1 Sm 16:1B.6-7.10-13a
Rzekł Pan do Samuela: Napełnij oliwą twój róg i idź: Posyłam cię do Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem sobie króla. Kiedy przybyli, spostrzegł Eliaba i mówił: Z pewnością przed Panem jest jego pomazaniec. Pan jednak rzekł do Samuela: Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi , bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce. I Jesse przedstawił Samuelowi siedmiu swoich synów, lecz Samuel oświadczył Jessemu: Nie ich wybrał Pan. Samuel więc zapytał Jessego: Czy to już wszyscy młodzieńcy? Odrzekł: Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce. Samuel powiedział do Jessego: Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie. Posłał więc i przyprowadzono go: był on rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd. - Pan rzekł: Wstań i namaść go, to ten. Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Począwszy od tego dnia duch Pański opanował Dawida.
Ef 5:8-14
Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości! Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie, co jest miłe Panu. I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie [tamtych]! O tym bowiem, co u nich się dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. Natomiast wszystkie te rzeczy piętnowane stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem. Dlatego się mówi: Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus.
J 9:1-41
Jezus przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia.
Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym - on czy jego rodzice? Jezus odpowiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale /stało się tak/, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata. To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: Idź, obmyj się w sadzawce Siloe - co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze? Jedni twierdzili: Tak, to jest ten, a inni przeczyli: Nie, jest tylko do tamtego podobny. On zaś mówił: To ja jestem. Mówili więc do niego: Jakżeż oczy ci się otwarły? On odpowiedział: Człowiek zwany Jezusem uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: Idź do sadzawki Siloe i obmyj się. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem. Rzekli do niego: Gdzież On jest? On odrzekł: Nie wiem.
Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę. Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu. Inni powiedzieli: Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki? I powstało wśród nich rozdwojenie. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: A ty, co o Nim myślisz w związku z tym, że ci otworzył oczy? Odpowiedział: To prorok. Jednakże Żydzi nie wierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, tak że aż przywołali rodziców tego, który przejrzał, i wypytywali się ich w słowach: Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomym urodził? W jaki to sposób teraz widzi? Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomym. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi, nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, niech mówi za siebie. Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: Ma swoje lata, jego samego zapytajcie!
Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: Daj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem. Na to odpowiedział: Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę. Rzekli więc do niego: Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy? Odpowiedział im: Już wam powiedziałem, a wyście mnie nie wysłuchali. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami? Wówczas go zelżyli i rzekli: Bądź ty sobie Jego uczniem, my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś nie wiemy, skąd pochodzi.
Na to odpowiedział im ów człowiek: W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast Bóg wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić. Na to dali mu taką odpowiedź: Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać? I precz go wyrzucili.
Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? On odpowiedział: A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył? Rzekł do niego Jezus: Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie. On zaś odpowiedział: Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon. Jezus rzekł: Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci , którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi. Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli i rzekli do Niego: Czyż i my jesteśmy niewidomi? Jezus powiedział do nich: Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: "Widzimy", grzech wasz trwa nadal.

Homilia
Czy ty wierzysz w Syna Bożego?
Pytanie Jezusa skierowane do uzdrowionego niewidomego: "Czy wierzysz w Syna Bożego?" jest nieustannie aktualne. To pytanie jest stale kierowane do mnie, do Ciebie, do tych wśród których żyjesz, do każdego z nas. I każdy z nas powinien je sobie ustawicznie zadawać: "Czy ja wierzę naprawdę w Syna Bożego?" Od odpowiedzi na to pytanie zależy przecież całe moje życie, wszystko co robię i czego robić nie powinienem. Co więcej od odpowiedzi na to pytanie zależy nie tylko moja doczesna przyszłość, ale także cała moja wieczność!
