Wj 17:3-7
Ale lud pragnął tam wody i dlatego szemrał przeciw Mojżeszowi i mówił: Czy po to wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby nas, nasze dzieci i nasze bydło wydać na śmierć z pragnienia? Mojżesz wołał wtedy do Pana i mówił: Co mam uczynić z tym ludem? Niewiele brakuje, a ukamienują mnie! Pan odpowiedział Mojżeszowi: Wyjdź przed lud i weź kilku ze starszych Izraela ze sobą. Weź w rękę laskę, którą uderzyłeś Nil, i idź. Oto Ja stanę przed tobą na skale, na Horebie. Uderzysz w skałę, a wypłynie z niej woda, i lud zaspokoi swe pragnienie. Mojżesz uczynił tak na oczach starszyzny izraelskiej. I nazwał to miejsce Massa i Meriba, ponieważ tutaj kłócili się Izraelici i wystawiali Pana na próbę, mówiąc: Czy też Pan jest rzeczywiście wśród nas, czy nie?
Rz 5:1-2.5-8
Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany. Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy [jeszcze] byli bezsilni. A [nawet] za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.
J 4:5-42
Przybył więc do miasteczka samarytańskiego, zwanego Sychar, w pobliżu pola, które /niegdyś/ dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny. Nadeszła /tam/ kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: Daj Mi pić! Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności.
Na to rzekła do Niego Samarytanka: Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? Żydzi bowiem z Samarytanami unikają się nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: O, gdybyś znała dar Boży i /wiedziała/, kim jest Ten, kto ci mówi: Daj Mi się napić - prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej. Powiedziała do Niego kobieta: Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie i jego bydło?
W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu. Rzekła do Niego kobieta: Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać. A On jej odpowiedział: Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj. A kobieta odrzekła Mu na to: Nie mam męża. Rzekł do niej Jezus: Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą.
Rzekła do Niego kobieta: Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga. Odpowiedział jej Jezus: Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie.
Rzekła do Niego kobieta: Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko. Powiedział do niej Jezus: Jestem Nim Ja, który z tobą mówię. Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą. Jednakże żaden nie powiedział: Czego od niej chcesz? - lub: - Czemu z nią rozmawiasz? Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła tam ludziom: Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?
Wyszli z miasta i szli do Niego. Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: Rabbi, jedz! On im rzekł: Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie. Mówili więc uczniowie jeden do drugiego: Czyż Mu kto przyniósł coś do zjedzenia? Powiedział im Jezus: Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. Czyż nie mówicie: Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa? Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo. Żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem żąć to, nad czym wyście się nie natrudzili. Inni się natrudzili, a w ich trud wyście weszli.
Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: Powiedział mi wszystko, co uczyniłam. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, a do tej kobiety mówili: Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata.
Pragnienie i głód
Czy zastanawiałem się kiedyś nad tym "czym różnię się od zwierzęcia?" Zwierzę, kiedy jest głodne szuka pożywienia - ja też, kiedy jest spragnione, szuka wody - ja też. Kiedy jest zmęczone szuka odpoczynku - ja też, kiedy jest mu gorąco szuka cienia - ja też. Zwierzę, kiedy jest przestraszone ucieka - ja też. Kiedy jest chore szuka lekarstwa, to jest "wpisane" w jego instynkt - ja też. Czym więc różnię się od zwierząt? Czy wszystkie moje potrzeby to głód, pragnienie, potrzeba odpoczynku, konieczność przedłużenia gatunku? Czy całe moje życie ma się sprowadzać tylko do zaspokajania tych fundamentalnych potrzeb organicznych? Czy też jest we mnie głód większy, pragnienie głębsze, potrzeby bardziej ludzkie, czy tylko zwierzęce?
Jezus, rozmawiający z samarytanką u studni uświadamia jej właśnie to głębsze, ludzkie pragnienie, a po powrocie Apostołów również im, uświadamia istnienie bardziej podstawowego głodu. Nie może się człowiek ograniczyć tylko do zaspokajania jedynie zwierzęcych potrzeb i pragnień, jeśli chce być czymś więcej niż jednym z naczelnych ssaków.
