sobota, 28 czerwca 2008

XIII Niedziela w ciągu roku - A

2Krl 4:8-11.14-16a

Pewnego dnia Elizeusz przechodził przez Szunem. Była tam kobieta bogata, która zawsze nakłaniała go do spożycia posiłku. Ilekroć więc przechodził, udawał się tam, by spożyć posiłek. Powiedziała ona do swego męża: Oto jestem przekonana, że świętym mężem Bożym jest ten, który ciągle do nas przychodzi. Przygotujmy mały pokój górny, obmurowany, i wstawmy tam dla niego łóżko, stół, krzesło i lampę. Kiedy przyjdzie do nas, to tam się uda. Gdy więc pewnego dnia Elizeusz tam przyszedł, udał się do górnego pokoju i tamże położył się do snu. Powiedział do swego sługi Gechaziego: Co mogę uczynić dla tej kobiety? Odpowiedział Gechazi: Niestety, ona nie ma syna, a mąż jej jest stary. Rzekł więc: Zawołaj ją! Zawołał ją i stanęła przed wejściem. I powiedział: O tej porze za rok będziesz pieściła syna.

Rz 6:3-4.8-11

Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie - jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca. Otóż, jeżeli umarliśmy razem z Chrystusem, wierzymy, że z Nim również żyć będziemy, wiedząc, że Chrystus powstawszy z martwych już więcej nie umiera, śmierć nad Nim nie ma już władzy. Bo to, że umarł, umarł dla grzechu tylko raz, a że żyje, żyje dla Boga. Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie.

Mt 10:37-42

Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien.
I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien.
Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien.
Kto chce znaleźć swe życie, straci je,
a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.
Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje;
a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał.
Kto przyjmuje proroka, jako proroka, nagrodę proroka otrzyma.
Kto przyjmuje sprawiedliwego, jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma.
Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody.

Kto chce znaleźć swoje życie straci je ...

Bardzo trudne zdania mówi nam Chrystus dzisiaj. Bardzo trudne i bardzo wymagające.

"Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien"
"Kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien"
"Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest mnie godzien"
"Kto chce znaleźć swoje życie, straci je"
"Kto straci swoje życie z Mego powodu, ten je znajdzie"


Tego rodzaju wypowiedzi z ust Chrystusa wydają się być przesadą, albo rodzajem retorycznej gry słów, dla podkreślenia ważności przekazu lub dla zaszokowania słuchacza. Ale czy tak rzeczywiście jest? Czy rzeczywiście słowa te to przesada lub tylko retoryka?

W słowach tych wyraża się cały radykalizm Dobrej Nowiny, radykalizm Ewangelii, który zawiódł samego Chrystusa na krzyż. Czy może to być tylko przesada lub jedynie retoryczna gra słów? Czy Chrystus umarł na krzyżu tylko po to aby "zaszokować widzów"?

Warto sobie postawić kilka osobistych pytań:
"Co znaczy miłować Chrystusa bardziej niż ojca, matkę, syna czy córkę?"
"Co znaczy wziąć swój krzyż, aby iść za Chrystusem?"
"Co znaczy stracić swoje życie, aby je odzyskać na nowo?


Co to znaczy w moim codziennym, prywatnym, osobistym życiu? Chrystus nie rzuca słów na wiatr i nie bawi się naszymi uczuciami. Stawiając wymagania, nawet bardzo szokujące i drastyczne, wie że jest to tylko i wyłącznie dla naszego zbawienia. Wie, że jest to jedyna droga, którą możemy podążać, aby osiągnąć życie wieczne.

A swoją drogą, czy podałem już -przysłowiowy- kubek wody do picia komuś, kto był spragniony ... To też nie jest tylko retoryka, ani gra słów !!!

Bardzo łatwo jest "zaokrąglać" Ewangelię i czytać, czy słuchać Jej tylko jako literackiej ciekawostki lub egzotycznej "księgi świętej". A co robię w moim życiu, aby te słowa stały się jego drogowskazem i normą mojego postępowania?

Panie pozwól mi zrozumieć i zrealizować w moim życiu radykalizm Twojej Dobrej Nowiny.

29.06. Uroczystość świętych Apostołów Piotra i Pawła

Dz 12,1-11

W tym także czasie Herod zaczął prześladować niektórych członków Kościoła. Ściął mieczem Jakuba, brata Jana, a gdy spostrzegł, że to spodobało się Żydom, uwięził nadto Piotra. A były to dni Przaśników. Kiedy go pojmał, osadził w więzieniu i oddał pod straż czterech oddziałów, po czterech żołnierzy każdy, zamierzając po Święcie Paschy wydać go ludowi. Strzeżono więc Piotra w więzieniu, a Kościół modlił się za niego nieustannie do Boga. W nocy, po której Herod miał go wydać, Piotr, skuty podwójnym łańcuchem, spał między dwoma żołnierzami, a strażnicy przed bramą strzegli więzienia. Wtem zjawił się anioł Pański i światłość zajaśniała w celi. Trąceniem w bok obudził Piotra i powiedział: Wstań szybko! Równocześnie z rąk [Piotra] opadły kajdany. Przepasz się i włóż sandały! - powiedział mu anioł. A gdy to zrobił, rzekł do niego: Narzuć płaszcz i chodź za mną! Wyszedł więc i szedł za nim, ale nie wiedział, czy to, co czyni anioł, jest rzeczywistością; zdawało mu się, że to widzenie. Minęli pierwszą i drugą straż i doszli do żelaznej bramy, prowadzącej do miasta. Ta otwarła się sama przed nimi. Wyszli więc, przeszli jedną ulicę i natychmiast anioł odstąpił od niego. Wtedy Piotr przyszedł do siebie i rzekł: Teraz wiem na pewno, że Pan posłał swego anioła i wyrwał mnie z ręki Heroda i z tego wszystkiego, czego oczekiwali Żydzi.

