menu

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

XXIII Niedziela w ciągu roku - A



Ez 33:7-9

Ciebie, o synu człowieczy, wyznaczyłem na stróża domu Izraela po to, byś słysząc z mych ust napomnienia przestrzegał ich w moim imieniu. Jeśli do występnego powiem: Występny musi umrzeć - a ty nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi - to on umrze z powodu swej przewiny, ale odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie. Jeśli jednak ostrzegłeś występnego, by odstąpił od swojej drogi i zawrócił, on jednak nie odstępuje od swojej drogi, to on umrze z własnej winy, ty zaś ocaliłeś swoją duszę.

Rz 13:8-10

Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj, i wszystkie inne - streszczają się w tym nakazie: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Miłość nie wyrządza zła, bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.

Mt 18:15-20

Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik! Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.


HOMILIA I

Nie wtrącaj się, to nie twoja sprawa ...

Jakże często słyszymy takie właśnie słowa, jako odpowiedź na nasze upomnienie, czy zwrócenie komuś uwagi? Zwrócenie uwagi, upomnienie kogoś, zareagowanie na ewidentne zło czy niesprawiedliwość ... stawia nas od razu w opozycji, naraża na zdecydowaną krytykę, na natychmiastowe odrzucenie, na nieprzychylne przyjęcie, na przyklejenie łatki "upierdliwy", niegrzeczny, niewychowany ... Trzeba się przecież umieć zachować i nie wtrącać w życie innych. Bądź bardziej dyplomatyczny i nie czepiaj się wszystkiego, co cię to obchodzi? Trzeba umieć żyć z ludźmi i nie szukać zwady.

Człowiek grzeczny i wychowany, człowiek kulturalny i dobrze ułożony nie zwraca nikomu uwagi i nie wtrąca się w nie swoje sprawy. A jeśli już się odważysz to zrobić, to wiedz komu, kiedy i co z tego dla ciebie wyniknie. Nawet rodzice nie powinni karcić i upominać swoich dzieci, czy zwracać im uwagi, aby ich nie stresować i nie przyprawiać o nerwicę ...  A w szkole, nauczyciele i wychowawcy ... nie mają żadnych praw i żadnych możliwości karcenia, czy nawet wychowywania dzieci, bo w przypadku wszelkich prób zwrócenia uczniom uwagi interweniują rodzice i ... do sądu z nauczycielem, bo skarcił i skrzywdził dziecko, które przecież jest aniołkiem ...

W ogóle dzisiejsza Ewangelia jest przestarzała i nie na czasie. Żyjemy w innym świecie i w innych warunkach, w innych realiach kulturowych i upominanie, zwracanie uwagi, karcenie, czy nie zgadzanie się ze złem jest niegrzeczne, świadczy o braku wychowania i kultury osobistej!!! Sąsiad źle się zachowuje i robi awantury po nocach ... nie, nikt nie zwróci mu uwagi, żeby nie być odsądzonym od czci i posądzonym o brak dobrego wychowania. Lekarz w szpitalu zachowuje się arogancko i traktuje pacjentów niegrzecznie ... nie, nikt nie zwróci mu uwagi, żeby się nie narazić. Panienka w okienku, czy sprzedawczyni w sklepie jest niegrzeczna i zarozumiała, bo ma odrobinę władzy nad klientem ... nie, nikt się nie narazi i nie przypomni jej o jej obowiązkach. Ona może być niegrzeczna, ale kiedy ty zwrócisz jej uwagę, to jesteś chamem. Dyrektor w zakładzie pracy robi szwindle i przekręty, okradając pracowników ... nie, nikt nie odważy się mu tego powiedzieć, bo w najlepszym wypadku zostanie to potraktowane, jak brak dobrego wychowania i niewdzięczność. I tak, od najmniejszych do najwyższych stanowisk z ministrami i posłami włącznie, królują: arogancja, złodziejstwo, nadużycia, szwindle, nieuczciwość i zwykłe chamstwo ... i nikt na to nie reaguje, nikt nie protestuje, nikt nie próbuje nawet się sprzeciwić, bo to niegrzeczne, niekulturalne ..., bo tak się nie robi, bo to nie przystoi, bo to jest szukanie dziury w całym.

Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy.” – tak proponuje nam Pan Jezus, ale my wiemy lepiej co robić, bo jesteśmy przecież uprzedzająco grzeczni. I zamiast upomnieć będziemy milczeć i co najwyżej obgadywać poza plecami z pełnym faryzejskiego zatroskania wyrazem twarzy.

Czasami i ja popełniam błędy, i ja się mylę, i ja mógłbym być skrytykowany, czy przywołany do porządku ... i też nie chcę, aby ktokolwiek zwracał mi uwagę, bo po co ktoś ma się wtrącać do nie swoich spraw??? Niech pilnuje swego nosa, bo nikt nie jest święty i nikt nie będzie mi mówił co i jak mam robić. Jestem dorosły i wiem co robię ...

Kiedyś napisałem artykuł "Krytykować czy nie krytykować - qui tacet consentire videtur". Efekt ... od razu przyklejono mi łatkę fundamentalisty, któremu brakuje dobrego wychowania. Polecam ... tylko dla tych, którzy ośmielają się czasem zrozumieć i pójść za słowami dzisiejszej Ewangelii.

Czemu się dziwię, że tyle zła wkoło mnie? Przecież ja się na nie zgadzam ...
Czemu się dziwię, że tyle zła we mnie?
Przecież i ja nie chcę, aby mi ktokolwiek pomógł w zwalczeniu, czy nawet zobaczeniu go we mnie ...

Znalazłem kiedyś taki oto tekst:

to mnie nie obchodzi ...

Nie protestowałem,
kiedy prześladowano:
żydów, muzułmanów, chrześcijan, buddystów i ...
to mnie nie obchodzi!

Nie protestowałem,
kiedy aresztowano:
polityków z prawicy, z lewicy, z centrum i ...
to mnie nie obchodzi!

Nie protestowałem kiedy niszczono i okradano:
biednych, ułomnych, słabych, niezaradnych i ...
to mnie nie obchodzi!

Nie protestowałem, kiedy wyrzucano siłą:
emigrantów, bezdomnych, zaniedbanych i ...
to mnie nie obchodzi!

Nie protestowałem, kiedy zwalniano z pracy setki i tysiące ludzi
aby przenieść zakłady pracy tam, gdzie inni ludzie, dzieci lub dorośli
zrobią za okruch chleba tę samą robotę w upokarzających warunkach.
to mnie nie obchodzi!

A kiedy mnie będą prześladować, aresztować, niszczyć, wyrzucać, zwalniać ...
Nie będzie nikogo, aby zaprotestować ...
kogo to będzie obchodzić !?



HOMILIA II

Nie mieszaj się do tego, to nie twoja sprawa...

Jakże często słyszymy te słowa w odpowiedzi na nasze upomnienie lub zwrócenie uwagi? Zwrócenie uwagi, zganienie kogoś, zareagowanie na ewidentne zło czy niesprawiedliwość... stawia nas od razu w opozycji, naraża na falę krytyki i natychmiastowe odrzucenie ze strony drugiej strony, przykleja łatkę „upierdliwego”, bezczelnego, niegrzecznego... Przecież trzeba być miłym, potrafić się powstrzymać i nie wtrącać w cudze życie. Być bardziej dyplomatycznym i nie czepiać się wszystkiego, co nas obchodzi? Trzeba umieć żyć z ludźmi i nie szukać kłopotów.

Człowiek grzeczny i ułożony, kulturalny i na poziomie nie zwraca nikomu uwagi i nie miesza się w cudze sprawy. A jeśli już się na to odważysz, to wiedzą, do kogo, kiedy i po co przyjdą. Nawet rodzice nie powinni strofować i upominać swoich dzieci ani zwracać im uwagi, żeby ich nie stresować i nie wpędzać w nerwicę... A w szkole nauczyciele i wychowawcy... nie mają praw ani możliwości dyscyplinowania czy wręcz wychowywania dzieci, bo przy jakiejkolwiek próbie zwrócenia uwagi uczniom rodzice interweniują... do sądu z nauczycielem, bo skrzyczał i skrzywdził dziecko, które przecież jest aniołkiem...

