wtorek, 11 października 2022

Trylogia "Mów do ludzkich sumień"

Książki są nadal dostępne:

1 – „Mów do ludzkich sumień” wydanie książkowe niestety już wyczerpane. Mogę ją przesłać w formacie EPUB lub Mobi. Zamówienie tutaj  http://mow.kazania.org
2 –  „Mów do ludzkich sumień  2. Wiara, nauka i Prawda” można zamówić tutaj: www.mow2.kazania.org
3 –  „Mów do ludzkich sumień  3. Przewodnik dla mających kłopoty ze spowiedzią”: można zamówić tutaj: http://www.mow3.kazania.org

piątek, 7 października 2022

XXVIII Niedziela w ciągu roku – C

 2Krl 5,14-17

Odszedł więc Naaman i zanurzył się siedem razy w Jordanie, według słowa męża Bożego, a ciało jego na powrót stało się jak ciało małego dziecka i został oczyszczony. Wtedy wrócił do męża Bożego z całym orszakiem, wszedł i stanął przed nim, mówiąc: Oto przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem! A teraz zechciej przyjąć dar wdzięczności od twego sługi! On zaś odpowiedział: Na życie Pana, przed którego obliczem stoję – nie wezmę! Tamten nalegał na niego, aby przyjął, lecz on odmówił. Wtedy Naaman rzekł: Jeśli już nie chcesz, to niechże dadzą twemu słudze tyle ziemi, ile para mułów unieść może, ponieważ odtąd twój sługa nie będzie składał ofiary całopalnej ani ofiary krwawej innym bogom, jak tylko Panu.

2Tm 2,8-13

Pamiętaj na Jezusa Chrystusa, potomka Dawida! On według Ewangelii mojej powstał z martwych. Dla niej znoszę niedolę aż do więzów jak złoczyńca; ale słowo Boże nie uległo skrępowaniu. Dlatego znoszę wszystko przez wzgląd na wybranych, aby i oni dostąpili zbawienia w Chrystusie Jezusie razem z wieczną chwałą. Nauka to zasługująca na wiarę: Jeżeliśmy bowiem z Nim współumarli, wespół z Nim i żyć będziemy. Jeśli trwamy w cierpliwości, wespół z Nim też królować będziemy. Jeśli się będziemy Go zapierali, to i On nas się zaprze. Jeśli my odmawiamy wierności, On wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć siebie samego.

Łk 17,11-19

Zmierzając do Jerozolimy przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami. Na ich widok rzekł do nich: Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Do niego zaś rzekł: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła.

Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami ...

Syryjski wódz Naaman chciał i umiał okazać wdzięczność za uzdrowienie. Niewierny i pogardzany przez prawowiernych Żydów, trędowaty Samarytanin także wiedział, co to jest wdzięczność. Ale, czy ja wiem, co to jest wdzięczność? Jakże często wołam o pomoc? Jakże często się jej domagam, a nawet żądam ... ale zwrotu "dziękuję bardzo" nie ma w moim słowniku.

Albo z innej strony

... co dobrego zrobiłeś?

Jezus nie był obojętny na wołanie i potrzebę, na biedę drugiego człowieka. Nie był głuchy, nie udawał, że nie słyszy, nie widzi, nie ma czasu ... Nikomu, kto prosił, kto był w potrzebie, kto był w niedostatku nie odmawiał, nie lekceważył, nie przechodził obok ... A ja? Czy widzę, czy słyszę, czy zauważam? Czy też udaję, że nie ma sprawy, że nie mam czasu, że jestem zajęty ... A może nawet do głowy mi nie przyjdzie, że mogę, że leży to w zasięgu moich możliwości ...? Może nawet nie pomyślę o tym, że mógłbym pomóc? Jeden z moich znajomych widząc kiedyś człowieka w potrzebie zareagował w bardzo "modny" sposób, mówiąc cynicznie i "żartobliwie": "Nie mój cyrk, nie moje małpy". I był bardzo zadowolony z użytego wyrażenia. Życzę jemu i wszystkim innym podobnym żartownisiom, aby i im ktoś kiedyś odpowiedział w równie cyniczny i "żartobliwy" sposób: "Nie mój cyrk, nie moje małpy".

Czy bieda tego świata, to naprawdę nie twoja sprawa?!?!?
Ejże, człowieku pewny siebie, czy to, aby nie ty potrzebujesz pomocy?
Czy to aby nie twoje sumienie zostało dotknięte trądem i paraliżem?

wstrząsająca statystyka ...

Co 3 sekundy ktoś na świecie umiera z głodu...
A ty, ile jedzenia dzisiaj zniszczyłeś, wyrzuciłeś, ile dobra zmarnowałeś...?
Czy aby na pewno nie twój cyrk i nie twoje małpy?

 

piątek, 30 września 2022

XXVII Niedziela w ciągu roku – C

Ha 1,2-3; 2,2-4

Dokądże, Panie, wzywać Cię będę – a Ty nie wysłuchujesz? Wołać będę ku Tobie: Krzywda [mi się dzieje]! – a Ty nie pomagasz? Czemu każesz mi patrzeć na nieprawość i na zło spoglądasz bezczynnie? Oto ucisk i przemoc przede mną, powstają spory, wybuchają waśnie. Odpowiedział Pan tymi słowami: Zapisz widzenie, na tablicach wyryj, by można było łatwo je odczytać. Jest to widzenie na czas oznaczony, lecz wypełnienie jego niechybnie nastąpi; a jeśli się opóźnia, ty go oczekuj, bo w krótkim czasie przyjdzie niezawodnie. Oto zginie ten, co jest ducha nieprawego, a sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności.

 

2Tm 1,6-8.13-14

Z tej właśnie przyczyny przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie przez włożenie moich rąk. Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia. Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga! Zdrowe zasady, któreś posłyszał ode mnie, miej za wzorzec w wierze i miłości w Chrystusie Jezusie! Dobrego depozytu strzeż z pomocą Ducha Świętego, który w nas mieszka.

Łk 17,5-10

Apostołowie prosili Pana: Przymnóż nam wiary. Pan rzekł: Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna. Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: Pójdź i siądź do stołu? Czy nie powie mu raczej: Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił? Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać.

Gdyby wiara wasza była jak ziarno gorczycy

Rzeczywiście, gdyby wiara moja była chociażby jak ziarno gorczycy mógłbym góry przenosić ... Ale niestety nie jest i dlatego niejednokrotnie tak bardzo cierpię, bo nie umiem zaufać Bogu, bo za bardzo liczę na własne siły, na moje koneksje, znajomości i układy, na mój spryt i przebiegłość... I co więcej, uważam się za wierzącego, za kogoś, komu należy się szacunek i takie lub inne "Boże usługi". Nie ma we mnie pokory sługi, ani wiary dziecka. Nie ma we mnie radości i prostoty. Jest nadal skomplikowane balansowanie pomiędzy dobrem, a złem, pomiędzy obowiązkiem, a przykazaniem, pomiędzy tym co muszę, a tym co mogę... I dlatego za Habbakukiem powtarzam: „Dokądże, Panie, wzywać Cię będę – a Ty nie wysłuchujesz? Krzywda [mi się dzieje]! – a Ty nie pomagasz?

