Jego zbawienie jest dla wszystkich – dla tych z pierwszej ławki w kościele i dla tych, którzy czują się od Boga bardzo daleko.

3. Co z moim chrztem?

Często myślimy o chrzcie jako o wydarzeniu z przeszłości, które upamiętnia wyblakłe zdjęcie w albumie. Tymczasem dzisiejsze święto pyta nas: Co robisz z mocą swojego chrztu dzisiaj?

  • Prorok Izajasz mówi o niesieniu Prawa i byciu światłością.
  • Święty Piotr mówi o „dobrze czynieniu”.
  • Ewangelia mówi o posłuszeństwie Ojcu.

Być ochrzczonym to znaczy być „namaszczonym” Duchem Świętym do tego, by w swoim środowisku – w pracy, w domu, w szkole – być kimś, kto nie łamie nadłamanej trzciny. Kto zamiast krytykować, próbuje zrozumieć. Kto zamiast potępiać, wnosi pokój.

Podsumowanie

Niech ta niedziela będzie dla nas okazją do odnowienia w sobie świadomości, że nie jesteśmy anonimowym tłumem. Jesteśmy dziećmi Boga, w których On „ma upodobanie”. Uzbrojeni w tę pewność, idźmy przez ten tydzień „dobrze czyniąc”, na wzór naszego Mistrza z Nazaretu.


Baptism of the Lord - English homily ....

Washed with water of Baptism

I guess we will never be able to fully grasp the importance and meaning of the Sacrament of Baptism. By receiving this Sacrament we became children of God. As in the time of Jesus' baptism in the Jordan, God the Father declared: "You are my beloved child, in you I am well pleased," and from that moment the meaning and the optic of my life dramatically changed. As a child of God I am no longer in the slavery of evil and original sin. We have been involved in the family of the Church, in the family of God and we became full members of the house of God. From this sacrament flow of, and in it are anchored all other sacraments and all other graces I receive as a Christian - a child of God. Through this sacrament cleaning and resurgent "was presented to us the grace God that brings salvation" - writes St. Paul the Apostle in the Epistle to Titus. Probably it is never enough to remind and depth of that Sacrament and contemplate it.

So sometimes I listen to parents with surprise and disbelief, when seemingly in a logical way they try to say: "I do not baptize my child because I do not want to coerce him into something what at a mature age the child would not have chosen." How is it possible to not want for a child the grace, the rebirth, the grace to be the child of God? And how can you be so naive and blind? Why mother bathes and change the diapers for her child, why is she feeding him with all kinds of nutrients and healthy food, and is not waiting until the child himself consciously chooses what's best for him? Why the mother sends her child (sometimes even against his will) to school, to learn to sing, dance, play the violin, and she is not waiting until a child alone chooses for him the best type of education? What a stupid reasoning? What a naive and perverse justification? And it is said by Catholics, by believers, by those declaring themselves as children of God. Most likely, the parents did not appreciate, did not understand the grace of the Sacrament of Baptism, and therefore in such a silly and naive way refuse the grace for their child.

This Sunday of Baptism of the Lord reminds us and leads us to rethink the fact of our Baptism and all of its consequences and obligations flowing out this Sacrament. It may be indeed good to establish some solid and unshakable points of reference in this morally frenzy world. And one of these solid points is definitely our Baptism - the Sacrament of the Grace of God, the Sacrament of adoption, the Sacrament of rebirth and life eternal.

Christian, you have been baptized!
WHAT THIS MEANS FOR YOU?
Does it mean anything...?

 

 

poniedziałek, 5 stycznia 2026

06.01. Objawienie Pańskie – Trzech Króli

 Iz 60,1-6

Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło i chwała Pańska rozbłyska nad tobą. Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan, i Jego chwała jawi się nad tobą. I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twojego wschodu. Podnieś oczy wokoło i popatrz: Ci wszyscy zebrani zdążają do ciebie. Twoi synowie przychodzą z daleka, na rękach niesione twe córki. Wtedy zobaczysz i promienieć będziesz, a serce twe zadrży i rozszerzy się, bo do ciebie napłyną bogactwa zamorskie, zasoby narodów przyjdą ku tobie. Zaleje cię mnogość wielbłądów - dromadery z Madianu i z Efy. Wszyscy oni przybędą ze Saby, zaofiarują złoto i kadzidło, nucąc radośnie hymny na cześć Pana.

Ef 3,2-3a.5-6

Przecież słyszeliście o udzieleniu przez Boga łaski danej mi dla was, że mianowicie przez objawienie oznajmiona mi została ta tajemnica, Nie była ona oznajmiona synom ludzkim w poprzednich pokoleniach, tak jak teraz została objawiona przez Ducha świętym Jego apostołom i prorokom, to znaczy, że poganie już są współdziedzicami i współczłonkami Ciała, i współuczestnikami obietnicy w Chrystusie Jezusie przez Ewangelię.

Mt 2,1-12

Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon . Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela. Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę.  A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny,


Uwielbiajcie Pana wszystkie ludy ziemi

Wydawać by się mogło, że mają rację ci, którzy mówią o imperializmie Kościoła, czy imperializmie chrześcijaństwa. Kościół od wieków głoszący Chrystusa na wszystkich kontynentach wywołuje niewątpliwie mieszane reakcje. Takie też są odczucia niektórych ludzi po opublikowaniu dogmatycznego dokumentu "Dominus Jesus", który wywołał zagorzałą dyskusję wśród teologów i narodów Azji.  Czy jednak jest to prawda, czy może raczej tylko „uczulenie” niektórych na Boga?

Pozostawiwszy na boku tego rodzaju akademickie i teologiczne spory może lepiej przyjrzeć się dzisiejszej scenie ewangelicznej. Oto narody "pogańskie", w osobach trzech mędrców przychodzą same do wcale nie imperialistycznego Chrystusa, do Dzieciątka i uznają w Nim Króla, Któremu chcą oddać pokłon. Dzisiejsza uroczystość Objawienia Pańskiego ukazuje nam tę niezmierzoną prawdę, że człowiek (pod każdą szerokością geograficzną i w każdej kulturze) czeka na objawienie się Boga Stworzyciela, za Nim tęskni i do Niego dąży. To nie Kościół czy chrześcijaństwo są imperialistyczne, to Bóg chce aby wszystkie narody ziemi poznały prawdę o Jego zbawczej Miłości do człowieka, o Jego zbawczej Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu.

Jest niewątpliwie faktem, że niejednokrotnie w historii niektóre instytucje Kościoła popełniały błąd imperializmu, ale tego rodzaju oskarżenie jest nieporozumieniem, jeśli spojrzy się na całość historii zbawienia i na jej efekty. Kościół od czasów apostolskich miał tę nieustanną świadomość, że oto "Miłość Chrystusa przynagla nas". I tej świadomości, temu imperatywowi Miłości nie mógł się oprzeć. Nie dajmy się zwariować, kiedy inni nam zarzucają, że jesteśmy imperialistyczni, bo narzucamy innym nasz styl życia, bo nakazujemy lub zmuszamy do życia według naszych, chrześcijańskich norm i reguł. Szesnaście lat pracowałem na misjach i nic takiego nie zaobserwowałem Sam również starałem się nie narzucać i nie gwałcić niczyich przekonań. Kościół proponuje: "Jeśli chcesz być zbawionym, jeśli chcesz, aby życie Twoje nabrało innego, głębszego sensu i wymiaru wieczności, uwierz w Chrystusa. Ostatecznie jednak wybór należy do Ciebie." Tysiące męczenników w Afryce, Ameryce Południowej i Azji. Dziesiątki tysięcy misjonarzy, którzy oddali swoje życie dla głoszenia tej prawdy, a zarazem dla ratowania człowieka są tego najlepszym dowodem. I ci, co sprzedają potajemnie broń krajom trzeciego świata, ci którzy ekonomicznie i gospodarczo je wyzyskują, mogą krzyczeć i na pewno krzyczą najgłośniej o imperializmie Kościoła, aby przykryć swoje czarne i niecne machinacje. A Kościół nie może przestać głosić Chrystusa i to Chrystusa ukrzyżowanego, Który przychodzi jako Dziecię, bezbronny i pozbawiony potęgi, po to, aby człowieka z potęgi zła uwolnić. Zło zaś zawsze będzie najgłośniej protestować przeciwko objawianiu się dobra. I to zło nadal krzyczy oskarżając o imperializm Dobro i przeinacza Prawdę, samo ubierając się w szatki prawdy i wolności.

