menu

piątek, 20 marca 2026

V Niedziela Wielkiego Postu – A

  

Ez 37:12-14

Dlatego prorokuj i mów do nich: Tak mówi Pan Bóg: Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela, i poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam - wyrocznia Pana Boga.

Rz 8:8-11

A ci, którzy żyją według ciała, Bogu podobać się nie mogą. Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. Jeżeli natomiast Chrystus w was mieszka, ciało wprawdzie podlega śmierci ze względu na [skutki] grzechu duch jednak posiada życie na skutek usprawiedliwienia. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha.

J 11:1-45

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz. Jezus usłyszawszy to rzekł: Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą.

A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Mimo jednak że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: Chodźmy znów do Judei. Rzekli do Niego uczniowie: Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?

Jezus im odpowiedział: Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła. To powiedział, a następnie rzekł do nich: Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić. Uczniowie rzekli do Niego: Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego. Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć.

Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już do czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów i wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu.

Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga.

Rzekł do niej Jezus: Brat twój zmartwychwstanie.

Rzekła Marta do Niego: Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym.

Rzekł do niej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?

Odpowiedziała Mu: Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat.

Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: Nauczyciel jest i woła cię. Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać.

A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł.

Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: Gdzieście go położyli?

Odpowiedzieli Mu: Panie, chodź i zobacz. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: Oto jak go miłował!

Niektórzy z nich powiedzieli: Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?

A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: Usuńcie kamień. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie. Jezus rzekł do niej: Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? Usunięto więc kamień.

Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał.

To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!

I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.


Homilia I

Łazarzu, wyjdź z grobu

Czasami zastanawiam się czy i ja nie jestem jak Łazarz, od wielu dni, a może miesięcy czy nawet lat będący już w grobie, cuchnący i martwy? Czy nie przywaliłem swego grobu wielkim kamieniem obojętności i ironii, drwiny i cwaniactwa? A może do mnie odnoszą się też słowa Jezusa: "Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, bo widzi światło ... Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, bo brak mu światła." A ja, czy chodzę za dnia, czy raczej wolę noc i ciemność? "Łazarzu, wyjdź z grobu!" - człowieku obudź się! Chodź w światłości dnia, a nie potkniesz się! Nie kombinuj i nie oszukuj samego siebie, bo może ci się tylko wydaje,  że jesteś żyjący i że dobrze się masz, a w rzeczywistości jesteś już trupem błąkającym się po bezdrożach i manowcach świata zmarłych. Może samego siebie i innych próbujesz tylko łudzić i mamić pozorami i maskami życia i dobrobytu, a w rzeczywistości jesteś tylko marionetką pociąganą za sznureczki swoich przyzwyczajeń, nałogów, grzechów i drobnych układzików?

"Łazarzu, do ciebie mówię wyjdź z grobu i ożyj !!!!!" Przejrzyj na oczy i zobacz światło dnia, nie daj się mamić ułudom bogactwa, doczesnych uciech i przemijających sukcesów. To wszystko jest tylko złudzeniem, które prędzej czy później mija i pryska, jak bańka mydlana. Wydaje ci się, że żyjesz, wydaje ci się, że powodzi ci się dobrze i że możesz być z siebie zadowolony. Ale czy na pewno żyjesz? A może jednak jesteś w grobie i trzeba abyś usłyszał głos Chrystusa wołającego z mocą: "Łazarzu ! wyjdź z grobu !"

Panie Jezu Chryste , Ty jesteś Panem życia i śmierci.

Nie pozwól mi abym był żywym trupem, ....


Homilia alternatywna

oto otwieram wasze groby ...

Proroctwo Ezechiela spełnia się w sposób dosłowny w dzisiejszej Ewangelii, kiedy Jezus każe wyjść z grobu Łazarzowi. Ale jest to nadal tylko zapowiedź tego, co ma się dokonać przy końcu czasów, kiedy wszystkie groby zostaną otwarte i Chrystus „przywróci do życia nasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w nas Ducha” (Rz 8:11). Wizja proroka Ezechiela spełnia się ostatecznie w Apokaliptycznej wizji nowego Jeruzalem (Ap 7:4-10; 14:1-5; 20:12-15), gdzie niezliczone tłumy tych, którzy powstali z martwych i których groby zostały otwarte oddają hołd Bogu w liturgii Nowej Jerozolimy.

Ciało, które prowadzi do śmierci (Rz 7:24) i duch, który ożywia (J 6:63) to dwa bieguny, pomiędzy którymi rozpięty jest sens dzisiejszych czytań. Jest to zarazem przesłanie całego Wielkiego Postu, w czasie którego mamy dostrzec tę właśnie głęboką prawdę, że -jak mówi św. Paweł (Rz 8:5-6)- ci, „którzy żyją według ciała dążą do tego co chce ciało, a ciało prowadzi do śmierci”, dążność zaś Ducha prowadzi do życia i pokoju. A Chrystus, który jest Panem życia i śmierci ma moc przywrócić nam utracone przez grzech życie wieczne o ile tylko pozwolimy działać w nas Duchowi i uwierzymy Chrystusowi, że On jest Zwycięzcą śmierci. I to właśnie zapowiada Jezus w Ewangelii zwracając się do Marty przy grobie jej brata.

To napięcie między ciałem i jego pragnieniami, a duchem pojawia się zresztą dosyć często na kartach Pisma Świętego (Pwt 11:26; Mt 26:41; Gal 5:17), a w sposób bardzo dramatyczny pisze o tym św. Paweł, wołając z bólem: „Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku śmierci?” i udziela jednocześnie odpowiedzi: „Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego”(Rz 7:24). Bo to Jezus Chrystus jest zmartwychwstaniem i życiem (J 14:6), wyzwalającym od śmierci.

Warto więc być może zadać sobie pytanie: „A ja żyję według ciała, które prowadzi do śmierci, czy według ducha, który ożywia?”


Homilia alternatywna II

oto otwieram wasze groby – 2 ...

„Tak mówi Pan Bóg: Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów.”

„Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała.”

„…, jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą”

Proroctwo Ezechiela spełnia się w sposób dosłowny w dzisiejszej Ewangelii, kiedy Jezus każe wyjść z grobu Łazarzowi. Ale jest to nadal tylko zapowiedź tego, co ma się dokonać przy końcu czasów, kiedy wszystkie groby zostaną otwarte i Chrystus „przywróci do życia nasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w nas Ducha” (Rz 8:11). Wizja proroka Ezechiela spełnia się ostatecznie w Apokaliptycznej wizji nowego Jeruzalem, (Ap 7:4-10; 14:1-5; 20:12-15), gdzie niezliczone tłumy tych, którzy powstali z martwych i których groby zostały otwarte oddają hołd Bogu w liturgii Nowej Jerozolimy.

Wszyscy boimy się śmierci. Doświadczamy tego lęku przed śmiercią bardzo bezpośrednio właśnie teraz w czasie epidemii …A przecież jest ona czymś naturalnym i nikt z żyjących nie może się przed nią wykupić. Jak bardzo dramatycznie ujął to Papież Franciszek w piątkowej wieczornej modlitwie:

"Myśleliśmy, że zawsze będziemy zdrowi w chorym świecie. To nie jest czas Twojego sądu, ale naszego wyboru tego, co się liczy".

A co my wybieramy w naszym życiu codziennym? Bóg chce nam przypomnieć, co naprawdę się liczy i dlatego tak bardzo boleśnie wszystko nam „UPROŚCIŁ”.

On chce nam pokazać, właśnie to co pokazują dzisiejsze czytania:

My ciągle żyjemy pomiędzy dwoma rzeczywistościami ciała i ducha:

-           Ciało, które prowadzi do śmierci (Rz 7:24) i duch, który ożywia (J 6:63) to dwa bieguny, pomiędzy którymi, rozpięty jest sens dzisiejszych czytań. Jest to zarazem przesłanie całego Wielkiego Postu, w czasie którego mamy dostrzec tę właśnie głęboką prawdę, że -jak mówi św. Paweł (Rz 8:5-6)- ci, „którzy żyją według ciała dążą do tego co chce ciało, a ciało prowadzi do śmierci”, dążność zaś Ducha prowadzi do życia i pokoju. A Chrystus, który jest Panem życia i śmierci ma moc przywrócić nam utracone przez grzech życie wieczne o ile tylko pozwolimy działać w nas Duchowi i uwierzymy Chrystusowi, że On jest Zwycięzcą śmierci.

Warto więc być może zadać sobie pytanie: „A ja czy żyję według ciała, które prowadzi do śmierci, czy według ducha, który ożywia?”