Zastanawiam się więc uczciwie i rzeczowo; dlaczego moja wiara jest taka słaba i mała? Zastanawiam się coraz bardziej i dochodzę do wniosku, że jest to wynik zaniedbania i lekceważenia z mojej strony. Ja jej po prostu nie rozwijam, nie pielęgnuję. Uznałem ją –już kiedyś, dawno temu- za coś gotowego, za coś, w co zostałem wyposażony i coś, co jest statyczne. A przecież wiara jest jak ziarno i domaga się troski, rozwoju, pielęgnacji, doglądania, pogłębiania. Wiara nie jest meblem, który się raz kupiło i postawiło pod ścianą. Wiara jest rzeczywistością dynamiczną i zarazem osobistą. To ja mam ją rozwijać, to ja mam ją pogłębiać, to ja mam czynić ją żywą i znaczącą w moim życiu. A skoro odłożyłem ją –jak świąteczne ubranie- na półkę i używam tylko od czasu do czasu, „na niedzielę” lub rzadziej, „od święta” to czemu się dziwię, że zbutwiała, że stała się przykrótka i po prostu mi „nie leży”?

I dlatego w moim stosunku do Boga jestem letni i nijaki, w moim stosunku do człowieka, jestem egoistyczny i zachłanny, jestem obojętny i pokrętny w moim życiu codziennym i stale się tylko domagam i żądam, skarżę i narzekam. Rok za rokiem mija bezpowrotnie, a w moim życiu nic się nie zmienia, bo wiara mis się sfilcowała, bo zjadły ją mole codziennych trosk, grzechów i upadków. A wiara to przecież wierność i zaufanie, a w moim życiu nie ma, ani jednego ani drugiego. Jest tylko pokrętne kombinowanie, jakby tu wyjść na swoje. I dlatego proszę razem z Apostołami:

Panie, przymnóż mi wiary, umocnij moją nadzieję
i miłość uczyń prawdziwą, a nie egoistyczna, nie obłudną.

W naszym życiu religijnym zadowalamy się bardzo często jedynie powierzchownym rytuałem czy rutynowym odmówieniem paciorka. Ale czy to wystarczy?

Czy taka rutyna i powierzchowny rytuał to rzeczywiście modlitwa? Czy jest to na pewno spotkanie z Bogiem? Czy to jest właśnie pogłębiona i autentyczna wiara?

niedziela, 18 września 2022

„Mów do ludzkich sumień 3"

 Informuję niniejszym, że dostępna jest już trzecia książka z serii „Mów do ludzkich sumień 3. Przewodnik dla mających kłopoty ze Spowiedzią”.

Można ją zamówić na stronie: http://www.mow3.kazania.org.

Miłosierdzie Boże jest skierowane przede wszystkim do człowieka, który udręczony jakimś szczególnie bolesnym doświadczeniem, albo przygnieciony ciężarem popełnionych grzechów utracił wszelką nadzieję w życiu i skłonny jest ulec pokusie rozpaczy. Takiemu człowiekowi ukazuje się łagodne oblicze Chrystusa, a promienie wychodzące z Jego Serca padają na grzesznika, oświecają go i rozpalają, wskazują drogę i napełniają nadzieją”. – Św. Jan Paweł II

Wszystko zależy tego, po co przychodzisz do Spowiedzi. Jeśli przychodzisz tam tylko po to, żeby szukać usprawiedliwienia lub akceptacji swoich grzechów, to na pewno nie spotkasz tam Miłosierdzia Bożego.

Oto okładka:



piątek, 16 września 2022

XXV NIEDZIELA ZWYKŁA, ROK C

 Pierwsze czytanie                                          Am 8, 4-7

Bóg ukarze gnębicieli ubogich

Czytanie z Księgi proroka Amosa.

Słuchajcie tego wy, którzy gnębicie ubogiego i bezrolnego pozostawiacie bez pracy, którzy mówicie: « Kiedyż minie nów księżyca, byśmy mogli sprzedawać zboże? Kiedyż szabat, byśmy mogli otworzyć spichlerz? A będziemy zmniejszać efę, powiększać sykl i wagę podstępnie fałszować. Będziemy kupować biednego za srebro, a ubogiego za parę sandałów i plewy pszenicy będziemy sprzedawać ».

Przysiągł Pan na dumę Jakuba: « Nie zapomnę nigdy wszystkich ich uczynków ».

Oto słowo Boże.

 Psalm responsoryjny     Ps 113 (112), 1-2. 4-6. 7-8 (R.: por. 1 b i 7 b)

Refren: Pana pochwalcie, On dźwiga biednego.
lub: Alleluja.

1  Chwalcie słudzy Pańscy, *
chwalcie imię Pana.
2  Niech imię Pana będzie błogosławione, *
teraz i na wieki.

Refren.

4  Pan jest wywyższony nad wszystkie ludy, *
ponad niebiosa sięga Jego chwała.
6 Kto jest jak nasz Pan Bóg, †
i co ma siedzibę w górze, *
i w dół spogląda na niebo i na ziemię.

Refren.

7  Podnosi z prochu nędzarza *
i dźwiga z gnoju ubogiego,
8 by go posadzić wśród książąt, *
wśród książąt swojego ludu.

Refren.

Drugie czytanie                                              1 Tm 2, 1-8

Wspólne błagania za wszystkich ludzi

Czytanie z Pierwszego Listu świętego Pawła Apostoła do Tymoteusza.

Zalecam przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi: za królów i za wszystkich sprawujących władzę, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością. Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela naszego, Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy.

Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus, który wydał siebie samego na okup za wszystkich jako świadectwo we właściwym czasie. Ze względu na nie ja zostałem ustanowiony głosicielem i apostołem — mówię prawdę, nie kłamię — nauczycielem pogan w wierze i prawdzie.

Chcę więc, by mężczyźni modlili się na każdym miejscu, podnosząc ręce czyste bez gniewu i sporu.

Oto słowo Boże.

Śpiew przed Ewangelią                               2 Kor 8, 9

Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
Jezus Chrystus, będąc bogaty, dla was stał się ubogim,
aby was swoim ubóstwem ubogacić.
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

 Ewangelia dłuższa                                        Łk 16, 1-13

Przypowieść o nieuczciwym rządcy

 + Słowa Ewangelii według świętego Łukasza.

Jezus powiedział do swoich uczniów:

« Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go do siebie i rzekł mu: “ Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą ”.

Na to rządca rzekł sam do siebie: “ Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mię zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mię ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu ”.

Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: “ Ile jesteś winien mojemu panu? ” Ten odpowiedział: “ Sto beczek oliwy ”. On mu rzekł: “ Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz pięćdziesiąt ”. Następnie pytał drugiego: “ A ty ile jesteś winien? ” Ten odrzekł: “ Sto korcy pszenicy ”. Mówi mu: “ Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt ”. Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światła.

Ja także wam powiadam: “ Zyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków.

Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobro kto wam powierzy? Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze?

Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi.

Nie możecie służyć Bogu i mamonie ” ».

Oto słowo Pańskie.


Ewangelia krótsza     - Łk 16, 10-13

Nie można służyć Bogu i mamonie 

 + Słowa Ewangelii według świętego Łukasza.

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobro kto wam powierzy? Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze?

Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi.

Nie możecie służyć Bogu i mamonie ” ».

Oto słowo Pańskie.


Nikt nie może dwóm panom służyć ...

Niezrozumiałym wydaje się w dzisiejszej Ewangelii to, że Jezus niejako pochwala nieuczciwość rządcy. Czy chodzi tu jednak o pochwałę nieuczciwości, czy raczej o pochwałę roztropności w "zarządzaniu niegodziwą mamoną"? Wszystko co posiadasz jest ci tylko powierzone i do niczego nie możesz sobie uzurpować prawa własności. Umiej odpuścić, darować tym, którzy są ci coś winni. Nie dopominaj się o każdy "pożyczony grosz", chciej zobaczyć ludzi biedniejszych od ciebie i "pożycz im na wieczne nieoddanie", bo synowie tego świata, bankierzy i przedsiębiorcy, biznesmeni i politycy przebieglejsi są i mądrzejsi w "zarządzie nieuczciwą mamoną i w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie ..." niż chrześcijanie w swoich rachunkach. I wiedz przy tym, że nie możesz cieszyć się swoim bogactwem i dostatkiem tak długo, jak długo są na świcie ludzie biedni i umierający z głodu.

Jest bowiem całkowitym absurdem fakt, że w tym samym momencie, w jednym miejscu na świecie umierają z przejedzenia i z nudów dobrzy chrześcijanie, a w innym miejscu również dobrzy chrześcijanie umierają z głodu! Jest rzeczą nie do przyjęcia fakt, ze 260 najbogatszych ludzi świata ma na swoich kontach tyle samo co roczny dochód 3 miliardów najuboższych, a więc drugiej, biedniejszej połowy ludzkości.

Niesprawiedliwość społeczna współczesnego świata jest jednym z największych grzechów ludzkości i na nic sympozja, akcje charytatywne, wielkie słowa, deklaracje i dyskusje. O tym właśnie przypominał nam  św. Jan Paweł II - Papież i być może dlatego między innymi Jego nauczanie było i jest takie niepopularne wśród żyjących w dostatku wśród ludzi zamożnych i żyjących w luksusach?

Dopóki są na świecie biedni i umierający z głodu, nikt nie ma prawa być szczęśliwy i zadowolony. Bo nie można służyć Bogu i mienić się uczniem Chrystusa, a jednocześnie zamykać się w twierdzy obojętności na biedę i potrzeby innych.

Czy mój dostatek, nawet uczciwie zarobiony jest naprawdę uczciwy, wobec nędzy innych, którym się gorzej w życiu powiodło? Czy oni nie dlatego cierpią ubóstwo, że ja mam po prostu za dużo?

 

piątek, 9 września 2022

XXIV Niedziela w ciągu roku – C

 Wj 32,7-11.13-14

Pan rzekł wówczas do Mojżesza: Zstąp na dół, bo sprzeniewierzył się lud twój, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej. Bardzo szybko odwrócili się od drogi, którą im nakazałem, i utworzyli sobie posąg cielca ulanego z metalu i oddali mu pokłon, i złożyli mu ofiary, mówiąc: Izraelu, oto twój bóg, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej. I jeszcze powiedział Pan do Mojżesza: Widzę, że lud ten jest ludem o twardym karku. Zostaw Mnie przeto w spokoju, aby rozpalił się gniew mój na nich. Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem. Mojżesz jednak zaczął usilnie błagać Pana, Boga swego i mówić: Dlaczego, Panie, płonie gniew Twój przeciw ludowi Twemu, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej wielką mocą i silną ręką? Wspomnij na Abrahama, Izaaka i Izraela, Twoje sługi, którym przysiągłeś na samego siebie, mówiąc do nich: Uczynię potomstwo wasze tak liczne jak gwiazdy niebieskie, i całą ziemię, o której mówiłem, dam waszym potomkom, i posiądą ją na wieki. Wówczas to Pan zaniechał zła, jakie zamierzał zesłać na swój lud.

1Tm 1,12-17

Dzięki składam Temu, który mię przyoblekł mocą, Chrystusowi Jezusowi, naszemu Panu, że uznał mnie za godnego wiary, skoro przeznaczył do posługi mnie, ongiś bluźniercę, prześladowcę i oszczercę. Dostąpiłem jednak miłosierdzia, ponieważ działałem z nieświadomością, w niewierze. A nad miarę obfitą okazała się łaska naszego Pana wraz z wiarą i miłością, która jest w Chrystusie Jezusie. Nauka to zasługująca na wiarę i godna całkowitego uznania, że Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy. Lecz dostąpiłem miłosierdzia po to, by we mnie pierwszym Jezus Chrystus pokazał całą wielkoduszność jako przykład dla tych, którzy w Niego wierzyć będą dla życia wiecznego. A Królowi wieków nieśmiertelnemu, niewidzialnemu, Bogu samemu – cześć i chwała na wieki wieków! Amen.

Łk 15,1-32

Zbliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.

Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata z domu i nie szuka staranne, aż ją znajdzie. A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam. Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawracaKoniec krótszej Ewangelii

Powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.

Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić.

Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się.

Książka do nabycia na stronie: http://www.mow3.kazania.org

Homilia

Nie jest trudno zauważyć, że wspólnym tematem dzisiejszych czytań jest …. MIŁOSIERDZIE. Wszystkie 3 czytania wyrażają tą podstawową prawdę objawienia, powtarzającą się w całym Piśmie Św.:

„Bóg nie chce śmierci grzesznika, ale aby się nawrócił i miał życie wieczne.”

Człowiek obdarowany wolnością bardzo często odchodzi od Boga; jak Izraelici w 1-szym czytaniu, jak Szaweł w czytaniu drugim, jak syn marnotrawny w Ewangelii, jak my sami -bardzo często- w naszym życiu.

A Bóg zawsze w swoim Miłosierdziu czeka na nasze nawrócenie. Nie chce i nie może nas nawrócić na siłę, bo byłoby to zaprzeczeniem największego Jego daru, daru wolności.