Jest rzeczą dla człowieka nieodzowną uświadomienie sobie: "JAKI JEST JEGO PRAWDZIWY GŁÓD I PRAWDZIWE PRAGNIENIE? Co -tak naprawdę- może zaspokoić moje pragnienia? W przeciwnym wypadku, pozostanie na poziomie zaspokajania rudymentarnych potrzeb i instynktów. Co więcej, musi człowiek również odkryć, gdzie i w jaki sposób może zaspokoić swoje ludzkie, metafizyczne potrzeby. Kiedy Jezus mówi: "Ja jestem Źródłem Wody Żywej", "Ja jestem Chlebem Życia Wiecznego", chce nam w ten sposób otworzyć oczy na nasze prawdziwe potrzeby, na nasz prawdziwy głód i pragnienie. Nie można uciekać przed tego rodzaju pytaniami i dylematami. Nie można zasłaniać się brakiem czasu i zmęczeniem. Nie można udawać, że problem nie istnieje, że go nie ma, że jeszcze mam czas, bo na starość będę się nad tym zastanawiał, a teraz muszę "robić pieniądze i ciężko zarabiać na życie". Na jakie życie? Konia, czy osła? Jeśli bowiem zaspokajam tylko swoje organiczne potrzeby, to niczym nie różnię się od tych dwóch -poczciwych- zwierzątek, których aspiracje nie sięgają poza pełny i obfity żłób.
Panie, daj mi Wody Żywej ...
Panie, nakarm mnie Chlebem życia ...
Panie, nie daj mi być tylko ciężko pracującym koniem, lub osiołkiem.
Homilia alternatywna I
Woda żywa
Pracując od prawie 15 lat w Afryce, niejednokrotnie miałem okazję doświadczyć, czym naprawdę jest dobra woda, jak wiele znaczy ona dla ludzi, którzy nie mają jej w kranach na bieżąco i pod dostatkiem, którzy po wodę muszą chodzić nieraz kilometrami lub czerpać ją z brudnej i błotnistej kałuży, albo używać (jak na Komorach) do mycia, a nawet do gotowania, słonej wody morskiej.
My również, żyjąc w coraz bardziej zanieczyszczonym środowisku, kupując wodę w butelkach, doceniamy wartość i znaczenie tego symbolu. Woda - symbol życia, to także symbol dobrobytu i błogosławieństwa, to symbol czystości i zaspokojenia podstawowych potrzeb człowieka.
Dlatego Mojżesz uderzający na pustyni w skałę, z której wypływa dobra woda i Chrystus- Źródło wody żywej to nie tylko symbole, to archetypy potęgi istnienia. To sam Bóg objawiający się swojemu ludowi, to Bóg -Źródło życia.
Nie bez przyczyny Jan Paweł II w swoim Tryptyku Rzymskim pisze:
„Zatoka lasu zstępuje
w rytmie górskich potoków...
Jeśli chcesz znaleźć źródło,
musisz iść do góry, pod prąd.
Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj,
wiesz, że ono musi tu gdzieś być —
Gdzie jesteś, źródło?... Gdzie jesteś, źródło?!
Cisza...
Strumieniu, leśny strumieniu,
odsłoń mi tajemnicę
swego początku!
(Cisza — dlaczego milczysz?
Jakże starannie ukryłeś tajemnicę twego początku.)
Pozwól mi wargi umoczyć
w źródlanej wodzie
odczuć świeżość,
ożywczą świeżość.”
A my wiemy, że Chrystus jest właśnie owym Źródłem Życia, w którym mogę „umoczyć wargi, jak w źródlanej wodzie i odczuć ożywczą świeżość”.
Panie daj mi wody żywej!
Homilia alternatywna II
Oaza pośród skał, czyli dramat pragnienia
- Geografia naszego serca
Dzisiejsze czytania prowadzą nas przez niezwykłą mapę – mapę ludzkiego serca. To wędrówka od kamienistej pustyni, przez samotną studnię, aż po Golgotę. Na tej mapie pojawia się jeden, kluczowy element: skała. W Księdze Wyjścia skała jest celem podróży i źródłem wody. W Ewangelii przy studni, która jest wydrążona w skale, rozgrywa się dramat spotkania. A w Liście do Rzymian apostoł Paweł mówi o skandalu miłości, który rozbija się o skałę naszego grzechu.
- Szemranie, które odsłania prawdę
Pierwsze czytanie to scena pełna napięcia. Izraelici są u kresu sił. Brakuje wody. I wtedy rodzi się szemranie. To nie jest zwykłe narzekanie. To pytanie, które każdy z nas zadaje w chwilach kryzysu: “Czy Pan jest rzeczywiście wśród nas, czy nie?” (Wj 17,7).