W ogóle dzisiejsza Ewangelia jest nieaktualna i nie na te czasy. Żyjemy w innym świecie i w innych warunkach, w innej rzeczywistości kulturowej, a upominanie, zwracanie uwagi, dyscyplinowanie czy brak zgody na zło jest niegrzeczne, świadczy o braku wykształcenia i kultury osobistej!!! Sąsiad zachowuje się źle i robi awantury w nocy... nie, nikt mu nie zwróci uwagi, żeby nie stracić szacunku i nie zostać oskarżonym o brak dobrego wychowania. Lekarz w szpitalu zachowuje się arogancko i opryskliwie traktuje pacjentów... nie, nikt mu nie zwróci uwagi, żeby się nie narażać. Panienka w okienku albo ekspedientka w sklepie jest opryskliwa i zarozumiała, bo ma odrobinę władzy nad klientem... nie, nikt jej nie przywoła do porządku i nie przypomni o obowiązkach. Ona może być opryskliwa, ale kiedy zwrócisz jej uwagę, to ty jesteś gburem. Dyrektor w zakładzie pracy robi przekręty i oszustwa, okrada pracowników... nie, nikt nie odważy się mu tego powiedzieć, bo w najlepszym razie zostanie to uznane za brak dobrych manier i niezdrową wdzięczność. I tak, od najmniejszych stanowisk aż po najwyższe, z ministrami i posłami włącznie, królują: arogancja, złodziejstwo, nadużycia, oszustwa, nieuczciwość i zwykłe chuligaństwo... i nikt na to nie reaguje, nikt nie protestuje, nikt nawet nie próbuje się sprzeciwić, bo to niegrzeczne, bo to nie wypada, bo tak się nie robi, bo to czepianie się.

„Gdy brat twój zgrzeszy przeciwko tobie, idź i upomnij go w cztery oczy” – to proponuje nam Jezus, ale my przecież wiemy lepiej, co robić, bo jesteśmy aż nadto kulturalni. I zamiast upomnienia będziemy milczeć, a co najwyżej obgadywać za plecami z wyrazem pełnej faryzejskiej troski na twarzy.

Czasami i ja popełniam błędy, i ja się mylę, i też nie chciałem być krytykowany ani przywoływany do porządku... i nie chciałem, żeby ktoś zwracał mi uwagę, bo co kogo obchodzą moje sprawy, no nie??? Niech każdy pilnuje własnego nosa, bo nikt nie jest święty i nikt nie będzie mi mówił, jak i co mam robić. Jestem dorosły i wiem, co robię...

Napisałem kiedyś artykuł „Krytykować czy nie krytykować – qui tacet consentire videtur”. Efekt... od razu przypięto mi łatkę fundamentalisty pozbawionego dobrych manier. Polecam... tylko tym, którzy mają odwagę czasem zrozumieć i pójść za słowami dzisiejszej Ewangelii.

Dlaczego dziwisz się, że wokół ciebie jest tyle zła?
Przecież trzeba się sprzeciwić...
Dlaczego dziwisz się, że we mnie jest tyle zła?
Przecież nie chcę, żeby ktoś pomagał mi w walce, ani nawet by to we mnie widział...



HOMILIA III

Czy nie jest paradoksem, że w czasach, gdy jesteśmy ze sobą połączeni bardziej niż kiedykolwiek w historii ludzkości, tak dotkliwie odczuwamy samotność i wzajemną obcość? Mamy setki znajomych w mediach społecznościowych, wysyłamy tysiące wiadomości, a jednocześnie boimy się prawdziwego spotkania twarzą w twarz. Dzisiejsze Słowo Boże wkracza w tę naszą skomplikowaną rzeczywistość z niezwykle odważnym i wymagającym przesłaniem. Mówi o świętym obowiązku, który wypływa z miłości – o upomnieniu braterskim.

Brzmi to archaicznie, prawda? „Upomnienie braterskie”. Kojarzy się nam z wścibstwem, moralizatorstwem albo świętoszkowatością. Wyznajemy zasadę: „pilnuj swego nosa”, „nie mieszaj się w cudze sprawy”, „żyj i daj żyć innym”. Uważamy, że to jest właśnie nowoczesna tolerancja. Ale czy aby na pewno? Czy to, co nazywamy tolerancją, nie jest czasem po prostu obojętnością, wygodnym zasłonięciem oczu na ból i zagubienie drugiego człowieka?