Bóg szuka każdego z nas, jak ów pasterz zagubionej owcy, jak owa kobieta zgubionych drachm, ale nigdy nie przymusi cię do powrotu wbrew twojej woli, bo byłbyś nieszczęśliwy.

I dlatego — jak Miłosierny Ojciec w Ewangelii — Bóg czeka aż "pójdziemy po rozum do głowy” i stwierdzimy jak marnotrawny szyn: WRÓCĘ.

Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z najemników.

Chętnie przytaczamy przypowieść o synu marnotrawnym, ale tylko wtedy, kiedy ja sam widzę siebie jako marnotrawnego syna. Kiedy jednak należałoby zastosować tą przypowieść do kogoś innego, to już trochę inaczej widzę tę przypowieść.

Miłosierdzie Boże nie ma granic, jeśli tylko ja sam nie postawię Mu tamy moją pychą, obojętnością, lekceważeniem i zarozumiałością.

Jeśli nie umiesz sobie ze swoim grzechem, to nie ma innej rady jak decyzja marnotrawnego syna: „Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników.

 

Skrucha nieodzownym warunkiem przebaczenia

Syn marnotrawny - przepiękna opowieść nie tylko o marnotrawnym i zarozumiałym dziecku, ale przede wszystkim o Miłosiernym i pełnym mądrości Ojcu. Wszyscy z ufnością i nadzieją tak właśnie myślimy o Bogu, na Którego Miłosierdzie i przebaczenie liczymy. Inaczej być zresztą nie może, bo to właśnie był cel przypowieści Chrystusa - pokazać nam Miłosierdzie Boga Ojca. I tak rzeczywiście jest, że Bóg jest Miłosierny i miłujący wszystkie swoje dzieci, i tego marnotrawnego, rozrzutnego syna, który przepuścił znaczną cześć ojcowskiego majątku, ale i tego drugiego, buntowniczego i zadziornego. Bóg miłuje i przebacza. To jest niewątpliwie prawda.

Zapominamy jednak dosyć często, że warunkiem "sine qua non" – nieodzownym warunkiem ojcowskiego miłosierdzia jest skrucha i pokora owego zarozumiałego syna. Gdyby tenże syn nie "był poszedł po rozum do głowy" i nie uznał konieczności zmiany życia, gdyby się sam na powrót do domu Ojca nie zdecydował... nie mógłby dostąpić ojcowskiego przebaczenia i miłosierdzia. Ojciec nie mógł i nie chciał na siłę go do siebie sprowadzać, szanując jego wolność, nawet wtedy, gdy bolał i cierpiał z powodu upadku syna. I o tym, o konieczności skruchy i nawrócenia nie można zapominać. Słowa owego syna, wypowiedziane "na końcu drogi odejścia", na niejako dnie: "Zabiorę się i wrócę...” są konieczne i nieodzowne, są początkiem nawrócenia i warunkiem miłosierdzia. I o tym wielu nie chce pamiętać, mówiąc sobie: "Będę żył jak mi się podoba, a Miłosierny Bóg i tak mi wszystko wybaczy". Albo: "Bóg jest Miłosierny, nie ma się więc po co straszyć i stresować grzechami". Nic bardziej złudnego. Bóg jest Miłosierny, ale tylko i wyłącznie dla tych, którzy umieją się przyznać do popełnionych błędów i mają odwagę cywilną powiedzieć: "popełniłem grzech, potrzebuję Bożego Miłosierdzia". Liczenie na Miłosierdzie Boże z lekceważeniem osobistego nawrócenia i zmiany życia jest nieporozumieniem i oszukiwaniem samego siebie. Miłosierny Ojciec pozwolił nawet, aby wracający syn wypowiedział te bardzo trudne do wypowiedzenia, słowa: "Ojcze zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem Ciebie...”

Bóg szuka każdego z nas, jak ów pasterz zagubionej owcy, jak owa kobieta zgubionych drachm, ale nigdy nie przymusi cię do powrotu wbrew twojej woli, bo byłbyś nieszczęśliwy.

Kościół nie został utworzony przez Chrystusa jedynie dla świętych, ale właśnie dla tych, którzy przeżywają jakiekolwiek kłopoty i trudności w swoim życiu. Celem całej pracy duszpasterskiej Kościoła zgodnie ze słowami Chrystusa: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają(Mt 9:12; Mk 2:17; Łk 5:31) nie jest jedynie zapewnienie komfortu duchowego tym, którzy się „dobrze mają”, ale „poszukiwanie owiec, które się pogubiły”. Przypomniał o tym Papież Franciszek, kiedy w swej książce: „Miłosierdzie to imię Boga. Rozmowa z Andreą Tornellim” powiedział wprost: „Kościół jest szpitalem polowym dla poranionych”. Jest jednak rzeczą nieodzowną uświadomienie sobie swojego stanu i decyzja: "Zabiorę się i wrócę...”

"Nie potrzebują bowiem lekarze zdrowi, ale ci, którzy się źle mają...” i są tego świadomi.

Dopóki nie uświadomisz sobie, że jesteś chory nie możesz być uleczony!

sobota, 3 września 2022

XXIII Niedziela w ciągu roku – C

 Mdr 9,13-18

Któż bowiem z ludzi rozezna zamysł Boży albo któż pojmie wolę Pana? Nieśmiałe są myśli śmiertelników i przewidywania nasze zawodne, bo śmiertelne ciało przygniata duszę i ziemski przybytek obciąża lotny umysł. Mozolnie odkrywamy rzeczy tej ziemi, z trudem znajdujemy, co mamy pod ręką - a któż wyśledzi to, co jest na niebie? Któż poznał Twój zamysł, gdyś nie dał Mądrości, nie zesłał z wysoka Świętego Ducha swego? I tak ścieżki mieszkańców ziemi stały się proste, a ludzie poznali, co Tobie przyjemne, i wybawiła ich Mądrość.

Flm 1,9b-10.12-17

Jako stary Paweł, a teraz jeszcze więzień Chrystusa Jezusa - proszę cię za moim dzieckiem - za tym, którego zrodziłem w kajdanach, za Onezymem. Jego ci odsyłam; ty zaś jego, to jest serce moje, przyjmij do domu! Zamierzałem go trzymać przy sobie, aby zamiast ciebie oddawał mi usługi w kajdanach /noszonych dla/ Ewangelii. Jednakże postanowiłem nie uczynić niczego bez twojej zgody, aby dobry twój czyn był nie jakby z musu, ale z dobrej woli. Może bowiem po to oddalił się od ciebie na krótki czas, abyś go odebrał na zawsze, już nie jako niewolnika, lecz więcej niż niewolnika, jako brata umiłowanego. /Takim jest on/ zwłaszcza dla mnie, ileż więcej dla ciebie zarówno w doczesności, jak w Panu. Jeśli więc się poczuwasz do łączności ze mną, przyjmij go jak mnie!