Chrześcijaninie - nie wstydź się być wyznawcą Chrystusa i ukazuj innym Tego, Który dla zbawienia człowieka stał się człowiekiem. Nawet jeśliby cię oskarżano o wszelkiego rodzaju imperializmy. Nie dajmy się zwariować, zniechęcić i zastraszyć. Nie używajmy siły w nawracaniu, ale też nie bądźmy słabymi i uległymi konformistami. Żyjmy, jak wyznawcy Chrystusa i swoim życiem głośmy ten fakt, że On jest jedynym Zbawicielem człowieka. Niech Jego Imię - Najwyższe Imię będzie znane i sławione, przez wszystkich, którzy w Niego uwierzą, a dla tych, którzy Go odrzucają niech będzie imieniem pełnym potęgi i wywołującym bojaźń.

Tylko ludzie przewrotni mogą oskarżać Chrystusa o imperializm. Ludzie mądrzy i zacni, jak patronowie dnia dzisiejszego uznają w Nim Zbawiciela i prawdziwego Króla, Który podbija świat i ludzkie serca, ale nie przy użyciu broni i siły, lecz Miłością, którą człowiekowi objawia. Tylko niemądre i przewrotne systemy polityczne boją się otworzyć drzwi Chrystusowi. Tylko ludzie mali i zaskorupiali w swoim egoizmie nie chcą mu otworzyć drzwi swoich serc.


Objawienie Pańskie  –  6 stycznia

Uroczystość Objawienia Pańskiego nie tylko przypomina nam historyczne wydarzenie opisane w dzisiejszej Ewangelii według św. Mateusza. Uroczystość ta zwraca naszą uwagę na fakt o wiele bardziej doniosły i niezwykły, a mianowicie na fakt, że Bóg pragnie się objawić swojemu ludowi. To objawianie się Boga wielokrotnie opisywane w Starym Testamencie dokonuje się w sposób ostateczny we Wcielonym Słowie Bożym Jezusie Chrystusie.  Autor Listu do Hebrajczyków ujmuje to bardzo wyraźnie, kiedy pisze: "Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna" (Hbr 1:1-2). Jest sprawą kardynalnej wagi uznanie doniosłości faktu objawienia się Boga w Synu. Sam Bóg uznał, że najlepszym i najbardziej właściwym sposobem samo-objawienia się człowiekowi będzie objawienie w Jezusie Chrystusie, Wcielonym Synu Bożym. To samo-objawienie się Boga jest bardzo często przedstawiane w Piśmie Świętym jako oświecenie, przyjście światła "na oświecenie". Symeon mówi w świątyni w czasie ofiarowania: "Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela." (Łk 2:29-32). A święty Jan pisze w prologu do swojej Ewangelii: "Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła." (J 1:1-5). Także sam Chrystus mówi o sobie: "Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności." (J 12:46)

Można nawet powiedzieć, że fakt ten jest najistotniejszym elementem wiary. Bóg postanowił "oświecić" lud swój, "oświecić" człowieka żyjącego w ciemności grzechu i dlatego objawił się jako Jezus Chrystus – Bóg Wcielony. Jeśli zanegujemy fakt wcielenia, jeśli zanegujemy prawdę, że Jezus Chrystus jest Wcielonym Synem Bożym, samo-objawieniem się Boga, to cała nasza wiara legnie w gruzach, bo musimy wtedy zanegować również i to, że jest On Mesjaszem, Zbawicielem, Odkupicielem, Wyzwolicielem. A wtedy nie ma zbawienia, nie ma życia wiecznego, nie ma Bożego Miłosierdzia, a wszystko jest tylko złudzeniem i nieporozumieniem. Dlatego właśnie chrześcijanie od początku tak bardzo bronili prawdy o samo-objawieniu się Boga przez Wcielenie. I dlatego też do dzisiaj prawda ta jest najbardziej zwalczaną prawdą teologiczną, zwalczaną przez niedowiarków i ateuszy. Szatan próbuje nam ustawicznie wmawiać, że Jezus nie jest Wcielonym Synem Bożym a jedynie niezwykłym (ale tylko) człowiekiem, mądrym guru, nauczycielem, wędrownym kaznodzieją. Jeśli Jezus nie jest ostatecznym Słowem Bożym wypowiedzianym do człowieka, jeśli nie jest Światłością Świata, to wtedy nadal żyjemy w ciemności i ciemności nas ogarniają, nadal żyjemy w ciemności grzechu, bo nie ma Odkupiciela, nie ma Tego, Który nas -przez "oświecenie"- z owej ciemności wyprowadzi.

Jest jednak jeszcze jeden ważny element owej Bożej pedagogiki oświecenia. A mianowicie; aby to oświecenie rzeczywiście się dokonało musi ono zostać rozpoznane i przyjęte przez tych, do których zostało skierowane. Mędrcy ze Wschodu z dzisiejszej Ewangelii szukają światła, szukają nowo-narodzonego Syna Bożego, oni Go rozpoznają i przyjmują, składając Mu hołd. Ale nie wszyscy idą za przykładem mędrców. Jak w dalszej części prologu pisze św. Jan: "Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. (ŚWIATŁO) przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli." (J 1:9-11) I dlatego nadal tak wielu ludzi żyje w ciemności i beznadziei. W rozmowie z Nikodemem Jezus stwierdza również ze smutkiem: "... światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki" (J 3:19). Jest to niestety prawda nadal aktualna dla wielu tych, którzy odrzucili i nadal odrzucają światło, także w naszych czasach. Jest to prawda o tych, którzy bardziej umiłowali ciemność, bo złe są ich uczynki. I dlatego boją się oni Światłą, boją się Wcielonego Syna Bożego i prawdy tej przyjąć nie chcą.

Warto więc w dzisiejszą uroczystość Objawienia Pańskiego zadać sobie to bardzo ważne pytanie:

Czy zgodnie z wyrażeniem św. Pawła "jesteśmy synami światłości i synami dnia", czy nie jesteśmy raczej "synami nocy i ciemności?" (1 Tes 5:5). Czy światło Jezusa Chrystusa oświeca ciemności mojego życia? Czy je przemienia i rozświetla?

Dopóki bowiem żyję w grzechu, dopóki odrzucam prawdę o wcieleniu Syna Bożego, dopóki nie poddam się oświecającemu i oczyszczającemu działaniu światła, nie żyję w światłości i nadal ogarnia mnie ciemność.