Prorok Ezechiel słyszy dziś od Boga twarde słowa: „Ciebie, o synu człowieczy, wyznaczyłem na stróża domu Izraela”. Bóg stawia go na murze miasta, aby wypatrywał niebezpieczeństwa. Ale nie chodzi o wroga z zewnątrz. Chodzi o „występnego”, o człowieka, który sam kroczy drogą do samozagłady. Bóg mówi: „Jeśli go nie ostrzeżesz, odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie”. To szokujące. Bóg nie czyni nas odpowiedzialnymi za cudze zbawienie, ale czyni nas odpowiedzialnymi za nasze milczenie. Za to, że widząc brata, który błądzi i rani samego siebie, odwracamy wzrok.

To jest klucz do zrozumienia dzisiejszej Ewangelii. Jezus nie daje nam instrukcji, jak kogoś zbesztać, jak udowodnić mu winę i jak go potępić. On daje nam procedurę ratunkową. Celem nie jest sąd, ale „pozyskanie swego brata”. To ogromna różnica. Nie chodzi o to, by wygrać spór, ale by wygrać człowieka.

Dlatego pierwszym krokiem jest rozmowa „w cztery oczy”. To jest najtrudniejsze. Nie obgadywanie za plecami. Nie anonimowe listy. Nie szeptanie po kątach z sąsiadami. Nie posty w internecie, które mają sprawić, że ktoś inny poczuje się winny. Jezus mówi: idź do niego. Bezpośrednio. Z drżeniem serca, z miłością. To jest właśnie to, czego boimy się najbardziej – konfrontacji w prawdzie i miłości. Wolimy milczeć, bo tak jest wygodniej. Ale nasze milczenie nie jest złotem, jest tchórzostwem, a czasem – jak u Ezechiela – staje się współudziałem.

Święty Paweł w Liście do Rzymian daje nam klucz do odczytania tej postawy: „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością”. Jesteśmy dłużnikami miłości. A miłość, jak mówi Paweł, „nie wyrządza zła bliźniemu”. Czy jest większe zło niż pozwolić komuś trwać w grzechu, który niszczy jego życie, jego rodzinę, jego relację z Bogiem? Miłość, która milczy w obliczu zła, nie jest miłością, jest jej karykaturą. Prawdziwa miłość potrafi powiedzieć trudne „nie”. Potrafi zaryzykować przyjaźń, spokój, swoją wygodę, aby tylko uratować drugiego człowieka z pułapki.

Procedura opisana przez Jezusa – rozmowa sam na sam, potem ze świadkami, potem wobec wspólnoty – nie jest eskalacją konfliktu, ale poszerzaniem kręgu miłości. To poszukiwanie nowych szans na dotarcie do serca błądzącego. A jeśli to wszystko zawiedzie, „niech ci będzie jak poganin i celnik”. Jak Jezus traktował pogan i celników? Nie potępiał ich z góry. Jadł z nimi, rozmawiał, szukał ich. To nie jest ekskomunika jako akt zemsty, ale zmiana strategii. To uznanie, że zrobiło się wszystko, co było można, i że teraz trzeba przyjąć postawę świadka, który modli się i czeka na moment łaski.

W centrum tej wspólnoty jest Chrystus. „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”. On jest gwarantem, że nasze wysiłki, by ratować braci, nie są tylko ludzkim aktywizmem, ale że w nich działa Jego zbawcza moc. To On daje nam odwagę do podjęcia trudnej rozmowy. To On daje łaskę nawrócenia temu, którego upominamy. To On „związuje i rozwiązuje” – my jesteśmy tylko narzędziami w Jego rękach.

Stoimy dziś przed wyborem. Możemy pozostać w naszych wygodnych, milczących bańkach, udając, że nie widzimy, jak nasi bliscy oddalają się od Boga, jak wchodzą w toksyczne relacje, jak niszczą się nałogami, jak ich serca twardnieją. Ale to jest droga obojętności, za którą Bóg kiedyś upomni się u nas.

