poniedziałek, 17 marca 2014

poniedziałek II tygodnia Wielkiego Postu

Liturgia Słowa:


I czytanie: Dn 9,4b-10
Psalm resp.: Ps 79(78), 8. 9. 11. 13 (R.: por. Ps 103(102), 10a)
werset: Am 5,14
Ewangelia: Łk 6, 36-38

Miłosierdzie

W encyklice „Dives in Misericordia” ("Bogaty w miłosierdziu swoim Bóg") wydanej ponad 25 lat temu, Papież Jan Paweł II przypomina, że Miłość jest większa niż grzech. Mówiąc o dramacie współczesnego człowieka Papież wielokrotnie podkreśla, że nie ma sytuacji bez wyjścia i że w każdym czasie, w każdej epoce Bóg w swoim nieskończonym Miłosierdziu przychodzi człowiekowi z pomocą, o ile tylko człowiek jest zdolny uznać swoją słabość i grzeszność. Rolę Miłosierdzia Bożego w życiu chrześcijanina uwypuklają także ustanowione przez tegoż Papieża kult i święto Bożego Miłosierdzia, które obchodzić będziemy w I niedzielę po Wielkanocy.

Jednak oczekiwanie i nadzieja Bożego Miłosierdzia -jak wskazują dzisiejsze czytania liturgiczne- nie może być czekaniem na cud. Oczekując miłosierdzia, sami to miłosierdzie musimy świadczyć i okazywać innym. Miłosierdzie nie jest wyrazem słabości, ani fałszywie rozumianej postawy tolerancji i zgadzania się na zło. Okazując miłosierdzie, przebaczając, darując nie zgadzam się na zło i zło potępiam, ale daruję i przebaczam człowiekowi. Oczywiście takie przebaczenie domaga się najpierw i przede wszystkim jasnego i klarownego osądu moralnego. Osądzając jednak czyny nie potępiam człowieka. Oczekując Bożego Miłosierdzia sam także poddaję się temu jasnemu osądowi etycznemu i widzę ogrom swoich grzechów, tak jak pokazuje to pierwsze dzisiejsze czytanie. Tylko wtedy „bogaty w miłosierdziu swoim Bóg” może mi to miłosierdzie okazać.

Przypowieść o miłosiernym ojcu (Łk 15:11-32), czy przypowieść o miłosiernym Samarytaninie (Łk 10:30-37) doskonale ukazuję ideę przewodnią dzisiejszych czytań. Bądź i ty miłosierny, abyś sam mógł miłosierdzia dostąpić.

komentarz alternatywny

nie potępiaj ...

Nie osądzaj ! Nie potępiaj innych tak pryncypialnie i zdecydowanie.
Ja widzę to, czego ty nie widzisz.
Ja widzę serce człowieka.
I wielu spośród tych, których ty potępiasz i niszczysz miażdżącą krytyką, ja widzę zdecydowanie lepiej niż ciebie. (Mt 7:1-5).
Obyś się nie zdziwił -w dniu sądu- widząc po mojej prawej stronie, zdążających ku niebu tych, których ty tak zdecydowanie potępiłeś, kiedy jednocześnie ty sam znajdziesz się wśród potępionych. (Mt 25:31-46)

Obyś się nie zdziwił, bo „miarą jaką ty mierzysz taką samą i tobie odmierzą”. (Mk 4:24; 

Nie potępiaj, nie wydawaj tak jednoznacznych i niszczących sądów, tylko na podstawie domysłów i plotek, bo może się okazać, że sądzisz surowiej ode mnie (Jk 4:11-12), ale sądzisz nie innych lecz właśnie siebie samego.

piątek, 14 marca 2014

II Niedziela Wielkiego Postu - A

Liturgia Słowa:


I czytanie: Rdz 12,1-4
Psalm resp.: Ps 33
II czytanie: 2 Tm 1,8-10
Ewangelia: Mt 17,1-9

Rdz 12:1-4
Pan rzekł do Abrama: Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem. Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i ja będę złorzeczył. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi. Abram udał się w drogę, jak mu Pan rozkazał, a z nim poszedł i Lot. Abram miał siedemdziesiąt pięć lat, gdy wyszedł z Charanu.

2 Tm 1:8b-10
Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga! On nas wybawił i wezwał świętym powołaniem nie na podstawie naszych czynów, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam dana została w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami. Ukazana zaś została ona teraz przez pojawienie się naszego Zbawiciela, Chrystusa Jezusa, który przezwyciężył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię.

Mt 17:1-9
Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie! Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: Wstańcie, nie lękajcie się! Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie.

Jego słuchajcie

W każdej perykopie ewangelicznej jest jedno słowo, czasem jedno zdanie, które jest kluczem do tego właśnie fragmentu Ewangelii. Sądzę, że w dzisiejszej Ewangelii tym słowem kluczem jest to, co mówi na Górze Przemienienia głos z obłoku: "Jego słuchajcie".

Przed kilku laty w jednej parafii, gdzie miałem głosić rekolekcje wielkopostne, przed rozpoczęciem rekolekcji proboszcz tej parafii szczerze powiedział: "Musisz pamiętać, że w tej parafii ludzie wyznają taką podstawową zasadę ...

"If you don't tell us what we want to hear, we will not listen to what you have to say".

Co znaczy:
"JEŚLI NIE BĘDZIESZ NAM MÓWIŁ TEGO CZEGO CHCEMY SŁUCHAĆ, TO NIE BĘDZIEMY CIĘ W OGÓLE SŁUCHAĆ".

Niestety taka jest mentalność współczesnego człowieka. Chce słuchać tylko i jedynie tego co mu się podoba, co odpowiada jego zapotrzebowaniom, co jest miłe, przyjemne i niewymagające, co nie sprawia "zgrzytu" w uszach i nie zmusza do jakiejkolwiek korekcji życia.

Być posłusznym w naszych czasach, to bardzo trudna i niepopularna sprawa. Kiedy słyszymy, jak to Bóg zażądał od Abrahama rzeczy niezwykłej, najpierw porzucenia ojczyzny i wyjścia z domu swego ojca, a później złożenia jedynego syna w ofierze całopalnej jesteśmy niemal oburzeni i słuchamy tej opowieści z niedowierzaniem. Trzeba się przecież kierować raczej zdrowym rozsądkiem, interesem, zyskiem, realizmem. Nie należy być zbyt uległym i pokornym, bo to nie przynosi żadnych wymiernych korzyści. Abraham jest według naszych standardów myślenia – nieodpowiedzialnym szaleńcem ...

Niby modlimy się w codziennym "Ojcze nasz …… bądź wola Twoja, przyjdź Królestwo Twoje .." ale kto traktuje to poważnie, to taka tylko modlitwa ...

