menu

poniedziałek, 19 października 2026

XXX Niedziela Zwykła – Uroczystość Poświęcenia Kościoła Własnego

 Ez 43, 1-2. 4-7

Potem zaprowadził mnie do bramy, do bramy skierowanej ku wschodowi. I oto chwała Boga Izraela przychodziła od wschodu. Głos Jego był jak szum wielu wód, a ziemia lśniła od Jego chwały. […] A chwała Pańska weszła do świątyni przez bramę skierowaną ku wschodowi. Wtedy uniósł mnie duch i wprowadził na dziedziniec wewnętrzny. A oto świątynia była pełna chwały Pańskiej. I słyszałem, jak ktoś mówił do mnie ze świątyni, podczas gdy ów człowiek stał obok mnie. I rzekł do mnie: «Synu człowieczy, to jest miejsce mego tronu i miejsce podstawy mych stóp, gdzie chcę mieszkać pośród Izraelitów na wieki».

 

Ef 2, 19-22

«A więc nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale współobywatelami świętych i domownikami Boga – zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. W Nim zespolona cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy współbudujecie się, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha.»

 

Łk 19, 1-10

Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: «Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu». Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: «Do grzesznika poszedł w gościnę». Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: «Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie». Na to Jezus rzekł do niego: «Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło».




Homilia I

Dzisiejsza uroczystość Poświęcenia Kościoła Własnego kieruje nasze oczy na mury świątyni, w której gromadzimy się na wspólnej modlitwie i Eucharystii. Jednak Słowo Boże, które przed chwilą usłyszeliśmy, przypomina nam coś znacznie głębszego: materialny budynek kościoła to jedynie widzialny znak niewidzialnej i o wiele wspanialszej tajemnicy. Prawdziwą świątynią Boga jesteśmy my sami.

 

Świątynia, w której mieszka Bóg
W pierwszym czytaniu prorok Ezechiel opisuje wizję chwały Pana wkraczającej do świątyni. Bóg mówi wówczas słowa pełne bliskości: „To jest miejsce mego tronu i miejsce podstawy mych stóp, gdzie chcę mieszkać pośród Izraelitów na wieki”. Ta starotestamentowa zapowiedź znajduje swoje najpełniejsze spełnienie w Nowym Testamencie.

 

Święty Paweł w Liście do Efezjan wyjaśnia tę rzeczywistość z niezwykłą mocą:

 

„Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale współobywatelami świętych i domownikami Boga – zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus.”

 

To oznacza, że każdy z nas jest żywą cegiełką w tej wielkiej duchowej budowli. Bóg nie szuka jedynie zimnych murów – szuka ludzkich serc, które staną się Jego mieszkaniem.

 

Spotkanie w Jerychu: dom otwarty dla Pana
Ewangelia według św. Łukasza ukazuje nam piękną i uderzającą scenę z życia Zacheusza. Zwierzchnik celników z Jerycha wspiął się na sykomorę, by ujrzeć Jezusa. Nie spodziewał się jednak, że to sam Jezus upomni się o niego i zażąda gościnności: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”.

 

To ewangeliczne spotkanie pokazuje nam, na czym polega prawdziwe uświęcenie przestrzeni, w której żyjemy:Otwarcie drzwi z radością: Zacheusz przyjmuje Jezusa bez wahania, przełamując opór tłumu oraz własne słabości i przeszłość.

 

Przemiana wnętrza i czynu: Obecność Chrystusa w jego domu rodzi natychmiastową potrzebę zadośćuczynienia, sprawiedliwości i dzielenia się z ubogimi.

 

Doświadczenie zbawienia: Słowa Jezusa – „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu” – uświadamiają nam, że świątynia naszego serca staje się czysta tam, gdzie panuje miłosierdzie i prawda.