To pytanie jest jak uderzenie w skałę ludzkiej duszy. Ono wydobywa na powierzchnię to, co w nas najgłębsze: pragnienie Boga zmieszane z wątpliwością, czy On naprawdę się nami przejmuje. Izraelici chcą wody, ale Bóg daje im coś więcej: zranioną skałę. Mojżesz ma uderzyć w skałę – w to, co wydaje się martwe i obojętne – a z tego uderzenia wypływa życie. To pierwsza lekcja: Bóg nie zawsze usuwa pustynię, ale na pustyni potrafi sprawić, że kamień staje się źródłem.
- Kobieta, która przyszła po wodę, a znalazła Źródło
Ewangelia jest mistrzowskim dopełnieniem tej lekcji. Patrzymy na Samarytankę. Przychodzi do studni Jakuba w samo południe. Przypadek? Raczej unik. Przyszła w porze, gdy nikogo nie ma, bo jej życie jest naznaczone piętnem – pięciu mężów, a ten szósty nie jest jej mężem. Jest spragniona, ale jej pragnienie sięga głębiej niż fizyczna potrzeba wody. Jest spragniona akceptacji, miłości, oczyszczenia.
I wtedy spotyka Jezusa. On, zmęczony, siedzi przy studni. To ważny detal: Bóg jest zmęczony. Bóg jest spragniony. Jezus zaczyna nie od nauczania, ale od prośby: “Daj Mi pić!” (J 4,7). Paradoks: Źródło wody żywej prosi o wodę ze studni. Bóg staje się żebrakiem, by wejść w relację z grzesznicą.
Ta rozmowa to seria przełamań. Jezus przełamuje mur nienawiści (Żydzi – Samarytanie), mur obyczajowości (mężczyzna – kobieta), mur religijności (góra Garizim – Jerozolima). On nie daje jej wody od razu. Najpierw sprawia, że ona uświadamia sobie swoje pragnienie. Mówi o wodzie, która gasi pragnienie na wieki. Ona myśli o wygodzie: “Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać” (J 4,15). Chce łatwego rozwiązania. Chce boskiego automatu z wodą.
Jezus jednak uderza w skałę jej sumienia: “Idź, zawołaj swego męża” (J 4,16). To moment próby. To jak laska Mojżesza uderzająca w skałę. Z jej serca, zamiast kamiennej wymówki, wypływa nagle prawda: “Nie mam męża”. I w tym momencie, gdy staje w prawdzie o swoim życiu, skała jej serca pęka. I wtedy Jezus mówi jej największą prawdę o sobie: “Jestem Nim Ja, który z tobą mówię” (J 4,26).
- Miłość, która rozbija się o grzech
I tu dochodzimy do sedna, które wyjaśnia św. Paweł. Dlaczego ta kobieta uwierzyła? Bo spotkała kogoś, kto znał jej grzech i nie uciekł. Ktoś, kto patrząc na jej życie naznaczone porażkami, nie wyciągnął kamienia, ale zaproponował wodę życia.
Paweł pisze do Rzymian: “Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5,8). To jest klucz do zrozumienia tej sceny przy studni i całego Wielkiego Postu. Bóg nie czeka, aż stanie-my się święci, by nas pokochać. On uderza w skałę naszego grzechu swoją miłością.
Skała na Horebie była obrazem. Skałą, w którą uderzył Mojżesz, był kamień. Skałą, w którą uderzy świat, był Chrystus. To On jest Kamieniem węgielnym odrzuconym przez budujących. To On, uderzony włócznią na krzyżu, stał się źródłem wody i krwi – sakramentów Kościoła. Samarytanka przy studni to my wszyscy. Każdy z nas nosi w sobie jakąś studnię – miejsce, gdzie przychodzimy po ochłodę, po miłość, po akceptację. I często czerpiemy wodę ze źródeł, które nie gaszą pragnienia: z władzy, z pieniędzy, z związków na próbę, z opinii innych ludzi.
- Zostawić dzban
Kulminacją nawrócenia Samarytanki jest gest: “Kobieta zaś zostawiła swój dzban” (J 4,28). Zostawiła to, po co przyszła. Przyszła po wodę ze studni, a znalazła Źródło. Zostawiła dzban, bo znalazła Tego, który wypełnia serce. Pobiegła do miasta. Ta, która przyszła w południe, by uniknąć ludzi, teraz biegnie do ludzi, by opowiedzieć o Jezusie.
To jest znak autentycznego spotkania z Bogiem. Ono nie polega na tym, że dostajemy to, czego chcemy (łatwą wodę). Ono polega na tym, że poznajemy Tego, który sam jest Wodą Żywą. Wtedy możemy zostawić nasze dzbany – nasze przywiązania, nasze grzechy, nasze ludzkie zabezpieczenia.