Posłuszeństwo zakonne -ślubowane przez zakonników i zakonnice- uważamy również za jakąś dewiację, a nawet abulię woli lub inną chorobę psychiczną. W ogóle takie słowa jak:
- posłuszeństwo,
- pokora,
- uległość,
-poddanie się woli Bożej
wyrzuciliśmy z naszych codziennych słowników i zaliczamy je do kategorii dobrych być może w średniowieczu, albo co najwyżej przeznaczonych dla dewotek i bigotów.

Jak to więc jest z tym poleceniem Boga Ojca: "To jest Syn mój Umiłowany, Jego słuchajcie"?

W niedzielę, 1 grudnia 2013 r. rozpoczął się nowy rok duszpasterski, który przeżywać będziemy pod hasłem "Wierzę w Syna Bożego".  Ale co to znaczy w praktyce? Wierzę w Syna Bożego znaczy także wierzę Synowi Bożemu, słucham Go i ufam Mu.

Do czego zaprosza nas to wezwanie Boga Ojca: "To jest Syn mój Umiłowany, Jego słuchajcie"?

  • Co takiego Chrystus ma nam do powiedzenia, skoro sam Bóg poleca Go słuchać?
  • Co znaczy w moim życiu słuchać Syna Bożego?

Najpierw na pewno trzeba otworzyć uszy z pokorą. Nie mogę usłyszeć Syna Bożego, jeśli moje uszy są zamknięte i ogłuszone jazgotem medialnym. Trzeba najpierw wyłączyć ten jazgot, wyciszyć się i otworzyć uszy na głos Syna Bożego.

A Chrystus ma nam na pewno coś do powiedzenia:
- o nas samych,
- o naszej ludzkiej kondycji, bo sam był CZŁOWIEKIEM,
- o naszym życiu,
- o jego ostatecznym przeznaczeniu i sensie.

On ma nam do powiedzenia coś, o czym nie powiedzą nam żadne inne media i nie podpowiedzą żadne reklamy. Posłuszeństwo Chrystusowi, słuchanie Chrystusa to nie choroba, czy abulia woli, to nie pozbycie się odpowiedzialności, ani alienacja, jak chce ateizm, czy też wyraz słabości, jak zapewnia sartrowski egzystencjalizm.

Słuchać Syna Bożego to iść za Tym, Który jest Zbawicielem i Odkupicielem człowieka. To zaufać Temu, Który na pewno wie jaka jest moja bieda i na pewno wie jak mnie z tej biedy wyprowadzić.

A przecież słuchać Chrystusa, to odkryć prawdziwe znaczenie człowieczeństwa i moje ostateczne przeznaczenie, jakim jest stanie się dzieckiem Bożym. Tylko, że takie perspektywy i takie horyzonty to pewno już za dużo dla człowieka, który nie chce słuchać nikogo poza samym sobą, a już na pewno nie kogoś, kto jest dla niego zbyt wymagający ... A Chrystus jest wymagający, bo nie jest połowiczny, ani eufemistycznie naiwny i nawołując do nawrócenia i zawierzenia Ewangelii, jest bardzo rzeczowy i konkretny. On nie pieści ludzkich uszu tanimi sloganami i nie szuka poklasku ani aplauzu, tylko dobra człowieka ... czasami dobra trudnego ...

Chrystus nie mówi nam tego czego chcemy słuchać, co jest dla nas przyjemnie i miłe, ale to co jest dla nas do zbawienia konieczne.

Podstawowym jednak warunkiem do tego jest SŁUCHANIE, otwarcie uszu i serca. Chrystus nie powie mi NIC, jeśli zamknę uszy na Jego słowa, jeśli zamknę serce na Jego naukę. Chrystus nie powie mi nic jeśli ja sam trwam uparcie w swoich przekonaniach i odrzucam Jego naukę. Taka właśnie postawa -zatwardziałość serca- charakteryzowała Izraelitów na pustyni. Nie chcieli słuchać Boga, przemawiającego przez Mojżesza i Aarona, bo zatwardziałe było ich serce. Oni po prostu wiedzieli lepiej, oni nie chcieli słuchać bo bali się, że musieliby coś zmienić s swoim życiu.

Słuchanie Chrystusa, to wzięcie odpowiedzialności w swoje ręce, to rozpoznanie swojego prawdziwego miejsca i roli w świecie, to wyraz siły i uznania wielkości człowieka, ale zarazem prawda o jego słabości i ułomności. Tak łatwo dajemy się kierować reklamom, tak łatwo słuchamy fałszywych współczesnych proroków i idoli, a tak trudno jest nam zawierzyć, zaufać Bogu.

Przemienienie na Górze Tabor

Można patrzeć i nie widzieć, można słuchać i nie słyszeć, można słyszeć i widzieć, a mimo to być ślepym i głuchym wewnętrznie na to, co się widzi i słyszy. I tak jest chyba w wypadku wielu współczesnych zobojętniałych chrześcijan. Tak chyba zresztą było i w wypadku Apostołów; Piotra, Jana i Jakuba, którzy byli przecież świadkami niezwykłego wydarzenia, widzieli i słyszeli, a przecież nie zrozumieli i nie rozumieli jeszcze bardzo długo. "Dobrze, że tu jesteśmy ..." - mówi Piotr w zachwycie. "Zostańmy tutaj, bo tak nam tu dobrze". Jakże wielu chrześcijan dzisiejszych szuka w religii tylko takich właśnie zachwytów i uniesień? Ale kiedy przychodzą chwile próby ich wiary, kiedy trzeba zdać egzamin moralny z głębi tego, w co wierzą, to tak szybko zapominają o zachwytach i są zdziwieni, uciekają, odchodzą, jak Piotr w czasie męki i ukrzyżowania.

Można patrzeć i nie widzieć, można słuchać i nie słyszeć, można być ślepym i głuchym wewnętrznie ... I dlatego może trzeba abyśmy zrozumieli, co chce nam powiedzieć Bóg Ojciec w słowach: "To jest Syn mój wybrany, Jego słuchajcie". Chrystus ma nam na pewno coś do powiedzenia i to na pewno coś głębszego i bardziej substancjalnego, niż tylko powierzchowne zachwyty i uniesienia. Chce nam mówić o miłości, ale o miłości wymagającej i nie sentymentalnej, chce mówić o przebaczeniu i o zbawieniu, ale nie na siłę i wbrew woli człowieka, chce być przyjacielem i bratem, ale nie narzucającym się i raczej szanującym wolność ludzkiego wyboru. Chce nam powiedzieć o niebie i tam nas doprowadzić, ale nie w sposób naiwny i czułostkowy. Chce nas zaprowadzić z Góry Tabor - góry przemienienia na Górę Kalwarię. Bo tylko tamtędy wiedzie droga do Góry Wniebowstąpienia, do zbawienia i szczęścia wiecznego. Czy jestem na to gotowy? Piotr był zachwycony na Górze Przemienienia, ale nieobecny na Kalwarii ... Musiał jednak i on przejść swoją Kalwarię, aby zostać już na zawsze ze swoim Mistrzem ... Góra przemienienia to tylko etap, tak jak i Kalwaria, i warto o tym pamiętać w chwilach uniesień, ale i w chwilach prób i doświadczeń.