 

Być żywym kamieniem we wspólnocie
Obchodząc rocznicę poświęcenia kościoła, stajemy przed osobistym pytaniem o stan naszej wewnętrznej świątyni. Czy nasze codzienne życie, nasze rodziny i środowiska pracy są miejscem, w którym obecny jest Bóg?

 

Bycie domownikami Boga zobowiązuje do troski o jedność. Tak jak poszczególne kamienie materialnej świątyni ściśle przylegają do kamienia węgielnego, tak my musimy budować nasze relacje na fundamencie wiary, przebaczenia i wzajemnego szacunku. Każdy grzech i podział niszczą tę budowlę, a każdy akt miłości i pojednania ją umacnia.

 

Niech dzisiejsza uroczystość odnowi w nas świadomość, że nosimy w sobie Bożą obecność. Pozwólmy Jezusowi wejść do naszego „domu” – do naszych codziennych spraw, trosk i radości – abyśmy stali się prawdziwą, żywą świątynią Pana na wieki.



 

Homilia II

 

Kazanie na Uroczystość Poświęcenia Kościoła Własnego
„Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu”

 

Przeżywamy dziś w XXX Niedzielę Zwykłą uroczystość poświęcenia naszego kościoła. To nie tylko rocznica wzniesienia murów, poświęcenia kamienia, ołtarza czy dachu. To przede wszystkim tajemnica wiary: Bóg wybrał to miejsce, aby mieszkać pośród nas. Dlatego liturgia prowadzi nas przez trzy czytania, które odsłaniają przed nami prawdę o świątyni Boga — o świątyni z kamienia, ale jeszcze bardziej o świątyni żywej, którą jest Chrystus i my w Nim.

 

Prorok Ezechiel w pierwszym czytaniu widzi chwałę Boga, która przychodzi od wschodu i wypełnia świątynię. Lud Izraela był wtedy na wygnaniu, po zniszczeniu świątyni jerozolimskiej. Wydawało się, że Bóg opuścił swój lud, że skończyło się wszystko, co dawało nadzieję. A jednak Bóg mówi: „To jest miejsce mego tronu i miejsce podstawy mych stóp, gdzie chcę mieszkać pośród Izraelitów na wieki”. Bóg nie opuszcza swojego ludu. Wraca do niego. Jego chwała na nowo wypełnia świątynię.

 

Dla nas ten obraz jest bardzo wymowny. Nasz kościół także jest miejscem, w którym Bóg chce mieszkać. Tu przychodzi Chrystus w swoim Słowie, tu jest ołtarz, tu jest tabernakulum, tu gromadzi się lud Boży. Ale równocześnie wiemy, że Bóg nie da się zamknąć w murach. Prawdziwą świątynią Nowego Przymierza jest Ciało Chrystusa — On sam. A my, przez chrzest, stajemy się członkami Jego Ciała, żywymi kamieniami tej świątyni.

 

Dlatego św. Paweł w drugim czytaniu mówi nam: „Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale współobywatelami świętych i domownikami Boga”. To niezwykłe określenie. Nie jesteśmy tylko gośćmi w kościele. Jesteśmy domownikami. Kościół to nasz dom. Jego fundamentem są apostołowie i prorocy, a kamieniem węgielnym — sam Chrystus Jezus. W Nim cała budowla rośnie na świętą świątynię w Panu. W Nim i my współbudujemy się, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha.

 

To znaczy, że poświęcenie kościoła nie dotyczy tylko budynku. Dotyczy także nas. Jeśli ten kościół jest poświęcony Bogu, to i my mamy być poświęceni. Jeśli mury tego kościoła mają być znakiem obecności Boga, to nasze serca, nasze rodziny, nasze codzienne życie mają być miejscem, gdzie Bóg może mieszkać. Świątynia buduje się nie tylko z cegieł, ale z nawrócenia, z miłości, z przebaczenia, z wierności. Grzech burzy tę świątynię. Plotka, nienawiść, obojętność, nieuczciwość — to pęknięcia w murze żywej świątyni. Eucharystia, modlitwa, sakrament pojednania — to sposoby, w jakie Bóg nieustannie odbudowuje nas jako swój dom.