Homilia alternatywna III

 „Od grobu do życia – Bóg, który wychodzi naprzeciw naszej śmierci”

  1. Wstęp: Świat zamkniętych grobów
    Drodzy Bracia i Siostry. Piąta Niedziela Wielkiego Postu zawsze przybliża nas do tajemnicy przejścia. Słyszymy dziś trzy teksty, które mówią o tym, co w ludzkim doświadczeniu najbardziej bolesne: o śmierci, rozkładzie i niemocy. Ezechiel opisuje wyschłe kości w dolinie śmierci, Paweł mówi o ciele podlegającemu śmierci z powodu grzechu, a Ewangelia ukazuje Łazarza w grobie, który już cuchnie. To nie są tylko opowieści sprzed wieków. To obraz naszych grzechów, naszych nałogów, naszych zranionych relacji, które – jeśli pozostawione same sobie – prowadzą do duchowego rozkładu. Często czujemy się jak w tym grobie: związani, uwięzieni, pozostawieni sami sobie.
  2. Bóg nie zostaje w bezpiecznej odległości
    Pierwsze czytanie z Księgi Ezechiela (37,12-14) jest obietnicą daną Izraelowi na wygnaniu. Ludzie czuli się pogrzebani w obcej ziemi, bez nadziei. I Bóg mówi przez proroka: „Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów”.Zwróćmy uwagę na to, kto działa: to Bóg wychodzi na cmentarzysko. On nie czeka, aż wyjdziemy o własnych siłach, bo to niemożliwe. W Ewangelii (J 11,1-45) widzimy kontynuację tej logiki. Jezus nie boi się podejść do grobu. Co więcej – pozwala, by sprawy zaszły daleko. Łazarz leży w grobie cztery dni. Według ówczesnych wierzeń żydowskich, dusza opuszczała ciało dopiero po trzech dniach; czwarty dzień to już stan absolutnego, biologicznego rozkładu. Dlaczego Jezus zwleka? Aby pokazać, że Jego moc nie ogranicza się do sytuacji, gdy jest jeszcze „cień nadziei”. On przychodzi tam, gdzie wszystko wydaje się stracone. To dla nas ogromna pociecha: Bóg nie boi się naszych zgnilizn, naszych czterech dni, naszych spraw, które uważamy za nieodwracalne.
  3. Duch, który ożywia
    Św. Paweł w Liście do Rzymian (8,8-11) wyjaśnia nam jakBóg tego dokonuje. Nie chodzi tylko o cud fizycznego wskrzeszenia, ale o głęboką przemianę: „Jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała”.Kluczem jest Duch Święty. Ezechiel zapowiadał: „Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli”. Jezus przy grobie Łazarza modli się: „Ojcze, dziękuję Ci, żeś Mnie wysłuchał”. To moment, w którym życie wchodzi w śmierć. Łazarz wychodzi, ale wciąż ma związane ręce i nogi. To ważny szczegół: nowe życie wymaga wspólnoty. Jezus mówi: „Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić”. Bóg daje życie, ale Kościół, wspólnota braci i sióstr, ma pomóc uwolnić się z więzów, które jeszcze krępują.
  4. Ku chwale Bożej
    Jezus na początku mówi: „Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej”. To trudne słowo dla nas, którzy cierpimy. Ono nie oznacza, że Bóg cieszy się z cierpienia. Oznacza, że nawet w sytuacji, która wydaje się ostateczną klęską (śmierć), Bóg ma ostatnie słowo – i jest nim życie. Łazarz musiał umrzeć, by zmartwychwstanie Jezusa było nie tylko pojedynczym cudem, ale zapowiedzią powszechnego zmartwychwstania. My, stojąc u progu Wielkiego Tygodnia, jesteśmy zaproszeni, by uwierzyć, że nasze codzienne „groby” – smutki, zawody, grzechy, które uważamy za nie do naprawienia – są dla Boga miejscem objawienia Jego chwały.
  5. Zakończenie: Wiara pośród cuchnięcia
    Marta wypowiada jedno z najpiękniejszych wyznań wiary: „Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży”.Wyznaje to jednak w momencie, gdy rozum podpowiada jej, że jest za późno („Panie, już cuchnie”). Wiara nie polega na wierzeniu, że problem nie istnieje, ale na zaufaniu, że Bóg jest większy niż problem. W tę niedzielę Jezus mówi do nas: „Usuńcie kamień”. Kamień, który blokuje życie, to często nasza pycha, brak nadziei, przywiązanie do grzechu. My nie mamy mocą własną wskrzesić Łazarza – to sprawa Jezusa. Ale mamy odsunąć kamień. Mamy pozwolić, by Jego Słowo weszło do naszego wnętrza. On woła po imieniu: „Łazarzu, wyjdź!”. On woła również ciebie po imieniu. Nie bój się wyjść z tego, co cię uśmierca. Wielki Post prowadzi nas do Paschy, gdzie Ten, który zapłakał nad grobem przyjaciela, sam pokona śmierć raz na zawsze.

Homilia alternatywna IV

 „Ja jestem zmartwychwstaniem – wiara pośród opóźnionej nadziei”

  1. Wstęp: Dramat opóźnionej odpowiedzi
    Ewangelia o wskrzeszeniu Łazarza jest nie tylko opowieścią o cudzie, ale przede wszystkim katechezą o czasie Bożym. Siostry posyłają do Jezusa wiadomość: „Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz”. To jest modlitwa pełna ufności. Jednak Jezus „zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu”. Dla Marty i Marii to był czas rozpaczy. Ich brat umarł. W ich sercach mogło pojawić się pytanie: „Czy Jezus naprawdę nas kocha? Jeśli kocha, dlaczego nie przyszedł natychmiast?”. Ileż razy my doświadczamy tego samego. Prosimy Boga o coś pilnego, o uzdrowienie, o nawrócenie bliskiej osoby, a Bóg zdaje się milczeć. Zegar tyka, a Niebo milczy. Ta niedziela uczy nas, że milczenie Boga nie jest Jego obojętnością, ale przygotowaniem do czegoś większego, niż potrafimy sobie wyobrazić.
  2. Dwie postawy wiary: Marta i Maria
    W spotkaniu z Jezusem widzimy dwie postawy. Marta wychodzi naprzeciw. Jest dynamiczna, rozmawia, dyskutuje. Mówi: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. To wyrzut, ale wyrzut, który zawiera w sobie ogromną wiarę w moc Jezusa. Zaraz jednak dodaje: „Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko”. Marta wierzy, że Jezus może wszystko, ale jej wiara jest jeszcze ograniczona do teraźniejszości. Jezus wyprowadza ją dalej: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”. Nie mówi: „Ja damzmartwychwstanie”, ale „Ja jestem”. To kluczowe. Wiara nie polega na otrzymaniu rozwiązania problemu, ale na osobistym zjednoczeniu z Osobą Jezusa.
    Maria natomiast upada do nóg Jezusa, powtarzając te same słowa, ale w ciszy, w płaczu. Jezus nie wygłasza jej długiego kazania. On „zapłakał”. To najkrótszy, a zarazem najgłębszy werset Ewangelii: „Jezus zapłakał”. Bóg nie tylko udziela pocieszenia; On uczestniczy w naszym bólu. Łzy Jezusa to znak, że nie jest On dalekim chirurgiem, który operuje śmierć z dystansu. On wchodzi w naszą żałobę, w nasze „za późno”.
  3. Grzech i ciało a perspektywa Ducha
    Dlaczego Jezus zwleka? Św. Paweł w drugim czytaniu (Rz 8,8-11) wskazuje na fundamentalną przeszkodę: życie „według ciała”. Nie chodzi tu tylko o fizyczność, ale o sposób myślenia, który wyklucza Boga, który uznaje tylko to, co widzialne, co doraźne. Życie według ciała mówi: „cztery dni to za dużo, rozkład jest nieodwracalny, nie ma nadziei”. Życie według Ducha to zdolność widzenia, że nawet tam, gdzie biologicznie wszystko zamiera, Duch Boży może stworzyć coś nowego. Jezus opóźnia swoją wizytę, aby w uczniach (i w nas) umarła wiara oparta na sensacyjnych cudach na zawołanie, a narodziła się wiara paschalna – wiara, która ufa Bogu nawet wtedy, gdy śmierć wydaje się zwyciężać.
  4. Wezwanie do wyjścia
    Kiedy Jezus woła: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!”, jest to najbardziej radykalne wezwanie. Łazarz nie wychodzi jako duch, ale jako człowiek wciąż związany. To ważne dla nas podczas spowiedzi wielkopostnej. Sakrament pojednania jest jak ten głos: „Wyjdź z grobu grzechu!”. My wychodzimy, ale wciąż mamy na sobie „opaski” – przywiązania, które nas krępują. I tu Kościół otrzymuje misję: „Rozwiążcie go”. To zadanie wspólnoty: nie oceniać tych, którzy „cuchną” grzechem, ale pomóc im odzyskać wolność dzieci Bożych.
  5. Zakończenie: Wiara, która nie zawodzi
    Cud w Betanii jest ostatnim wielkim znakiem przed Męką Pańską. Ewangelista podkreśla, że „wielu… uwierzyło w Niego”. Jednak zaraz potem, w następnych wersetach (które dzisiejsza liturgia pomija), arcykapłani postanawiają zabić Jezusa. Paradoks: wskrzeszenie jednego człowieka prowadzi do skazania na śmierć Tego, który jest Życiem. To pokazuje, że świat często woli grób z cuchnącym Łazarzem, który można kontrolować, niż Życie, które wymaga nawrócenia. Stojąc przed tajemnicą krzyża, usłyszmy dzisiaj to słowo: „Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?”. Modlitwa nie zawsze przesuwa góry w naszym czasie. Czasem Bóg pozwala, by góra śmierci przytłoczyła nasze plany, by potem pokazać, że On jest Panem nie tylko tego, co żyje, ale i tego, co umarło. Niech ta Ewangelia umocni w nas nadzieję, która nie zawodzi, bo opiera się nie na naszych oczekiwaniach, ale na Osobie Tego, który jest Zmartwychwstaniem. Amen.

piątek, 13 marca 2026

IV Niedziela Wielkiego Postu - A

 1 Sm 16:1B.6-7.10-13a

Rzekł Pan do Samuela: Napełnij oliwą twój róg i idź: Posyłam cię do Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem sobie króla. Kiedy przybyli, spostrzegł Eliaba i mówił: Z pewnością przed Panem jest jego pomazaniec. Pan jednak rzekł do Samuela: Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi , bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce. I Jesse przedstawił Samuelowi siedmiu swoich synów, lecz Samuel oświadczył Jessemu: Nie ich wybrał Pan. Samuel więc zapytał Jessego: Czy to już wszyscy młodzieńcy? Odrzekł: Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce. Samuel powiedział do Jessego: Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie. Posłał więc i przyprowadzono go: był on rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd. - Pan rzekł: Wstań i namaść go, to ten. Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Począwszy od tego dnia duch Pański opanował Dawida.

