menu

wtorek, 3 listopada 2026

XXXII Niedziela w ciągu roku - A

Mdr 6,12-16

Mądrość jest wspaniała i niewiędnąca: ci łatwo ją dostrzegą, którzy ją miłują, i ci ją znajdą, którzy jej szukają, uprzedza bowiem tych, co jej pragną, wpierw dając się im poznać. Kto dla niej wstanie o świcie, ten się nie natrudzi, znajdzie ją bowiem siedzącą u drzwi swoich. O niej rozmyślać - to szczyt roztropności, a kto z jej powodu nie śpi, wnet się trosk pozbędzie: sama bowiem obchodzi i szuka tych, co są jej godni, objawia się im łaskawie na drogach i wychodzi naprzeciw wszystkim ich zamysłom.

1Tes 4,13-18

Nie chcemy, bracia, waszego trwania w niewiedzy co do tych, którzy umierają, abyście się nie smucili jak wszyscy ci, którzy nie mają nadziei. Jeśli bowiem wierzymy, że Jezus istotnie umarł i zmartwychwstał, to również tych, którzy umarli w Jezusie, Bóg wyprowadzi wraz z Nim. To bowiem głosimy wam jako słowo Pańskie, że my, żywi, pozostawieni na przyjście Pana, nie wyprzedzimy tych, którzy pomarli. Sam bowiem Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej, a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi. Potem my, żywi i pozostawieni, wraz z nimi będziemy porwani w powietrze, na obłoki naprzeciw Pana, i w ten sposób zawsze będziemy z Panem. Przeto wzajemnie się pocieszajcie tymi słowami!

Mt 25,1-13

Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie! Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną. Odpowiedziały roztropne: Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie! Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: Panie, panie, otwórz nam! Lecz on odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.



Czy jesteś świadom, że czegoś ci potrzeba w podróży przez życie?

Trochę dziwna i wydaje się dzisiejsza Ewangelia i nie do końca zrozumiała intencja Pana Jezusa. O co Mu chodzi w tej przypowieści z rozsądnymi i nierozsądnymi kobietami? No i jakie to ma znaczenie dla nas żyjących w XXI wieku kiedy ma nawet nie wiemy co to jest lampa na oliwę? Czy mówiąc tę przypowieść Jezus rzeczywiście chciał powiedzieć coś ważnego i istotnego dla nas?

Oczywiście należy najpierw przedrzeć się przez zasłonę symbolu. Wybierając się w daleką drogę, czy nawet udając się w niedaleką podróż, trzeba się należycie przygotować. Nie mogę mieć pretensji do nikogo, jeśli stanie się coś co mogłem przewidzieć, a ja na to nie byłem przygotowany, bo zaniedbałem moje normalne obowiązki. Jeśli wychodzę z domu w pochmurny dzień powinienem wziąć pod uwagę fakt, że może padać deszcz i powinienem się zapatrzeć w parasol. Trudno oczekiwać, że ktoś na ulicy użyczy mi swojego parasola czy płaszcza bo akurat się rozpadało, a ja zlekceważyłem prognozy pogody i wyszedłem w koszuli.

Podobnie jest w całym naszym życiu, które może być porównane to takiej właśnie podróży. Jej ostatecznym celem jest zbawienie i życie wieczne, które w przypowieści Chrystusa symbolizuje uczta weselna. My na taką ucztę się właśnie wybieramy i powinniśmy się do tego odpowiednio przygotować. Sam Chrystus daje nam wszystkie konieczne środki i pomoce, aby nas do tej uczty weselnej doprowadzić. To są sakramenty jakie każdemu z nas proponuje z Chrztem, Spowiedzią i Komunią na czele. Chrystus zapewnił nam komfort podróży nie tylko z wygodami, ale i podróży nie samotnej lecz wspólnocie Kościoła. Z naszej jednak strony oczekuje, ze proponowane przez Niego środki do zbawienia wykorzystamy, że ich nie zlekceważymy, nie zignorujemy. Nie może być tak, że beztrosko korzystamy z życia i używamy go a nawet nadużywamy do woli i według własnego widzimisię, ale pod koniec życia próbujemy wywrzeć na innych presję i oczekujemy „cudów nawrócenia”. Nie bardzo wierzę w takie spektakularne nawrócenia na łożu śmierci (no chyba że ktoś modlił się, jak święta Monika przez 30 lat o nawrócenie swojego męża). Zazwyczaj bowiem jest tak, jak z tymi pannami nieroztropnymi, które dopiero w ostatnim momencie przypominają sobie, że im „oliwy może zabraknąć” !!! A co robiłeś całe życie? Z sakramentów nie korzystałeś, przykazania lekceważyłeś, Kościół założony przez Chrystusa odstawiłeś na bok …, a teraz pod koniec życia … oliwy ci zabrakło !!!