 

I wreszcie Ewangelia — Zacheusz. Człowiek bogaty, zwierzchnik celników, znienawidzony przez wielu, uważany za grzesznika i zdrajcę. A jednak pragnął zobaczyć Jezusa. Był niskiego wzrostu, nie mógł Go ujrzeć z powodu tłumu. Wspiął się więc na sykomorę. Zrobił coś może trochę śmiesznego, niegodnego poważnego człowieka. Ale jego pragnienie było silniejsze niż wstyd. Chciał zobaczyć Jezusa.
I wtedy dzieje się coś, czego Zacheusz się nie spodziewał. Jezus przystaje, patrzy w górę i mówi: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Jezus nie czeka, aż Zacheusz się poprawi. Jezus wchodzi do jego domu jako pierwszy. Zacheusz schodzi z pośpiechem i przyjmuje Go rozradowany. A tłum szemrze: „Do grzesznika poszedł w gościnę”. Ilu z nas czasem szemrze, gdy Bóg przychodzi do kogoś, kogo my uważamy za niegodnego? Ilu z nas myśli, że kościół jest tylko dla porządnych, a nie dla celników, grzeszników, zagubionych?
A Zacheusz daje odpowiedź konkretną. Nie tylko się cieszy. Nie tylko mówi „wierzę”. On się nawraca. „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. Jego spotkanie z Jezusem dotyka jego portfela, jego pracy, jego krzywd, jego relacji. I wtedy Jezus mówi: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”.

 

To jest także nasza uroczystość. Jezus mówi do nas dzisiaj: „Muszę się zatrzymać w twoim domu”. W tym kościele, przy tym ołtarzu, w tej Eucharystii. Ale także w domu twoim, w twoim sercu, w twojej pracy, w twojej rodzinie. Uroczystość poświęcenia kościoła to nie tylko wspomnienie pięknej ceremonii sprzed lat. To pytanie: czy ja jestem żywym kamieniem? Czy moje serce jest świątynią Boga? Czy moje życie domowe jest miejscem modlitwy? Czy moja praca jest uczciwa? Czy dzielę się z ubogimi? Czy przyjmuję Jezusa z radością, czy tylko z przyzwyczajenia?
Niech ten kościół będzie znakiem, że Bóg jest z nami. Ale niech także nasza wspólnota, nasze rodziny i nasze serca staną się żywą świątynią, w której Bóg mieszka przez Ducha. Prośmy Pana, aby tak jak chwała Pańska weszła do świątyni, tak Jego łaska weszła do każdego z nas. A Maryja, Matka Kościoła, niech uczy nas przyjmować Chrystusa z wiarą, radością i gotowością nawrócenia.



HOMILIA III

 

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

 

Dzisiaj przeżywamy XXX Niedzielę Zwykłą, a jednocześnie radosną uroczystość poświęcenia naszego kościoła. To szczególny dzień wdzięczności Bogu za tę świątynię, w której gromadzimy się na modlitwie, słuchamy słowa Bożego i przyjmujemy sakramenty. Ale to także dzień, w którym Bóg na nowo pyta każdego z nas: czy ten kościół jest naprawdę twoim domem? Czy twoje serce jest świątynią, w której Ja mogę mieszkać?

 

Prorok Ezechiel w pierwszym czytaniu widzi niezwykłą scenę. Chwała Boga Izraela przychodzi od wschodu, a ziemia lśni od Jego chwały. Chwała Pańska wchodzi do świątyni przez bramę skierowaną ku wschodowi. Świątynia napełnia się chwałą Pańską. I słyszymy słowa Boga: „To jest miejsce mego tronu i miejsce podstawy mych stóp, gdzie chcę mieszkać pośród Izraelitów na wieki”.