Ef 5:8-14

Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości! Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie, co jest miłe Panu. I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie [tamtych]! O tym bowiem, co u nich się dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. Natomiast wszystkie te rzeczy piętnowane stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem. Dlatego się mówi: Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus.

J 9:1-41

Jezus przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia.

Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym - on czy jego rodzice? Jezus odpowiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale /stało się tak/, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata. To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: Idź, obmyj się w sadzawce Siloe - co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze? Jedni twierdzili: Tak, to jest ten, a inni przeczyli: Nie, jest tylko do tamtego podobny. On zaś mówił: To ja jestem. Mówili więc do niego: Jakżeż oczy ci się otwarły? On odpowiedział: Człowiek zwany Jezusem uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: Idź do sadzawki Siloe i obmyj się. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem. Rzekli do niego: Gdzież On jest? On odrzekł: Nie wiem.

Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę. Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu. Inni powiedzieli: Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki? I powstało wśród nich rozdwojenie. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: A ty, co o Nim myślisz w związku z tym, że ci otworzył oczy? Odpowiedział: To prorok. Jednakże Żydzi nie wierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, tak że aż przywołali rodziców tego, który przejrzał, i wypytywali się ich w słowach: Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomym urodził? W jaki to sposób teraz widzi? Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomym. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi, nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, niech mówi za siebie. Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: Ma swoje lata, jego samego zapytajcie!

Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: Daj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem. Na to odpowiedział: Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę. Rzekli więc do niego: Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy? Odpowiedział im: Już wam powiedziałem, a wyście mnie nie wysłuchali. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami? Wówczas go zelżyli i rzekli: Bądź ty sobie Jego uczniem, my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś nie wiemy, skąd pochodzi.

Na to odpowiedział im ów człowiek: W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast Bóg wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić. Na to dali mu taką odpowiedź: Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać? I precz go wyrzucili.

Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? On odpowiedział: A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył? Rzekł do niego Jezus: Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie. On zaś odpowiedział: Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon. Jezus rzekł: Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci , którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi. Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli i rzekli do Niego: Czyż i my jesteśmy niewidomi? Jezus powiedział do nich: Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: "Widzimy", grzech wasz trwa nadal.


Homilia

Czy ty wierzysz w Syna Bożego?

Pytanie Jezusa skierowane do uzdrowionego niewidomego: "Czy wierzysz w Syna Bożego?" jest nieustannie aktualne. To pytanie jest stale kierowane do mnie, do Ciebie, do tych wśród których żyjesz, do każdego z nas. I każdy z nas powinien je sobie ustawicznie zadawać: "Czy ja wierzę naprawdę w Syna Bożego?" Od odpowiedzi na to pytanie zależy przecież całe moje życie, wszystko co robię i czego robić nie powinienem. Co więcej od odpowiedzi na to pytanie zależy nie tylko moja doczesna przyszłość, ale także cała moja wieczność!

Oczywiście odpowiedź nie jest ani prosta, ani łatwa. Uzdrowiony niewidomy -w dzisiejszej Ewangelii- zadał pytanie, "A któż to jest, abym w Niego uwierzył?" Ja wiem, kim On jest, znam Go, bo jestem katolikiem, bo mi o Nim powiedziano. I dlatego powinienem zadać sobie być może inne pytanie: "A co to znaczy wierzyć w Niego? Jakie są tego konsekwencje?" A może: "Co robić, aby wiara moja nie była tylko pustą, słowną deklaracją bez pokrycia? Wielu się do Niego (dla różnych zresztą celów i powodów) przyznaje, wielu deklaruje wiarę w Niego, ale niewielu chce zgodnie z tymi słownymi deklaracjami postępować. Czy aby nie jestem jednym z nich? Czy aby wiara moja nie ogranicza się tylko do słownych deklaracji, które ostatecznie tak niewiele kosztują i które zawsze można -w razie potrzeby- zmienić, boć przecież "tylko krowa nie zmienia swoich poglądów". I czy to będzie biskup, ksiądz, czy zakonnik, żona, matka, czy ojciec, dyrektor, czy księgowy, student czy palacz centralnego ogrzewania ... każdy musi sobie na te właśnie pytania uczciwie i konkretnie odpowiedzieć.

Chrystus nie pyta: "Czy wierzysz w księdza, proboszcza, katechetkę, ale czy wierzysz we Mnie? Czy wierzysz mi, bez względu na to, co inni robią i jak się zachowują? Zdanie i zarzut: "Przestałem wierzyć w Boga, bo taki lub inny ksiądz mnie zraził" jest tylko wymówką, jest tylko szukaniem kozła ofiarnego.

Chrystus stale mnie osobiście indaguje; "Czy wierzysz we mnie?" A przy zmartwychwstaniu zada jeszcze jedno pytanie: "Co z tą wiarą zrobiłeś?" Co Mu wtedy odpowiem?

I jeszcze jedno. Porażająca jest ślepota współczesnego świata, który nie chce widzieć w Chrystusie Boga i Zbawiciela. Jesteśmy jak faryzeusze w naszym powtarzaniu: „A kto śmie nas pouczać, nas oświeconych!!” Porażająca i przerażająca jest ślepota współczesnego człowieka.


Homilia alternatywna I

Światłość świata

Dziwna ślepota, która ogarnia ludzi, jest chorobą nie oczu, ale duszy.  Człowiek dostrzega wtedy to, co chce widzieć i tak, jak chce widzieć. Taka  choroba zniekształca rzeczywistość i powoduje, że  zaślepiony człowiek żyje  w świecie ułudy i mirażów, a nie w świecie realnym. Skutki tego typu schorzenie są dwojakie- nie tylko nie zauważamy żyjącego obok nas bliźniego, ale i sam Bóg znika z naszego pola widzenia.. Co więcej, ta fragmentaryczna percepcja jest niejednokrotnie tylko projekcją naszych pragnień i oczekiwań, a nie  kontaktem z realnymi obiektami rzeczywistości. I dlatego Chrystus proponuje nam uzdrowienie, przywrócenie wzroku, abyśmy mogli ujrzeć świat taki, jakim Bóg go stworzył i jakim Bóg go widzi (1Sm 16:7). Nasz bowiem ogląd nie jest ani prawdziwy, ani dogłębny, a pozory przecież mylą. To, co my sami bierzemy za trwałe i ważne, okazuje się ulotne i drugorzędne. Bóg bowiem inaczej patrzy i widzi inaczej. Wybiera to, co słabe i to, co wzgardzone przez człowieka, aby nikt wobec Boga się nie chełpił (1 Kor 1:25-29). Ta boża optyka, to postrzeganie świata rozjaśnionego  bożym blaskiem wydają się nam czasami nie do przyjęcia, a przecież światłość, którą Chrystus przynosi na świat, jest światłością prawdziwą, która oświeca każdego człowieka (J 1:9), jeśli tylko człowiek nie chce uparcie trwać w ciemności (J 8:12; 12:35)

Może dzisiaj, w czasach współczesnych, rozświetlonych tak wieloma pozornymi światłami i świecidełkami, trzeba nam przejrzeć i nie dać się uwieść i oślepić światłom rampy, które po przedstawieniu zgasną? Może nie powinniśmy zaopatrywać się w coraz bardziej finezyjne okulary i soczewki, ale wypatrywać światła nadprzyrodzonego, aby rozpoznać to, co w naszym życiu naprawdę ważne? (Ez 12:2)

Nie mów, że widzisz, skoro być może już dawno straciłeś z oczu to, co najważniejsze, skoro widzisz już tylko to co chcesz, a najczęściej jedynie koniec własnego nosa.


Homilia alternatywna II

„Pan patrzy na serce”

Dzisiejsza liturgia słowa prowadzi nas od ciemności do światła. To droga każdego z nas w tym wielkopostnym czasie. Bóg, który wybrał Dawida, pastuszka, na króla Izraela, uczy nas dzisiaj fundamentalnej prawdy: „człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce” (1 Sm 16,7).

Bóg nie kieruje się zewnętrznymi kryteriami. Dla Niego liczy się to, co kryje się w głębi naszej duszy. Dawid był najmłodszy, najmniejszy, wzgardzony przez swoich bliskich, a jednak to jego serce znalazło upodobanie w oczach Boga.

Ta prawda rozbłyskuje pełnym blaskiem w dzisiejszej Ewangelii o uzdrowieniu niewidomego od urodzenia. To opowiadanie jest nie tylko opisem cudu fizycznego, ale przede wszystkim ikoną naszego życia duchowego. Każdy z nas rodzi się ślepy na sprawy Boże. Potrzebujemy dotknięcia Chrystusa, który „uczynił błoto ze śliny” – użył materii tego świata, aby przywrócić wzrok. W tym geście widzimy symbol sakramentów: Bóg przez widzialne znaki udziela nam niewidzialnej łaski.

Niewidomy z Ewangelii przechodzi niezwykłą drogę. Najpierw spotyka Jezusa jako nieznajomego, potem nazywa Go prorokiem, by w końcu, po wyrzuceniu z synagogi, wyznać: „Wierzę, Panie!” i oddać Mu pokłon. Jego fizyczne uzdrowienie prowadzi go do wiary, do światła, które nigdy nie gaśnie. Jest człowiekiem, który pozwolił się poprowadzić.