2Tm 4,6-9.17-18

Albowiem krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkich, którzy umiłowali pojawienie się Jego. Pośpiesz się, by przybyć do mnie szybko. Natomiast Pan stanął przy mnie i wzmocnił mię, żeby się przeze mnie dopełniło głoszenie /Ewangelii/ i żeby wszystkie narody /je/ posłyszały; wyrwany też zostałem z paszczy lwa. Wyrwie mię Pan od wszelkiego złego czynu i wybawi mię, przyjmując do swego królestwa niebieskiego; Jemu chwała na wieki wieków! Amen.

Mt 16,13-19

Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? A oni odpowiedzieli: Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków. Jezus zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.

Ty jesteś Mesjaszem ...

"Za kogo wy mnie uważacie? Kim jestem dla was, kim jestem dla Ciebie?" To pytanie powtarza Chrystus już od dwóch tysięcy lat. I to powtarza nieustannie, zadając je każdemu z nas indywidualnie i całemu Kościołowi. I na to pytanie musimy sobie jasno i klarownie odpowiedzieć, a właściwie nieustannie odpowiadać. Bez takiej jasnej odpowiedzi kim jest dla mnie Jezus Chrystus, bez jasnego opowiedzenia się za Chrystusem, cała nasza wiara nie jest niczym więcej, jak luźnym konglomeratem, zlepkiem tradycji, pustych frazesów i przyzwyczajeń.

Wyznanie św. Piotra pod Cezareą Filipową: "Ty jesteś Mesjaszem, Synem Boga żywego" nie jest tylko słowną deklaracją. Jest to wyznanie wiary, za którym idą czyny. Nie uchroniło to św. Piotra od grzechu zwątpienia, od zaparcia się. Ale też pozwoliło Piotrowi w momencie najważniejszym wyznać wiarę w Chrystusa i pozostać Mu wiernym, aż do męczeńskiej śmierci w 64 r. Podobnie w wypadku św. Pawła, któremu Jezus sam się objawił pod Damaszkiem: "Ja jestem Jezus", to rozpoznanie Jezusa i uznanie Go za Pana i Władcę, stało się momentem decydującym i zwrotnym jego życia. I aż do męczeńskiej śmierci w 67 r. św. Paweł będzie zdecydowanie i wbrew swoim ziomkom wyznawał Chrystusa jako Syna Bożego.

Dwaj Apostołowie, dwa filary Kościoła, jeden wybrany i mianowany przez Chrystusa Opoką i drugi wybrany na Apostoła Narodów, jednoznacznie i klarownie wyznają całym swoim życiem, a nie tylko słowami, kim jest dla nich Chrystus. Piotr nie byłby Opoką, Paweł nie byłby Apostołem Narodów, gdyby obydwaj nie zawierzyli Chrystusowi, gdyby obydwaj nie uznali go za Syna Bożego.

Może warto sobie to właśnie uświadomić w dniu dzisiejszej uroczystości, że ich wiara, wiara Apostołów, ale i ich życie, i działalność ma za fundament to właśnie wyznanie: "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży".

A dla mnie? Kim dla mnie jest Chrystus i jakie są tego - w moim życiu - konsekwencje?

sobota, 21 czerwca 2008

XII Niedziela w ciągu roku - A

Jr 20:10-13

Tak, słyszałem oszczerstwo wielu: Trwoga dokoła! Donieście, donieśmy na niego! Wszyscy zaprzyjaźnieni ze mną wypatrują mojego upadku: Może on da się zwieść, tak że go zwyciężymy i wywrzemy swą pomstę na nim! Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. Będą bardzo zawstydzeni swoją porażką, okryci wieczną i niezapomnianą hańbą. Panie Zastępów, Ty, który doświadczasz sprawiedliwego, patrzysz na nerki i serce, dozwól, bym zobaczył Twoją pomstę nad nimi. Tobie bowiem powierzyłem swą sprawę. Śpiewajcie Panu, wysławiajcie Pana! Uratował bowiem życie ubogiego z ręki złoczyńców.

Rz 5:12-15

Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli... Bo i przed Prawem grzech był na świecie, grzechu się jednak nie poczytuje, gdy nie ma Prawa. A przecież śmierć rozpanoszyła się od Adama do Mojżesza nawet nad tymi, którzy nie zgrzeszyli przestępstwem na wzór Adama. On to jest typem Tego, który miał przyjść. Ale nie tak samo ma się rzecz z przestępstwem jak z darem łaski. Jeżeli bowiem przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich śmierć, to o ileż obficiej spłynęła na nich wszystkich łaska i dar Boży, łaskawie udzielony przez jednego Człowieka, Jezusa Chrystusa.

Mt 10:26-33

Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie na świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach! Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.

Nie bójcie się, jesteście ważniejsi niż wiele wróbli ...

Tak wiele zmartwień i kłopotów na co dzień, tak wiele niepewności jutra w naszym zwariowanym życiu, tak wiele trosk i przygnębiających wiadomości dookoła ... Gdzie w tym wszystkim znaleźć pokój i radość życia, gdzie jest miejsce na pewność i zaufanie, gdzie poczucie bezpieczeństwa i ukojenie niepewności i lęków? Świat stał się niewątpliwie globalną wioską. I co z tego, skoro stał się też dla wielu gehenną, a dla innych złota klatką?

Z jednej strony -mogłoby się wydawać- że ludziom żyje się lepiej i szczęśliwiej, dostatniej i bardziej beztrosko. Tyle rozrywek i możliwości zabawienia się ..., tyle ogromnych przedsiębiorstw produkujących tylko i wyłącznie rozrywkę. Ale z drugiej strony jesteśmy coraz bardziej świadomi, że ten "nowy wspaniały świat" nie jest wcale taki wspaniały i taki doskonały. Widzimy coraz więcej nieszczęść, sami jesteśmy ich uczestnikami. Doświadczamy coraz większego niepokoju. Mogę stracić pracę i co dalej? Nie mam wystarczająco mocnego ubezpieczenia i jeśli stracę zdrowie, to kto się mną zajmie? A co będzie jeśli zachoruje mi dziecko, żona, mąż, skąd wezmę pieniądze na leczenie? Przede mną starość, nie odłożyłem odpowiedniej sumy na jej zabezpieczenie, bo nie było na to szansy, bo okradło mnie państwo i kto mi pomoże ...? Nie mam renty, która by wystarczyła na zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb, a co tu mówić o szczęśliwym i dostatnim życiu?