 

Bóg nie jest daleki. Bóg nie chce pozostawać jedynie w niebie, poza zasięgiem naszego życia. On pragnie mieszkać pośród swojego ludu. Pragnie mieć miejsce, gdzie spotyka się z człowiekiem. Nasz kościół jest właśnie takim znakiem tej obecności. Każdy konsekrowany kościół przypomina nam, że niebo dotyka ziemi, że Bóg przychodzi do nas. Chwała Pańska nie jest jednak magią murów. Ona napełnia świątynię wtedy, gdy gromadzi się w niej lud wierny, gdy rozbrzmiewa słowo Boże, gdy sprawowana jest Eucharystia, gdy otwieramy serca na Jego działanie. Chrystus jest tym, który przychodzi od wschodu — On jest Wschodzącym Słońcem z wysoka. To On prowadzi nas do Ojca.

 

Dlatego dzisiejsza uroczystość nie jest tylko wspomnieniem dawnej konsekracji. To wezwanie, abyśmy i my stali się żywą świątynią Boga. Święty Paweł w drugim czytaniu mówi wyraźnie: „Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale współobywatelami świętych i domownikami Boga — zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus”. Kościół to nie tylko budynek. Kościół to wspólnota ludzi, którzy przez chrzest stali się domownikami Boga. Ten piękny kościół, w którym się modlimy, jest znakiem tej żywej wspólnoty. Ale czy my rzeczywiście czujemy się tu jak w domu? Czy traktujemy się nawzajem jak bracia i siostry? Czy budujemy jedność, czy raczej dzielimy się, szemrząc i osądzając?

 

Ewangelia o Zacheuszu pokazuje nam, co się dzieje, gdy Jezus wchodzi do czyjegoś domu. Jezus przechodzi przez Jerycho. W mieście jest Zacheusz, zwierzchnik celników, człowiek bogaty, ale znienawidzony przez rodaków. Chce zobaczyć Jezusa. Jest niski, tłum mu przeszkadza. Nie poddaje się jednak. Biegnie naprzód i wspina się na sykomorę. To piękny obraz pragnienia. Zacheusz chce zobaczyć Jezusa, nawet za cenę śmieszności, nawet wbrew tłumowi. A my? Czy mamy jeszcze pragnienie, aby zobaczyć Jezusa? Czy przeszkadza nam tłum codziennych spraw, lęk, grzech, wstyd? Może czasem czujemy się zbyt mali duchowo, zbyt słabi. Ale właśnie wtedy Jezus podnosi wzrok i patrzy na nas.

 

Jezus przychodzi na to miejsce, spogląda w górę i mówi: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. To zdanie powinno nas poruszyć. Jezus nie czeka, aż Zacheusz się poprawi. Jezus nie mówi: najpierw napraw swoje życie, potem cię odwiedzę. On sam wychodzi z inicjatywą. To Bóg pierwszy nas szuka. To Chrystus pragnie wejść do naszego domu. I Zacheusz schodzi z pośpiechem, przyjmuje Go rozradowany.

 

Lecz inni szemrają: „Do grzesznika poszedł w gościnę”. Zawsze znajdą się tacy, którzy będą nas osądzać. Zawsze będą ci, którym przeszkadza Boże miłosierdzie. Ale Zacheusz nie zważa na szemranie. Staje i wyznaje: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. Prawdziwe spotkanie z Jezusem nie kończy się tylko wzruszeniem. Ono przemienia życie. Zacheusz nie tylko przyjmuje Jezusa do domu, ale zaczyna żyć sprawiedliwie, hojnie, po Bożemu. Naprawia krzywdy. Wynagradza. Dzieli się z ubogimi.

 

Wtedy Jezus mówi: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”.