Z drugiej strony stoją faryzeusze. Oni mają oczy, ale nie widzą. Ich wiedza o Prawie, ich religijność, stały się pancerzem, który nie przepuszcza światła. Są tak pewni, że znają Boga, że nie rozpoznają Go, gdy staje przed nimi twarzą w twarz. Jezus mówi im z bolesną precyzją: „Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: +Widzimy+, grzech wasz trwa nadal” (J 9,41).

Największą ślepotą jest więc przekonanie, że się widzi. Największą chorobą jest myśleć, że jest się zdrowym. Faryzeusze odrzucili światło, bo zamknęli się w swoim świecie.

Święty Paweł w Liście do Efezjan woła do nas: „Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości!” (Ef 5,8). To jest nasze powołanie: nie tylko wyjść z ciemności, ale samemu stać się światłem dla innych.

Warto sobie zadać pytanie: w czym dzisiaj jesteśmy podobni do faryzeuszy? W czym nasze przyzwyczajenia, nasze wyobrażenia o Bogu, nasze osądzanie innych, przesłaniają nam prawdziwe oblicze Chrystusa? Czy potrafimy, jak uzdrowiony niewidomy, dać świadectwo o tym, co Bóg w naszym życiu uczynił, nawet za cenę odrzucenia? Czy potrafimy jak Dawid, pozwolić się wybrać Bogu – nie mimo naszej słabości, ale właśnie w niej?

Pan dziś przechodzi obok nas, patrzy na nasze serce. On widzi nasze rany, nasze ślepe plamy, nasze lęki. I mówi do każdego z nas: „Idź, obmyj się w sadzawce Siloe” – to znaczy: idź do Tego, który jest Posłanym. Idź do Chrystusa w sakramencie pokuty, w Eucharystii, w modlitwie. Daj się dotknąć Jego miłosierdziu.

Pozwólmy, by Chrystus, Światłość świata, wyprowadził nas z ciemności grzechu i obojętności. Otwórzmy nasze serca na Jego łaskę, abyśmy jak uzdrowiony niewidomy mogli zawołać z głębi wiary: „Wierzę, Panie!” – i oddając Mu pokłon, stawać się coraz bardziej dziećmi światłości.


Homilia alternatywna III

Homilia na IV Niedzielę Wielkiego Postu – Rok A
oparta na czytaniach mszalnych (1 Sm 16,1b.6-7.10-13a; Ef 5,8-14; J 9,1-41).

Temat: Przejrzeć, by uwierzyć. O ślepocie i świetle wiary.

Czwarta Niedziela Wielkiego Postu nosi w tradycji Kościoła radosną nazwę: Laetare – „Weselcie się”. W półmetku wielkopostnego trudu Kościół zachęca nas do radości, bo światło zbawienia jest już blisko. Ta radość wypływa dzisiaj w sposób szczególny z Ewangelii według św. Jana, która jest katechezą o świetle i ciemności, o ślepocie i przejrzeniu.

Stajemy dziś wobec jednego z najgłębszych pytań, jakie może usłyszeć człowiek: „Czy ty wierzysz w Syna Bożego?” (J 9,35). To pytanie, które Jezus zadaje uzdrowionemu niewidomemu, nie jest retoryczne. Nie jest też skierowane wyłącznie do tamtego człowieka sprzed dwóch tysięcy lat. Ono przenika nawę naszego kościoła, dociera do serca każdego z nas i domaga się odpowiedzi.

  1. Od uzdrowienia oczu do iluminacji serca

Przypomnijmy sobie historię z dziewiątego rozdziału Ewangelii św. Jana. Jezus spotyka człowieka niewidomego od urodzenia. Przywraca mu wzrok nie słowem czy dotykiem, ale poprzez namacalny znak: robi błoto ze śliny i ziemi, rozsmarowuje je na jego oczach i posyła go do sadzawki Siloe. Fizyczne uzdrowienie jest jednak dopiero początkiem drogi. Jest obrazem czegoś głębszego – przejścia z ciemności grzechu do światła łaski.

Uzdrowiony widzi światło słoneczne, ale nie zna jeszcze Tego, który jest Światłością Świata. Gdy faryzeusze wyrzucają go z synagogi za to, że dał świadectwo prawdzie, Jezus go poszukuje. I wtedy pada to kluczowe pytanie: „Czy wierzysz w Syna Bożego?” Odpowiedź byłego niewidomego jest wzorem wiary: „A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?” Jezus odpowiada prosto: „Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie”. On wtedy upada przed Nim na twarz i wyznaje: „Wierzę, Panie!” i oddał Mu pokłon.

Widzimy tu niezwykłą dynamikę wiary. To nie jest tylko intelektualna zgoda na istnienie Boga. To jest osobiste spotkanie, które prowadzi do adoracji. Ten człowiek przeszedł długą drogę: od bycia przedmiotem cudu, przez konfrontację z faryzeuszami, aż do pełnego wyznania wiary wobec samego Chrystusa.

  1. Deklaracja a życie – dramat naszych czasów

Bracia i Siostry, my często zatrzymujemy się na pierwszym etapie. Jesteśmy ochrzczeni, należymy do Kościoła, wiemy o Jezusie z katechezy. I dlatego – jak podpowiada tekst, który usłyszeliśmy – powinniśmy zadać sobie być może inne pytanie: „A co to znaczy wierzyć w Niego? Jakie są tego konsekwencje?” „Wielu się do Niego (dla różnych zresztą celów i powodów) przyznaje, wielu deklaruje wiarę w Niego, ale niewielu chce zgodnie z tymi słownymi deklaracjami postępować”.

To jest kluczowy rachunek sumienia dla nas, ludzi XXI wieku. Żyjemy w czasach inflacji słów. W sieci, w mediach, w rozmowach – deklarujemy wiele. Łatwo powiedzieć: „Wierzę w Boga”. Ale to zdanie jest często puste, bo brakuje mu pokrycia w postaci konkretnych wyborów. Święty Jakub w swoim liście pyta: „Wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie” (Jk 2,17).

Wiara w Syna Bożego to nie jest dodanie jednej opcji do światopoglądu. To jest fundamentalna zmiana sposobu patrzenia na rzeczywistość. Uzdrowiony niewidomy najpierw zaczął widzieć fizycznie, ale prawdziwym cudem było to, że zaczął widzieć duchowo – rozpoznał w Jezusie Pana. My, niestety, często jesteśmy odwrotnością tego człowieka. Mamy zdrowe oczy, widzimy świat, ale jesteśmy duchowo ślepi. Nie dostrzegamy Boga w codzienności, w bliźnim, w Eucharystii.

III. Nie szukajmy wymówek

Często słyszy się argument: „Przestałem wierzyć w Boga, bo taki lub inny ksiądz mnie zraził”. Albo: „Bo w Kościele tyle hipokryzji”. To – jak słusznie zauważono – jest tylko szukaniem kozła ofiarnego. To jest jak powiedzenie: „Przestałem wierzyć w słońce, bo są na nim plamy”.

Chrystus nie pyta: „Czy wierzysz w księdza, proboszcza, katechetkę?” On pyta bezpośrednio każdego z nas: „Czy wierzysz we Mnie? Czy wierzysz Mi, bez względu na to, co inni robią i jak się zachowują?” To jest relacja osobista. Wiara to nie jest produkt pochodny od świętości innych ludzi. To jest dar, który przyjmujemy bezpośrednio od Boga i za który sami ponosimy odpowiedzialność. Święty Paweł w dzisiejszym czytaniu mówi do Efezjan: „Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu” (Ef 5,8). To „teraz” dokonało się w nas przez chrzest, ale wymaga ciągłej aktualizacji w życiu.

  1. Przerażająca ślepota współczesnego świata

I na koniec spójrzmy na faryzeuszy. Oni mieli oczy zdrowe, znali Pisma, znali Prawo. A jednak byli ślepi. Zapytani przez Jezusa, czy widzą, odpowiedzieli z pychą: „My także jesteśmy ślepi?”. Usłyszeli wtedy surowy wyrok: „Gdybyście byli ślepi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: ‘Widzimy’, grzech wasz trwa nadal” (J 9,41).

To jest lustro dla naszego świata. Porażająca i przerażająca jest ślepota człowieka, który sądzi, że wszystko wie, że jest „oświecony”, że nie potrzebuje Boga ani Zbawiciela. Współczesny faryzeusz to ktoś, kto z wyższością mówi: „A kto śmie nas pouczać, nas oświeconych!” To postawa, która zamyka się na łaskę. Uzdrowiony niewidomy był pokorny – nie udawał, że wie, kim jest Jezus. Zapytał: „Któż to jest?”. I dzięki tej pokorze otrzymał pełnię objawienia.

Zakończenie – Co zrobiłeś z tą wiarą?

Na zakończenie naszej refleksji, niech w naszych sercach zabrzmią dwa pytania.

Pierwsze – to, które Jezus zadaje dziś mnie i tobie: „Czy ty wierzysz w Syna Bożego?” Odpowiedzmy Mu teraz, w ciszy serca, nie słowami wyuczonymi na pamięć, ale życiem, które za chwilę będziemy przeżywać przy wyjściu z kościoła.