Żyć znaczy być w drodze

Aby spotkać Chrystusa, aby Go odnaleźć trzeba się udać w drogę, na poszukiwanie. Aby spotkać Chrystusa trzeba zdecydować się na opuszczenie znanych nam i przyjaznych kątów, trzeba opuścić utarte ścieżki naszego wygodnego i a bardzo często także przecież grzesznego życia i ruszyć w drogę, przez pustynię. Warto zauważyć, że Izraelitom Bóg objawił się dopiero na pustyni, kiedy opuścili Egipt i zdecydowali się wyruszyć w drogę właśnie przez pustynię. Warto zauważyć, że wielcy prorocy Starego Testamentu spotykali Boga także na pustyni (Ezechiel, Izajasz, Eliasz). Warto zauważyć, że i święty Jan Chrzciciel także był mężem pustyni. Mędrcy z dzisiejszej Ewangelii dotarli do Betlejem również dopiero po przebyciu dalekiej i trudnej drogi przez pustynię. Jest w tym na pewno jakaś prawidłowość, jakiś głębszy sens. Bóg objawia się właśnie na pustyni, tam gdzie nikt i nic nam nie przeszkadza, tam gdzie nie ma rozproszeń i „rozrywek”, tam gdzie jestem sam na sam z nieskończonością. Pustynia, szczególnie w nocy jest miejscem w którym mogę liczyć tylko na jedno światło, w którym mogę dostrzec z całą wyrazistością tylko jeden cel i jedno przeznaczenie. A „ciemność która okrywa ziemię i gęsty mrok który spowija ludy” może być rozświetlony tylko przez jedną gwiazdę, gwiazdę prawdy wiecznej, gwiazdę wiary.

To nie może jednak być tylko chwilowa fascynacja, czy przemijające, emocjonalne zauroczenie. Taka podróż przez pustynię w poszukiwaniu Chrystusa praktycznie nigdy się w naszym życiu nie kończy. Nigdy nie możemy powiedzieć już dotarłem, już Go mam, już Go znalazłem. Bóg tak naprawdę nigdy nie może skończyć się objawiać, bo jest Nieskończonością i tylko w nieskończoności będziemy mogli GO poznać. On nam się stale objawia (o ile jesteśmy do tego usposobieni i o ile wyszliśmy na pustynię) i stale będzie to objawienie kontynuował o ile my z poszukiwania nie zrezygnujemy.

Co jest największą bolączką naszych czasów? Czyż nie jest nią właśnie przejściowy, chwilowy zachwyt, niestałość, brak cierpliwości, brak wytrwałości? Dlaczego rozpadają się małżeństwa, dlaczego tak wielu ludzi rezygnuje z drogi powołania zakonnego czy kapłańskiego? Dlaczego tak wiele spraw tylko zaczynamy i nie doprowadzamy do końca, dlaczego tak często się zniechęcamy? Czy nie dlatego, że przeraża nas pustynia i to co tam moglibyśmy odkryć? Czy nie dlatego, że „gwiazda znika nam z horyzontu”?

Niesiemy ze sobą jakieś dary, ale szybko się zniechęcamy, nie widzimy celu naszej wędrówki, nie dochodzimy do tego celu, bo ścieżki nam się gmatwają, bo zgubiliśmy przewodnią gwiazdę, bo zagubiliśmy sens naszej wędrówki, bo zagłuszyły nas i zalały kłopoty dnia codziennego, bo przestraszyliśmy się niewygód i trudów podróży. Dlatego próbujemy urządzić sobie wygodne i komfortowe życie, a wtedy droga przez pustynię, a co za tym idzie i cel tej drogi znikają, a pozostaje już tylko doczesna walka o byt i o przetrwanie.

A życie nasze to przecież tylko podróż, to tylko droga przez pustynię w poszukiwaniu domu chleba – Bethlehem, w którym sam Jezus jest i stołem, i Chlebem, i światłem, i życiem nieskończonym.

Żyć to znaczy być nieustannie w drodze, to znaczy nieustannie poszukiwać gwiazdy, która prowadzi nas przez pustynię do domu Ojca, Który tam właśnie, na pustyni się objawia.


Światło, które wzywa w drogę

Wstęp: Bóg, który wychodzi z cienia

Dziś obchodzimy jedno z najstarszych i najważniejszych świąt w Kościele – Objawienie Pańskie, potocznie nazywane świętem Trzech Króli. Słowo „Epifania” (z greckiego epiphaneia) oznacza „ukazanie się”. Dzisiejsza liturgia mówi nam o Bogu, który nie chce pozostać ukryty w mroku, ale pragnie być znaleziony przez każdego człowieka, bez względu na jego pochodzenie, narodowość czy przeszłość.

  1. Powstań i świeć – wezwanie do nadziei

Prorok Izajasz w pierwszym czytaniu woła do nas: „Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło”. To wezwanie skierowane do Jerozolimy, która przeżywała trudne chwile, ale jest to też wezwanie do każdego z nas.

Żyjemy w świecie, o którym Izajasz mówi, że „gęsty mrok spowija ludy”. Często tym mrokiem jest lęk o przyszłość, poczucie bezsensu czy podziały. Ale nad tym mrokiem „jaśnieje Pan”. Chrześcijanin to człowiek, który nie skupia się na ciemności, lecz na świetle. Mamy promienieć nie własnym blaskiem, ale odbitym światłem Boga – tak jak księżyc odbija światło słońca.

  1. Mędrcy: Wiara to poszukiwanie

Ewangelia wg św. Mateusza stawia przed nami postacie Mędrców ze Wschodu. Kim oni są? To ludzie nauki, bogactwa i prestiżu, którym jednak czegoś brakowało. Mieli odwagę przyznać, że ich dotychczasowa wiedza to za mało – szukali Prawdy przez wielkie „P”.

  • Gwiazda i Słowo: Mędrcy ruszyli za gwiazdą (znakiem natury), ale musieli też zajrzeć do Pisma (Słowa Bożego), by dowiedzieć się, że celem jest Betlejem. To ważna lekcja: Bóg mówi do nas przez codzienne wydarzenia, ale pełnię odpowiedzi znajdziemy w Jego Słowie.
  • Herod vs Mędrcy: Widzimy dwie postawy. Herod boi się o swój tron, zamyka się w pałacu, pełen lęku i kłamstwa. Mędrcy natomiast są w drodze, są otwarci i gotowi do oddania pokłonu. Pytanie dla nas: Czy szukam Boga z pokorą, czy raczej boję się, że Jego obecność „zabierze” mi moją wygodę i władzę nad moim życiem?
  1. Tajemnica dla wszystkich

Święty Paweł w Liście do Efezjan wyjaśnia nam głęboki sens dzisiejszej uroczystości. Mówi o „tajemnicy”, która wcześniej była zakryta: poganie (czyli my wszyscy, którzy nie wywodzimy się z narodu wybranego) są „współdziedzicami i współczłonkami Ciała”.

To rewolucyjna prawda! Bóg nie ma swoich „ulubieńców” wybranych ze względu na krew. Każdy człowiek na ziemi ma zaproszenie do Bożej rodziny. Mędrcy ze Wschodu są pierwszymi przedstawicielami nas wszystkich – „ludów pogańskich” – u stóp Jezusa.

  1. Dary i „inna droga”

Mędrcy ofiarowali Jezusowi złoto, kadzidło i mirrę – dary uznające Jego królewskość, boskość i zapowiedź męki. Ale najcenniejszym darem, jaki Mu złożyli, był ich pokłon – uznanie, że to małe Dziecię jest większe od ich mądrości.

Ewangelia kończy się niezwykle ważnym zdaniem: „inną drogą udali się do swojej ojczyzny”.

Spotkanie z Chrystusem musi zmieniać kierunek życia. Nie można spotkać Boga i wrócić do tych samych nałogów, do tego samego egoizmu czy do dworu Heroda. „Inna droga” to droga nawrócenia, droga nadziei i życia według Ewangelii.

Zakończenie: Stań się gwiazdą

Bracia i Siostry, kończąc dzisiejszą refleksję, spójrzmy na drzwi naszych domów, na których wypiszemy symbole C+M+B (Christus Mansionem Benedicat – Niech Chrystus błogosławi ten dom). Niech to nie będzie tylko tradycja.