I na to wszystko odpowiedź Chrystusa w dzisiejszej Ewangelii: "Nie bójcie się, nawet włosy na waszych głowach są policzone. Nie bójcie się, jesteście daleko ważniejsi niż wiele wróbli. " Obyśmy tylko umieli się przyznać do Niego przed ludźmi ... Obym tylko umiał wyznać, że jest On Panem mojego życia i uwierzyć, że "policzył nawet włosy na mojej głowie".

Panie w troskach i obawach dnia powszedniego,
pozwól mi zobaczyć Twoją -nade mną- opiekę.
I pozwól mi się nie bać, bo przecież ważniejszy jestem dla Ciebie niż wiele wróbli.


Nie można jednak zapomnieć i o drugiej części dzisiejsze Ewangelii. Słowa Chrystusa: „Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.” są bardzo zobowiązujące.

A co znaczy dzisiaj przyznać się do Chrystusa przed ludźmi? Coraz więcej mamy takich możliwości i okazji. Coraz częściej przyznanie się, „jestem człowiekiem wierzącym” naraża na kpiny i szyderstwa, na społeczny ostracyzm. Wolimy więc nie ryzykować, nie wychylać się, nie obnosić się z naszą wiarą.

W spowiedzi powszechnej na początku każdej Mszy wyznajemy:
„zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”, ale czy zastanowiliśmy się nad tym, że to właśnie mową lub milczeniem zdradzamy Chrystusa, uczynkiem lub zaniedbaniem naszych religijnych obowiązków zapieramy się Go na co dzień.

Zapytałem kiedyś jakiegoś mężczyznę, czy jest katolikiem. Z oburzeniem na twarzy odpowiedział: „Oczywiście księże że jestem katolikiem, nigdy się tego nie zaprę!” Ale kiedy go zapytałem czy co niedzielę chodzi na Mszę odpowiedział z uśmiechem: „Księże ja jestem katolikiem, nie fanatykiem.” Czy on rzeczywiście przyznał się do Chrystusa, czy raczej się Go regularnie i ustawicznie zapiera? Nie jest to, to samo co ostatnio tak popularne stwierdzenie: „Wierzę w Boga, ale nie wierzę w Kościół. Kościół jest mi do niczego nie potrzebny. Jeśli tak, to zaprzeczam samemu sobie, bo kto inny jak nie Chrystus założył Kościół jako wspólnotę ludzi wzajemnie się wspierających w drodze powrotnej do Ojca?

Można się deklarować słownie jako wyznawca i uczeń Chrystusa, ale w rzeczywistości nim nie być. Niestety tak wygląda to coraz częściej z „katolikami” traktującymi katolicyzm jak supermarket gdzie mogą wybierać towary, które im odpowiadają i odrzucać te, które im się nie podobają.

Kto się przyzna do mnie przed ludźmi otwarcie, nie tylko w słowach, ale i w uczynkach, w praktyce życia codziennego ... i w całości bez zastrzeżeń, do tego przyznam się i Ja przed moim Ojcem ...

piątek, 13 czerwca 2008

XI Niedziela w ciągu roku - A

Wj 19:1-6a

Było to w trzecim miesiącu od wyjścia Izraelitów z Egiptu; w tym dniu przybyli oni na pustynię Synaj. Wyruszyli z Refidim, a po przybyciu na pustynię Synaj rozbili obóz na pustyni. Izrael obozował tam naprzeciw góry. Mojżesz wstąpił wtedy do Boga, a Pan zawołał na niego z góry i powiedział: Tak powiesz domowi Jakuba i to oznajmisz Izraelitom: Wyście widzieli, co uczyniłem Egiptowi, jak niosłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do Mnie. Teraz jeśli pilnie słuchać będziecie głosu mego i strzec mojego przymierza, będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów, gdyż do Mnie należy cała ziemia. Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym.

Rz 5:6-11

Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy [jeszcze] byli bezsilni. A [nawet] za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni. Jeżeli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna, to tym bardziej, będąc już pojednani, dostąpimy zbawienia przez Jego życie. I nie tylko to - ale i chlubić się możemy w Bogu przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego teraz uzyskaliśmy pojednanie.

Mt 9:36-10:8

A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo.

Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził. Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!

Proście Pana żniwa, aby posłał robotników

Kogo potrzebuje współczesny świat? Na pewno potrzebuje dobrych i rzetelnych lekarzy, uczciwych bankierów, dobrych nauczycieli, kochających ojców, pracowitych i wzorowych robotników ...

Tak, takich ludzi na pewno potrzebuje współczesny świat. Ale potrzebuje też świadków, drogowskazów, ludzi jak Papież Jan Paweł II, którzy ukażą współczesnemu człowiekowi szersze horyzonty i inne perspektywy. Świat współczesny "cierpi na doczesność", choruje na przyziemność, brakuje mu na pewno dobrych kapłanów, sług bożych, którzy pomogliby człowiekowi współczesnemu zaspokoić jego głód wieczności i nieskończoności. Pustoszeją parafie i kościoły, pustoszeją seminaria i klasztory, ludzie szukają trwałych drogowskazów i nie umieją ich znaleźć. Wszystko stało się płynne, umowne, niestabilne. Brakuje autorytetów, duchowych przewodników. Ludzie są zdezorientowani i nie wiedzą do kogo się zwrócić, gdzie się udać. Szukają porad u rożnego rodzaju współczesnych guru, psychologów i psychiatrów. Dlaczego?

Wielu spośród tych, którzy drogi wskazywać powinni zabłądziło na bezdroża i manowce, zboczyło z dobrej drogi i wykoleiło się. Dlaczego?