A drugie pytanie – to, które usłyszymy na końcu naszej drogi, w dniu zmartwychwstania: „Co z tą wiarą zrobiłeś?” Czy pozwoliłeś, by stała się światłem dla innych? Czy dałeś się poprowadzić Chrystusowi, nawet za cenę odrzucenia przez świat, jak ten niewidomy? Czy twoje wyznanie wiary jest tylko deklaracją, którą łatwo zmienić, czy fundamentem, na którym budujesz całe swoje życie i swoją wieczność?

Prośmy dziś Pana, za wstawiennictwem Matki Bożej Światła, aby otworzył oczy naszego serca. Abyśmy jak niewidomy z Ewangelii mogli nie tylko zobaczyć Chrystusa, ale upaść przed Nim na twarz i powiedzieć z całą mocą: „Wierzę, Panie!” I to wyznanie niech przemienia nasze myślenie, mówienie i działanie.

poniedziałek, 9 marca 2026

Droga Krzyżowa I

I – Pan Jezus skazany na śmierć

Piłat, mógł Go oabronić, mógł znaleźć inne wyjście, ale … wygodniej było umyć ręce. Konformizm, wygoda, święty spokój… byle tylko nie narażać się niepotrzebnie, byle nie stracić posadki …

Ileż to razy w moim codziennym życiu wygodnie i po cichutku umywam ręce, bo tak wygodniej i bardziej bezpiecznie, bo po co się szarpać i nadstawiać niepotrzebnie karku? Mógłbym pomóc, mógłbym być wielki i znaleźć inne wyjście, ale ja wolę się odciąć, zbyć sprawę, być malutki i nijaki, byle tylko sobie nie zaszkodzić, byle nie zaszkodzić swojej karierce, nie stracić pozycji, stanowiska, twarzy …

Mali „piłaci” obecnego czasu … ileż ich dzisiaj jest, stale umywający ręce w lękliwym geście tchórzostwa. Iluż jeszcze konformistów wyda Jezusa na śmierć, dla świętego spokoju?

I Chrystus jest znowu skazywany, biczowany, maltretowany, bo mnie nie stać było na wyraziste opowiedzenie się  za Nim …   … obecnym w każdym cierpiącym bracie …

 

II – Pan Jezus bierze krzyż

„Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien.” (Mt 10,38)

A co to może znaczyć w moim życiu?

Każdy z nas ma swój własny krzyż do dźwigania … tylko …

… co to może konkretnie znaczyć w moim życiu?

Boję się krzyża, boję się cierpienia, boję się kłopotów i choroby, boję się niezabezpieczonej przyszłości, schorowanej starości… Zarabiam, zabiegam, oszczędzam, płacę ubezpieczenia (z których i tak korzystają inni, a nie ja) i … lękam się niepewnego jutra, boję się krzyża.

A on i tak mnie nie ominie.

Czy nie lepiej więc nieść go z Chrystusem, w Jego towarzystwie, wiedząc że On także powiedział: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.” (Mt 11,28)

Krzyż, choroba, cierpienie cię nie ominą. Chcesz być sam na sam z tą rzeczywistością, czy raczej iść za Nim, niosąc razem z Nim twój krzyż, po Jego drodze krzyżowej?


III – Pierwszy upadek

A czy ty pamiętasz twój pierwszy upadek, twój pierwszy grzech, twoje pierwsze „potknięcie”?

Ile innych było później?

Coraz gorsze, coraz poważniejsze i… coraz mniejsze wyrzuty sumienia.

Kolejne grzechy, kolejne świństwa, kolejne zaparcia się Chrystusa,

… kolejne rzucenie GO na kolana, na twarz … na bruk …

Każdy twój grzech, każdy twój upadek ma swoje lustrzane odbicie w upadkach Chrystusa… Ile ich jeszcze pozostało w twoim życiu? Ile razy jeszcze rzucisz Nim o ziemię?

Pierwszy upadek … taki niewinny .. i następne już coraz poważniejsze i coraz bardziej świadome. A może by tak zacząć uważać i zastanowić się czasami przed upadkiem, do czego to może doprowadzić? A może by tak nie rzucać Chrystusa co raz to brutalnie na kolana?


IV – Spotkanie z Matką

Matka,

Ona nie musi nawet mówić, Jej nie musisz nic tłumaczyć. Ona spojrzy i rozumie wszystko.

Tak spotkała Matka…

Syna …

na Jego krzyżowej drodze

i zrozumiała co znaczą słowa Symeona:

„A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu.” (Łk 2,35)

A ty, czy nie zapomniałeś, że masz matkę, że masz też Matkę, tę samą, rozumiejącą bez słów i bez niepotrzebnego gadania.

A jeśli spotkasz Ją na swojej drodze … nie uciekaj od Niej, Ona rozumie wszystko bez zbędnych słów. Ona – Wszechmocy błagająca … Ona jednym spojrzeniem dająca ukojenie. Matka… jedno słowo, które tak wiele znaczy … nawet dla Syna Bożego …

 

V – Pomoc Szymona Cyrenejczyka

Idąc drogą swojego życia tak naprawdę idziesz stale Jego droga krzyżową. I możesz na niej być:

 – gapiem, z ciekawością przyglądającym się tylko niecodziennemu widowisku,

– bezmyślnym i tępym żołdakiem znęcającym się nad bezbronnym,

– stojącym z daleka i nie okazującym żadnych uczuć, chłodnym, obojętnym, niezaangażowanym…,

… możesz… być zapatrzonym tylko w siebie i koniec swojego nosa …

 Ale możesz też pomóc, ulżyć, wesprzeć, choćby nawet odrobinę na siłę i wbrew Twojej rozleniwionej woli …

 … możesz nie być obojętnym, bezdusznym, nijakim, egoistą …

… możesz… nie być zapatrzonym tylko w siebie i koniec swojego nosa …

 Zaprawdę, powiadam wam:

Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście to uczynili. (Mt 25,40)

Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. (Mt 25,45)

 

VI – Spotkanie ze św. Weroniką

 Niewiele mogła. Prosty, zwyczajny, ludzki gest. Jak się przedarła przez kordon żołnierzy? A przecież się bała tak jak i ci wszyscy inni, patrzący z daleka. Przecież mogła zostać pobita, pchnięta, odtrącona. Odwaga zwykłej kobiety. Czy była jedną z tych, które usługiwały Jezusowi, czy tylko przechodniem na Jego drodze? Przechodniem, który po prostu zauważył cierpienie … zauważył cierpiącego i nie bał się.

 A ilu przechodzi obok mnie, z cierpieniem na twarzy, a ja nawet nie zwracam uwagi, albo się boję? Iluż potrzebujących tego zwykłego gestu minęło mnie już na mojej drodze, a ja nie zauważyłem, zlekceważyłem, zaparzony w siebie?

 Weroniko naucz mnie, jak pokonać strach i obojętność, jak nie przechodzić obok cierpiącego obojętnie …

 VII – Drugi upadek

 Niewielki kamień na drodze, potknięcie, utrata równowagi … Nawet nie zauważyłeś jak i kiedy twoje grzechy stały się coraz częstsze i coraz poważniejsze. Kiedyś jeszcze walczyłeś, próbowałeś się nie poddawać… czasem nawet ci się udawało. Od jakiegoś czasu już nie walczysz, padasz w błoto bez walki, bez wysiłku, nawet bez próby oporu. A twoje upadki stają się prawie normalne, niezauważalne, zawsze wytłumaczalne i usprawiedliwione.

 To, co kiedyś było nienormalne i trudne do przyjęcia, nie do zaakceptowania, staje się „normalką”, staje się normą. Dla wielu swoich grzechów, nałogów, słabości i upadków znalazłeś już usprawiedliwienie i wytłumaczenie. To przecież takie naturalne, jestem tylko człowiekiem, nie można zmienić natury … itd., itp. I leżysz już coraz dłużej i wstać ani podnieść się … już ci się nie chce, nie masz ochoty. A każdy następny upadek jest coraz głębszy i coraz bardziej niebezpieczny. I sił w tobie już coraz mniej i motywacje do powstania coraz słabsze.

 Drugi upadek Jezusa, to dla ciebie przypomnienie, ostrzeżenie ALARM !!! który powinien zapalić czerwone światełko w twojej duszy. Możesz jeszcze powstać, zmienić coś w swoim życiu, tylko się nie zgadzaj na marazm i zniechęcenie, tylko nie usprawiedliwiaj i nie lekceważ twoich grzechów.

 MOŻESZ JESZCZE POWSTAĆ.

 

VIII – Spotkanie z płaczącymi niewiastami

 

Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi ! (Łk 23,28)

 Czy nie jest to raczej przestroga dla nas, abyśmy naszego Wielkiego Postu nie ograniczali do sentymentalnych tylko wzruszeń? Czy nie jest tak, że łatwo się wzruszamy biedą i nieszczęściem innych, ale dalej, poza to wzruszenie już nie wyjdziemy? Czy nie jest tak, że sentymentalizm w sprawach religijnych zastępuje nam najczęściej właściwe nawrócenie i zmianę życia?

 Tak łatwo się wzruszyć, tak łatwo na tym poziomie uczuciowo-sentymentalnym pozostać, a przecież nie o to chodzi i nie po to Chrystus sam siebie wydał na mękę i śmierć, abyśmy się wzruszali … Wzruszenia są najczęściej tylko niebezpiecznym zastępnikiem, usypiającym wolę i pozwalającym nam na nic nie robienie.

 Nie płacz, nie rozczulaj się… ale zrób coś !!!