Oczywiście odpowiedź nie jest ani prosta, ani łatwa. Uzdrowiony niewidomy -w dzisiejszej Ewangelii- zadał pytanie, "A któż to jest, abym w Niego uwierzył?" Ja wiem, kim On jest, znam Go, bo jestem katolikiem, bo mi o Nim powiedziano. I dlatego powinienem zadać sobie być może inne pytanie: "A co to znaczy wierzyć w Niego? Jakie są tego konsekwencje?" A może: "Co robić, aby wiara moja nie była tylko pustą, słowną deklaracją bez pokrycia? Wielu się do Niego (dla różnych zresztą celów i powodów) przyznaje, wielu deklaruje wiarę w Niego, ale niewielu chce zgodnie z tymi słownymi deklaracjami postępować. Czy aby nie jestem jednym z nich? Czy aby wiara moja nie ogranicza się tylko do słownych deklaracji, które ostatecznie tak niewiele kosztują i które zawsze można -w razie potrzeby- zmienić, boć przecież "tylko krowa nie zmienia swoich poglądów". I czy to będzie biskup, ksiądz, czy zakonnik, żona, matka, czy ojciec, dyrektor, czy księgowy, student czy palacz centralnego ogrzewania ... każdy musi sobie na te właśnie pytania uczciwie i konkretnie odpowiedzieć.
Chrystus nie pyta: "Czy wierzysz w księdza, proboszcza, katechetkę, ale czy wierzysz we Mnie? Czy wierzysz mi, bez względu na to, co inni robią i jak się zachowują? Zdanie i zarzut: "Przestałem wierzyć w Boga, bo taki lub inny ksiądz mnie zraził" jest tylko wymówką, jest tylko szukaniem kozła ofiarnego.
Chrystus stale mnie osobiście indaguje; "Czy wierzysz we mnie?" A przy zmartwychwstaniu zada jeszcze jedno pytanie: "Co z tą wiarą zrobiłeś?" Co Mu wtedy odpowiem?
I jeszcze jedno. Porażająca jest ślepota współczesnego świata, który nie chce widzieć w Chrystusie Boga i Zbawiciela. Jesteśmy jak faryzeusze w naszym powtarzaniu: „A kto śmie nas pouczać, nas oświeconych!!” Porażająca i przerażająca jest ślepota współczesnego człowieka.
Homilia alternatywna I
Światłość świata
Dziwna ślepota, która ogarnia ludzi, jest chorobą nie oczu, ale duszy. Człowiek dostrzega wtedy to, co chce widzieć i tak, jak chce widzieć. Taka choroba zniekształca rzeczywistość i powoduje, że zaślepiony człowiek żyje w świecie ułudy i mirażów, a nie w świecie realnym. Skutki tego typu schorzenie są dwojakie- nie tylko nie zauważamy żyjącego obok nas bliźniego, ale i sam Bóg znika z naszego pola widzenia.. Co więcej, ta fragmentaryczna percepcja jest niejednokrotnie tylko projekcją naszych pragnień i oczekiwań, a nie kontaktem z realnymi obiektami rzeczywistości. I dlatego Chrystus proponuje nam uzdrowienie, przywrócenie wzroku, abyśmy mogli ujrzeć świat taki, jakim Bóg go stworzył i jakim Bóg go widzi (1Sm 16:7). Nasz bowiem ogląd nie jest ani prawdziwy, ani dogłębny, a pozory przecież mylą. To, co my sami bierzemy za trwałe i ważne, okazuje się ulotne i drugorzędne. Bóg bowiem inaczej patrzy i widzi inaczej. Wybiera to, co słabe i to, co wzgardzone przez człowieka, aby nikt wobec Boga się nie chełpił (1 Kor 1:25-29). Ta boża optyka, to postrzeganie świata rozjaśnionego bożym blaskiem wydają się nam czasami nie do przyjęcia, a przecież światłość, którą Chrystus przynosi na świat, jest światłością prawdziwą, która oświeca każdego człowieka (J 1:9), jeśli tylko człowiek nie chce uparcie trwać w ciemności (J 8:12; 12:35)
Może dzisiaj, w czasach współczesnych, rozświetlonych tak wieloma pozornymi światłami i świecidełkami, trzeba nam przejrzeć i nie dać się uwieść i oślepić światłom rampy, które po przedstawieniu zgasną? Może nie powinniśmy zaopatrywać się w coraz bardziej finezyjne okulary i soczewki, ale wypatrywać światła nadprzyrodzonego, aby rozpoznać to, co w naszym życiu naprawdę ważne? (Ez 12:2)
Nie mów, że widzisz, skoro być może już dawno straciłeś z oczu to, co najważniejsze, skoro widzisz już tylko to co chcesz, a najczęściej jedynie koniec własnego nosa.