 

Łk 14,25-33

A szły z Nim wielkie tłumy. On zwrócił się i rzekł do nich:

Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć. Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko i prosi o warunki pokoju. Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.



Homilia

Kto nie ma w nienawiści ...

Szokujące słowa wypowiada dziś Jezus. Szokujące i bardzo wymagające. Czytając dzisiejszą Ewangelię zadaję sobie pytanie: „czy to co czego wymaga Chrystus jest dla normalnych ludzi, czy może tylko dla wybranych?” Jak można "mieć w nienawiści" swoich najbliższych, swoich rodziców, swoją rodzinę? Przecież to jest nieludzkie, przecież to jest wbrew przykazaniu miłości. Czy nie jest to jeden z tych momentów gzie Chrystus zaprzecza sam sobie? Jeśli bowiem dosłownie potraktować wezwanie Mistrza, to życie człowieka, życie ucznia chrystusowego staje się całkowicie niezrozumiałe, a nawet sprzeczne. Z jednej strony wymaganie stawiane w dzisiejszej Ewangelii, a z drugiej strony powtarzane wielokrotnie przykazanie miłości bliźniego...

Najbardziej jednak drastyczne są ostatnie słowa: "Kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada nie może być moim uczniem!” Czy takie radykalne podejście do chrześcijaństwa jest jeszcze możliwe dla normalnego człowieka, czy jest to raczej już tylko „ścieżka dla orłów”, powołanie dla wybranych, wyzwanie dla "zawodowców"? Na czym polega owo wyrzekanie się wszystkiego, owo zaparcie się siebie?

Sądzę, że w odpowiedzi na te wszystkie, powyżej postawione pytania trzeba najpierw rozróżnić dwie rzeczy:

- po pierwsze Chrystus mówiąc w taki właśnie obrazowy sposób, chce nam uzmysłowić to, o czym w kilka wieków później św. Augustyn będzie uczył mówiąc: „Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu w twoim życiu, to wszystko jest na właściwym miejscu, ale jeśli Bóg nie jest na pierwszym miejscu w twoim systemie wartości, to w twoim życiu jest bałagan i wszystko jest poprzestawiane.

- i po drugie, musimy sobie ustawicznie stawiać pytania o to, czy żyjemy radykalizmem ewangelicznym.

Takie pytania musimy sobie stawiać osobiście. Na czym – według mnie - polega ów radykalizm ewangeliczny? Co znaczy - dla mnie - wyrzekanie się wszystkiego? Jak ja mam nieść mój własny krzyż, aby być godnym miana ucznia Chrystusowego? Nie ma bowiem w tym względzie jakichś generalnych rozwiązań i ogólnych recept. Nie ma jednej, ogólnie powszechnej odpowiedzi. Innego radykalizmu będzie potrzebował kartuski zakonnik czy siostra zakonna, a innego matka chorego dziecka, czy ojciec wielodzietnej rodziny. Innego zaparcia się siebie będzie Chrystus oczekiwał od ucznia przed maturą, a innego od dyrektora zakładu pracy przed bardzo trudną decyzją personalną. Inaczej będzie ten ewangeliczny radykalizm realizowała matka czy ojciec w rodzinie, a inaczej ksiądz, inaczej dziecko a inaczej człowiek dorosły i w podeszłym wieku. Ale też nie można pozostawić tego fragmentu Ewangelii z boku, udawać, że go nie ma, że jest to tylko wynik redakcyjnych zabiegów św. Łukasza. Ewangeliczny radykalizm jest jednym z najważniejszych przesłań chrześcijaństwa. I bez niego wszystko rozmywa się w nijakości, w mdłym moralizatorstwie i słodkim ględzeniu.  Nie można też twierdzić, ze jest on wezwaniem tylko dla mnichów, dla wybranych, dla żyjących „na górnych półkach”. To byłoby nieporozumienie. Wezwanie Chrystusa jest skierowane do uczniów, a nie do wybranych. Każdy oczywiście musi „usiąść i obliczyć wydatki”, czy będzie zdolny podołać nałożonym sobie zobowiązaniom, ale to musi zrobić każdy, a nie tylko ten kto czuje specjalne powołanie do kapłaństwa, czy życia konsekrowanego.

Każdy musi rozważyć i policzyć czy stać go na poniesienie wszystkich konsekwencji swojej decyzji. Niemniej jednak każdy z nas jest osobiście zobowiązany do klarownych i definitywnych rozstrzygnięć.

I kiedy Chrystus mówi bardzo zdecydowanie i jednoznacznie: „nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”, to nie jest to tylko retoryczna figura literacka, ale faktyczny i realny wymóg stawiany prawdziwemu wyznawcy Chrystusa.  Jak bowiem ktoś powiedział: „Być oderwanym od wszystkiego, to podstawowy warunek, aby nie być na wszystko obojętnym”.

Być może we współczesnym świecie tak wiele jest obojętności i zobojętnienia na los innych właśnie dlatego, że ludzie są za bardzo przywiązani do tego co posiadają i nie umieją nabrać dystansu. Chrystus proponuje więc bardzo skuteczne lekarstwo na obojętność i znieczulicę, oderwanie się od wszystkiego i umieszczenie na centralnym miejscu mojego życia samego Boga, bo (warto może powtórzyć słowa św. Augustyna): „Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu w twoim życiu, to wszystko jest na właściwym miejscu, ale jeśli Bóg nie jest na pierwszym miejscu w twoim systemie wartości, to w twoim życiu jest bałagan.

A jak jest w twoim życiu?

piątek, 26 sierpnia 2022

22 NIEDZIELA ZWYKŁA - ROK C

 Pierwsze czytanie                                       Syr 3, 17-18. 20. 28-29

Bóg miłuje pokornych

Czytanie z Księgi Syracydesa.

Synu, z łagodnością wykonuj swe sprawy, a każdy, kto jest prawy, będzie cię miłował. O ile wielki jesteś, o tyle się uniżaj, a znajdziesz łaskę u Pana. Wielka jest bowiem potęga Pana i przez pokornych bywa chwalony.

Na chorobę pyszałka nie ma lekarstwa, albowiem nasienie zła w nim zapuściło korzenie. Serce rozumnego rozważa przypowieści, a ucho słuchacza jest pragnieniem mędrca.

Oto słowo Boże.

Psalm responsoryjny Ps 68 (67), 4-5ac. 6-7ab. 10-11 (R. : por. 11b)

Refren: Ty, dobry Boże, biednego ochraniasz.

4  Sprawiedliwi cieszą się i weselą przed Bogiem, *
i rozkoszują radością.
5  Śpiewajcie Bogu, grajcie Jego imieniu, *
cieszcie się Panem, przed Nim się weselcie.

Refren.

6  Ojcem sierot i wdów opiekunem *
jest Bóg w swym świętym mieszkaniu.
7  Bóg dom gotuje dla opuszczonych, *
jeńców prowadzi ku lepszemu życiu.