 

IX – Trzeci upadek

 Trzeci, najgorszy upadek i wydaje ci się, że już nie masz ani siły, ani wystarczająco dosyć silnej woli aby powstać. Jesteś obolały i zniszczony. Wydaje ci się, że to już absolutny koniec i że nie podniesiesz się już, i nie pójdziesz dalej. Grzechy przywaliły cię już tak bardzo, że odczuwasz pokusę zostania tu gdzie upadłeś, poddania się, dania za wygraną. Widzisz z przerażającą wyrazistością, jak daleko zaprowadziły cię twoje własne grzechy, słabości i nałogi. I tak dobrze by było już nic nie robić, poddać się, nie powstawać, nie szarpać się, zgodzić się na wszystko, załamać się, uznać się za przegranego …

 To takie kuszące, takie wygodne. Przecież tyle się już naszarpałeś, tyle razy próbowałeś … i NIC ! Po co więc dalej udowadniać sobie i innym coś, co jest niemożliwe. Pokusa pozostania, poddania się, odpuszczenia sobie tej bezsensownej walki jest stale obecna w twoim życiu, stale czai się gdzieś za kolejnym rogiem, za kolejnym upadkiem, kolejnym grzechem …

 A może już dawno upadłeś i leżysz, i co więcej udowadniasz sobie, że ci tu dobrze, że nie ma po co się dźwigać …

A przecież to jeszcze nie koniec, przecież możesz jak On, powstać, bo On właśnie po to po raz trzeci się podniósł, abyś i ty nie pozostał w połowie drogi, w marazmie i w beznadziei, w apatii i bezsensie.

 

X – Obnażenie

 Jesteś przekonany o swojej doskonałości, o swojej wielkości, o swojej perfekcyjności. Nikt nie może ci nic zarzucić… pławisz się w samouwielbieniu, krytykujesz i „obrabiasz” wszystkich wokół ciebie, byle tylko nie widzieć, że twoja twarz nie jest tak doskonała. Żyjesz w ustawicznym zakłamaniu, w obłudzie, w przekonaniu o swojej nieomylności, o swojej doskonałości, o swojej prawości i uczciwości I NAGLE !!! ….

 Ktoś cię zdemaskuje, ktoś obnaży twoje słabości, ktoś odkryje twoje ukryte i nie zawsze czyste zamiary i intencje, ktoś pokaże ci twoją własną – brzydką twarz ….

 Och!!!, jak to boli, jak bardzo boli i piecze, takie obnażenie, takie odarcie ze złudzeń i kłamstw, w które nawet ty sam już wierzyłeś! To gorsze niż być wystawionym nago na pośmiewisko pospólstwa… to gorsze niż wstyd bycia nagim …

 A może byś sam zdjął te wszystkie maski i zmył makijaże i zobaczył, że nie jesteś wcale taki dobry i wcale taki doskonały, jak ci się wydaje? A może byś przyznał się do swoich pomyłek i zobaczył swoje grzechy i brudy, w których się od lat pławisz? Może nie trzeba by było robić bolesnej wiwisekcji, odarcia, obnażenia?

 Panie, odarty z szat… to dla mnie, abym umiał się przyznać do moich grzechów i słabości … abym nie był taki pyszny i zarozumiały, przystrojony we wszystkie szatki mojej fałszywej doskonałości.

 

XI – Przybicie do krzyża

 Nie wystarczyło biczowania, ukoronowania cierniem, upadków i pośmiewiska… jeszcze i to – ukrzyżowanie… przybicie rąk i nóg gwoździami do drzewa… Po co? Dlaczego? Przecież tę ręce rozdawały chleb i rybę, przecież te ręce uzdrawiały i błogosławiły, przecież te ręce nie zrobiły nic złego, przecież te nogi niosły Go do miast i wiosek, aby ubogim nieść Dobrą Nowinę… Dlaczego więc i po co jeszcze i ta tortura?

 A co robią moje ręce? Gdzie niosą mnie moje nogi?

 Czy moje ręce są zawsze zajęte dobrem? Czy moje nogi zawsze ku dobru mnie prowadzą? A jeśli nie …?

 

XII – Śmierć na krzyżu

 I wydawać by się mogło, że to tutaj jest koniec, że tutaj, w tym momencie spełniają się wszystkie proroctwa i że dokonuje się Jego życie, że tutaj kończy się dramat i dzieło Życia Syna Bożego – Jezusa Chrystusa.

 Odeszli spod krzyża Jego uczniowie zawiedzeni, „bo myśmy się spodziewali” (Łk 24,21)

 Pogrzebane nadzieje, stracone złudzenia … a życie miało być takie piękne i tyle obiecywało … kończy się śmiercią, bardziej lub mniej brutalną, a jeśli jeszcze w cierpieniu, to może by cierpienia skrócić przez „miłosierny akt eutanazji” – najbardziej przewrotny i perwersyjny „akt miłosierdzia” wobec umierającego. Więc „jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda.” (Jn 19,34)

 I tak ma się skończyć posłannictwo ZBAWICIELA ŚWIATA, bezsilnym i beznadziejnym „wykonało się”?

 Jakże często poddaję się takim przygnębiającym myślom. Jakże często popadam w zniechęcenie, marazm i apatię. Czy to jest rzeczywiście koniec i poza tym tragicznym końcem nie chcę już nic widzieć?

 

XIII – Zdjęcie z krzyża

 Zakończył się dramat, dokonana została najbardziej niesamowita zbrodnia w dziejach ludzkości. Zabito Boga! I oto Jego Ciało… Ciało Syna Bożego oddano Matce. Ona Mu je dała 33 lata temu, w Betlejem – Domu Chleba i Ona je z powrotem otrzymuje tu, na Golgocie – Wzgórzu Czaszki.

 A między tymi dwoma momentami jest całe Jego życie i jest Wieczernik… i Jego słowa:

 „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje.” (Mt 26,26)

 Oto właśnie Jego Ciało… za nas wydane… a „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem.” (Jn 6,54-55)

 

XIV – Złożenie do grobu

 A może to jest już koniec? Czy tak już ma pozostać? Czy złożenie do grobu jest ostatnim aktem tej tragedii? Jeśli tak to: „… daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara.” (1 Kor 15,14), to powiedzmy sobie szczerze nic nie ma sensu i całe nasze życie jest absurdem, i powiedzmy sobie szczerze my wszyscy: „którzy tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania.” (1 Kor 15,19)

 Ale po Wielkim Piątku Ukrzyżowania nastąpiła przecież Wielka Niedziela Zmartwychwstania. Kto z Nim nie przeszedł przez śmierć, nie może oczekiwać także zmartwychwstania.

 Czy ja aby na pewno zdaję sobie z tego sprawę?

 


sobota, 7 marca 2026

III Niedziela Wielkiego Postu - A

 Wj 17:3-7

Ale lud pragnął tam wody i dlatego szemrał przeciw Mojżeszowi i mówił: Czy po to wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby nas, nasze dzieci i nasze bydło wydać na śmierć z pragnienia? Mojżesz wołał wtedy do Pana i mówił: Co mam uczynić z tym ludem? Niewiele brakuje, a ukamienują mnie! Pan odpowiedział Mojżeszowi: Wyjdź przed lud i weź kilku ze starszych Izraela ze sobą. Weź w rękę laskę, którą uderzyłeś Nil, i idź. Oto Ja stanę przed tobą na skale, na Horebie. Uderzysz w skałę, a wypłynie z niej woda, i lud zaspokoi swe pragnienie. Mojżesz uczynił tak na oczach starszyzny izraelskiej. I nazwał to miejsce Massa i Meriba, ponieważ tutaj kłócili się Izraelici i wystawiali Pana na próbę, mówiąc: Czy też Pan jest rzeczywiście wśród nas, czy nie?

Rz 5:1-2.5-8

Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany. Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy [jeszcze] byli bezsilni. A [nawet] za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.

J 4:5-42

Przybył więc do miasteczka samarytańskiego, zwanego Sychar, w pobliżu pola, które /niegdyś/ dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny. Nadeszła /tam/ kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: Daj Mi pić! Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności.

Na to rzekła do Niego Samarytanka: Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? Żydzi bowiem z Samarytanami unikają się nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: O, gdybyś znała dar Boży i /wiedziała/, kim jest Ten, kto ci mówi: Daj Mi się napić - prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej. Powiedziała do Niego kobieta: Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie i jego bydło?

W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu. Rzekła do Niego kobieta: Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać. A On jej odpowiedział: Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj. A kobieta odrzekła Mu na to: Nie mam męża. Rzekł do niej Jezus: Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą.

Rzekła do Niego kobieta: Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga. Odpowiedział jej Jezus: Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie.

Rzekła do Niego kobieta: Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko. Powiedział do niej Jezus: Jestem Nim Ja, który z tobą mówię. Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą. Jednakże żaden nie powiedział: Czego od niej chcesz? - lub: - Czemu z nią rozmawiasz? Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła tam ludziom: Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?

Wyszli z miasta i szli do Niego. Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: Rabbi, jedz! On im rzekł: Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie. Mówili więc uczniowie jeden do drugiego: Czyż Mu kto przyniósł coś do zjedzenia? Powiedział im Jezus: Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. Czyż nie mówicie: Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa? Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo. Żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem żąć to, nad czym wyście się nie natrudzili. Inni się natrudzili, a w ich trud wyście weszli.

Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: Powiedział mi wszystko, co uczyniłam. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, a do tej kobiety mówili: Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata.