Przemiana

Aby dostrzec Boga i Jego wielkość trzeba nam najpierw "wejść na górę", wspiąć się ponad przyziemne i doczesne sprawy, wyjść z codzienności, udać się "na osobność", wsłuchać się w głos Boga, przyjąć Jego zaproszenie. Bóg zaprasza nas, jak Abrahama; 'wyjdź z twojej ziemi" i z twojego domu, z twoich spraw i małostek. Jak Jezus wziął ze sobą Apostołów, tak i nas pragnie wziąć ze sobą i zaprowadzić "na górę wysoką, osobno". Kto nie chce przyjąć tego zaproszenia i nie chce pójść za Jezusem "na osobność" nigdy nie doświadczy i nie dozna zachwytu wielkością Boga, nigdy nie doświadczy przemienienia, nigdy nie zobaczy ostatecznego sensu i celu swojego życia, zawsze będzie orał nosem po ziemi i szukał tylko doczesnego spełnienia.

Okres Wielkiego Postu jest okazją do takiego wyjścia z siebie i z przyziemności, jest okazją do owej wspinaczki "na górę", aby nie zostać przytłoczonym doczesnością, jest doskonałą okazją do przeżycia i doświadczenia przemiany. Trzeba tylko podjąć wysiłek opuszczenia swojego "małego domku doczesności i interesików".

Czy stać mnie jeszcze na inne spojrzenie na moje życie?
Czy już stale będę tylko zanurzony w codzienności i przyziemnych sprawach?

oto jestem …

Bóg tak głęboko wchodzi w historię człowieka, że staje się jednym z nas (1Tm 2:5). A robi to nie dla siebie, nie po to, że Jemu jest to potrzebne, ale dla człowieka. On nie tylko stał się jednym z nas, On stał się, On nadal jest dla nas. Ta bliskość i obecność Boga wyraża się szczególnie w drugim dzisiejszym czytaniu, ale -na dobrą sprawę- całe Pismo Św. jest historią Boga, który jest z człowiekiem i dlaczłowieka. Kiedy Chrystus na górze Tabor objawia swoją boskość, to czyni to także dla człowieka, chcąc przygotować swoich uczniów na chwilę ostatecznej próby, ale zarazem pokazać, że oto Bóg jest z człowiekiem.


Pozostaje jednak pytanie: „Czy ja jestem z i dla Boga? Czy jak Abraham potrafię w ekstremalnych warunkach zaufać Bogu do końca i odpowiedzieć –jak on, ojciec wierzących- oto jestem? To bycie Boga z i dla człowieka wyraziło się najpełniej w męce i śmierci Chrystusa na Krzyżu. Tutaj Bóg poszedł niejako „na całość”. Tutaj pokazał, jak bardzo jest z nami i dla nas.

sobota I tygodnia Wielkiego Postu

Liturgia Słowa:

I czytanie: Pwt 26, 16-19
Psalm resp.: Ps 119(118), 1-2. 4-5. 7-8 (R.: por. 1)
werset: 2 Kor 6, 2b
Ewangelia: Mt 5, 43-48

Prawo Boże w naszym sercu

Zastanawiająca jest powszechność i ponadczasowość prawa naturalnego, zapisanego w naszych sumieniach (Hbr 8:10; 2 Kor 1:22). Mimo wielu usilnych starań i wysiłków człowiek nie jest w stanie tego Bożego głosu całkowicie zniszczyć. Może go zagłuszyć, może go negować, może się złościć i protestować, ale jego sumienie i tak będzie mu zawsze mówiło, co jest, a co nie jest dobre. Może więc zamiast walczyć ze swoim sumieniem należałoby raczej posłuchać jego głosu? Prawo Boże nie jest czymś zewnętrznym w stosunku do mnie, nie jest czymś narzuconym, ale czymś wrodzonym, w co zostałem wyposażony, jako człowiek i nie mogę pozostać człowiekiem, jeśli chcę z siebie to prawo usunąć, wyrwać, wykorzenić (Rz 2:15). Walka z własnym sumieniem, z prawem Bożym zawartym w moim wnętrzu jest więc na dobrą sprawę walką z samym sobą i nie może przynieść nic innego, jak stopniową dezintegrację, rozbicie i w ostateczności zniszczenie samego siebie. I to jest to, co widzimy u tak wielu nam współczesnych. A czy ja sam, nie próbuję tak właśnie walczyć z sobą samym? Czy nie zagłuszam i nie niszczę w sobie owego Bożego głosu, który powołuje mnie do świętości i doskonałości?

Okres Wielkiego Postu to także czas odkrywania w sobie mojego ostatecznego przeznaczenia i powołania. Jestem dzieckiem Bożym, powołanym do tego, aby się do Boga coraz bardziej upodabniać, aby stawać się doskonałym, jak doskonały jest Ojciec mój w niebie. I nie jest to zewnętrzny przymus, czy nakaz, ale moje najbardziej wewnętrzne „ja”, moja najgłębsza i najbardziej ludzka natura. Trzeba ją tylko odkryć i pielęgnować, trzeba umieć ją rozpoznać i dać się jej kierować w życiu codziennym. A wtedy będę żył w zgodzie z samym sobą i będę naprawdę szczęśliwy. Warto o tym pomyśleć, szczególnie w czasach, kiedy zewsząd słyszymy głosy negujące istnienie tego Bożego prawa, obecnego w ludzkim sumieniu. Warto to przemyśleć w czasach, kiedy moralność zastąpiono hedonizmem, a  etykę filozofią sukcesu i hołdowania zwierzęcym potrzebom ciała. Człowiek nie jest zwierzęciem i oprócz ciała ma także duszę i warto, aby o tym nie zapominał. A może warto też spróbować iść za tym wewnętrznym głosem, bo to właśnie jest droga do prawdziwego samo-spełnienia (Ps 1:1-4).

czwartek, 13 marca 2014

piątek I tygodnia Wielkiego Postu

Liturgia Słowa:

I czytanie: Ez 18, 21-28
Psalm resp.: Ps 130(129), 1-2. 3-4. 5-7a. 7bc-8 (R.: por. 3)
werset: Ez 33, 11
Ewangelia: Mt 5, 20-26