Homilia alternatywna II
„Pan patrzy na serce”
Dzisiejsza liturgia słowa prowadzi nas od ciemności do światła. To droga każdego z nas w tym wielkopostnym czasie. Bóg, który wybrał Dawida, pastuszka, na króla Izraela, uczy nas dzisiaj fundamentalnej prawdy: „człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce” (1 Sm 16,7).
Bóg nie kieruje się zewnętrznymi kryteriami. Dla Niego liczy się to, co kryje się w głębi naszej duszy. Dawid był najmłodszy, najmniejszy, wzgardzony przez swoich bliskich, a jednak to jego serce znalazło upodobanie w oczach Boga.
Ta prawda rozbłyskuje pełnym blaskiem w dzisiejszej Ewangelii o uzdrowieniu niewidomego od urodzenia. To opowiadanie jest nie tylko opisem cudu fizycznego, ale przede wszystkim ikoną naszego życia duchowego. Każdy z nas rodzi się ślepy na sprawy Boże. Potrzebujemy dotknięcia Chrystusa, który „uczynił błoto ze śliny” – użył materii tego świata, aby przywrócić wzrok. W tym geście widzimy symbol sakramentów: Bóg przez widzialne znaki udziela nam niewidzialnej łaski.
Niewidomy z Ewangelii przechodzi niezwykłą drogę. Najpierw spotyka Jezusa jako nieznajomego, potem nazywa Go prorokiem, by w końcu, po wyrzuceniu z synagogi, wyznać: „Wierzę, Panie!” i oddać Mu pokłon. Jego fizyczne uzdrowienie prowadzi go do wiary, do światła, które nigdy nie gaśnie. Jest człowiekiem, który pozwolił się poprowadzić.
Z drugiej strony stoją faryzeusze. Oni mają oczy, ale nie widzą. Ich wiedza o Prawie, ich religijność, stały się pancerzem, który nie przepuszcza światła. Są tak pewni, że znają Boga, że nie rozpoznają Go, gdy staje przed nimi twarzą w twarz. Jezus mówi im z bolesną precyzją: „Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: +Widzimy+, grzech wasz trwa nadal” (J 9,41).
Największą ślepotą jest więc przekonanie, że się widzi. Największą chorobą jest myśleć, że jest się zdrowym. Faryzeusze odrzucili światło, bo zamknęli się w swoim świecie.
Święty Paweł w Liście do Efezjan woła do nas: „Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości!” (Ef 5,8). To jest nasze powołanie: nie tylko wyjść z ciemności, ale samemu stać się światłem dla innych.
Warto sobie zadać pytanie: w czym dzisiaj jesteśmy podobni do faryzeuszy? W czym nasze przyzwyczajenia, nasze wyobrażenia o Bogu, nasze osądzanie innych, przesłaniają nam prawdziwe oblicze Chrystusa? Czy potrafimy, jak uzdrowiony niewidomy, dać świadectwo o tym, co Bóg w naszym życiu uczynił, nawet za cenę odrzucenia? Czy potrafimy jak Dawid, pozwolić się wybrać Bogu – nie mimo naszej słabości, ale właśnie w niej?
Pan dziś przechodzi obok nas, patrzy na nasze serce. On widzi nasze rany, nasze ślepe plamy, nasze lęki. I mówi do każdego z nas: „Idź, obmyj się w sadzawce Siloe” – to znaczy: idź do Tego, który jest Posłanym. Idź do Chrystusa w sakramencie pokuty, w Eucharystii, w modlitwie. Daj się dotknąć Jego miłosierdziu.
Pozwólmy, by Chrystus, Światłość świata, wyprowadził nas z ciemności grzechu i obojętności. Otwórzmy nasze serca na Jego łaskę, abyśmy jak uzdrowiony niewidomy mogli zawołać z głębi wiary: „Wierzę, Panie!” – i oddając Mu pokłon, stawać się coraz bardziej dziećmi światłości.