Zakończenie
W tym Wielkim Poście jesteśmy zaproszeni, by usłyszeć pytanie: “Czy Pan jest wśród nas, czy nie?” (Wj 17,7). Nie bójmy się odpowiedzi, którą znajdziemy na krzyżu. Tam Bóg pokazał raz na zawsze, że jest z nami. Na pustyni naszego życia, w skwarze południa naszych grzechów, przychodzi do nas Zmęczony Wędrowiec. Prosi o łyk wody, ale tak naprawdę chce nam dać samego Siebie.
Nie lękajmy się pokazać Mu naszych poranionych studiń. Nie lękajmy się usłyszeć prawdy o naszym życiu. Bo tylko ta prawda, wypowiedziana przed Nim, może sprawić, że skała naszego serca pęknie i wypłynie z niej źródło życia wiecznego. I wtedy, jak Samarytanka, porzucimy nasze dzbany i pobiegniemy do świata, by zawołać: “Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam” (J 4,29). Amen.
Homilia alternatywna III
O pragnieniu, które nie zna nasycenia
- Studnia Jakuba i studnia naszych codzienności
Dzisiejsza Ewangelia przenosi nas w niezwykle upalne południe. Zmęczony Jezus siada przy studni. To miejsce jest nie tylko punktem na mapie, ale także symbolem. W Biblii studnia to miejsce spotkania – tam Abrahamowy sługa znajduje Rebekę, Jakub spotyka Rachelę. To miejsce, gdzie rodzi się miłość i zawiera przymierza.
Przychodzi kobieta. Ma ona swoje pragnienie – zwykłe, fizyczne pragnienie wody. Nosi w sobie również pragnienia głęboko ukryte: pragnienie miłości, akceptacji, sensu. Żyje w sytuacji grzechu i odrzucenia – miała pięciu mężów, a ten, z którym żyje teraz, nie jest jej mężem. Przyszła do studni w południe, w największy skwar, nie razem z innymi kobietami o świcie czy zmierzchu. Ucieka od ludzkich spojrzeń, od plotek, od oceny.
Czy my nie jesteśmy trochę jak ta kobieta? Przychodzimy do źródeł tego świata – do pracy, rozrywki, pieniędzy, związków – czerpiąc wiadrami naszych oczekiwań. Czasem jesteśmy tak spragnieni, że pijemy byle co, byle zaliczyć dzień, byle zagłuszyć niepokój. W środku naszej codziennej bieganiny, w południe naszych zmagań, Jezus siada przy studni naszego życia. On jest zmęczony – to ważne! Bóg nie jest abstrakcyjną ideą, ale Kimś, kto dzieli nasze ludzkie zmęczenie, by móc spotkać nas w naszej codzienności.
- Woda, która nie gasi pragnienia, czyli o myleniu pragnień
W dialogu z Samarytanką dochodzi do niezwykłego napięcia. Kobieta myśli o wodzie ze studni, Jezus mówi o “wodzie żywej”. Ona myśli o pragnieniu ciała, On o pragnieniu duszy. To zderzenie dwóch porządków, które jest sednem naszego człowieczeństwa.
Tak, mamy ciało. Tak, potrzebujemy jeść, pić, odpoczywać. Jesteśmy częścią natury, jesteśmy ssakami. Nasze ciała wołają o wodę, gdy jest gorąco, o sen, gdy jesteśmy zmęczeni. To jest dobre i piękne. Grzech pierworodny nie zniszczył natury, ale zranił w nas relację.
Problem zaczyna się wtedy, gdy – jak mówi refleksja, którą usłyszeliśmy – zaspokajamy tylko swoje organiczne potrzeby, niczym nie różniąc się od poczciwych zwierzątek. Różnica między nami a zwierzęciem nie leży w tym, że zwierzę nie ma instynktów, a my je mamy. Różnica polega na tym, że człowiek ma pragnienie nieskończoności.
Zwykle to pragnienie kierujemy na skończone rzeczy. Chcemy tyle pieniędzy, żeby w końcu być szczęśliwym. Chcemy takiego partnera, żeby w końcu czuć się kochanym. Chcemy tylu sukcesów, żeby czuć się wartościowym. I co się dzieje? Pijemy tę wodę, ale po chwili znowu jesteśmy spragnieni. Bo studnia tego świata jest głęboka, a nasze wiadra są małe i dziurawe.