Refren.

10 Deszcz obfity zesłałeś, Boże, *
Tyś orzeźwił swoje znużone dziedzictwo.
11 Twoja rodzina, Boże, znalazła to mieszkanie, *
które w swej dobroci dałeś ubogiemu.

Refren.

 

Drugie czytanie                                              Hbr 12, 18-19. 22-24a

Stare i Nowe przymierze

Czytanie z Listu do Hebrajczyków.

Bracia:

Nie przystąpiliście do dotykalnego i płonącego ognia, do mgły, do ciemności i burzy ani też do grzmiących trąb i do takiego dźwięku słów, iż wszyscy, którzy go słyszeli, prosili, aby do nich nie mówił.

Wy natomiast przystąpiliście do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zebranie, do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach, do Boga, który sądzi wszystkich, do duchów sprawiedliwych, które już doszły do celu, do pośrednika Nowego Testamentu, Jezusa.

Oto słowo Boże.

Śpiew przed Ewangelią                                               Mt 11, 29ab

Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie,
bo jestem cichy i pokorny sercem.
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

Ewangelia                                                                     Łk 14, 1. 7-14

Kto się wywyższa, będzie poniżony,
a kto się poniża, będzie wywyższony

Słowa Ewangelii według świętego Łukasza.

Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili.

I opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie wybierali pierwsze miejsca. Tak mówił do nich: «Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca; by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: “Ustąp temu miejsca”; i musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce.

Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: “Przyjacielu, przesiądź się wyżej”; i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony».

Do tego zaś, który Go zaprosił, rzekł: «Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych.

A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych».

Oto słowo Pańskie.

Homilia

Aby być szczęśliwym trzeba być pokornym!!! Trudna to prawda i bardzo niepopularna... Przecież człowiek pokorny jest na każdym kroku wykorzystywany, wyśmiewany, jest słaby, niezaradny, nie ma – koniecznej w współczesnym świecie – asertywności, jest życiowym niedorajdą. A Chrystus wielokrotnie w Ewangeliach nawołuje do pokory i skromności, do nie wywyższania się i ustępowania, do nie odpowiadania złem na zło, gwałtem na gwałt, do nadstawiania drugiego policzka. Czy to jest realne i możliwe we współczesnym życiu, gdzie każdy musi być silny, asertywny, znać swoją wartość, umieć się bronić i dbać o swoje PR?

Co więcej św. Piotr w swoim pierwszym liście pisze coś, co może razić i zniechęcać:

"Najmilsi: Wszyscy wobec siebie wzajemnie przyobleczcie się w pokorę, Bóg bowiem pysznym się sprzeciwia, pokornym zaś daje łaskę. Upokórzcie się więc pod mocną ręką Boga, aby was wywyższył w stosownej chwili. Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was. Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawiajcie się jemu. (…) A Bóg wszelkiej łaski, Ten, który was powołał do wiecznej swojej chwały w Chrystusie, gdy trochę pocierpicie, sam was udoskonali, utwierdzi, umocni i ugruntuje. Jemu chwała i moc na wieki wieków. Amen. 1 P 5, 5-11"

Pokora, skromność, uległość, posłuszeństwo są w ogóle bardzo nielubianymi a nawet niebezpiecznymi zaletami. Często kojarzone są z czołobitnością, serwilizmem, słabością, nijakością, koniunkturalizmem i konformizmem. Czy tak jest naprawdę? Czy rzeczywiście pokora i skromność w życiu codziennym skazują nas na słabość i nijakość?

To są na pewno trudne pytania i nie ma na nie łatwych odpowiedzi. Co więcej, wydaje się, że współcześnie tylko siła przebicia i ambitne wywyższanie się, a nawet czasami arogancja dają większe szanse i lepszą pozycję. Czy katolicy to ludzie słabi, potulni i zastraszone życiowe niedorajdy?

Odpowiedź można znaleźć w dzisiejszej Ewangelii, kiedy Chrystus mówi: "Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.", ale i w słowach św. Piotra, który wyraźnie przestrzega: " Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawiajcie się jemu." Jest bowiem rzeczywiście tak, że diabeł kusi i szuka jakby wciągnąć nas w swoje sidła: pychy, pewności siebie, zarozumiałości, arogancji, megalomanii, zuchwałości i buty. Od początku, od czasów raju ustawicznie podsuwa człowiekowi to samo, czym on sam zgrzeszył przeciwko Bogu, czyli po prostu pychę i zarozumiałość.

Odpowiedzią na tę pokusę jest łaska pokory i uniżenia się przed Bogiem, uznania swojej słabości i niedoskonałości, a jednocześnie uznania mocy i potęgi, Tego, Który JEST. Odpowiedzią jest łaska zdania się całkowicie na zbawczą wolę Boga. Pokora jest fundamentem wszelkich cnót. Uznaj więc swoją niemoc przed Bogiem, a On cię wywyższy w stosownej chwili. Proś o Jego moc, łaskę i siłę. Tylko z Nim możesz zwyciężyć każdą słabość i tylko w Nim znajdziesz pokój. To przecież taką lekcję ostatecznej i niewyobrażalnej pokory daje nam Chrystus na krzyżu. "Bóg bowiem pysznym się sprzeciwia, pokornym zaś daje łaskę." A w Ewangelii Mateusza Pan mówi: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?

Nie goń więc za wyższością – ona niszczy twoje wnętrze i czyni cię zarozumiałym. Jeśli Bóg uzna, że masz wystarczająco pokory – wywyższy Cię i ukaże twoją prawdziwą wartość. Bez tej cnoty, bez pokory i skromności wszystkie zaszczyty, wszystkie osiągnięcia będą Twoją zgubą. Diabeł może dać Ci całą majętność tego świata, a przy tym spustoszyć Twoje wnętrze poprzez truciznę pychy i zarozumiałości. Pokorni tylko z pozoru wydają się być przegranymi Czyż nie tak było z Jezusem, Który właśnie pokorą i uniżeniem odniósł na krzyżu zwycięstwo nad grzechem i śmiercią? Czy naprawdę chcesz doświadczyć porażki w chwilowym luksusie? Czy nie lepsze jest raczej, trwałe zwycięstwo pokory, mimo że na krzyżu?

Proszę Cię Panie o łaskę pokory…

Daj mi łaskę codziennego uniżania się przed Tobą.

piątek, 19 sierpnia 2022

XXI Niedziela w ciągu roku – C

  Iz 66,18-21

A Ja znam ich czyny i zamysły. Przybędę, by zebrać wszystkie narody i języki; przyjdą i ujrzą moją chwałę. Ustanowię u nich znak i wyślę niektórych ocalałych z nich do narodów Tarszisz, Put, Meszek i Rosz, Tubal i Jawan, do wysp dalekich, które nie słyszały mojej sławy ani nie widziały mojej chwały. Oni ogłoszą chwałę moją wśród narodów. Z wszelkich narodów przyprowadzą jako dar dla Pana wszystkich waszych braci - na koniach, na wozach, w lektykach, na mułach i na dromaderach - na moją świętą górę w Jeruzalem - mówi Pan - podobnie jak Izraelici przynoszą ofiarę z pokarmów w czystych naczyniach do świątyni Pana. Z nich także wezmę sobie niektórych jako kapłanów i lewitów - mówi Pan.