Warto o tym pomyśleć może właśnie teraz w miesiącu listopadzie, kiedy wspominamy właśnie tych, którzy już przed bramami na ucztę oczekują … Oczywiście naszą modlitwą i naszymi „Zaduszkami” możemy im „trochę tej oliwy do lamp dostarczyć”, ale co jeśli ktoś nawet lampy ze sobą nie zabrał?!?!?

Nie odkładaj zaopatrzenia się w lampę i oliwę na ostatnią chwilę, bo możesz nie zdążyć, bo nie znasz dnia ani godziny.
Obyś zdziwiony nie usłyszał przerażającego wyroku: „
Zaprawdę, powiadam wam, nie znam cię.”


Homilia alternatywna

Nieroztropność to czy głupota?

Idziemy przez życie zadowoleni i dumni z naszych lamp. Szczycimy się i chwalimy tym cośmy osiągnęli, pokazując to na „wystawach” rodzinnych i koleżeńskich przyjęć, na targowiskach próżności i biennale zbytku. Zapomnieliśmy tylko, że brak nam ducha, że te wszystkie materialne dobra, to wszystko z czego jesteśmy tacy dumni, to jak lampy bez oliwy, to jak latarki bez baterii, to jak piękne, ale puste talerze, z których nikt się nie pożywi. Zapomnieliśmy tylko, że najpiękniej oprawiona książka, jeśli głupia i bez znaczenia nie będzie czytana, że spryt to nie mądrość, a przebiegłość, to nie roztropność. I dopiero wtedy, gdy zbliża się koniec życia i kiedy "lampy należałoby opatrzeć" okazuje się, że nam "oliwy brak", że byliśmy po prostu głupi dbając o to, co zewnętrzne i materialne, ale przecież tylko drugoplanowe i bezduszne, a zapominając o tym co ożywia i daje światło. I z przerażeniem stwierdzamy, że nasze lampy choć piękne i ozdobne, i wypieszczone, i kolorowe, i bogato zdobione są bezużyteczne, bo nie świecą.... ŻE CAŁE NASZE ŻYCIE BYŁO I NIESTETY NADAL JEST JAK TA PUSTA LAMPA BEZ OLIWY!!! A dlaczego nie zaopatrzyłem się w oliwę, kiedy był na to czas? Dlaczego spałem i dbałem jedynie o pozory? Co robiłem w życiu i dlaczego maje baterie się wyczerpały? JESTEM PUSTY bo byłem głupi, bo mi "oliwy brakło", bo byłem tylko przebiegły zamiast być mądrym, bo byłem jedynie sprytny zamiast być roztropnym!!! Przerażające stwierdzenie... A mnie się wydawało, że się urządziłem i rzeczywiście nieźle się urządziłem na krótką doczesność, ale też się "nieźle URZĄDZIŁEM" na całą wieczność...

Czy świecę, czy też jestem jedynie pustą, choć zewnętrznie piękną lampą?



Homilia Alternatywna II

Homilia: Oliwa, która wystarcza na noc
Trzy dzisiejsze czytania — o Mądrości, o chrześcijańskiej nadziei wobec śmierci i o dziesięciu pannach — układają się w jeden duchowy dramat dorosłego człowieka. Nie jest to dramat lęku, lecz dramat wolności, która uczy się kochać w czasie. Bóg nie chce, abyśmy żyli w panice przed „północą”, ale abyśmy każdego dnia gromadzili oliwę, która pozwoli naszej lampie płonąć, gdy zabraknie światła z zewnątrz.