Tworzyć cywilizację życia

Okres Wielkiego Postu, to nie tylko okres pojednania się z Bogiem, uznania swojej grzeszności wobec Niego, ale to także czas pogodzenia się z bliźnim. To czas kiedy mamy okazję zobaczyć i ponaprawiać również nasze międzyludzkie relacje. Ileż jest w nich pychy, arogancji, zarozumialstwa, chęci wywyższania się i dominowania? Ileż ludzkiej zazdrości, zawiści, chęci zemsty, ileż obojętności, lekceważenia, egoizmu, ileż nieuzasadnionej złości, czy pogardy? A nasze ustawiczne pretensje i żale, nasze narzekania i utyskiwania, nasze wieczne niezadowolenie, krytyka innych, dokuczanie i małostkowe wypominanie ich potknięć. Czy to wszystko służy budowaniu Królestwa Bożego? (Gal 5:19-23)

To wszystko czeka na uleczenie. To wszystko jest jak boląca, nie zaleczona rana, czekająca na uzdrowiciela. Cóż z tego, że uczestniczymy w niedzielnej Mszy Św., że odmawiamy nasze poranne i wieczorne paciorki, że przystępujemy nawet do Sakramentów, skoro w naszych międzyludzkich stosunkach nic się nie zmienia, skoro nie umiemy wybaczyć, nie umiemy się pogodzić?

Pamiętamy wszyscy te kilka podniosłych dni choroby i śmierci Papieża Jana Pawła II sprzed kilku już lat. Pamiętamy te piękne gesty pojednania i te wzniosłe uczucia, jakie nas wtedy wypełniały. I co z tego do dzisiaj pozostało? Ileż z tych dobrych postanowień zostało zrealizowanych, a ile się rozmyło w nijakości? Czy rzeczywiście nasza cywilizacja staje się cywilizacją życia i Miłości, przebaczenia i wzajemnej pomocy, czy raczej nie jest nadal cywilizacją przemocy, egoizmu i wrogości, wzajemnych urazów i uprzedzeń?

Zastanówmy się i odstąpmy od naszych grzechów, a wejdziemy w cywilizację życia i kulturę życzliwości. Aby uzyskać Boże przebaczenie, pogódź się ze swoim bratem szybko (Mt 5:25). Nie zwlekaj, nie odkładaj, nie usprawiedliwiaj się. Cywilizacja życia nie spadnie z nieba w sposób cudowny. Tylko Ty i ja możemy ją zbudować szczerym wysiłkiem pojednania i wzajemnego wybaczenia.

To także jest wielkopostne zadanie.

środa, 12 marca 2014

czwartek I tygodnia Wielkiego Postu


Liturgia Słowa:

I czytanie: Est (Wlg) 14, 1. 3-5. 12-14
Psalm resp.: Ps 138(137), 1-2a. 2bc-3. 7c-8 (R.: por. 3a)
werset: Ps 51(50), 12a. 14a
Ewangelia : Mt 7, 7-12

Czy i jak się modlić?

Jak mamy się modlić, aby modlitwa nasza była miła Bogu i skuteczna? (Łk 11:1-13) Dla wielu ludzi modlitwa stała się synonimem zmarnowanego czasu. Niektórzy twierdzą, że modlą się tylko ludzie słabi i niezdolni do działania. Według innych modlitwa jest zawracaniem głowy Panu Bogu i odwracaniem uwagi od rzeczywistości doczesnej, czy alienacją. I takie obiegowe opinie krążą nawet wśród katolików. Czy tak jest rzeczywiście? Czym naprawdę jest modlitwa?

Tomasz Merton w swojej książce „Nikt nie jest samotną wyspą” pisze: „Każda prawdziwa modlitwa głosi w jakiś sposób naszą zależność od Pana życia i śmierci. Stwarza więc również głęboki żywotny kontakt z Tym, którego znamy, nie tylko jako Pana, ale jako Ojca. Jesteśmy naprawdę wtedy, kiedy się dobrze modlimy.”

I coś w tym jest, bo rzeczywiście dopiero dobra modlitwa pozwala nam naprawdę być, poprzez osobisty kontakt z Bytem Absolutnym, z Bogiem, Który Jest (Rdz 32:26). Oczywiście ktoś, kto nigdy tak się nie modlił, nigdy nie będzie zdolny doświadczyć owego fundamentalnego aktu bytowania wypływającego z kontaktu z Bogiem. Modlitwa to nie litania próśb, nie lista potrzeb, które chcemy z Bogiem załatwić, nawet nie dziękczynienie czy pobożny akt uwielbienia. To stawanie wobec Tego, Który Jedyny JEST (Wj 3:14), to zasilanie rozładowanych baterii, to czerpanie ze Źródła istnienia. Można by nawet powiedzieć, że modlitwa to uświadamianie sobie, że jesteśmy zanurzeni w Bogu, jak ryba w wodzie, jak twierdził św. Augustyn.

Kontynuując, Merton dodaje: „Im mniej człowiek jest zdolny do istnienia, tym więcej ma zajęć. Staje się swoim własnym poganiaczem, cieniem, który popędza drugi cień aż do zamęczenia go na śmierć.” I rzeczywiście to właśnie widzimy w dzisiejszym świecie. Ludzie nie istnieją, ale wegetują, stale się gdzieś spieszą, bo się nie modlą, bo nie mają czasu na modlitwę, a tym samym nie mają czasu na istnienie. Tacy ludzie wmówili sobie, że być to mieć, posiadać. Im modlitwa jest niepotrzebna. Ale tak naprawdę, czy oni istnieją, czy tylko wegetują?

poniedziałek, 10 marca 2014

środa I tygodnia Wielkiego Postu

Liturgia Słowa:

I czytanie: Jon 3, 1-10
Psalm resp.: Ps 51(50), 3-4. 12-13. 18-19 (R.: por. 19)
werset: Jl 2, 13
Ewangelia : Łk 11, 29-32

Ojciec czeka

Pokuta i nawrócenie, to tematy, które ustawicznie będą powracać w okresie Wielkiego Postu. Czy tylko po to abyśmy się masochistycznie gnębili poczuciem naszych grzechów i ułomności? Czy Panu Bogu zależy na naszym samoudręczeniu? Czy nie jest raczej tak, że świadomość naszych grzechów uczy nas mądrości i pokory, stawia nas w prawdzie (Ps 25:11)?