 

Drodzy Bracia i Siostry, to właśnie dzieje się w naszym kościele. Tu Jezus nas szuka. Tu wzywa nas po imieniu. Tu mówi: dziś muszę zatrzymać się w twoim domu. W każdej Mszy świętej Pan Jezus przychodzi do nas, do naszej wspólnoty, do naszych serc. W sakramencie pokuty wyciąga nas z naszych sykomor, z naszych kryjówek i lęków. W Eucharystii wchodzi do naszego domu i zasiada do stołu. A my? Czy przyjmujemy Go z radością? Czy pozwalamy, aby Jego obecność przemieniła nasze życie?

 

Uroczystość poświęcenia kościoła mówi nam dzisiaj trzy ważne prawdy.
Pierwsza: Bóg chce mieszkać pośród nas. Nasz kościół jest domem Bożym, miejscem Jego tronu i podstawy Jego stóp. Dlatego przychodzimy tu z szacunkiem, z wiarą, z miłością. Nie jako obcy, ale jako dzieci.
Druga: Kościół tworzą żywe kamienie. To my. Każdy z nas jest wezwany, aby być świątynią Ducha Świętego. Nasze życie ma być budowane na Chrystusie, kamieniu węgielnym. Jeśli odrzucimy Chrystusa, wszystko się rozsypie. Jeśli z Nim jesteśmy złączeni, rośniemy ku świętości.
Trzecia: Jezus przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło. Nasz kościół jest domem dla grzeszników, dla słabych, dla szukających. Nie ma tu miejsca na pogardę i szemranie. Jest miejsce na nawrócenie, przebaczenie i radość. Jak Zacheusz mamy umieć naprawić krzywdy, przeprosić, wynagrodzić, być hojni. Jak Zacheusz mamy przyjąć Jezusa rozradowani.

 

Dziś dziękujemy Bogu za nasz kościół. Dziękujemy za tych, którzy go zbudowali, ozdobili, utrzymywali. Dziękujemy za kapłanów, którzy tu sprawują sakramenty. Dziękujemy za wspólnotę, która się tu gromadzi. Ale nie zatrzymujmy się tylko na dziękczynieniu. Zapytajmy: co ja mogę zrobić, aby ten kościół był naprawdę domem Boga? Może trzeba częściej tu przychodzić — nie tylko w niedzielę, ale także w tygodniu, na adorację, na różaniec. Może trzeba pojednać się z Bogiem w spowiedzi. Może trzeba pojednać się z drugim człowiekiem. Może trzeba włączyć się w służbę przy ołtarzu, w pomoc ubogim, w troskę o wspólnotę. Może trzeba zaprosić kogoś, kto zaginął, kto oddalił się od Boga.

 

Panie Jezu, Ty jesteś chwałą tej świątyni. Ty jesteś kamieniem węgielnym. Ty jesteś Zbawicielem, który szuka i zbawia. Dziękujemy Ci za nasz kościół. Uczyń z nas żywe kamienie. Przychodź dziś do naszych domów i serc. Nie pozwól, abyśmy byli obcymi i przychodniami. Uczyń nas swoją rodziną. Niech ta świątynia będzie miejscem Twojego tronu, a nasze życie — nieustannym dziękczynieniem.

 

Dziś zbawienie może stać się udziałem tego domu. Dziś Jezus chce zatrzymać się w twoim domu. Otwórz Mu drzwi. Przyjmij Go z radością. Amen.


 


HOMILIA IV

 

Dzisiaj świętujemy rocznicę poświęcenia naszego kościoła. To nie jest rocznica budynku. Nie obchodzimy urodzin murów, sklepień i ławek, choć mamy wiele powodów, by za nie dziękować. Dzisiejsze czytania prowadzą nas głębiej i pytają o coś ważniejszego: gdzie naprawdę mieszka Bóg i co znaczy, że mieszka pośród nas?

 

1. Bóg, który chce zamieszkać
Prorok Ezechiel opisuje wizję, która dla Izraelitów była odpowiedzią na największy ból. Świątynia jerozolimska leżała w gruzach, lud był na wygnaniu, a wielu myślało, że Bóg ich opuścił. I nagle prorok widzi, jak chwała Pańska wraca. Przychodzi od wschodu, a jej głos jest jak szum wielu wód. Wchodzi do świątyni i napełnia ją.