W dzisiejszej Ewangelii Chrystus daje nam odpowiedź: "Proście Pana żniwa, proście i módlcie się", aby wam nie zabrakło przewodników, którzy was poprowadzą, którzy będą umieć oprzeć się współczesnym przemijającym modom i wskażą wam wartości nieprzemijające i wiecznotrwałe.

Panie, znajdź pośród nas i wybierz sobie dobrych pasterzy, którzy nas do Ciebie poprowadzą.
I nie dziw się, że czasami ten lub inny zbłądzi. Wśród wybranych przez samego Chrystusa też był jeden, który zbłądził – Judasz. Nie dziw się !!! I nie gorsz!!

sobota, 7 czerwca 2008

X Niedziela w ciągu roku - A

Oz 6:3-6

Dołóżmy starań, aby poznać Pana; Jego przyjście jest pewne jak świt poranka, jak wczesny deszcz przychodzi On do nas, i jak deszcz późny, co nasyca ziemię. Cóż ci mogę uczynić, Efraimie, co pocznę z tobą Judo? Miłość wasza podobna do chmur na świtaniu albo do rosy, która prędko znika. Dlatego ciosałem ich przez proroków, słowami ust mych zabijałem, a Prawo moje zabłysło jak światło. Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń.

Rz 4:18-25

On to wbrew nadziei uwierzył nadziei, że stanie się ojcem wielu narodów zgodnie z tym, co było powiedziane: takie będzie twoje potomstwo. I nie zachwiał się w wierze, choć stwierdził, że ciało jego jest już obumarłe - miał już prawie sto lat - i że obumarłe jest łono Sary. I nie okazał wahania ani niedowierzania co do obietnicy Bożej, ale się wzmocnił w wierze. Oddał przez to chwałę Bogu i był przekonany, że mocen jest On również wypełnić, co obiecał. Dlatego też poczytano mu to za sprawiedliwość. A to, że poczytano mu, zostało napisane nie ze względu na niego samego, ale i ze względu na nas , jako że będzie poczytane i nam, którzy wierzymy w Tego, co wskrzesił z martwych Jezusa, Pana naszego. On to został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia.

Mt 9:9-13

Odchodząc stamtąd, Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: Pójdź za Mną! On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami? On, usłyszawszy to, rzekł: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.

Nie potrzebują lekarza zdrowi ...

Uważam się za sprawiedliwego, gorszę się postępowaniem innych, łatwo a nawet z przyjemnością wydaję sądy, oskarżam i feruje wyroki, plotkuję, obmawiam, oczerniam. A wszystko to z miną zgorszonego faryzeusza. Jestem przekonany, że moje postępowanie jest bez zarzutu. A nawet jeśli popełniłem czasami jakiś grzech, to niewielki i Bóg mi go na pewno wybaczy, bo przecież regularnie się spowiadam. Nie to co inni, którzy do kościoła nie chodzą, do spowiedzi nie byli już całymi latami, a o modlitwie nie mają zielonego pojęcia, ... wszyscy ci "mateusze", celnicy, pijacy, grzesznicy, kobiety lekkich obyczajów, rozwodnicy .... Ja regularnie płacę dziesięcinę i składam uczciwie wszystkie przepisane prawem ofiary i całopalenia.

I w ten sposób sam wykluczam się z kręgu tych, którzy dostąpią Miłosierdzia Bożego. Ja go nie potrzebuję.

Uznałem się za zdrowego i za takiego właśnie się uważam. Nie ma we mnie choroby, nie ma niczego, co należałoby poddać Bożemu Miłosierdziu, co należałoby leczyć. Jestem doskonały, zdrowy, bez skazy i lekarz jest mi niepotrzebny, bo jest on rzeczywiście potrzebny tylko chorym, tym innym, którzy są zdecydowanie gorsi ode mnie.

I nie zrozumiałem co znaczą słowa: "Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary".

Panie nie pozwól mi zachorować na najgorszą chorobę, na chorobę pychy, która zaślepia.

*************

Wyobraź sobie, że widzisz mnie na tonącej łodzi. Ja sam nie zdaję sobie z tego sprawy, bawię się dobrze, łowię ryby, cieszę się słońcem i piękną pogodą. Ale moja łódź jest w niebezpieczeństwie i za chwilkę utonę, chociaż ja sam tak bardzo jestem zajęty moimi sprawami i bawię się życiem, że nie widzę tego, że moja łódź tonie.

Co ty zrobisz? Spróbujesz mnie ostrzec, czy machniesz ręką i powiesz: „nie mój cyrk, nie moje małpy” i pójdziesz dalej? A nawet jeśli zlekceważę twoje ostrzeżenia, czy dasz za wygraną, czy jednak nadal będziesz próbował mnie ratować? Czy nie zrobisz wszystkiego co w twojej mocy, żeby nie jednak uratować?

No więc teraz wyobraź sobie, że to ty jesteś na tonącej łodzi, a Chrystus próbuje cię ratować !!! Oczywiście ty sobie to lekceważysz, śmiejesz się z tego, udowadniasz, że wszystko jest w porządku i nie ma powodu do paniki. Tylko widzisz ... ty nie zdajesz sobie sprawy z niebezpieczeństwa, a ON nie da za wygraną i mimo twoich zaprzeczeń i lekceważenia nadal będzie próbował cię uratować ...

Gdybyś tylko zechciał uznać, ze ON może mieć rację a ty jesteś chory i naprawdę potrzebujesz lekarza ...

sobota, 31 maja 2008

IX Niedziela w ciągu roku - A

Pwt 11:18.26-28

Weźcie przeto sobie te moje słowa do serca i duszy. Przywiążcie je sobie jako znak na ręku. Niech one będą wam ozdobą między oczami. Widzicie, ja kładę dziś przed wami błogosławieństwo i przekleństwo. Błogosławieństwo, jeśli usłuchacie poleceń Pana, waszego Boga, które ja wam dzisiaj daję - przekleństwo, jeśli nie usłuchacie poleceń Pana, waszego Boga, jeśli odstąpicie od drogi, którą ja wam dzisiaj wskazuję, a pójdziecie za bogami obcymi, których nie znacie.