W jednym z wywiadów Kard. G. Danneels (prymas Belgii) mówi: „Zaniechanie praktyk religijnych a szczególnie spowiedzi to raczejuniwersalny problem kryzysu poczucia grzechu w Europie. Sens grzechu przestaje istnieć, bo człowiek uważa, że jest samowystarczalny i sam określa, co jest dobre, a co złe. Jest to fundamentalny kryzys religijny.” I jest w tym jakaś przerażająca prawda. Człowiek współczesny zadufany i zapatrzony w siebie i w swoje ogromne możliwości techniczne nie chce słyszeć o grzechu, o winie, o pokucie i potrzebie nawrócenia. Wzdraga się przed tymi pojęciami i najchętniej słowa te wymazałby ze słowników. Czy jednak czyni go to szczęśliwszym? Samowystarczalny człowiek, pełen pychy i zarozumiałości nie jest niestety w stanie poradzić sobie ze swoim własnym grzechem i słabością. I na nic nie przyda się udawanie, że grzechu nie ma. Nie pomagają psychoterapeuci i psychiatrzy, lekarze i seanse psychoanalizy. Psychoanalityk może pomóc, ale nie może powiedzieć: „przebaczam ci”. To jest różnica między psychoanalitykiem, a łaską. Oczywiście trzeba wierzyć. Bez wiary to rzeczywiście nie ma sensu.

Przypominanie więc o pokucie i potrzebie nawrócenia w okresie Wielkiego Postu nie ma na celu gnębienia nas, ale daje raczej możliwość spotkania z Miłosiernym Ojcem, który czeka na marnotrawnego syna i nie pozwala mu nawet dokończyć spowiedzi, lecz rzuca mu się z radością na szyję i całuje z ojcowską miłością. Ilekroć mamy kłopot z przyjęciem tej trudnej prawdy o nawróceniu trzeba nam przypomnieć sobie ową niesamowicie wzruszającą przypowieść o synu marnotrawnym, a raczej o Miłosiernym Ojcu (Łk 15:11-32) Ale też warto pamiętać, że punktem zwrotnym całej przypowieści i kluczem do niej jest refleksja owego marnotrawnego syna: „Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie” (Łk 15:18) Nie mógłby ojciec okazać synowi swej przebaczającej miłości, gdyby ten nie ruszył w drogę powrotną.

A jak daleko ty zawędrowałeś? Wiedz, że zawsze jest jeszcze możliwość powrotu! Ojciec czeka ...



wtorek I tygodnia Wielkiego Postu

Liturgia Słowa:

I czytanie: Iz 55, 10-11
Psalm resp.: Ps 34(33), 4-5. 6-7. 16-17. 18-19 (R.: por. 18)
werset: Mt 4, 4b
Ewangelia: Mt 6, 7-15

Warunki przebaczenia

W dzisiejszej Ewangelii stajemy przed jednym z najtrudniejszych zadań, jakie Chrystus stawia przed swoimi wyznawcami. Umiejętność przebaczania okazuje się warunkiem sine qua non uzyskania przebaczenia od Boga Ojca. Przebaczenie zakłada jednak z obydwu stron pewne konieczne warunki. Ze strony przebaczającego Chrystus domaga się miłosierdzia, ale ze strony tego, któremu należy przebaczyć oczekuje uznania własnych błędów.

Papież Jan Paweł II, w swojej książce „Przekroczyć próg nadziei” pisze: „Pokazać komuś rzeczywistość grzechu, jego błąd, nie jest wcale równoznaczne z potępieniem go. Pokazanie komuś jego grzechu sprowadza się raczej wprost przeciwnie, do stworzenia warunków nawrócenia. Pierwszym bowiem warunkiem nawrócenia jest dla człowieka uświadomienie sobie własnej słabości i grzeszności (...) a następnie uznanie tego przed Bogiem, który ze swej strony nie oczekuje niczego więcej jak właśnie tego rozpoznania ludzkiej grzeszności, aby człowieka zbawić. A człowiek ze swej strony nie uczy się inaczej, jak właśnie przez takie rozpoznanie i przyznanie się do swoich błędów”.

Rozpoznanie więc swojego stanu grzeszności i potrzeby Bożego wybaczenia jest warunkiem koniecznym uzyskania przebaczenia. Cóż Bóg może mi wybaczyć jeśli ja sam uparcie twierdzę, że nie mam grzechu? „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają.” (Mt 9:12) Aby poddać się leczącemu działaniu Łaski Bożej, koniecznym jest uznanie, że jest się chorym (Ps 51:3nn).

Drugim jednak warunkiem Bożego przebaczenia jest umiejętność przebaczania innym. Nie mogę oczekiwać przebaczenia od Boga, jeśli sam nie potrafię wybaczyć swojemu bliźniemu. I tutaj pojawia się problem, bo jak mam wybaczyć bliźniemu skoro on twierdzi, że nic złego nie zrobił, skoro do winy przyznać się nie chce i twierdzi, że nie potrzebuje mojego przebaczenia? No cóż? Tutaj może warto sobie przypomnieć inną wypowiedź Chrystusa: „Taką samą miarą, jaką wy mierzycie, odmierzą wam i jeszcze wam dołożą.” (Mk 4:24) A jaką miarą ja mierzę innych? Jeśli sam nie umiem się przyznać do błędów, jeśli sam nie umiem wybaczać, to czegóż oczekuję od innych?

poniedziałek I tygodnia Wielkiego Postu


Liturgia Słowa:

I czytanie: Kpł 19, 1-2. 11-18Iz 58, 9b-14
Psalm resp.: Ps 19(18), 8. 9. 10. 15 (R.: por. J 6, 63b)Ps 86, 1-2ab. 2c-4. 5-6 (R.: por. 11a)
werset: 2 Kor 6, 2b
Ewangelia: Mt 25, 31-46

Miłość Boga i bliźniego

Starotestamentalne przykazanie miłości Boga i bliźniego (Pwt 6:5) otrzymuje w dzisiejszych czytaniach bardzo wyraźne i konkretne kształty. „Cokolwiek uczyniłeś innemu człowiekowi ... mnie to uczyniłeś.” (Mt 25:40) A św. Jan w swoim liście powie wprost: „Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi.” (1 J 4:20) Co więcej, jak widać to w dzisiejszej Ewangelii, przykazanie to będzie, jedynym sprawdzianem przynależności do Królestwa Niebieskiego. To ciekawe, że  w opisie Sądu Ostatecznego (Mt 25:31-46) nie ma mowy o innych aktach, czy uczynkach, które kwalifikują do tego, aby znaleźć się „po prawej stronie”. Zestawiam dzisiejszą Ewangelię ze sławnym fragmentem Kazania na Górze, znanym pod nazwą „Ośmiu Błogosławieństw”. (Mt 5:3-10) I także w tym tekście znajduję odniesienie do miłości bliźniego, jako warunek uczestnictwa w przyszłej chwale: „Błogosławieni ubodzy w duchu, cisi, miłosierni, wprowadzający pokój ...”