 

Zwróćmy uwagę na słowa, które Pan wypowiada: «To jest miejsce mego tronu (…), gdzie chcę mieszkać pośród Izraelitów na wieki». Nie „mogę tu zajrzeć”, nie „będę tu czasem bywał”. Chcę mieszkać. Bóg nie jest dalekim władcą, który wymaga od nas budowania pałaców, by Go zadowolić. To On pragnie być blisko. Świątynia nie powstaje po to, by człowiek zamknął Boga w czterech ścianach, lecz dlatego, że Bóg sam pragnie zamieszkać wśród swojego ludu.

 

Kiedy wchodzimy do naszego kościoła, wchodzimy do miejsca, w którym ta obietnica trwa. Tu jest „miejsce Jego tronu”. Warto zadać sobie pytanie: czy wchodzę tu jak do sali, w której coś trzeba „odbębnić”, czy jak do domu, w którym czeka na mnie Ktoś, kto mnie oczekuje?

 

2. Kamienie żywe
Święty Paweł robi jednak krok dalej i mówi coś, co powinno nas zaskoczyć: «Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale współobywatelami świętych i domownikami Boga». I dalej: to „cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy współbudujecie się”.

 

Świątynią jest więc także wspólnota. Cegły tej budowli to ludzie: ci, którzy siedzą dziś w ławkach, ale też ci, którzy zmarli i modlili się tu przed nami, oraz ci, którzy przyjdą po nas. Fundamentem są apostołowie i prorocy, a kamieniem węgielnym jest Chrystus. Kamień węgielny to ten, który wyznacza kierunek i trzyma w całości całą konstrukcję. Bez Niego cała budowla by się rozsypała.

 

Dlatego dziś trzeba zapytać nie tylko o to, w jakim stanie są nasze mury, ale w jakim stanie jest ta żywa świątynia. Czy jesteśmy w niej dobrze „zespoleni”, czy raczej jak luźne kamienie, które leżą obok siebie i się nie dotykają? Parafia nie jest zbiorem anonimowych uczestników nabożeństw. Jest domem, w którym są domownicy. A w domu zna się nawzajem swoje twarze, zauważa się, że kogoś nie ma, że komuś jest ciężko, że ktoś jest nowy i nie wie, gdzie usiąść. Kościół z pięknymi witrażami i chłodną atmosferą wspólnoty nie jest jeszcze tym, o co chodzi Panu Bogu.

 

3. Zacheusz i dom, który się otwiera
Ewangelia o Zacheuszu pasuje do dzisiejszego święta lepiej, niż się z pozoru wydaje. To opowieść o tym, jak dom staje się miejscem spotkania z Bogiem.

Zacheusz to człowiek, któremu się „udało”: przełożony celników, bardzo bogaty. A jednak jest wykluczony. Dla swoich jest zdrajcą i wyzyskiwaczem, grzesznikiem, z którym lepiej się nie zadawać. Ma pieniądze, ale nie ma nic, co dałoby mu miejsce w społeczności. I coś go ciągnie do Jezusa. Chce „koniecznie zobaczyć”, kim On jest. Nie wie jeszcze, że to nie on szuka, ale że to Ktoś szuka jego.

 

Zauważmy, ile w tej scenie jest przeszkód. Tłum zasłania Jezusa. Zacheusz jest niski. Mógł się poddać albo zostać na uboczu. Ale on biegnie i wspina się na drzewo. Dorosły, ceniony w mieście człowiek, wdrapuje się na sykomorę, narażając się na śmieszność. Czasem właśnie tego wymaga spotkanie z Bogiem: odrobiny pokory i odwagi, by zrobić pierwszy krok, nawet jeśli ktoś się uśmiechnie.