1. Mądrość, która wychodzi nam naprzeciw
Księga Mądrości mówi, że Mądrość „jest wspaniała i niewiędnąca”, że „uprzedza tych, co jej pragną, wpierw dając się im poznać”. To zdanie jest jednym z najpiękniejszych opisów łaski. Nie szukamy Boga sami, z własnej inicjatywy, jakbyśmy byli właścicielami duchowego wysiłku. To Bóg pierwszy wychodzi nam naprzeciw: w natchnieniu sumienia, w pragnieniu, którego nie potrafimy do końca nazwać, w niepokoju, który budzi nas z duchowego snu.
Mądrość w Biblii nie jest jednak tylko wiedzą ani sprytem życiowym. W tradycji chrześcijańskiej Mądrość ma imię: Jezus Chrystus. On jest Tym, który „siedzi u drzwi” naszego życia i czeka. Dorosła wiara polega więc nie na tym, że mamy coraz więcej religijnych informacji, ale na tym, że coraz głębiej pozwalamy się prowadzić Temu, który pierwszy nas umiłował.

„Kto dla niej wstanie o świcie, ten się nie natrudzi” — to piękny obraz porannej modlitwy, pierwszego spojrzenia dnia skierowanego ku Bogu. Nie chodzi oczywiście tylko o wczesną godzinę. Chodzi o to, komu oddajemy pierwsze miejsce w naszym dniu, w naszych myślach, w naszych decyzjach. Mądrość roztropna to nie ta, która wszystko przewidzi, ale ta, która życie porządkuje według tego, co wieczne. Dorosły człowiek codziennie staje przed pytaniem: czy buduję życie na tym, co przemija, czy na tym, co „niewiędnące”?

2. Nadzieja, która nie jest złudzeniem
Święty Paweł pisze do Tesaloniczan: „Nie chcemy, bracia, waszego trwania w niewiedzy co do tych, którzy umierają, abyście się nie smucili jak wszyscy ci, którzy nie mają nadziei”. Apostoł nie zabrania smutku. Chrześcijanin ma prawo płakać przy trumnie, ma prawo odczuwać ból rozstania. Wiara nie odbiera człowiekowi serca. Ale wiara nadaje temu płaczowi inny kierunek: nie jest to płacz bez wyjścia, lecz płacz człowieka, który wie, że śmierć nie jest ostatnim słowem.

Nadzieja chrześcijańska nie jest optymizmem, który mówi: „jakoś to będzie”. Nie jest też ucieczką od rzeczywistości. Opiera się na konkretnym wydarzeniu: „Jeśli bowiem wierzymy, że Jezus istotnie umarł i zmartwychwstał, to również tych, którzy umarli w Jezusie, Bóg wyprowadzi wraz z Nim”. Nasza nadzieja ma imię: Zmartwychwstały Chrystus. Dlatego „zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi”, a my „zawsze będziemy z Panem”.

To słowo dotyka nas bardzo osobiście. Wielu z nas nosi w sercu żałobę po rodzicach, małżonkach, dzieciach, przyjaciołach. Dzisiejsze czytanie nie mówi nam, że mamy nie tęsknić. Mówi, że nasza tęsknota może być przeniknięta nadzieją. Modlitwa za zmarłych, Msza święta odprawiana w ich intencji, wiara w Boże miłosierdzie — to wszystko są znaki, że nie żegnamy się z nimi na zawsze. „Przeto wzajemnie się pocieszajcie tymi słowami” — pisze Paweł. Chrześcijańska nadzieja nie jest sprawą prywatną. Rodzi się i umacnia we wspólnocie, gdy jedni drugim przypominają, że Chrystus żyje.

3. Oliwa czuwania
Przechodzimy do Ewangelii. Dziesięć panien, dziesięć lamp, jedna noc, jedno wołanie o północy. Wszystkie wyszły na spotkanie pana młodego. Wszystkie miały lampy. Wszystkie zasnęły. Różnica nie polegała na tym, że jedne były „lepsze” od drugich w sensie moralnej doskonałości. Różnica była w oliwie. Pięć panien wzięło zapas, pięć — nie.

Czym jest oliwa? Ojcowie Kościoła widzieli w niej życie łaski: wiarę działającą przez miłość, modlitwę, sakramenty, wierność powołaniu, ciche dobro czynione codziennie. Oliwa to nie jednorazowy zapał, ale trwała rezerwa wewnętrznego życia. To wszystko, co gromadzimy w ciągu dni, gdy nikt nie patrzy: godzina adoracji, różaniec w drodze, rachunek sumienia, przebaczenie komuś, cierpliwość wobec współmałżonka, uczciwość w pracy, pomoc potrzebującemu, milczenie zamiast ostrego słowa.