Pragnienie i głód

Czy zastanawiałem się kiedyś nad tym "czym różnię się od zwierzęcia?" Zwierzę, kiedy jest głodne szuka pożywienia - ja też, kiedy jest spragnione, szuka wody - ja też. Kiedy jest zmęczone szuka odpoczynku - ja też, kiedy jest mu gorąco szuka cienia - ja też. Zwierzę, kiedy jest przestraszone ucieka - ja też. Kiedy jest chore szuka lekarstwa, to jest "wpisane" w jego instynkt - ja też. Czym więc różnię się od zwierząt? Czy wszystkie moje potrzeby to głód, pragnienie, potrzeba odpoczynku, konieczność przedłużenia gatunku? Czy całe moje życie ma się sprowadzać tylko do zaspokajania tych fundamentalnych potrzeb organicznych? Czy też jest we mnie głód większy, pragnienie głębsze, potrzeby bardziej ludzkie, czy tylko zwierzęce?

Jezus, rozmawiający z samarytanką u studni uświadamia jej właśnie to głębsze, ludzkie pragnienie, a po powrocie Apostołów również im, uświadamia istnienie bardziej podstawowego głodu. Nie może się człowiek ograniczyć tylko do zaspokajania jedynie zwierzęcych potrzeb i pragnień, jeśli chce być czymś więcej niż jednym z naczelnych ssaków.

Jest rzeczą dla człowieka nieodzowną uświadomienie sobie: "JAKI JEST JEGO PRAWDZIWY GŁÓD I PRAWDZIWE PRAGNIENIE? Co -tak naprawdę- może zaspokoić moje pragnienia? W przeciwnym wypadku, pozostanie na poziomie zaspokajania rudymentarnych potrzeb i instynktów. Co więcej, musi człowiek również odkryć, gdzie i w jaki sposób może zaspokoić swoje ludzkie, metafizyczne potrzeby. Kiedy Jezus mówi: "Ja jestem Źródłem Wody Żywej", "Ja jestem Chlebem Życia Wiecznego", chce nam w ten sposób otworzyć oczy na nasze prawdziwe potrzeby, na nasz prawdziwy głód i pragnienie. Nie można uciekać przed tego rodzaju pytaniami i dylematami. Nie można zasłaniać się brakiem czasu i zmęczeniem. Nie można udawać, że problem nie istnieje, że go nie ma, że jeszcze mam czas, bo na starość będę się nad tym zastanawiał, a teraz muszę "robić pieniądze i ciężko zarabiać na życie". Na jakie życie? Konia, czy osła? Jeśli bowiem zaspokajam tylko swoje organiczne potrzeby, to niczym nie różnię się od tych dwóch -poczciwych- zwierzątek, których aspiracje nie sięgają poza pełny i obfity żłób.

Panie, daj mi Wody Żywej ...

Panie, nakarm mnie Chlebem życia ...

Panie, nie daj mi być tylko ciężko pracującym koniem, lub osiołkiem.


Homilia alternatywna I

Woda żywa

Pracując od prawie 15 lat w Afryce, niejednokrotnie miałem okazję doświadczyć, czym naprawdę jest dobra woda, jak wiele znaczy ona dla ludzi, którzy nie mają jej w kranach na bieżąco i pod dostatkiem, którzy po wodę muszą chodzić nieraz kilometrami lub czerpać ją z brudnej i błotnistej kałuży, albo używać (jak na Komorach) do mycia, a nawet do gotowania, słonej wody morskiej.

My również, żyjąc w coraz bardziej zanieczyszczonym środowisku, kupując wodę w butelkach, doceniamy wartość i znaczenie tego symbolu. Woda - symbol życia, to także symbol dobrobytu i błogosławieństwa, to symbol czystości i zaspokojenia podstawowych potrzeb człowieka.

Dlatego Mojżesz uderzający na pustyni w skałę, z której wypływa dobra woda i Chrystus- Źródło wody żywej to nie tylko symbole, to archetypy potęgi istnienia. To sam Bóg objawiający się swojemu ludowi, to Bóg -Źródło życia.

Nie bez przyczyny Jan Paweł II w swoim Tryptyku Rzymskim pisze:

„Zatoka lasu zstępuje
w rytmie górskich potoków...
Jeśli chcesz znaleźć źródło,
musisz iść do góry, pod prąd.
Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj,
wiesz, że ono musi tu gdzieś być —

Gdzie jesteś, źródło?... Gdzie jesteś, źródło?!

Cisza...
Strumieniu, leśny strumieniu,
odsłoń mi tajemnicę
swego początku!

(Cisza — dlaczego milczysz?
Jakże starannie ukryłeś tajemnicę twego początku.)

Pozwól mi wargi umoczyć
w źródlanej wodzie
odczuć świeżość,
ożywczą świeżość.”

A my wiemy, że Chrystus jest właśnie owym Źródłem Życia, w którym mogę „umoczyć wargi, jak w źródlanej wodzie i odczuć ożywczą świeżość”.

Panie daj mi wody żywej!


Homilia alternatywna II

Oaza pośród skał, czyli dramat pragnienia

  1. Geografia naszego serca

Dzisiejsze czytania prowadzą nas przez niezwykłą mapę – mapę ludzkiego serca. To wędrówka od kamienistej pustyni, przez samotną studnię, aż po Golgotę. Na tej mapie pojawia się jeden, kluczowy element: skała. W Księdze Wyjścia skała jest celem podróży i źródłem wody. W Ewangelii przy studni, która jest wydrążona w skale, rozgrywa się dramat spotkania. A w Liście do Rzymian apostoł Paweł mówi o skandalu miłości, który rozbija się o skałę naszego grzechu.

  1. Szemranie, które odsłania prawdę

Pierwsze czytanie to scena pełna napięcia. Izraelici są u kresu sił. Brakuje wody. I wtedy rodzi się szemranie. To nie jest zwykłe narzekanie. To pytanie, które każdy z nas zadaje w chwilach kryzysu: “Czy Pan jest rzeczywiście wśród nas, czy nie?” (Wj 17,7).

To pytanie jest jak uderzenie w skałę ludzkiej duszy. Ono wydobywa na powierzchnię to, co w nas najgłębsze: pragnienie Boga zmieszane z wątpliwością, czy On naprawdę się nami przejmuje. Izraelici chcą wody, ale Bóg daje im coś więcej: zranioną skałę. Mojżesz ma uderzyć w skałę – w to, co wydaje się martwe i obojętne – a z tego uderzenia wypływa życie. To pierwsza lekcja: Bóg nie zawsze usuwa pustynię, ale na pustyni potrafi sprawić, że kamień staje się źródłem.

  1. Kobieta, która przyszła po wodę, a znalazła Źródło

Ewangelia jest mistrzowskim dopełnieniem tej lekcji. Patrzymy na Samarytankę. Przychodzi do studni Jakuba w samo południe. Przypadek? Raczej unik. Przyszła w porze, gdy nikogo nie ma, bo jej życie jest naznaczone piętnem – pięciu mężów, a ten szósty nie jest jej mężem. Jest spragniona, ale jej pragnienie sięga głębiej niż fizyczna potrzeba wody. Jest spragniona akceptacji, miłości, oczyszczenia.

I wtedy spotyka Jezusa. On, zmęczony, siedzi przy studni. To ważny detal: Bóg jest zmęczony. Bóg jest spragniony. Jezus zaczyna nie od nauczania, ale od prośby: “Daj Mi pić!” (J 4,7). Paradoks: Źródło wody żywej prosi o wodę ze studni. Bóg staje się żebrakiem, by wejść w relację z grzesznicą.

Ta rozmowa to seria przełamań. Jezus przełamuje mur nienawiści (Żydzi – Samarytanie), mur obyczajowości (mężczyzna – kobieta), mur religijności (góra Garizim – Jerozolima). On nie daje jej wody od razu. Najpierw sprawia, że ona uświadamia sobie swoje pragnienie. Mówi o wodzie, która gasi pragnienie na wieki. Ona myśli o wygodzie: “Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać” (J 4,15). Chce łatwego rozwiązania. Chce boskiego automatu z wodą.

Jezus jednak uderza w skałę jej sumienia: “Idź, zawołaj swego męża” (J 4,16). To moment próby. To jak laska Mojżesza uderzająca w skałę. Z jej serca, zamiast kamiennej wymówki, wypływa nagle prawda: “Nie mam męża”. I w tym momencie, gdy staje w prawdzie o swoim życiu, skała jej serca pęka. I wtedy Jezus mówi jej największą prawdę o sobie: “Jestem Nim Ja, który z tobą mówię” (J 4,26).

  1. Miłość, która rozbija się o grzech

I tu dochodzimy do sedna, które wyjaśnia św. Paweł. Dlaczego ta kobieta uwierzyła? Bo spotkała kogoś, kto znał jej grzech i nie uciekł. Ktoś, kto patrząc na jej życie naznaczone porażkami, nie wyciągnął kamienia, ale zaproponował wodę życia.

Paweł pisze do Rzymian: “Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5,8). To jest klucz do zrozumienia tej sceny przy studni i całego Wielkiego Postu. Bóg nie czeka, aż stanie-my się święci, by nas pokochać. On uderza w skałę naszego grzechu swoją miłością.

Skała na Horebie była obrazem. Skałą, w którą uderzył Mojżesz, był kamień. Skałą, w którą uderzy świat, był Chrystus. To On jest Kamieniem węgielnym odrzuconym przez budujących. To On, uderzony włócznią na krzyżu, stał się źródłem wody i krwi – sakramentów Kościoła. Samarytanka przy studni to my wszyscy. Każdy z nas nosi w sobie jakąś studnię – miejsce, gdzie przychodzimy po ochłodę, po miłość, po akceptację. I często czerpiemy wodę ze źródeł, które nie gaszą pragnienia: z władzy, z pieniędzy, z związków na próbę, z opinii innych ludzi.