Bóg objawił się światu, ale chce też objawić się przez Ciebie.

  • Bądź „gwiazdą” dla swoich bliskich, która prowadzi ich do dobra.
  • Miej odwagę Mędrców, by ciągle szukać prawdy.
  • I miej ufność, że żadna ciemność Twojego życia nie jest tak gęsta, by nie mogło jej rozproszyć Światło z Betlejem.

Amen.

Kazanie na Objawienie Pańskie – Trzech Króli

“Światło dla wszystkich narodów”

Dziś obchodzimy uroczystość Objawienia Pańskiego – święto, które mówi nam o uniwersalnym charakterze Bożego zbawienia. Bóg objawia się nie tylko wybranemu ludowi, ale wszystkim narodom, reprezentowanym przez Mędrców ze Wschodu.

  1. Światło w ciemności

Prorok Izajasz woła: “Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło”. To wezwanie skierowane jest do Jerozolimy, ale w Chrystusie odnosi się do całej ludzkości. W świecie spowitym ciemnością grzechu, niepewności i lęku – jaśnieje światło Chrystusa. Mędrcy ze Wschodu uosabiają wszystkie narody, które wędrują ku temu światłu. Ich podróż to metafora ludzkich poszukiwań Boga, duchowej wędrówki, która znajduje spełnienie w spotkaniu z Mesjaszem.

  1. Tajemnica objawiona

Święty Paweł w Liście do Efezjan odkrywa przed nami wielką tajemnicę: “poganie już są współdziedzicami i współczłonkami Ciała”. To rewolucyjne objawienie! Bóg w Chrystusie burzy mury podziałów. Epifania – objawienie się Boga – jest uniwersalnym zaproszeniem. Mędrcy, jako pierwsi przedstawiciele pogan, pokazują, że zbawienie nie jest zarezerwowane dla wybranej grupy, ale jest darem dla wszystkich, którzy z wiarą odpowiadają na Boże wezwanie.

III. Wędrówka ku światłu

Ewangelia ukazuje nam konkretną historię. Mędrcy – prawdopodobnie uczeni, astronomowie, poszukiwacze prawdy – zauważają gwiazdę i ruszają w drogę. Ich podróż wymagała wysiłku, poświęcenia, pokonania trudów. Spotykają się z obłudą Heroda, który udaje zainteresowanie, lecz w sercu knuje zło. Ale Mędrcy nie dają się zwieść – pozwalają prowadzić się gwiaździe aż do Betlejem.

I wreszcie spotykają Dziecię. Ich reakcja jest wymowna: padają na twarz i oddają pokłon. To nie jest jedynie gest szacunku – to akt uwielbienia, uznania boskości w tym bezbronnym Dziecku. Ofiarują dary: złoto dla Króla, kadzidło dla Boga, mirrę dla Człowieka, który umrze za zbawienie świata.

  1. Powrót inną drogą

Ewangelia kończy się znaczącym zdaniem: “inną drogą udali się do swojej ojczyzny”. Spotkanie z Chrystusem zmienia wszystko. Nie można wrócić tą samą drogą, żyć tak jak przedtem. Prawdziwe spotkanie z Bogiem przemienia nasze życie, nadaje mu nowy kierunek.

Zastosowanie

Drodzy wierzący, dzisiejsza uroczystość pyta każdego z nas:

  1. Czy jak Mędrcy, szukamy światła Chrystusa w ciemnościach naszego świata?
  2. Czy pozwalamy się prowadzić Bożym znakom – gwiazdom, które Bóg stawia na naszej drodze: Jego słowu, sakramentom, świadectwu świętych?
  3. Jakie dary przynosimy Chrystusowi? Czy ofiarujemy Mu nasz czas, zdolności, serce?
  4. Czy spotkanie z Chrystusem w Eucharystii rzeczywiście zmienia kierunek naszego życia?

Mędrcy byli pierwszymi poganami, którzy oddali pokłon Chrystusowi. Teraz my, zgromadzeni na tej Eucharystii, jesteśmy spadkobiercami ich wiary. Nieśmy więc światło Chrystusa do naszych domów, miejsc pracy, społeczności. Bądźmy jak gwiazda, która prowadzi innych do Boga.

Niech przykład Mędrców uczy nas wytrwałości w poszukiwaniu Boga, pokory w oddawaniu Mu czci i odwagi w podążaniu nową drogą – drogą wiary, nadziei i miłości.

piątek, 2 stycznia 2026

II Niedziela w Okresie Bożego Narodzenia – A

 Pierwsze czytanie                                                   Syr 24, 1-2. 8-12

Mądrość Boża mieszka w Jego ludzie

Czytanie z Księgi Syracydesa.

Mądrość wychwala sama siebie,
chlubi się pośród swego ludu.
Otwiera swe usta na zgromadzeniu Najwyższego
i ukazuje się dumnie przed Jego potęgą.
Wtedy przykazał mi Stwórca wszystkiego,
Ten, co mnie stworzył, wyznaczył mi mieszkanie
i rzekł: « W Jakubie rozbij namiot
i w Izraelu obejmij dziedzictwo! »
Przed wiekami, na samym początku mię stworzył
i już nigdy istnieć nie przestanę.
W świętym Przybytku, w Jego obecności,
zaczęłam pełnić świętą służbę
i przez to na Syjonie mocno stanęłam.
Podobnie w mieście umiłowanym dał mi odpoczynek,
w Jeruzalem jest moja władza.
Zapuściłam korzenie w sławnym narodzie,
w posiadłości Pana, w Jego dziedzictwie.
Oto słowo Boże.

Psalm responsoryjny                           Ps 147, 12-13. 14-15. 19-20  (R.: J 1, 14)

Refren: Słowo Wcielone wśród nas zamieszkało.
albo: Alleluja
12 Chwal, Jerozolimo, Pana, *
wysławiaj twego Boga, Syjonie.
13 Umacnia bowiem zawory bram twoich *
i błogosławi synom twoim w tobie.
Refren.
14 Zapewnia pokój twoim granicom *
i wyborną pszenicą hojnie ciebie darzy.
15 Śle swe polecenia na krańce ziemi *
i szybko mknie Jego słowo.
Refren.
19 Oznajmił swoje słowo Jakubowi, *
Izraelowi ustawy swe i wyroki.
20 Nie uczynił tego dla innych narodów. *
Nie oznajmił im swoich wyroków.
Refren.

Drugie czytanie                                                          Ef 1, 3-6. 15-18
Bóg przeznaczył nas na przybrane dzieci

Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła
do Efezjan.

Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec
Pana naszego Jezusa Chrystusa,
który napełnił nas
wszelkim błogosławieństwem duchowym
na wyżynach niebieskich w Chrystusie.
W Nim bowiem wybrał nas
przez założeniem świata,
abyśmy byli święci i nieskalani
przed Jego obliczem.
Z miłości przeznaczył nas dla siebie
jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa,
według postanowienia swej woli,
ku chwale majestatu swej łaski,
którą obdarzył nas w Umiłowanym.
Przeto i ja, usłyszawszy o waszej wierze w Pana Jezusa i o miłości względem wszystkich świętych, nie zaprzestaję dziękczynienia, wspominając was w moich modlitwach. Proszę w nich, aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznawaniu Jego samego. Niech da wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych.

Oto słowo Boże.

Śpiew przed Ewangelią                                         Por. 1 Tm 3, 16

Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
Chrystus został ogłoszony narodom,
znalazł wiarę w świecie, Jemu chwała na wieki.
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

Ewangelia krótsza                                                       J 1, 1-5. 9-14

Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami

+ Słowa Ewangelii według świętego Jana.