Rz 3:21-25a. 28

Ale teraz jawną się stała sprawiedliwość Boża niezależna od Prawa, poświadczona przez Prawo i Proroków. Jest to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich, którzy wierzą. Bo nie ma tu różnicy: wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z Jego łaski, przez odkupienie które jest w Chrystusie Jezusie. Jego to ustanowił Bóg narzędziem przebłagania przez wiarę mocą Jego krwi. Sądzimy bowiem, że człowiek osiąga usprawiedliwienie przez wiarę, niezależnie od pełnienia nakazów Prawa.

Mt 7:21-27

Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia? Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości! Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki .

Dwie budowy

Tak w pierwszym czytaniu z Księgi Powtórzonego Prawa, jak i w Ewangelii dzisiejsza Liturgia Słowa stawia przed nami dwie możliwości: albo - albo. Mojżesz mówi wprost do narodu wybranego: "Kładę dzisiaj przed wami błogosławieństwo albo przekleństwo". Albo będziecie słuchać głosu Boga i postępować za nim uczciwie i szczerze, albo będziecie Mu się sprzeciwiać i pójdziecie za obcymi bogami i bożkami. Wybór należy do was. I od was zależy, czy w życiu waszym spotka was błogosławieństwo, czy przekleństwo.

Podobnie i Jezus w dzisiejszej ewangelii mówiąc o dwóch budowach stawia przed nami także dwie możliwości wyboru drogi życia. Buduję na mocnym fundamencie i dom mojego życia jest trwały, albo buduję na piasku i dom mojego życia nie ma szans na przetrwanie. Wybór należy do każdego z nas.

Dziwimy się, że w naszym życiu tyle nieszczęść i katastrof, tyle porażek i niepowodzeń, a właściwie to dlaczego żaden z nas nie zada sobie prostego pytania: "Na jakim fundamencie budują to moje życie? Za jakimi idę bożkami? Co wybrałem w moim życiu jako podstawową wartość?"

Buduję na piasku uczuć, sentymentów, albo wartości doczesnych i materialnych, przyjemności i egoizmu a dziwię się, że po jakimś czasie całe to moje życie się wali, że tyle w nim niepowodzeń i porażek. Wiarę i sprawy Boże, sprawy najważniejsze odłożyłem na bok, zaniedbałem, zlekceważyłem i dziwię się, że nic mi nie idzie, że wszystko przesypuje mi się przez palce jak piasek, że nic mi się nie udaje ... Albo też tłumaczę się "Chciałem dobrze, przecież miałem najlepsze intencje, dlaczego więc wszystko mi się załamuje i rozsypuje?" Ano tak, chciałem dobrze, ale po swojemu, chciałem dobrze, ale bez Boga, bez wiary i bez przykazań, chciałem dobrze, ale po najmniejszej linii oporu ... chciałem dobrze, ale ... dobrymi chęciami jest wybrukowane piekło ... A to przecież nie Pan Bóg mnie karze, to nie Pan Bóg się mści, to nie Pan Bóg zsyła na mnie doświadczenia i kłopoty życiowe. Chciałem sam i bez Niego, to i Pan Bóg uszanował mój wybór. On mi proponował budowę na skale, ja wybrałem piasek, więc czemu mam do Niego pretensje i żal? Wiele razy dawał mi znaki, wskazywał miejsca słabe mojej budowy, upominał, przypominał, ostrzegał, a ja się uparłem i ustawicznie sobie Go lekceważyłem, czemu więc mam do Niego żal?

Oczywiście, nigdy nie jest za późno,
żeby naprawić, zmienić, poprawić to co sknociłem.
Trzeba jednak najpierw uznać, że to ja sknociłem i że muszę wróć
i poprawić budowę mojego życia.

piątek, 30 maja 2008

31.05. Święto Nawiedzenia N. M. P.

So 3,14-18

Wyśpiewuj, Córo Syjońska! Podnieś radosny okrzyk, Izraelu! Ciesz się i wesel z całego serca, Córo Jeruzalem! Oddalił Pan wyroki na ciebie, usunął twego nieprzyjaciela: król Izraela, Pan, jest pośród ciebie, nie będziesz już bała się złego. Owego dnia powiedzą Jerozolimie: Nie bój się, Syjonie! Niech nie słabną twe ręce! Pan, twój Bóg jest pośród ciebie, Mocarz - On zbawi, uniesie się weselem nad tobą, odnowi swą miłość, wzniesie okrzyk radości, (jak w dniu uroczystego święta). Zabiorę od ciebie niedolę, abyś już nie nosiła brzemienia zniewagi.

Łk 1,39-56

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała:

Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana.

Wtedy Maryja rzekła:

Wielbi dusza moja Pana,
i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.
Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej.
Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia,
gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.
Święte jest Jego imię -
a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia [zachowuje] dla tych, co się Go boją.
On przejawia moc ramienia swego,
rozprasza ludzi pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych.
Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia.
Ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje -
jak przyobiecał naszym ojcom - na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki.

Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.

Błogosławiona jesteś między niewiastami ...

Ewangeliczna narracja pokazuje nam spotkanie Maryi i Elżbiety, dwóch brzemiennych kobiet. Już we wczesnym Kościele spotkanie to było tematem teologicznej refleksji, a scena stała się bardzo popularna przez fakt, że jest ona źródłem wspaniałego hymnu "Magnificat" śpiewanego w nieszporach, ale także źródłem części modlitwy, która wraz z pozdrowieniem anielskim tworzy "Zdrowaś Maryjo". Scenę tę odnajdujmy również jako jedną z tajemnic Radosnej części Różańca. Samo święto obchodzone było najpierw w XIII wieku wśród franciszkanów. Zostało ono rozszerzone na cały zachodni Kościół w wieku XIV.