Albo możemy przyjąć na siebie odpowiedzialność stróżów naszych braci. Nie z pozycji sędziego, ale brata. Nie z pychą, ale z pokorą, pamiętając, że sami też jesteśmy grzesznikami potrzebującymi upomnienia. Z miłością, która nie boi się prawdy.

To jest Kościół, do którego wzywa nas dziś Chrystus. Nie anonimowy tłum, ale wspólnota braci i sióstr, którzy są za siebie nawzajem odpowiedzialni. Wspólnota, w której miłość jest na tyle odważna, by powiedzieć sobie prawdę w oczy, i na tyle pokorna, by przyjąć ją z wdzięcznością.

Niech Duch Święty, który jest Duchem prawdy i miłości, da nam odwagę do bycia prawdziwymi stróżami naszych braci.


HOMILIA IV

Najłatwiejszą formą obojętności jest tak zwany „święty spokój”. Odwracamy wzrok, gdy ktoś obok nas niszczy swoje życie albo krzywdzi innych, bo wygodniej jest udać, że to nie nasza sprawa.

Bóg mówi dziś Ezechielowi wprost: jeśli widzisz człowieka zmierzającego w przepaść i milczysz, bierzesz na siebie współodpowiedzialność za jego upadek. To twarde słowa. Często wmawiamy sobie, że nieruszanie cudzych wyborów to wyraz wyrozumiałości. Ewangelia zdejmuje z tego zjawiska ładną maskę i pokazuje prawdę – to po prostu tchórzostwo oprawione w grzecznościowe zwroty.

Jezus daje nam jasną instrukcję. Najpierw rozmowa w cztery oczy. Bez świadków, bez publicznego dyktanda i niszczenia czyjejś reputacji. Święty Augustyn uchwycił sedno tej Ewangelii w prostym zdaniu: „Milcz z miłości i mów z miłości. Poprawiaj z miłości i oszczędzaj z miłości”. Między niszczącym hejtem a obojętnym milczeniem istnieje wąska ścieżka odpowiedzialności. Chirurg przykłada skalpel do ciała nie po to, by zadać ból, ale by wyciąć to, co zabija. Złodziej używa noża w zupełnie innym celu. Różnica leży w intencji. Upomnienie pozbawione miłości staje się zwykłą przemocą i budowaniem własnego ego na cudzej słabości.

Paweł Apostoł przypomina Rzymianom, że jedynym długiem, jakiego nigdy nie spłacimy do końca, jest wzajemna miłość. Zwrócenie uwagi drugiemu człowiekowi ma być spłacaniem tego długu, a nie zaspokojeniem naszej potrzeby posiadania racji. Kiedy wybieramy plotkę za plecami zamiast szczerej rozmowy twarzą w twarz, chronimy wyłącznie własny komfort. Woleliśmy zachować pozory relacji, zamiast uratować brata.

Chrystus obiecuje swoją obecność tam, gdzie dwaj lub trzej zgadzają się na ziemi. Zazwyczaj szukamy tej obietnicy w podniosłych momentach modlitwy, tymczasem On składa ją w kontekście trudnego budowania wspólnoty – takiej, która potrafi wybaczać, ale nie boi się stawać w prawdzie. Zmartwychwstały jest pośród nas nie po to, by głaskać nasze grzechy, ale by dawać odwagę do ratowania siebie nawzajem.


HOMILIA V

Milczenie bywa złotem, ale czasami jest po prostu tchórzostwem.

Bóg mówi dziś do Ezechiela słowa, które bolą. Spadają jak ciężki kamień. Wyznaczył go na stróża. I mówi jasno: jeśli zobaczysz człowieka niszczącego siebie, a nie powiesz nic, on zginie, ale tobie policzę jego śmierć. Odpowiedzialność za krew. Przerażająca. My wolimy „święty spokój”. Odwrócić wzrok. Uznać, że to „nie nasza sprawa”.

Ale Ezechiel przypomina, że to właśnie jest nasza sprawa. Jesteśmy połączeni. Kiedy mój brat błądzi, ja też jestem zagrożony. Pytanie, czy milczę z miłości, bojąc się zranić, czy z wygody, by uniknąć problemów?