Samarytanka przychodzi po wodę do studni Jakuba. To była dobra, historyczna, patriarchalna studnia. Ale Jezus mówi jej: “Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął”. To diagnoza naszego życia, gdy żyjemy tylko horyzontalnie. Praca, dom, wakacje, emerytura – to wszystko jest dobre, ale jeśli to jest wszystko, na zawsze pozostaniemy niespełnieni.
- “Daj mi tej wody” – pragnienie, które prowadzi do prawdy
Kobieta, słysząc o wodzie, która gasi pragnienie na zawsze, woła: “Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła”. Ona wciąż myśli o wygodzie – żeby nie musieć przychodzić do studni, nie męczyć się. Jezus jednak nie daje się zwieść. Aby dać jej prawdziwą wodę, musi wydobyć z niej prawdę o jej pragnieniu. Mówi: “Przynieś swego męża”.
To moment przełomowy. Jezus delikatnie, ale stanowczo dotyka rany. Mówi o jej życiu, które jest nieuporządkowane. Nie po to, by ją upokorzyć, ale by pokazać, że źródłem jej wewnętrznego pragnienia jest brak prawdziwej miłości. Szukała jej u pięciu mężczyzn i nie znalazła.
Wielki Post to czas, w którym Jezus mówi do nas: “Przynieś swego męża”. Przynieś to, co jest twoim bałwochwalstwem. Przynieś to, co próbujesz napić się zamiast Mnie. Może to twoja praca, twoje hobby, twoja złość, twój smutek, twoje nierealne oczekiwania wobec innych. Dopiero gdy staniesz w prawdzie o swoim życiu, o swoich “pięciu mężach”, możesz otrzymać wodę żywą.
- Woda żywa, czyli Duch Święty w nas
Czym jest ta woda, którą daje Jezus? To nie jest magiczny napój. To Duch Święty, to łaska, to życie Boże w nas. To On sprawia, że przestajemy być “ciężko pracującym koniem” i stajemy się dziećmi Bożymi.
Co ciekawe, kobieta zostawia swój dzban. Zostawia go przy studni. Ten dzban to symbol jej dotychczasowego sposobu życia, jej zabezpieczeń, jej samotności. Gdy spotyka Jezusa, okazuje się, że dzban nie jest już potrzebny. Ona, która przyszła zaczerpnąć wody, sama staje się źródłem dla innych. Biegnie do miasta i mówi: “Przyjdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam”.
To jest kryterium autentycznego spotkania z Bogiem. Jeśli ktoś spotkał Jezusa, nie zatrzymuje Go dla siebie. Staje się świadkiem. Przestaje myśleć tylko o swoim brzuchu i swoim pragnieniu, a zaczyna widzieć pragnienia innych.
- Skała, która daje pić
To przesłanie doskonale współgra z pierwszym czytaniem. Izrael na pustyni jest spragniony. Ludzie szemrają przeciw Mojżeszowi, mówiąc: “Czy Pan jest among us, czy nie?” Bóg mówi do Mojżesza: “Uderz w skałę, a wypłynie z niej woda”. Święty Paweł w Liście do Koryntian zinterpretuje tę skałę jako Chrystusa.
Jesteśmy na pustyni Wielkiego Postu. Jesteśmy spragnieni Boga. I oto uderzona skała – Chrystus przebity włócznią na krzyżu – staje się źródłem wody i krwi. To z Jego boku wypływa Kościół i sakramenty.
- Nie bądź osłem, bądź świadkiem
Wracając do początku: Czym różnię się od zwierzęcia? Tym, że mogę poznać Boga. Tym, że moje serce jest tak wielkie, że tylko Bóg może je wypełnić. Św. Augustyn powie: “Stworzyłeś nas, Panie, dla siebie i niespokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Tobie”.
Nie dajmy się zwieść pozorom. Można mieć pełny żłób i puste serce. Można ciężko pracować jak koń, a w środku być duchowym bankrutem.
Jezus woła dziś do ciebie: “Jeśli znasz dar Boży”. Ten dar to On sam. Nie woda ze studni, ale Źródło. Nie chleb, który się kończy, ale Chleb Życia.
Panie, daj mi tej wody. Obmyj moje pragnienia. Naucz mnie pragnąć Ciebie nade wszystko. I spraw, abym jak Samarytanka, zostawiwszy swój dzban grzechu i lęku, biegł do innych i mówił: spotkałem Kogoś, kto wie o mnie wszystko i mimo to mnie kocha.