Maryja po Zwiastowaniu, wiedząc, że sama została Matką Zbawiciela, postanowiła odwiedzić swoją krewną Elżbietę. Opuszcza więc Nazaret w Galilei i -w kilkudniowej podróży, najprawdopodobniej na piechotę- udaje się na południe do Judei. Pismo św. nie wymienia nazwy miejscowości, w jakiej mieszkała Elżbieta. Niektórzy proponowali Jerozolimę, inni Hebron, ale wydaje się, że było to najprawdopodobniej -leżące w odległości 8 kilometrów na zachód od Jerozolimy- Ain Karim.

Spotkanie to pozostaje w całej tradycji Kościoła wspaniałym przykładem wzajemnej miłości i szacunku, ale także szczególnym wyrazem troski o dziecko. Jest to spotkanie oczywiście pierwszym objawieniem się Chrystusa. Skąd Elżbieta wiedziała o fakcie Zwiastowania? Jak dowiedziała się ona o tym, że oto "Matka mojego Pana przychodzi do mnie"? Chrystus jeszcze przed swoim narodzeniem staje się znany jako Zbawiciel, jako Odkupiciel i Mesjasz. I co ciekawe -po Maryi i Józefie właśnie Elżbieta jest tą, która jako trzecia wie o niezwykłym wydarzeniu i tajemnicy Wcielenia. Jest też to spotkanie okazją do wyśpiewania przez Maryję pięknego hymnu: "Uwielbia dusza moja Pana ...".

Uczmy się -z przykładu dwóch kobiet z dzisiejszej ewangelii- wzajemnego szacunku i pokory, ale także umiejętności przyjmowania Boga w nas samych, w naszym życiu, w naszej codzienności.

Zauważmy także, ze Maryja przynosi Chrystusa współczesnemu, zabieganemu i zatroskanemu człowiekowi i sama przychodzi z pomocą tam, gdzie ta pomoc jest potrzebna. Maryja nigdy nie zasłania Chrystusa sobą, Ona Go „odsłania”, ukazuje i przynosi światu i człowiekowi, jako Jedynego Zbawiciela świata.

czwartek, 29 maja 2008

Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa – A

Pwt 7:6-11

Ty bowiem jesteś narodem poświęconym Panu, Bogu twojemu. Ciebie wybrał Pan, Bóg twój, byś spośród wszystkich narodów, które są na powierzchni ziemi, był ludem będącym Jego szczególną własnością. Pan wybrał was i znalazł upodobanie w was nie dlatego, że liczebnie przewyższacie wszystkie narody, gdyż ze wszystkich narodów jesteście najmniejszym, lecz ponieważ Pan was umiłował i chce dochować przysięgi danej waszym przodkom. Wyprowadził was mocną ręką i wybawił was z domu niewoli z ręki faraona, króla egipskiego. Uznaj więc, że Pan, Bóg twój, jest Bogiem, Bogiem wiernym, zachowującym przymierze i miłość do tysiącznego pokolenia względem tych, którzy Go miłują i strzegą Jego praw, lecz który odpłaca każdemu z nienawidzących Go, niszcząc go. Nie pozostawia bezkarnie tego, kto Go nienawidzi, odpłacając jemu samemu. Strzeż przeto poleceń, praw i nakazów, które ja tobie polecam dzisiaj pełnić.

1 J 4:7-16

Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. Nikt nigdy Boga nie oglądał. Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała. Poznajemy, że my trwamy w Nim, a On w nas, bo udzielił nam ze swego Ducha. My także widzieliśmy i świadczymy, że Ojciec zesłał Syna jako Zbawiciela świata. Jeśli kto wyznaje, że Jezus jest Synem Bożym, to Bóg trwa w nim, a on w Bogu. Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim.

Mt 11:25-30

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.

Przyjdźcie do mnie wszyscy ...

W naszej codzienności szukamy raczej, jak być silnym i pewnym siebie. Stawiamy na tych, którzy nie ustępują, nie poddają się, umieją walczyć o swoje. Mamy szacunek dla mocnych i podziwiamy ludzi sukcesu. Cichych i pokornych uważamy za fajtłapów i niedorajdów życiowych. Bezkrytyczna i ślepa gloryfikacja człowieka mocnego, cywilizacja sukcesu stworzyła model współczesnego supermana. Model współczesnego człowieka, to ktoś pewny siebie - nazywamy go wtedy "asertywnym", to człowiek liczący na własne siły - mówimy, że jest zdecydowany, człowiek który wszystko wie, a przynajmniej robi wrażenie, że wie wszystko - mówimy wtedy, że jest wykształcony i obyty w świecie. A najczęściej jest to też człowiek wrzaskliwy, zwracający uwagę tylko na siebie i w końcu pełen pychy. Świat współczesny ma mnóstwo takich idolów, a środki masowego przekazu co rusz podsuwają nam nowe wzorce. Piękne, eleganckie, przebiegłe i drapieżne kobiety. Dobrze ubrani i zaradni, zdecydowani panowie, aktorzy, sportowcy, podróżnicy, biznesmeni, politycy .... Cała gama wzorców, mocnych ludzi, supermanów, ludzi sukcesu.

A ja oglądając takie medialne idole, zastanawiam się: "Jak Chrystus czułby się wśród nich? Jak oni przyjęliby słowa Chrystusa: «uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem»?" Popatrzyliby na Niego z politowaniem, uśmiechnęli się lekceważąco i pewno - tak, jak Grecy Pawłowi na Areopagu - odpowiedzieliby z pobłażaniem: "Posłuchamy Cię innym razem."