Na początku było Słowo,
a Słowo było u Boga,
i Bogiem było Słowo.
Ono było na początku u Boga.
Wszystko przez Nie się stało,
a bez Niego nic się nie stało,
co się stało.
W Nim było życie,
a życie było światłością ludzi,
a światłość w ciemności świeci
i ciemność jej nie ogarnęła.
Była Światłość prawdziwa,
która oświeca każdego człowieka,
gdy na świat przychodzi.
Na świecie było Słowo,
a świat stał się przez Nie,
lecz świat Go nie poznał.
Przyszło do swojej własności,
a swoi Go nie przyjęli.
Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli,
dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi,
tym, którzy wierzą w imię Jego,
którzy ani z krwi,
ani z żądzy ciała,
ani z woli męża,
ale z Boga się narodzili.
Słowo stało się ciałem
i zamieszkało miedzy nami.
I oglądaliśmy Jego chwałę,
chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca,
pełen łaski i prawdy.

Oto słowo Pańskie.


Na początku było Słowo ... Które przyszło do swoich ...

Słowa dzisiejszej Ewangelii są powtórzeniem tego co słyszeliśmy w pierwszy dzień świąt. Jest to wspaniały hymn św. Jana, w którym Autor, najmłodszy Apostoł Chrystusa przekazuje nam całą głębię teologicznej prawdy o Jezusie Synu Bożym - Wcielonym Słowie, Światłości, Życiu i Prawdzie. Te słowa , tak przecież piękne i głębokie, wydają się jednak być trudne do zrozumienia i czasami "mijają nas jakby obok lub ponad głowami". Myślę jednak, że trzeba w pewnym sensie dorosnąć do zrozumienia ich głębi i poddać się ich wewnętrznej sile i mocy, aby stały się one dla słuchającego pełne sensu i blasku. Trzeba dać się pochłonąć ich głębi i smakować je powolutku i bez pośpiechu, jak poezję, która odkrywa swoją głębię się tylko przed znawcami. Niestety my niejednokrotnie nie potrafimy już tego, jesteśmy zbyt zabiegani i zbyt racjonalni.

To, co Jan Apostoł chce nam w nich powiedzieć, to przede wszystkim głęboka prawda o Tajemnicy Wcielenia, która staje się bardziej zrozumiałą gdy połączyć ją z Tajemnicą Odkupienia. Bóg stał się człowiekiem, zamieszkał w ludzkim świecie, aby ze swej Pełności dać nam łaskę po łasce. Tylko to może usprawiedliwić przyjście Boga na świat w ludzkim ciele. Wszystko, czym jesteśmy i czym będziemy, wszystko, co mamy i mieć możemy, absolutnie wszystko!!! mamy od Niego i dzięki Niemu...

Jan -jednak- w swoim Prologu podkreśla także i inną prawdę. Prawdę smutną i przerażającą, prawdę że tenże Bóg - Człowiek, Który przyszedł do swego stworzenia, przez to stworzenie został odrzucony, nierozpoznany... zanegowany. To tak, jakby wyprodukowany przez człowieka produkt; mebel, stół, samochód... powiedział swojemu twórcy: "Nie znam cię, ty nie istniejesz, to ja cię stworzyłem, jesteś tylko wytworem mojej chorej wyobraźni...”

Często tak właśnie się dzieje, kiedy dzieci chcąc się "usamodzielnić" z jakimś niesamowicie przewrotnym wyrzutem i w przypływie nieuzasadnionej, absurdalnej goryczy zwracają się do swoich rodziców mówiąc: "Ja się na świat nie prosiłem! Po co mnie urodziliście?! Nie znam was i nie chcę was znać! I co wtedy rodzice mogą powiedzieć? Jak mogą zareagować na tego rodzaju "mądrość"?

Czy ja aby nie jestem podobny do takiego smarkatego, rozpieszczonego dziecka, które chce się „uwolnić” od ciążącej mu rodzicielskiej opieki?


Sugestie teologiczne i homiletyczne na drugą niedzielę okresu Bożego Narodzenia:

Teologiczne Refleksje:

  1. Mądrość Boża w historii zbawienia (Syr 24, 1-2. 8-12):
    Mądrość Boża jako element Bożego planu zbawienia objawia się poprzez wcielenie Jezusa Chrystusa. Tekst Syracydesa przedstawia Mądrość, która „rozbiła namiot” w Izraelu – obraz ten wskazuje na obecność Boga pośród swego ludu, a ostatecznym jej wyrazem jest Jezus, Słowo Wcielone.

Refleksja homiletyczna: Można zachęcić wiernych do rozważania, jak Mądrość Boża wciąż działa w ich życiu, pomagając im odkrywać Bożą obecność w codzienności.

  1. Bóg nas wybrał i przeznaczył na dzieci (Ef 1, 3-6. 15-18):
    Święty Paweł podkreśla, że w Chrystusie zostaliśmy wybrani przed założeniem świata. Wcielenie Słowa jest początkiem nowego stworzenia, które daje nam udział w Bożym synostwie. Tekst zachęca do dziękczynienia za dar zbawienia i łaskę powołania.

Refleksja homiletyczna: Homilia może skoncentrować się na wdzięczności za Boże obdarowanie. Warto podkreślić, że nasza godność jako dzieci Bożych jest fundamentem chrześcijańskiego życia.

  1. Tajemnica Wcielenia jako fundament wiary (J 1, 1-18):
    Prolog Ewangelii św. Jana ukazuje Jezusa jako wieczne Słowo, które stało się ciałem, aby dać ludziom udział w życiu Bożym. To Słowo przynosi światłość, prawdę i łaskę, choć nie zostało rozpoznane przez świat. Wcielenie ukazuje miłość Boga, który wchodzi w ludzką historię, aby nas zbawić.

Refleksja homiletyczna: W homilii można zaprosić wiernych do kontemplacji tajemnicy Wcielenia jako wyrazu Bożej miłości. Warto podkreślić, że przyjęcie Chrystusa jest drogą do prawdziwego życia w Bogu.

Homiletyczne Podpowiedzi:

  1. Temat główny: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami” (J 1,14)
    Można skupić się na centralnej prawdzie, że Bóg staje się człowiekiem, by wejść w bliską relację z nami. Warto omówić, jak Wcielenie Jezusa zmienia nasze postrzeganie Boga – jako bliskiego, współczującego i działającego w naszej codzienności.
  2. Praktyczne zastosowanie: „Zapuściłam korzenie w sławnym narodzie” (Syr 24,12)
    Podkreślenie roli wspólnoty Kościoła jako przestrzeni, w której Słowo Boże zapuszcza korzenie i przynosi owoce w życiu wierzących. Homilia może zawierać wezwanie do otwarcia serca na Słowo, by przekształcało ono nasze życie.
  3. Symbolika światłości (J 1,4-5):
    Światłość, która świeci w ciemności, wskazuje na zwycięstwo Chrystusa nad grzechem i śmiercią. Homilia może zachęcać do życia jako „dzieci światłości” poprzez świadectwo wiary, nadziei i miłości.
  4. Dziękczynienie za łaskę (Ef 1,3):
    W duchu wdzięczności za dar zbawienia można zaprosić wiernych do odnowienia swojej więzi z Bogiem poprzez Eucharystię, która jest sakramentem dziękczynienia.

Sugestie Tematów Homilii:

  1. „Mądrość, która zamieszkała pośród nas” – O Bożej obecności w historii i naszym życiu.
  2. „Słowo, które daje życie” – Jak Wcielenie zmienia nasze spojrzenie na Boga i człowieka.
  3. „Przybrani synowie w Umiłowanym” – Godność dziecka Bożego jako fundament chrześcijańskiego życia.
  4. „Światłość w ciemności świeci” – Świadectwo wiary w świecie pełnym wyzwań.