Coś w tym jest, że kiedy Chrystus mówi o warunkach wejścia do Królestwa Bożego, to zawsze jest to związane z bardzo konkretnie rozumianą postawą miłości wobec bliźniego ...

Oczywistym jest, że ta czynna miłość bliźniego musi być ugruntowana w bliskim i zażyłym kontakcie z Bogiem, ale też warto sobie uświadomić, że także odwrotnie, nie ma prawdziwej miłości do Boga, prawdziwej i autentycznej zażyłości z Bogiem bez czynnej miłości bliźniego. To jak dwie strony medalu awers i rewers. Jedna nie istnieje bez drugiej.

A jak to jest w naszym życiu codziennym? Czy nie warto sobie uczciwie powiedzieć: „Nie wejdę do nieba, jeśli żyjący obok mnie człowiek nie doświadczy mojej realnej pomocy”? Okres Wielkiego Postu ma nam to właśnie -w sposób wyrazisty- uświadomić. Nie ma miłości Boga bez miłości bliźniego i vice verso, nie ma miłości bliźniego bez zakochania się w Bogu.

Na nic wszystkie moje paciorki i modlitwy, na nic najbardziej regularne uczestnictwo w nabożeństwach pokutnych, Gorzkich Żalach i drogach krzyżowych, na nic moja umartwiona mina, na nic drobne lub większe umartwienia i posty jakie sobie nakładam jeśli w tym wszystkim nie ma miłości Boga i bliźniego. Można bowiem pościć i pokutować "dla sportu" lub dla własnej chwały i samozadowolenia, a jednocześnie nie widzieć człowieka potrzebującego pomocy, samotnego, przygnębionego, czy głodnego. Okres Wielkiego Postu nie ma sensu jeśli nie otwiera mi oczu na drugiego człowieka, jeśli nie pozwala mi, albo nawet nie zmusza mnie do zmiany mojego postępowania względem ludzi wśród których żyję. Prawdziwy post i autentyczna pokuta to przede wszystkim zmiana i nawrócenie serca, to wyzwolenie się od chciwości, egoizmu, to oczyszczenie się z brudnego myślenia, to uwolnienie się spod władzy łakomstwa i pazerności. Jest to radykalna przemiana serca, które poznało i uznało konieczność dogłębnej i czasami bardzo bolesnej zmiany.Przykładem tego radykalizmu jest celnik Lewi, który usłyszawszy jedno zdanie: "Pójdź za Mną." wypowiedziane przez Chrystusa zostawił wszystko i poszedł za Panem.

Prawdziwy post i autentyczna pokuta ma na celu nie tylko pomoc bliźniemu, ale także uleczenie mnie samego, wyprostowanie moich poplątanych ścieżek. Koniecznym jest jednak najpierw rozpoznanie swojego stanu, a nie upieranie się, że wszystko jest w najlepszym porządku. Uświadomienie sobie, że jestem chory jest pierwszym i nieodzownym warunkiem uzdrowienia. Bez tego stanięcia w prawdzie, bez przyznania się do choroby, nawet sam Chrystus nie potrafi mi pomóc. A jedną z najcięższych chorób współczesnego człowieka jest ślepota i obojętność, egoizm i zapatrzenie w siebie. Inną -niemniej groźną chorobą- jest pełne pychy przekonanie, że jestem samowystarczalny i doskonały, że nic nie muszę w swoim życiu zmieniać, nic naprawiać, nic odbudowywać i leczyć, że jestem bez grzechu.


Jezus mówi bardzo wyraźnie, że ludzie przekonani i swoim zdrowiu lekarza nie potrzebują, nawet jeśli sami siebie za bezgrzesznych uważają. Prawdziwa pokuta i autentyczny post to przede wszystkim zdarcie maski, którą sam sobie nakłam, aby nie widzieć swojej prawdziwej, nieraz obrzydliwej twarzy.

piątek, 7 marca 2014

Pierwsza Niedziela Wielkiego Postu

Liturgia Słowa:


I czytanie: Pwt 26,4-10
Psalm resp.: Ps 91(92), 1-2. 10-11. 12-13. 14-15 (R.: por. 15b)
II czytanie: Rz 10,8-13
werset: Mt 4, 4
Ewangelia: Łk 4,1-13

Rdz 2:7-9, 3:1-7

Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła. A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu? Niewiasta odpowiedziała wężowi: Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski.

Rz 5:12-17

Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli... Bo i przed Prawem grzech był na świecie, grzechu się jednak nie poczytuje, gdy nie ma Prawa. A przecież śmierć rozpanoszyła się od Adama do Mojżesza nawet nad tymi, którzy nie zgrzeszyli przestępstwem na wzór Adama. On to jest typem Tego, który miał przyjść. Ale nie tak samo ma się rzecz z przestępstwem jak z darem łaski. Jeżeli bowiem przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich śmierć, to o ileż obficiej spłynęła na nich wszystkich łaska i dar Boży, łaskawie udzielony przez jednego Człowieka, Jezusa Chrystusa. I nie tak samo ma się rzecz z tym darem jak i ze [skutkiem grzechu, spowodowanym przez] jednego grzeszącego. Gdy bowiem jeden tylko grzech przynosi wyrok potępiający, to łaska przynosi usprawiedliwienie ze wszystkich grzechów. Jeżeli bowiem przez przestępstwo jednego śmierć zakrólowała z powodu jego jednego, o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości, królować będą w życiu z powodu Jednego - Jezusa Chrystusa.

Mt 4:1-11

Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód. Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem. Lecz on mu odparł: Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych. Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień. Odrzekł mu Jezus: Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego. Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon. Na to odrzekł mu Jezus: Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz. Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu.

Homilia I - Potrójny głód

Wielki Post nie jest okresem bezmyślnego wyrzeczenia, "sportowego zadawania sobie umartwień", czasem skwaszonej miny i okresem wymyślonym przez Kościół dla "pognębienia ludzkiej radości życia". Wielki Post jest raczej czasem refleksji nad naszym codziennym życiem, nad obecnością zła w naszej codzienności, nad jego źródłami, przyczynami i sposobami zwalczania go. Dlatego już pierwsze dzisiejsze czytanie z Księgi Rodzaju próbuje na te pytania odpowiedzieć. Zło jest nieposłuszeństwem wobec Boga, wyrazem ludzkiej pychy i chciwości. Człowiek, który otrzymał od Boga wszystko, chciał jeszcze więcej, chciał sam stać się Bogiem, chciał stanowić o tym, co jest dobre, a co złe. I tak jest do dzisiaj. To samo jest obecne w każdym naszym grzechu; pycha, pożądliwość, chciwość.