Ludzie cisi, pokorni, nie rzucający się w oczy, czasami niezdecydowani lub zakłopotani to dla nas ciamajdy, fajtłapy, nieudacznicy, życiowe niedorajdy. Pogardzamy nimi, nie mamy do nich szacunku, nie mamy do nich ani zaufania, ani nie liczymy na nich, bo są za słabi, głupi, prości, niepozbierani, niezaradni. Patrzymy na nich z pobłażaniem i politowaniem, uśmiechamy się ironicznie i drwiąco ... Nie są ani eleganccy, ani dobrze i gustownie ubrani, nie skrapiają się drogimi perfumami i nie spędzają całych dni i nocy "na robieniu biznesu". Nie należą do elity, nie mają mocnych pleców i wpływowych znajomych. W świecie i cywilizacji sukcesu po prostu się nie liczą.

A ja spotykając takich ludzi, zastanawiam się: "Jak Chrystus czułby się wśród nich? Jak oni przyjęliby sława Chrystusa: «uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem»?" Popatrzyliby na Niego z miłością, uśmiechnęli się ze zrozumieniem i radością, i pewno -jak Zacheusz i celnik - odpowiedzieliby pokornie: "Panie nie jestem godzien".

Czy wobec tego co powyżej, można powiedzieć, że chrześcijaństwo to smutna religia słabych prostaczków, nieokrzesanych fajtłapów i życiowych nieudaczników?

A przecież „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć ...”(1Kor 1:27). Proszę Cię więc Panie ... „uczyń serca nasze według Serca twego”. Nie pozwól mi być zarozumiałym i pewnym siebie, uchroń mnie od pychy i samozadowolenia.

sobota, 24 maja 2008

VIII Niedziela w ciągu roku – A
Iz 49:14-15

Mówił Syjon: Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał. Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie.

1Kor 4:1-5

Niech więc uważają nas ludzie za sługi Chrystusa i za szafarzy tajemnic Bożych. A od szafarzy już tutaj się żąda, aby każdy z nich był wierny. Mnie zaś najmniej zależy na tym, czy będąc osądzony przez was, czy przez jakikolwiek trybunał ludzki Co więcej, nawet sam siebie nie sądzę. Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią. Przeto nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamiary serc. Wtedy każdy otrzyma od Boga pochwałę.

Mt 6:24-34

Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie.

Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary?

Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie.

Starajcie się naprzód o królestwo /Boga/ i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.

Nikt nie może dwóm panom służyć

Nie na dzisiejsze czasy wydają się słowa Chrystusa z dzisiejszej Ewangelii. "Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co będziecie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się będziecie przyodziewać. Przypatrzcie się ptakom ..." Czyżby Chrystus pochwalał tu nieróbstwo, czyżby sprzyjał znanym nam "niebieskim ptakom" i "dzieciom kwiatom", leniom, nierobom i ludziom nieodpowiedzialnym, liczącym na "mannę z nieba"? Łatwo można do takiego wniosku dojść czytając słowa dzisiejszej Ewangelii tylko pobieżnie. ale przecież wiemy, że tak nie jest. On sam (jak mniemano) był synem rzemieślnika i na pewno wiedział doskonale jak ciężko trzeba pracować na "chleb powszedni", jak w pocie czoła należy zdobywać konieczne do życia środki. Na pewno nie pochwala więc nieróbstwa i bezczynności, nieodpowiedzialności i braku zaradności.

Przestrzega nas jednak przed nadmiernym przywiązywaniem wagi do dóbr doczesnych, przed zaślepieniem, przed uznaniem, że całe moje życie do tego wymiaru się sprowadza. Czyż te przestrogi nie są na dzisiejsze czasy? Zobaczmy, jak wielu ludzi tak bardzo się "zagalopowało" w swej zaradności, że zapomnieli o wszystkim innym, że dla nich całe życie sprowadza się do zapewnienia sobie doczesnego dostatku i dobrobytu nawet kosztem innych, kosztem sprawiedliwości społecznej, kosztem zwykłej uczciwości. Zawsze kiedy czytam te słowa, myślę o tych, którzy zapomnieli o tym, że obok nich żyją inni ludzie, że świat jest piękny i godny podziwu i zachwytu, o tych, którzy zaślepieni zostali tak bardzo "mamoną", że nic innego poza nią już nie widzą, że nie liczy się dla nich własna rodzina, dzieci, przyjaźń, życie wieczne, nic poza pieniądzem.

Gdzieś kiedyś wyczytałem, że np. 260 najbogatszych ludzi świata ma na swoich kontach tyle, ile roczny dochód 3 miliardów najuboższych, a więc tej drugiej, biedniejszej połowy świata. Co oni z tą "mamoną" robią? Czyż to nie jest szokujące? Czyż to nie jest to o czym mówi Chrystus?

Niedawno znalazłem i taką informację: "Biedne dzieci w Indiach, Chinach i Pakistanie szyją ręcznie piłki dla wielkich firm sportowych". Te dzieci nie mają możliwości chodzenia do szkoły, nie mają zabawek, nie mają dzieciństwa, ale ..... ich niewolnicza praca "umila” życie milionom innych, sportowych fanów nawet nieświadomych tej niesprawiedliwości. A jakby tego nie było dosyć, to według danych UNESCO na zapewnienie szkoły dla wszystkich biednych dzieci na świecie potrzeba rocznie 8 miliardów dolarów. Na przygotowanie na przykład stadionów do mistrzostw świata w piłce nożnej w Korei i Japonii wydano 9 miliardów dolarów. I znowu jedni nie mogą nawet marzyć o szkole, kiedy inni wydają krocie na przyjemności.

Ale czy trzeba aż tak daleko sięgać. Spójrzmy wokół nas, na nasze społeczeństwo, na nasze układy i nasze życie. Ileż w nim niesprawiedliwości, ileż zaślepienia mamoną, ileż egoizmu i bezduszności ....

"Mamona" zaślepiła świat całkowicie i Chrystus przed tym właśnie przestrzega, ale i przed uspokajaniem swojego sumienia: "Ja przecież muszę dbać o siebie i swoich najbliższych. Nie nakarmię wszystkich głodnych i wszystkim potrzebującym nie pomogę. Muszę zapewnić najpierw sobie i swoim dzieciom "godziwe warunki życia", a później będę mógł myśleć o innych" ... Czyż to też nie jest zaślepienie? Przypowieść o bogaczu i Łazarzu narzuca się sama ... A słowa Jezusa: „cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych ...” pozostają nadal aktualne.