Ewangelia Mateusza daje na to konkretną receptę. To nie jest prawo karne, to jest anatomia relacji. Jezus mówi: najpierw w cztery oczy. Nie na publicznym forum, nie w plotkach, nie na Facebooku. W pokorze. W szacunku. Bez poczucia wyższości. Celem nie jest wygrana, celem jest odzyskanie brata. Uratowanie go przed samym sobą.

Święty Augustyn mawiał: „Miłuj i czyń, co chcesz”. Paweł uzupełnia to dzisiaj: „Miłość nie wyrządza zła bliźniemu”. Jeśli miłuję, nie mogę patrzeć bezczynnie, jak ten, kogo kocham, kroczy drogą do zagłady. Upomnienie braterskie to najwyższy akt miłości, bo wymaga odwagi i zgody na ryzyko odrzucenia.

Obraz, który widzicie, to ręce na zimnym, szorstkim kamieniu. To miejsce naszej decyzji. Może to być ręka Ezechiela, która wyciąga dłoń ostrzeżenia nad przepaścią. Albo dłonie dwóch ludzi w pustej świątyni, którzy spotykają się w imię Chrystusa, by naprawić zerwaną więź. Ta przestrzeń między nimi to albo obojętność, albo właśnie obecność Boża.

Tam, gdzie jesteśmy wierni tej trudnej miłości, On jest pośród nas. I wszystko staje się możliwe.


HOMILIA po angielsku

Stay out of this, it's none of your business ...

How often do we hear these words, as a response to our admonition, or someone paying attention? Paying attention, reprimand someone, respond to the obvious evil or injustice ... puts us directly in opposition, exposes the vast criticism for immediate rejection to adverse party, the adhesion patches "annoying", rude, impolite ...  After all you have to be nice, able to retain and not meddle in the lives of others. Be more diplomatic and not cling to everything you care? You have to be able to live with people and do not look for trouble.

Man polite and mannered, cultured man and a well-placed not pay attention to anyone and does not interfere in other people's business. And if you dare to do this, then know to whom, when and what for you will come. Even parents should not scold and admonish their children, or pay attention to them, in order not to stress and flavor of neurosis ... And at school, teachers and educators ... have no rights and no ability to discipline or even raising children because in case of any attempt to draw attention to pupils and parents intervene ... to the court with the teacher, because scolded and hurt a child who, after all she is an angel ...

In general, today's Gospel is outdated and not at the time. We live in a different world and different conditions, in other cultural realities and reprimanding, paying attention, discipline, or disagreeing with evil is rude, demonstrates a lack of education and personal culture !!! A neighbor behaves badly and does brawls at night ... no, nobody will pay attention to him, so as not to be weaned from honor and accused of lack of good upbringing. A doctor at the hospital behaves arrogantly and rudely treated patients ... no, nobody will pay attention to him, so as not to expose. The young lady in the window, or saleswoman in the shop is rude and conceited because he has a little power over the client ... no, no one will expose and remind her of her duties. She can be rude, but when you turn her attention to you, you're a jerk. Director in the workplace doing fakes and scams, robbing workers ... no, no one dares to tell him, because at best it will be regarded as a lack of good manners and ingratitude. And so, from the smallest to the highest positions of ministers and deputies, including, reign: arrogance, thievery, abuse, fakes, dishonesty and the usual rabble ... and no one on it does not respond, no protests, no one even tried to oppose, because it's rude, not polite ... because this is not done, because it is not fitting, because this is nitpicking.

"If your brother sins against you, go and reprove him in private." - That Jesus offers us, but we know better what to do, because we are after all exceedingly polite. And instead of reprimand will be silent and a maximum of Crab behind the back with a full Pharisee concern expression.

Sometimes, and I make mistakes, and I'm wrong, and I could not be criticized or called to order ... and did not want anyone paying attention to me, because what someone has to pry into your affairs not??? Let guarding his nose, because nobody is a saint and no one will tell me how and what to do. I am an adult and I know what I'm doing ...

I once wrote an article "criticize or not criticize - qui tacet consentire videtur." The effect ... once I glued a patch fundamentalist lacking good manners. I would recommend ... only for those who dare to sometimes understand and follow the words of today's Gospel.

Why are you surprised that so much evil is around you? But I have to disagree ...
Why are you surprised that so much evil is in me?
After all, I do not want anyone to help me in the fight, or even seeing it in me ...