Hbr 12,5-7.11-13


A zapomnieliście o upomnieniu, z jakim się zwraca do was jako do synów: Synu mój, nie lekceważ karania Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje. Trwajcież w karności! Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił? Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości. Dlatego wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana! Proste czyńcie ślady nogami, aby kto chromy nie zbłądził, ale był raczej uzdrowiony.


Łk 13,22-30


Tak nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy opuszczający się niesprawiedliwości! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi.



Kto będzie zbawiony?

Pytanie to dla chrześcijan, dla uczniów Chrystusa – wydawać by się mogło, że – jest najważniejsze. A jednak ...? a jednak dzisiaj tak wielu zdeklarowanych uczniów Chrystusa wcale się tym pytaniem nie przejmuje. Wydaje się, że żyjemy w cywilizacji zafascynowanej doczesnością i to, co poza nią wykracza jest dla nas zbyt odległe i nierealne. Niewielu jest takich, którzy zadawaliby sobie takie pytania, niewielu jest takich, którzy szukaliby na nie odpowiedzi. Wystarczy pooglądać dyskretnie twarze słuchaczy niedzielnych kazań. Nie ma znaczenia czy ksiądz ględzi, czy mówi z zapałem i do rzeczy, nie ma znaczenia czy mówi o sprawach błahych i nieważnych czy o sprawach istotnych i głębokich, twarze wielu słuchaczy niedzielnych kazań wyrażają całą gamę uczuć od znudzenia i apatii, po dezaprobatę i zniecierpliwienie. Co się stało z naszymi „ludźmi wierzącymi”, co się stało z naszą wiarą i poszukiwaniem ostatecznego celu całego naszego ziemskiego życia?

Próbowałem kiedyś zadać takie pytanie w szkole. Reakcja? „Czy ksiądz nie ma ciekawszych tematów na katechezę?” Próbowałem rozmawiać na ten temat z kilkoma (dobrymi) znajomymi. Reakcja? „Wiesz, życie jest już wystarczająco męczące, że nie trzeba go utrudniać takimi fundamentalnymi pseudo-problemami. Niech się tym martwi Pan Bóg.” Niestety, obawiam się, że nawet Chrystus miałby problem z zainteresowaniem współczesnych katolików sprawami zbawienia i wieczności.

Dlaczego?

Faktem jest, że jesteśmy zmęczeni zalewającą nas ilością informacji i potopem wiadomości lejącym się ze wszystkich mass-mediów. Faktem jest, że życie we współczesnym świecie drenuje nas fizycznie i psychicznie i nie pozostawia ani czasu, ani ochoty na pogłębioną refleksję nad jego sensem, celem i końcem. Faktem jest, że trudno znaleźć czas i nastrój do podjęcia tego typu refleksji. Faktem jest, że żyjemy coraz bardziej powierzchownie i ślizgamy się tylko po naskórku, bo na nic innego nie mamy już sił. A jednak …. A jednak pytań takich nie można uniknąć. Powracają one najczęściej w sytuacjach granicznych; jakiegoś niepowodzenia, choroby, śmierci kogoś bliskiego, w sytuacjach, kiedy okazuje się, że nasze codzienne rozwiązania i odpowiedzi są za krótkie, niewystarczające, że ostatecznie nie dają żadnych odpowiedzi i zostawiają nas w pustce.

Czy nie warto więc jednak zadawać sobie takich pytań: „kto może być zbawionym, jak to zbawienie osiągnąć?” aby, kiedy to już przyjdzie nie zastać drzwi zamkniętych i nie wołać z rozpaczą: „Panie, otwórz mi! Przecież byłem katolikiem!” Może warto teraz zadawać sobie takie pytania, aby nie usłyszeć: „Nie znam cię i nie wiem, skąd jesteś”.

 

*********************************

 

... tak oto są ostatni , którzy będą pierwszymi ...

... i są pierwsi, którzy będą ostatnimi... Wstrząsające są i wzburzające te słowa. Czy ja, aby nie zaliczam się do tych pierwszych, którzy będą ostatnimi? Czy ja, aby nie zapomniałem się i nie sprowadziłem mojej wiary do chełpliwego obnoszenia się i pokazywania jej tylko na zewnątrz? Czy ja, aby nie chcę wejść do Królestwa Bożego przez zbyt szerokie drzwi moralnego laksyzmu, krocząc zbyt wygodną i komfortową drogą mojego konformizmu? Czy nie "przykroiłem" sobie chrześcijaństwa na moją własną miarę, tak aby mnie ono zbytnio nie uwierało i nie przeszkadzało robić ziemskich interesów? "A skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie...” czy ja przypadkiem nie znajdę się na zewnątrz i nie będę próbował usprawiedliwiać się i argumentować podobnie: "Panie przecież znałem tylu księży i z biskupami zasiadałem przy stole... uczestniczyłem w procesjach, i w kościele w pierwszych ławkach miałem wykupione miejsce...”

A może pogardzam lub nawet nie zauważam tych ostatnich, którzy O ZGROZO!!! będą pierwszymi, bo nie ułatwiali sobie chrześcijaństwa i nie próbowali go pogodzić ze złem.

Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym...” - a ja czy tam będę? A czy dla mnie znajdzie się tam miejsce, czy też będę próbował załatwić to sobie, po znajomości, tak jak to robiłem przez całe życie?

Ciasna jest brama, która prowadzi do Królestwa i wąska droga,

a ja otworzyłem sobie szeroko drzwi i wyasfaltowałem drogę, aby mi było wygodniej.

Tylko, dokąd mnie one zaprowadzą?

Czy na pewno wystarczy mi przebiegłości i sprytu, aby wejść do Królestwa Bożego?

Czy w ogóle przebiegłość i spryt, konformizm i dyplomacja prowadzą do Królestwa Bożego?