Sugestie te mogą być punktem wyjścia do pogłębionej refleksji i praktycznej aplikacji podczas przygotowywania kazania na tę niedzielę.


II Sunday of Christmas

Sir 24, 1-2.8-12
Eph 1, 6.15-18
John 1, 1-18

"In the beginning was the Word... He came to His own, and His own people did not accept Him..."

The words of today's Gospel echo what we heard on Christmas Day. It is a magnificent hymn from St. John, where the author—the youngest apostle of Christ—presents the profound theological truth about Jesus, the Son of God: the Word made flesh, the Light, the Life, and the Truth. These words are extraordinarily beautiful and deeply profound, but they often seem challenging to comprehend. At times, "we let them pass by near or over our heads." However, understanding their depth requires a certain intellectual maturity and a willingness to surrender to their inner strength and power. Only then can they reveal their full meaning and splendor to the listener.

One must allow oneself to be immersed in their wisdom, savoring them slowly and without haste, much like poetry, which unveils its profundity only to the discerning. Unfortunately, we often lack the time or the disposition for such reflection, being too preoccupied and overly rational.

What John the Apostle primarily seeks to convey is the inexhaustible truth of the mystery of the Incarnation. This mystery becomes clearer when viewed in conjunction with the mystery of Redemption. God became man and dwelt among us, and from His fullness, He gave us "grace upon grace." This alone explains and justifies the coming of God into the world in human flesh. Everything we are, everything we will become, and everything we possess—all of it comes from Him and through Him.

In his prologue, John also emphasizes another truth—a sad and sobering one. This God, the God-Man, who came to His creation, was rejected, unrecognized, neglected, and even denied by that very creation. It is akin to a product—a piece of furniture, a table, or a car—turning to its maker and saying, "I do not know you. You do not exist. I created you; you're merely a fabrication of my imagination."

Is this not similar to the situation when children, seeking freedom or "emancipation," reproach their parents with a distorted sense of logic? With unfounded bitterness, they might say, "I never asked to be born! Why did you bring me into this world? I do not know you, and I do not want to know you!" What, then, can parents say? How can they respond to such "wisdom"?

Am I not like this capricious and spoiled child at times, striving to "liberate" myself from the loving and protective care of my Creator?

 

piątek, 26 grudnia 2025

Niedziela w Oktawie Bożego Narodzenia – Uroczystość Świętej Rodziny: Jezusa, Maryi i Józefa

 Czytania:

Pierwsze czytanie: Syr 3,2-6.12-14
Psalm: Ps 128
Drugie czytanie: Kol 3,12-21
Ewangelia: Mt 2,13-15.19-23
 Czcij ojca swego i matkę swoją


Homilia I

 

Rodzina – Boży Bastion w Świecie Zamętu

Dzisiejsza niedziela kieruje nasz wzrok ku Betlejem i Nazaretowi. Patrzymy na Świętą Rodzinę – Jezusa, Maryję i Józefa – i w tym obrazie odnajdujemy nie tylko wzór do naśladowania, ale przede wszystkim Boży zamysł o człowieku. Jednak, gdy przenosimy wzrok z ikony Świętej Rodziny na otaczający nas świat, czujemy niepokój. Słowo „rodzina”, które przez wieki było fundamentem, dziś stało się polem bitwy.

Często słyszymy, że rodzina przechodzi kryzys. Ale to coś więcej niż kryzys – to walka o samą definicję tego, kim jest człowiek. Współczesny świat, pod płaszczykiem tolerancji i „otwartych umysłów”, próbuje nam wmówić, że rodzina to dowolna konfiguracja ludzi, owoc ideologii, a nie natury. Słyszymy o dziesiątkach rodzajów „partnerstw”, o eksperymentach socjologicznych, które ignorują prawo naturalne. A przecież, jak słyszeliśmy w dzisiejszym czytaniu z Księgi Syracha: „Pan uczcił ojca przez dzieci, a prawa matki nad synami utwierdził”. To nie są archaiczne zakazy, to instrukcja obsługi ludzkiego szczęścia.

Dlaczego Kościół tak uparcie broni tradycyjnej rodziny? Czy z braku nowoczesności? Wręcz przeciwnie – z miłości do człowieka. Każdy eksperyment przeprowadzany na tkance rodziny kończy się tak samo: ranami. Widzimy pokolenia dzieci, które dorastają w poczuciu zagubienia, bez jasnych punktów odniesienia, ranione przez egoizm dorosłych, którzy swoje zachcianki postawili wyżej niż dobro najsłabszych. Próba przedefiniowania rodziny jest jak próba zmiany zasad matematyki. Możemy demokratycznie przegłosować, że dwa plus dwa to sześć, ale mosty budowane według takiej matematyki prędzej czy później runą.

Dziś widzimy, że te „mosty” naszej cywilizacji zaczynają pękać. Statystyki są nieubłagane – Europa, kontynent syty i bezpieczny, powoli umiera demograficznie. Wybierając kulturę tymczasowości, odrzucając dar życia i niszcząc fundament rodziny, wybieramy drogę auto-eksterminacji. Kiedy brakuje fundamentu, jakim jest Boży ład w rodzinie, cała budowla społeczna zaczyna drżeć w posadach.

Nie łudźmy się – za tym chaosem stoi ktoś, komu zależy na wyrwaniu chrześcijańskich korzeni z serca człowieka. Nieprzyjaciel wie, że uderzenie w rodzinę to uderzenie w samego Boga, bo to właśnie rodzina jest najpełniejszym obrazem Stwórcy na ziemi.

Co zatem mamy robić? Jako chrześcijanie nie możemy dać się uwieść demagogii, która mówi, że „miłość wszystko usprawiedliwia”, nawet jeśli niszczy ona prawdę o człowieku. Musimy mieć odwagę bronić zdrowego rozsądku i Bożej prawdy. Ale przede wszystkim musimy dbać o nasze własne rodziny. Niedziela Świętej Rodziny to czas, by zapytać: Czy w moim domu jest miejsce dla Boga? Czy szanujemy siebie nawzajem jako ojciec, matka i dzieci? Czy chronimy nasze ogniska domowe przed jadem ideologii, które pod pozorem wolności niosą zniewolenie?

Święta Rodzino z Nazaretu, bądź dla nas schronieniem. Naucz nas, że prawdziwa nowoczesność to wierność Bożym przykazaniom, a prawdziwy postęp to budowanie na skale, którą jest Chrystus. Niech nasze domy będą bastionami wiary, nadziei i miłości, których żadna moda ani ideologia nie zdoła zburzyć. Amen.


Homilia II

Rodzina – Boży Bastion w Świecie Zamętu

Drodzy Bracia i Siostry!

Dzisiejsza niedziela kieruje nasz wzrok ku Betlejem i Nazaretowi. Patrzymy na Świętą Rodzinę – Jezusa, Maryję i Józefa – i w tym obrazie odnajdujemy nie tylko wzór do naśladowania, ale przede wszystkim Boży zamysł o człowieku. Jednak, gdy przenosimy wzrok z ikony Świętej Rodziny na otaczający nas świat, czujemy niepokój. Słowo „rodzina”, które przez wieki było fundamentem, dziś stało się polem bitwy.

Często słyszymy, że rodzina przechodzi kryzys. Ale to coś więcej niż kryzys – to walka o samą definicję tego, kim jest człowiek. Współczesny świat, pod płaszczykiem tolerancji i „otwartych umysłów”, próbuje nam wmówić, że rodzina to dowolna konfiguracja ludzi, owoc ideologii, a nie natury. Słyszymy o dziesiątkach rodzajów „partnerstw”, o eksperymentach socjologicznych, które ignorują prawo naturalne. A przecież, jak słyszeliśmy w dzisiejszym czytaniu z Księgi Syracha: „Pan uczcił ojca przez dzieci, a prawa matki nad synami utwierdził”. To nie są archaiczne zakazy, to instrukcja obsługi ludzkiego szczęścia.