Panie nie pozwól, aby mamona zasłoniła mi świat i drugiego człowieka ...
Nie pozwól, abym zapomniał o Twoim Królestwie ...
Bo ostatecznie .... komu ja służę ....?

sobota, 17 maja 2008

Uroczystość Trójcy Przenajświętszej - rok A

Wj 34:4b-6.8-9

Mojżesz wstawszy rano wstąpił na górę, jak mu nakazał Pan, i wziął do rąk tablice kamienne. A Pan zstąpił w obłoku, i Mojżesz zatrzymał się koło Niego, i wypowiedział imię Jahwe. Przeszedł Pan przed jego oczyma i wołał: Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność, I natychmiast skłonił się Mojżesz aż do ziemi i oddał pokłon, mówiąc: Jeśli darzysz mnie życzliwością, Panie, to proszę, niech pójdzie Pan w pośród nas. Jest to wprawdzie lud o twardym karku, ale przebaczysz winy nasze i grzechy nasze i uczynisz nas swoim dziedzictwem.

2 Kor 13:11-13

Zresztą, bracia, radujcie się, dążcie do doskonałości, pokrzepiajcie się na duchu, jedno myślcie, pokój zachowujcie, a Bóg miłości i pokoju niech będzie z wami! Pozdrówcie się nawzajem świętym pocałunkiem! Pozdrawiają was wszyscy święci. Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi!

J 3:16-18

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

Tajemnica Boga Trój-Jedynego

Najświętsza Trójca, Jedność Osób Bożych - Ojca, Syna i Ducha Świętego - na zawsze pozostanie tajemnicą wiary. Nie jest to jednak tajemnica w znaczeniu wiedzy tajemnej, dostępnej tylko dla wybranych i wtajemniczonych. Bóg sam zechciał nam objawić tę tajemnicę, zechciał objawić siebie samego w Osobach Ojca, Syna i Ducha. Objawiający się w Starym Testamencie jako Ojciec Narodu Wybranego, objawia się w Nowym Testamencie w osobie Jezusa Chrystusa - Jednorodzonego Syna Bożego, Boga - Człowieka, Zbawiciela świata a po Wniebowstąpieniu Chrystusa, w Osobie Ducha Świętego - Pocieszyciela i Uświęciciela. Ta prawda o Trój-Jedynym Bogu nie jest więc enigmą, zagadką, czy łamigłówką służącą do "gimnastykowania rozumu". Jej objawienie dokonujące się sukcesywnie w ciągu historii ludzkości i ma znaczenie bardziej soteriologiczne niż epistemologiczne. Bóg objawia się człowiekowi nie po to aby człowiek tylko więcej wiedział, ale Bóg objawia się człowiekowi, aby człowiek osiągnął zbawienie. Epistemologiczne i mistyczne poznanie rzeczywistości Boga, a tym samym doskonałe zjednoczenie z Bogiem dokona się dopiero po osiągnięciu zbawienia w "visio beatifica". Poznanie tajemnicy Boga przekracza możliwości ludzkiego rozumu, ale to wcale nie znaczy że ludzkiemu rozumowi zaprzecza lub że go neguje.

Bóg objawia się człowiekowi, jako kochający Ojciec Stwórca, jako zbawiający Syn Boży, Bóg Człowiek i jako uświęcający Duch Święty Pocieszyciel. I nie to jest dla nas ważne, jakie są wewnętrzne relacje w Trójcy Świętej, ale to, że Bóg nas kocha, że pragnie nas zbawić i uświęcić, że pragnie nam siebie udzielić.

Przypomina mi się anegdota wyczytana w którejś z książek księdza Wójtowicza. Otóż dwóch mnichów przez całe swoje długie, zakonne życie wiodło uczone dysputy teologiczne na temat rzeczywistości Trójcy Świętej. Po wielu latach doszli w końcu do jakiegoś uczonego i zawiłego konsensusu i rozwiązania owej tajemnicy. Widząc jednak, że zbliżają się już do końca życia zawarli między sobą układ-umowę, że ten który pierwszy umrze i osiągnie życie wieczne, a co za tym idzie pozna rzeczywiście tajemnicę Trójcy Świętej wyśle drugiemu krótki telegram z jednym tylko słowem. Jeśli ta rzeczywistość przedstawia się tak jak oni sobie to wykoncypowali, to telegram będzie zawierał jedno słowo: "totaliter" - co znaczy całkowicie, dokładnie tak. Jeśli jednak rzeczywistość ta jest inna niż ich uczona teoria, to telegram będzie zawierał również jedno słowo: "aliter" - co znaczy różnie, inaczej. W końcu jeden z nich umarł i po jakimś czasie ten drugi otrzymuje telegram, ale z czterema słowami: "straciliśmy czas - totaliter aliter", to znaczy całkowicie inaczej :-)

Nie traćmy może czasu ..... i poświęćmy go raczej na szukanie sposobów zbawienia, a nie zrozumienia tego co i tak zostanie nam w pełni objawione w życiu przyszłym ... o ile tam dotrzemy?

Tajemnica wiary, nie urąga ludzkiemu rozumowi. Urąga mu raczej moralna sprzeczność w jakiej większość z nas żyje, urąga mu bestialstwo i okrucieństwo wymyślane przez cywilizowanych barbarzyńców w imię rozumu i wolności. Tajemnica wiary nie urąga rozumowi, raczej wskazuje nie tylko na jego ograniczenia, ale także na jego nieskończone możliwości jeśli kroczy on uczciwie drogą wyznaczona przez Stwórcę. Ludzkiemu rozumowi urąga raczej pycha, nie tajemnica wiary.

Wierzę w Jednego Boga;
- Boga Ojca - Wszechmogącego,
- Jezusa Chrystusa - Syna Jego Jedynego
- i Ducha Św. - Pocieszyciela i Uświęciciela