Podobnie i Ewangelia próbuje nam pokazać na czym polega zło i grzech. W każdym naszym grzechu obecny jest ów potrójny głód: głód chleba, głód ciała czyli chciwość i nieczystość, głód chwały czyli pycha i głód władzy - stanowienia, ustanawiania co dobre, a co złe. A odpowiedź Chrystusa – to trzy rady ewangeliczne: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa.

Nie mamy w czasie Wielkiego Postu bezmyślnie się umartwiać. Nie mamy obłudnie posypywać głów popiołem ... mamy znaleźć odpowiedź na pytanie: "A jak jest w moim życiu? Czy nie uganiam się zbytnio za bogactwem? Czy nie szukam tylko swojej chwały? Czy nie pragnę jedynie władzy i dominowania nad innymi? Czy nie chciałbym wszystkiego ustawiać i ustalać po swojemu?

I nade wszystko jest to okres, w czasie którego mamy sobie uświadomić, że tylko z pomocą Chrystusa możemy pokonać zło obecne w naszym życiu. Umartwienia zaś -jeśli takowe podejmujemy- i posypanie głowy popiołem są jedynie środkiem do tego, aby taką refleksję prowadzącą do nawrócenia podjąć. W przeciwnym wypadku są one tylko nic nieznaczącymi gestami.

Czy podejmuję wysiłek rozpoznania swoich błędów? Czy za tym rozpoznaniem idzie moje działanie i zmiana?

Homilia II - Potrójna pokusa

Kuszenie Jezusa na pustyni -w dzisiejszej Ewangelii tak skrótowo przedstawione przez św. Marka- u Mateusza i Łukasza jest o wiele dokładniej zrelacjonowane (Mt 4:1-11; Łk 4:1-13). Czytając te relacje nachodzą mnie myśli i refleksje, które przekładają tę Ewangelię na język współczesny.

Iluż z nas uległo tak łatwo pokusie zgłodniałego ciała? Głód chleba, napoju, używek, seksu, rozrywki, lenistwa… Ciało ma swoje prawa, ale jeśli mu ulec, szybko i łatwo potrafi zdominować i sterroryzować ducha.  I tak niewiele trzeba, aby stało się tyranem. Jeśli nawet sam Bóg-Człowiek był kuszony … Czy zdaję sobie sprawę, jak  łatwo jest ulec pokusom ciała? A jednocześnie, jak trudno się od nich uwolnić?

Iluż z nas uległo pokusom pychy i zarozumiałości? Pokaż co potrafisz, bądź efektowny, przecież jesteś wielki i wspaniały, a reszta, to nie warte uwagi pionki. Pycha, zarozumiałość, chęć pokazania się, dominacji, bycia kimś. Największa pokusa, która stoi u podstaw każdego grzechu, od początku stworzenia, od raju („otworzą się wam oczy i będziecie jako bogowie”) –obiecuje Szatan Ewie i Adamowi (Rdz 3:5). I efekt pychy… zawsze ten sam; zawód i rozczarowanie. Iluż z nas doświadczyło tego na własnej skórze?

A iluż z nas uległo pokusie bogactwa, chciwości, chęci posiadania, bezsensownego gromadzenia, zachłannego zbierania? „Oddaj mi pokłon, a dam ci wszystko, bo mnie jest poddane i mogę je odstąpić komu zechcę…” –kusi szatan (Mt 4:9, Łk 4:7) Obiecuje i nie daje, a iluż mu się kłania, iluż z nas bije czołem, oddaje hołd demonowi bogactwa, mamony, posiadania?

Jakże dziwnie te trzy pokusy łączą się ze sobą? Trzy pokusy współczesnego świata. Pokusa tyrańskiego i zgłodniałego ciała, pokusa aroganckiej pychy i pokusa zachłannej i ślepej chciwości. Cały świat współczesny im hołduje, cały świat je gloryfikuje i próbuje uzasadnić. A my? A my mamy Chrystusa, który mówi stanowczo: „NIE!!!” Żyj Słowem Bożym, Bogu cześć oddawaj, nie wystawiaj Pana, Boga twego na próbę. Tylko kto chce dzisiaj słuchać Chrystusa? On taki niemodny i tak bardzo ogranicza moją wolność. Lepiej iść za podszeptami Złego, to takie przyjemne… i tak wiele obiecuje.

I niestety, tak jak w raju, tylko obiecuje… i zostawia na lodzie.

Homilia III - Trzy pokusy

Potrójne kuszenie Jezusa na pustyni, ma na pewno swój głębszy sens i znaczenie. Co więcej, Chrystus chce nam coś pokazać, coś uzmysłowić, przed czymś przestrzec, w czymś pomóc ... Nie jestem profesjonalnym egzegetą i na pewno nie potrafię przeprowadzić dogłębnej i naukowej analizy egzegetycznej tekstu dzisiejszej Ewangelii, ale spróbuję przybliżyć ją sobie i zarazem Tobie.

Trzy pokusy:

- przemień kamień w chleb,
- oddaj mi pokłon, a będziesz bogaty,
- udowodnij swoją wielkość,
to trzy pokusy współczesnego świata, który stale i pod rożnymi przykrywkami proponuje nam zaspokojenie naszych pragnień i kusi trzema mirażami:
- zaspokajaj wszystkie potrzeby twojego ciała,
- zdobywaj bogactwo wszelkimi sposobami,
- bądź wielki, rządź światem.

Te trzy pokusy, to krócej mówiąc:

- pokusa ciała,
- chciwość i
- pycha.

I one są stale obecne w naszym życiu. Co więcej, cały współczesny świat nastawiony (hedonistycznie) na sukces i tanie efekciarstwo, ustawicznie gra na tych pokusach i próbuje nas mamić, obiecując pełnię szczęścia i zaspokojenie wszelkich potrzeb właśnie przez te trzy miraże. Widzimy zresztą i na co dzień, że ludzie, którzy zaspokajają wszystkie swoje zachcianki i pragnienia, dobrze się mają i że powodzi się im nienajgorzej, ale zarazem szybko się nudzą i szukają coraz to mocniejszych wrażeń.

Jest w tym fakcie - kuszenia Jezusa, Boga Człowieka - jakieś symboliczne i głębsze znaczenie. Jezus próbuje nam pokazać jak bardzo niebezpieczne jest uleganie złudom i mirażom. I dlatego na te trzy szatańskie pokusy odpowiada:

- "Nie samym chlebem żyje człowiek ..." - nie jesteś tylko ciałem i twoje ciało mimo, że ma swoje prawa i twoim obowiązkiem jest zaspokojenie jego podstawowych wymagań, nie może stać się tyranem w twoim życiu. Nie możesz się poddać tyrańskim i żądaniom twojego ciała, bo one cię zniszczą. Jesteś człowiekiem, a nie zwierzęciem, które działa pod wpływem instynktów i wszystkie potrzeby instynktownie musi zaspokajać. To duch tobą rządzi, a nie ciało i nie możesz się zredukować do poziomu zaspokajania wszelkich zachcianek ciała.