Panna nierozsądna nie jest postacią z daleka. To dorosły człowiek, który mówi: „Jeszcze mam czas”, „Później się nawrócę”, „Najpierw ułożę życie, potem zajmę się Bogiem”. To człowiek, który ma lampę — może nawet pięknie wyglądającą — ale nie ma w niej oliwy. Ma religijne przyzwyczajenia, ale nie ma żywej relacji. Ma słowa, ale nie ma miłości. Ma zewnętrzny blask, ale nie ma wewnętrznego zapasu.

„Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny”. Czuwanie nie oznacza bezsennych nocy pełnych lęku. Oznacza serce gotowe. Oznacza życie tak uporządkowane, aby o każdej godzinie mogło stanąć przed Bogiem bez paniki. Czuwanie to codzienna wierność, a nie ostatnia chwila desperacji. Nie chodzi o to, by bać się północy, ale by żyć tak, aby o każdej godzinie lampa płonęła miłością.
Warto zadać sobie dziś bardzo konkretne pytanie: co jest moją oliwą? Co naprawdę podtrzymuje we mnie światło wiary? I odwrotnie: co sprawia, że moja lampa gaśnie? Może jest to pośpiech, który nie zostawia miejsca na modlitwę? Może hałas, który zagłusza głos sumienia? Może uraza, której nie chcę przebaczyć? Może odkładanie spowiedzi, zaniedbanie Eucharystii, brak czasu dla drugiego człowieka?

Scena z Ewangelii zawiera jeszcze jeden mocny szczegół: roztropne panny nie chcą dać oliwy nierozsądnym. To nie jest egoizm. To prawda o wolności. Nikt nie może przeżyć za nas naszej odpowiedzi Bogu. Nikt nie może nas zastąpić w osobistym spotkaniu z Chrystusem. Możemy i powinniśmy sobie pomagać — teraz: przez świadectwo, modlitwę, sakramenty, wspólnotę. Ale w chwili ostatecznej każdy z nas stanie przed Bogiem ze swoją własną lampą. I dlatego tak ważne jest, aby nie odkładać miłości na później.

Dzisiejsza Eucharystia jest właśnie czasem gromadzenia oliwy. Bóg nie przychodzi do nas po to, by nas przestraszyć północą, ale po to, by nas przygotować na spotkanie. Jego Mądrość wychodzi nam naprzeciw, Jego nadzieja umacnia nas wobec śmierci, Jego Słowo uczy nas czuwania.
Prośmy więc o serce roztropne. Prośmy o wytrwałość w codziennym gromadzeniu oliwy: w modlitwie, w sakramentach, w miłości do bliźnich. Prośmy, abyśmy nie byli chrześcijanami ostatniej godziny, ale chrześcijanami każdej godziny — takimi, którzy wiedzą, że Pan młody idzie, i którzy umieją wyjść Mu na spotkanie z lampą płonącą miłością.

Niech Najświętsza Maryja Panna, Matka Mądrości i wzór czuwania, pomaga nam każdego dnia trwać w gotowości serca. Amen.

Homilia alternatywna III

„Oliwa, której nikt nie może pożyczyć"
Jest listopad. Dopiero co staliśmy na cmentarzach wśród płomieni zniczy, a dziś liturgia stawia przed nami dziesięć lamp, które mają płonąć w nocy. Nie jest to przypadek. Kościół prowadzi nas od wspomnienia tych, którzy odeszli, ku pytaniu o nas samych: jak czekamy na Pana, który przyjdzie?

1. Rzeczywistość, o której Jezus mówi: noc
Zwróćmy uwagę na szczegół, który łatwo pominąć. Wszystkie panny zasnęły: i roztropne, i nierozsądne. Jezus nie opowiada o dwóch grupach, z których jedna jest czujna, a druga leniwa. Wszystkie są zmęczone, wszystkie czekają dłużej, niż zakładały, wszystkim pan młody się „opóźnia".
To bardzo ludzkie doświadczenie. Każdy z nas zna taką noc wiary, kiedy Bóg wydaje się spóźniać: modlitwa staje się sucha, obietnice odległe, a codzienność wciąga jak sen. Ewangelia nie gorszy się tym snem. Różnica między pannami nie polega na tym, że jedne spały, a drugie nie. Polega na tym, co miały w naczyniach, gdy rozległo się wołanie o północy.
Północ to godzina, w której człowiek nie może już niczego nadrobić. Zostaje tylko to, co zostało wcześniej zgromadzone.