Homilia alternatywna III
Homilia na IV Niedzielę Wielkiego Postu – Rok A
oparta na czytaniach mszalnych (1 Sm 16,1b.6-7.10-13a; Ef 5,8-14; J 9,1-41).
Temat: Przejrzeć, by uwierzyć. O ślepocie i świetle wiary.
Czwarta Niedziela Wielkiego Postu nosi w tradycji Kościoła radosną nazwę: Laetare – „Weselcie się”. W półmetku wielkopostnego trudu Kościół zachęca nas do radości, bo światło zbawienia jest już blisko. Ta radość wypływa dzisiaj w sposób szczególny z Ewangelii według św. Jana, która jest katechezą o świetle i ciemności, o ślepocie i przejrzeniu.
Stajemy dziś wobec jednego z najgłębszych pytań, jakie może usłyszeć człowiek: „Czy ty wierzysz w Syna Bożego?” (J 9,35). To pytanie, które Jezus zadaje uzdrowionemu niewidomemu, nie jest retoryczne. Nie jest też skierowane wyłącznie do tamtego człowieka sprzed dwóch tysięcy lat. Ono przenika nawę naszego kościoła, dociera do serca każdego z nas i domaga się odpowiedzi.
- Od uzdrowienia oczu do iluminacji serca
Przypomnijmy sobie historię z dziewiątego rozdziału Ewangelii św. Jana. Jezus spotyka człowieka niewidomego od urodzenia. Przywraca mu wzrok nie słowem czy dotykiem, ale poprzez namacalny znak: robi błoto ze śliny i ziemi, rozsmarowuje je na jego oczach i posyła go do sadzawki Siloe. Fizyczne uzdrowienie jest jednak dopiero początkiem drogi. Jest obrazem czegoś głębszego – przejścia z ciemności grzechu do światła łaski.
Uzdrowiony widzi światło słoneczne, ale nie zna jeszcze Tego, który jest Światłością Świata. Gdy faryzeusze wyrzucają go z synagogi za to, że dał świadectwo prawdzie, Jezus go poszukuje. I wtedy pada to kluczowe pytanie: „Czy wierzysz w Syna Bożego?” Odpowiedź byłego niewidomego jest wzorem wiary: „A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?” Jezus odpowiada prosto: „Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie”. On wtedy upada przed Nim na twarz i wyznaje: „Wierzę, Panie!” i oddał Mu pokłon.
Widzimy tu niezwykłą dynamikę wiary. To nie jest tylko intelektualna zgoda na istnienie Boga. To jest osobiste spotkanie, które prowadzi do adoracji. Ten człowiek przeszedł długą drogę: od bycia przedmiotem cudu, przez konfrontację z faryzeuszami, aż do pełnego wyznania wiary wobec samego Chrystusa.
- Deklaracja a życie – dramat naszych czasów
Bracia i Siostry, my często zatrzymujemy się na pierwszym etapie. Jesteśmy ochrzczeni, należymy do Kościoła, wiemy o Jezusie z katechezy. I dlatego – jak podpowiada tekst, który usłyszeliśmy – powinniśmy zadać sobie być może inne pytanie: „A co to znaczy wierzyć w Niego? Jakie są tego konsekwencje?” „Wielu się do Niego (dla różnych zresztą celów i powodów) przyznaje, wielu deklaruje wiarę w Niego, ale niewielu chce zgodnie z tymi słownymi deklaracjami postępować”.
To jest kluczowy rachunek sumienia dla nas, ludzi XXI wieku. Żyjemy w czasach inflacji słów. W sieci, w mediach, w rozmowach – deklarujemy wiele. Łatwo powiedzieć: „Wierzę w Boga”. Ale to zdanie jest często puste, bo brakuje mu pokrycia w postaci konkretnych wyborów. Święty Jakub w swoim liście pyta: „Wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie” (Jk 2,17).