 

A potem dzieje się to, co najważniejsze. Jezus zatrzymuje się, patrzy w górę i woła go po imieniu: «Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu». Ani jednego wyrzutu, ani listy grzechów. Jest tylko: muszę zatrzymać się w twoim domu. Bóg nie czeka, aż Zacheusz się poprawi, żeby go odwiedzić. Wchodzi pod jego dach, pomimo szemrania tłumu, który wie lepiej, kto na to zasługuje.

 

I tu zamyka się koło z pierwszym czytaniem. Bóg, który u Ezechiela chce mieszkać pośród swojego ludu, tutaj chce zamieszkać w domu jednego człowieka. Ten sam Pan, który wypełnia świątynię swoją chwałą, wchodzi do domu grzesznika. Święta jest świątynia, ale Jemu równie bardzo zależy na tym, by zamieszkać w ludzkim sercu.

 

4. Owoce obecności Boga
Co się dzieje, gdy Bóg wchodzi do domu Zacheusza? Zacheusz przyjmuje Go z radością, a potem stoi i mówi: «Połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie». Nikt go do tego nie zmuszał. Jezus nie wygłosił żadnego kazania o pieniądzach. Wystarczyła obecność. Spotkanie z Chrystusem samo przemienia serce, a przemiana serca zmienia relacje: z pieniędzmi, z bliźnimi, z własną przeszłością.

 

To jest test autentyczności każdej świątyni, tej z cegieł i tej żywej. Jeśli Bóg naprawdę w niej mieszka, to coś się w nas zmienia. Wspólnota, która modli się pod tym dachem, nie może być obojętna na biedę obok, na krzywdy wyrządzone innym i na ludzi, o których „wszyscy wiedzą”, że są grzesznikami, i dlatego nikt się nimi nie zajmuje. Kościół, z którego wychodzimy takimi samymi, jacy weszliśmy, jest ładnym budynkiem. Kościół, z którego wychodzimy z sercem choć trochę bardziej otwartym na Boga i ludzi, jest domem Bożym.

 

5. Co dziś zabrać do domu?
Chciałbym zostawić Państwu trzy pytania.

Po pierwsze: czy wchodzę do tego kościoła świadomy, że ktoś mnie tu oczekuje? Bóg powiedział: „chcę tu mieszkać”. Pozwólmy Mu to robić, także przez ciszę, uwagę i zwykłą obecność w czasie Mszy.
Po drugie: czy jestem „żywym kamieniem” w tej wspólnocie? Co mogę zrobić, żeby ta budowla była mocniejsza? Może wystarczy przywitać nowego człowieka, odwiedzić chorego sąsiada, zaangażować się w coś, co służy innym, albo zwyczajnie pomodlić się za parafię.
Po trzecie: kto jest dziś moim „Zacheuszem”? Kogo mój własny tłum osądów zasłonił i odsunął na drzewo? A jednocześnie: w czym ja jestem Zacheuszem, jaką swoją „niskość”, wstyd czy winę przed Bogiem ukrywam? Jezus powtarza dziś także mnie: „zejdź, bo dziś muszę zatrzymać się w twoim domu”.

 

Zakończenie
Drodzy Bracia i Siostry, Bóg zamieszkał w świątyni jerozolimskiej, zamieszkał w domu Zacheusza i pragnie zamieszkać w każdym z nas. Ten kościół jest znakiem tej obietnicy, jest bramą, przez którą Jego chwała wchodzi w nasze życie. Dziękujmy Bogu za mury, które nas gromadzą, i za ludzi, którzy je wznieśli i utrzymywali. Ale przede wszystkim prośmy, abyśmy byli budowlą żywą, otwartą na Chrystusa, który i dziś przechodzi przez nasze miasto i szuka tego, co zginęło.
Bo „dziś zbawienie stało się udziałem tego domu”. Niech to „dziś” wybrzmi także w naszej parafii. Amen.