  1. Zostawić dzban

Kulminacją nawrócenia Samarytanki jest gest: “Kobieta zaś zostawiła swój dzban” (J 4,28). Zostawiła to, po co przyszła. Przyszła po wodę ze studni, a znalazła Źródło. Zostawiła dzban, bo znalazła Tego, który wypełnia serce. Pobiegła do miasta. Ta, która przyszła w południe, by uniknąć ludzi, teraz biegnie do ludzi, by opowiedzieć o Jezusie.

To jest znak autentycznego spotkania z Bogiem. Ono nie polega na tym, że dostajemy to, czego chcemy (łatwą wodę). Ono polega na tym, że poznajemy Tego, który sam jest Wodą Żywą. Wtedy możemy zostawić nasze dzbany – nasze przywiązania, nasze grzechy, nasze ludzkie zabezpieczenia.

Zakończenie

W tym Wielkim Poście jesteśmy zaproszeni, by usłyszeć pytanie: “Czy Pan jest wśród nas, czy nie?” (Wj 17,7). Nie bójmy się odpowiedzi, którą znajdziemy na krzyżu. Tam Bóg pokazał raz na zawsze, że jest z nami. Na pustyni naszego życia, w skwarze południa naszych grzechów, przychodzi do nas Zmęczony Wędrowiec. Prosi o łyk wody, ale tak naprawdę chce nam dać samego Siebie.

Nie lękajmy się pokazać Mu naszych poranionych studiń. Nie lękajmy się usłyszeć prawdy o naszym życiu. Bo tylko ta prawda, wypowiedziana przed Nim, może sprawić, że skała naszego serca pęknie i wypłynie z niej źródło życia wiecznego. I wtedy, jak Samarytanka, porzucimy nasze dzbany i pobiegniemy do świata, by zawołać: “Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam” (J 4,29). Amen.


Homilia alternatywna III

O pragnieniu, które nie zna nasycenia

  1. Studnia Jakuba i studnia naszych codzienności

Dzisiejsza Ewangelia przenosi nas w niezwykle upalne południe. Zmęczony Jezus siada przy studni. To miejsce jest nie tylko punktem na mapie, ale także symbolem. W Biblii studnia to miejsce spotkania – tam Abrahamowy sługa znajduje Rebekę, Jakub spotyka Rachelę. To miejsce, gdzie rodzi się miłość i zawiera przymierza.

Przychodzi kobieta. Ma ona swoje pragnienie – zwykłe, fizyczne pragnienie wody. Nosi w sobie również pragnienia głęboko ukryte: pragnienie miłości, akceptacji, sensu. Żyje w sytuacji grzechu i odrzucenia – miała pięciu mężów, a ten, z którym żyje teraz, nie jest jej mężem. Przyszła do studni w południe, w największy skwar, nie razem z innymi kobietami o świcie czy zmierzchu. Ucieka od ludzkich spojrzeń, od plotek, od oceny.

Czy my nie jesteśmy trochę jak ta kobieta? Przychodzimy do źródeł tego świata – do pracy, rozrywki, pieniędzy, związków – czerpiąc wiadrami naszych oczekiwań. Czasem jesteśmy tak spragnieni, że pijemy byle co, byle zaliczyć dzień, byle zagłuszyć niepokój. W środku naszej codziennej bieganiny, w południe naszych zmagań, Jezus siada przy studni naszego życia. On jest zmęczony – to ważne! Bóg nie jest abstrakcyjną ideą, ale Kimś, kto dzieli nasze ludzkie zmęczenie, by móc spotkać nas w naszej codzienności.

  1. Woda, która nie gasi pragnienia, czyli o myleniu pragnień

W dialogu z Samarytanką dochodzi do niezwykłego napięcia. Kobieta myśli o wodzie ze studni, Jezus mówi o “wodzie żywej”. Ona myśli o pragnieniu ciała, On o pragnieniu duszy. To zderzenie dwóch porządków, które jest sednem naszego człowieczeństwa.

Tak, mamy ciało. Tak, potrzebujemy jeść, pić, odpoczywać. Jesteśmy częścią natury, jesteśmy ssakami. Nasze ciała wołają o wodę, gdy jest gorąco, o sen, gdy jesteśmy zmęczeni. To jest dobre i piękne. Grzech pierworodny nie zniszczył natury, ale zranił w nas relację.

Problem zaczyna się wtedy, gdy – jak mówi refleksja, którą usłyszeliśmy – zaspokajamy tylko swoje organiczne potrzeby, niczym nie różniąc się od poczciwych zwierzątek. Różnica między nami a zwierzęciem nie leży w tym, że zwierzę nie ma instynktów, a my je mamy. Różnica polega na tym, że człowiek ma pragnienie nieskończoności.

Zwykle to pragnienie kierujemy na skończone rzeczy. Chcemy tyle pieniędzy, żeby w końcu być szczęśliwym. Chcemy takiego partnera, żeby w końcu czuć się kochanym. Chcemy tylu sukcesów, żeby czuć się wartościowym. I co się dzieje? Pijemy tę wodę, ale po chwili znowu jesteśmy spragnieni. Bo studnia tego świata jest głęboka, a nasze wiadra są małe i dziurawe.

Samarytanka przychodzi po wodę do studni Jakuba. To była dobra, historyczna, patriarchalna studnia. Ale Jezus mówi jej: “Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął”. To diagnoza naszego życia, gdy żyjemy tylko horyzontalnie. Praca, dom, wakacje, emerytura – to wszystko jest dobre, ale jeśli to jest wszystko, na zawsze pozostaniemy niespełnieni.

  1. “Daj mi tej wody” – pragnienie, które prowadzi do prawdy

Kobieta, słysząc o wodzie, która gasi pragnienie na zawsze, woła: “Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła”. Ona wciąż myśli o wygodzie – żeby nie musieć przychodzić do studni, nie męczyć się. Jezus jednak nie daje się zwieść. Aby dać jej prawdziwą wodę, musi wydobyć z niej prawdę o jej pragnieniu. Mówi: “Przynieś swego męża”.

To moment przełomowy. Jezus delikatnie, ale stanowczo dotyka rany. Mówi o jej życiu, które jest nieuporządkowane. Nie po to, by ją upokorzyć, ale by pokazać, że źródłem jej wewnętrznego pragnienia jest brak prawdziwej miłości. Szukała jej u pięciu mężczyzn i nie znalazła.

Wielki Post to czas, w którym Jezus mówi do nas: “Przynieś swego męża”. Przynieś to, co jest twoim bałwochwalstwem. Przynieś to, co próbujesz napić się zamiast Mnie. Może to twoja praca, twoje hobby, twoja złość, twój smutek, twoje nierealne oczekiwania wobec innych. Dopiero gdy staniesz w prawdzie o swoim życiu, o swoich “pięciu mężach”, możesz otrzymać wodę żywą.

  1. Woda żywa, czyli Duch Święty w nas

Czym jest ta woda, którą daje Jezus? To nie jest magiczny napój. To Duch Święty, to łaska, to życie Boże w nas. To On sprawia, że przestajemy być “ciężko pracującym koniem” i stajemy się dziećmi Bożymi.

Co ciekawe, kobieta zostawia swój dzban. Zostawia go przy studni. Ten dzban to symbol jej dotychczasowego sposobu życia, jej zabezpieczeń, jej samotności. Gdy spotyka Jezusa, okazuje się, że dzban nie jest już potrzebny. Ona, która przyszła zaczerpnąć wody, sama staje się źródłem dla innych. Biegnie do miasta i mówi: “Przyjdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam”.

To jest kryterium autentycznego spotkania z Bogiem. Jeśli ktoś spotkał Jezusa, nie zatrzymuje Go dla siebie. Staje się świadkiem. Przestaje myśleć tylko o swoim brzuchu i swoim pragnieniu, a zaczyna widzieć pragnienia innych.

  1. Skała, która daje pić

To przesłanie doskonale współgra z pierwszym czytaniem. Izrael na pustyni jest spragniony. Ludzie szemrają przeciw Mojżeszowi, mówiąc: “Czy Pan jest among us, czy nie?” Bóg mówi do Mojżesza: “Uderz w skałę, a wypłynie z niej woda”. Święty Paweł w Liście do Koryntian zinterpretuje tę skałę jako Chrystusa.

Jesteśmy na pustyni Wielkiego Postu. Jesteśmy spragnieni Boga. I oto uderzona skała – Chrystus przebity włócznią na krzyżu – staje się źródłem wody i krwi. To z Jego boku wypływa Kościół i sakramenty.

  1. Nie bądź osłem, bądź świadkiem

Wracając do początku: Czym różnię się od zwierzęcia? Tym, że mogę poznać Boga. Tym, że moje serce jest tak wielkie, że tylko Bóg może je wypełnić. Św. Augustyn powie: “Stworzyłeś nas, Panie, dla siebie i niespokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Tobie”.

Nie dajmy się zwieść pozorom. Można mieć pełny żłób i puste serce. Można ciężko pracować jak koń, a w środku być duchowym bankrutem.

Jezus woła dziś do ciebie: “Jeśli znasz dar Boży”. Ten dar to On sam. Nie woda ze studni, ale Źródło. Nie chleb, który się kończy, ale Chleb Życia.

Panie, daj mi tej wody. Obmyj moje pragnienia. Naucz mnie pragnąć Ciebie nade wszystko. I spraw, abym jak Samarytanka, zostawiwszy swój dzban grzechu i lęku, biegł do innych i mówił: spotkałem Kogoś, kto wie o mnie wszystko i mimo to mnie kocha.