Wiara w Syna Bożego to nie jest dodanie jednej opcji do światopoglądu. To jest fundamentalna zmiana sposobu patrzenia na rzeczywistość. Uzdrowiony niewidomy najpierw zaczął widzieć fizycznie, ale prawdziwym cudem było to, że zaczął widzieć duchowo – rozpoznał w Jezusie Pana. My, niestety, często jesteśmy odwrotnością tego człowieka. Mamy zdrowe oczy, widzimy świat, ale jesteśmy duchowo ślepi. Nie dostrzegamy Boga w codzienności, w bliźnim, w Eucharystii.
III. Nie szukajmy wymówek
Często słyszy się argument: „Przestałem wierzyć w Boga, bo taki lub inny ksiądz mnie zraził”. Albo: „Bo w Kościele tyle hipokryzji”. To – jak słusznie zauważono – jest tylko szukaniem kozła ofiarnego. To jest jak powiedzenie: „Przestałem wierzyć w słońce, bo są na nim plamy”.
Chrystus nie pyta: „Czy wierzysz w księdza, proboszcza, katechetkę?” On pyta bezpośrednio każdego z nas: „Czy wierzysz we Mnie? Czy wierzysz Mi, bez względu na to, co inni robią i jak się zachowują?” To jest relacja osobista. Wiara to nie jest produkt pochodny od świętości innych ludzi. To jest dar, który przyjmujemy bezpośrednio od Boga i za który sami ponosimy odpowiedzialność. Święty Paweł w dzisiejszym czytaniu mówi do Efezjan: „Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu” (Ef 5,8). To „teraz” dokonało się w nas przez chrzest, ale wymaga ciągłej aktualizacji w życiu.
- Przerażająca ślepota współczesnego świata
I na koniec spójrzmy na faryzeuszy. Oni mieli oczy zdrowe, znali Pisma, znali Prawo. A jednak byli ślepi. Zapytani przez Jezusa, czy widzą, odpowiedzieli z pychą: „My także jesteśmy ślepi?”. Usłyszeli wtedy surowy wyrok: „Gdybyście byli ślepi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: ‘Widzimy’, grzech wasz trwa nadal” (J 9,41).
To jest lustro dla naszego świata. Porażająca i przerażająca jest ślepota człowieka, który sądzi, że wszystko wie, że jest „oświecony”, że nie potrzebuje Boga ani Zbawiciela. Współczesny faryzeusz to ktoś, kto z wyższością mówi: „A kto śmie nas pouczać, nas oświeconych!” To postawa, która zamyka się na łaskę. Uzdrowiony niewidomy był pokorny – nie udawał, że wie, kim jest Jezus. Zapytał: „Któż to jest?”. I dzięki tej pokorze otrzymał pełnię objawienia.
Zakończenie – Co zrobiłeś z tą wiarą?
Na zakończenie naszej refleksji, niech w naszych sercach zabrzmią dwa pytania.
Pierwsze – to, które Jezus zadaje dziś mnie i tobie: „Czy ty wierzysz w Syna Bożego?” Odpowiedzmy Mu teraz, w ciszy serca, nie słowami wyuczonymi na pamięć, ale życiem, które za chwilę będziemy przeżywać przy wyjściu z kościoła.
A drugie pytanie – to, które usłyszymy na końcu naszej drogi, w dniu zmartwychwstania: „Co z tą wiarą zrobiłeś?” Czy pozwoliłeś, by stała się światłem dla innych? Czy dałeś się poprowadzić Chrystusowi, nawet za cenę odrzucenia przez świat, jak ten niewidomy? Czy twoje wyznanie wiary jest tylko deklaracją, którą łatwo zmienić, czy fundamentem, na którym budujesz całe swoje życie i swoją wieczność?
Prośmy dziś Pana, za wstawiennictwem Matki Bożej Światła, aby otworzył oczy naszego serca. Abyśmy jak niewidomy z Ewangelii mogli nie tylko zobaczyć Chrystusa, ale upaść przed Nim na twarz i powiedzieć z całą mocą: „Wierzę, Panie!” I to wyznanie niech przemienia nasze myślenie, mówienie i działanie.