Dlaczego Kościół tak uparcie broni tradycyjnej rodziny? Czy z braku nowoczesności? Wręcz przeciwnie – z miłości do człowieka. Każdy eksperyment przeprowadzany na tkance rodziny kończy się tak samo: ranami. Widzimy pokolenia dzieci, które dorastają w poczuciu zagubienia, bez jasnych punktów odniesienia, ranione przez egoizm dorosłych, którzy swoje zachcianki postawili wyżej niż dobro najsłabszych. Próba przedefiniowania rodziny jest jak próba zmiany zasad matematyki. Możemy demokratycznie przegłosować, że dwa plus dwa to sześć, ale mosty budowane według takiej matematyki prędzej czy później runą.

Dziś widzimy, że te „mosty” naszej cywilizacji zaczynają pękać. Statystyki są nieubłagane – Europa, kontynent syty i bezpieczny, powoli umiera demograficznie. Wybierając kulturę tymczasowości, odrzucając dar życia i niszcząc fundament rodziny, wybieramy drogę auto-eksterminacji. Kiedy brakuje fundamentu, jakim jest Boży ład w rodzinie, cała budowla społeczna zaczyna drżeć w posadach.

Nie łudźmy się – za tym chaosem stoi ktoś, komu zależy na wyrwaniu chrześcijańskich korzeni z serca człowieka. Nieprzyjaciel wie, że uderzenie w rodzinę to uderzenie w samego Boga, bo to właśnie rodzina jest najpełniejszym obrazem Stwórcy na ziemi.

Co zatem mamy robić? Jako chrześcijanie nie możemy dać się uwieść demagogii, która mówi, że „miłość wszystko usprawiedliwia”, nawet jeśli niszczy ona prawdę o człowieku. Musimy mieć odwagę bronić zdrowego rozsądku i Bożej prawdy. Ale przede wszystkim musimy dbać o nasze własne rodziny. Niedziela Świętej Rodziny to czas, by zapytać: Czy w moim domu jest miejsce dla Boga? Czy szanujemy siebie nawzajem jako ojciec, matka i dzieci? Czy chronimy nasze ogniska domowe przed jadem ideologii, które pod pozorem wolności niosą zniewolenie?

Święta Rodzino z Nazaretu, bądź dla nas schronieniem. Naucz nas, że prawdziwa nowoczesność to wierność Bożym przykazaniom, a prawdziwy postęp to budowanie na skale, którą jest Chrystus. Niech nasze domy będą bastionami wiary, nadziei i miłości, których żadna moda ani ideologia nie zdoła zburzyć.

Amen.

Staroświecko i prawie nierealnie brzmią słowa czwartego przykazania i słowa dzisiejszych czytań mszalnych. "Żony bądźcie poddane mężom. Mężowie miłujcie swoje żony. Dzieci bądźcie posłuszne swoim rodzicom ... rodzice niech nie zaniedbują swoich dzieci." Jak wygląda dzisiaj sytuacja rodziców i dzieci w wielu rodzinach? Czy to dzieci czczą i szanują rodziców, czy jest raczej odwrotnie? A jak układają się relacje małżeńskie, między mężem i żoną? Czy jest tam wzajemny szacunek, zrozumienie, miłość, pokora?

Jechałem kiedyś zatłoczonym autobusem. Większość pasażerów stała. Ja też, a obok mnie starsze kobiety i mężczyźni. Na siedzeniu obok jechała matka z kilkuletnim malcem, który oczywiście zajmował jedno miejsce. Nikt nie ośmielił się poprosić tej matki o wzięcie dzieciaka na kolana i zwolnienie miejsca dla kogoś starszego. Jakby jednak tego było mało, dziecko dla zabawy i ze złośliwą przyjemnością kopało siedzącą naprzeciwko kobietę. Kiedy ta w końcu zwróciła uwagę matce dziecka, matka odpowiedziała z wyraźną złością w głosie: "Ja wychowuję swoje dziecko bezstresowo i nie będę go karcić publicznie! A jak pani się nie podoba, to może się pani przesiąść gdzie indziej." Takich i tym podobnych przypadków można by mnożyć.

Rozpieszczane, rozkapryszone dzieciaki, nieznośne zadufane w sobie i zarozumiałe brzdące, niegrzeczna, wulgarna i ordynarna młodzież ... A skąd się to wszystko bierze? Chyba z księżyca spada? Bezstresowe, nowoczesne wychowanie dzieci. Bezkonfliktowe, wolne, i nowoczesne małżeństwa, w których nie brakuje niczego poza wzajemnym szacunkiem i miłością. Miał rację wieszcz kiedy mówił: "Taka Rzeczypospolitej przyszłość, jakie młodzieży chowanie." Miał rację Prymas Tysiąclecia, kiedy podkreślał i napominał: "Przyszłość Kościoła i przyszłość Polski w rodzinach się kształtuje. Kto rządzi rodziną, ten rządzi krajem." A kto rządzi rodziną dzisiaj? Biznes, pieniądze, pogoń za dobrobytem, za przyjemnością ... za luksusem. I jakie są tego efekty? Samobójstwa, ucieczki z domu, degeneracja, frustracje, dzieci, które mając rodziców zabieganych, nie mają nikogo ... kto je kocha ... Dzieci — psychiczne i życiowe kaleki, rozpieszczone i niekochane, mające wszystko i nie mające nikogo. Żony opuszczone i samotne, mężowie przemęczeni i rozdrażnieni: "Czego oni jeszcze ode mnie chcą, przecież mają wszystko?"

I na to wszystko odpowiedź Świętej Rodziny. Warto zadumać się na chwilę nad tym przykładem i porównać nasze rodziny z Rodziną Jezusa, Maryi i Józefa. Warto zrobić rodzinny rachunek sumienia. Może dzisiejsze niedzielno-świąteczne popołudnie będzie do tego dobrą okazją? Może mniej będzie rozwodów, nieszczęść i problemów w rodzinach jeśli wzorcem dla rodzinnego życia nie będą głupiutkie amerykańskie filmiki, którymi bezmyślnie zalewa nas telewizja, ale właśnie Święta Rodzina?


Niedziela Świętej Rodziny Homilia III

Maryja i Józef wiele nie rozumieli, z tego, co działo się w ich życiu. Moment Zwiastowania, Narodziny Jezusa w żłobie, ucieczka do Egiptu i życie w obcym kraju, przeprowadzka do Nazaretu, to wszystko musiało być nie tylko wielkim zaskoczeniem, ale i wielką niewiadomą.

Z pewnością te wszystkie okoliczności mogły powodować wzajemne pretensje I nieporozumienia. Mogły doprowadzić do kłótni, krytykowania jeden drugiego aż wreszcie do pomniejszenia wzajemnej miłości I jej straty.

Tak się jednak nie stało. To wszystko jeszcze bardziej umocniło ich związek. A codzienne życie opływało w szczęściu pomimo tylu niewiadomych. Stało się to dlatego, że Maryja i Józef byli ludźmi głębokiej wiary i modlitwy.

Dzisiejsza niedziele pokazuje nam, że wiara także powinna być najważniejszym czynnikiem w rozwiązywaniu kłopotów i niewiadomych w naszych rodzinach.

Modlitwa powinna stać się instrukcja obsługi odpowiadająca na pytanie – jak dobrze wypełnić zadanie bycia matka i ojcem, zona i mężem.