- "Panu Bogu swemu będziesz oddawał pokłon ..." - nie kłaniaj się wszystkim bożkom wokoło, a już na pewno nie kłaniaj się najpotężniejszemu bożkowi tego świata - bogactwu. Nie sprzedawaj się za dobrobyt, nie ulegaj pokusie pieniądza, bo on w końcu nad tobą zapanuje. Czyż nie widzisz, jak pomału stajesz się niewolnikiem dobrobytu i bogactwa? Czyż nie widzisz, jak pomału się odczłowieczasz, tylko po to aby więcej mieć, więcej posiadać, a w rzeczywistości, to nie ty posiadasz cokolwiek, ale jesteś posiadany, przez układy, koniunkturę, rzeczy którymi się otaczasz ... Nie kłaniaj się wszystkim i wszystkiemu dookoła, tylko po to, aby więcej mieć. Bo i tak, nic z tego co posiadasz nie weźmiesz ze sobą w chwili śmierci.

- "Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego ..." - złudna jest pokusa wielkości i potęgi. Nie próbuj dać się złapać na tę przynętę, bo albo staniesz się tyranem i będziesz znienawidzony, albo będziesz satrapą, marionetką w rękach sił, które i tak od ciebie nie zależą. Mirażem i ułudą jest każda wielkość i potęga, oparta na ludzkiej sile i bogactwie. Zobacz tylko tych współczesnych "wielkich tego świata". Iluż z nich jest już tylko karykaturami człowieczeństwa, ilu z nich jest naprawdę wielkich, a ilu z nich jest tak głęboko znienawidzonych, że najlepiej byłoby dla nich gdyby "znikli z horyzontu". A dla iluż z nich, dopiero śmierć okazała się najlepszym zakończeniem smutnej i tragifarsy ich życia?

Nie, na pewno te trzy pokusy współczesnego świata nie czynią człowieka ani szczęśliwym, ani większym, ani bardziej ludzkim. Szatan przebrał się tylko w inne szatki, ale kusi nadal i nadal szepcze do ucha wielu z nas:

- zamieniaj kamień w chleb, a nakarmisz miliony i będziesz popularny,
- oddaj mi pokłon, a będziesz bogaty,
- pokaż swoją wielkość, jesteś wspaniały i należy ci się ogólny szacunek i posłuch, jesteś najlepszy.

Co mu odpowiesz?

Jezus daje na te pokusy odpowiedź także w trzech radach ewangelicznych:

- czystości – przeciw pokusie i tyranii ciała
- ubóstwa - przeciw pokusie i tyranii bogactwa
- posłuszeństwa – przeciw pokusie i tyranii władzy i pychy.

Te trzy rady ewangeliczne zakonnice i zakonnicy przyjmują jako drogę swojego życia na wzór Boskiego Mistrza.

Ale to nie znaczy, że rady te są tylko dla zakonników. Tak żyć może, a nawet powinien każdy, bo:

- czystość nie znaczy celibat,
- ubóstwo nie znaczy bieda,
- a posłuszeństwo nie znaczy ubezwłasnowolnienie.

To jest propozycja życia godnego człowieka, życia w którym ani ciało, ani bogactwo ani pycha nie są tyranami.

Czy potrafisz zrozumieć i przyjąć propozycje Chrystusa?

Sobota po Popielcu

Liturgia Słowa:


I czytanie: Iz 58, 9b-14
Psalm resp.: Ps 86, 1-2ab. 2c-4. 5-6 (R.: por. 11a)
werset :
Ewangelia: Łk 5,27-32

Prawdziwy post i pokuta

Na nic wszystkie moje paciorki i modlitwy, na nic najbardziej regularne uczestnictwo w nabożeństwach pokutnych, Gorzkich Żalach i drogach krzyżowych, na nic moja umartwiona mina, na nic drobne lub większe umartwienia i posty jakie sobie nakładam jeśli w tym wszystkim nie ma miłości Boga i bliźniego. Można bowiem pościć i pokutować “dla sportu” lub dla własnej chwały i samozadowolenia, a jednocześnie nie widzieć człowieka potrzebującego pomocy, samotnego, przygnębionego, czy głodnego. Okres Wielkiego Postu nie ma sensu jeśli nie otwiera mi oczu na drugiego człowieka, jeśli nie pozwala mi, albo nawet nie zmusza mnie do zmiany mojego postępowania względem ludzi wśród których żyję. Prawdziwy post i autentyczna pokuta to przede wszystkim zmiana i nawrócenie serca, to wyzwolenie się od chciwości, egoizmu, to oczyszczenie się z brudnego myślenia, to uwolnienie się spod władzy łakomstwa i pazerności. Jest to radykalna przemiana serca, które poznało i uznało konieczność dogłębnej i czasami bardzo bolesnej zmiany. Przykładem tego radykalizmu jest celnik Lewi, który usłyszawszy jedno zdanie: “Pójdź za Mną.” wypowiedziane przez Chrystusa zostawił wszystko i poszedł za Panem.

Prawdziwy post i autentyczna pokuta ma na celu nie tylko pomoc bliźniemu, ale także uleczenie mnie samego, wyprostowanie moich poplątanych ścieżek. Koniecznym jest jednak najpierw rozpoznanie swojego stanu, a nie upieranie się, że wszystko jest w najlepszym porządku. Uświadomienie sobie, że jestem chory jest pierwszym i nieodzownym warunkiem uzdrowienia. Bez tego stanięcia w prawdzie, bez przyznania się do choroby, nawet sam Chrystus nie potrafi mi pomóc. A jedną z najcięższych chorób współczesnego człowieka jest ślepota i obojętność, egoizm i zapatrzenie w siebie. Inną -niemniej groźną chorobą- jest pełne pychy przekonanie, że jestem samowystarczalny i doskonały, że nic nie muszę w swoim życiu zmieniać, nic naprawiać, nic odbudowywać i leczyć, że jestem bez grzechu.

Jezus mówi bardzo wyraźnie, że ludzie przekonani i swoim zdrowiu lekarza nie potrzebują, nawet jeśli sami siebie za bezgrzesznych uważają. Prawdziwa pokuta i autentyczny post to przede wszystkim zdarcie maski, którą sam sobie nakłam, aby nie widzieć swojej prawdziwej, nieraz obrzydliwej twarzy.