2. Czym jest oliwa?
Lampy mają wszystkie. Lampa to zewnętrzna forma wiary: chrzest, przynależność do wspólnoty, praktyki, rozpoznawalna tożsamość chrześcijanina. Wszystkie panny wyszły z lampami i wszystkie wyglądały tak samo. Dopiero północ pokazuje, że blask nie jest dany przez samą lampę.
Czym więc jest oliwa? Tradycja Kościoła podsuwała różne odpowiedzi: miłość, uczynki, łaskę, wiarę żywą. Święty Augustyn widział w niej miłość, świętego Grzegorza Wielkiego prowadziła ku dobrym uczynkom spełnianym w ukryciu. Można je połączyć: oliwa to życie wewnętrzne, ta niewidoczna część wiary, która nie służy pokazaniu się innym. To wierność modlitwie, kiedy nikt nie patrzy. Cicha obecność Słowa Bożego w sercu. Przebaczenie dane bez świadków. Regularne sakramenty, które nie są rutyną, lecz karmieniem duszy. Miłosierdzie okazane komuś, kto nigdy się o tym nie dowie.
Oliwa jest tym, co zbieramy w dniach zwyczajnych, bez fanfar, kropla po kropli. Nikt nie napełnia lampy w ostatniej chwili.

3. Dlaczego roztropne nie mogły się podzielić?
Ta scena niepokoi wielu słuchaczy. Czy to nie brak miłosierdzia? Dlaczego roztropne odmawiają? Ich odpowiedź nie jest egoizmem, lecz wyrazem prawdy: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć".
Są rzeczy, które możemy sobie nawzajem ofiarować: czas, pomoc, modlitwę wstawienniczą, dobre słowo. Ale są też rzeczy, których nie da się przekazać. Nikt nie może uwierzyć za mnie. Nikt nie może za mnie kochać Boga, spotkać się z Nim w sercu, odpowiedzieć na Jego wołanie. Rodzice mogą wychować dzieci w wierze, ale nie mogą w ich miejsce zawierzyć. Małżonek może się modlić za współmałżonka, ale nie zastąpi jego osobistej relacji z Panem. Wiara nie jest dziedzictwem, które się przelewa z naczynia do naczynia. Jest osobistym spotkaniem.
To pouczenie jest szczególnie ważne dla tych, którzy dziś mówią: „Moja babcia się modliła", „Moi rodzice byli głęboko wierzący". To wielki dar, ale nie zastępuje mojej własnej oliwy.

4. Mądrość, która sama nas szuka
Pierwsze czytanie kładzie na to wydarzenie światło niezwykłej łagodności. Księga Mądrości mówi o Mądrości, która „uprzedza tych, co jej pragną", „siedzi u drzwi" i „wychodzi naprzeciw wszystkim ich zamysłom". Zauważmy kierunek tego ruchu: to nie my zdobywamy Mądrość, lecz ona nas szuka. Bóg jest pierwszy. Kto wstaje o świcie, nie musi się trudzić, bo znajduje ją już czekającą u progu.
To zmienia sposób, w jaki myślimy o oliwie. Nie jest ona osiągnięciem ambitnych duchowo ludzi, lecz odpowiedzią na Boże zaproszenie. Bóg stoi u naszych drzwi. Nasza „roztropność" polega na tym, że otwieramy, zanim zapuka po raz ostatni. Mądrość biblijna nie jest sprytem ani sumą wiedzy, lecz umiejętnością rozpoznania, co jest naprawdę ważne, i życia zgodnie z tym.
Autor dodaje zdanie, które warto zapamiętać: „kto z jej powodu nie śpi, wnet się trosk pozbędzie". Czuwanie nie jest ciężarem, lecz drogą do pokoju. Człowiek, który ma w sobie oliwę, nie żyje w napięciu, bo wie, na czym stoi.