Jeśli wiara i modlitwa obecne będą w naszych domach, obecny będzie także Chrystus. A gdzie jest Chrystus, tam zawsze jest miłość I zrozumienie. Bo taka rodzina staje się rodzina wybrana, Rodzina Święta. Czego – w dzisiejszym dniu – życzymy naszej parafii i naszym rodzinom.

Rodzino z Nazaretu bądź naszą obroną i wzorem naszego rodzinnego życia.


Homilia IV

Oczywistym truizmem jest stwierdzenie, że rodzina jest dzisiaj polem największej walki i zmagań. A przecież truizmu tego trzeba być świadomym i trzeba go powtarzać, bo wydaje się, że tak wiele rodzin, albo nie jest tego świadomych, albo całkowicie to lekceważy. O rodzinę toczy się walka pomiędzy siłami Dobra i siłami ciemności i zła. I trzeba być naprawdę ślepym, żeby tego nie widzieć. Różnego rodzaju polityczne ideologie i pseudonaukowe teorie próbują nam -nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi- wmówić, że rodzina to coś innego niż ojciec, matka i dzieci. Mówi się o rodzinach monogamicznych i poligamicznych, mono-seksualnych i poli-seksualnych i homoseksualnych, o rodzinach patriarchalnych i matriarchalnych, o rodzinach zastępczych i niepełnych, o związkach partnerskich i rodzinach patchworkowych, czyli takich, w których żyją zgodnie: byli małżonkowie, ich obecni partnerzy oraz dzieci z tych związków. Mówi się o wielorakich zadaniach i rolach rodzin, o ich funkcjach i dysfunkcjach ... A to wszystko w imię umysłu otwartego dla osobistych racji każdego i wszystkich, dla rzekomej tolerancji dla różnorodności. Ciekawe tylko, że np. prawa bankowe i rynkowe nie znoszą tolerancji dla różnorodności i nie szanują osobistych racji każdego i wszystkich. Ciekawe tylko, że prawa rynkowe są raczej restryktywne i służą jedynie interesom i pomnażaniu bogactw już nadmiernie bogatych głosicieli „open society”.

I tylko Kościół przypomina, że rodzina jest dziełem Bożym i obrazem samego Boga (Rdz 1,27). A wszelkie eksperymenty na rodzinie kończą się katastrofą i krzywdą wielu ludzi, a najbardziej dzieci, które latami, a nieraz i do końca życia nie umieją sobie poradzić ze zranieniami i skaleczeniami z dzieciństwa. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że manipulacje i eksperymenty w dziedzinie życia rodziny to jak próby manipulacji w matematyce i udowadnianie -wbrew zdrowemu rozsądkowi- że 2+2 czasami równa się wprawdzie 4, ale czasami lepiej jest, jak równa się 6,5, a czasami najlepiej zagłosować demokratycznie i wybrać „lepsze” rozwiązanie.

Niestety tylko niewielu chce tego słuchać, oskarżając Kościół o demagogię, o zacofanie i brak tolerancji, o życie w średniowieczu i uparte trwanie w niemodnych i niepostępowych przekonaniach. Za całym tym modernistycznym, pseudopostępowym, genderowskim i pseudonaukowym bełkotem nie stoi jednak ani nauka, ani troska o rodzinę, o współmałżonka czy dzieci, ale zwykły, brutalny egoizm i pogoń za spełnianiem najbardziej wyuzdanych i perwersyjnych zachcianek. Nie liczy się w tym ani prawda, ani dobro, ani racje moralne, a jedynie zachcianki tych, którzy najgłośniej krzyczą i wprowadzają demagogiczne argumenty. Ale co jest w tym najbardziej smutne i przerażające to fakt, że wielu chrześcijan nie tylko daje się tym demagogiom uwieść, ale próbuje nawet udowadniać, że jest to jak najbardziej zgodne z nauczaniem Chrystusa, Który przecież kocha wszystkich, i nie potępia nikogo.

Oczywiście, że słowa z pierwszego dzisiejszego czytania: „Pan uczcił ojca przez dzieci, a prawa matki nad synami utwierdził. Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów, a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził. Kto czci ojca, radość mieć będzie z dzieci. Kto szanuje ojca, długo żyć będzie, a kto posłuszny jest Panu, da wytchnienie swej matce...” w uszach zwolenników multi-culti brzmią jak nieprzyjemny zgrzyt. Szkoda tylko, że nie chcą oni widzieć tych setek tysięcy ludzi pokaleczonych i poranionych, szkoda, że zapominają o wszystkich katastroficznych efektach tych eksperymentów.

Niedziela Świętej Rodziny, Rodziny Bożej jest po pierwsze doskonałą okazją do refleksji nad kondycją rodziny ludzkiej, nad zagrożeniami i niebezpieczeństwami, jakie jej zagrażają. Ale jest też okazją do zobaczenia, jak wygląda nasza, konkretna rodzina, jakie w niej pojawiają się niebezpieczeństwa i jak im zaradzić. I nie wolno się dać omamić najmodniejszym nawet ideologiom i najbardziej „ludzkim i tolerancyjnym” demagogiom, bo znamy z niedalekiej przeszłości, do czego doprowadzili rzekomi „obrońcy uciśnionych” w totalitarnych systemach XX wieku, próbując wprowadzać nowe i rewolucyjne idee społeczne i moralne. Goły okiem widać, jakie są efekty najmodniejszego obecnie trendu multi-culti i nie trzeba być wytrawnym socjologiem czy znawcą psychologii głębi, żeby zobaczyć, że społeczeństwa „postępowego” zachodu umierają, właśnie dlatego, że eksperymenty przeprowadzane na rodzinie doprowadziły do katastroficznej sytuacji demograficznej.

Pod koniec sierpnia 2015 roku nowojorski „Gatestone Institute” opublikował wyniki szerokich badań demograficznych. Według ich rezultatów właśnie w roku 2015 ilość zgonów w Unii Europejskiej przekroczyła ilość urodzin, po raz pierwszy w nowoczesnej historii tego kontynentu. Co ciekawe, Europa jest kontynentem najbardziej zdrowym i wolnym od wojen, katastrof i epidemii, które w przeszłości tak bardzo dziesiątkowały populację europejskich krajów. Dzisiaj Europa -dzięki eksperymentom demograficznym i socjologicznym- doszła do progu auto-eksterminacji. A jest to bezpośredni efekt nie czego innego, jak właśnie eksperymentów z rodziną, ale i bezpośrednich działań eksterminacyjnych w rodzaju aborcji czy eutanazji. Ale co jest jeszcze ciekawsze, to fakt, że mimo iż w tejże Unii Europejskiej w roku 2015 urodziło się tylko 5,1 milionów dzieci, a zmarło 5,3 milionów ludzi to w całości populacja Europy wzrosła z 508,3 milionów do 510,6 milionów. Według Instytutu nie wróży to nic innego jak bardzo szybkie i bardzo radykalne zmiany cywilizacji dla całego kontynentu. Katolicka czy chrześcijańska cywilizacja Europy zostanie w sposób dramatyczny w ciągu najbliższych 50 – 70 lat zastąpiona przez coś zdecydowanie innego.

Mówiąc w sposób najbardziej szeroki, "komuś" zdecydowanie zależy na wytępieniu chrześcijaństwa i to do korzeni. A najlepszym sposobem na to jest zniszczenie właśnie rodziny, stworzonej przez Boga na początku i ustanowionej fundamentem ludzkiej egzystencji. I nie mam tu na myśli wcale ani polityków (oni są tylko marionetkami w ręku tego "kogoś") ani imigrantów. Nieprzyjaciel wie, że zniszczenie rodziny doprowadzi do zniszczenia całej ludzkości.

Rodzino z Nazaretu bądź naszą obroną i wzorem naszego rodzinnego życia.