 

 

piątek, 12 sierpnia 2022

XX Niedziela w ciągu roku - C

 Jr 38,4-6.8-10

Przywódcy więc powiedzieli do króla: Niech umrze ten człowiek, bo naprawdę obezwładnia on ręce żołnierzy, którzy pozostali w tym mieście, i ręce całego ludu, gdy mówi do nich podobne słowa. Człowiek ten nie szuka przecież pomyślności dla tego ludu, lecz nieszczęścia. Król Sedecjasz odrzekł: Oto jest w waszych rękach! Nie mógł bowiem król nic uczynić przeciw nim. Wzięli więc Jeremiasza i wtrącili go, spuszczając na linach, do cysterny Malkiasza, syna królewskiego, która się znajdowała na dziedzińcu wartowni. W cysternie zaś nie było wody, lecz błoto; zanurzył się więc Jeremiasz w błocie. Skoro usłyszał Kuszyta Ebedmelek, jeden z dworzan domu królewskiego, że wrzucono Jeremiasza do cysterny - król przebywał właśnie w Bramie Beniamina - wyszedł z domu królewskiego i rzekł do króla: Panie mój, królu! źle zrobili ci ludzie, tak postępując z prorokiem Jeremiaszem i wrzucając go do cysterny. Przecież umrze z głodu w tym miejscu, zwłaszcza że nie ma już chleba w mieście. Rozkazał król Kuszycie Ebedmelekowi: Weź sobie stąd trzech ludzi i wyciągnij proroka Jeremiasza z cysterny, zanim umrze.

Hbr 12,1-4

I my zatem mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, odłożywszy wszelki ciężar, [a przede wszystkim] grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na [jego] hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga. Zastanawiajcie się więc nad Tym, który ze strony grzeszników taką wielką wycierpiał wrogość przeciw sobie, abyście nie ustawali, złamani na duchu. Jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw grzechowi,

Łk 12,49-53

Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.

Przyjemniutki świat

Żyjemy w świecie, gdzie "wartością" najbardziej poszukiwaną jest święty spokój, przyjemność, luksus, rozrywka, gdzie wszystko musi być miłe, zaokrąglone, przyjemniutkie i bez kantów. Prorok taki jak Jeremiasz, nie miałby wcale łatwo w naszej rzeczywistości i skończyłby prawdopodobnie o ile nie w cysternie pełnej błota (bo takich już nie ma) to w najlepszym przypadku w psychiatryku. Niestety świat dzisiejszy (tak jak za czasów króla Sedecjasza) nie lubi prawdy, nie lubi kiedy wytyka mu się błędy. Wszystko musi być uładzone, konformistyczne, ugrzecznione i politycznie poprawne. Nikogo nie wolno krytykować, nikogo nie można pociągnąć do odpowiedzialności, aby go nie dotknąć, nie urazić jego godności, nie zniszczyć reputacji. Przykładów można by mnożyć bez liku, ale wystarczy tylko wspomnieć polityków różnej maści, czy wielu właścicieli zakładów pracy, którzy są praktycznie poza lub ponad prawem. A wszystko to pod płaszczykiem fałszywie rozumianego pokoju, delikatności, tolerancji czy zwykłego strachu.

Kiedy Chrystus mówi: "Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął" nie ma na myśli brutalnych rozruchów, wojny czy rodzinnych kłótni. On jest przecież Królem pokoju a nie wojny i zamieszania. Ale jest też Prawdą i o tym nie wolno nam zapominać. I to –niestety- prawda jest wartością, która powoduje rozłamy w rodzinach, społecznościach, państwach i cywilizacjach. Sam Chrystus właśnie z powodu prawdy został ukrzyżowany, bo jak sam o sobie powiedział: "Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie." (J 18,37). I tego właśnie –PRAWDY- najbardziej nam brakuje we współczesnym skonformizowanym i przyjemniutkim świecie. Prawdy świat się boi, prawdy nienawidzi, prawdy się obawia, przed prawdą ucieka w polityczną poprawność, w oportunizm, w koniunkturalizm, w uładzoną  i fałszywą grzeczność. Tak było za czasów Jeremiasza i za czasów Jana Chrzciciela, i za czasów Jezusa. I tak jest dzisiaj. Żyjemy w przyjemniutkim, ale zakłamanym świecie. Nie dajmy sobie wmówić, że prawda, czasami bolesna musi być przemilczana dla świętego spokoju. Prawda ma swoją siłę, ona jest potęgą i -chcemy tego czy nie- ona i tak zwycięży świat zakłamania i fałszu. Tylko po której stronie będę ja?

 

Przyszedłem ogień rzucić na ziemię ...

Zdania z dzisiejszej Ewangelii „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam?” wydają się zaprzeczać innym wypowiedziom Chrystusa: "Pokój mój daję wam, pokój zostawiam wam, nie tak, jak świat daje ja wam daję". Czy rzeczywiście istnieje sprzeczność między tymi dwoma wypowiedziami Chrystusa? Czy Chrystus chce nam dać pokój, czy rozłam?

Pokój proponowany przez Chrystusa nie jest świętym spokojem. Nie jest konformistyczną zgodą na grzech. Nie jest na pewno przymykaniem oczu na zło. Pokój, który Chrystus chce nam dać wypływa z głębokiego zjednoczenia z Nim i z życia w Łasce Uświęcającej, z życia uczciwego i poddanego Bogu. Nie jest on tolerancją wobec fałszu, zakłamania i obłudy. Nie jest "świętym spokojem", jaki daje świat. Nie jest unikaniem konfrontacji za wszelką cenę i dla świętego spokoju, bo "tolerancja wobec fałszu jest fałszywą tolerancją" - jak mówi O. M. Krąpiec.

To, co Chrystus krytykuje w dzisiejszej Ewangelii, to właśnie kompromisowa i konformistyczna postawa wobec zła i zakłamania. On sam nie poszedł za pokusą konformistycznej ugodowości i nie narażania się "wielkim tego świata". On sam miał odwagę opowiedzieć się przeciwko złu i kłamstwu, a po stronie prawdy i dobra. Mimo, że zapłacił za to najwyższą cenę, cenę własnego życia.

Zresztą często występuje ten motyw w Ewangelii. "Nie możecie dwóm panom służyć...", "Przyszedłem ogień rzucić na ziemię", "Ja się po to narodziłem i po to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie..."

Ogień, który chce rzucić na ziemię, to zapał i ogień miłości, ale i ogień walki ze słabościami, ze złem, ze spłyceniem, z bylejakością. To zdecydowane opowiedzenie się przeciwko "teologii zaokrąglonych kantów", przeciwko miałkiej moralności bez przykazań, przeciwko etyce bez wymagań, przeciwko spłyceniu i zlaicyzowaniu Dobrej Nowiny.

A wielu jest takich chrześcijan, wielu takich wyznawców Chrystusa, którzy chcieliby sprowadzić całą Dobrą Nowinę, do paru idiotycznych i bukolicznych obrazków. Wielu takich, którzy dla fałszywie rozumianego pokoju rezygnują z Ewangelicznego radykalizmu, "aby nie utracić wiernych". Rozmydlanie Ewangelii w mdławych słodkościach nie ma nic wspólnego z Chrystusowym pokojem. I właśnie przeciwko takim "rozwadniaczom" Chrystus pragnie, aby zapłonął ogień.