5. Czuwanie nie jest lękiem
Trzeba tu rozwiać jedno nieporozumienie. „Czuwajcie, bo nie znacie dnia ani godziny" nie jest groźbą wymierzoną w nasz spokój. Gdyby czuwanie oznaczało nieustanny strach, święty Paweł nie pisałby do Tesaloniczan, aby się pocieszali.
Paweł pisze o tych, którzy odeszli, i mówi coś ogromnie ważnego: nie smućcie się „jak wszyscy ci, którzy nie mają nadziei". Nie zabrania smutku, bo smutek po stracie jest ludzki, a Jezus sam płakał nad grobem Łazarza. Ale mówi, że nasz smutek ma inną naturę. Nie jest pustką bez horyzontu, lecz tęsknotą ludzi, którzy wiedzą, że rozstanie nie jest ostatnim słowem. „Jeśli wierzymy, że Jezus umarł i zmartwychwstał, to również tych, którzy umarli w Jezusie, Bóg wyprowadzi wraz z Nim."
Czuwanie chrześcijańskie ma więc smak nadziei, nie paniki. Czuwa ten, kto czeka na kogoś, kogo kocha. Panna z oliwą nie drży z niepokoju, czy zdąży. Ma spokój kogoś, kto się przygotował, i może nawet zasnąć, bo jej lampa jest gotowa. Wierzący może spać spokojnie nie dlatego, że nie ma ryzyka, lecz dlatego, że przez lata uczył się zaufania.

6. „Nie znam was"
Jest w tej przypowieści zdanie, które boli: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was". Nie jest to wyrok wydany z zimnej surowości. Hebrajskie „znać" oznacza wejść w relację, we wzajemną bliskość. Pan młody nie mówi: „Nie widzę was", lecz: „Nie weszliście w relację ze mną". Nierozsądne panny stoją pod drzwiami, ale nie przez ten brak oliwy, lecz przez brak znajomości. Oliwa, którą mogły zgromadzić, to właśnie czas spędzony z Tym, który przychodzi.
Czyż nie dotyczy to także nas? Można bywać w kościele latami i nie poznać Chrystusa. Można znać doktrynę, a nie znać Osoby. Pytanie, które Pan zadaje nam dziś, nie brzmi: „Czy wiesz o Mnie?“, lecz: „Czy Mnie znasz? Czy pozwalasz, abym ja znał ciebie?”

7. Co z tym zrobić w praktyce?
Warto zapytać siebie, na progu tego listopada, kilku prostych pytań.
Skąd biorę oliwę? Czy mam stałe miejsce i czas na modlitwę, choćby krótką? Czy sięgam po Słowo Boże nie tylko w niedzielę? Czy przystępuję do spowiedzi i Komunii jako do spotkania, nie jako do obowiązku?
Czy nie żyję cudzą oliwą? Czy moja wiara nie opiera się na tym, co robią inni: księża, rodzice, wspólnota? Wspólnota jest darem, ale nie może zastąpić mojego osobistego „tak".

Czy nie odkładam na później? Najbardziej zdradliwe zdanie duchowe brzmi: „Jeszcze zdążę". Nierozsądne panny nie były złe. Po prostu były przekonane, że starczy czasu. Oliwę trzeba zbierać dziś, w zwyczajnym wtorku, nie w nadzwyczajnych okolicznościach.
Czy potrafię czekać z nadzieją? Tym, którzy opłakują bliskich, Ewangelia mówi: ich lampy nie zgasły, lecz płoną w innym świetle. A nasza lampa ma świecić tak, by była kiedyś znowu połączona z ich światłem na uczcie, o której mówi Pan.

8. Uczta, nie egzamin
Na koniec spójrzmy na obraz, który kończy przypowieść dla tych, którzy byli gotowi: „weszły z nim na ucztę weselną". Celem czuwania nie jest wynik na jakimś egzaminie, lecz radość spotkania. Chrześcijaństwo nie jest systemem unikania kary, lecz drogą ku weselu. Bóg nie chce, abyśmy trzęśli się przy drzwiach, lecz abyśmy weszli i zasiedli przy stole.
Każda Eucharystia jest już zapowiedzią tej uczty. Tu, w tej świątyni, Pan młody przychodzi do nas pod postacią chleba i wina. Tu możemy napełniać naczynia, tu uczymy się Jego głosu, tu stajemy się tymi, których On „zna". Nie czekajmy więc na północ. Przychodźmy po oliwę w każdej Mszy świętej, w każdej modlitwie, w każdym akcie miłości.
Prośmy dziś Pana o dar mądrej, cichej, wytrwałej wierności. Aby w godzinie, której nie znamy, nasze lampy płonęły, a my, razem z tymi, których kochaliśmy i którzy odeszli w Chrystusie, usłyszeli nie: „Nie znam was", lecz: „Wejdź do radości twego Pana".